12.11.2017

Od Luny CD Kagekaoś

Chcąc nie chcąc patrzyłam mu głęboko w oczy. Sytuacja była niezręczna... Poczułam jak się rumienię. Po chwili, która zdawała się trwać wiecznie, nasze usta się złączyły. Poczułam jak jeszcze bardziej się rumienię. Oderwałam się od basiora, zamachnęłam się i uderzyłam go w drugi policzek. Żeby równo puchło.
- A to za co?! - krzyknął.
- Z-za całowanie bez ostrzeżenia! - wyjąkałam ciągle będąc czerwona jak burak.
- Ostrzec cię teraz? - zapytał flirciarsko.
Skierowałam płomyk w stronę Kagekao.
- P-precz zboczeńcu! - krzyknęłam.
Basior odskoczył.
- A kysz płomyku!
 Nagle z płomykiem zaczęło się coś dziać. Zaczął tak jakby "trząść" się w powietrzu. Razem z Kagekao patrzyliśmy osłupiali na płomień. Trząsł się jeszcze chwilę i nagle całkowicie przestał się ruszać. Myślałam, że zaraz wybuchnie, jednak to się nie stało. Zamiast tego pojawiły się u niego oczka i buzia.
- Oh, jaki on jest uro-
- POMIOT SZATANA! - krzyknął basior przerywając mi w pół słowa. Ognistej istocie chyba się te słowa nie spodobały, bo przybrała wkurzony wyraz "twarzy" i zaczęła lecieć w stronę Kagekao. Samiec zaczął uciekać.
- AAA, ZABIERZ ODE MNIE TEN POMIOT SZATANA, TO TY GO STWORZYŁAŚ! - krzyknął.
- Ale ja go nie ożywiałam! - odkrzyknęłam. Muszę coś zrobić, bo inaczej ten idiota zaliczy randkę z na prawdę gorącą osobą. Skupiłam się na płomyku. Ogień... ogień...
- NIE WIEM CO ROBISZ, ALE TO NIC NIE DAJE! - krzyknął basior dalej uciekając przed ognikiem.
- Eh... - westchnęłam. Co by tu zrobić? Hm... A może po prostu przeprosić go? Skoro się obraził za ten "pomiot szatana", to chyba ma uczucia i potrafi myśleć... (Nie to co Kagekao xD).
- PŁOMYCZKU! - zawołałam biegnąc za nim. O dziwo płomień zatrzymał się. Podeszłam trochę bliżej niego.
- Przepraszam za tego debila, on najpierw mówi, potem myśli... Przestaniesz go gonić z rządzą mordu, proszę? - powiedziałam.
Ogień zrobił zamyśloną minę, a po chwili wydał z siebie dziwny dźwięk i zrobił coś, co miało przypominać kiwanie głową.
Basior ciągle biegł, dopiero teraz odwrócił głowę i się zorientował, że nici z gorącego spotkania.
- O, ZADZIAŁAŁO! - powiedział, lecz dalej biegł, a nie patrząc gdzie biegnie przywalił w drzewo.
Chwilę się zachwiał i upadł na ziemię tracąc przytomność.

<Kagekao? xD>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz