4.05.2017

Od Iwona do Cheeky

Szczeniak zaczął się powoli wybudzać. No... był już w pewnym sensie wybudzony, ale miał jakieś zawroty głowy. Ingi nigdzie nie było, co mnie niepokoiło, ale na razie skupiłem się na czarnym szczeniaku. Spojrzałem na niego podejrzliwie. Chacie to moja córka, mimo że przybrana. Ten szczeniak... chm...
- Podaj kolory. Kształt, masywność. Cokolwiek.
- Był duży... masywny. Taki szary, z kłami, pazurami....
- Najprawdopodobniej winegra. Opis pasuje.... ale...
- Chm?
- Czy ten stwór był większy od zwykłego wilka?
- No tak.... jak jakiś wilk i pół? - popatrzyłem z niepokojem na Cheeky. To nie mógł być dobry znak. Przyszedł Hares. Miał wiele zadrapań.
- Hares, co Ci się stało? - zapytała Cheeky.
- Ingi zapytaj. - warknął i poszedł dalej.
- Wiecie co? Ja idę sprawdzić tereny, wy idźcie do Rodini. Ona pomoże OBU szczeniakom. - powiedziałem patrząc znacząco na Haresa, który przewrócił oczami. Cheeky potaknęła głową, a ja przeteleportowałem się w góry. Nic nie było słychać. Nawet szumu wiatru. Nic. To mnie niepokoiło. Gdy w tedy coś za sobą usłyszałem. Skuliłem uszy... odwróciłem głowę, i na mój pysk padł odór, i ślina. Tak. Potwór ryknął mi prosto w twarz. Jedy na myśl która w tamtym momencie mi chodziła po głowie to: Weź umyj bracie zęby. Ale teraz już zaczynałem myśleć jasno. Najokropniejsze były ograniczenia teleportacji. Stałem się więc niewidzialny. Wskoczyłem na potwora i ugryzłem go w kark. Ale ten miał jasne myśli. Przewrócił się na bok przygniatając mnie do ziemi. Teraz musiałem się przeteleportować. Gdy tylko to zrobiłem, potwór już wstał i patrzył na mnie czerwonymi oczami, i na jego pysku wyrył się jakby uśmiech. Po czym rozpłynął się powoli w czarny dym i gdzieś odleciał. I coś mi się zdawało, że to nie był efekt wściekłego opiekuna.

< Cheeky?>

Od Night'a CD Avril

- To jakie jest to twoje imię? - zapytałem
- Harems. Jestem poddanym władcy naszego rodu, a znalazłem się tu w sposób...
- Hola, hola nie tak oficjalnie - przerwałem mu
- Dasz mi dokończyć? - zapytał, a ja tylko pokiwałem głową - a więc jak już mówiłem znalazłem się tu w sposób polowania. Miałem coś upolować, gdy jakaś przerośnięta wiewiórka we mnie wleciała - dokończył zwierz
- Aha... ale to nie zmienia faktu, że inne rody czy inne w ogóle plemienia NIE MOGĄ polować na terenach obcych plemion, a ty złamałeś to prawo - powiedziała wreszcie Avril
- No, ale ja... - zaczął pies
- Nie ma żadnych ale. Lecimy z nim do Lii. Ona zdecyduje co z nim zrobić - powiedziałem
- Em... kto to Lia? - zapytał tylko
- To alpha naszej watahy - odpowiedziałem
I tak polecieliśmy. Spotkaliśmy Lię przy wodospadzie.
- Dzień dobry Lio. Mamy pewną sprawę - powiedziałem
- Tak, słucham - odpowiedziała
- No więc mamy tu takiego skrzydlatego psa imieniem Harems. On miał polować na coś... na co? Nie wiem. Nie powiedział nam. Ale do rzeczy na polowanie wybrał nasze tereny. Co mamy z nim zrobić? - powiedziałem
< Avril? Przepraszam, że tak długo... >

Od Chackie CD Mateo

Wleciałam do wnętrza jaskini.
- Mateo! Nic ci nie jest? - pytałam
Szczeniak nie odpowiadał.
- Już lecę po mamę. Ona ci pomoże - powiedziałam i poleciałam. Po kilku chwilach byłam już z mamą z powrotem w jaskini. Moja mama doknęła go łapą, a mnie okryła skrzydłem i przeteleportowała nas do jaskini taty.
- Co mu jest? - zapytał Iwo
- Nie wiem... - odpowiedziałam
Nagle szczeniak zaczął się wybudzać.
- Mateo nic ci nie jest? - zapytałam ponownie
- Nie, nic tylko trochę kręci mi się w głowie - odpowiedział
- Uff - odetchnęłam - a co się stało?
- Pamiętam tylko tyle, że coś mnie goniło, a potem wbiegłem do tej jaskini i zasnąłem..
- Aha... - odpowiedziałam
< Mateo? Przepraszam, że takie krótkie, ale brak jakiejkolwiek weny... >

2.05.2017

Od Avril do Nighta

Z niedowierzaniem patrzyłam na psa. Gdy Night już opatrzył mu ranę, zapytałam:
- A tak w ogóle to jak się zraniłeś w skrzydło?
- Nie wiem. Spokojnie sobie leciałem gdy nagle jakiś stwór we mnie w leciał tym samym raniąc mnie w skrzydło.
-Rozumiem.
- Skąd jesteś? - Basior po chwili przysłuchiwania się naszej rozmowie, spytał.
- N-nie pamiętam...
- Co?! Jak możesz tego nie pamiętać!
-Normalnie!
-Przestańcie krzyczeć!- Wykrzyknełam, nie mogłam na to dłużej patrzeć. - Nie pamięta to trudno. Jego sprawa.
- A co zrobimy z tym psem?- Zapytał Night.
- Ej!
Popatrzyliśmy na skrzydlate psa. O co mu chodziło?
- Ja też mam imię!

<Night? Jak będzie miał na imię? ;D>

Od Ingi do Ktosia

Chackie się odnalazła. Tylko tyle wiem. Zaczęłam gonić się z Nokią, latała za mną z patykiem, a ja uciekałam, i unikałam strzałów patykami. Nagle coś czarnego złapało moją towarzyszkę. " Au " usłyszałam w jej myślach.
- CHABER TY ZDECHŁY KUNDLU! - wydarłam się na towarzysza mojego brata. Hares siedział nieopodal i patrzył na mnie z lekceważącą miną.
- Czego chcesz od Chabra?- zapytał. ,, Mogę mu oczy wydłubać? " usłyszałam myśli Nokii ,, Bardzo proszę." odpowiedziałam. Sowo coś dziobnęła stwora Haresa, że ten jęknął, i ją puścił. Ona natomiast korzystając z okazji zaczęła za nim ganiać dziobiąc go i drapiąc.
- Weź powiedz swojemu chomikowi, żeby odczepił się od Chabra.
- To twój zmutowany szczur zaczął!
- No i? - basior wzruszył ramionami. Jak ja go nienawidziłam. Był taki irytujący. Poczułam w pysku smak krwi...ale... przecież nic nie jadłam.
- Emm... Inga... - zaczął basior. Moje ciało stawało się na wpół przezroczysto-czarne. Rzuciłam się na Haresa zadrapując go. Dopiero po minucie zdałam sobie sprawę z tego co zrobiłam. Basior mopatrzył na mnie marszcząc brwi. Miał zadrapane oko i parę śladów krwi.
- Co ty wyrabiasz?
- Ja nie.... - zaczęłam i uciekłam. Nokia poleciała za mną. Nienawidzę być pół demonem. Zatrzymałam się koło jakiegoś wodospadu. Przez parę minut tam siedziałam, pozbywając się krwi z pyska i łap, gdy usłyszałam za sobą głos.
- Kim jesteś?

< Któryś ze szczeniaków jest chętny? Może dorosły? >

Od Night'a CD Avril

Usłyszeliśmy za sobą huk... Huk ten był donośny i przeraźliwy.
- Co to było?! - zapytała Avril
- Nie wiem... chodź. Idziemy sprawdzić co to.
Poszliśmy do tyłu. Zapach lawendy był teraz bardzo intensywny, bo był wieczór, a teraz zaczęła się wiosna, więc nie powinienem się dziwić. Po chwili na ziemii zobaczyliśmy małego psa... ze skrzydłami. To było bardzo dziwne. Wzięliśmy psa i zanieślismy do mojej jaskini
- Spokojnie. Już po wszystkim - uspokajałem zwierza.
- Boli.. - zaskomlało zwierzę
- T..to ty mówisz? - zapytała z niedowierzeniem wadera
- No, a co mam robić? Miałczeć? - zapytał poirytowany... stwór
- No, ale jesteś psem... - odezwałem się
- No i co z tego? Wy wilki gadacie, to czemu ja nie mogę? - mówił dalej
- W sumie... - powiedziałem
I zacząłem opatrywać ranę na skrzydle psa
< Avril? Wiem... nic lepszego niż skrzydlaty pies nie mogłam wymyślić... >

Od Avril C.D Night'a


Poczułam jak Night wkłada mi kwiatek w moje włosy. Był bardzo ładny. Rzecz jasna podziękowała mu za niego. Wydawał się bardzo miły i fajny. Chwilę jeszcze rozmawialiśmy, lecz powoli zaczynało nam brakować tematów do rozmowy. Gdy dochodziliśmy do końca pola pawendowego, usłyszeliśmy za sobą huk...

<Night? Przepraszam, że takie krótkie nie wiedziałam o czym napisać..>

Od Mateo CD Cheeky (albo Chackie)


Poszedłem więc do domu. Po chwili i tak wyszedłem, bo nie miałem nic do roboty. Potrąciłem łapą kamyk. Poturlał się dalej. Zrobiłem to jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze. Gdy w końcu podniosłem głowę, już się ściemniało. Jak można tak marnować czas?! Nagle zdałem sobie również sprawę z tego, że nie wiem, gdzie jestem. Krajobraz wyglądał tak: skała skała krzaczek skała skała skała krzaczek skała dwa krzaczki skała skała kamień. Super.
Wtedy coś zaszeleściło w krzakach. Odwróciłem się i zobaczyłem wielkiego, szarego stwora z olbrzymimi kłami i pazurami. Węszył w powietrzu.
Zacząłem się cichutko wycofywać. Nagle stwór na mnie spojrzał i skoczył.
- Ugrufffwraaaaa!- wydał z siebie przerażający dźwięk.
Biegłem, nie oglądając się, ale oczywiście był szybszy. Zobaczyłem norę. Dwa metry, jeden.. Skoczyłem i poczułem straszny ból. Upadłem na dno nory. Potwór ryczał gniewnie, ale nagle zaczął jakby rozpaczliwie piszczeć...? Po chwili zapadła cisza. Obejrzałem się na bolący grzbiet i omal nie zemdlałem-był cały we krwi, płynącej z rany, którą pozostawił chyba pazur stwora. Z wysiłkiem wystawiłem głowę z nory i zacząłem wrzeszczeć "POMOCY!", aż zabrakło mi tchu. Wydawało mi się, że zza skał wyleciał jakiś wilk, ale byłem tak zmęczony, że zasnąłem.
<Cheeky? Iwo?>

1.05.2017

Od Cheeky CD Mateo

No więc pozwoliłam Chackie pobawić się z młodym basiorem, którego poznała. Od razu popędzili na polanę.
- Em... a po co ci ten medalion? - zapytał Mateo
- Ech... z tego co wiem to kiedyś będę musiała wrócić do krainy jakiegoś czegoś i będę tam władała takimi złymi stworami - mówiła machając przy tym łapami na wszystkie strony.
- Suuper - odpowiedział basior
- No nie bardzo... - powiedziała Chackie
- A niby czemu? - wypytywał
- Bo będę musiała opuścić mamę, tatę, Astrę i ciebie...
- Ej chwila kto to jest Astra?
- ASTRA!! - zawołała wadera
Po chwili na polance pojawił się mały wykropkowany kucyk
- To jest Astra - powiedziała
- Jesteś pół demonem, masz medalion, jest władczynią czegośtam i jeszcze masz kucyka - ciągnął - ale fajnie!
- Mhm.. - przytaknęła
W tej chwili na polankę wkroczyłam ja:
- Okej Chackie. Pożegnaj się z kolegą i idziemy do domu
- Ale mamoo - protestowała
- Nie. Do domu - powiedziałam stanowczo
- No dobra. Chodź Astra. Pa Mateo. Do jutra
- Do jutra - powiedział cicho
< Mateo? >

Od Cheeky CD Iwo

- Ale powiedz mi teraz dlaczego sądzisz, że nikt cię nie lubi? - zapytałam
- No bo jak spytałam Ingę to ona odpowiedziała, że Iwana i Magnusa, jak spytałam o to samo Iwana to on powiedział, że Magnusa, no to uciekłam.
- Ale kochanie - tłumaczyłam - to nie znaczy, że nikt cię nie lubi.. a teraz leć pobawić się ze swoim nowym kolegą.. - dałam mu dokończyć
- Mateo - powiedział basior
Chckie i Mateo pobiegli się bawić natomiast ja i Iwo wróciliśmy do szczeniąt
- Hares zostaw Magnusa - powiedziałam
- No doobra.. - odpowiedział - Chaber idziemy
- A gdzie to się wybieracie?
- Em... a nigdzie - powiedział basior
Kątem oka widziałam jak Magnus, Iwan i Inga bawią się razem, a Mateo i Chackie razem. Nagle medalion Chackie zaczął dziwnie świecić i unosić się.
- A to co? - zapytała zaciekawiona wadera
- Tego nie wiem - odpowiedziałam
Otworzyłam medalion i z niego wyłoniła się mgła z dziwnym napisem, którego nie mogliśmy rozszyfrować. Zostawiliśmy w końcu medalion i szczeniaki wróciły do zabawy. Ech... one tak szybko się rozwijały.. cóż w końcu są pół demonami..
< Iwo? Weny nadal brak... niestety >

Od Iwona do Cheeky

Są szczeniaki, które są słodkie, i są szczeniaki, które wpadają w fochy. Nam niestety przydarzyła się ta 2 wersja.
- Lecę za nią. - oznajmiłem. - Może się jej jeszcze coś stać. - powiedziałem szybko i wzbiłem się w powietrze. To było dziwne uczucie. Po raz pierwszy czułem taki niepokój. Patrolowanie watahy w nocy, to dla mnie pikuś. Zawsze wszystko widzę jakbym miał noktowizor.... wszystko na podczerwień. Ale teraz? Był dzień! Zacząłem węszyć. Po chwili zobaczyłem waderę rozmawiającą z jakimś innym szczeniakiem. Znałem go, był tutaj nowy. Zleciałem niżej. Wadera gdy tylko mnie zobaczyła zrobiła urażoną minę.
- Co ty tutaj robisz? Idź sobie!
- Chackie...
- Tylko on mnie lubi! - krzyknęła i wskazała na swojego nowego kolegę.
- Bredzisz. - zaśmiałem się. - Wszyscy Cię lubią!
- To dlaczego nikt nie wymówił mojego imienia? - i tutaj zabrakło mi słów. Nie umiem pocieszać, nie umiem tłumaczyć. Umiem tylko szukać i się martwić. Na szczęście wyręczyła mnie za to Cheeky, która najwyraźniej usłyszała krzyki Chackie.
- Chackie! - zawołała. - Gdzieś ty poleciała? Wiesz, jak się martwiliśmy?
- Ale, mnie nikt nie lubi. - powtórzyła, ale w jej głosie już nie było słychać takiego uparcia, i pewności siebie.
- A skąd taka pewność? - zapytała Cheeky. Tutaj mała wadera nie wytrzymała. Podbiegła do swojej mamy z płaczem, i wtuliła się w jej futro. Moja partnerka przytuliła ją łapą.
- Mogę się pobawić? - zapytała.
- Owszem, ale nie tutaj, jest za daleko.
- Chodź Mateo! - zawołała do czarnego basiora i zaczęła biec w stronę polanki.

< Cheeky? Wena powoli wraca. Tylko czas jakoś niknie >

Od Mateo CD. Cheeky


Siedziałem sobie spokojnie w jaskini na jakimś klifie. Nie wiem, gdzie ów klif się dokładnie znajduje. Ale istniał, bo jakoś tam siedziałem. W każdym razie, nagle zobaczyłem na niebie czarną kropkę. Kropka powiększała się, aż w końcu zmieniła się w małą czarną waderę, która z impetem(i głośnym szlochem) wpadła do groty. Oszołomiło mnie to tak, że ruszyłem się z miejsca dopiero po 10 sekundach. Tymczasem wadera wciąż płakała.
- Co się stało? - spytałem wreszcie. - Kim jesteś?
- Wziął mnie tysiącletni dziadek dał mi gadający medalik zostałam opiekunką jakichś demonów i oni mnie nie lubią.... - wydyszała na jednym tchu. Przynajmniej przestała płakać.
- Eeee... Chyba coś mnie ominęło... Możesz wyjaśnić klarowniej?
I wyjaśniła mi wcześniejszą wypowiedz. Nie wszystko zrozumiałem, ale fakt, że po części jest demonem, robił wrażenie.
- A jak właściwie masz na imię? - spytała mnie. No tak. Oboje o tym zapomnieliśmy.
- Mateo.
- A ja Chackie.
- A właśnie, kim są ci "oni", którzy cię nie lubią?
- Wszystkimi. Nikt mnie nie lubi.
- A ja? Ja cię lubię!
Bo w sumie była całkiem fajna.
<Cheeky? Iwo? Sorry za wcięcie się w historię, ale stwierdziliście, że nie wiecie, co pisać default smiley :)>

Od Cheeky CD Iwo

Podzieliliśmy więc szczeniaki: Inga i Chackie były razem, Magnus i Iwan byli razem, a Hares... Hares był z Chaberem...
- Inga... a kogo lubisz najbardziej?
- Em... Iwana i Magnusa
- Aha.... szkoda - i Chackie odeszła w płaczu
- A Iwan... kogo ty lubisz najbardziej?
- Magnusa - Chackie znowu się rozpłakała
- Chackie co się stało? - zapytał Iwo
- No bo... nikt mnie nie lubi... to pewnie przez to, że jestem tym opiekunem...
I odeszła. To co powiedziała bardzo mnie zmartwiła...
- Ej... Chackie!! A ty kogo najbardziej lubisz? - krzyknęła Inga
- NIKOGO!! - odkrzyknęła i uciekła... gdzieś
- Chackie!! - wołał Iwo
- Nie wrócę do was - krzynęła i nie wiedzieć jak wzbiła się w powietrze i zniknęła...
< Iwo? Nie wiem co pisać :S >

Od Iwona do Cheeky

Szczeniaki uważają mnie za ojca, więc ojcem będę. Spędziliśmy na tamtych terenach dużo czasu. Robiło się późno. Nokia usiadła na Indze i wtuliła się w jej sierść. Ja ułożyłem się obok Cheeky i okryłem wszystkich skrzydłami. To się zaczyna robić dziwne. o chwili wszyscy spali.

***

Obudziłem się jako pierwszy. Była około 6 nad ranem. Poleciałem, upolowałem, i przybyłem. A co takiego złowiłem? A no 3 kuropatwy i jednego młodego jelona. Inga obudziła się już dawno i od razy zabrała się za odcinanie jeleniowi rogów, zamiast jeść. Od kiedy po drodze do ( świętej pamięci ) opiekuna, ona zaczęła zbierać świecące kamyki, patyki, krzemienie, kości o różnych kształtach... wszystko. Postawiła rogi na takiej jednej półce i tam zostały przykryte jakimś płótnem, żeby jej rodzeństwo tego nie uprowadziło. Potem obudziła się reszta, i zaczęło się śniadanie. Potem wszyscy zostali przeniesieni do mojej jaskini. Szczeniaki może i szybko się rozwijały, ale nadal potrzebowały być blisko matki, i ciepła, więc musiałem poszerzyć moje legowisko. Potem szczeniaki wybiegły się bawić.
- No i co teraz? - zapytałem Cheeky, gdy siedzieliśmy koło polanki, gdzie teraz szczeniaki poznawały się z innymi. Hares się z takim czarnym basiorem pogził, a Inga nie chciała oddać patyka innej waderze, która teraz na nią biegała, i się na nią wydzierała
- A bo ja wiem? Chackie została nowym opiekunem.
- I winegry nie znikają. - Iwan zaczął drzeć się na Haresa, za wyzywanie siostry.
- A ja nie wiem, czy to dobrze. - powiedziała Cheeky.
- No, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. - powiedziałem wstając. - A teraz chodź. Trza szczeniaki rozdzielić, bo się jeszcze zaczną bić.

< Cheeky? Nie jestem pewien, co dalej pisać>

Od Cheeky CD Iwo

- T-tak idźmy już - potrząsnęłam głową - a Chackie będzie musiała tu żyć?
- Nie... dostała tylko moc nieśmiertelności.. - powiedział Pan Duch
- Ah.. ok - odpowiedziałam
- Uuu suuper - powiedziała Chackie
- Nooo - odpowiedział Iwan
No więc wyszliśmy z tego dziwnego zamku i skierowaliśmy się do domu.
- Tatoo, a niemógłbyś nas przeteleportować do domu? - zapytała Inga
- Mogę spróbować - odpowiedział Iwo
Mój partner okrył nas wszystkich skrzydłami i przeteleportował nas do mojej jaskini
- Uuuu - powiedziały szczeniaki
- Noo super co nie? - powiedział Iwo
- Ale, ale... nie zachwycajcie się... - powiedziałam - u mnie się wszyscy nie zmieścimy... przeprowadzamy się do tatusia - zarządziłam
- Co?! - zapytał Iwo - Czy ja o czymś nie wiem?
- No teraz już o wszystkim wiesz - powiedziałam - dzisiaj ja i szczeniaki no i ty jak będziesz chciał nocujemy tu, a jutro zaczynam przeprowadzkę...
- No dobra - zgodził się Iwo
- Dzieciaki zawołacie swoich futrzanych przyjaciół - powiedziałam
- ASTRA, NOKIA, CHABER - zaczęły się wrzaski
- Trzy ziwierzaki wleciały, albo wyleciały, do jaskini
< Iwo? >

Od Iwona do Cheeky

Przez całą drogę do góry patrzyłem na ducha spode łba. Czułem się tak, jakbym czytał po raz setny jedną, i tą samą książkę w której występuje (......) olbrzym, który.... no... zachowuje się jak ten duch. Ciekawe czy Pan Jaszczurka by się z nim zaprzyjaźnił.... Gdy wreszcie wyszliśmy na górę, Inga dostała dziwnego ataku chichotu.
- Szczeniaki.... - rozległ się po sali dziwny głos. Czemu dziwny? Już wyjaśniam. Czy słuchaliście kiedyś, jak ktoś ostrzy nóż, lub nożyczki? Albo jak ktoś przejechał złym końcem kredy po tablicy? To właśnie był tego rodzaju głos. Gdy tylko go usłyszałem, skrzywiłem się przyklepując uszy do ciała.
- Tak... no ten... - zacząłem, ale dokańczać nie musiałem, bo z ciemnego kąta wyszedł..... on.
Bądźmy szczerzy. Spodziewałem się silnego, skrzydlatego basiora z wystającymi kośćmi i tp, a zastałem wilka, który wyglądał na przerażającego ale... STAREGO. Podszedł bliżej i uśmiechnął się szeroko. Nie miał zębów.
- Eeeeee.... - zdołałem z siebie wykrztusić. Nic innego nie przychodziło mi do głowy.
- Witajcie w moim domu! - zawołał z radością. Teraz jego głos nie brzmiał, jak ostrzenie noża ale jakby się męczył ze 100 letnią chrypą. Magnus popatrzył z zaciekawieniem na staruszka i powiedział.
- Nadawałby się pan na dziadka. - Adbur popatrzył na szczeniaka jak na jakąś gnidę.
- Nie... ten się nie nadaje... - mruknął w zamyśleniu
- Co? - zdziwił się basior najwyraźniej nie wiedząc co się dzieje. Opiekun winegr zaczął penetrować wszystkie szczeniaki wzrokiem, aż w końcu zatrzymał się na Chackie.
- Tak.... ty będziesz w sam raz...
- Ej, chwila. Co? - zdziwiła się wadera.
- Jak ma na imię ta tutaj? - zapytał wskazując na czarną waderę.
- Ch-Chackie... - powiedziała drżącym głosem Cheeky.
- Dobrze więc. - powiedział. - Chodź moja droga. - zwrócił się do szczenięcia.
- Ej, gdzie ją zabierasz? - zapytała Cheeky.
- To, już jest tajemnica. - powiedział i rozwiał się w czarną mgłę razem ze szczeniakiem.

***

Siedzieliśmy w napięciu w dziwnie ponurym salonie. Inga natomiast zaczęła biegać za duchem, który nie mógł się od niej odczepić. W końcu pojawiła się mała wadera z jakimś amuletem na szyi, ale bez Adbura. Cheeky przytuliła Chackie i zapytała.
- Bogom dzięki, nic ci nie jest! Co ty masz na szyi?
- Medalik. Dostałam od tego dziadka, zanim się rozwiał na popiół.
- Zaraz, co?! - zawołałem. Wadera ze spokojem usiadła, wzięła amulet do łap i powiedziała jakieś nie zrozumiałe słowa. Pewnie słowa demonów, bo szczeniaki zrobiły wielkie oczy. Amulet się otwarł a ze środka wypłynęła ciemno niebieska mgiełka. ,, Oto następczyni tronu demonów" tylko tyle.
- Eeeee.... to było.... dziwne. - skomentowała Inga.
- Możecie być z siebie dumni nędzni śmiertelnicy! Wasza córka została opiekunem! MÓJ PAN ODSZEDŁ!
- A ile miał lat?
- Z JAKIEŚ 1200!
- Eeeeee..... Chyba już wracamy. - odparłem i popatrzyłem na Cheeky

< Cheeky?>

Od Cheeky CD Iwo

Iwo i ja byliśmy zdziwieni propozycją Chackie.
- A co? Już odpoczełaś? - zapytałam
- Taaaak... tu jest tak nuuudno..
- No dobra - powiedziałam
Więc ruszyliśmy dalej na północ. Teraz krajobraz był bardzo ponury... było ciemno, szaro i na ziemii zalegała mgła.
- Boję się, że zaraz wyskoczą pająki - powiedziała Chackie razem z Ingą
- Spokojnie... w takim wypadku ja was obronię - powiedział dumnie Iwan
- Ten nasz Iwan jest strasznie dzielny - powiedział Iwo
- Tak... to mnie niepokoi... przecież jest bardzo młody i... jest demonem - szepnęłam
- Przecież one już znają prawdę - odrzekł pewnie mój partner
Szliśmy szybkim tempem naprawdę długo.
- Nie jesteście zmęczeni? - zapytaliśmy razem z Iwonem
- Nieee jest fajnie... - odpowiedziały zgodnie młodziaki
Wreszcie doszliśmy do wielkiego, mrożącego krew w żyłach zamku. Weszliśmy do środka.
- Hop, hoop... panie duchu - zawołałam
Nagle zjawił się, nie tak jak wcześniej przerażający, duch.
- Oo widzę, że przyprowadziliście szczeniaczki dla naszego mistrza...
- Tylko jedno jest dla niego.. - powiedziałam w strachu
- Ech... każda wadera tak mówi... a potem oddaje wszystkie.
- ONA TAKA NIE JEST!! - krzyczał Iwo
- Tia...na pewno... - mruknął duch - a teraz idziemy do jego mości mistrza Abdura
- Super imię dla mistrza - zażarartował Magnus
- CISZA! - ryknął duch
Wszystkie szczeniaki stanęły przed nim wyprostowane
- No... grzeczne dzieci - pochwalił je
< Iwo? Weny brak... >

Od Iwona do Cheeky

Tak, wszyscy dobrze przeczytali. Szczeniaki po jednym dniu nauczyły się mówić. Inga skakała po kamieniach, krzakach i trawie.
- Jeszcze se coś złamiesz. - powiedziałem do niej.
- Nie złamię! - zapewniła mnie mała wadera. Stało się jednak coś innego. Inga poślizgnęła się, i była by spadła w przepaść, gdybym ją nie złapał na skórę u karku.
- Ej! - zaprotestowała wadera.
- Nie ejuj mi tutaj, tylko idź dalej i... staraj się siebie nie zabić.
- Jasna sprawa! - zapewniła mnie wadera i pobiegła dalej, opryskując błotem Magnusa. Pewnie specjalnie. Zwolniłem tempa i podszedłem do mojej partnerki.
- Szczeniaki demonów się bardzo szybko rozwijają. - powiedziałem cicho. - Już mówią, chodzą.... wszystkie mają w sobie demona. U innych jest to bardziej widoczne ale... - głos mi się załamał. - ale one już wszystko pamiętają. - Cheeky szła ze spuszczoną głową. Po chwili milczenia podniosła smutny wzrok.
- Wiem o tym.

***

Przeszliśmy połowę drogi, co i tak jest dużo, jak na szczeniaki a one dopiero teraz zaczęły marudzić.
- Przyda im się odpoczynek - mruknąłem. - Tobie z resztą też. - wadera wyglądała zdrowo i silnie. Niestety z oczu można wszystko wyczytać.... a może jednak stety?
- Tak, dobrze. - powiedziała wadera, weszła z niewielkie zagłębienie i przywołała szczeniaki. Wszystkie do niej zeszły i się położyły. Popatrzyłem na swoje amulety, których jeszcze nie zdjąłem. Teraz się przydadzą. Ściągnąłem z szyi fiolkę za rzemyku, o kolorze cytrynowo przeźroczystym i podszedłem do Haresa.
- Otwórz paszczę. - powiedziałem z uśmiechem.
- A po co?
- Chmmm.... żebyś nie był spragniony?
- Ale przecież to nie woda.... - uniosłem brwi. Szczeniak wyciągnął język. Przechyliłem fiolkę i jedna kropla przezroczystego płynu spłynęła na język małego basiora. On schował język i mruknął.
- Czuję się ta, jakbym wypił 2 beczki wody.
- I tak się właśnie masz czuć. - zapewniłem. Po czym rozdałem innym po kropli płynu. Siedzieliśmy z godzinę odpoczywając, po czym Chackie wstała pierwsza.
- Możemy już iść? Nudzi mi się.

< Cheeky?>

Od Cheeky CD Iwo

Obudziłam się dopiero na drugi dzień. Szczeniaki bawiły się razem. Zaczęłam się myć po czym wzięłam Chackie (bo już wybraliśmy imiona dla szczeniaków) i ją umyłam. Następnie wzięłam drugą waderę - Ingę. Potem najmniej demonowatego szczeniaka - Magnusa i jak dwie ostatnie wadery umyłam go. Następnie Iwana czyli basiora bez skrzydeł. Ostatniego wzięłam Haresa. On miał dziwne znamię...
- No więc tak. Chackie, Inga i Magnus mają naprawdę mało z demona - jeżeli nie są normalnymi wilkami - mówił Iwo - natomiast Hares i Iwan mają coś z demona... i to dużo. Hares na pewno jest pół demonem, a Iwan... tego nie wiem - skończył basior
- Aha.... Wiesz co?
- Co?
- W sumie cieszę się, że jestem mamą, ale nie cieszę się, że nią zostałam w tak młodym wieku.... a ty, że jesteś tatą?
- Ale przecież... to duch jest ich ojcem...
- No tak, ale ty będziesz przybranym ojcem.
- Aaa... no to tak. Bardzo się cieszę
- To super. Dobra idziemy do tego mistrza?
- A czujesz się na siłach?
- Jasne... czemu nie?
- Okej - nie zaprzeczał Iwo
Ruszyliśmy dalej na północ. Doszliśmy do jakiegoś mostu. Bardzo dziurawego mostu.
- Tutaj teleportacja nie działa... trzeba będzie przejść...
- A nie da się polecieć? - zapytałam
- No przecież szczeniaki mogą spaść...
- Ach... no tak.
- Dobra idziesz pierwsza. Ty bierzesz Ingę i Chackie, a ja Magnusa, Iwana i Haresa
- No okej...
Przeszłam kilka kroków, a tuż za mną szły wadery. Gdy przeszliśmy już bez żadnych przygód na drugą stronę Iwo wysłał do nas Magnusa i Iwana. Oni też przeszli bez przeszkód. Teraz szedł Iwo z Haresem. Nagle pod Iwem deska się złamała
- Iwo!
- Nic mi nie jest! - odkrzyknął gramoląc się z powrotem na mostek. Po minucie już razem byliśmy na drugiej stronie tego przerażającego mostu.
- Hares nie zaczepiał sióstr - powiedziałam
- No dobra... - odpowiedział szczeniak
< Iwo? >

Od Iwona do Cheeky

5 szczeniąt. Chodziłam w szoku dookoła wadery, ale gdy zobaczyłem 2 szczeniaki ze skrzydłami, szok się zwiększył. Jedynym takim przypadkiem, że były 2 szczeniaki ze skrzydłami, był w przypadk Lii. Lia miała skrzydła przez czarną moc, a jej siostra, bo miała żywioł wolności. Tutaj jedno ze szczeniąt miało więcej w sobie demona. Tylko które? Gapiłem się na szczeniaki. Ledwo się urodziły, a już były... no.... duże, suche, a oczy otwarte, i zdawały się wszystko penetrować. Mel patrzyła na to z niepokojem.
- Ja już muszę wracać. - powiedziała. Dotknąłem jej, przeteleportowałem się do watahy, po czym wróciłem.
- I co? Cieszysz się, że zostałaś mamą? - zapytałem z uśmiechem, próbując ukryć szok.
- Eeeee... nie wiem.- Wadera patrzyła, jak szczeniaki leżą przytulone do jej ciała przy brzuchu.
- Nie dziwię się. - Czy mi się zdawało, czy te szczeniaki na serio rosły coraz bardziej? Jeśli nie, powinienem przestać brać LSD. :D. - Trzeba was zabrać w bardziej bezpieczne miejsce. Jutro wyruszymy dalej. Coś mi się zdaje, że te szczeniaki do jutra będą w stanie chodzić.
- Ale... - wadera nie zdążyła się sprzeciwić, bo dotknąłem ją i szczeniaki skrzydłem, po czym przeteleportowałem nas dalej, między drzewa, pod nachylenie skalne. Wyczarowałem trochę pierza, słomy, siana, mchu zimowego i tp, po czym usadowiłem tam Cheeky ze szczeniętami. Było południe.
- Cheeky. - odezwałem się. - ja lecę na zwiady. Zostawię tutaj barierę, ale to nie jest całkowite zabezpieczenie, pamiętaj o tym.
- Tak. Nie musisz się martwić.
- Muszę. - odparłem. - Słuchaj się starszych. -wadera przewróciła oczami. Odszedłem nieco dalej, i wyczarowałem barierę. Po czym poleciałem do góry. Najbardziej przeraził mnie ten "krajobraz"
Brama. Zachodnia brama. Widok nie za piękny. Ale przecież większość rzeczy niebezpiecznych, jest piękne. Poleciałem dalej, i tam zastałem inny widok. Bardziej dziwny. Nie było już tyle mgły, ponurych gór, dziwnych wiatrów, które zdają ci się szeptać do ucha ani różnych straszydeł. Było to.... porośnięte drewnem, skałami, mchem, paprotkami, drzewami i tp dolina. Dalej były jakieś rzeczki. Super. :S Na środku był wielki skało-drzew który wyglądał jak... jakaś łapa zobiaka. A co było w tym najdziwniejsze? Że miałem dziwne wrażenie, że jestem w środku jakichś kości.
Czułem wyraźnie winegry. Tutaj jest miejscówka tego opiekuna. Chciałem polecieć dalej. Ale jakaś niewidzialna siła mnie zatrzymała. Chciałem się przeteleportować, nie dało się. Udawało się tylko przejść pieszo. Wróciłem szybko do Cheeky.
- Cheeky! - zawołałem, ale wadere spała, otulając szczeniaki ogonem i skrzydłem. Teraz przyda im się odpoczynek. Przeszedłem przez barierę, dzięki zaklęciu po czym ułożyłem się obok nich.

< Cheeky?>