15.03.2019

Od Aarona cd. Gemini

Początkowo sceptycznie podchodziłem do spróbowania zaczarowanego jedzenia. Mimo to, głód przezwyciężył. Mięso było soczyste, prawdopodobnie najlepsze jakie w życiu jadłem. Niewiele potrzebuję, by się najeść, jednak tym razem nie potrafiłem się powstrzymać. Skończyliśmy chwilę później. Dopiero teraz poczułem, jak bardzo znużony jestem. Czy aby bezpiecznie jest kłaść się spać w takim miejscu? Wątpliwe. Koniec końców, zmęczenie powaliło nas z łap. Sam nie wiem, kiedy zasnąłem.
Śniły mi się wilki. Nie rozpoznawałem ich pysków. Była to zwykła scenka rodzajowa. Obserwowałem ich z pewnej odległości. Wtedy zaczął wiać zimny wiatr. Rozpętała się burza. Usłyszałem przerażający huk i obudziłem się. Skoczyłem na równe łapy, gdy okazało się, że dźwięk nie pochodzi ze snu. To była Gemini. Z radością szczeniaka zrzucała na ziemię drogocenną zastawę. Z każdym upadkiem talerze z brzękiem rozbijały się o marmurową posadzkę. Nagle zatrzymała się. Jej futro najeżyło się.
- Gemini...? - zapytałem cicho i podszedłem powoli do wadery. Spostrzegłem, że wpatruje się ona w ciemny punkt w rogu pokoju. Bicie mojego serca przyśpieszyło. To nie zapowiada się dobrze. Stanąłem obok niej i ujrzałem postać. Była zakapturzona, nie posiadała postury wilka. Wyglądała na zdenerwowaną i obrzucała nas gniewnym spojrzeniem.
- Przybywamy w pokoju? - ratowałem sytuację. Istota wydawała z siebie dziwny dźwięk. Brzmiał trochę jak śpiew przerażonych ptaków, chociaż z drugiej strony był podobny do zawodzenia rannego kojota. Nie rozumiałem żadnego z wypowiadanych przez niego słów. Położyłem po sobie uszy i popchnąłem lekko Gemini do tyłu.
- Wycofajmy się - szepnąłem do wadery. Ta kiwnęła głową i szybko zeskoczyła z blatu stołu. Ruszyłem za nią. Dogoniłem ją dopiero u dołu schodów. Napotkana postać najwyraźniej nie goniła nas. Chociaż, nigdy nic nie wiadomo.
- Schowajmy się - poleciła wilczyca. Mruknąłem potakująco. Musimy obmyślić jakiś plan. Zamczysko wydawało się jeszcze straszniejsze niż przedtem. Bardzo nie chciałem tutaj być. Jak mamy wrócić do domu? Po krótkiej chwili znaleźliśmy się w ciemnym pomieszczeniu. Znajdowały się tam stare, okurzone meble. Wsunąłem się pod kanapę. Gemini za mną.
- To co zrobimy? - zacząłem prowadzić cichą rozmowę.
- Musimy znaleźć sposób, by się stąd wydostać - westchnęła przeciągle wadera. Żeby to było takie proste jak się wydaje. Machnąłem ogonem kilka razy z niesmakiem.
- A może ta istota z wcześniej mogłaby nam pomóc? - kontynuowała. - W końcu nie rzuciła się na nas...
- A kto wie? Osobiście, wolałbym nie ryzykować - odparłem. Nie mam zamiaru bratać się z czymś takim. Nawet jeśli nas nie zabiło, mogło mieć zawsze gorsze intencje. Wyssać duszę? Kto to wie. Kątem oka ujrzałem ruch. Dałem znak Gemini, by przez chwilę pozostawała cicho. Zdawało mi się? Cienie przemykały szybko, były ledwie zauważalne. Przyszedł czas na użycie moich jakże cudownych umiejętności. Rzuciłem prostą iluzję, dzięki której byliśmy niemal niewidoczni. Jeżeli wróg nie ma wyostrzonego węchu, nie odnajdzie nas. Usłyszałem głośniejsze kroki. Coś się zbliża.
<Gemini?>

Od Shiry cd. Exan

Chwilę po ponownym ułożeniu się obok tygrysicy znowu zasnęłam. Jednak szybko wstałam w pełni wypoczęła. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po jaskini. Nie było w niej Exana. Podniosłam się i przeciągnęłam powoli. Rayla jeszcze spała. Oparłam się przednimi łapami o jej plecy i wyciągając szyję polizałam jej włochaty policzek. Tygrysica otworzyła leniwie oczy i spojrzała na mnie z lekkim wyrzutem, ale zaraz potem zachichotała. Obkręciła się i podniosła głowę.
- O jak miło, nie ma tego szczura - powiedziała widocznie zadowolona.
- Nie mów tak. Co ty do niego masz?
- A co, podoba ci się, nie? - odrzekła złośliwe.
- Co ty gadasz. To tylko przyjaciel. - pokręciłam głową.
Swoją drogą ciekawe gdzie poszedł - pomyślałam.
- Idziemy? - zapytałam.
- Szukać twojego chłopaka? 
Ah, czemu ona tak lubi się ze mną droczyć? Udając mądrą powiedziałam wyniosłym głosem:
- Niestety muszę cię zmartwić, ponieważ owy basior nie jest mym chłopakiem.
Rayla zaśmiała się. Wyszłyśmy z jaskini. Trawa była cała mokra. Dookoła było sporo kałuż i błota. Lubię deszcz, ale mokrej ziemi już nie. Wskoczyłam na moją towarzyszkę.
- Wiśta wio! - zawołałam klepiąc ją ogonem.
- Nie ma mowy mała - odparła Rayla i zaczęła się wierzgać niczym nieujarzmiony mustang. 
Nie dałam za wygraną i mocno się złapałam. Tygrysica ustąpiła i zaczęła iść przed siebie ze mną na grzbiecie. Wędrowałyśmy tak przez jakiś czas, aż moją uwagę przykuło stworzenie zatopione po szyję w małym bagnie. Najwyraźniej utknęło. Wskazałam Rayli kierunek i gdy się zbliżyłyśmy, uwięzionym stworzeniem okazał się Exan. Zeskoczyłam z tygrysicy i zapytałam lekko rozbawiona widokiem przybitego łebka Exana:
- Pomóc?
Odpowiedź byłaby oczywista, więc basior spojrzał tylko błagalnym wzrokiem. Cóż, męska duma ucierpiała. Zachichotałam. Oderwałam się od ziemi, by dostać się do Exana i go uwolnić. Zanurzyłam łapy w błocie, żeby go złapać. Udało mi się wyciągnąć go na brzeg. Moje ubłocone kończyny przybrały barwę błotnistego brązu. I nie tylko moje. Exan był dosłownie cały pokryty tą ohydną mazią. No, może poza głową. 
- Jak ty się tam znalazłeś? - zapytałam, obmyślając już w głowie plan pozbycia się brudu.


<Exan?>

14.03.2019

Od Exana cd Shira

 Wadera krzyknęła, jakby wszystkie ciemne moce rżnęły jej wnętrzności od środka żywym ogniem. Cholera... miała sen. Rayla, jej towarzyszka zaalarmowana jej krzykiem zerwała się i pierwsze warknięcie skierowała na mnie, myśląc, że to ja jestem przyczyną zmartwień Shiry.
Uspokój się gigantyczny kocie- mruknąłem w myślach. Wstałem, minąłem warczącą Raylę i podszedłem do Shiry.
- Wszystko w porządku?- zapytałem waderę, ale nie mogłem uporządkować myśli przez ciągłe ględzenie Rayli, ale po chwili się uspokoiła.
Shira spojrzała na mnie zmęczonym wzrokiem.
- Nie, wszystko w porządku, ale miałam dziwny i straszny sen.
- Jaki? Chętnie posłucha,
- Nie, nie może nie- odparła i cofnęła się do swojej towarzyszki. Ok, to było dziwne.
Wadera rozpostarła skrzydła na możliwą długość, po czym je znowu zwinęła i ułożyła się znów obok tygrysicy. To może ja nie będę przeszkadzać. Wyściubiłem nos poza kryjówkę.
Deszcz przestał padać, pozostawiając po sobie dobrze odczuwalny i doskonale widoczny ślad. Sierść aż mokła, gdy ocierałem się o mokre fragmenty krzewów. Długa trawa moczyła moją klatkę piersiową. Niebo było zasłane białym puchem, a bure chmury zmierzały już na zachód.
- Tak, masz rację, zmykaj stąd- rzuciłem ponurym monologiem, gdy spojrzałem na oddalające się bure chmury.
 Udałem się na wschód... a potem? Hmmm dalej to się okaże.
Ciekaw byłem już tylko, co robi nasza kochana Shira ze swoją jakże przemiłą Raylą.

<Shira?>

Od Shiry CD. Exan

 Ziewnęłam. 
- A może ja też się zdrzemnę? - powiedziałam jakby sama do siebie.
- Jeśli chcesz, to proszę - odpowiedział basior siedzący nieopodal.
Ułożyłam się wygodnie obok Rayli, tak, że nasze grzbiety się stykały. Lubię spać w ten sposób, bo jej futro jest dość miękkie (choć nie tak bardzo jak moje). Chwilę po tym zasnęłam. Miałam dziwny sen: szłam sobie jakąś polanką i przede mną pojawia się wilk, który miał być najprawdopodobniej Exanem. Podchodzi do mnie i próbuje dać mi buziaka. Dałam mu z liścia tak mocno, że aż się zachwiał. Nagle z nikąd wyskakuje Rayla, rzuca się na Exana i gdy basior już leżał pół-martwy rozpłynęła się w powietrzu. Podbiegłam do niego, a ten chwilkę potem skonał.
Obudziłam się.
- Nie! - krzyknęłam podnosząc głowę.
Nie wiem czy Exan spał, ale wyglądał na zdziwionego moim zachowaniem. Uff, to był tylko sen.

<Exan? Przepraszam, ale pomysłu nie miałam :V>

11.03.2019

Od Exana cd Shira

 Wadera chciała mi pomóc i swoim skrzydłem stworzyła mi prowizoryczny parasol. Uśmiechnąłem się do niej miło.
- Shira nie musisz- powiedziałem, ale wadera pokręciła tylko głową i rozpostarła jeszcze bardziej swoje skrzydło, tak wielkie, że mogłoby zakryć jeszcze dwie osoby.
Pokręciłem oczami.
- Dziękuję ci.
Gdy dotarliśmy na miejsce, gdzie mogliśmy się schronić i spokojnie zjeść, Shira ułożyła mięsiwo gdzieś pod ścianą naszej kryjówki.
- Smacznego- powiedziała z uśmiechem.
- Wybacz, ale nie jestem głody, śmiało, jedz.
Shira westchnęła tylko.
- Nie chcę jeść sama...
- Ja mogę zjeść z tobą- odezwał się odgłos za nami. Odwróciliśmy się. W deszczu stała ta ogromna tygrysica- towarzyszka Shiry, która na powitanie obdarowała mnie kwaśnym spojrzeniem. Ta tygrysica bez wątpienia coś do mnie miała i nie podobało mi się to. Shira musiała ją nieźle zrugać za napaść na mnie, może dlatego jest na mnie taka zła? Nie wiem. Obie panie jadły, a do mojego ucha trafiały odgłosy rozrywanego mięsa i roztrzaskiwanie kości, pod naciskiem mocnych szczęk.
- Ale się objadłam- skomentowała tygrysica i położyła się na lewy bok. Shira natomiast oblizała się tylko i pomasowała się po brzuszku.
- Zaraz pęknę- mruknęła Shira.
- Oto skutek nadmiernego objadania się- zażartowałem tylko. Shira zachichotała, a tygrysica prychnęła gniewnie, Zmrużyłem oczy w jej kierunku, gdy odwróciła ode mnie wzrok. Czego ona chce?
- Zmęczeni?- zapytałem.
- Ja? Trochę, a ty Rayla?
Tygrysica nie odpowiedziała. Widocznie już spała.
- Tak, najwidoczniej była.

<Shira?>

Od Gemini cd Aarona

Szliśmy przez długi korytarz, który na samym końcu ginął w mroku, więc tak naprawdę nie miałam bladego pojęcia, gdzie się kończy. Ogromny żyrandol na suficie dawał tylko nikłe światło na pewną odległość, dalej czaiła się ciemność. Gdy szliśmy dalej przed siebie, regularnie zaczęły pojawiać się pokoje bez drzwi. Pierwszy pokój po prawej to była jadalnia, w środku stał długi, drewniany stół, a wokół niego drewniane krzesła, które były przyozdobione czerwoną skórą. Na ziemi leżał futrzasty czerwonawy dywan. Wzdrygnęłam się. Mam nadzieję, że nie było to zrobione z  wilka. Na stole zauważyłam zastawę ze złota, w kielichach połyskiwały czerwone kamienie. Obrzeża talerzy miały bardzo ładne zdobienia, a sam talerz był tak czysty, że mógłby mi służyć za lustro. W sali panował półmrok, było nienaturalnie cicho. Na końcu jednej ściany stał stary, przeszklony kredens.
- Żadnego jedzenia tu nie ma. - powiedziałam smutno w stronę basiora.
- Nie wejdziesz tu? - zapytałam po chwili zdziwiona. Aaron nadal stał spięty na korytarzu.
- Ja... stanę na czatach. - odpowiedział z wahaniem.
- Oj tam, chodź, nic się nie stanie. W końcu nie widzę tutaj zagrożenia. - odparłam i wzruszyłam łapą. Aaron cicho westchnął, lecz w końcu wszedł do sali.
- Och, zjadłabym takiego soczystego jelenia. Co z tego, że chciałam nie jeść mięsa w ogóle, ale dzisiaj już zrobiłam wyjątek. - uśmiechnęłam się rozmarzona. Aaron nie zdążył nic odpowiedzieć, bo na półmisku, na środku stołu, pojawiła się parująca pieczeń. Ślina napłynęła mi do ust. Dopiero teraz zauważyłam jaka jestem głodna.
- Jeleń...! - wykrzyknęłam i podbiegłam do półmiska. Wielkimi oczyma patrzyłam na mięso. Tak przepiękne pachniało... Już chciałam skubnąć trochę, gdy Aaron zaniepokojony krzyknął.
- Nie jedz tego! Nie wiadomo czy to jest zatrute. A do tego tak nagle to się tutaj pojawiło... Obawiam się, że nas obserwują.
- Oh, bez przesady, jestem pewna że jesteś strasznie głodny, a do tego może być to sala, która spełnia życzenia. Wiem, niedorzecznie to brzmi, ale zdaje mi się, że tutaj jest wszystko możliwe. - uśmiechnęłam się. - Nie wiem jak ty, ale ja nie mam zamiaru patrzeć jak takie mięsko się marnuje. - odwróciłam łeb w stronę pieczeni i zaczęłam jeść. Najpierw powoli, lecz później jadłam bez opamiętania. Aaron niepewnie mi się przyglądał. Po pięciu minutach, dołączył do mnie. Jadliśmy zachłannie i bardzo szybko, a jeleń wyglądał tak, jakby nigdy miał się nie skończyć. W końcu, z pełnymi brzuchami padliśmy wyczerpani na stole i momentalnie zasnęliśmy. Przez sen widziałam przebiegające cienie na ścianach i słyszałam ciche szepty. Albo to był tylko sen?
***
Mruknęłam cicho i z bólem się poruszyłam. Nadal czułam dyskomfort w żołądku z przejedzenia. Przez zasłony zaczęło prześwitywać poranne słońce. Moje kości się zastały od długiego leżenia na twardym stole. Obraz przed oczami nadal mi się rozmazywał. Gdy w końcu udało mi się ogarnąć wzrok, zauważyłam, że w sali prawdopodobnie nie byłam sama. Odwróciłam się, całe szczęście Aaron nadal spał obok, z lekkim uśmiechem na pysku. Stanęłam na łapach i gdyby nigdy nic, zaczęłam się przechadzać po stole. Te piękne talerze tak bardzo prosiły się o zrzucenie... "Oj tam, pewnie tutaj nikogo innego nie ma" pomyślałam i szczęśliwa zaczęłam kopać i zrzucać talerze. Huk obudził wystraszonego Aarona. Był zdezorientowany, nie wiedział co się dzieje. Ja szczęśliwa jak szczeniak skakałam po stole, gdy dotarłam na koniec stołu. W cieniu, gdzie nie docierało światło, stała zakapturzona postać, która nie wyglądała na zadowoloną.

<Aaron? Znowu przepraszam, że tak strasznie długo to trwało, ale parę rzeczy się wydarzyło, które nie pozwoliły mi na spędzenie wystarczająco dużo czasu na blogi ;/ >

10.03.2019

Mamy nowego boga na watasze!

No więc mamy nowego boga na watasze. Jest to jeszcze szczeniak (wpisałam mu już prawie wszystko żebym nie musiała potem tego uzupełniać) i aktualnie dopiero poznaje prawa życia. Na tym teraz ogólnie będzie się opierać fabuła bloga (wątek główny), ale to za jakiś czas. 





 Imię: Seikatsu (albo Seki, Saika...)
Wiek: Nieśmiertelny jednak dopiero urodzony, chociaż wygląda na rocznego.
 Płeć: Basior
Żywioł: Magia bogów, Cień, Dusza
 Stanowisko: Bóg
Cechy charakteru: Chciwe wilczysko i chytre. Chętnie coś ukradnie albo kogoś okłamie. jest w tym świetny. Jest pokorny tylko wobec rodziców. Innych ma głęboko w czterech literach. Ma smykałkę w interesach i nie da się go oszukać.
Cechy fizyczne: Szybki, silny samiec. Już od urodzenia lubił znikać sprzed oczu, i pojawiać się za innymi. Trudno go wytropić
 Moce:
1. Zaglądanie do myśli innych
2. Zamienianie się w cień
3. Doprowadzanie dusz do świata zmarłych
4. Przewidywanie niedalekiej przyszłości oraz widzenia z przeszłości u danego wilka
5. Wtapianie się w jakieś przedmioty czy opętywanie zwierząt
6. Zaklinanie przedmiotów, zdarzeń, idei
Opiekun: Złodziei oraz zagubionych dusz
Partnerka: Brak
Szczeniaki: Sam nim jest
 Jaskinia: Mieszka z rodziną
 Amulet: Link

Od Shiry cd. Exan


- Dzięki - powiedziałam wchodząc do ciemnej jaskini - dosyć tu... ponuro.
Podeszłam trochę bliżej do basiora.
- Wiesz, właśnie szłam (a raczej leciałam) na polowanie... Może chcesz iść ze mną? Chyba, że chcesz tu siedzieć.
- Ale zaraz będzie padać - powiedział niezbyt przekonany.
- Czyli musimy się spieszyć! - uśmiechnęłam się pokazując kły.
Basior westchnął krótko i wstał kierując się do wyjścia. Ruszyłam za nim zadowolona. Wyszliśmy z ciemnej jaskini. Oślepiające słońce dotarli do mych oczu zaraz po wychyleniu głowy z jaskini. Niestety prawie mnie nie ogrzewało, bo kolor biały odbija światło. Wzięłam głęboki wdech próbując wyłapać jakieś zapachy. Przez kilka następnych kroków rozglądałam się dookoła. W końcu wśród drzew dostrzegłam młodego jelenia. Biorąc pod uwagę wcześniej słowa Exana i zbierające się nad nami chmury postanowiłam się spieszyć. Odwróciłam głowę w stronę mego towarzysza.
- Mogę ja się nim zająć?
- Pewnie - odparł krótko.
Skradałam się do zwierzyny, chociaż pewnie nie było to konieczne, bo mój plan był inny. Gdy byłam wystarczająco blisko wyczarowałam z ziemi pnącza które oplotły nogi jelenia. Zwierz przewrócił się. Podeszliśmy z Exanem do unieruchomionego, jeszcze żywego posiłku.
- Chcesz uczynić honory? - zachichotałam.
Basior schylił się do szamoczącego się zwierzęcia i zacisnął szczęki na jego szyi. Usunęłam pnącza, bo przeszkadzały by w jedzeniu.
- Smacznego - powiedziałam zabierając się do jedzenia.
Niestety nasz spokojny posiłek przerwał wyczekiwany już wcześniej przez basiora deszcz. Nawet lubię deszcz, w końcu to też woda. Ale co my mamy teraz zrobić? W sumie, byliśmy blisko jaskini, z której przyszliśmy, więc możemy się tam przenieść. Exan westchnął głęboko.
- Ostrzegałem.
- Nie marudź tylko chodź, zanim rozpada się na dobre - odpowiedziałam unosząc jelenia za pomocą magii powietrza. Niestety zapomniałam o tym, że nie umiem wykonywać dwóch "zaklęć" na raz, bo w tym samym momencie próbowałam skierować deszcz tak, żeby na nas nie padał. W skutek tego truchło upadło z hukiem na ziemię. Pokręciłam głową i podniosłam je z powrotem. Spojrzałam na Exana dając znak, że ruszamy. Ten położył uszy. Chyba na prawdę nie lubi deszczu. Rozłożyłam skrzydło tworząc niby-parasolkę dla basiora. Obdarzył mnie szerokim uśmiechem.


<Exan?>

Od Exana cd Shira

 Gdy wadera zadała mi te pytanie, jej tygrysia towarzyszka spojrzała na mnie kwaśno. Uśmiechnąłem się do niej sceptycznie i spojrzałem na Shirę.
- Oczywiście, kiedy tylko chcesz.
Wadera obdarowała mnie miłym uśmiechem i wraz z tygrysicą odeszła. Jej towarzyszka szepnęła coś do niej, myśląc że nie usłyszę. Nawet nie wiedziała, jak bardzo się myliła.
- Czemu chcesz się z nim zadawać?
Wydałem z siebie cichy i przeciągły chichot i odszedłem w swoją stronę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nowy dzień przyniósł nowe i pożyteczne aspekty w moim życiu, na przykład dziś na niebie zawisło słońce, które zsyłały upalne promienie. Wyczuwałem jednak, że za niedługo spadnie deszcz i przerwie tę piękną pogodę. Nowo poznany wilk imieniem Shira od jakiegoś czasu łazi mi po głowie, ale nie w sensie miłosnym, tylko z czystym zainteresowaniem rozmyślam, co też ona porabia.
Wyściubiłem nos na zewnątrz i zilustrowałem wzrokiem okolicę, a gdy pomyślałem o Shirze, zadarłem więc też łeb w górę. Niebo było czyste, po którym snuły się postacie ptaków.
Mimo takiej ładnej pogody strasznie nie chciało mi się nawet ruszyć się, aby chociaż ułożyć się pod jakimś drzewem. Dziś wolałem pobyć w mroku. Cofnąłem się od wyjścia po czym ułożyłem w jakimś mrocznym kącie.
- Halo?- po dziesięciu minutach jakiś głos rozbrzmiał w mojej kryjówce. To był głos wadery... znajomej mi wadery. Shira!
- Tak?
- Exan, to ty? Co ty tu robisz w tak ponurym miejscu?
- Ja... w sumie to... to nic- odparłem, zastanawiając się co powiedzieć- A ciebie co tu sprowadza?
- Wyczułam twój zapach, więc pomyślałam, że przyjdę, mogę wejść?
- Pewnie, wchodź.

<Shira?>

Od Lii do Noego

Ziewnęłam, gdyż poczułam się nagle śpiąca.
- A bo ja wiem? godzinę? dwie? półtorej? Wybacz... moje poczucie czasu jest strasznie małe. Jak się nudzisz mogę ci coś dać... nie wiem... lubisz rysować? Dłubać w ziemi? Wyrywać pióra?
- Objadać spiżarnię - mruknęła Crystal
- Och, no zamknij się - warknęłam - jak chcesz możesz tu spać, a rano mogę odprowadzić cię do twojego 'domu', albo Crys, jakbym nie wstała - mruknęłam - Chyba że zamiast spać wolisz coś upiec? Dawno nic takiego nie robiłam. Jedynie ciasto na halloween... było pomarańczowe, jednak zapomniałam czy było zdobione z marchwi czy z dyni. A może to był piernik? - zaczęłam swoje dziwne rozkminy.
- To.... ja może... coś porobię - Noe wyglądał na trochę zmieszanego

<Noe? Co ja mam niby pisać powiedz mi -_->

Od Shiry CD. Exan


- To miłe z twojej strony - powiedziałam cicho.
Szłam powoli, nadal lekko przybita, choć starałam się to ukryć. Idąc w półmroku napotkaliśmy małą rzeczkę. Była dosyć wąska, ale jestem leniwa i zamiast ją przeskoczyć przeszłam po niej. Sztuczka polegała na tym, że pod moimi łapami tworzyła się warstewka lodu, która topniała zaraz po podniesieniu z niej łapy. Moje oczy stały się niebieskie. Exan który właśnie przeskoczył rzekę pewnie zaraz zacznie się o nie wypytywać. O dziwo tylko w nie spojrzał. W sumie to było bardziej onieśmielające niż pytanie. Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam wolnym krokiem przed siebie. Szliśmy rozmawiając wśród raz wysokich, a raz niższych drzew. Niebo było bezchmurne i pełne gwiazd. Księżyc oświetlał nam drogę. W końcu las zaczął się przerzedzać i ustępować gołej polanie. Dostrzegłam Raylę leżącą pod drzewem na drugim jej końcu. Podeszliśmy do niej. Tygrysica przywitała Exana kwaśną miną. 
- On ciągle z tobą jest? A poza tym co tak długo? - burknęła.
Westchnęłam. Później jej opowiem.
- To ja już pójdę... - odezwał się basior.
Obrócił się i ruszył w przeciwnym kierunku.
- Zaczekaj! - zawołałam na co Rayla przewróciła oczami.
Exan stanął i odwrócił głowę.
- Zobaczymy się jeszcze kiedyś? - zapytałam i obdarzyłam go uśmiechem.


<Exan?>


9.03.2019

Od Exana cd Shira

Nagle Shira krzyknęła, co zaalarmowało mój układ współczulny do przygotowania się do działania. Shira schowała się za mnie i pisnęła.
- Zabierz ode mnie to paskudztwo!
Rozglądałem się dookoła i przez chwilę pomyślałem, że Shirze się coś przewidziało, gdy nagle przed moim nosem przeleciała Ćma. Uspokoiłem się i zacząłem się śmiać.
- Shira nie wydurniaj się, przecież to tylko ćma- zachichotałem i odgoniłem ćmę machnięciem łapy.
- To nie jest ćma, to jest bestia najokropniejsza- wyjrzała za mnie i rozejrzała się, czy nie ma gdzieś w pobliżu tej "Bestii najokropniejszej".
- Shira daj spokój, już nie ma jej.
- Jesteś pewien?
- Tak, jestem pewien, chodź, obronię cię.
Shira wyłoniła się zza mojej osoby i dość niepewnie i lękliwie poruszała się obok mnie, ruszała nerwowo skrzydłami, przez co łaskotała mnie piórami po brzuchu.
- Shira na miłość Boską, uspokój się, nic tu nie ma takiego, żeby było powodem do strachu, rozumiesz?
 Shira przestała ruszać skrzydłami, ale opuściła lekko głowę. Westchnąłem cicho i zatrzymałem się przed nią. Łapą uniosłem jej pyszczek palcem, żeby wadera spojrzała w moje oczy.
- Shira, co jest?
- Nic... po prostu boję się ciem, okej? Wiem brzmi to dziwnie...
- Każdy się czegoś boi. Ja na przykład boję się urazu głowy
- Ale twój lęk jest dość poważniejszy od mojego...
- Nie, jest tak samo naturalny, jak twój- skwitowałem i uśmiechnąłem się do niej. Ona uczyniła to samo.
- Miło, że się uśmiechnęłaś, chodź, ze mną nic ci się nie stanie.

<Shira?>

Od Shiry CD. Exan


Siedziałam i przyglądałam się widokowi. Po krótkiej chwili powiedziałam:
- Niedługo będzie zachód słońca. Może zostaniemy tu żeby go obejrzeć?
- Czemu nie - powiedział z uśmiechem basior.
Ja również obdarzyłam go uśmiechem. Tylko... co do tego czasu będziemy robić? Wstałam i rozprostowałam skrzydła. W sumie to nie miało większego celu niż tylko przeciągnięcie się. Ciekawe co teraz robi Rayla. Ech, to teraz nie ważne. Rozmawialiśmy z Exanem aż nadszedł zachód. Westchnęłam krótko. Zachody słońca są takie piękne! A zwłaszcza z takich miejsc jak to. Ale chyba czas się stąd zmywać. Po ciemku nie będzie tu zbyt bezpiecznie.
- Chyba czas już wracać - zwróciłam się do Exana - może zlecimy żeby było szybciej?
- No dobrze - uśmiechnął się.
Więc chwyciłam basiora i wzbiłam się w powietrze. Lepiej nie będę nurkować, po prostu zlecimy w dół. Po kilku minutach byliśmy już na dole. Wylądowaliśmy w lesie, tym samym na który patrzyliśmy z góry. Zaczęło się ściemniać.
- Może cię odprowadzić? - zapytał Exan.
- Dzięki - uśmiechnęłam się lekko.
Tylko gdzie on ma mnie odprowadzić? Ja nawet domu nie mam. No, chyba że do miejsca w którym zostawiłam Raylę. Szliśmy sobie powoli, przez jeszcze nie do końca ciemny las. Wszystko byłoby wspaniale gdyby nie to, co przeleciało mi przed nosem. To była ćma! Pisnęłam i schowałam się za zdezorientowanego basiora.
- Weź ode mnie to paskudztwo!

<Exan?>

8.03.2019

Od Exana cd Shira

  Na niebie snuły się spokojnie stado gryfów, a ich śpiew pobudzał nasz słuch. Ich pióra falowały pod wpływem wiatru, ogony niczym chorągiewki targały się w powietrzu.
- Nie ruszaj się, gryfy są wrażliwe na gwałtowne ruchy i mogą zareagować agresją- mówię do Shiry, która obserwowała mknące w powietrzu Gryfy.
- Chodźmy dalej- Powiedziałem i wadera szybko dotrzymała mi kroku. Po pewnym czasie nasz spacer rozciągnął się spiralną drogą, która później doprowadziła nas do jakiegoś wejścia w jaskini.
- Patrz, jaskinia... Sprawdzimy, co tam jest?- zapytałem i spojrzałem na waderę, która nie do końca była przekonana, co do tego pomysłu.
- No nie wiem, nie chcę tam wchodzić- odpowiedziała i odsunęła się o krok.
- Boisz się, ze mną nic ci się nie stanie, przyrzekam- zapewniłem ją i heroicznie wypiąłem pierś, napinając przy tym masywne mięśnie i wyszczerzyłem się do wadery.
Żartobliwie jednak podszedłem do tego, więc wróciłem do poprzedniej pozy i spojrzałem jeszcze raz na wejście do jaskini, z której ziało mrokiem.
- Jak chcesz. Chciałabyś jeszcze gdzieś iść?
 Shira usiadła i spojrzała na las z widoku górskiego.
- Pięknie tu, aż chcę wystartować i pomknąć w kierunku lasu- powiedziała i westchnęła krótko na końcu zdania.
- Chciałbym mieć skrzydła i to ciebie wziąć na taki lot- powiedziałem i nagle przypomniał mi się jej łagodny zapach.
- Ano.. szkoda- powiedziała wadera.
- Idziemy dalej, czy opuszczamy te góry?
- Daj mi jeszcze się przyjrzeć temu widokowi, dobrze?- spojrzała na widok lasu z góry.
 Usiadłem tylko kilka ogonów dalej od wadery.
Górski wiatr przybrał na sile, ale później opanował się za sprawką Shiry, która jak mi wiadomo panowała nad tym żywiołem.

<Shira?>

Od Shiry CD. Exan


Przyglądałam się basiorowi który trochę nieudolnie próbował upolować kozicę. W końcu udało mu się złapać młodego osobnika. To bardzo miłe z jego strony.
- Smacznego - powiedział kładąc kozicę przede mną.
- Dziękuję - powiedziałam z uśmiechem i oboje zaczęliśmy jeść.
W krótką chwilę zjedliśmy niemalże wszystko. Oblizałam pysk z krwi i zapytałam?
- Może pospacerujemy po górach?
- Możemy - uśmiechnął się.
Ruszyliśmy więc przed siebie. Chodzienie po górach nie jest takie łatwe jak mi się wydawało. W końcu zwykle przelatuję nad nimi a nie po nich chodzę. Starałam się, żeby się nie potknąć, bo mogłabym się sturlać. Udawało mi się to do czasu, aż nie weszliśmy jeszcze wyżej, gdzie było jeszcze bardziej stromo. Akurat los tak chciał, że pod moją łapę wślizgnął się kamień na którym się poślizgnęłam i o mało nie spadłam. Na szczęście w ostatniej chwili złapał mnie Exan.
- Uff, dzięki wielkie.
- Nie ma za co - uśmiechnął się.
Serce waliło mi jak szalone na myśl o tym co mogło mi się stać. Jednak szybko się uspokoiłam. Przecież nic mi nie jest. Jeszcze. Zaczął wiać wiatr, co jeszcze bardziej utrudniało sprawę. A może dam radę go uspokoić? Ustałam w miejscu. Exan też. Spróbowałam skupić swoją energię na wietrze. Nic. Shira, skup się! Jeszcze raz. Wiatr uspokoił się nieco. Jeszcze trochę. Teraz wiatr znacznie ucichł, choć niecałkiem. Zadowolona chciałam już ruszać, ale nagle wiatr zaczął wiać na nowo. Warknęłam przez zęby, kopiąc kamień. Exan cały czas przyglądał się mi z wyrazem pyska jakby chciał powiedzieć: "co ty wyprawiasz". Zrezygnowana burknęłam:
- Idziemy.
- Na pewno następnym razem ci się uda - próbował pocieszyć mnie basior.
Odpowiedziałam mu uśmiechem, ale nie byłam już taka szczęśliwa. Jednak ponowna radość szybko zastąpiła smutek i złość. Chyba nie umiem się na siebie długo gniewać. A może to dzięki Exanowi? Szliśmy teraz rozmawiając i śmiejąc się co chwilę. Niestety ta chwila nie trwała długo. Nagle moje oczy ujrzały... gryfy.

<Exan?>

5.03.2019

Od Exana cd Shira

- Następnym razem, jak będę chciał zginąć rozwalając sobie łeb, to dam znać- Odparłem nieco ironicznie, ale potem pożałowałem moich słów, bo myślałem, że tymi słowami uraziłem Shirę. Rzeczywiście, trochę przekrzywiła usta w dół.
- Było super- dodałem z miłym uśmiechem a potem spojrzałem na moją zabandażowaną łapę- i jeszcze raz dziękuję.
Lot jaki zafundowała mi wadera była mocno zmierzwiona i wilgotna...
 Adrenalina buzowała w moim organizmie i wciąż nie mogłem wyrównać oddechu... serce waliło mi   jak młotem... nigdy więcej takich niespodziewanych akcji.
 Ale... to, że wadera miała dobre chęci to nie miałem do niej żalu.
- Co chcesz jeszcze robić?- zapytała wadera.
- A na co ty masz ochotę?- odpowiedziałem na pytanie pytaniem, bo sam nie wiedziałem, co wybrać a nawet nie wiedziałem, czy mojej towarzyszce by się to spodobało.
- Hmmm... może polecimy?
 Westchnąłem tylko. Cóż, ona jest damą, to niech ona wybiera.
- No dobrze, ale lećmy nisko nad ziemią, dobrze?
- Nie ufasz mi, jestem na tyle silna i na tyle zdolna w magii wiatru, że utrzymam cię bez problemu, pomimo że wyglądasz na ciężkiego.
Westchnąłem po raz drugi.
- No dobrze...
Wadera chwyciła mnie i uniosła w górę, czując jak wiatr mierzwi mi sierść, gdy wzbijamy się w górę. Czułem jej łagodny i miły zapach, który spowodował, że przestałem się bać, ale adrenalina wzrosła w moim organizmie.
Tym oto sposobem dotarliśmy do jakiejś grani nieopodal. Wylądowaliśmy na skalistym podłożu a po ścianach górskich skakały kozice.
- Głodna?- zapytałem waderę nie tracąc wzroku ze zwierzęcia.
- Trochę, może poproszę Raylę, żeby nam coś upolowała.
- Niech odpoczywa w końcu wdała się w bójkę z dorosłym basiorem- może zabrzmiało to heroicznie i ekstrawagancko, ale broniłem się dzielnie. Niestety nie byłem przyzwyczajony do polowania na otwartym terenie i do tego skalnym, gdyż kozice na tych terenach były niemalże nie do przechwycenia, ale zrezygnować przy waderze było że tak powiem... no... godne wstydu. Próbowałem na wszelkie sposoby. W końcu złapałem młodą kozicę, która niemądra odłączyła się od stada i zdezorientowana trafiła na moje kły i pazury.
- Smacznego- powiedziałem i położyłem kozicę przed Shirą.

<Shira?>

Od Shiry CD. Exan


- W sumie to śmiesznie byłoby zobaczyć jak mnie prosisz, ale nie musisz tego robić - zgodziłam się.
Rayla spojrzała na mnie krzywo.
- Spokojnie, nie musisz iść. Tylko zostań gdzieś w pobliżu.
- No nie wiem... A jak coś ci się stanie? - zwątpiła tygrysica.
- Nie jestem dzieckiem. Jak coś się będzie dziać to cię wezwę. Zaufaj mi.
Rayla się zgodziła. Basior przyglądał się naszej rozmowie.
- Tak w ogóle to jak masz na imię?
- Exan - odpowiedział krótko.
- Shira.
Uśmiechnęłam się i podeszłam bliżej do Exana.
- Nie pozwolę ci tak iść z tą raną. Daj mi ją chociaż opatrzyć.
- Dam sobie radę!
Chociaż że się nie zgodził to ja wyczarowałam kilka leczniczych roślinek i owinęłam wokół jego łapy. Żeby było trwalej to zrobiłam jeszcze jedną warstwę że zwykłych pnączy.
- Lepiej?
- Niech ci będzie - uśmiechnął się.
- Teraz możemy iść. Ale wiesz, że ja totalnie nie znam terenów watahy, prawda? - zaśmiałam się - chodźmy.
Zaczęłam powoli iść przed siebie, a basior za chwilę dorównał mi kroku, chociaż że trochę kulał. Zrobiło mi się go żal i zaczęłam mieć wyrzuty sumienia. Nie wiedziałam jak zacząć rozmowę, więc na razie szłam w ciszy. Może on zagada? Spojrzałam na niebo. Było trochę zachmurzone, ale co tam. A może sobie polatamy? Odwróciłam głowę do basiora i na mym pysku zawitał mały uśmieszek.
- Może chciałbyś ze mną polatać?
- Ale jak? Ja nie mam skrzydeł.
- To już nie problem - powiedziałam i oderwałam się od ziemi.
Złapałam Exana i go uniosłam (tak na prawdę to magia powietrza mi pomogła). Zaczęłam lecieć w górę. Coraz wyżej i wyżej. Zatrzymałam się żebyśmy mogli podziwiać widoki. Wszystko było doskonale widać. Basior westchnął z zachwytu. Teraz zaczęłam lecieć wolno, przed siebie. Zauważyłam małą chmurkę przed nami. Przelecieliśmy przez sam środek. Chmury są takie... no, są bardzo fajne. Wzleciałam jeszcze wyżej, na tyle że teraz byliśmy nad chmurami. Przez chwilę ustałam w miejscu żeby Exan się jeszcze trochę pozachwycał. Zniżyłam się tak, żeby basior sunął łapami po chmurach. Lecieliśmy tak, aż chmury się skończyły. Chyba już czas wrócić na ziemię. Zanurkowałam. Z każdą sekunda coraz szybciej. Chyba trochę przesadziłam, bo basior zaczął krzyczeć...
- Nie zachowuj się jak dziewczyna! - zachichotałam.
Byliśmy tuż przy samej ziemi. W ostatniej chwili, kiedy Exan pewnie był już pewny śmierci, rozłożyłam skrzydła, odstawiłam basiora na ziemię i zgrabnie wylądowałam. Lekko zdyszana zapytałam:
- Chyba nie było aż TAK źle cooo? - zrobiłam maślane oczka.

<Exan?>

3.03.2019

Od Exana cd Shira

 W tym dzisiejszym dniu przeżyłem aż trzy nieprzyjemne sytuacje..
Po pierwsze w mojej kryjówce zalęgły się szczury, więc czym prędzej musiałem brać łapy za pas i poszukać innej... drugą sytuacją był pusty brzuch, gdyż nie było w pobliżu żadnego zwierzęcia i trzecia najgorsza... zostałem napadnięty przez wielką brutalną tygrysicę, która żeby było śmieszniej była na usługach skrzydlatej wadery. Towarzyszka tygrysicy zaczęła mnie przepraszać.
- Nie no, nic się nie stało, serio- powiedziałem, ukrywając ślad ugryzienia na prawej przedniej łapie.
Tygrysica wyglądała jakby w ogóle nie żałowała, że na mnie napadła, aczkolwiek nawet spoglądała na mnie groźnie.
- Zrobię dla ciebie wszystko, ale nie zgłaszaj tego Alfie, proszę.
 Przewracam oczami i podchodzę do lekko załamanej wadery.
- Na serio nic się nie stało a ja z natury nie zwykłem skarżyć na kogoś o byle co- po tym uśmiechnąłem się miło i tym samym uśmiechem obdarzyłem moją napastniczkę, która prychnęła nerwowo.
- Rayla, proszę cię!
- Nie, nie krzycz na nią, już jej wybaczyłem dwa razy- z mojego gardła wydobył się cichy chichot i skierowałem się w swoją stronę.
- Poczekaj!
 Odwracam się do wadery.
- Musisz iść do medyka, widzę jak utykasz- zawołała za mną.
- Nic mi nie będzie, wyliżę się z tego.
- Jesteś pewien?
Podchodzę do niej z lekkim grymasem zadziorności.
- Słuchaj, jak chcesz się uspokoić i poczuć choćby nawet minimalne odczucie, że ci wybaczyłem, zapraszam cię na spacer, co ty na to?
- No nie wiem- odpowiedziała wadera i spojrzała na swoją towarzyszkę, która zrobiła taką minę, jakby zaraz miała cierpieć ze względu na moje skromne towarzystwo.
- No nie daj się prosić, hmmm?

<Shira?>

2.03.2019

Od Videtura CD Mauvais

- O-oczywiście! - odpowiedziałem nagle. Przez głowę przeleciała mi myśl o tym, że może gdybym szybko zdobył zaufanie Mauvais, to może jednak by mnie nie zabiła... Jednak w tym samym momencie przypomniały mi się słowa wadery o tym, że przyszłości nie można zmienić. Jedyne co mogłem teraz zrobić to czekać i wierzyć w dobre intencje wilczycy.
Hej! Przecież nie widziała jak ginę, a to jest całkiem dobra wieść!
W ciszy ruszyliśmy do dalszej wędrówki przez dziwny las. Nagle się zatrzymałem, znów słysząc jakiś szept. Odwróciłem głowę w stronę Mauvais. Również stanęła i nasłuchiwała. Z zaniepokojeniem rozglądałem się dookoła. Dostrzegłem tylko małe cienie przemieszczające się pomiędzy drzewami. Wyglądało na to, że zostaliśmy przez kogoś albo coś otoczeni. Lekko przysunąłem się do Vais, czułem jak moje łapy zaczynają drżeć...

Nagle z cienia wysunęła się mała, podobna do lisa postać z egzotyczną maską na pyszczku. Chyba coś powiedziała, ale jedyną rzeczą, którą mogłem usłyszeć, był jakiś szum. Zmrużyłem lekko oczy, jakbym pytał się co się tutaj dzieje. Nie byłem przygotowany na takie coś...
Zamierzałem powiedzieć coś do wadery gdy nagle poczułem ukłucie w lewym boku... Spojrzałem tam i dostrzegłem coś przypominającego czarną strzałę. Od razu odczułem, że jest tam zawarty środek usypiający lub jakaś trucizna. Napiąłem wszystkie mięśnie, próbując stawić opór substancji. Wiem, że jestem odporny na trucizny, jednak z każdą chwilą robiłem się co raz słabszy. Mojemu upadkowi towarzyszył tylko szum.

< Vais? :> )

1.03.2019

Od Shiry do kogoś


Słońce było już wysoko, a ja wciąż nie miałam nic do roboty. Leżałam z Raylą pod drzewem.
- Może się gdzieś przejdziemy? - zaproponowałam.
Tygrysica skinęła głową na tak. Wstała i się przeciągnęła, a ja po chwili zrobiłam to samo.
- Więc prowadź. To był twój pomysł - powiedziała jakby od niechcenia.
Ruszyłam przed siebie. Powinnam zwiedzić tereny watahy. Stąpałam po zamarzniętym śniegu, nie zapadając się. Rayla była za ciężka i poruszała się z trudem, ale nie narzekała. Chyba lubi zimę. Zrobiło mi się zimno chociaż że wcześniej leżałam na śniegu i nie było mi tak zimno. Przywołałam ciepłe powietrze tworząc wokół siebie osłonę przed zimnem. Przez to oczy zrobiły mi się białe. Po tygrysicy nie było widać że marznie, więc nie zapytałam czy też chce. A co mi tam, najwyżej później będzie się skarżyć. Rozejrzałam się dookoła i moje oczy ujrzały kilka drzew że zwisającymi soplami z gałęzi.
Ładnie tu - odezwała się Rayla.
Miała rację. Było ślicznie. Po kilku minutach doszłyśmy na małą polanę. Może zatrzymamy się tu na chwilkę? Co możemy robić? Usiadłam na zimnej skorupie śnieżnej. Postawiłam łapę kawałek dalej, żeby roztopić śnieg pod nią. Wstałam i włożyłam przednie łapy w powstały dołek. Śnieg pod nimi się roztopił i wpadłam w dół. Gdy wstałam widać było tylko moją głowę. Chociaż w sumie to nawet głowy nie było za bardzo widać, bo przecież jest biała. Rayla przyglądała mi się z dziwną miną na pysku. Pewnie zastanawiała się co ja wyprawiam. Ja zakryłam śniegiem górę dołka zostawiając otwór na głowę. Wystawiłam łepek z dziury. Musiałam dziwnie wyglądać bo Rayla zaczęła się śmiać. Dobra, dosyć tego. Wygramoliłam się spod skorupy. Otrzepałam się ze śniegu i spojrzałam na dziurę. Pewnie ktoś do niej wpadnie, jak nie ja sama za chwilę. Lepiej ją zakryję. Stworzyłam śnieg w miejscu dziury.
- Teraz patrz na to! - rzuciłam do tygrysicy.
Wzbiłam się w powietrze i zrobiłam trzy salta do tyłu. Wzleciałam wyżej. Zanurkowałam robiąc śrubę. Zatrzymałam się tuż nad ziemią rozpościerając skrzydła i wzbiłam się z powrotem w górę. Zaczęłam wywijać ósemki, tyle że na boku, czyli bardziej znak nieskończoności. Po chwili wylądowałam na ziemię.
- I jak? - zapytałam zdyszana.
- Ee, nic nowego. To co zwykle.
A ta jak zawsze obojętna. No, prawie zawsze.
- Słyszałaś to? - zapytała nagle odwracając nerwowo głowę.
Przechyliłam pytająco głowę. Ja tam nic nie słyszałam, a słuch mam dobry! Spojrzałam w ta samą stronę. Jakoś nic nie widziałam. Tygrysica wstała, jakby gotowa do ataku.
- Uspokój się, to na pewno nic groźnego.
- Nie, ja tam kogoś słyszałam. I to nie małego zajączka - zaprzeczyła robiąc trzy kroki wprzód.
Pewnie znowu coś sobie ubzdurała. W tym momencie i ja coś usłyszałam. Zastrzygłam uszami. Nagle Rayla zerwała się z miejsca i rzuciła w stronę słyszanego dźwięku.
- Aaa! Pomocy!
Tym razem dobrze słyszałam dźwięk przerażenia. Najprawdopodobniej był to niegroźny wilk z tej watahy.
- Rayla, zostaw! - krzyknęłam lecąc w jej stronę.
Tygrysica rzuciła się na niego, ale zanim zdążyła zrobić mu coś poważnego ja zainterweniowałam. Uniosłam Raylę za pomocą magii powietrza i postawiłam ją obok. Chyba nie zrobiła temu komuś nic poważnego.
- J-ja... Strasznie Cię za nią przepraszam... - próbowałam jakoś to naprawić widząc, że jest podrapany.
Wilk powoli wstał, otrzepując się. Ok, czyli może chodzić, nie jest tak źle.
Posłałam Rayli mordercze spojrzenie. Będę musiała się tłumaczyć... Jeszcze wymyślę jej jakąś karę.
- N- naprawdę ogromnie przepraszam... Wynagrodzę to jakoś... Ona też przeprasza - i tu zwróciłam się do tygrysicy - prawda Rayla?
- Tak... tak... - odpowiedziała udając skruchę.
Przewróciłam oczami.
- Nie zwracaj na nią uwagi, ona już taka jest.

<Ktoś? Rayla nie chciała, ona jest po prostu zbyt... ostrożna?>