1.11.2018

Od Demo/Sory Do Lii "Stara znajoma powraca v3"

- Wiesz co... Z tego co widziałam z góry to możemy zapolować na Ezekiela. - zaproponowałam
- Hm dobry pomysł wiesz gdzie mieszka? - zapytała poprawiając sznur, ciągnący się za nią.
- Ta zdarzyłam sie zorientować, gdy obserwowałam watahę. - niby moja orientacyjna w terenie nie jest najlepsza. Ale jesli pozna się teren z góry to odnalezienie sie jest dziecinnie proste. Jaskinia Ezekiela nie znajdowała się daleko. Ledwie 10 minut marszu.
Tak jak przypuszczałam dotarłyśmy w wybrane miejsce po kolejną ozdobę choinkową. Zabezpieczenia były marne. Demony nie są rzadnym zagrożeniem, a dają tylko większą frajdę z tego jakim spektakilularnym sposobem giną.
- O boże jak cudownie jest się znów móc powyrzywać. - delektowałam się uczuciem życia które niespodziewanie straciłam. Wiedziałam że sama się zabije przez moją głupotę, ale nie spodziewałam się, że umrę tak szybko.
- Było nie umierać! - po raz kolejny Lia powtórzyła tę samą kwestię narzekając na moją śmierć.
- Było mówić bym nie umżyła. Ciesz się, że jestem... jako tako... - zakończyłam dialog podpalając przedmioty znajdujące się w jaskini.
- Nie zabijecie mnie tak łatwo. - matko czy każdy musi używać jednych i tych samych pewnych siebie powtarzających się i tak szablonowych tekstów? (Tak) Lia kontynuowała zabawę z demonami, a ja zajełam się Ezekielem. Ah! Te marne próby ratowania życia są pocieszne. Głupi zmarnował energie na przyzwanie demonów a teraz jest wykończony. Jak mi przykro. Wyjełam sztylet oraz skierowałam płomienie w strone ofiary. Ten zaś ostatkiem sił spróbował odlecieć, ale jego czarne pióra dopadł mój ogień. Co poskutkowało jego jakże zmysłowym lotem w dół wprost na ziemie. E no może nie wprost.
- Lia... To też się nada na choinke? - wskazałam na zwisające flaki z jakiejś spiczastrzej cześci skały. Poniżej znajdowała się pozostałość z ciała basiora skompana w krwistym sosie.
- Pewnie! Możemy z tego zrobić łańcuch wokół choinki. - po raz kolejny moja przyjaciółka wykazała się kreatywnością.
-To ja go do jakiegoś worka spakuje. - jak powiedziałam tak zrobiłam.
- To teraz jeszcze pare ozdób i można drkorować. - ekscytowała się wadera.
- Ta nie ma to jak dzień, no w tym przypadku noc z przyjaciółką. - stwierdziłam, tak mała rzecz, a cieszy. - To gdzie teraz?

<Lia?>

Od Lii ,,Polska czystka ze świeżego mleka #3"

Finna nie było w doomuuu! Chyba... nie jestem pewna. Czemu mam wrażenie że go nie ma? Może przewidział nadchodzącą zagładę? A może po prostu zapomniał o czystce? Chociaż syreny było słychać nawet w sąsiedniej watasze. A może on też polował na wilki? 
- Nie czas na bajery! - zirytowałam się - Jak tak bardzo chcesz sekretne romanse prowadzić to się ożyw albo ugadaj się z kimś i współdziel ciało. Znałam taki przypadek że... dobra nie ważne- W tej właśnie chwili moja magia podziałała, a bariera opadła niczym zbite szkło na trawę, po czym znikła. zaśmiałam się pod maską i weszłam do jego jaskini. Było ciemno, i nic nie było widać. Jedyny odgłos wydawały moje mieczyki.. a raczej wirujące z zawrotną prędkością powietrze tworzące tą nietypową broń białą. Po chwili coś śmignęło mi obok ucha, z impetem odbiło się od ściany skalnej i z głośnym brzękiem upadło na podłogę.
- Nie dam się zabić we własnej jaskini. Aż tak słaby to nie jestem. Ale spróbujcie, proszę. Zobaczymy czy wam się uda! - Jak na zawołanie nagle cała jaskinia została oświetlona przez płomyki ognia. Wszystko dokładnie było widać. W tym moją ofiarę.
- Hej Finnuś! Jak zdrówko? - spytałam z ironią w głosie, jednak moje uszy odebrały jakiś inny głos. Zmieniony? 
- Nie twój zasrany interes - warknął przybierając pozycję obronną. 
- Demoś, mogę? - spytałam przesłodzonym tonem
- Lubiłam go. Popatrzę sobie co ma ciekawego a ty sobie morduj - basior lekko zdezorientowany jednak jeszcze nie chory umysłowo (chyba. Nie wnikałam nigdy) posłał w moją stronę niczym Todoroki na testach falę lodu, która za pomocą mojego wiatru rozbiła się na sryliard kawałeczków, a droga którą ten lód poszedł popękała, więc ogólnie mieliśmy mały rów mariański w środku jaskini i masę lodu dookoła a ten lód... zabarwił się chwilę potem na czerwono
- Wiesz co to atak z zaskoczenia, mądralo? - mruknęłam wyjmując z jego pleców dodatkowy, zmaterializowany przed chwilą mały sztylet - Uffff... dywanika z tego nie zrobię - mruknęłam z niby fochem patrząc, jak basior wykrwawia się... coraz bardziej... i bardziej aż w końcu padł... '-' dobra z tego się robi jakieś mdła balladyna. Może sobie jego skrzydła odetnę? Szkoda byłoby palić, oblizałam kroplę krwi z rany którą zadał mi lód, po czym szybkim ruchem ostrzy odcięłam  jego skrzydła.
- Deemoooś! Masz coś ciekawego?! - zawołałam do wadery plując piórami które odczepiły się od skrzydeł. 
- Mhmmmm - zza rogu wyłoniła się wadera z słoikiem i jednym ciastkiem w gębie
- Uh... dobra, to zwiążemy... mamy jedną bombkę na halloweenową choinkę! - zawołałam uradowana związując krwawiące jeszcze zwłoki sznurem i tak oto miałam już 3 lewitujące przedmioty - To gdzie teraz? - spytałam moją towarzyszkę.

< Demo?>

Od Demo/Sory Do Lii "Stara znajoma powraca v2"

Podobny obraz
Wybyłam z jaskini przyjaciółki, po czym zwiedzałam sklepy w poszukiwaniu jakiegoś fajnego przebrania. Chociaż sama w sobie jestem przebraniem. Nie wyglądam jak Sora, tylko jak ja. A wiadomo, że inni myślą że jestem martwa. Poszukam tylko jakiejś maski i starczy. Przedostałam się do kolejnego sklepu. Przemierzałam kolejne alejki, aż w końcu odnalazłam idealną maskę - doktora plagi. Była wykonana z srebrnego połyskującego metalu. Nos wygięty miała w przód jakby w dziób ptaka oraz małe otwory na oczy. Założyłam maskę na czoło. Potem przerzucę grzywkę na maskę. Wychodząc zgarnęłam jeszcze czarny płaszczyk z kapturem. Opuściłam sklep i prowadzona przez tego dziwnego ducha myszy należącego do wadery w której ciele jestem, kierowałam się w miejsce gdzie przebywała Lia.
- Kim jesteś? - usłyszałam znajomy głos. Głos, którego właściciel był bliski memu już nie tak lodowatemu sercu. Przebywanie między bogami i obserwowanie wilków z góry nie jest takie złe. Bogowie uczą mnie niektórych rzeczy. Jestem tam małą pomocą. Przynajmniej się nie nudzę.
- Cześć Micho. - powędrowałam wzrokiem na basiora. - Dawno cię nie widziałam. - uśmiechnęłam się uroczo w jego kierunku. On za to dostał zawiechy. Szczęka opadła mu w dół. Powieki co chwilę przecierały obraz basiorowi przez ciągłe mruganie Micha. - Też za tobą tęskniłam wiesz. - powiedziałam zadziornie z leciutkim foszkiem. Dobrze rozumiałam nieogar Micha. Tez bym się zdziwiła, widząc żywego trupa. -No powiedz coś. - smutłam lekko. Basior szepnął coś do siebie.
- Żyjesz...
- Nie, nie masz halucynacji. Jestem prawdziwa. Ale nie powiedziała bym, że żyje. - znając go stwierdził, że zwariował. Po tych słowach Micho spontanicznie i mocno mnie przytulił. Trwaliśmy tak dłuższą chwile.
- Ciesze się że jesteś. - szepnął.
- Nie na długo. - powiedziałam ze smutnym uśmiechem na twarzy. I odsunęłam się o krok.
-Co? Czemu?
- Bo jestem w ciele Sory.
- Wyglądasz, zdaje się, tak samo. - trochę się pogubił.
- Bo w Halloween duchy mają większą moc. To dzięki temu tak wyglądam. - odparłam smętnie.
- W takim razie... Przyszłaś tu z jakiegoś powodu? - minął mnie.
- Wpadłam na ciebie przypadkiem. (wcale ale to wcale nie z premedytacją autorki)
- Domyśliłem się już - smutny uśmiech wkradł się na jego pysk.
- Jeśli chcesz ze mną pogadać, to powiedz Sorze żeby ci pomogła. Zawsze jestem gdzieś obok. Tylko mnie nie widać. - uśmiechnęłam się.
- Znajdę cię. Niedługo.
- Dobra, idź się schować. No chyba, że mordulcujesz? - powiedziałam z sadystycznym uśmieszkiem. Następnie zmieniłam się w mój ukochany pył i odnalazłam duszka myszy, który doprowadził mnie w końcu do Lii.

- Co tak długo? - zirytowała się Alfa, dalej rozbrajając zabezpieczenia jakiegoś domu.
- Spotkałam Micho. Kogo tym razem chcesz zabić? - westchnęłam i zsunęłam na pysk maskę i narzuciłam kaptur.

<Lia?>

Od Yuki "czystka"


Syrena zawyła. Nie byłam z tego powodu zadowolona, w końcu co dopiero wróciłam po wyczerpującej misji. Tak bardzo chciałam teraz spokojnie zasnąć i nabrać energii na drugi dzień. Ogólne przemęczenie stresem i długotrwałą pracą fizyczną bez większego czasu na sen czy posiłek potrafi nieźle wymęczyć. Nie rozumiałam, po co syrena miałaby wyć o tak późnej porze. Niektóre szczeniaki już pewnie śpią w jaskiniach. A może to jakiś nagły wypadek? Chociaż w sumie… Nie pamiętam by kiedykolwiek taki dźwięk pojawiał się na terenach watahy. Nie wyjaśniałoby to jednak uczucia że ryk syreny nie jest mi obcy. Czułam w swojej klatce ucisk, jakby to właśnie istota zwana Deja Vu próbowała mi przypomnieć jakieś wspomnienie, które może by mi wyjaśniło całą tą syrenę.
I wtem mnie olśniło. Czystka! Ale tak bardzo chce mi się spać… Walona Lia. Czemu czystka akurat teraz, a nie na przykład za dzień, dwa? Otworzyłam spuchnięte ze zmęczenia oczy. Stałam przed trudną decyzją. Dosypiać czy może mordować?
*15 minut później*
Chłodne, chyba jeszcze październikowe, nocne powietrze orzeźwiało mój zmęczony umysł. Fakt, jestem niewyspana, przez co trochę słabsza, ale nie zaszkodzi mi spróbować świeżej krwi. Może znajdę jeszcze jakieś fajne znaleziska lub drogie przedmioty. W sumie, od zawsze chciałam wiedzieć, co się stanie, jeżeli założę czyiś amulet. W końcu on jest tak jakby wzmacniaczem naszych mocy. Czy moja moc przybierze na sile? Czy może nic się nie stanie? A może dostanę żywioły ofiary?  Ciekawość pobudzała mnie jeszcze bardziej, jednak zmęczenie nadal było wyczuwalne. Ruszyłam w stronę jaskiń, szukając jakiejś, w której mogłabym znaleźć swoją ofiarę. Po niecałych parunastu minutach trafiłam do całkiem ciasnej jaskini, położonej blisko morza. W środku było ciemno, ale wyraźnie wyczuwałam zapach jakiegoś wilka, a dokładniej wadery. Weszłam do wnętrza.
Nie trzeba było długo czekać aż usłyszałam jej warczenie.
- Jakbyś nie wyczuła ta jaskinia jest zajęta – wysyczała przez zęby. Ujrzałam jej biało-brązowy pysk, wyglądający jakby właśnie wytarzała się w błocie oraz kasztanową grzywkę. Jej błękitne oczy obserwowały mnie dokładnie, doskonale pokazując agresję owej wadery.
- Cóż, zdaje mi się że raczej była zajęta – odpowiedziałam z morderczym uśmieszkiem na pysku, z wyczuwalną pogardą w głosie.
Wyraźnie widziałam jak jej okazałe jak na waderę mięśnie się napinają, dlatego miałam czas na reakcje, zanim ta na mnie skoczyła. Zmaterializowałam się za zaskoczoną waderą i wbiłam jej przednie pazury w zad. Zapiszczała, odskoczyła w bok i machnęła łapą, uderzając mnie pazurami w policzek. Teraz, przez jej głupi ruch miała na zadzie głębokie rany cięte. Nie zdążyłam nic zrobić, kiedy ta wbiła się swoimi kłami w moją szyję. W geście obronny, poleciałam z impetem na ziemię, ciągnąc ją za sobą. Uderzyła mocniej niż ja w skalną podłogę, na dodatek to łeb dostał większe obrażenia. Nie przeszkadzało mi że tym ruchem spowodowałam że wbiła się górnymi kłami głębiej w kark, i tak była na tyle niedoświadczona że nie trafiła w kręgosłup ani inną ważniejszą tętnice. Mogłam teraz bez problemu wyjąć szyję z jej szczęk, co oczywiście wykonałam jak najprędzej, przy okazji się podnosząc z ziemi.
Gdy spojrzała na mnie swoimi błękitnymi jak lód oczami, poczułam uczucie pustki i beznadziei. Po co ja to w ogóle robię? Po co ja żyję? Przecież i tak kiedyś umrzemy. Swoim zachowaniem nic nie wniosłam do istnienia reszty świata. Ja tylko chcę zabić jakiegoś nic nie znaczącego wilka. Po co mi to wszystko? Mogłabym zamiast tego po prostu się porządnie wyspać…
Z transu wyrwała mnie szarża ze strony wadery. Natychmiast zareagowałam, teleportując się po jej lewej stronie. Wylądowała boleśnie na skale. Znowu dostała w łeb.
- Głupiaś. – Zaśmiałam się diabolicznie. – Mogłaś od razu dać się zabić, oszczędziłabyś sobie bólu i cierpienia. – Skłamałam.
Spojrzała na mnie pełnymi agresji oczami. Jednak było w nich coś więcej. Jakby błaganie o litość. Tak jakby krzyczały w moją stronę „nie dajcie mi umrzeć”. W sumie, gdybym miała więcej empatii może bym ją zostawiła.
Podniosła się chwiejnie i podniosła dumnie głowę. Mimo obrażeń, które dostała nadal była w stanie stać prosto. Już otworzyła pysk by najpewniej razem z wypowiedzią posłać w moją stronę falę jadu, jednak nie zdążyła. Niepostrzeżenie przeteleportowałam się nad nią i spadając, wbiłam się kłami w jej kark. Pazury natomiast umieściłam w głębi jej łopatek. Zaskomlała i w panice upadła, próbując zdjąć mnie z swojego grzbietu. Nie dałam za wygraną i mimo bólu głowy, wbiłam kły głębiej w jej ciało.
Przestała się ruszać. Klatka opadła. Już nie walczyła. Przytrzymując jeszcze parę chwil kły na jej karku, upewniłam się, że na pewno nie żyje. Puściłam ją i wstałam z ziemi. Leżała. Leżała martwa w coraz to większej kałuży własnej krwi. Jej pstra sierść była cała pokołtuniona. Nie ma szans by się tak pokołtuniła przez walkę. Musiała długo się nie myć. Szczerze, zaczęło mi być trochę smutno z jej powodu.
Szybko otrząsnęłam się ze smutku i przeszłam do końca swojej zabawy. Przeszukałam całą jej jaskinię, i prócz jej amuletu i paru padlin nic innego nie znalazłam. Z amuletem w pysku wyszłam z środka i poszłam w stronę swojego miejsca zamieszkania, w którym to sprawdzę co takiego się stanie jak założę czyiś amulet…

The End

Od Lii do Demo/Sory ,,Polska czystka ze świeżego mleka #2"

Oślepianie innych nie zawsze ma dobre strony. A szczególnie jak tym innym ktosiem byłam ja. Po chwili jednak musiałam zacząć przecierać oczy, gdyż zobaczyłam Demo w całej swej okazałości, chociaż wiedziałam, iż korzysta ona z ciała innej wadery to nadal jednak...
- Przynajmniej możesz w miarę możliwości odczuwać ból psychiczny... - burknęłam i przypomniałam sobie nagle, że za godzinę zaczyna się czystka - O BOŻE NIE ZDĄŻĘ! - W czasie gdy Crystal próbowała dźgać patykiem Demo w ciele Sory, ja zaczęłam robić to co do mnie teraz należało... znaczy siedziało w głowie. Zdjęłam w trzy migi karton z czarnym materiałem i maską, po czym nagle zostałam walnięta patykiem. Nie bolało ani nawet nie zaswędziało. To było bardziej miźnięcie, chociaż tak samo wkurzające, jakbym dostała z buta.
- Czego - mruknęłam poddenerwowana
- A mi to już przebrania nie dasz? - poskarżyła się Demo.
- Pffff ty dywaniki dałaś Michiowi, to teraz szukaj czegoś zdatnego! Sklepy są pozamykane! - mówiłam barwiąc swoje futro, pióra, i włosy na czarno.
- Są zamknięte... ale nie puste? - zastanawiała się wadera
- Dobrze kombinujesz - mruknęłam osypując swoje czarne już skrzydła srebrnym brokatem. Kocham ten rodzaj błyskotki. Tak szybko się nie zetrze! Już uczyniłam moje skrzydła na bokach nie widzialne, więc zostały mi jeszcze peleryna i maska.
- Ile zostało do syren?
- Jakieś 45 minut - powiedziałam zajęta swoimi sprawami
- Ile jest do straganów?
- Ze 2 km - mruknęłam uświadamiając sobie, że mam ciasto w szafce, więc ogólnie latałam jak poparzona po całej jaskini, przy okazji zabijając się o grzyby. Demo w tym czasie się wymknęła z jaskini szukając jakiś przebrań. Teraz raczej nic ciekawego nie znajdzie. Popatrzyłam na swoją listę. Osobiście bardzo chciałam ukatrupić Finna. Oj tego to ja nienawidziłam. Co z tego że Demo go ogarniała. Wzięłam łyk herbatki z cytrynką i mój wzrok padł na drugą osobę na liście. Może Nox? Sama nie wiem kogo mam pozabijać, jednak nie dam zabić komuś innemu mojej zdobyczy na pierwszym miejscu, a Demo niech się zadowoli kimś innym. Mam ochotę go trochu potorturować...

Wychodziłam już z jaskini, gdyż za 5 minut miała się zacząć czystka, przy okazji marudząc o Demo, gdy właśnie owy obiekt marudzień zjawił się przed jaskinią zanim ogarnęłam wystarczająco moje mieczyki z powietrza, w powietrzu rozległ się znajomy już sygnał który 3 razy pod rząd oznaczał czystkę.

< Demo? Co tam ciekawego znalazłaś? Nie tykaj Finna, wkurzył mnie jest mój xd>

31.10.2018

Od Kalego CD. Haraki

Kilkakrotnie prosiłem medyków, żeby w końcu obudzili waderę, ale oni tylko powtarzali, że wolą poczekać, aż obudzi się sama. Rozumiem, że jest poszkodowana, ale mi się śpieszy, tak? Nie mogą mnie tu wezwać, jak już wstanie? Muszą robić problem?
Chodziłem niespokojnie po korytarzu, salach i przy wyjściu, obok którego jednak zaczaiła się Rose. Nie miałem pojęcia co robić. W sumie wadera i tak po przebudzeniu musiałaby leżeć, więc co za różnica, czy śpi, czy nie? Po co ja jej do szczęścia? Może gdybym stworzył iluzję, że ona się przebudza, to by mnie puścili? Chociaż nie. Wilczyca musiałaby się gdzieś schować, a ja nie będę jej przenosić, bo jeszcze coś jej zrobię.
Dopiero po jakimś czasie poprosili mnie, żebym zadał jej kilka pytań odnośnie do wydarzenia, przez które tu trafiła. Jeśli pamiętałaby wszystko, to mógłbym iść. A jeśli nie?
... Dobrze jej radzę, aby pamiętała.

Także po każdym pytaniu dostałem rozkaz czekania pięciu minut, żeby mogła się zastanowić i odpowiedzieć.
Nie ma to, jak się spieszyć. Miałem ochotę przewrócić ten szpital do góry nogami. Pewnie zajęłoby to mniej czasu niż rozmowa z ranną.
Litości! Poprosiłem ją o szybkie i rzeczowe odpowiedzi, to zaczęła mi się rozpływać i rozgadywać o tym, jacy to ludzie są niesamowici.

Kurde, postrzelili cię tak? Bez powodu z tego, co słyszałem.

Co ty widzisz w nich dobrego?

Chciałem zadać jej te pytania, ale rozpaplałaby się już całkiem.

Około godziny potem mogłem już iść. Postawiłem na superszybki bieg. Prawie nie poczułem spadających na mnie kropelek deszczu.

Wkroczyłem do swojej jaskini. Rozejrzałem się po tym syfie. Wszytko było w gorszym stanie, niż gdy to zostawiałem. Olałem wszystkie otaczające mnie (dość głośne) dźwięki. Podszedłem do byle którego, bardziej poharatanego, mebla.

- Byli tu- stwierdziłem cicho. Wszędzie, gdzie było czuć Haraką, był też trop Sergiusza. Najwyraźniej się gonili... Nie no. Na pewno grali w berka.

A jeśli nie?

Obedrę tego gada ze skóry, jeśli jej coś zrobi- warknąłem. Trop chyba prowadził na zewnątrz, co już nie miało znaczenia. Deszcz zmył tropy, a nie wiem, od jak dawna ich nie ma. Nawet zapach w jaskini był ledwo wyczuwalny. Łaziłem nerwowo w prawo, lewo, na inne strony. Nie wiedziałem, co robić.

Zaczynałem wyobrażać sobie różne zakończenia tej sytuacji i wtedy... okazało się, że jestem strasznym pesymistą. Można mi wierzyć na słowo, że moc iluzji w takich chwilach nie pomaga. To dobijające, gdy widzisz coś, co niby utwierdza cię w tym, że dzieje się coś złego.

Kilka wizji, pozornie nic nieznaczących myśli, wbrew mojej woli wdzierających się w zakamarki mojego umysłu. Nic wielkiego. I o ile zwykle dawałem radę zapanować nad tymi imaginacjami, tak teraz po wielu próbach nie mogłem z tym skończyć. Wystarczyło tylko zapanować nad emocjami i skupić się na rzeczywistości. Czy to trudne? Niby nie, ale kiedy myślałem o prawdziwym świecie, jedna myśl zakradała mi się do czaszki i wszystko psuła. Rozwalała. Doszczętnie.

***

Żeby nie myśleć o tym, o czym nie chciałem, zająłem się ogarnianiem tego chlewu. Kiedy było już w miarę czysto, nie mogłem się na niczym skupić. Myśli kotłowały się po mojej głowie w zastraszającym tempie. Zacisnąłem zęby. Chciałem się na coś rzucić o wyładować emocje. Nagle ciche syknięcie wyciągnęło mnie z tępego wpatrywania się w ścianę. Nie ma miejsca, nie ma iluzji, a co z oczu to z serca, tak? Otóż nie zawsze, ale tym razem pomogło.

Odwróciłem się. Sergiusz zaczął pełznąć w moją stronę — chyba coś ode mnie chciał — ale nim przekroczył granicę mojej przestrzeni osobistej, odezwałem się.

- Gdzie Pani Doktor?

Nagle zatrzymał się. Myślałem, że odpowie, ale tylko spojrzał mi w oczy i minął mnie bez słowa.

- Spytałem o coś- przypomniałem o sobie. Tak jak uprzednio zlekceważył to.- Halo! Masz dzień focha, czy jak?! Co jej zrobiłeś?

- Ph.- Głosik szczurzycy odwrócił moją uwagę od Sergiusza. Skierowałem spojrzenie w stronę wejścia. Malutka medyczka ciągnęła coś, co było dla niej zdecydowanie zbyt ciężkie.- Że niby on by mi coś zrobił? Już prędzej ja bym go...- Dalej nie słyszałem. Kamień spadł mi z serca.- ... A ty miałeś mi przyprowadzić tego idiotę, Przerośnięta Glizdo.

- Odechciało mi się.- syknął gniewnie, po czym zniknął na swojej gałęzi. O ile dobrze zrozumiałem tę wymianę zdań, to...

- Do czego ci byłem potrzebny?- Haraka spojrzała na mnie jak na debila, za którego mnie najwyraźniej miała.

- No nie wiem. Może do pomocy przy wniesieniu tego czegoś do twojego domu, co?

- Ah!- Spojrzałem na to, co Haraka tutaj ciągnęła przez ten cały czas i wtargałam to do jaskini. Nie bardzo skupiałem się na tym, co to jest. Bardziej na porze. Było późno. Już po zachodzie słońca.- Ciemno...- wyrwało mi się.

- Masz rację... Właśnie! Mogę tutaj zostać na noc? Nie chce mi się teraz wracać. Tym bardziej po tym, jak musiałam robić za kuriera.- Patrzyłem, jak z łatwością wskakuje na stolik, a potem na półkę, znajdując się na wysokości moich oczu. Zdawała się pewna odpowiedzi, ale...

Że tutaj? Ze mną? Dzisiaj?

- Jeśli ci to przeszkadza, to wrócę do...

- Nie, zostań, nie przeszkadzasz- zaprzeczyłem, starając się desperacko nie podnosić głosu. Dałem radę, ale mówienie czegoś, gdy taka mała istotka znajduje się tak blisko ciebie, jest okropnie... trudne? Zasadniczo mógłbym użyć... Nie, nie, to bez sensu.

- No gdzie śpię?

- W sumie możesz...

- Czekaj, wiem!- oznajmiła głośno, po czym zanim się zorientowałem była na mojej głowie.

- Pani Doktor się przypadkiem nie zapędziła?- spytałem ironicznie.

- Raczej nie sądzę.

- Złaź mi z głowy.- zażądałem, pochylając po chwili głowę dół, żeby zleciała. Ona jednak ani myślała się odlepiać.

- No pozwól miiiii, pooooszę, ten jeden raaaz.- Niestety nie widziałem, jaką miała teraz minę, ale sądząc po samym głosie, to była to przesłodzona, pełna lukru mieszanka słodkości. Aż szkoda mi się zrobiło, że nie mogłem na nią spojrzeć.

- Załatwię ci coś innego.

- Jak dla mnie może ssspać na zewnątrz.

- Żebyś ty zaraz nie spał na tym deszczu, gadzie. Nie wiem, co w ciebie wstąpiło, ale ogarnij się i zacznij zachowywać się normalnie!

Nie odezwał się już. Po prostu opuścił jaskinię.

- To jak? Mogę tu zostać?

- Tylko ten jeden raz.- sapnąłem.

<Haraka? Coś z wonszem można zrobić>

Od Meteo "Ciastka mniam"

Ostatnie stworzonka niezbyt cicho wymaszerowywały z jaskini. Z lekką nostalgią odprowadziłem wzrokiem znikający za załomem skalnym ogon Hermesa. Pamiętam tego szczeniaka, zabawne, że przez czas mojej nieobecności zdążył tak wyrosnąć.
Przyjrzałem się ciastku. Niestety, wygląd nie zdradzał zatrucia ani złego smaku. Przy akompaniamencie rodzinnego gwaru spróbowałem. Było kruche i chrupiące z wierzchu, natomiast w środku przyjemnie miękkie. W zasadzie stanowiło swego rodzaju ideał małej formy cukierniczej.
Jeszcze raz rzuciłem okiem na wejście. Miłego Halloween.
***
Luna wyjrzała przez okno. Zapadał zmrok, rozjaśniony gdzieniegdzie przez wykrzywione w wywołującym dreszcz na plecach uśmiechu światełka latarni. Słychać było pierwsze chichoty i kroki niedoszłych morderców, choć szaleństwo tej nocy jeszcze się nie zaczęło.
Powiodła wzrokiem po domu. Szczeniaki, które przestały być już szczeniakami, zajmowały się swoimi sprawami i tylko Ren wyglądał, jakby cieszył się z nadchodzącego wydarzenia. Kagekao jeszcze nawet nie spróbował się wymknąć. Panował względny spokój.
Tyle że…
- Gdzie jest Mateo? – niemal krzyknęła, z głosem piskliwym z niepokoju. W tym momencie zawyła syrena.

Tymczasem Mateo przemieszczał się właśnie w nieokreślonym kierunku jedną z głównych dróg watahy. Wokół niego panował istny chaos: wilki krzyczały, piszczały, z oddali dobiegały śmiechy, niejednokrotnie usłyszał odgłos ciała padającego na ziemię. Zastanawiał się, dlaczego nie zabiją też jego. W pewnym momencie nawet „przypadkiem” prawie wpadł na zamaskowanego zabójcę, ten jednak odskoczył tylko z zakłopotaniem i odbiegł w mrok. Zdawało się, że wszyscy omijają go jak najszerszym łukiem. Czy bali się samotnego wilka, drepczącego po kocich łbach? Niemal go to zirytowało.
Wkrótce nadeszła noc tak czarna, że basiora praktycznie nie było widać – jedynie nikłe księżycowe światło odbijające się od namalowanych na sierści kości zdradzało jego obecność. Powoli oddalał się od gęsto zamieszkanych obszarów, jednak krzyki ofiar i zabójców niosły się i wciąż z łatwością do niego docierały.
Uniósł głowę, kiedy oprócz zapachu krwi do jego nozdrzy dotarł jeszcze inny aromat.
Ciasteczka.
Uśmiechnął się szerzej.

Kilka minut później był już na miejscu.
Uważnie zbadał kosz ze smakołykami, ku protestom kilku dziwacznych zwierzaków, po czym usiadł nieopodal. Po niedługim czasie stworzonka stwierdziły, że nie stanowi zagrożenia, i tylko pochrupywały w milczeniu ciastka. Sam Mateoś zaś siedział, potem leżał, wpatrzony w mrok okropnej nocy, a blaski świec umieszczonych w wydrążonych dyniach sprawiały, że wyglądał jeszcze bardziej niepokojąco niż zazwyczaj.

<hehehe>

NIE MA JUŻ CZASU

Dobry dżem! Tak więc. DZISIAJ CZYSTKA  A CZAS NA PISANIE SIĘ SKOŃCZYŁ.  Na dole macie listę. Trzeba napisać co najmniej dwa opowiadania by zaliczyć przetrwanie! Jak nie to Lia się zajmie wami na czystce, oke? No więc pisu, pisu, bo mamy tutaj dużo nierobów, którzy nie raczyli nawet powiadomić o nieobecności. A właśnie. Od teraz NIEOBECNOŚCI NIE PRZYJMUJĘ! NIE MA TAK! A niżej listełka c: (uwierzcie, nie chciałam tego robić. Było to dla mnie niepotrzebne, ale najwyraźniej TRZEBA).

Legenda:
Czerwone - Giniesz marnie. 
Pomarańczowe - Jeszcze jedno! Może jednak nie zginiesz! 
Zielone - Siedzisz sobie w domku albo zabijasz. Jesteś nietykalny. 


WADERY

1. Lia
2. Luna
3. Yuko
4. Megami
5. Sora
6. Kaja

7. Ignite.
8. Sarafina.
9. Solara.
10. Coffe

11. Mauvais
12. Shila
13. Lumturi
14. Tenshi
15. Rose

16. Cassandra
17.
(Zalicza się? xD) Haraka

BASIORY

1. Kagekao
2. Mateo
3. Demon
4. Nitaen
5. Kali
6. Zero (on już w sumie jest martwy ale.. no)
7. Nox
8. Six
9. Videtur
10. Ezekiel
11. Michio
12. Finn

13. Silver
14. Equel
15. Royal

16. Iwo


SZCZENIĘTA 

(TO SIĘ JESZCZE ZALICZA DO SZCZENIĄT JAK NIE MA FORMÓW NIE? XD)
1. Temisto
2. Kallisto
3. Nicol
4. Ren
5. Tobias

6. Raven
7. Seven
8. Tori
9. Tora

10. Igazi
11. Castiel



(a teraz pełnoprawne szczeniaki)
1. Charlize
2. Canon



MUCHA HA HA! NIE MA JUŻ DLA WAS RATUNKU! 
Umarlaki:

- Canon
- Castiel
- Seven
- Raven

- Royal
- Silver
- Finn

-Ezekiel
- Nox
- Zero (on i tak jest martwy)

- Cassandra
- Lumturi
 Ignite
- Sarafina
-  Solara

- Shila 

Osoby mające imiona na pomarańczowo (pomysł Lunci, ale wiesz, że ja ci mogę tego nasrać sryliard nie?) No więc teraz pomarańczowi: 
I w ciągu całego miesiąca (listopad) macie napisać....

- Temisto - 4 opowiadania 
- Kallisto - 4 opowiadania
- Nicol - 4 opowiadania
- Ren - 3 opowiadania
- Tobias - 3 opowiadania
- Demon - 6 opowiadania (bo ty masz tylko 1 wilka)
- Kagekao - 3 opowiadania
- Yuko - 5 opowiadania 
- Luna - 2 opowiadania


A więc sumując:
Leniwc: 14 opowiadań 
Luncia: 14 opowiadań 
Demon: (ty masz nadal tylko 6)


I teraz kto chce zabijać? Mordulce proszę się tu wpisać c: 
(ci z pomarańczowej listy też mogą)

- Lia c:
- Demo jako duch w postaci Sory 
- Yuko 



Od Tenshi ,,Idem rozdawać babeczki c:"

Wszystkie ciastka i babeczkowate muffiny wpakowałam do koszyka w kształcie dyni, a rączkę obwinęłam czarną bibułą, po czym wraz z całą paradą stworków wyszłam na zewnątrz. Do tej mojej parady zaliczały się małe smoki, barano-kury, dziwne ptako-podobne małe cosie, jakieś mało psowate inne cosie i 3 feniksy. Była wyjątkowo ładna i ciepła pogoda. Wiaterek miło powiewał, a wieczorne niebo było błękitne z licznymi małymi chmurkami. Przy horyzoncie rozciągała się jaskrawa, różowa barwa mieszająca się z łososiowym i fioletem. Gdyby nie ten łosoś, niebo byłoby całkowicie otoczone w zimnych barwach. Gdzie najpierw się udać? Lii pewnie już nie ma więc... może bethy? Podobno Mateoś miał za sobą trudne chwile, a przecież byłam z nim w tej samej grupie... oczywiście o ile nie uznają mnie za mordercę łamiącego zasady, i nie przegonią albo nie zabiją... westchnęłam z rezygnacją. Raz kozie śmierć! Poleciałam więc prosto tam. Gdy znalazłam się przy wejściu, wetknęłam głowę do środka i...
- Halooooooo! Jest tam kto? Przekąski roznoszę! - To było dość ryzykowne, ale po krótszej chwili zobaczyłam znajomą twarz... chociaż już dorosłą, do tego wymalowaną
- O, cześć. Nie jesteś śmiercią w przebraniu, prawda? - spytała wymalowana twarz
- Czy śmierć z kapeluszem na głowie wołałaby do jaskini pełnej wilków, do tego przed czystką i z zamiarem rozdawania darmowych słodyczy? - spytałam z uśmiechem po chwili zawieszenia z lekkim uśmieszkiem z "CO" wymalowanym na twarzy
- Ech... taka dobra śmierć by nie istniała - westchnął i wpełzł do jaskini, co wzięłam za znak zgody. Wlazłam tam za nim, uważając na mech kamienie i inne takie, bo nie chciałam się tam zabić czy coś. Gdy weszłam głębiej zobaczyłam tam całą rodzinkę beth, w tym chyba nie dawno wkurzoną Lunę.
- Dzień dobry! Ja smakołyki roznoszę! - przywitałam się, ignorując zwierzęta... w tym Hermesa który próbował obwąchać jednego z potomków beth, który odsunął się spłoszony.. sam poczęstunek przebiegł bez większych rewelacji czy dziwnych zdarzeń, więc wizytę uznałam za udaną. Na odchodne życzyłam miłego halloween i poszłam do następnej groty. I takim sposobem obeszłam połowę watahy. Połaziłabym jeszcze trochę ale... robiło się ciemno. Westchnęłam i wróciłam do swojej jaskini. Mieszkanie samemu było przerażające, jeśli nie liczyć moich hodowlanych podopiecznych. Całą jaskinię miałam w dyniach i innych takich. Koszyk postawiłam przed wejściem na pniu z karteczką że dla chętnych.
- Reszta ciastek idzie do zjedzenia na dzisiaj - zawołałam do mieszkańców jaskini. Jaka reszta ciastek? A no taka że upiekłam jeszcze z jakieś 220... to będzie burzliwa noc...

Od Sory Do Lii "Stara znajoma powraca"

- Witaj Alfo.
- O, Sora. Przyszłaś tu z jakiegoś konkretnego powodu?
- Tak przyprowadził mnie tu duch.
- Co? - wadera zaprosiła mnie gestem do środka jaskini. A ja następnie znalazłyśmy się w salonie.
- Takiej szarej wadery dość niskiej. Z ciemniejszymi paskami na futrze i puszystym ogonem. - uszczegółowiłam w międzyczasie.
- Aha fajnie. A możesz go pierdolnąć ode mnie? - zdenerwowała się.
- Niby mogę... Znasz ją?
- Z twojego opisu wynika, że jest to stara znajoma która sobie umarła i mnie zostawiła na tym chorym świecie. O ile to właśnie ona. - westchnęła.
- Jiwo mógłbyś? - zwróciłam się do duszka, a ten od razu zrozumiał o co chodzi. Położył łapkę na na głowie Lii, wadera została na sekundę oślepiona.
- Co jest? - Alfa watahy zaczęła szybko mrugać, a jej oczy zamgliła szara powłoka umożliwiająca widzenie dusz.
- To może sobie porozmawiacie. - odparłam z uśmiechem i odsunęłam się od dawnych znajomych. Dając im wolna łapę do rozmowy.
- Jesteś teraz jakoś żywa nie?
- Nie. Jestem duchem. Nie mam materialnej formy.- odezwała się z zadziwiająco spokojnym głosem.
- Czyli nie czujesz bólu nie...? - powiedziała po czym przez głowę szarej wadery przeleciała pędząca z zawrotną prędkością patelnia.
- W sumie to i tam nie czułam bólu, a teraz dodatkowo nie mogę niczego dotknąć. - zaczęła narzekać szarooka.
- Było nie umierać! - umalowana na czarno wadera wydarła się na ducha z tego co mi wcześniej powiedziała o imieniu Demoness. - A poza tym po co przylazłaś tutaj w dzień czystki?
- Jest Halloween. Duchy mają większą moc co nie? - ciągnęła
- No i? Po to przyszłaś by ponarzekać że umarłaś? - mruknęła z fochem .
- Sora? - Demoness zwróciła się do mnie ignorując waderę z którą jeszcze chwile temu prowadziła dynamiczną konwersacje.
- T-tak? - byłam trochę zdziwiona tym że tak nagle przerwała rozmowę.
- Mogę cie opętać? - walnęła prosto z mostu.
- Nie ignoruj mnie! Jak to opętać?
- E-e... - nie wiedziałam co odpowiedzieć wcześniej nie zdarzało się by ktoś mnie o to pytał.
- Ja się nie odzywam w tej sprawie! Po prostu daj jej wolną drogę czy coś...
- Dobrze... ale tylko na dzisiaj.
- Dziękuje. - szepnęła i przejęła moje ciało, prostym przelotem przeze mnie. Mój umysł się uśpił. Świadomość opuściła. Zasnęłam duchem, pozostawiając ciało pod kontrolą nieznanej mi szarej wadery.

<Lia?>

Od Lii ,,Polska czystka ze świeżego mleka"

Miałam zamiar chodzić w tę noc po watasze. Nie, nie po to by roznosić cukierki. W tym roku miałam bardzo prosty plan przebrania i chodzenia po grotach. Chciałam też zrobić pożytek ze starego drzewa, i zrobić z niego choinkę halooweenową. Miałam wszystko gotowe tak na prawdę. Za pomocą wiatru miałam zamiar nałożyć na siebie czarną farbę, tak bym była w niej cała, łącznie ze skrzydłami. Oprócz tego moje skrzydła na bokach będą niewidzialne, na sobie będę mieć czarną pelerynę (by nie powiedzieć czarną szatę) oraz zwykłą, białą maskę, z wyciętym szerokim uśmiechem i miejscem na oczy. Co najlepsze było w tej masce? Że można było wszystko widzieć, natomiast ci z zewnątrz mieli tylko czarne zapełnienia w miejscu wycięć. Oprócz tego, maska była niczym rodem z Harry'ego Pottera. Gdy tylko dotknęła nosa (a była ona kształtem twarzy człowieka) nagle jakby cały pysk nie był dla niej przeszkodą, gdyż zmieniał się w dziwną czarną mgłę. Może dym? A gdy się ją ściągnęło po 4 sekundach pysk był taki jak na początku. Właśnie za to kocham magię. Używać będę w tym roku katan, które stworzyłam z wiatru. tak, zmaterializowałam wiatr i zebrałam go w taki sposób, że powstały lewitujące maszyny śmierci.
- A ty będziesz siedzieć gdzieś w górach co? - spytałam Crystal, która bawiła się dynią w podpalanie i gaszenie świeczki. Samica podniosła głowę i popatrzyła na mnie bokiem
- Nawet tam wystarczająca słychać krzyki i syrenę oznaczającą początek czystki.
- I jeszcze będzie widać stare drzewo z zawieszonymi na sznurach do góry nogami truchłami wilków- mruknęłam chowając cały mój zestaw do kartonu i odsyłając go gdzieś na górę.
- A mogę zjeść to ciasto które zrobiłaś?
- Nie ruszaj! - podniosłam głos - Nie chcę go stracić!
- Aż takie ważne jest dla ciebie?
- A żebyś wiedziała! Masz ciastka.
- Przejadły mi się
- To sobie zrób pierniki też chętnie zjem - zaśmiałam się - korzenne. Tobie lepiej wychodzą niż mi. Ja zawsze miałam jakieś kamienie łamiące zęby. A teraz... jak tam moje dywaniki?
- Nadal się suszą.
- Nadal? - potruchtałam do jednego z kamieni, zaczęłam skakać jeden na drugi aż wreszcie dotarłam do górnej części. Leżały tam uporządkowane, wyszorowane i suszące się skóry z dziecków Zera w różnych kolorach.
- Zrobię z tego dywany uporządkowane kolorystycznie... - zastanawiałam się - Może powieszę je na ścianach? - zaczęłam mruczeć do siebie
- Nie baw się w Rosjan! - usłyszałam krzyk Crystal z dołu
- A żeby cie te Rosjany nie zjadły! - odkrzyknęłam ironicznie. Może jednak zrobię z nich zwykłe dywaniki żeby nie deptać po zimnej ziemi. Albo dam obok tych niższych grzybów jako podpórki pod łapy żeby miło było. Chociaż można jednym z nich porobić jakieś rysunki uwieczniające życie w watasze i dać do biblioteki jako zabytek. Byłoby ciekawie. Z moich myśli wyrwał mnie obcy zapach, chociaż gdzieś już kiedyś go czułam. Ach ta skleroza. Zeskoczyłam z kamieni i podbiegłam do wejścia jaskini
- Kto tam? - spytałam

< Sora(Demo)?>

PS: Załóżmy że już wróciłam z wędrówki po dywaniki. Opowiadania o tym potem napiszę

30.10.2018

Od Luny CD Kagekao

Gdy wróciłam do jaskini, nikogo w niej  nie było. Nikogo, oprócz Mateo zaszytego w swoim "pokoju". Martwi mnie jego zachowanie ostatnimi czasy. Przez śmierć Kiiyuko i zaginięcie Igazi stał się jakiś... dziwny. Nie wygląda jakby był zrozpaczony, raczej... raczej wydaje się pogodny i to jest najbardziej niepokojące, no ale każdy przeżywa stratę inaczej. On przeżył podwójna stratę.
Wydaje mi się również, że Nico unika swojego przybranego brata, jakby się go bała.
Nie podoba mi się to, ale nie wiem czy da się coś zaradzić, ale spróbuję.

Wreszcie wrócili. Kagekao razem z Renem weszli jako pierwsi, a na szarym końcu wlokła się reszta - już dorosłych - szczeniaków. Tylko Ren i Kage wyglądali na zadowolonych, reszta miała miny jakby doświadczyli czegoś nieprzyjemnego.
- Gdzie byliście? - spytałam, gdy wszyscy już weszli do środka.
- Uczyłem młodych polować. - odparł lekko uśmiechnięty Kage. W sumie  mogłam się tego domyślić po przyniesionej przez nich zwierzynie.
- Och, to dobrze. - przyznałam. Wreszcie nauczą się troszeczkę samodzielności.
- No, to ja pójdę się kimnąć - oznajmił mój partner, po czym udał się do naszego "pokoju".
Zaraz po tym, jak basior zniknął za rogiem, Nicol podeszła do mnie, wyglądając jakby miała się zaraz popłakać.
- Mamooo... Bo tata nie powiedział ci całej prawdy... - pisknęła zrozpaczonym głosikiem.
- Jak to? - zdziwiłam się.
- No bo...
- No bo faktycznie uczył nas jak polować, ale... - przerwał jej Tobias.
- ...ale po to byśmy potrafili zabijać podczas czystki. - dokończyła Nico, a Toby przytaknął.
Zamurowało mnie. Co ten stary cap sobie wyobraża?! Ja mu zaraz dam... Tak mu nakopię, że na tyłku przez następny miesiąc nie usiądzie.
Zdenerwowana, szybkim krokiem ruszyłam do naszej części jaskini, gdzie akurat odpoczywał mój kochany mąż. Wyczujcie ten sarkazm.
- KAAAGEEE! - mój ryk rozległ się po całej jaskini.

Od Rose

W związku z nieubłaganie zbliżającym się Halloween, Rose postanowiła nabyć tematyczne dekoracje, którymi mogłaby ozdobić jaskinię. Nigdy nie uznawała święta duchów za ważny czas czy tradycję - był to dla niej czas zabawy i rozluźnienia. Duchy, upiory, straszne opowieści... Oczywiście nie można zapomnieć o zbieraniu cukierków! Wadera nie planowała w tym roku tego ostatniego, ale zdecydowanie musiała wyposażyć się w różnorakie słodkości. A może nawet upiekłaby ciasto? Tak, nad tym też zdecydowanie trzeba się zastanowić.
Rose lawirowała pomiędzy stoiskami wypełnionymi po brzegi przeróżnymi ozdobami, wypatrując czegoś ciekawego. Większość z nich prezentowała się następująco: słodycze, upiornie wyglądające dynie, maski, kolorowe serpentyny... I wiele więcej. Zbyt dużo, by wymieniać dalej.
- Mam już cukierki... - mamrotała pod nosem wadera, odtwarzając w głowie listę zakupów. - Może już starczy? W sumie, powinnam już mieć wszystko... - zamyśliła się i zatrzymała, spoglądając do torby, w której schowała zakupione rzeczy. Stała tak przez chwilę, gdy nagle z zadumy wyrwało ją ciche szlochanie. Wadera rozejrzała się dookoła, usiłując dojrzeć jego źródło; okazał się nim być mały szczeniak, siedzący na uboczu. Nie zastanawiając się długo, podeszła do niego i cichym, przyjaznym głosem spytała:
- Coś się stało?
Szczeniak popatrzył na nią swoimi smutnymi, opuchniętymi od płaczu oczami, nadal pochlipując. Po chwili udało mu się uspokoić na tyle, bo cokolwiek powiedzieć.
- N- no bo... - zaczął chlipiać - Nie chcę chodzić po watasze w ha-haloween, do tego nie mam stroju i-i.... i zostanę teraz sam w sierocińcu i... - wadera popatrzyła na niego i lekko, przyjemnie się uśmiechnęła, po czym usiadła obok niego i owinęła jego łapy swoim ogonem.
- Czy to powód do płaczu? Przecież można robić tyle wspaniałych rzeczy będąc samemu w jaskini! - usiłowała pocieszyć szczeniaka. Ten spojrzał na nią wielkimi zapłakanymi oczami
- Tak?
- Mhm! Na przykład, gdy Tori była mała - wzięła za przykład jednego ze swoich szczeniąt - Lubiła czytać, lub zamalowywać całą jaskinię farbą. Ewentualnie próbowała eksperymentować na jedzeniu - samica wstała i zaczęła iść przed siebie.
- Idziesz? jak chcesz to cię odprowadzę - uśmiechnęła się do szczeniaka, który zaraz potem znalazł się obok jej łap, i wskazał drogę do swojego domu.

Od Tenshi ,,Ciastka"

Nie miałam w zwyczaju robienie ciastek. Zwłaszcza, że ostatnio moja jaskinia została zaatakowana przez chordę magicznych stworzeń, które:
1. Te małe na mnie spały
2. Podjadano mi składniki a mięsożerne robiły bałagan
3. Nie dało się skupić na czymkolwiek.
Westchnęłam ciężko patrząc na całe otoczenie. Boże jaki bałagan. Westchnęłam cicho. Gdyby tak dało się to wszystko spalić... gdyby to wszystko było nie potrzebne... Wróciłam myślami do tamtej chwili, gdy razem z niektórymi członkami watahy tworzyliśmy dziwną grupę. Kai już się na grzbiecie nosić nie dało, z Mateo dawno nie rozmawiałam, w sumie to go nawet ostatnio nie widywałam. Wiem że złożył wypowiedzenie z hodowania zwierząt, przez co zostałam sama. Lexi też wybyła więc w sumie... jestem sama. Och... jak ja nie lubię zmian. Otworzyłam zeszyt, poszukałam jednej ze stron która była mi teraz potrzebna, po czym zaczęłam wyliczać składniki. Prawie wszystko miałam, nawet te najbardziej dziwaczne. Ale czego zabrakło? No czego? No oczywiście że cukru. Najbardziej oczywistej i niezbędnej rzeczy. Miałam zamiar chodzić przed czystką i rozdawać te smakołyki, zanim nastąpi krwawa część nocy no bo... nawet w jaskiniach nie byliśmy bezpieczni. Ostatnio kilka było zniszczonych więc... wyszłam na zewnątrz, i od razu podleciał do mnie Hermes. Był on najstarszym wyhodowanym w watasze zwierzęciem
- Cześć młodyyy... - wyszczerzyłam się do niego - Idziemy na zakupy?
- Co kupujemy?
- Cukier
- Tylko? 
- Bez cukru nie ma babeczek
- A po co ci one? 
- Będę przed czystką rozdawać - zaśmiałam się. Rozdawać słodkości przed czystką. Śmieszne. Wędrówka krótko zajęła, gdyż większość trasy przeleciałam... aż mi się przypomniało jak w szkole w nauce innego języka ktoś coś powiedział, i po połączeniu, zostało to przetłumaczone jako: ,,Została przeleciana, przebiegnięta i zabita" potem cała klasa kisła przez większość czasu. No ale do rzeczy. Tragarz trochę zdziwił się widząc obok mnie smoka, który obwąchiwał towar, i próbował zjeść trochę cukierków, które bądź co bądź musiałam mu kupić, ale się na ten temat nie odezwał. Teraz wystarczy robić babeczki.

<Dalszą część napisam jutro na event>

Od Tory


Poszłam spokojnym krokiem w stronę groty Kai. Podobno robiła dynie, a ja nie miałam ochoty na siedzenie w domu. Jednak... spóźniłam się.
- Skończyłaś już...? - spytałam zrezygnowana widząc 10 wyciętych dyń. Czerwona wadera spojrzała na mnie unosząc głowę którą do tej poty trzymała nad dynią
- Mhm. Wszystkie wycięte. Trochę się spóźniłaś - Zauważyłam prawie nie widoczne otarcia na dyni. Jedne mniejsze i innego kształtu, inne trochę większe
- Nitaen ci je przyniósł? - usiadłam ruszając łapą dynię w tył i przód a potem na boki dla zabicia nudów.
- Tak. Był dzisiaj na terenach watahy gdzie rosną takie dynie, i wziął kilka na odchodne.
- Nikt z tamtej watahy nie miał nic przeciwko?
- Nie za bardzo... - mruknęła zamyślona, po czym marszcząc brwi trzepnęła mnie po łapie huśtającej dynię
- Nie tykaj! Bo zepsujesz! - powiedziała ironicznie po czym wstała i poszła w stronę północy - Chodź. Skoro nie wycinałaś dyń to pomożesz mi w szukaniu dekoracji - uśmiechnęłam się szeroko w duszy, i podreptałam za nią. Opadłe liście dawały ten niepowtarzalny zapach jesieni. Kamienista ścieżka prowadząca na bazary była wilgotna, i pełna ciepłych kolorów... czerwieni, żółci, pomarańczu... z tych starszych liści brązu. Gdy dotarliśmy na bazar  zobaczyłam masę halloweenowych przebrań oraz dekoracji. Gotowych, lub do zrobienia. Podeszłam do pierwszego lepszego, lecz Kaja najpierw skierowała się do jednego ze stoisk kostiumowych... przez chwilę rozmawiała z jakimś wilkiem, najprawdopodobniej z innej watahy, ponieważ nie rozpoznawałam jego zapachu, i odebrała paczkę.
- Co w niej jest? - spytałam podchodząc. Oczywiście wiedziałam że przebranie ale... siostra za pomocą linek otworzyła pudełko, i wyciągnęła z niego maskę w różne wzory, która zasłaniała tylko połowę pyska. W dole były upchnięte jakieś materiały.
- Ładna ta maska - przyznałam jak zwykle zimnym tonem. Ta tylko włożyła ją  z powrotem i niosła za pomocą swojej mocy dalej.
- To co, teraz coś do groty! - uśmiechnęła się wadera podchodząc do jednego ze stoisk. 






Od Nitaena


Umierałem z nudów siedząc na widowni areny. Dzisiaj podobno miał być żywy towar jako nagroda, i jeszcze sporo kasy. Nie wiedziałem co reszta tych żywych maszyn do zabijania widziała w takich nagrodach, ale dla mnie było to głupie i bezsensowne. Skończyła się jakaś walka i...
- Hej Nituś - usłyszałem znajomy głos
- Mówiłem, żebyś mnie tak nie nazywał - mruknąłem patrząc na z boku na mojego... przyjaciela? Mogę go tak nazwać? ten tylko uśmiechnął się szeroko i usiadł koło mnie
- Nie bierzesz udziału w walkach?
- Nie mam takiej potrzeby - odpowiedziałem patrząc na prezentera chodzącego po arenie
- Przecież byłeś w tym dobry
- Byłem. Już nie jestem
- Weź... chodzi ci o ten moment kiedy na ciebie siostra nakrzyczała? Jej się boisz? - zaśmiał się
- Nie znasz jej na co dzień - mruknąłem przypominając sobie jej wkurzoną minę, kiedy dałem się pokiereszować. Już akceptowała te walki, i nie wtrącała się w moje życie, ale jak tylko dałem się doprowadzić raz do opłakanego stanu, zrobiła mi półgodzinny wywód na ten temat. I wtedy zobaczyłem ten "żywy towar" Były to w sumie jeszcze szczeniaki. Nie dorosłe, ale też nie za małe. Same samice.
- Wiedziałeś o tym? - spytałem Eosa (bo tak miał na imię ów przyjaciel) - Tylko pogłoski - odparł
- Bawią się w mafię i handel niewolniczy? - zakpiłem.



<Ktoś?>

Od Yuki c.d Yuki "hello darkness my old friend"

Lawirujące, ciemne języki mroku wykonywały swój taniec, przenosząc mnie kawałeczek po kawałeczku do siedziby Cieni. Od zawsze ta część teleportacji sprawiała u mnie ciarki. Uczucie rozrywania ciała i składania go na nowo nie było ani odrobinę przyjemne. Na szczęście nie byłam aż tak często wzywana do siedziby Cieni jakby się wydawało. Co najwyżej na coroczne święta najkrótszej nocy, oraz na inne, specjalne okazje. Nie należałam do szlachty, która to co pełnie spotykała się w głównej sali wraz z wodzem, omawiając ważne dla organizacji kwestie. Nie smuciło mnie za bardzo to, że jestem zwykłym członkiem, przynajmniej oszczędzam sobie bólu.
Wracając, po chwili zmaterializowałam się cała w grocie – siedzibie cieni. Do moich nozdrzy dotarł smród stęchlizny i pleśni. Czasem się zastanawiam czy w ogóle tutaj sprzątają. W końcu wódz posiada tyle sprzątaczek i służek. Nie do wiary, że swego rodzaju wiatrołap jest w aż takim stanie. Różnił się zupełnie od zadbanej Sali biesiadnej, gdzie to, co krok paliły się białe jak śnieg świece, lewitujące lub stojące na pozłacanych świecznikach.
Ruszyłam kłusem przez werandę, kierując się w stronę przyozdobionego wzorami kwiatów wejścia do korytarza.  Ciekawe, komu chciało się rzeźbić te wzory w kamieniu, i tak to przecież kiedyś się załamie i nici będzie z tych pięknych kwiatów. Gdyby nie jelenia czaszka na samym szczycie łuku, nie pasowałoby w ogóle do klimatu organizacji. Normalny wilk mógłby uznać, że jest to jakieś stowarzyszenie wilków-wegetarian, czczących zielsko, swoje pożywienie.  
Przeszłam pod łukiem, tak jakbym właśnie przeteleportowała się z jednego miejsca do drugiego. Miły powiew wiatru, niosący ze sobą specyficzny, ale piękny w swojej różnorodności zapach nieznanych kwiatów uderzył we mnie jak morska fala w przybrzeżny klif. Wsłuchiwałam się w szum pustego korytarza, jakbym właśnie znajdowała się w głębi gęstej puszczy, przerywanego stukotem moich pazurów o wypolerowane kafelki.
Po kilku minutowym kłusie w końcu dotarłam do Sali biesiadnej, w której czekał jeden z wyższej szlachty i dwie inne wadery. Pierwsza z nich, była nienaturalnie wysoką i chudą waderą, z wyraźnie zaznaczonym kłębem i opadniętą szyją. Garbuska posiadała lekko przybrudzoną jasno-brązową sierść w białe, wielkie łaty oraz długą, jakby tłustą grzywkę. Rozglądała się gorączkowo po pomieszczeniu, błądząc swoimi wielkimi, fiołkowymi oczami po wszystkich kątach.
Zupełnym jej przeciwieństwem była druga, o wiele niższa wadera, chociaż tak jak poprzednią łączyła jej mała masa ciała. Pudrowo-różowa sierść z kremowymi akcentami lśniła w odblasku świec, jakby była zrobiona z samego złota czy innego metalu. Drobniutka, niska i chudziutka. Zdawała się nie pasować w żaden sposób do Cieni. I wtem się odwróciła do mnie pyskiem. Nie zaprzeczam, przeszły mnie ciarki gdy spojrzała na mnie swoimi czerwono-czarnymi oczami, chociaż jej wyraz pyska pokazywał zupełny spokój. Sierść pod jej oczami była ciemniejsza niż reszta ciała, można by powiedzieć, że czerń jej długich, pionowych znamion pochłaniała pobliskie światło, zamraczając otoczenie.
– Więc jesteście już wszystkie – odrzekł basior, kiedy ja dołączyłam do szeregu. – Mogę więc zaczynać z wyjaśnieniami…
C.D.N

Od Sory do Sixa

- No to super, niczego nie muszę tłumaczyć. - rozweseliłam się. - Dobra kto zaczyna?
- Może ja. - oznajmił, a na jego pysku widniało skupienie - Wejdź jak najwyżej tego drzewa. - posłał mi wyszczerz.
- Dobra. - wskoczyłam na jakiś większy leżący w pobliżu kamień. Następnie na pierwszą najniższą gałąź. Myślałam, że będzie łatwiej. Jak ja się ciesze, że to dąb. Rozejrzałam się w poszukiwaniu kolejnej gałęzi. Wskoczyłam na nią. Dobrze, że Jiwo mi pomaga. Pewnie już bym spadła bez niego.
Wspinałam się jeszcze dobre pięć minut. - Dalej nie wejdę. - krzyknęłam na dół do basiora.
- Zejdź już. - usłyszałam z pod rośliny.
- Ok. - Postawiłam łapę na niższej gałęzi, ale byłą ona śliska przez padający na nią deszcz. - Aa! -Straciłam przyczepność i zaczęłam spadać. Piszcząc głośno przyszykowałam się mentalnie na bolesne spotkanie z ziemią. Będzie bolało. Poczułam, że coś mnie łapie i odstawia na ziemie.
- Okurdetomojawinanicciniejest? - mówił szybko przez co mało co zrozumiałam. Myszka tak samo jak Six przypatrywał się ze zmartwieniem.
- Co?
- Boli cie coś? - już wolniej spytał. Oglądając mnie.
- Nie. Jest w porządku. Dziękuje. - moje nieogarnianie sytuacji się skończyło.
- Na pewno? - dopytywał.
- Tak. Na pewno. - zauważyłam ulgę na jego twarzy. - Dobra to teraz jest 2 do 9 dla mnie. - rzekłam z dumnym uśmiechem na pysku. - Wygrywam.
- 2 do 8 bo spadłaś. - wymruczał z oburzeniem.
- Dobra teraz wyzwanie dla ciebie! Hym... - trzeba się porządnie zastanowić.
- Dawaj. - ponaglił z pewnością siebie.
- Odpowiedz szczerze na 10 pytań.
- Co takie łatwe?
- Bo tak. I cichaj.
- Więc?
- Jakie lubisz cechy u innych?
- Nie mam określonych cech, które lubię u innych. Jak dla mnie to musimy po prostu polubić całokształt danej osoby
- Ulubiony kolor?
- Ulubiony kolor to ... Powiedzmy że... pomarańczowy - odpowiedział zerkając gdzieś w liście.
- Czego w innych nie lubisz?
- Tak jak mówiłem wcześniej nie mam tego określonego.
- Czy masz zwierzątko w domu?
- Nie mam.
- Szkoda.
- Umiesz pływać?
- Nie.
- Czego byś nigdy nie zrobił?
- Nigdy bym.... - zrobił pauze i się zamyślił - wielu rzeczy bym nie zrobił...
- O czym teraz myślisz?
- O tobie - poczułam ciepełko na pyszczku - Znaczyyy... O pytaniach, które mi zadałaś. - logiczne, ale ciepełko nadal zostało... help.
- Wierzysz w duchy?
- Oczywiście, w sumie to nawet nim byłem.
- a skoro tak to... Lubisz duchy?
- Na razie poznałem tylko niektórych bogów, ale duchów jeszcze nie spotkałem. - Jej Jiwo ma szansę go nie przestraszyć.
- Postaraj się - szepnęłam do duszka tak, by basior tego nie zauważył.
- Co byś zrobił gdybym powiedziała teraz "przytul mnie"? - ciepełko na pyszczku się wzmocniło.
- A jak myślisz? - uśmiechnął się niczym książę z jakiejś bajki.
- Em... że mnie przytulisz? - zaśmiał się.
- Dobra masz 3 punkty. Więc jest 5 do 8. Wygrywam.


<Six?>

Od Tenshi ,,Hodowanie zwierzątek"

Ten pomysł chodził mi już po głowie od pewnego czasu, ale jakoś nie miałam siły go zrealizować. A teraz.... nie mam nikogo do pomocy. I miej tu do innych cierpliwość. Sama sobie oczywiście nie dam rady w obmyślaniu co z czym złączyć by jakaś kreatura nie wyszła, bo nie mam zamiaru bawić się w Frankensteina i tworzyć coś co potem by cierpiało ze względu na ból w kręgosłupie czy połamane kończyny. Po przyjęciu pomocy w niesieniu koszyka i toreb z fiolkami i potrzebnymi materiałami od jednego z miejsc bazowych hodowli zwierząt.
Miejsce to traktowałam niby jako 2 dom. Gdy weszłam podleciał do mnie jeden z wyhodowanych smoków, już wielkości takiego małego konia, chociaż długość miał na pewno dłuższą (masło maślane).
- Hej młody. Pomożesz? - od razu w swojej głowie usłyszałam głos.
- Jasne, gdzie mam to zanieść? 
- Jakbyś mógł to położyć na tamtej półce skalnej... - Smok wziął ciężki koszyk po pyska i szybując nisko nad ziemią przetransportował to na półkę skalną, po czym do mnie wrócił.
- Dzięki Hermes - uśmiechnęłam się do smoka, który właśnie tak się nazywał. Wzięłam torby i położyłam je nieco dalej. Nie byłam pewna czy to dobry pomysł ale oke. Trzeba najpierw sporządzić listę zwierząt nadających się do mnożenia. Westchnęłam ciężko i wyszłam z mojej małej zadaszonej dolinki po duży zwój kartek. Potrzebuję jeszcze kogoś do pomocy... ale kogo? Poszłam do biblioteki, bo tak najczęściej można spotkać duże zwoje pergaminu czy innego rodzaju kartek na sprzedaż czy do oddania. Gdy tylko tam weszłam, zaatakował mnie zapach książek. Starych i nowych. Przy wejściu obok biurka kogoś od biblioteki, kogo aktualnie nie mamy stał jakiś wilk. Może zapytać teraz o pomoc...? Podeszłam bliżej i zadałam proste pytanie
- Hej, masz może czas żeby mi pomóc?

< Ktoś?>

29.10.2018

Od Nico CD Luna

- Tak. - odpowiedział ojciec, a ja myślałam, że zaraz zemdleję. Mamy zabijać inne wilki?! Jak można odebrać życie komuś, z kim się rozmawiało czy znało z widzenia?! Ja nie potrafię tego nawet pojąć, a co dopiero być do tego zdolną...
Bałam się, że zaraz naprawdę runę na glebę, ale tata kontynuował.
- Jak wiecie, za kilka dni będzie czystka. Ogólnie mówiąc, wilki chcące być bezpieczne zostają w swoich jaskiniach. Jaskinie są tak jakby bezpiecznymi strefami, gdzie nie można zostać zaatakowanym i nie trzeba również patrzeć na rozlew krwi. - uśmiechnął się lekko. Jak nasz tata może się uśmiechać, mówiąc o morderstwie...
Myślałam, że zaraz stamtąd ucieknę.
Ojciec jeszcze coś dalej tłumaczył, ale nie słuchałam. Wyłączyłam się kompletnie. Nie rozumiałam, jak basior będący moim ojcem może mówić o tym bez żadnych negatywnych uczuć.
Kiedy kazał nam wyruszyć do lasu w poszukiwaniu zwierzyny, po prostu błąkałam się leniwym krokiem między drzewami. Zastanawiałam się, czy mama wie o tym, co ojciec sobie ubzdurał, a jeśli nie, to czy mogę jej o tym powiedzieć. Mimo wszystko nie chcę, by tata był na mnie zły, ale nie chcę też zniszczyć sobie psychiki...
Eh...

<Ciąg dalszy u Lunci>