Po zatrzymaniu wadery spojrzałem na towarzysza. Nie pozwolę przecież, żeby zapamiętała mnie i Haxa w taki sposób. Indoraptor patrzył na mnie co chwile warcząc. W końcu jednak się poddał i zamruczał cicho kłaniając się.
-To znaczy przepraszam-powiedziałem
Pełnia przez chwilę wpatrywała się ze zdziwieniem na jaszczura po czym skinęła głową. Powiedziałem jej że muszę wracać do sierocińca ponieważ jestem tu jakby nielegalnie... A ta zaproponowała, że pójdzie ze mną. Jak się można było spodziewać utrzymywała bezpieczny dystans, a jak tylko próbowała się zbliżyć, stworzenie zaczynało warczeć. Wiele razy próbowałem ogarnąć go spoglądając na niego, ale w końcu się poddałem i po prostu szedłem przed siebie.
-Too- zaczęła- Długo już należysz do watahy?
-Nie-odpowiedziałem i zatrzymałem się po usłyszeniu dziwnego szelestu
Poczekałem chwilę i nic. Może mi się przesłyszało. Zrobiłem krok i znowu szelest. Hax najwidoczniej też się przejął bo zaczął warczeć.
-A zarycz tylko to obudzisz wszystkich i się wyda.
Towarzysz mało przejął się moimi słowami i stanął przede mną gotowy do ataku. Strażniczka pełni wzbiła się w powietrze.
<Pełnia?>
16.05.2020
15.05.2020
Od Ambrose CD Exana
Biegłem równym, szybkim tempem przez rozległe tereny tej watahy. Zastanawiało mnie, w jaki sposób tutejsza Alfa zdobyła je, albo może odziedziczyła? W każdym razie byłem pod wrażeniem.
Zatrzymałem się na zalesionych terenach, wyczuwając coś w oddali. Zapachy mieszały się, jednak byłem pewien, że jeden z nich należał do wilka. Drugi z kolei mnie zaniepokoił.
Żwawym, cichym krokiem ruszyłem przed siebie. Wytężyłem zmysły, by móc zlokalizować osobnika.
Martwiąca mnie woń zniknęła. Normalnie jakby zapadła się pod ziemię.
- Dziwne. - szepnąłem do siebie cicho, ruszając uszami.
Wychwyciłem dźwięk z miejsca, gdzie miał być ten wilk. Zepchnąłem w tył głowy zmartwienie tamtym zapachem, kierując swoje kroki do osobnika.
Zastałem śpiącego rudego wilka, basiora. Wydawał się nie przejmować grasującymi nieopodal stworzeniami, które w każdej chwili mogły obrać tę drogę za swój kierunek.
Obudził się, przedstawił i zapytał skąd wracam. Typowe? Raczej tak, chociaż nie wiedziałem, czemu przywiązuje aż taką wagę do dyskrecji. Dlaczego mam nie mówić Alfie?
- Cos nowego? - zapytał, gdy usłyszał, że wracam ze zwiadu.
Przez chwilę rozważałem powiedzenie mu o podejrzanej woni, jednak najpierw sam wolałem upewnić się, iż jest do dla nas niebezpieczne. W końcu wszędzie są bestie, ale nie wszystkie mają zamiar zjeść nas na obiad.
- Wszystko po staremu. - Odparłem po chwili. - Co teraz zamierzasz?
Starałem się podtrzymać rozmowę. Przy tak dużych terenach wpadniecie na innego członka watahy graniczyło z cudem (no, nie przesadzajmy).
- Nie mam żadnych planów. - Odparł po zastanowieniu.
Może zaproponuję mu pójście i sprawdzenie tej woni? Lub może wspólne polowanie?
Byłem w watasze dopiero kilka tygodni, nie miałem okazji zaprzyjaźnić się z kimkolwiek. Nie żeby ktoś chciał. Większość stworzeń zwiewała na mój widok.
- Jeśli chcesz - zacząłem, drapiąc się pod rogami. - możesz pójść ze mną. Nadal mam parę miejsc do sprawdzenia. Chociaż nie znam tych terenów zbyt dobrze...T-To liczę, że nie zawiodę!
Nie byłem pewien jego odpowiedzi. Straszyłem wyglądem, jednak w środku byłem naprawdę przyjaznym osobnikiem! Wystarczy tylko przemilczeć mój wygląd...
Wiatr zawiał w naszym kierunku. Znów do moich nozdrzy dotarł ten smród. Zjeżyłem sierść, odwracając głowę w stronę głębi lasu.
Jeśli coś tam było, najprawdopodobniej patrzyło na nas z dużej, bezpiecznej odległości.
<Exan? lecimy na spacerek? xD>
Zatrzymałem się na zalesionych terenach, wyczuwając coś w oddali. Zapachy mieszały się, jednak byłem pewien, że jeden z nich należał do wilka. Drugi z kolei mnie zaniepokoił.
Żwawym, cichym krokiem ruszyłem przed siebie. Wytężyłem zmysły, by móc zlokalizować osobnika.
Martwiąca mnie woń zniknęła. Normalnie jakby zapadła się pod ziemię.
- Dziwne. - szepnąłem do siebie cicho, ruszając uszami.
Wychwyciłem dźwięk z miejsca, gdzie miał być ten wilk. Zepchnąłem w tył głowy zmartwienie tamtym zapachem, kierując swoje kroki do osobnika.
Zastałem śpiącego rudego wilka, basiora. Wydawał się nie przejmować grasującymi nieopodal stworzeniami, które w każdej chwili mogły obrać tę drogę za swój kierunek.
Obudził się, przedstawił i zapytał skąd wracam. Typowe? Raczej tak, chociaż nie wiedziałem, czemu przywiązuje aż taką wagę do dyskrecji. Dlaczego mam nie mówić Alfie?
- Cos nowego? - zapytał, gdy usłyszał, że wracam ze zwiadu.
Przez chwilę rozważałem powiedzenie mu o podejrzanej woni, jednak najpierw sam wolałem upewnić się, iż jest do dla nas niebezpieczne. W końcu wszędzie są bestie, ale nie wszystkie mają zamiar zjeść nas na obiad.
- Wszystko po staremu. - Odparłem po chwili. - Co teraz zamierzasz?
Starałem się podtrzymać rozmowę. Przy tak dużych terenach wpadniecie na innego członka watahy graniczyło z cudem (no, nie przesadzajmy).
- Nie mam żadnych planów. - Odparł po zastanowieniu.
Może zaproponuję mu pójście i sprawdzenie tej woni? Lub może wspólne polowanie?
Byłem w watasze dopiero kilka tygodni, nie miałem okazji zaprzyjaźnić się z kimkolwiek. Nie żeby ktoś chciał. Większość stworzeń zwiewała na mój widok.
- Jeśli chcesz - zacząłem, drapiąc się pod rogami. - możesz pójść ze mną. Nadal mam parę miejsc do sprawdzenia. Chociaż nie znam tych terenów zbyt dobrze...T-To liczę, że nie zawiodę!
Nie byłem pewien jego odpowiedzi. Straszyłem wyglądem, jednak w środku byłem naprawdę przyjaznym osobnikiem! Wystarczy tylko przemilczeć mój wygląd...
Wiatr zawiał w naszym kierunku. Znów do moich nozdrzy dotarł ten smród. Zjeżyłem sierść, odwracając głowę w stronę głębi lasu.
Jeśli coś tam było, najprawdopodobniej patrzyło na nas z dużej, bezpiecznej odległości.
<Exan? lecimy na spacerek? xD>
Od Pełni do Allena
- Nie tak łatwo mnie odstraszyć.-powiedziałam krążąc poza zasięgiem Haxa. Coraz lepiej mi idzie bezszelestne latanie pomyślałam.
- Poza tym jesteście baaardzo interesujący, a szczególnie twój nadopiekuńczy
przyjaciel.-dodałam patrząc na indoraptora. Ten pokazał ostre zębiska w odpowiedzi. Wyglądało to przerażająco.
- Czy ktokolwiek może cię dotknąć?- zapytałam z zainteresowana.
- Właściwie to tak.-powiedział powoli. Obniżyłam lot o parę metrów.
- Długo już należysz do watahy, bo ja jestem od niedawna.-zapytałam.
- Zadajesz za dużo pytań.-zauważyłam, że nie chce już dalej na ten temat
rozmawiać. Wylądowałam lekko, a jego towarzysz patrzył to na mnie to na basiora. Ciągle myślałam o tym co przed chwilą powiedział.
- Jak się nazywasz?-zapytał. Zastanawiałam się chwilę nad odpowiedzią.
- Strażniczka Pełni, ale mów mi Pełnia. A ty jak?- odpowiedziałam.
- Allen.-powiedział. Ja tymczasem zastanawiałam się nad tym czy Hax zaufa
mi na tyle, żebym mogła zostać ich przyjaciółmi i czy mają jakichś innych
przyjaciół. Właśnie szykowałam się do wzbicia się w powietrze. Jednak chyba
zobaczył co chcę zrobić, ponieważ powiedział.
- Zaczekaj...
<Allen?>
14.05.2020
Allen cd Nashi - Przeszłość
Siedziałem chwilę cicho zastanawiając się co mógłbym powiedzieć Nashi. Nie chciałem żeby płakała... Może lepiej by było gdybym nie zapytał. Za ten czas Nashi zdołała się uspokoić.
-To też nie twoja wina, że jestem ranny.- powiedziałem w końcu i uśmiechnąłem się do niej
Nie chciałem poruszać już więcej tego tematu. Co się stało to się nie odstanie. Teraz mamy nauczkę na przyszłość. Chciałem wyjść i udać się do pokoju jednak zanim to zrobiłem powiedziałem waderze o zakazie wychodzenia bez opiekuna. Obiecałem też jej że jutro ją odwiedzę. Wyszedłem z gabinetu i tam wpadłem na Kennego stojącego przy Haxie. Dostałem opiernicz o to że niebezpiecznie jest latać samemu... nawet jeśli oni byli z tyłu bo przecież ktoś mógł mnie zaatakować a oni mogli nie zdążyć. Co dziwne mój towarzysz zgadzał się z basiorem i w trakcie kiedy mnie pouczał on kiwał głową, a kiedy chciałem uciec zatrzymał mnie i kazał słuchać dalej. Kiedy wilk nareszcie zakończył swój długi monolog zapytałem:
-A tak w ogóle co ty tu ciągle robisz?
Kenny odpowiedział, że stara się dostać stanowisko opiekuna szczeniąt. Z jednej strony się ucieszyłem, a z drugiej te ciągłe pilnowanie i kazania. No nie ważne przynajmniej będę miał z kim wychodzić. Po pożegnaniu się z wilkiem wraz z indoraptorem udałem się do pokoju i zasnąłem.
*Następnego dnia*
Tak jak obiecałem z samego rana udałem się do Nashi. Na szczęście już nie spała i wyglądała o dużo lepiej. Atmosfera w pokoju była z początku ciężka. Żadne z nas się nie odzywało i nawet nie spoglądaliśmy na siebie, ale po chwili rozluźniła się i wszystko wyglądało tak jak przed wypadkiem. Przyszła Rose i wyprosiła mnie na chwilkę, żeby sprawdzić co z Nashi. Po krótkiej chwili wróciła i powiedziała, że gorączka spadła, ale jeszcze ją zatrzyma żeby się upewnić czy wszystko jest w porządku. Później powiedziała, że jakbym znalazł wolną chwilkę to żebym przyszedł na zmianę bandażu. Wszedłem z powrotem do Nashi i usiadłem koło jej łóżka. Nastała cisza spowodowana brakiem tematów. Myślałem co by powiedzieć. Nie chciałem się zniżać do poziomu "Ładną mamy pogodę, prawda?" więc pomyślałem że ufam jej na tyle żeby zdradzić jej trochę z mojej przyszłości.
-Pamiętasz jak wspominałem laboratorium?- zapytałem
Wadera pokiwała głową na "tak".
-Em... więc zostałem stworzony w laboratorium. Miałem być bronią którą ludzie będą wykorzystywać w walkach, wojnach czy zamachach. Miałem treningi, przeprowadzali na mnie eksperymenty aby mnie ulepszyć. Miałem zostać maszyną do zabijania. Dlatego też kazali mi walczyć na arenie z różnymi stworzeniami. Zasada była prosta... Zabij zanim zostaniesz zabity. Dostawałem też różne misje. Czasami polegały one na wytropieniu czegoś, obserwacji czy ukradnięcia czegoś. Miałem tam też właściciela dzięki którem-mu udało... udało mi się uciec. I-i więcej nie dam rady. - wstałem i podszedłem do drzwi -Rose powiedziała, że za niedługo jak dalej będziesz się dobrze czuła to będziesz mogła wyjść.
Wyszedłem z pomieszczenia i udałem się do swojego pokoju, gdzie po wejściu położyłem się przy Haxie, który wyczuwając że jestem spięty pozwolił mi się w niego wtulić.
<Nashi?>
Allen nareszcie się otworzył ^^
-To też nie twoja wina, że jestem ranny.- powiedziałem w końcu i uśmiechnąłem się do niej
Nie chciałem poruszać już więcej tego tematu. Co się stało to się nie odstanie. Teraz mamy nauczkę na przyszłość. Chciałem wyjść i udać się do pokoju jednak zanim to zrobiłem powiedziałem waderze o zakazie wychodzenia bez opiekuna. Obiecałem też jej że jutro ją odwiedzę. Wyszedłem z gabinetu i tam wpadłem na Kennego stojącego przy Haxie. Dostałem opiernicz o to że niebezpiecznie jest latać samemu... nawet jeśli oni byli z tyłu bo przecież ktoś mógł mnie zaatakować a oni mogli nie zdążyć. Co dziwne mój towarzysz zgadzał się z basiorem i w trakcie kiedy mnie pouczał on kiwał głową, a kiedy chciałem uciec zatrzymał mnie i kazał słuchać dalej. Kiedy wilk nareszcie zakończył swój długi monolog zapytałem:
-A tak w ogóle co ty tu ciągle robisz?
Kenny odpowiedział, że stara się dostać stanowisko opiekuna szczeniąt. Z jednej strony się ucieszyłem, a z drugiej te ciągłe pilnowanie i kazania. No nie ważne przynajmniej będę miał z kim wychodzić. Po pożegnaniu się z wilkiem wraz z indoraptorem udałem się do pokoju i zasnąłem.
*Następnego dnia*
Tak jak obiecałem z samego rana udałem się do Nashi. Na szczęście już nie spała i wyglądała o dużo lepiej. Atmosfera w pokoju była z początku ciężka. Żadne z nas się nie odzywało i nawet nie spoglądaliśmy na siebie, ale po chwili rozluźniła się i wszystko wyglądało tak jak przed wypadkiem. Przyszła Rose i wyprosiła mnie na chwilkę, żeby sprawdzić co z Nashi. Po krótkiej chwili wróciła i powiedziała, że gorączka spadła, ale jeszcze ją zatrzyma żeby się upewnić czy wszystko jest w porządku. Później powiedziała, że jakbym znalazł wolną chwilkę to żebym przyszedł na zmianę bandażu. Wszedłem z powrotem do Nashi i usiadłem koło jej łóżka. Nastała cisza spowodowana brakiem tematów. Myślałem co by powiedzieć. Nie chciałem się zniżać do poziomu "Ładną mamy pogodę, prawda?" więc pomyślałem że ufam jej na tyle żeby zdradzić jej trochę z mojej przyszłości.
-Pamiętasz jak wspominałem laboratorium?- zapytałem
Wadera pokiwała głową na "tak".
-Em... więc zostałem stworzony w laboratorium. Miałem być bronią którą ludzie będą wykorzystywać w walkach, wojnach czy zamachach. Miałem treningi, przeprowadzali na mnie eksperymenty aby mnie ulepszyć. Miałem zostać maszyną do zabijania. Dlatego też kazali mi walczyć na arenie z różnymi stworzeniami. Zasada była prosta... Zabij zanim zostaniesz zabity. Dostawałem też różne misje. Czasami polegały one na wytropieniu czegoś, obserwacji czy ukradnięcia czegoś. Miałem tam też właściciela dzięki którem-mu udało... udało mi się uciec. I-i więcej nie dam rady. - wstałem i podszedłem do drzwi -Rose powiedziała, że za niedługo jak dalej będziesz się dobrze czuła to będziesz mogła wyjść.
Wyszedłem z pomieszczenia i udałem się do swojego pokoju, gdzie po wejściu położyłem się przy Haxie, który wyczuwając że jestem spięty pozwolił mi się w niego wtulić.
<Nashi?>
Allen nareszcie się otworzył ^^
Od Allena cd Pełnia
-Przy okazji podeszłaś za blisko mnie i Hax myślał że chcesz zaatakować- powiedziałem
Mój towarzysz średnio przejął się zaistniałą sytuacją i wpatrywał się ciągle w waderę. Na każdy jej choćby najmniejszy ruch reagował cichym warczeniem. Nawet jeśli wadera nie wyglądała na groźną, a nawet wyglądała przyjaźnie rozumiałem dlaczego towarzysz tak zareagował. Skąd mieliśmy wiedzieć że na przykład nie udaje? Mógł być to przecież podstęp. Mimo wszystko indoraptor nie powinien zaatakować. Jeśli tak dalej będzie się sprawować to zostanę sam. A tego nie chciałem.
-Hax - zwróciłem się do towarzysza- Nie możesz tak wszystkich atakować...
Towarzysz odwrócił wzrok od siedzącej na drzewie dwójki i spojrzał na mnie. Zamruczał przepraszająco i odsunął się trochę w tył.
-Tak czy inaczej przepraszam! - zawołałem odchodząc powoli od drzewa na którym siedziała nieznajoma- Nie miej mu tego za złe... On tylko mnie bronił.
W końcu jesteśmy rodziną. Bardzo dziwną, ale rodziną. Zamierzałem udać się w jakieś spokojne miejsce gdzie mógłbym posiedzieć chwilę i później wrócić do sierocińca. Po drodze miałem wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Hax chyba też ponieważ zaczął się rozglądać. Stworzenie zasyczało i chciało sprawdzić co to mogło być jednak przeszkodziłem mu mówiąc że boje się zostać sam. W końcu dotarłem na łąkę i położyłem się na miękkiej trawie. Spojrzałem za siebie. Mój towarzysz stał niedaleko mnie spoglądając w górę.
-Myślałem, że będziesz mnie unikać- krzyknąłem domyślając się że wadera przyszła za mną.
<Pełnia?>
Mój towarzysz średnio przejął się zaistniałą sytuacją i wpatrywał się ciągle w waderę. Na każdy jej choćby najmniejszy ruch reagował cichym warczeniem. Nawet jeśli wadera nie wyglądała na groźną, a nawet wyglądała przyjaźnie rozumiałem dlaczego towarzysz tak zareagował. Skąd mieliśmy wiedzieć że na przykład nie udaje? Mógł być to przecież podstęp. Mimo wszystko indoraptor nie powinien zaatakować. Jeśli tak dalej będzie się sprawować to zostanę sam. A tego nie chciałem.
-Hax - zwróciłem się do towarzysza- Nie możesz tak wszystkich atakować...
Towarzysz odwrócił wzrok od siedzącej na drzewie dwójki i spojrzał na mnie. Zamruczał przepraszająco i odsunął się trochę w tył.
-Tak czy inaczej przepraszam! - zawołałem odchodząc powoli od drzewa na którym siedziała nieznajoma- Nie miej mu tego za złe... On tylko mnie bronił.
W końcu jesteśmy rodziną. Bardzo dziwną, ale rodziną. Zamierzałem udać się w jakieś spokojne miejsce gdzie mógłbym posiedzieć chwilę i później wrócić do sierocińca. Po drodze miałem wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Hax chyba też ponieważ zaczął się rozglądać. Stworzenie zasyczało i chciało sprawdzić co to mogło być jednak przeszkodziłem mu mówiąc że boje się zostać sam. W końcu dotarłem na łąkę i położyłem się na miękkiej trawie. Spojrzałem za siebie. Mój towarzysz stał niedaleko mnie spoglądając w górę.
-Myślałem, że będziesz mnie unikać- krzyknąłem domyślając się że wadera przyszła za mną.
<Pełnia?>
Od Kiary do Shiry
Minęło kilka dni, odkąd pojawiłam się w watasze. Z pewnością to było coś innego niż tułanie się po świecie. W końcu miałam czas na odpoczynek, nie brakuje mi jedzenia, a woda jest dużo lepsza, niż myślałam. Ostatnie dni poświęciłam na leczeniu obrażeń i obserwacji innych wilków.
W pełni najedzona ruszyłam na polanę. Miałam leniwy dzień i jedyne, co mnie przekonywało do wyjścia, były przyjemne promienie słońca. Rozłożyłam się na trawie i przekręciłam na plecy, wcześniej tarzając się w niej. Ziewnęłam przeciągle, przymykając oczy i wygrzewając się na słońcu. Dzięki ciemnej sierści odczuwałam jeszcze bardziej ciepło, które lgnęło do mnie z każdej strony. Orzeźwiający wiosenny wiaterek chronił mnie przed przegrzaniem i sprawiał, że powietrze nie stawało się takie ciężkie. Zanim się obejrzałam, usnęłam z łapkami na wpół podniesionymi.
Śniłam przez dłuższą chwilę, bo gdy się obudziłam, na niebie słońce przesunęło się ze wschodu na środek błękitnego nieba. Przeciągnęłam się leniwie i wstałam z ziemi. Musiałam się schłodzić, wraz z minionym czasem, odczułam zmianę pogody. Zrobiło się jeszcze cieplej, a wiaterek ustał. Podeszłam do najbliższego jeziora i na płyciźnie ułożyłam się, aby woda stopniowo chłodziła moje ciało. Wtem na mój pyszczek spadł spory cień. Przeniosłam spojrzenie niebieskich tęczówek ku górze, gdzie przelatywała wilczyca. Zaczęłam się jej przyglądać z zafascynowaniem. Widziałam, jak się na mnie spojrzała i wylądowała niedaleko jeziora. Rozmarzyłam się, wyobrażając szybowanie po bezkresnym niebie, pełnym puszystych chmur. Usłyszałam dźwięk łamanej gałązki i przeniosłam w tamtą stronę pół przymknięte oczy.
- Hej wszystko w porządku? Jesteś ranna? – Spytała wilczyca. Przyjrzałam się jej dokładniej, bardziej skupiając wzrok na skrzydłach.
- Nic mi nie jest, dopiero niedawno dotarłam na te tereny. Zatrzymałaś się specjalnie, by sprawdzić, czy wszystko dobrze? – Spytałam, nie będąc przekonana w ten powód. Naprawdę tutaj tak troszczą się o innych?
- Jesteś nowa?! W takim razie koniecznie muszę ci pokazać tereny. – Odparła wesoło wadera, podskakując niczym szczeniak. Złapałam z nią kontakt wzrokowy, otwierając szerzej powieki. Byłam w szoku, jaką miała energię w sobie. – Jak się nazywasz? Skąd pochodzisz?
Zostałam zasypana pytaniami. Zanim zdołałam otworzyć pyszczek, kolejne pytanie wypływało od białej wilczycy.
- Kiara, jestem Kiara. Niegdyś byłam częścią watahy czarnej krwi. Nie trzeba mnie oprowadzać, większość terenów znam, jedynie muszę dokładniej przejrzeć miejsca patrolowe, a ty jak się nazywasz? – Pomału wstałam z wody i się otrzepałam. Poczułam pieczenie na nie leczonej ranie przy ramieniu. – Właściwie… wiesz może, gdzie znajduje się jakiś medyk? Przydałaby mi się pomoc z raną, nie chce mi się goić.
<Shira?>
13.05.2020
Od Pełni cd Allena
-To tylko ja.-odpowiedziałam zapalając wzory na łapach, ogonie, skrzydłach i
głowie. Jego towarzysz przyglądał się Moon, jakby chciał stwierdzić czy uda
się mu ją pokonać. Jednak chyba podeszłam zbyt blisko, bo nagle znalazłam
się na ziemi przygnieciona czymś, co zdecydowanie nie chciało mnie puścić.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam pysk pełen zębów wiszący nad moją głową.
-Przestań Hax!-krzyknął drugi wilk. Po chwili zobaczyłam nad głową nocne
niebo. W kilka sekund znajdowałam się poza zasięgiem Haxa, chyba tak miał
na imię ten indoraptor. Krążyłam niepewna ,czy przysiąść na drzewie, czy
uciec. Wylądowałam jednak na pobliskim drzewie. Moon po chwili
wylądowała obok mnie.
-Wszystko w porządku?- zapytał mnie wilk. Odpowiedziałam po chwili.
-Tak.- Po czym zaczęłam się zastanawiać, dlaczego mnie zaatakował, nie
wyglądałam raczej na groźną, może instynkt. Porzuciłam rozmyślania i
wróciłam do rzeczywistości. Zobaczyłam, że coś mi kapie na łapę. Potem
dotarł do mnie ból, który jakoś podczas rozmyślań zablokowałam. Nie były to
głębokie rany. Trochę głębsze niż zadrapania. Po paru minutach krew przestała
lecieć i ból ustąpił. Stwierdziłam, że na razie będę trzymała dystans od tej
dwójki.
-Dlaczego to zrobiłeś? Przecież nie zrobiłam nic złego.-Zapytałam go.
-Hax zawsze się tak zachowuje, przynajmniej dopóki nie zdobędziesz jego
zaufania.-Opowiedział...
<chcesz kontynuować Allen?>
Od Nashi CD Allen- Przyjaciele są jak złoto, dar od Bogów
Patrzyliśmy sobie w oczy, jednak po krótkiej chwili odwróciłam wzrok. Położyłam po sobie uszy i cicho westchnęłam, po czym odpowiedziałam nie patrząc już na Allena
-Tak. Byłam u Ciebie...
-Dlaczego?- to pytanie jakby ruszyło jakąś korbkę w mojej duszy
-Nie mogłam spać... Jakieś przeczucie... Musiałam sprawdzić czy wszystko u Was w porządku, a po tamtym zdarzeniu ja... Ja... - nie wiedziałam już co powiedzieć, Allen przyniósł mi piękny prezent w ramach przeprosin. Widziałam, że czuł się winny, a nie powinien. To była moja wina. Przecież Hax bez większego problemu pokonał Shana. Obronił by go, a nawet jeśli nie, Allen też świetnie sobie radził. A ja? Co ja takiego zrobiłam, oprócz pisków, wrzasków i warczenia? Jestem słaba i mała. Nie miałam szans, poszłam z zamiarem znalezienia moich przyjaciół i w razie potrzeby udzielenia im pomocy. Tak. Ja i udzielanie pomocy. Ale byłam głupia. To ja dałam się złapać! To mnie musieli ratować! Mogli przy tym zginąć... Nie chciałam aby Allen tu był, nie chciałam by widział mnie teraz, ale jednocześnie nie mogłam go wyprosić z pokoju. Czułabym się jeszcze gorzej. Zacisnęłam szczękę i dalej nie patrząc na basiora nie chciałam pozwolić ujść emocjom jakie mi towarzyszyły, jednak to też mi nie wyszło. Powoli łzy zaczęły spływać po moich policzkach mocząc koc, którym byłam opatulona. Gorzkie łzy bezradności i poczucia winy.
-Nashi? Czy wszystko... - Spojrzałam na niego i nie dałam mu dokończyć.
-Nie! Nic nie jest w porządku! To moja wina, że stało się to co się stało! To moja wina, że poszłam na wasze poszukiwania chociaż byliście w stanie się sami obronić! Poszłam ponieważ się o was... o Ciebie martwiłam... - po moich policzkach płynęły już wodospady łez. Allen był widocznie zdezorientowany moim zachowaniem, stał jednak w miejscu i słuchał, położył po sobie uszy. - nie możesz się o to winić, nie możesz nic sobie zarzucić. Rozumiesz? - mój głos zaczął się łamać ale mówiłam dalej- Uratowałeś mnie... to ja powinnam Cię przepraszać i obdarowywać upominkami... przepraszam Allenie, że jesteś ranny... przepraszam, że musiałeś mnie ratować... Chociaż nie... nie musiałeś... A to... - spojrzałam na złotą jaszczurkę która stała na półce obok- To najpiękniejsza rzecz jaką widziałam, ale... Nie zasługuję na nią.- zamknęłam oczy, nie tłumiłam łez, nie walczyłam z tym. Kocyk był już przemoczony, ale co z tego? - Przepraszam Cię Allenie... Nie wybaczyłabym sobie, gdyby przez moją bezmyślność... Gdybyście... Gdybym... Gdybym więcej Was nie zobaczyła...
Płakałam. Położyłam się i ukryłam pysk pod moimi przednimi łapami. Czułam mieszane emocje. Z jednej strony było mi lżej bo niejako przed chwilą zrzuciłam z siebie ogromny ciężar, ale czułam się okropnie ponieważ naraziłam moich przyjaciół. Nie zasługuję na takich przyjaciół. Są jak złoto, dar od Bogów. Jednak skoro bogowie mi ich dali to muszę o nich dbać... Od teraz muszę zrobić wszystko aby móc pomagać, a nie utrudniać w życiu Allena. Po prostu muszę... Ale czy Allen będzie chciał jeszcze ze mną rozmawiać? Po tym wszystkim? Oboje chcieliśmy bronić drugiego. Wyszło jak wyszło, a teraz nie wiedziałam, co mam robić
<Allen?>
12.05.2020
Od Allena cd Nashi
-Nie ma sprawy- powiedziałem wciąż patrząc na szafkę - od tego są przyjaciele.
Posiedziałem z nią jeszcze jakiś czas, aż w końcu przyszła Rose i wygoniła mnie do pokoju. Nie miałem jednak zamiaru zostawać w sierocińcu i gdy tylko wszedłem do pomieszczenia poczułem znajomy zapach. Nie zdążył się wywietrzyć. Z jednej strony dobrze bo zaczynałem rozumieć co się stało. Z drugiej czułem się teraz winny. Otworzyłem okno, aby wyskoczyć przez nie. Hax który leżał w pokoju zawarczał cicho.
-Gdzie się wybierasz?- zapytał znajomy głos.
Odwróciłem się i ujrzałem Kennego stojącego u progu drzwi. Nie usłyszałem jak wchodzi! Zamknąłem okno i uśmiechnąłem się.
-Nigdzie, chciałem tylko tu przewietrzyć...
-A to dobrze. Bo chyba wiesz, że masz szlaban?
-To nie ty tu decydujesz!- krzyknąłem zły. Nie miałem zamiaru tu przesiadywać! Chciałem się przejść i na spokojnie ogarnąć co się tak właściwie wydarzyło... No i poszukać czegoś...
Kenny ignorując warczenia indoraptora wszedł do pokoju i stanął przede mną.
-Jeśli chcesz wyjść to jedynie pod opieką. Po tym zajściu nie ma mowy aby któryś z was wyszedł bez dorosłego.
Westchnąłem głośno i spojrzałem na niego błagalnie. Ten zaśmiał się i zgodził ze mną wyjść. Przed opuszczeniem sierocińca udaliśmy się do Rose, by powiedzieć jej że wychodzę. Kiedy wadera się zgodziła wybiegłem do czekającego na mnie Haxa i Kennego.
-Gdzie dokładnie idziemy?- zapytał. Ja jednak nie odpowiedziałem, tylko ruszyłem przed siebie. Po drodze basior odpowiedział na parę pytań zadanych przeze mnie i zamienił się w indoraptora. Tak więc skończyłem idąc z dwoma gadami warczącymi co chwilę. Przyznam, że moc basiora bardzo mi się spodobała. Zamiana w różne stworzenia musi być super! W końcu doszliśmy na polanę gdzie usiadłem zastanawiając się czego dokładnie szukać. Wilk uszanował prywatność i zmieniając się w wróbla usiadł na gałęzi drzewa niedaleko i obserwował. Hax podszedł do mnie i usiadł wpatrując się w dal. Skończyło się na tym, że połaziłem chwilę po łące i Kenny zleciał do mnie mówiąc, że pora wracać. Widząc moją smutną minę zapytał co się stało.
-Chciałem dać coś Nashi, bo tak naprawdę to wszystko co się stało to moja wina...
-Twoja wina?
-W moim pokoju wyczułem jej zapach, więc musiała wyjść przez otwarte okno...
-Rozumiem. - powiedział, ale nie drążył tematu- Co dokładnie chciałbyś jej dać?
Zastanowiłem się przez chwilę. Nie chciałem dawać jej czegoś co szybko zniknie. Więc kwiatki odpadały. Chciałbym jej dać coś takiego, że jak będzie patrzyć na to to przypomni sobie o mnie. Kiedyś dorośnie i opuści sierociniec, a ja zawsze będę tylko głupim szczeniakiem. Przy tworzeniu mnie wyszedł jakiś błąd i chcieli go naprawić... tylko że nie umieli. Może jakbym nie uciekł to "naprawili" by mnie. Z rozmyślań wyrwał mnie wilk.
-Mam pomysł- krzyknął i kazał iść za sobą.
Ruszyłem więc za nim i po dłuższej chwili biegu byliśmy przed jaskinią w której mieszkała znajoma Kennego. Ten wszedł do niej i nie zdążyłem nawet usiąść jak był już z powrotem. W pysku trzymał bryłkę złota. Położył ją na ziemię i kazał mi położyć na nią łapę. Tak też zrobiłem.
-Teraz rzucę proste zaklęcie. Wyobraź sobie w co chcesz by to złoto się zmieniło.
Przypomniało mi się pierwsze spotkanie kiedy wadera powiedziała "Ale masz fajną jaszczurkę". Pomyślałem więc o jaszczurce i złoto znajdujące się pod moją łapą zmieniło się w małą figurkę jaszczurki. Zadowolony podziękowałem Kennemu i pędem udałem się z powrotem do sierocińca. Oczywiście gdzieś za mną biegli pozostali uczestnicy tej wyprawy. Dotarłem do budynku i wbiegłem kierując się do Rose. Powiedziałem że wróciłem i zapytałem czy mogę zobaczyć się z Nashi. Na początku nie chciała się zgodzić, ale nie miałem zamiaru odpuszczać. Zgodziła się i razem ze mną poszła zobaczyć czy wadera śpi. Okazało się że tak, więc udałem się do mojego pokoju i czekałem na pojawienie się opiekunki. Gdy tylko przyszła, by poinformować mnie że Nashi się obudziła udałem się tam. Wszedłem do pomieszczenia i położyłem złotą jaszczurkę na szafce obok jej łóżka.
-Co- zaczęła, lecz przerwałem jej
-Wiem, że to wszystko moja wina. Twój zapach był u mnie w pokoju, czyli tam byłaś.
-Często tam jestem. A-
-Nie okłamuj mnie proszę... Wyszłaś przez moje okno, prawda?
<Nashi?>
Posiedziałem z nią jeszcze jakiś czas, aż w końcu przyszła Rose i wygoniła mnie do pokoju. Nie miałem jednak zamiaru zostawać w sierocińcu i gdy tylko wszedłem do pomieszczenia poczułem znajomy zapach. Nie zdążył się wywietrzyć. Z jednej strony dobrze bo zaczynałem rozumieć co się stało. Z drugiej czułem się teraz winny. Otworzyłem okno, aby wyskoczyć przez nie. Hax który leżał w pokoju zawarczał cicho.
-Gdzie się wybierasz?- zapytał znajomy głos.
Odwróciłem się i ujrzałem Kennego stojącego u progu drzwi. Nie usłyszałem jak wchodzi! Zamknąłem okno i uśmiechnąłem się.
-Nigdzie, chciałem tylko tu przewietrzyć...
-A to dobrze. Bo chyba wiesz, że masz szlaban?
-To nie ty tu decydujesz!- krzyknąłem zły. Nie miałem zamiaru tu przesiadywać! Chciałem się przejść i na spokojnie ogarnąć co się tak właściwie wydarzyło... No i poszukać czegoś...
Kenny ignorując warczenia indoraptora wszedł do pokoju i stanął przede mną.
-Jeśli chcesz wyjść to jedynie pod opieką. Po tym zajściu nie ma mowy aby któryś z was wyszedł bez dorosłego.
Westchnąłem głośno i spojrzałem na niego błagalnie. Ten zaśmiał się i zgodził ze mną wyjść. Przed opuszczeniem sierocińca udaliśmy się do Rose, by powiedzieć jej że wychodzę. Kiedy wadera się zgodziła wybiegłem do czekającego na mnie Haxa i Kennego.
-Gdzie dokładnie idziemy?- zapytał. Ja jednak nie odpowiedziałem, tylko ruszyłem przed siebie. Po drodze basior odpowiedział na parę pytań zadanych przeze mnie i zamienił się w indoraptora. Tak więc skończyłem idąc z dwoma gadami warczącymi co chwilę. Przyznam, że moc basiora bardzo mi się spodobała. Zamiana w różne stworzenia musi być super! W końcu doszliśmy na polanę gdzie usiadłem zastanawiając się czego dokładnie szukać. Wilk uszanował prywatność i zmieniając się w wróbla usiadł na gałęzi drzewa niedaleko i obserwował. Hax podszedł do mnie i usiadł wpatrując się w dal. Skończyło się na tym, że połaziłem chwilę po łące i Kenny zleciał do mnie mówiąc, że pora wracać. Widząc moją smutną minę zapytał co się stało.
-Chciałem dać coś Nashi, bo tak naprawdę to wszystko co się stało to moja wina...
-Twoja wina?
-W moim pokoju wyczułem jej zapach, więc musiała wyjść przez otwarte okno...
-Rozumiem. - powiedział, ale nie drążył tematu- Co dokładnie chciałbyś jej dać?
Zastanowiłem się przez chwilę. Nie chciałem dawać jej czegoś co szybko zniknie. Więc kwiatki odpadały. Chciałbym jej dać coś takiego, że jak będzie patrzyć na to to przypomni sobie o mnie. Kiedyś dorośnie i opuści sierociniec, a ja zawsze będę tylko głupim szczeniakiem. Przy tworzeniu mnie wyszedł jakiś błąd i chcieli go naprawić... tylko że nie umieli. Może jakbym nie uciekł to "naprawili" by mnie. Z rozmyślań wyrwał mnie wilk.
-Mam pomysł- krzyknął i kazał iść za sobą.
Ruszyłem więc za nim i po dłuższej chwili biegu byliśmy przed jaskinią w której mieszkała znajoma Kennego. Ten wszedł do niej i nie zdążyłem nawet usiąść jak był już z powrotem. W pysku trzymał bryłkę złota. Położył ją na ziemię i kazał mi położyć na nią łapę. Tak też zrobiłem.
-Teraz rzucę proste zaklęcie. Wyobraź sobie w co chcesz by to złoto się zmieniło.
Przypomniało mi się pierwsze spotkanie kiedy wadera powiedziała "Ale masz fajną jaszczurkę". Pomyślałem więc o jaszczurce i złoto znajdujące się pod moją łapą zmieniło się w małą figurkę jaszczurki. Zadowolony podziękowałem Kennemu i pędem udałem się z powrotem do sierocińca. Oczywiście gdzieś za mną biegli pozostali uczestnicy tej wyprawy. Dotarłem do budynku i wbiegłem kierując się do Rose. Powiedziałem że wróciłem i zapytałem czy mogę zobaczyć się z Nashi. Na początku nie chciała się zgodzić, ale nie miałem zamiaru odpuszczać. Zgodziła się i razem ze mną poszła zobaczyć czy wadera śpi. Okazało się że tak, więc udałem się do mojego pokoju i czekałem na pojawienie się opiekunki. Gdy tylko przyszła, by poinformować mnie że Nashi się obudziła udałem się tam. Wszedłem do pomieszczenia i położyłem złotą jaszczurkę na szafce obok jej łóżka.
-Co- zaczęła, lecz przerwałem jej
-Wiem, że to wszystko moja wina. Twój zapach był u mnie w pokoju, czyli tam byłaś.
-Często tam jestem. A-
-Nie okłamuj mnie proszę... Wyszłaś przez moje okno, prawda?
<Nashi?>
od Nashi Cd Allen-Powrót
Nadal byłam w szoku, czułam jak jeszcze drżę i poza bólem głowy nic mi chyba nie było.
-dzięki wam już jest do...o...o A psik! Już jest dobrze- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się delikatnie.
-A wy? Jak się czujecie? przypatrywałam się każdemu z osobna. Indoraptor wyglądał na zmęczonego i chyba nie posiadał większych ran, rogaty wilk również, ale Allen wyglądał najgorzej. Był poobijany i zmęczony, wyrwał kość z ogona aby mnie wyciągnąć z klatki, a biała gepardzica dość solidnie zadrapała mu plecy. Wszyscy jednak stwierdzili, że jest ok. Gdy nabieraliśmy sił rogaty basior zwrócił się do mnie
-podejrzewam, że mnie nie kojarzysz. Jestem Kenny. Masz świetnych przyjaciół, robili wszystko by cię odnaleźć.
-ma pan rację- powiedziałam patrząc na Allena, który chwilkę wcześniej wstał i podszedł do Hax. Obecnie Indoraptor oblizywał rany na jego grzbiecie, a Alle przyglądał się badawczo gadowi. Prawdopodobnie próbował znaleźć możliwe rany. gdy ponownie spojrzałam na dorosłego basiora ten uśmiechnął się przyjaźnie po czym wstał
-dasz radę iść?- spytał, na co ja wstałam, znowu zakręciło mi się w głowie, utrzymałam się na łapach.
-tak- powiedziałam i razem podeszliśmy do moich przyjaciół.
-Musimy się zbierać, nie wiadomo kiedy się otrząsną.- Hax usiadł a Allen na niego wskoczył
-Nashi wskakujesz?
-Dzięki, ale muszę się rozchodzić- fioletowy basior skinął głową, po czym Hax z Allenem ruszyli przodem, ja za nimi, a Kenny zamykał korowód i zacierał za nami ślady. koło południa byliśmy już w sierocińcu. W drzwiach powitała nas opiekunka. Keny powiedział abyśmy poczekali, a on wytłumaczy Rose, co się stało. Oczywiście najpierw dostaliśmy opierdol za wychodzenie samemu w nocy. Allen i Hax dostali potem pochwałę za odwagę, a mnie Rose przytuliła i powiedziała. Oczywiście nikt jednak nie wiedział, że na początku szukałam moich przyjaciół, bo przecież nikomu tego nie mówiłam, ale może to i lepiej? Tak czy siak oboje wylądowaliśmy w kąciku medycznym u Rose. Wadera podała nam zioła na wzmocnienie. Mi dała jakiś napar rozgrzewający i o jakimś działaniu anty zapalnym. Allen dostał jakąś maść na ranę na plecach, a wcześniej przeszedł jej odkażanie i bandażowanie. Po 30 minutach Allen mógł iść do siebie, natomiast ja musiałam zostać u Rose, ponieważ miałam gorączkę.
-Możecie chwilę porozmawiać Allenie, ale nie za długo musicie odpocząć.- powiedziała wadera okrywając mnie ciepłym kocem i wychodząc. - Zaraz tu wrócę!- leżąc zmęczona tą "przygodą" patrzyłam na Allena, który wpatrywał się w jakiś punkt na szafce.
-Dziękuję- powiedziałam
-dzięki wam już jest do...o...o A psik! Już jest dobrze- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się delikatnie.
-A wy? Jak się czujecie? przypatrywałam się każdemu z osobna. Indoraptor wyglądał na zmęczonego i chyba nie posiadał większych ran, rogaty wilk również, ale Allen wyglądał najgorzej. Był poobijany i zmęczony, wyrwał kość z ogona aby mnie wyciągnąć z klatki, a biała gepardzica dość solidnie zadrapała mu plecy. Wszyscy jednak stwierdzili, że jest ok. Gdy nabieraliśmy sił rogaty basior zwrócił się do mnie
-podejrzewam, że mnie nie kojarzysz. Jestem Kenny. Masz świetnych przyjaciół, robili wszystko by cię odnaleźć.
-ma pan rację- powiedziałam patrząc na Allena, który chwilkę wcześniej wstał i podszedł do Hax. Obecnie Indoraptor oblizywał rany na jego grzbiecie, a Alle przyglądał się badawczo gadowi. Prawdopodobnie próbował znaleźć możliwe rany. gdy ponownie spojrzałam na dorosłego basiora ten uśmiechnął się przyjaźnie po czym wstał
-dasz radę iść?- spytał, na co ja wstałam, znowu zakręciło mi się w głowie, utrzymałam się na łapach.
-tak- powiedziałam i razem podeszliśmy do moich przyjaciół.
-Musimy się zbierać, nie wiadomo kiedy się otrząsną.- Hax usiadł a Allen na niego wskoczył
-Nashi wskakujesz?
-Dzięki, ale muszę się rozchodzić- fioletowy basior skinął głową, po czym Hax z Allenem ruszyli przodem, ja za nimi, a Kenny zamykał korowód i zacierał za nami ślady. koło południa byliśmy już w sierocińcu. W drzwiach powitała nas opiekunka. Keny powiedział abyśmy poczekali, a on wytłumaczy Rose, co się stało. Oczywiście najpierw dostaliśmy opierdol za wychodzenie samemu w nocy. Allen i Hax dostali potem pochwałę za odwagę, a mnie Rose przytuliła i powiedziała. Oczywiście nikt jednak nie wiedział, że na początku szukałam moich przyjaciół, bo przecież nikomu tego nie mówiłam, ale może to i lepiej? Tak czy siak oboje wylądowaliśmy w kąciku medycznym u Rose. Wadera podała nam zioła na wzmocnienie. Mi dała jakiś napar rozgrzewający i o jakimś działaniu anty zapalnym. Allen dostał jakąś maść na ranę na plecach, a wcześniej przeszedł jej odkażanie i bandażowanie. Po 30 minutach Allen mógł iść do siebie, natomiast ja musiałam zostać u Rose, ponieważ miałam gorączkę.
-Możecie chwilę porozmawiać Allenie, ale nie za długo musicie odpocząć.- powiedziała wadera okrywając mnie ciepłym kocem i wychodząc. - Zaraz tu wrócę!- leżąc zmęczona tą "przygodą" patrzyłam na Allena, który wpatrywał się w jakiś punkt na szafce.
-Dziękuję- powiedziałam
<Allen?>
11.05.2020
Od Allena cd Nashi
Czekaliśmy na odpowiedni ruch, jednak gdy okazało się że Nashi jest w niebezpieczeństwie od razu zerwaliśmy się do ataku. Dwóch przeciwników szybko się do nas zbliżało. W moją stronę biegł prawdopodobnie ten dziwny stwór który uprowadził moją przyjaciółkę. Znaczy no miał skrzydła więc tak zakładałem. W stronę Kennego biegł gepard. Hax zaczął gonić białą gepardzicę która chyba nie była w humorze na walkę z gadem bo zaczęła uciekać. W końcu dziwne stworzenie podbiegło do mnie. Momentalnie rzuciło się na mnie jednak uniknąłem jego ataku. Drugi raz spróbował i tym razem prawie złapał mój ogon, który w ostatnim momencie uniknął ataku. Dziwak próbował tak wiele razy i za każdym razem udawało mi się unikać. Nagle usłyszałem krzyk Nashi i spojrzałem w tamtą stronę. Sytuacja wyglądała kiepsko. Większość klatki była zamrożona i z każdą chwilą lodu było coraz więcej. Trzeba było szybko ją uwolnić. Tym razem kiedy atakował przeskoczyłem nad nim, który wylądował pyskiem na ziemi i pobiegłem w stronę klatki. Próbowałem otworzyć drzwiczki, ale te ani drgnęły. Spojrzałem jak blisko jest niebieska ciecz. Jeszcze chwila i będzie za późno. Przypomniałem sobie o laboratorium. Raz była taka sytuacja kiedy drzwiczki od areny nie chciały się otworzyć. Mój opiekun wtedy wziął dziwną metalową rzecz i mocno napierając na nią otworzył drzwi. Nie mając pod ręką nic takiego chwyciłem za kość wystającą z mojego ogona i pociągnąłem. Po kilku próbach wyrwałem ją i w pysku trzymałem zakrwawioną kość. Ból który wywołało usunięcie kości zignorowałem i wsadziłem pozyskany przedmiot w szczelinę między drzwiami, a resztą klatki. Kiedy jednak chciałem z całej siły w nią uderzyć coś złapało mnie za tylną łapę i pociągnęło co spowodowało że upadłem. Okazało się że biały gepard wrócił. Rzuciłem szybkie spojrzenie w stronę Haxa, który teraz był zajęty walką z zmutowanym bokserem. Wiec taka była gepardzica. Do walki z przeciwnikami silniejszymi od niej wykorzystywała innych, a sama zaczepiała słabszych.
-To był twój błąd- powiedziałem do przeciwniczki i do akcji wkroczył mój ogon który złapał w swoje szczęki łapę gepardzicy którą gdy tylko poczuła ból mnie puściła. Ogon zacisnął swoje szczęki tak że usłyszałem chrupnięcie. Samica wydarła się i próbowała się uwolnić pogarszając swój stan. W pewnym monecie gdy się szarpała ogon puścił ją co spowodowało że ta przewróciła się. Korzystając z momentu uderzyłem w kość przez co klatka się otworzyła. Wyciągnąłem z niej waderę i wtedy oberwałem. Całe szczęście, że czaszka na moim pysku była solidna, bo uderzenie było mocne. Rzuciłem się na przeciwniczkę, a ta szybko odskoczyła. Zanim wylądowałem ta złapała mnie i rzuciła o ziemię. Nie zdążyłem się nawet podnieść gdy ta pojawiła się przy mnie i przejechała po moim grzbiecie swoimi długimi pazurami. Zawarczałem i chciałem ugryźć ją w łapę jednak szybko ją odsunęła. Przygniotła mnie do ziemi i po upewnieniu się że jestem wykończony walką by się uwolnić wstała i udała się do wadery. Leżałem na ziemi. Ciało odmawiało mi posłuszeństwa. Chciałem się podnieść, ale nie mogłem. Zacząłem więc krzyczeć, że to ja jestem jej przeciwnikiem i żeby ją zostawiła. Do gepardzicy podszedł drugi gepard co oznaczało że Kenny przegrał. Spojrzałem na Haxa, który próbował dosięgnąć latającego i śmiejącego się boksera.
-Przepraszam - wyszeptałem i jedyne co mogłem robić to obserwować
Przeciwniczka wyciągnęła łapę do cofającej się powoli wadery, a kiedy chciała ją złapać drugi gepard przeszkodził jej.
-Nie zadziera się z wilkami- powiedział i uderzył gepardzice w pysk nokautując ją.
Spojrzałem ze zdziwieniem na osobnika, który zdjął płaszcz i okrył nią Nashi. Po tym podszedł do mnie i zapytał jak się czuję.
-Co cie to obchodzi?!- krzyknąłem na co ten się zaśmiał
-Uspokój się. To ja Kenny. Udało mi się wygrać i korzystając z mojej mocy zamieniłem się w niego.
Odetchnąłem z ulgą i powiedziałem, że wyliże się z tego. Kenny wrócił do Nashi i kucnął przy niej. Spojrzałem na Haxa, któremu udało się dosięgnąć boksera i rzucił nim o drzewo. Mutant stracił przytomność ale jaszczur dalej go obserwował. Z wielkim trudem podniosłem się i podszedłem do przyjaciółki. Tam zmęczony położyłem się i zapytałem:
-Wszystko w porządku? Jesteś ranna?
<Nashi?>
-To był twój błąd- powiedziałem do przeciwniczki i do akcji wkroczył mój ogon który złapał w swoje szczęki łapę gepardzicy którą gdy tylko poczuła ból mnie puściła. Ogon zacisnął swoje szczęki tak że usłyszałem chrupnięcie. Samica wydarła się i próbowała się uwolnić pogarszając swój stan. W pewnym monecie gdy się szarpała ogon puścił ją co spowodowało że ta przewróciła się. Korzystając z momentu uderzyłem w kość przez co klatka się otworzyła. Wyciągnąłem z niej waderę i wtedy oberwałem. Całe szczęście, że czaszka na moim pysku była solidna, bo uderzenie było mocne. Rzuciłem się na przeciwniczkę, a ta szybko odskoczyła. Zanim wylądowałem ta złapała mnie i rzuciła o ziemię. Nie zdążyłem się nawet podnieść gdy ta pojawiła się przy mnie i przejechała po moim grzbiecie swoimi długimi pazurami. Zawarczałem i chciałem ugryźć ją w łapę jednak szybko ją odsunęła. Przygniotła mnie do ziemi i po upewnieniu się że jestem wykończony walką by się uwolnić wstała i udała się do wadery. Leżałem na ziemi. Ciało odmawiało mi posłuszeństwa. Chciałem się podnieść, ale nie mogłem. Zacząłem więc krzyczeć, że to ja jestem jej przeciwnikiem i żeby ją zostawiła. Do gepardzicy podszedł drugi gepard co oznaczało że Kenny przegrał. Spojrzałem na Haxa, który próbował dosięgnąć latającego i śmiejącego się boksera.
-Przepraszam - wyszeptałem i jedyne co mogłem robić to obserwować
Przeciwniczka wyciągnęła łapę do cofającej się powoli wadery, a kiedy chciała ją złapać drugi gepard przeszkodził jej.
-Nie zadziera się z wilkami- powiedział i uderzył gepardzice w pysk nokautując ją.
Spojrzałem ze zdziwieniem na osobnika, który zdjął płaszcz i okrył nią Nashi. Po tym podszedł do mnie i zapytał jak się czuję.
-Co cie to obchodzi?!- krzyknąłem na co ten się zaśmiał
-Uspokój się. To ja Kenny. Udało mi się wygrać i korzystając z mojej mocy zamieniłem się w niego.
Odetchnąłem z ulgą i powiedziałem, że wyliże się z tego. Kenny wrócił do Nashi i kucnął przy niej. Spojrzałem na Haxa, któremu udało się dosięgnąć boksera i rzucił nim o drzewo. Mutant stracił przytomność ale jaszczur dalej go obserwował. Z wielkim trudem podniosłem się i podszedłem do przyjaciółki. Tam zmęczony położyłem się i zapytałem:
-Wszystko w porządku? Jesteś ranna?
<Nashi?>
Od Nashi CD Allen- Jak mokra gąbka
Obudził mnie Shan, a raczej to że trzepał klatką i tym samym mną, jak jakąś grzechotką. Byliśmy gdzieś w górach, czułam spadek ciśnienia, co dodatkowo przyprawiało mnie o ból głowy.
-Mały wilk musieć wstać. Mały wilk musieć poznać pana Shana.- gdy w końcu postawił moją klatkę na ziemi chwilę chwiałam się na nogach, po czym upadłam.
-Słabe to przyniosłeś Shan- odezwał się ochrypły, męski głos. Nie miałam siły by wstać, ale ze zmrużonymi oczami przyglądałam się moim porywaczom. Teraz dostrzegałam więcej szczegółów wyglądu Shana. Był to czarny Bokser z nietoperzowymi skrzydłami, o srebrnych oczach z źrenicą w kształcie rombu. Był większy od przeciętnego dorosłego wilka. Jego twarz miała nawet przyjazny wygląd. Pewnie był sługą drugiego porywacza. Drugi stwór wyglądem przypominał geparda, tylko jego postawa była prosta, zupełnie jak u wróżki. Gepard jednak nie miał skrzydeł. Posiadał za to płaszcz i pas z przypiętymi sakiewkami, buteleczkami i szablą. Piraci? Nieee, w górach? To nie ma sensu- pomyślałam. Z zamyślenia wyrwało mnie moje kichnięcie.
-Shan myśleć, że wilk zmarznąć w klatce. Pan widzieć? Shan złapać biegającego wilka. Wilk teraz leżeć.
-Nie przejmuj się Shanie, nasz gość zaraz wstanie na nogi. Gepard wyciągnął butelkę zza pleców i odkorkował ją, po czym złapał mnie za szczękę. Próbowałam się szarpać, ale szybko się poddałam. Nie ruszałam się już, byłam zmęczona. Gepard polał mnie różowym płynem. Poczułam jak moje futerko nasiąka dziwną substancją, aż dotarła ona do skóry, gdzie zaczęło mnie chłodzić. Było mi jeszcze zimniej i zaczęłam drżeć, a mój oddech przyśpieszył. Po chwili mogłam jednak wstać, co zrobiłam z małą trudnością. Łapą złapałam się za głowę, ponieważ obraz mi trochę wirował. Stałam tak drżąc, by po chwili mój wzrok się polepszył, a głowa przestała boleć. Rozejrzałam się trochę, bokser i gepard w tym czasie odeszli kawałek i o czymś rozmawiali. Znajdowaliśmy się na górskiej polanie. Było tu kilka większych skał, a wkoło nas znajdował się las. Za mną stał namiot. W oddali, gdzieś w lesie dostrzegłam ruch. Jakby trzy cienie. Chciałam się przyjrzeć bardziej, ale gepard postanowił do mnie podejść. Warknęłam cicho, ale jednak słyszalnie. Dużego kota to jednak nie ruszyło
-Dobra mała, ilu Was jest?
-jakich nas? - spytałam głupio, ponieważ nie zrozumiałam o co chodzi.
-Ilu jest was w wataszy?- milczałam. Nie powinnam mu tego mówić. - ILU?! -Walnął pięścią w klatkę. Cofnęłam się. - Dobra, tak chcesz się bawić? Ok. Sami się przekonamy, ale najpierw... Co powiesz na kąpiel? - spytał z szatańskim uśmiechem na pysku. Przemilczałam kilka minut, po czym kot odszedł po coś do na miotu. Kąpiel? Jaka kąpiel? Przecież ja już jestem mokra. Co on chce zrobić? Po chwili wyszedł widocznie zadowolony. Podszedł do mnie i powiedział:
-Już niedługo moja przyjaciółka się tobą zajmie. - jego głos się zmienił i mnie przeraził, cofnęłam się bardziej, na co ten się złowieszczo zaśmiał. Skuliłam się w kłębek, chciałam ukryć się przed wszystkimi, mój oddech wariował, a serce biło jak oszalałe. Nie wierzyłam, że to się stanie, ale dostałam ataku histerii. Nie wiem ile tak leżałam z zamkniętymi oczami. Powtarzałam sobie cicho "będzie dobrze", ale w to nie wierzyłam. Działanie różowego płynu zaczęło słabnąć. Znowu czułam się okropnie. Zawiał wiatr od strony lasu, gdzie mignęły mi wcześniej cienie. Poczułam słabe, ale znajome mi zapachy. Przy kolejnym podmuchu już wiedziałam, że Hax i Allen mnie znaleźli. A sądząc po intensywności zapachu, powoli się zbliżali. Niezwykle powoli. Ale jeśli ja ich czułam, to czy Shan też? Na samą myśl, że moi przyjaciele też zostaną złapani cerce stanęło mi w gardle. Po chwili usłyszałam kobiecy głos, wystawiłam głowę aby zobaczyć kto to. Zobaczyłam żeńską wersję geparda, tylko ta była biała. Gepardzica niosła wielki kocioł w moim kierunku. Jego kilka kropli jego zawartości spadła na kwiatek w pobliżu, na co ten pokrył się najpierw szronem, a potem lodem. Chcą mnie zamrozić! Zmienić w lodowy posążek! Kocham zimę, ale nie chcę stać się jej częścią! Gdy gepardzica otworzyła klatkę sparaliżowało mnie. W jednej łapie trzymała kociołek, który bez problemu pomieścił by dwie mnie, a drugą próbowała mnie sięgnąć.
-TERAZ! - usłyszałam nagle a z trzech stron wyskoczyli Allen, Hax i rogaty basior którego wcześniej widziałam w naszej wataszy, ale nie wiedziałam, kto to. Shan i gepard rzucili się do ataku, gepardzica natomiast spanikowała i upuściła kocioł z zawartością z drugiej strony klatki. Ciecz płynęła w moim kierunku. Jedyna droga ucieczki była przez drzwiczki, które się właśnie zatrzasnęły. Nie zwracałam już uwagi na otoczenie. Wszystko co mnie interesowało to niebieska ciecz zamrażająca wszystko po drodze, zbliżająca się z każdą sekundą do mnie. Ciecz była już 30 cm przede mną, za mną były metalowe drzwiczki klatki, zamknęłam oczy. Ni mogłam na to patrzeć.
-Mały wilk musieć wstać. Mały wilk musieć poznać pana Shana.- gdy w końcu postawił moją klatkę na ziemi chwilę chwiałam się na nogach, po czym upadłam.
-Słabe to przyniosłeś Shan- odezwał się ochrypły, męski głos. Nie miałam siły by wstać, ale ze zmrużonymi oczami przyglądałam się moim porywaczom. Teraz dostrzegałam więcej szczegółów wyglądu Shana. Był to czarny Bokser z nietoperzowymi skrzydłami, o srebrnych oczach z źrenicą w kształcie rombu. Był większy od przeciętnego dorosłego wilka. Jego twarz miała nawet przyjazny wygląd. Pewnie był sługą drugiego porywacza. Drugi stwór wyglądem przypominał geparda, tylko jego postawa była prosta, zupełnie jak u wróżki. Gepard jednak nie miał skrzydeł. Posiadał za to płaszcz i pas z przypiętymi sakiewkami, buteleczkami i szablą. Piraci? Nieee, w górach? To nie ma sensu- pomyślałam. Z zamyślenia wyrwało mnie moje kichnięcie.
-Shan myśleć, że wilk zmarznąć w klatce. Pan widzieć? Shan złapać biegającego wilka. Wilk teraz leżeć.
-Nie przejmuj się Shanie, nasz gość zaraz wstanie na nogi. Gepard wyciągnął butelkę zza pleców i odkorkował ją, po czym złapał mnie za szczękę. Próbowałam się szarpać, ale szybko się poddałam. Nie ruszałam się już, byłam zmęczona. Gepard polał mnie różowym płynem. Poczułam jak moje futerko nasiąka dziwną substancją, aż dotarła ona do skóry, gdzie zaczęło mnie chłodzić. Było mi jeszcze zimniej i zaczęłam drżeć, a mój oddech przyśpieszył. Po chwili mogłam jednak wstać, co zrobiłam z małą trudnością. Łapą złapałam się za głowę, ponieważ obraz mi trochę wirował. Stałam tak drżąc, by po chwili mój wzrok się polepszył, a głowa przestała boleć. Rozejrzałam się trochę, bokser i gepard w tym czasie odeszli kawałek i o czymś rozmawiali. Znajdowaliśmy się na górskiej polanie. Było tu kilka większych skał, a wkoło nas znajdował się las. Za mną stał namiot. W oddali, gdzieś w lesie dostrzegłam ruch. Jakby trzy cienie. Chciałam się przyjrzeć bardziej, ale gepard postanowił do mnie podejść. Warknęłam cicho, ale jednak słyszalnie. Dużego kota to jednak nie ruszyło
-Dobra mała, ilu Was jest?
-jakich nas? - spytałam głupio, ponieważ nie zrozumiałam o co chodzi.
-Ilu jest was w wataszy?- milczałam. Nie powinnam mu tego mówić. - ILU?! -Walnął pięścią w klatkę. Cofnęłam się. - Dobra, tak chcesz się bawić? Ok. Sami się przekonamy, ale najpierw... Co powiesz na kąpiel? - spytał z szatańskim uśmiechem na pysku. Przemilczałam kilka minut, po czym kot odszedł po coś do na miotu. Kąpiel? Jaka kąpiel? Przecież ja już jestem mokra. Co on chce zrobić? Po chwili wyszedł widocznie zadowolony. Podszedł do mnie i powiedział:
-Już niedługo moja przyjaciółka się tobą zajmie. - jego głos się zmienił i mnie przeraził, cofnęłam się bardziej, na co ten się złowieszczo zaśmiał. Skuliłam się w kłębek, chciałam ukryć się przed wszystkimi, mój oddech wariował, a serce biło jak oszalałe. Nie wierzyłam, że to się stanie, ale dostałam ataku histerii. Nie wiem ile tak leżałam z zamkniętymi oczami. Powtarzałam sobie cicho "będzie dobrze", ale w to nie wierzyłam. Działanie różowego płynu zaczęło słabnąć. Znowu czułam się okropnie. Zawiał wiatr od strony lasu, gdzie mignęły mi wcześniej cienie. Poczułam słabe, ale znajome mi zapachy. Przy kolejnym podmuchu już wiedziałam, że Hax i Allen mnie znaleźli. A sądząc po intensywności zapachu, powoli się zbliżali. Niezwykle powoli. Ale jeśli ja ich czułam, to czy Shan też? Na samą myśl, że moi przyjaciele też zostaną złapani cerce stanęło mi w gardle. Po chwili usłyszałam kobiecy głos, wystawiłam głowę aby zobaczyć kto to. Zobaczyłam żeńską wersję geparda, tylko ta była biała. Gepardzica niosła wielki kocioł w moim kierunku. Jego kilka kropli jego zawartości spadła na kwiatek w pobliżu, na co ten pokrył się najpierw szronem, a potem lodem. Chcą mnie zamrozić! Zmienić w lodowy posążek! Kocham zimę, ale nie chcę stać się jej częścią! Gdy gepardzica otworzyła klatkę sparaliżowało mnie. W jednej łapie trzymała kociołek, który bez problemu pomieścił by dwie mnie, a drugą próbowała mnie sięgnąć.
-TERAZ! - usłyszałam nagle a z trzech stron wyskoczyli Allen, Hax i rogaty basior którego wcześniej widziałam w naszej wataszy, ale nie wiedziałam, kto to. Shan i gepard rzucili się do ataku, gepardzica natomiast spanikowała i upuściła kocioł z zawartością z drugiej strony klatki. Ciecz płynęła w moim kierunku. Jedyna droga ucieczki była przez drzwiczki, które się właśnie zatrzasnęły. Nie zwracałam już uwagi na otoczenie. Wszystko co mnie interesowało to niebieska ciecz zamrażająca wszystko po drodze, zbliżająca się z każdą sekundą do mnie. Ciecz była już 30 cm przede mną, za mną były metalowe drzwiczki klatki, zamknęłam oczy. Ni mogłam na to patrzeć.
<Allen?>
10.05.2020
Od Allena cd Nashi
Czekaliśmy aż postać podejdzie, ale ta nagle odskoczyła w tył i zniknęła za krzakami. Zadowolony z takiego obrotu sprawy chciałem wracać zanim ktoś zauważy, że nas nie ma. W połowie drogi usłyszeliśmy krzyk gdzieś w górze. Spojrzałem tam i zauważyłem lecącą postać, trzymającą jakiś sześcian. No wzroku sokoła to ja nie miałem więc nie widziałem dokładnie co to było. Nagle Hax zaryczał tak głośno, że chyba obudził wszystkich mieszkańców lasu.
-Co jest Hax?- zapytałem spoglądając na indoraptora
Ten wskazał na niebo i pazurem narysował coś co przypominało wilka. (Miał talent, nie powiem.)
-To coś porwało jakiegoś wilka? - zgadywałem
Jaszczur pokiwał głową po czym wskazał na rosnący niedaleko kwiatek. Wtedy zrozumiałem.
-To coś porwało Nashi?!
Po tym jak towarzysz pokiwał twierdząco głową wskoczyłem na niego i kazałem biec w tą stronę w którą oni lecieli. "Jeśli coś jej się stanie" pomyślałem i poczułem mocne ukłucie w okolicach żeber. Po chwili pojawiły się kości. Mój ogon kłapnął sygnalizując gotowość do pogryzienia wszystkiego co znajdzie się za mną. Przemiana zakończyła się po tym jak moje pole widzenia zmieniło barwę na ten okropny kolor-czerwony. Hax gnał przez las, omijając płynnie każdą przeszkodę. Podczas drogi zacząłem się zastanawiać kim było to stworzenie, czego chciało i dlaczego było na naszych terenach. W końcu gad się zatrzymał. Rozejrzałem się dookoła ale ani śladu Nashi. Zeskoczyłem z indoraptora.
-Dlaczego się zatrzymałeś?- zapytałem, a ten zaczął wąchać i pokiwał głową na nie. To znaczy że nie ma pojęcia gdzie iść. Chodziłem w kółko myśląc co zrobić. W końcu postanowiłem pobiec dalej biec w tamtą stronę. Może lecieli ciągle prosto. Może są niedaleko! Zanim jednak ruszyłem się z miejsca Hax zatrzymał mnie łapą. Zawarczałem na niego, jednak ten ani drgnął. Nie mogłem przecież stać w miejscu, gdy Nashi mogła być w tarapatach. Odpuściłem jednak wiedząc jak uparty potrafi być mój towarzysz. Wpadłem więc na genialny pomysł wdrapania się na szczyt drzewa i rozejrzenia się. Oczywiście jak tylko próbowałem się wdrapać indoraptor mnie wyprzedził i zwinnie wspiął się na sam szczyt. Po chwili jednak zszedł i zamruczał przepraszająco.
-A niech to!- krzyknąłem nie wiedząc co robić. Nie ma śladu po stworzeniu, nie wiem gdzie jestem, a Nashi już dawno mogła zostać zjedzona przez to dziwne coś. Wbiłem pazury w drzewo, po czym usiadłem zrezygnowany.
-Szkoda, że nie potrafisz latać- wyszeptałem i spojrzałem w ziemię
Usłyszałem szelest i podskoczyłem gotowy do walki. Towarzysz zawarczał ostrzegawczo, a przed nami zauważyliśmy wróbla. Westchnąłem głośno i podszedłem do ptaka chcąc go przegonić. Ten jednak ani drgnął.
-C-co jest...
Ptak nagle zamienił się w wilka z rogami. Odskoczyłem od niego i schowałem się za jaszczurem.
-Jo! Spokojnie wielka jaszczurko... jestem z watahy.- basior uśmiechnął się
-Skąd wiem, że mogę ci ufać?- zapytałem stając obok warczącego towarzysza
-Dobre pytanie... Ale ja mam lepsze. Co tu robisz? Wiesz, że jesteś po za terenami i jest tu niebezpiecznie? Powinieneś wraca-
-Nie! Jakiś stwór porwał moją przyjaciółkę! Nie mogę wrócić. Muszę jej pomóc! - wydarłem się i zapanowała cisza. Hax przestał warczeć i jedynie przyglądał się wilkowi.
-Dzieciaku... ile ty w ogóle masz?
-1 rok i 4 miesiące. I nie dzieciak, a Allen.
-I tak sam pchasz się w niebezpieczeństwo? Nie pomyślałeś żeby zawiadomić nie wiem...opiekunkę, alfę albo kogoś innego dorosłego? Mogłeś zginąć po drodze i kto by wtedy uratował twoją przyjaciółkę?
Nieznajomy miał rację. Nie przemyślałem tego. Spuściłem głowę i zastanawiałem się co teraz. Co jak mnie odeśle? Nie chciałem wracać do puki Nashi nie będzie bezpieczna. Ale z dorosłym nie ma co się wadzić.
-Dobra nie ma czasu do stracenia, ale będę potrzebował twojej pomocy... Tylko masz obiecać, że wykonasz wszystko co powiem, jasne? Ja tu dowodzę.
-Dobrze!- krzyknąłem szczęśliwy że pozwolił mi pomóc. Dobrze jest mieć przy sobie dorosłego, który wie co robić.
Basior zamienił się w rudzika i kazał nam czekać tutaj po czym wzbił się w powietrze. Trochę to trwało zanim przyleciał. Powiedział, że zlokalizował miejsce w którym prawdopodobnie znajduje się Nashi. Było ono niedaleko, jednak zauważył on paru przeciwników. Będziemy musieli uważać i jakoś uratować waderę nie dając się zauważyć. Wskoczyłem na indoraptora i ten ruszył za biegnącym basiorem.
-Zapomniałem się przedstawić prawda? Kenny jestem- powiedział w biegu i po tych słowach zapadła cisza. Trwała ona aż do dotarcia na miejsce. Tam zobaczyłem waderę skuloną w klatce. Chciałem podbiec, ale przeszkodził mi Kenny. Wskazał dwóch przeciwników. Ja i basior ukryliśmy się w krzakach a Hax wdrapał się na drzewo i oczekiwaliśmy odpowiedniego momentu.
<Nashi?>
9.05.2020
Od Nashi CD Allen- Przeczucie
Po całym tym dniu byłam niezmiernie zmęczona. Emocje nadal mi towarzyszyły. Mimo tego poszłam do siebie z zamiarem zaśnięcia. Chwilę wpatrywałam się w niebo, aż w końcu zasnęłam. Przebudziłam się jakaś godzinę przed świtem. Coś mi mówiło, żebym zajrzałam do Haxa i Allena, tak więc zrobiłam. Po cichu wyszłam z pokoju i udałam się do chłopaków. Zapukałam, ale nikt mi nie odpowiedział. Zapukałam więc ponownie, ale wciąż nie otrzymywałam odpowiedzi. Postanowiłam ostrożnie otworzyć drzwi i sprawdzić, czy śpią. Gdy tylko weszłam do środka stwierdziłam bez większego problemu, że nie ma ich.
-Co jest?- spytałam sama siebie i pośpiesznie przejrzałam pomieszczenie. Moją uwagę przykuło otwarte okno. Podeszłam do niego i stwierdziłam, że mogłabym przez nie wyskoczyć, aby poszukać moich przyjaciół. Wzięłam niewielki rozbieg i wyskoczyłam przez okno, lądując zrobiłam przewrót i wyhamowałam.
-Udało się - powiedziałam sama do siebie. Rozejrzałam się trochę i zauważyłam ślady Indoraptora na piasku. Prowadziły do wyjścia z jaskini. Złapałam ich trop i ruszyłam na poszukiwania. Gdy dotarłam do lasu nad rzeką trop się urwał.
-i co ja mam teraz zrobić? Nie no, super. Znowu gadam sama do siebie. Grrr...- Nagle usłyszałam trzask łamanych gałęzi. Nie zdążyłam zareagować a zostałam przygnieciona do ziemi.
-Shan złapać małego wilka. Shan zabrać go do pana- powiedziało nie zidentyfikowane przeze mnie stworzenie
-Stój! Nie chcę!Zostaw mnie!- próbowałam się uwolnić, ale Shan nic sobie z tego nie robił. Wepchnął mnie do jakiejś klatki, i mnie w niej zamknął.
-WYPUŚĆ MNIE!- Stworzenie tylko się zaśmiało, rozwinęło skrywane do tond nietoperzowe skrzydła i wzbiło się ze mną w powietrze.- AAAAAA...- Piszczałam i skuliłam się w klatce. Gdy byliśmy już wysoko ponad drzewami usłyszałam znany mi dobrze ryk Haxa. Nie wiedziałam, czy mam się bać jeszcze bardziej, czy się cieszyć. Wraz ze wschodem słońca oddalaliśmy się z terenów watahy. Lecieliśmy w kierunku gór. Byłam przerażona, głodna i zmarzłam. Czułam się okropnie. Zwinęłam się w kłębek, a po jakimś czasie lekkie kołysanie klatki spowodowało, że zasnęłam.
-Co jest?- spytałam sama siebie i pośpiesznie przejrzałam pomieszczenie. Moją uwagę przykuło otwarte okno. Podeszłam do niego i stwierdziłam, że mogłabym przez nie wyskoczyć, aby poszukać moich przyjaciół. Wzięłam niewielki rozbieg i wyskoczyłam przez okno, lądując zrobiłam przewrót i wyhamowałam.
-Udało się - powiedziałam sama do siebie. Rozejrzałam się trochę i zauważyłam ślady Indoraptora na piasku. Prowadziły do wyjścia z jaskini. Złapałam ich trop i ruszyłam na poszukiwania. Gdy dotarłam do lasu nad rzeką trop się urwał.
-i co ja mam teraz zrobić? Nie no, super. Znowu gadam sama do siebie. Grrr...- Nagle usłyszałam trzask łamanych gałęzi. Nie zdążyłam zareagować a zostałam przygnieciona do ziemi.
-Shan złapać małego wilka. Shan zabrać go do pana- powiedziało nie zidentyfikowane przeze mnie stworzenie
-Stój! Nie chcę!Zostaw mnie!- próbowałam się uwolnić, ale Shan nic sobie z tego nie robił. Wepchnął mnie do jakiejś klatki, i mnie w niej zamknął.
-WYPUŚĆ MNIE!- Stworzenie tylko się zaśmiało, rozwinęło skrywane do tond nietoperzowe skrzydła i wzbiło się ze mną w powietrze.- AAAAAA...- Piszczałam i skuliłam się w klatce. Gdy byliśmy już wysoko ponad drzewami usłyszałam znany mi dobrze ryk Haxa. Nie wiedziałam, czy mam się bać jeszcze bardziej, czy się cieszyć. Wraz ze wschodem słońca oddalaliśmy się z terenów watahy. Lecieliśmy w kierunku gór. Byłam przerażona, głodna i zmarzłam. Czułam się okropnie. Zwinęłam się w kłębek, a po jakimś czasie lekkie kołysanie klatki spowodowało, że zasnęłam.
<Allen?>
Przepraszam, że tak długo. Miałam zanik weny, ale teraz mam pomysł. Chcesz mi dać jeszcze szansę i ze mną pisać?
Uratujesz Nashi? Spróbujesz ją odnaleźć, czy zostawisz na pastwę losu?
Od Shiry do Reiko
Jako iż dzisiejszego dnia pogoda wydawała się być wręcz przecudowna, postanowiłam ruszyć tyłek i wyjść na spacer. No, tak naprawdę nawet jeśli padałby deszcz, i tak bym to zrobiła.
- Rayla, wychodzimy! Bez dyskusji! - zawołałam radośnie, z nutą ekscytacji w głosie, aby zapobiec protestom z jej strony.
Wielka kocica jedynie strzepnęła uchem, wcale nie ruszając się z wygodnego posłania.
- No choooooodź - tupnęłam łapą.
Oparłam obydwie przednie łapy o jej ogromne cielsko, starając się pchnąć je z całej siły. W rezultacie tygrysica ledwie drgnęła, a ja zarysowałam posadzkę, usiłując zaprzeć się tylnymi nogami.
- RAYLA! - krzyknęłam wprost do jej ucha.
Nic. Westchnęłam, jęknąwszy przeciągle. Jak mogę ją wyciągnąć z jaskini?
Podczas szarpania już któryś raz jej ogona, wpadłam na pomysł.
No bo, czego Rayla nie lubi najbardziej? (nie licząc większości członków watahy)
- WIATR DO UCHA!
Kiedy za pomocą magii wiatru dmuchnęłam potężnie w sam środek jej delikatnych uszu, niemalże natychmiast podniosła głowę, nieźle rozeźlona.
- Ja ci dam, wiatr do ucha... - warknęła złowrogo, podnosząc się powoli.
Uśmiechnęłam się na myśl, że mój plan zadziałał.
- To mnie złap! - rzuciłam spontanicznie, zaraz zrywając się z miejsca.
Olbrzym w paski na szczęście łyknął haczyk i popędził za mną. Sunęłam lekko pomiędzy drzewami, od czasu do czasu przeskakując jakąś większą kępę krzewów. W przeciwieństwie do mnie, Rayla nawet nie starała się ich omijać. Taranowała wszystko jak leci, a wielkie łapska dudniły po twardej ziemi. Zaczęłam wydawać z siebie krótkie piski przeplatane śmiechem, jakbym naprawdę się bała, że towarzyszka mi coś zrobi. Spojrzałam się za siebie, nie przerywając biegu, aby sprawdzić jaki dystans nas dzieli. Cholera, szybka z niej bestia! Z sekundy na sekundę wściekłe dudnienie zdawało się być coraz bliżej. Teoretycznie mogłabym po prostu użyć skrzydeł i wzbić się w powietrze, wtedy byłabym poza jej zasięgiem, ale z drugiej strony, pozbawiłoby to nas zabawy. Pomińmy fakt, że tylko ja się tu bawię. Przyspieszyłam znacznie.
Kiedy wydałam z siebie kolejny pisk "przerażenia" nagle na mojej drodze, zupełnie znikąd, wyrosła wadera. Wpadłam w nią z impetem, a nasze ciała poturlały się kilka metrów dalej. Ojej, oby nic się jej nie stało! Wstałam tak szybko jak tylko było to możliwe. Rzuciłam waderze przelotne spojrzenie. Wydawało mi się, że gdzieś już ją widziałam... Ah tak! Spotkałam ją już wcześniej, z jakimś basiorem. Teraz była sama.
- N-nic ci nie jest? - zapytałam zdyszana.
Wilczyca nie miała czasu na odpowiedź, gdyż...
- BIEGNIE TU!
<Reiko?>
8.05.2020
Od Allena
Obudziłem się późno w nocy i nie będąc śpiącym postanowiłem się przejść. Kiedy tylko otwarłem okno pojawił się przy mnie Hax. Stworzenie jako pierwsze wyszło na zewnątrz po czym pomogło mi zejść. Wraz z towarzyszem udałem się do lasu. Trochę zajęło nim moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności i mogłem bez problemu się poruszać. Łaziłem bez powodu przez dłuższy czas, aż w końcu dotarłem do jakiejś polanki pełnej kwiatów i koniczyn. Usiadłem na środku i spojrzałem w niebo pełne gwiazd. Kiedyś powiedziano mi, że kiedy ktoś umiera to zamienia się w gwiazdę. Spojrzałem na towarzysza leżącego koło mnie. Co chwilę odwracał się jakby coś słyszał, jednak nie ruszał się z miejsca aby to sprawdzić. Znudzony siedzeniem w jednym miejscu postanowiłem ruszyć dalej. No ale jak to szczeniak wpadł mi do głowy genialnie głupi pomysł! Sprawdzić co niepokoiło indoraptora. Pomimo zagradzania mi drogi przez gada i kilku warknięć ostrzegawczych udałem się w tamtą stronę. Hax w końcu poddał się i ruszył za mną. Po wejściu do ciemnego i wyglądającego strasznie lasu zwolniłem kroku, ale dalej dreptałem przed siebie. Najbardziej przerażający był fakt że niczego tu nie było słychać... no po za cichym powarkiwaniem Haxa. Ale tak to nie było słychać żadnych zwierząt, wiatru i co dziwne naszych kroków. Tak więc kiedy coś po mojej prawej stronie wydało dźwięk podskoczyłem z przerażenia i uciekłem do towarzysza, który w każdej chwili gotowy był zaatakować. Jak się po chwili okazało był to wilk. Chyba... widziałem tylko zarys.
-Halo? - zawołałem, a postać zaczęła iść w moją stronę
Stanąłem przed gadem, który warczał ostrzegawczo i czekałem na nieznajomego.
<Ktoś chętny?>
Ziyoł
Własciciel artu: Leniwiec
Właściciel (kontakt): Discord: Akiro#5743
Hw: yuki21
Imię: Ziyoł-od słowa ziyow oznacza wolność
Wiek: 5 lat
Płeć: Wadera
Żywioł: Elektryczność, Magia, Śmierć, Zniewolenie
Stanowisko/a:
Cechy fizyczne-wyglad:
Z wyglądu przypomina sporego lisa o srebrnobródnym kolorze sierści. Ziyoł ma 95 cm wysokości w kłębie i waży 25.07 kg. Jej sierść i grzywa potrafią się najeżyć dzięki czemu wydaje się większa i zniechęca wrogów do ataku na dodatek wtedy jej futro jest naelektryzowane. Na jej futrze widnieją paski, a na pysku ma "nałożoną" czarną maskę. Ziyoł jest elastyczną waderą i mimo szczupłych łapach potrafi wylądować na nich wyjątkowo miękko. Ostre zaokrąglone pazury pomagają jej się wspinać i otwierać zamki. Przy sobie ma zawsze torbę z księgą czarów i potrzebnymi rzeczami oraz ziołami w tym kule dymowe. Jej słuch wyłapują każdy prawie, ze wydźwięk co pomaga otwierać zamki.
Cechy charakteru:
Ziyoł przy pierwszym spotkaniu może wydawać się opryskliwa i zdystansowana, a to wszystko przez jej doczesne życie. Jest ostrożna i z początku nieufna, obserwuje każdy ruch osób w koło siebie. Lecz po bliższym poznaniu zmniejsza się jej dystans i staje się inna wesołą waderą, która lubi siw psocić i czasem bawić się z szczeniakami i się powygłupiać. Mimo wszystko jej mózg to w pewnym rodzaju totalny chaos, przez co przeskakuje czasem z tematu na temat nie koniecznie w rozmowie, jakby się uważało. Ma strategiczny umysł, bo jakoś musiała przetrwać do tej pory.
Cechy szczególne:
*Masza i pręgi do polowy grzbietu w barwie wchodzące prawie, że w głęboką czerń
Lubi:
*szafirki-są to kwiaty osnace i kwitnące głownie wiosną
*Uwielbia jagody, truskawki, maliny i porzeczki.
*wygrzewać się na słoncu
*swoją robote
Nie lubi:
*Pomidorów
*znieważanie jej zdolnośc
*Diszenia
Boi się:
*Pająków-brzydzi się ich
*śmierci przez uduszenie czy też powolne zgniecenie ciała
Moce:
Ziyoł panuje nad elektrycznością, co z połączeniu z wieloletnim treningiem pozwala jej zabić w dość krótkim czasie. Co do samego żywiołu magii jest, a raczej, był dość powszechny w jej gonie ponieważ co drugi obywatel ją posiadał, ma własna księgę, w której zapisuje zaklęcia oczywiście jest ona jej nie potrzebna do używania tych, które zna na pamięć. Zniewolenie można porównać do trybu marionetki. Ziyoł potrafi sterować wtedy daną osobą, niestety ten dynks ma także swój minus ponieważ musi skonsumować np: sierść czy krew przeciwnika.
Historia:
Ziyoł urodziła się porą jesienną w klanie morderców. Była najsłabsza z miotu i prawie nikt nie wierzył, że przeżyje. Mimo właśnie tym myślą szczenię przeżyło, na dodatek dość szybko ukazały jej się zdolności magiczne, więc razem z rodzeństwem po otrzymaniu odpowiedniego wieku zaczęto ją szkolić i uczyć. Przechodziła testy i wykonywała misje, w których zazwyczaj ktoś ginął, najczęściej był to cel. Na pewnej misji znalazła jajo i postanowiła je przygarnąć ponieważ nie widziała ku temu żadnych przeszkód. Po odpowiednim długim czasie z jaja wykluł się ptikets, czyli mieszanka kora z ptakiem. Po wykluciu również się nim zajmowała, a po czasie zaczęła szkolić, by jej pomagał podczas misji.
Zauroczenie: Podczas swojego życia, była parę razy zauroczona, ale nigdy do niczego nie doszło, ponieważ ma problemy w rozumieniu uczuć i uważała, że jest za młoda na potomstwo
Głos: Link
Partner: Ziyoł jeszcze nie miała partnera tak na poważnie
Szczeniaki: Nie ma żadnego puki co potomka
Rodzina: Inny wymiar, ale wszyscy pewnie myślą, że nie żyję
Jaskinia: Północ nr.6
Medalion: Sersi: znany jako medalion śmierci umieszczany znak na nie których malunkach
Link
Gdy się świeci: Link
Towarzysz: Link
Inne zdjęcia: -
Przedmioty kupione w sklepie:-
Dodatkowe informacje:-
Umiejętności:
Siła: 100
Zręczność: 150
Wiedza: 90
Spryt: 100
Zwinność: 160
Szybkość: 90
Mana: 110
7.05.2020
Strażniczka Pełni
Imię: Strażniczka Pełni (inaczej Pełnia)
Wiek: 6 miesięcy
Płeć: wadera
Cechy fizyczne: szybka, zwinna, wysoka, szczupła, niezbyt umięśniona, posiada świecące wzory, które
potrafi zapalać, ma skrzydła, dzięki sterówkom na ogonie potrafi wykonywać manewry niemożliwe dla
innych wilków
Cechy charakteru: Jest nieufna wobec innych wilków. Uwielbia latać ze swoją towarzyszką w
nocy(szczególnie w pełnię). Zawsze ostrożna, czujna. Nie pozwala się dotykać(chyba, że komuś
bliskiemu). Często wchodzi na drzewa i stamtąd patrzy na świat. Wrogowi nie okaże litości. Uwielbia
swobodę. Wobec osób nachalnych zachowuje dystans. Często patrzy na gwiazdy. Po śmierci rodziców
zdziczała. Jest skryta, ale nie zamknięta w sobie.
Cechy szczególne: ogon ze sterówkami, świecące wzory
Lubi: latać, wygrzewać się w słońcu, polować
Nie lubi: dotyku(innych wilków), wymądrzania się, osób nachalnych
Boi się: ludzi
Historia: Urodziła się na wysokiej górze, potem matka zleciała z nią do lasu. Gdzie uczyła ją sztuki
przetrwania. Opowiadała o zwyczajach leśnych zwierząt, mówiła, których ma się wystrzegać. Uczyła ją polować. Pokazała jak latać. Przypominała o tym, że to podstawowa wiedza, jeżeli chce przeżyć. Nauka trwała 4 miesiące. Po nauczeniu Pełni wszystkiego odleciała. Strażniczka Pełni, gdy miała 5 miesięcy spotkała Moon. Oswoiła ją i opanowała sztukę zmieniania jej w tatuaż oplatający jej łapę.
Zauroczenie : -
Głos: Link
Rodzina: Matka: Menaria | Ojciec: nie wie prawdopodobnie śmiertelnik
Jaskinia: Sierociniec
Towarzysz: Moon
Dodatkowe informacje: Potrafi zgaszać i zapalać wzory
Coins: 5
Właściciel: wadera2007@gmail.com
4.05.2020
Od Kiary do Reiko
Słońce właśnie wstawało zza drzew, kiedy dotarłam do nowego miejsca. Przyjemne ciepło promieni dawało złudne bezpieczeństwo, a przede wszystkim siłę na dalszą wędrówkę. Zaciągnęłam się zapachem porannej rosy, jednak poza znanym mi zapachem, wyczułam inne… obce moim nozdrzom. Wyostrzyłam zmysły i przygotowałam się do potencjalnej walki. Wdrapałam się sprawnie na drzewo, zaczynając obserwować tereny. Wtargnęłam na terytorium jakiejś watahy przez czysty przypadek. Chciałam szybko się wycofać, ale zanim się spostrzegłam, wyczułam, że jestem otoczona. Byłam niezwykle zaskoczona, że od razu mnie nie zaatakowano. Najwyraźniej nie byli wrogo nastawieni, do czasu, kiedy nie zbliżam się bardziej do innych wilków. W ramach uległości położyłam się na gałęzi drzewa. Nie minęło długo czasu, aż kazano mi zejść, co posłusznie zrobiłam. Następnie czekało mnie przesłuchanie. Standardowe pytania, kim jesteś? Skąd jesteś? Co tu robisz? Ciężko było uwierzyć obcej waderze, że jest przybłędą, a w dodatku nie ma żadnego celu. Ostatecznie zabrano mnie do ‘’Rady’’, oczywiście wcześniej pozbawiając możliwości widzenia. W pomieszczeniu, gdzie przebywali członkowie rady, po raz kolejny zostałam przesłuchana, tym razem dokładniej. Dopytywano mnie o każdy szczegół, powód wygnania, moce, wiek i wiele innych generalnych informacji. Miałam tylko nadzieję, że nie zostanę uwięziona, bądź gorzej… zabita. Wielkie było moje zdziwienie, gdy zaproponowano mi dołączenie. Nowy start, nowe życie… Niebywała szansa… Teraz miałam możliwość powrotu do kontaktów, mogłam kogoś poznać, zaprzyjaźnić się, założyć rodzinę… W moich oczach rozbłysła nadzieja na lepsze życie, a wszystko za sprawą kilku słów. Po raz pierwszy od lat widać było we mnie coś więcej niż obojętność. Mimowolnie na pyszczku wykwitł tak rzadko widoczny uśmiech. Nie zamierzałam zaprzepaścić swojej szansy, od tamtej chwili byłam członkiem nowej watahy. Ciężar przeszłości i niepewnej przyszłości spadł z mojego grzbietu. Musiałam posiadać jakieś stanowisko w swoim nowym domu. Wyznaczony przez radę strażnik wytłumaczył mi wszystko, co powinnam wiedzieć o rolach tu funkcjonujących. Ostatecznie przyjęłam dwie fuchy, jedna jako wolna pisarka, druga jako nocny strażnik. Dostałam tydzień na zaznajomienie się z obecnymi terenami watahy i rozpoczęcie pracy. Zostały mi pokazane wolne jaskinie, gdzie mogłam sypiać, a także miejsce polowań. Resztę musiałam zwiedzić sama, a zacząć chciałam od zdobycia pożywienia, a następnie znalezienia odpowiednich liści, aby opatrzyć rany. Przeszłam na tereny i schowałam się w cieniu. Skupiłam się uważnie, aby znaki na ciele przestały migotać. Przez dłuższą chwilę leżałam bez ruchu, próbując znaleźć jakiegoś zająca. Miałam się już poddać, gdy nie zauważyłam żadnej pomniejszej zwierzyny, ale w pewnym momencie śmignęło mi w oczach jakiś kawałek białego futerka w trawie. Przygotowałam się do ataku i delikatnie zbliżyłam. Trawa była dość wysoka, dlatego jedyne co byłam w stanie zobaczyć to bodajże ciemne uszy i część białego futerka. Wysunęłam ostre jak brzytwa pazury i skoczyłam. Dopiero w locie zauważyłam, że moja ‘’zwierzyna” jest tak naprawdę jednym z wilków watahy. Jedna szybka chwila, w której przed oczami ukazało mi się zabójstwo z dawnych terenów. W ostatniej chwili zdążyłam schować pazury i wpadając wprost na obcą mi waderę. Przeturlałyśmy się kawałek w bok i wpadając wprost na poranną kałużę. Bardzo nie odpowiadało mi brudne futro, zwłaszcza że miałam kilka otwartych ran. W takich momentach żałowałam, że nie zdołałam się jeszcze nauczyć przemiany w wodę. Chwilę tak leżałam w błocie, nie słuchając gadania wadery. Ostatecznie musiałam się podnieść i nie patrząc na wilczycę, otrzepałam się nieco z brudu.
- Przepraszam? Chyba powinnam przeprosić. Pomyliłam cię z królikiem. – Wyjaśniłam, a na moim ciele znów zabłysły znaki. – Wiesz może, gdzie znajduje się jakieś jezioro? – Mój głos nie wyrażał wrogości, był obojętny. Ciężko było mi przywyknąć do rozmowy z innymi wilkami poza szczeniakami. Czułam na sobie spojrzenie wilczycy. Musiałam przyznać, że wyglądała na kogoś o wysokiej pozycji. Miałam jedynie nadzieję, że nie będę miała kłopotów przez tę pomyłkę. Ostatecznie przecież nic się nie stało… Prawda?
<Reiko?>
Od Exana do Ambrose
Dzień rozpoczął wystrzał słonecznych promieni znad widnokręgu, wybudzające się życie na leśnym łonie intonowały ptasie śpiewy. Drobne krople rosy lśniły na krawędziach wysokich traw i liściach drzew w intensywnym blasku słońca. Wyłoniłem więc swą głowę poza próg jaskini - nie chciałem wstawać, moje mięśnie i mózg podpowiadały mi, aby ułożyć się w koi z mchu, ale obowiązek jest, jak ten uciekający królik. A jeśli mowa o króliku, to dorwałem jednego nieopodal lasu, a potem podążyłem do alfy, aby dostać nowe wytyczne.
No tak... dzisiejszy mój patrol obejmował dolną część łąki i główną rzekę, przy której rzekomo widziano podejrzane i obce osobniki. Mój jeszcze śpiący mózg nie przyjmował wszystkich informacji, oczy ciężko opadały mi na powieki, ale na szczęście alfa był czymś mocno zajęty, że nie zauważył mego przytępienia. Gdy wychodziłem z lokum alfy, ziewnąłem głośno (swoją drogą powstrzymywałem się, aby nie zrobić tego przy alfie) Przynajmniej poranny wiaterek pobudził moje zmysły, a ciało orzeźwiła zimna rzeczna woda.
Zacząłem więc dolnej części łąki, gdyż tam znalazłem nierówne wzniesienie, pokryte na grzbiecie kolorowymi kwiatami i gęstą zielenią - tam skryłem się w cieniu, aby odespać te kilka minut. Gdy przymknąłem oczy, momentalnie zanurzyłem się senny strumień. Sen był przyjemny, lecz niestety zbyt piękny, aby był długi, gdyż z jego głębin wyrwał mnie głos jakiegoś wilka. Otępiały po śnie, nie wiedziałem, co się dzieje wokół, lecz promień słońca ostatecznie przywołał mnie do rzeczywistości. Cholera, przespałem się do południa. Jakby alfa się o tym dowiedział, powyrywałby mi nogi i ogon, już nie powiem skąd.
Ten ktosiek, który wybudził mnie ze snu, okazał się basiorem o bardzo masywnej budowie i czarnej sierści, którą znaczyły jasno-niebieskie nieznane mi symbole. Jego głowa była zwieńczona długi, krzywymi rogami, a oczy przepełnione bielą, bez źrenic i tęczówek... ciekaw byłem, jak ten osobnik widział.
- Cześć - odezwał się basior.
Zanim odpowiedziałem, przeciągnąłem się leniwie i ziewnąłem w nieboskłony.
- No cześć... nie mów alfie, że zamiast pracować, wyleguję się w cieniu, okej?
- Spokojnie, chociaż... alfa ma swoje własne dojścia, aby dowiedzieć się o tym incydencie - przyznał wilk.
- Co? Jakieś podsłuchy, szpiegostwa?
- Nie.. a poza tym, jestem Ambrose.
- Exan, miło mi.
- Nawzajem - Odpowiedziałem i ziewnąłem znowu - Skądś wracasz, czy dokądś zmierzasz?
- Wracam ze zwiadu.
- Coś nowego? - spytałem.
- Nie, wszystko jest po staremu.
<Ambrose?>
No tak... dzisiejszy mój patrol obejmował dolną część łąki i główną rzekę, przy której rzekomo widziano podejrzane i obce osobniki. Mój jeszcze śpiący mózg nie przyjmował wszystkich informacji, oczy ciężko opadały mi na powieki, ale na szczęście alfa był czymś mocno zajęty, że nie zauważył mego przytępienia. Gdy wychodziłem z lokum alfy, ziewnąłem głośno (swoją drogą powstrzymywałem się, aby nie zrobić tego przy alfie) Przynajmniej poranny wiaterek pobudził moje zmysły, a ciało orzeźwiła zimna rzeczna woda.
Zacząłem więc dolnej części łąki, gdyż tam znalazłem nierówne wzniesienie, pokryte na grzbiecie kolorowymi kwiatami i gęstą zielenią - tam skryłem się w cieniu, aby odespać te kilka minut. Gdy przymknąłem oczy, momentalnie zanurzyłem się senny strumień. Sen był przyjemny, lecz niestety zbyt piękny, aby był długi, gdyż z jego głębin wyrwał mnie głos jakiegoś wilka. Otępiały po śnie, nie wiedziałem, co się dzieje wokół, lecz promień słońca ostatecznie przywołał mnie do rzeczywistości. Cholera, przespałem się do południa. Jakby alfa się o tym dowiedział, powyrywałby mi nogi i ogon, już nie powiem skąd.
Ten ktosiek, który wybudził mnie ze snu, okazał się basiorem o bardzo masywnej budowie i czarnej sierści, którą znaczyły jasno-niebieskie nieznane mi symbole. Jego głowa była zwieńczona długi, krzywymi rogami, a oczy przepełnione bielą, bez źrenic i tęczówek... ciekaw byłem, jak ten osobnik widział.
- Cześć - odezwał się basior.
Zanim odpowiedziałem, przeciągnąłem się leniwie i ziewnąłem w nieboskłony.
- No cześć... nie mów alfie, że zamiast pracować, wyleguję się w cieniu, okej?
- Spokojnie, chociaż... alfa ma swoje własne dojścia, aby dowiedzieć się o tym incydencie - przyznał wilk.
- Co? Jakieś podsłuchy, szpiegostwa?
- Nie.. a poza tym, jestem Ambrose.
- Exan, miło mi.
- Nawzajem - Odpowiedziałem i ziewnąłem znowu - Skądś wracasz, czy dokądś zmierzasz?
- Wracam ze zwiadu.
- Coś nowego? - spytałem.
- Nie, wszystko jest po staremu.
<Ambrose?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)

