28.02.2019

Noe CD. Lia 'Pogoda nieźle się pozmieniała'

Wypiłem kakao (co prawda Royce postanowił uraczyć się połową, ale zawsze coś), a Alpha zawartość swojego kubka już chwilę potem. Dopytałem jeszcze o tę Wielkanoc. Uzyskałem dość satysfakcjonujące odpowiedzi, a sama wadera z tłumaczyła w nawet zrozumiały sposób. Ciepło jaskini i miękkość koców działały tak przyciągająco, że wyjście stamtąd zdawało się istną głupotą. Szczególnie że na zewnątrz było zimno i nawet tu słyszałem, wprawdzie ledwo, ale jednak, jak wiatr szamota prawie że gołymi gałęziami, które tłuką o siebie jak oszalałe. Pogoda się nieźle pozmieniała. Ile ja już tu siedzę?
- Em... Przepraszam Pani Alpho, ile czasu minęło, odkąd tu jestem?
Royce, który od pewnego czasu był obok mnie w kocach, nagle poruszył się, ale nie było to nic innego, jak zwyczajne przekręcenie się na drugi bok. Postanowił pospać, czy jak?

<Lia?>

Nowy wilk! Shira

Autor grafiki: Aviaku (DA)
Właściciel: Sanders2005 (Hw)
Imię: Shira, toleruje zdrobnienia (jeśli jakiekolwiek znajdziesz)
Wiek: 3 lata
Płeć: wadera
Żywioł: woda, powietrze, wolność, natura
Stanowisko: hodowca magicznych zwierząt
Cechy fizyczne: Dosyć wysoka, szczupła wadera. Bardzo zwinna, wytrzymała i szybka. Jej sierść jest głównie koloru białego, jedynie na końcówkach uszu, łap, ogona i piór na skrzydłach, które są czarne. Aktualnie nie nosi obroży widocznej na zdjęciu, gdyż kojarzy jej się z nieprzyjemną przeszłością. Nigdy nie zamierza ich zakładać. Porusza się bardzo zgrabnie, z gracją. Jej wyraz pyska wygląda na raczej dojrzały i poważny (ale niech Cię nie zwiedzie, bo taka nie jest!). Posiada duże, białe skrzydła, z czarnymi końcówkami. Futro ma grube i miękkie, a ogon niezwykle puszysty (choć na lato już nie jest takie grube). Jej oczy zmieniają kolor wraz z używaną w danym momencie mocą. Naturalny kolor jej oczu to fiolet.
Cechy charakteru: Niech Cię nie zwiedzie jej wygląd! Shira jest bardzo żywiołowa i pełna energii, czasem nawet nadpobudliwa.
Ekscytuje się nawet drobnymi rzeczami. Jest dosyć nieufna w stosunku do obcych, ale lubi poznawać nowych. Patrzy pozytywnie na świat, jest optymistką. Ale do odważnych nie należy. Nie chwali się swoimi umiejętnościami i nie wywyższa się. Czasem szybko się denerwuje lub irytuje. Jak z nią zadrzesz to nie da za wygraną. Jest uparta i lubi stawiać na swoim. Jednak w sytuacji wymagającej spokoju i uwagi, potrafi ją zachować.Bardzo dobrze lata, pędzi jak wiatr. Potrafi poruszać się bardzo cicho, bezszelestnie wręcz i dzięki temu jest doskonałym łowcą, ale poluje tylko wtedy kiedy musi. Niestety nie umie usiedzieć długo w jednym miejscu, szybko zaczyna się wtedy nudzić i marudzić. Umie dobrze obchodzić się ze zwierzętami. One do niej po prostu lgną jak do jedzenia.
Cechy szczególne: Zmieniające kolor oczy - jak używa magii wody stają się niebieskie, wiatru - świecąco-białe, natury - zielone. Efekt ten utrzymuje się przez 5 godzin od ostatniego czaru.
Lubi: Uwielbia latać, pędząc jak wiatr, czuć się wolna. Lubi pływać i ogólnie lubi wodę tak samo jak wiatr, rośliny i zwierzęta. Lubi też spędzać czas z przyjaciółmi, towarzystwo, poznawać nowe osoby i zawierać przyjaźnie.
Nie lubi: Nie czuje się zbyt dobrze w samotności, dlatego prawie nigdy nie spotkasz jej samej, bo jak nie ma kontaktu z wilkami to towarzystwa dotrzymuje jej Rayla. Nie lubi siedzieć w miejscu i jak ktoś jej rozkazuje. Czuje ogromny wstręt do obróż, są dla niej oznaką zniewolenia.
Boi się:  Nienawidzi, a wręcz boi się małych, ciasnych zamkniętych pomieszczeń (ma klaustrofobię). Obawia się braku akceptacji ze strony innych wilków, tak jak w poprzedniej watasze. Panicznie boi się ciem. Nawet bardziej od jakichkolwiek potworów. Czyli najgorsze co może sobie wyobrazić to zamknięcie jej samej w małym pomieszczeniu pełnym ciem.
Moce: - bardzo ogółem mówiąc posługiwanie się wodą pod różnymi stanami skupienia
- to samo z wiatrem
- potrafi przemienić się w wiatr, czyli stać się niewidzialna
- potrafi tworzyć rośliny i się nimi posługiwać
- potrafi odpierać, przeciwstawiać się iluzji i próbom zawładnięcia jej umysłem, choć nie zawsze skutecznie (ma bardzo silną wolę)
Historia: Urodziła się w dosyć dziwnej watasze. Samiec alfa kontrolował wszystko i wszystkich. Za bardzo. Każdemu rozkazał nosić obroże zamiast medalionu, na znak posłuszeństwa i uległości. Kto zdjął lub próbował to zrobić, tego marne były losy. Kończył swój żywot w lochach lub na wygnaniu. Matka Shiry zaszła w ciążę bez zgody alfy i jej ojciec przypłacił za to życiem. Nie zabił on Dalii (imię matki Shiry) bo była jego dobrą znajomą. Dalia urodziła w spokoju, z dala od watahy trzy zdrowe szczenięta. Ale gdy podrosły, musiała wracać. Były tam nękane przez starszych, wyśmiewane (nie wiadomo czemu). Alfie nie spodobały się skrzydła Shiry. Twierdził, że dają jej zbyt dużą wolność i swobodę. Nakazał swoim służącym pilnować jej na każdym kroku. Było to męczące dla reszty rodziny. Shira dorastała tak, bez możliwości uczenia się magii. Zaczęła się buntować. Na jej szczęście były to bunty skierowane do matki. Gdyby robiła to publicznie, pewnie już by nie żyła. Pewnego dnia alfa podziwiając jak Shira lata swobodnie po niebie, stwierdził że miarka się przebrała. Rozkazał ściąć jej skrzydła. Wadera dowiadując się o rozkazie uciekła z watahy, zostawiając rodzinę. Nie obchodziły ją już myśli innych. Chciała poczuć się wolna. Zaraz po opuszczeniu terenów watahy pozbyła się obroży na dobre. Zaczęła swoją wędrówkę w wieku dwóch lat. Podczas tej wyprawy spotykała wiele przygód. Pewnego dnia zaatakowały ją umarlaki, o mały włos nie przypłacając życiem. Z szczęk tych stworów uratowała ją pewna tygrysica Rayla. Od tego czasu stała się jej towarzyszem i przyjaciółką, dotrzymując jej kroku aż do dziś. Po tej długiej podróży spotkała Watahę Mrocznych Skrzydeł i postanowiła zostać tu na dłużej.
Zauroczenie: brak
Głos: żywy, melodyjny (kiedyś może dam link)
Partner: brak
Szczeniaki: brak
Rodzina: Matka - Dalia
Ojciec - nie znała go osobiście, podobno miał na imię Demon
Rodzeństwo - Roko, Alice, Iris
Jaskinia: aktualnie szuka miejsca do zamieszkania
Medalion: Link
Towarzysz: Rayla
Inne zdjęcia: -
Przedmioty kupione w sklepie: -
Dodatkowe informacje: ze wszystkich roślin najbardziej kocha krokusy i dzwoneczki
Umiejętności: 
: Siła: 110
: Zręczność: 125
: Wiedza: 100
: Spryt: 115
: Zwinność: 200
: Szybkość: 150
:Mana: 24h

27.02.2019

Od Equela do Kruczka


Co się tu działo? Nie byłem pewny. Stałem jak debil patrząc z zającem w pysku na to co się dzieje. Demoniczny basior robił rozróbę wraz z Kruczkiem. Zastanawiałem się czy się wtrącać, gdyż bałem się reakcji Rose. Już słyszałem jej głos narzekający, że jestem nie odpowiedzialny bo nie dbam o własne życie i zdrowie. Ogólnie cieszę się, że nie było nikogo w pobliżu, bo zaczął być niezły armagedon. Sprawę utrudniała obroża na szyi wadery, więc gdy basior ją wreszcie dopadł, i chciał zagryźć, odstawiłem swój popcorn i podszedłem wolnym krokiem
- stoooooooooooooop - powiedziałem donośnym, spokojnym głosem. Serio, z jakiem oni watahy pochodzą, żeby lekceważyć tak bardzo przeciwnika? Basior był na obcych terenach, a wątpiłem by miał problemy z węchem. Nie znajomy popatrzył na mnie groźnie, ale szybko jego pysk wykrzywił się w grymasie przerażenia, kiedy naderwałem trochę jego żołądka, a potem unieruchomiłem. Nie minęła chwila jak wadera w napływie furii rzuciła się na unieruchomionego basiora, jednak odciągnąłem ją za ogon. Gdy ta chciała mnie ugryźć, jako dorosły który miałem serdecznie dość: spoliczkowałem ją. Po chwili szoku, wreszcie się otrząsnęła
- Ogarnij się - mruknąłem. Zostawiłem ją na chwilę by zaczerpnęła powietrza, a wilka który zaatakował... serio miałem ochotę zostawić jednak... stanąłem przed nim - Koleś, serio. Osobiście nic do ciebie nie mam. Ale wątpię by ktoś miał jeszcze ochotę na kolejne zebranie w sprawie wilków o dziwnych usposobieniach - po tych słowach odblokowałem go, jednak zaraz potem rozerwałem wnętrzności, i ten runął na ziemię z wypływającą z pyska krwią i galaretą we wnętrznościach. Patrzyłem na to wszystko jakoś bez emocji. Teraz serio mnie Rose zabije, jak nie któraś z córek.
- Dobra Kruczku. Ogarnęłaś się? - spytałem pochodząc do niej. Znowu to nienawistne spojrzenie - Słuchaj, serio tego nie chciałem, ale jesteś na próbnym. Jak ci zdejmiemy obrożę i zostaniesz pełnoprawnym członkiem watahy to se będziesz mogła zabijać, ale teraz... ugh... moja kochana medyczka mnie zabije - dostałem załamania nerwowego
- Nic mi nie będzie - uparła się samica, jednak ugryzienie na jej boku mówiło co innego
- Serio, wolałbym tego nie robić, ale chodź - powiedziałem z kwaśną miną - Nitaen się zajmie zwłokami czy coś - rzuciłem jakby od niechcenia i tempem wadery polazłem w stronę pracy partnerki.

< Kruczku?>

Od Czarnego Kruka CD. Equel


Szliśmy już jakiś czas przez las. Akane zostawiłam w jaskini.
- Poluj se tu, obroża pokazuje mi gdzie jesteś, wiec nie próbuj ucieczki- powiedział.
- Yhy...- mruknełam. Ja poszłam na wschód, a on na zachód. Już po jakimś casie znalazłam kilka łań i dwa jelenie. Przyczaiłam się na nie. Gdy uznałam że odpowiednio się ustawiłam, spięłam mieśnie i... skoczyłam. Wylądowałam na grzbiecie jednego z jeleni i wbiłam się kłami w jego szyję. Poczułam słodki zapach jego krwi. Po chwili jeleń padł martwy. Złapałam za kopyto i zaciągnełam pod drzewo. Przykryłam dokładnie łodygą i poszłam dalej. Niedaleko znalazłam młodego borsuka, śpiącego w krzakach. Głupie. Ten skończył podobnie do jelenia. Zaciągnełam do mojej zdobyczy i zrobiłam to samo. Ruszyłam o wiele dalej. Trudno było cokolwiek znaleźć, ale wyczułam zapach kilku dzików i zajęcy. Popędziłam w tamtą stronę.

-Skip Time-

Jestem na miejscu, gdzie chowają zwierzynę. Czyli tak... wygarnełam wszystko spod drzewa. Dwa zajace, jeden jeleń, dzik, trzy sikorski, jedna mysz polna, młody borsuk i jeden jastrząb. No... chyba starczy.
~Choć tu domnie ty... ehe. ..poprostu choć!-przekazałam Equel'owi wiadomość. Po pół godzine zobaczyłam zarys jego sylwetki w chmurach. Gdy wyladował, wytłumaczylam sytuację.
- Masz pomysł jak to przenieść? Sporo tego-zapytał.
- Po kolei. Logiczne... Wysil swój mózg chodziaż trochę!- krzyknęłam.- Powiedz mi tylko, czy w tym mogę latać.
- Czekaj- pomajstrował coś przy mojej obroży- teraz możesz...
- To chodź- powiedziałam. Złapałam za racicę dzika i wzbiłam się w powietrze.
- Daję ci szanse, jak ucie...- poleciałam troszkę szybciej. Dzik mnie spowalniał. Zobaczyłam obóz watahy. Wylądowałam na dole i odłożyłam zwierzynę na środek. Wróciłam po jelenia. Z tym nie było już tak łatwo ale dotarłam. Fiuu... wróciłam. Tym razem wziełam coś lekkiego. Mianowicie jastrzębia. Borsuk, sikorki i jeden zając już zniknęły. Teraz leciało mi się owiele lepiej. Zrobiłam koło do góry nogami i wyrównałam lot. Wyladowałam w obozie i odłożyłam jastrzębia. Było to już prawie wszystko. Właśnie leciałam po zające, ale coś we mnie uderzyło. Machnełam mocno skrzydłami i na moje szczeście lot się wyrównał. Spojrzałam w górę. Był to wielki, złoty basior z białymi skrzydłami. Ash. To nie najlepszy morderca w mojej watasze. Najlepiej byłoby go zabić, ale czy dam radę to nie wiem. Jak na złość zaczął padać śnieg z deszczem.
- Proszę, proszę, proszę! Witamy naszego Kruczka!- powiedział lądujac ze mną.
- Czego chcesz, Ash?- zapytałam wściekła.
- O... Ale ja nie wiem, o co ci chodzi-odpowiedział. Moja siersć zjerzyła się.
- Gadaj! Wiem że czegoś chcesz!- warknęłam. Siadłam.
- O charakterek taki sam... ale czy walczyć dalej potrafisz?!- rzucił mi się do szyi. Ani drgnełam. Zatrzymał się tuż przed ugryzieniem.- No widzę spokojna tak, jak zawsze- syknął.
- Wiem, że tego nie zrobisz Ash... tak wiec czego chcesz?- zapytałam go.
- Nie twój ogon!-odpowiedział złośliwie.- Albo może i twój... mam cię zabić.- Ostatnie trzy słowa wypowiedział z takim sarkazmem, że uszy mi odpadały. Odszedł kilka metrów. Obejrzał się przez ramię i uśmiechnął psychopatycznie. Wiedziałam, co to znaczy. Opanował go demon. Rzucił się w moją strone z kłami, które świeciły na zielono. Zamarłam. To były lekarstwa. Odskoczyłam. Kłapnełam kłami w jego stronę.
- Dajcie mi normalnie żyć!!!- wyrzyknełam. Zmieniłam swoją formę na wilka cienia...



<Equel?>

26.02.2019

Od Equela do Kruka


Przyleciałem do jaskini nad ranem. Spałbym dłużej ale mój umysł zaparcie uważał, że trzeba wstać, a samo leżenie mocno mnie irytowało, więc w pewnym sensie wręcz zeskoczyłem z posłania, nie budząc przy tym Rose. Wziąłem kilka drutów ze stali nie rdzewnej, i przy okazji tej, co wymazuje magię, i zrobiłem z nich bardzo ładną obrożę... Sznur nie był wygodny. Gdy wyszedłem z jaskini błoto zaczęło się pode mną uginać, przez co moje łapy wyglądały teraz jak wielkie gumiaki o brązowym kolorze. Wzleciałem w powietrze i poszybowałem do najbliższego strumyka, by wypłukać łapy. Woda była zimna i nie przyjemna, a metal nie miał najlepszego smaku. Ryb w strumyku nie było. Mech zazwyczaj miękki i suchy teraz był nie przyjemnie wilgotny i szorstki. W lecie było tutaj przyjemniej. Ogólnie to był to raczej ponury dzień z z szarym niebem, mgłą, błotem, siąpem i wszystkim co może być przygnębiające. Nawet się ptaki nie odzywały. Po moim ciele przeszedł dreszcz i w końcu postanowiłem polecieć do kruka żeby ogarnąć co u niej, jednak już przy wielkim kamiennym wejściu do jaskini zorientowałem się że jest coś nie tak jak powinno. Gdy wleciałem na niższą strefę groty i stanąłem na trawie, zobaczyłem oddychającą ciężko waderę z zahaczonym sznurem
- nosz serio? - Mój mózg powoli mówił mi co mam robić. Nie śpieszyło mi się. Przegryzłem linę na szyi wadery kilkoma mocnymi pociągnięciami, jednak metal to jednak metal, i potem miałem obolałe zęby. Gdy była już wolna chwyciłem ją za ogon i pociągnąłem w górę, po czym zostawiłem obok uschniętych paprotek. Oprócz obroży którą miałem jej założyć zamiast sznura, miałem również kilka ziółek czy herbatkę od Rose. W sumie mogłem zrobić z nich jakieś lekarstwa ale Mrok dochodziła już do siebie, więc jakoś odpędziłem z głowy te myśli. Gdybym ją teraz zabił to serio miałbym duży problem. Na moim pysku zagościł kwaśny wyraz. Gdy rudzik nadal był nie aktywny potruchtałem w dół groty, potem w bok i krótko ciemnym korytarzem, aż wreszcie do starego pomieszczenia, gdzie były gliniane naczynia, a raczej resztki, których nie zabrałem po przeprowadzce do Rose. Wziąłem tłuczek i małą miseczkę po czym umyłem to w wodzie deszczowej. Z kałuży obok zaczerpnąłem ciutkę cieczy, ale tylko trochę, po czym dodałem tam kilka ziółek i suszonej skórki z cytryny którą wygrzebałem z herbaty. To wszystko zmieszałem i stłukłem tak, że powstała z tego zielono-brunatna papka. Zrobiłem z jednej małej części tego czegoś kulkę, i wsadziłem do pyska wadery. nie minęła chwila, jak samica otworzyła gwałtownie oczy, zaczęła kaszleć i desperacko machać łapami, by usunąć papkę z języka. Roześmiałem się
- To zawsze działa! - Nadal dusiłem się ze śmiechu. Samica zgromiła mnie wzrokiem
- Śmiejesz się, że o mało nie zginęłam?
- Ja pierdziele... po cholerę żeś się jeszcze bardziej ciągnęła, i przegryzała sznur - otarłem łezkę śmiechu
- Bo mnie zostawiłeś bez wody?
- Jakbyś nie mogła wytrzymać jednej nocy - znowu się zaśmiałem
- A co, że ty niby nie pijesz?
- Piję, ale wiesz, ekhem, należę do wilków którym grozi odwodnienie. Wiesz ile mi o tym Tora truje? To strasznie upierdliwe. - Wadera jakby to zignorowała i potarła się po szyi. Oczy jej się zaświeciły
- Ej, ja nie mam sznu-  - przerwałem jej zakładając na jej szyję luźną 'obrożę'
- Już masz - odparłem z kamienną miną - nie zdejmuj jej. Próba może zakończyć się ściśnieniem metalu
- Ugh...
- No, więc skończ już narzekać. trzeba wyżywić watahę. Ruchy

< Kruczku?>

Od Exana do Temisto

 Gdy moje źrenice przyzwyczaiły się do światła słonecznego, opuściłem mrok przypadkowo napotkanej jaskini. Błękitne niebo prawie przykrywały bure chmury...
- Oho, zbiera się na deszcz- szepnąłem sam do siebie a ostatnie słowo wypowiedziałem dość ponuro, aby podkreślić mój niezwykle podły humor... no nie przesadzajmy. Z wielkim rezultatem poprawiłby mi humor drobna aktywność fizyczna w postaci krótkiego spaceru, bądź wykonywania codziennych zajęć wojownika.
Treningi siłowe i tym podobnym, byleby nie myśleć o tym cholernym deszczu...
Nie żebym nie lubił deszczu, ale zawsze pojawia się w nieodpowiednim momencie.
 Ale pomimo tego nie zrezygnuję z moich dzisiejszych planów ze względu na deszcz, po czym wyłoniłem się z mroku na spowity jasnym światłem skalistą drogę, która właśnie prowadziła do mojej przypadkowo napotkanej jaskini po niedźwiedziu.
Przed tym, jak w planie ma Matka Natura zesłać ten życiodajny dla roślin deszcz, na dworze zaczął szaleć porywisty wiatr, który niósł ze sobą pyłki i ziarenka piasku, bezlitośnie wpadały w oczy.
Wataha pomimo tak dużej ilość mieszkańców, to gdzie się nie znajdę, tam nie było żywej duszy, aczkolwiek wyczuwam czyjąś obecność... to tak, jak tropienie zwierzyny po śladach na ziemi, odciski racic dzików... ale to nie był dzik..
Wiatr niósł ze sobą zapach wilka... z tej właśnie watahy, ale nie widziałem go zbytnio.
Postanowiłem zignorować obecność drugiego osobnika mojego gatunku, gdyż nie wiedziałem, co mogę się spodziewać po nim, jak zareaguje na moje towarzystwo...
Inaczej sytuacja by wyglądała, gdyby ów ten osobnik potrzebował pomocy. ale w tym momencie powietrze niosło ze sobą zapach wilka, ale inny od pozostałych.. był on łagodny i słodki...
Po zapachu stwierdziłem, że płeć owego osobnika jest żeńska. Wzruszyłem ramionami i ruszyłem dalej, gdy nagle na mojej drodze pojawiła się wadera. Miała prostą śnieżną grzywkę, która częściowo okalała jej lekko oklapnięte uszy. Jej fioletowe oczy wyrażały, że to osoba łagodna i miła, ale skąd mogłem wiedzieć, czy to nie pozór? Zatrzymałem się na chwilę, spojrzałem na waderę i już miałem się przywitać i zapytać " Czy coś się stało" ale od razu odgoniłem od siebie ten pomysł, jednak z drugiej strony ominięcie jej bez słowa byłoby niegrzeczne...
- Cześć- powiedziałem krótko i bezbarwnie, ale starałem się mocno, żeby zabrzmiało to kolorowo...
Wadera użyczyła mnie miłym uśmiechem.
- Hej
 Uniosłem lewy kącik ust.
- Co tu robisz w taką pogodę? Zaraz zacznie padać.


<Temisto?>

25.02.2019

Od Czarnego Kruczka CD. Equel


- Nadal nie będziesz jadła? Wiesz, że to już trzy dni, albo więcej?- zapytał się Equel.
- Bywało gorzej...- odpowiedziałam ciszej.
- Na przykład?
- W miesiącu przegryzałam kilka patyków i jadłam myszy- odpowiedziałam.
- Ale tak się nie da- powiedział.
- W mojej Watasze to był cud, że znalazło się chodziaż mysz.
- Przecież wilk wtedy umrze w kilka dni-odpowiedział nieco zaskoczony.
- U nas nikt się nie przejmuje śmiercią, nawet szczeniaka...- powiedziałam cicho.-Każdy żył na własną łapę...- spojrzałam na niego bez uczuć- Nie tylko wy istniejecie
- ...- Nie odpowiedział. Wydawał się zamyślony. Wstałam i obwąchałam ściany natrafiałam na to, czego chciałam. Wodę. Zaczęłam drapać ścianę, z której zaczęła lać się woda. Na ziemi zebrała się spora kałuża. Wzięłam pierwszy lepszy kamień i zatkałam dziurkę. Schyliłam się i zaczęłam chłeptać wodę. Po chwili wstałam.
- Nie boisz się, że to jest zatrute?-zachichotał.
- Nie, jak widać nie wiedziałeś o tym. Poza tym... Nie przebywałeś tu długo. Nie ma tu twojego stałego zapachu.- Wstałam.
- No tak... to moja stara jaskinia-odpowiedział patrząc w niewidzialny punkt.
Zaczął padać deszcz. Spojrzałam na zewnątrz. Podeszłam do krawędzi jak tylko się dało i położyłam głowę na łapach.
- Yyyh, pada!- powiedział.
- Odczep się, oke?- warknęłam. Położyłam skrzydła tak by tworzyły mostki. Akane wypadła, ale wstała i zaczęła powolutku podchodzić pod krawędź „dachu". Zaczęłam łapać krople wody. Equel zobaczył łańcuch i odleciał, jak podejrzewam, zrobić to coś dla Kalego. Będę musiała się mu odwdzięczyć.


-Skip time-


Minęło sporo czasu, a deszcz przestał padać. Dziura, z której wcześniej leciała woda, zatkała się czymś. Miałam pustynię w gardle. Wstałam. Stanęłam i zaczęłam ciągnąć line przeplecioną magicznym żelazem. Pękło kilka nitek, ale nic więcej. Cofnęłam się i zaczęłam przegryzać linę. Jak ten mysi móżdżek mógł zostawić mnie tu i nie dać dostępu do wody?! Lina w połowie pękła. Zrobiłam się czerwona ze złości. Użyłam kuli ognia i lina się poczerwieniła, ale zaraz zgasła. Dobrałam się do liny. Jeszcze jedna nitka! Odepchnęło mnie do tyłu, a lina zaczepiła się o stalagmit. Wstałam i zaczęłam się szarpać, ale nic to nie dawało. Nagle złapał mnie ostry kaszel. Zaczęłam się dusić. Biegałam wokół stalagmitu, ale nie odczepiło. Użyłam osiem razy zaklęcia kuli ognia, ale skutkowało to krwawieniem łap. Zaczęłam widzieć mroczki, zwolniłam i stanęłam w miejscu. Ostatkami sił próbowałam oderwać linę, ale przez magiczne żelazo nie udało mi się. Zemdlałam.

<Equel?>

Od Equela do Kruczka


To w sumie było do przewidzenia. Padło na Kali'ego. Widać ucieszyło się dziecko że może robić ze swoją ofiarą co mu się podoba. Gdy Lia wyszła, basior podszedł do nowej osobniczki i przygwoździł ją do ściany
- No, to witamy w watasze - mruknął i sobie poszedł, wcześniej zakładając na nową jakiś sznur, a jego końcówkę trzymając w pysku, i wyszedł. Ja tylko wymieniłem spojrzenia z Rudzielcem i gdy oni też wyszli, westchnąłem ciężko przecierając kark łapą. Ugh... to będzie złe

~następny dzień~

Od rana obserwowałem co też nasz zabójca sobie ubzdura. Najpierw pokazał jej całe tereny, jednak nie zdjął sznura. Wadera nie wyglądała najlepiej, do tego nawet z tak dużej odległości czułem zapach zwłok. Czyżby Kaliś położył ją obok czegoś dziwnego? Czyżby Haraka go wtedy nie pilnowała? Czyżby.... nie, już dość. Obserwowałem tak tą dwójkę aż do wieczora, podczas którego Kali chciał wcisnąć waderze coś do jedzenia, ale ta się upierała że tego nie tknie. W końcu wyszedłem zza krzaków
- O jeju, jeju i po co tak drzecie mordy. Wiecie ile przez was straciłem okazji do upolowania jakiejś kaczki domowej?
- Gdybyś nie marudził, pewnie byś upolował. - mruknął rudzielec
- Ej, ale ty przecież możesz unieruchomić ofiarę i... - Kali zmarszczył brwi próbując ogarnąć o co tak właściwie chodzi
- BLA, BLA, BLA NIE SŁUCHAM CIE - krzyknąłem siadając - Rudzielcu przejmuję nad tobą władzę - powiedziałem uśmiechając się szeroko
- No chyba cię coś - powiedzieli oboje w tym samym czasie, co mnie rozśmieszyło, ale przybrałem minę i postawę aktora z czasów średniowiecza.
- Panienka została poproszona by ze mną poszła. Czy madam się zgodzi? - zrobiłem ukłon i popatrzyłem na nią z dołu z chytrym uśmiechem - Oj słonko, co ci? Chyba lepiej zjeść to co ci dam niż to co zaserwuje zabójca watahy
- Pfff
- Kaliś? - spojrzałem na niego wielkimi oczami
- Aż tak bardzo chcesz mi zabrać moją zabawkę?
- No tak. W sumie to tak właściwie nie powinienem z nią o tym gadać a z tobą. Więc jak?
- Chmmm... co z tego będę miał?
- Zrobię ci figurkę żółwia z porcelany i pozłocę brzegi
- Zgoda - wyciągnął łapę, którą uścisnąłem. Potem wziąłem koniec sznura i pociągnąłem waderę za sobą
- Dzięki! - zawołałem w stronę Kalego który już się oddalał.
- Chcesz mnie jeszcze bardziej upokorzyć? - spytała wymownie. Najwyraźniej nie podobało jej się że była traktowana jak niewolnik
- Nie. - Zamachnąłem się skrzydłami wzbijając w powietrze. Wadera nie miała wyboru i też wzleciała. W locie, i utrzymując tępo dolecieliśmy do mojej starej jaskini. Była już trochu zarośnięta... - dobra niedołęgo. Tutaj będziesz odpoczywać. Nikt tu obecnie nie mieszka, jednak... - zmieniłem jej sznur na szyi na taki z wymazującym metalem wplecionym w warstwy, i przywiązałem do jakiegoś druta
- Nadal nie będziesz jadła? Wiesz że to już ze 3 dni albo więcej?

<R U D Z I E L C U ? XD>

Wyniki Eventu

Haj żółwie, miśki, wilczki i szczury! Koniec dzisiaj terminu, a że nikt w konkursie opowiadań nie brał udziału tylko sami rysunkowcy, więc oto wyniki głosowania!

1 miejsce: Mateo! Tak więc dostajesz - eliksir miłości, Kitsune i 220 cs! Ale z racji tego żeś bardzo chciała, to jedna szklana butelka alkoholu z chabrów od Lii c:
2 miejsce: Misiek (czyt: Kali). Tak więc masz rysia, wodę młodości i 160 cs
3 miejsce: No i tutaj zremisowali - Demo i Exan. Tak więc oboje dostajecie duchowego towarzysza, zupkę babuni i 89 cs

No, to tyle z ogłoszeń! Następny Event planowany jest na Wielkanoc! Pa ;)

Od Czarnego Kruka C .D Equel


Jak powiedział Equel jestem w czarnej „dupie"... pierwsza opcja od razu odpada, nie chce tak skończyć, jestem za młoda, by umierać... he he... rozważam drugą i trzecią. Popatrzyłam na zająca głodnym wzrokiem. A co, jeśli go otruli? Pokręciłam głową. Miałam już podejść do zwierzęcia, gdy coś pisnęło. Wzdrygnęłam się. Siano zadrżało, a z niego wyskoczyła mała, kolorowa kulka. Widziałam je kiedyś na terenie Watahy Ciernistego Słońca. Nie pamiętam nazwy. Istotka powoli do mnie podeszła i obwąchała. Zatrzymała się na jednym ze skrzydeł. Zaczęłam powoli podnosić i zwijać skrzydło ze zwierzakiem. Legenda głosiła, że to zwierzę samo wybierało właściciela, miał on czyste serce. Ale było to niemożliwe, żebym ja je miała.
Jego krew była trucizną dla innych, a łzy lekarstwem na wszystkie rany. Często je zabijali, bo ich kości były lekarstwem na różne ciężkie choroby; teraz jest ich mało, ale powoli się rozmnażają. Zwierzątko zaczęło się do mnie łasić.
- Chcesz ze mną zostać?- stworek zaczął się jeszcze bardziej łasić.- To chyba znaczy tak. To dam ci na imię... Akane.- Spojrzałam nazwierzątko, które zaczęło skakać. Ktoś wszedł do lochów, wstałam i kazałam Akane wejść mi do skrzydła. Do lochów wszedł czarno-biały wilk, którego zaatakowałam kiedyś. Patrzył na mnie swoimi brązowymi ślepiami, jakby chciał wypalić we mnie dziurę. Stanął przed klatką i tak stał... jak słup soli... wróciłam do rozmyślania. Druga opcja kusiła, ale zarazem zastraszyła, więc została mi opcja trzecia... Nie za bardzo mi pasowało śledzenie mnie, alee... spróbujmy. Popatrzyłam na, jak mi się zdaje, Kalego.
- Ej ty!- krzyknęłam w jego stronę.
Basior podniósł nieco wzrok, wlepiając spojrzenie w moje oczy.
- Możesz powiedzieć waszej Alphie, że wybrałam opcje?- zapytałam, podchodząc do klatki i siadając przy wejściu.
- Tsa.- Sprawdził jeszcze raz wszystkie zamki i poszedł.


-Skip Time-


Do lochów weszła Alpha, a Equel cichutko wszedł za nią i pokazał Kalemu język. Był on odwrócony, wiec tego nie widział. Ledwo powstrzymał się, żeby nie parsknąć śmiechem. Equel wszedł w jakiś kąt, a ja patrzyłam na jego poczynania.
- Na co się patrzysz?- zapytała mnie Alpha i się odwróciła.
- Na...- wilk z rogu zaczął kręcić głową na nie.- Na inne lochy...
- Dobrze, to jaką opcje wybrałaś?- zapytała.
- Wybrałam opcję trzecią. Myślę, że to dobry wybór.- Popatrzyłam na Alphę Lie.
- Dobrze, będzie cię pilnować wader...
- Błagam tylko nie waderę! Tą białą pchłę nawet zniosę, ale błagam nie waderę!- krzyknęłam niespokojna.
- Nah. Dobrze... więc będzie cię pilnował...

<Equel? Pociagnij to jakoś>

24.02.2019

Od Equela do Czarnego Kruka


Przysłuchiwałem się tej niby rozmowie, ale jakoś mało mnie to interesowało. Gdyby wadera nie chciała wszystkich pozabijać, to pewnie miałaby tylko krótką rozmowę z Lią i kaput, droga wolna tak, jak w moim przypadku i większości wilków. Ale nie. Teraz musiałem tutaj siedzieć i ogarniać, co się właśnie dzieje. Poszukałem wzrokiem wilków. Nie było Tenshi, Rose i tego rannego. Tak to to raczej wszyscy się już tutaj zgromadzili. Mój wzrok padł na Nitaena. Biedak nudził się tak samo jak ja, i najwidoczniej właśnie kończyły mu się żelki. A teraz, wracając do naszego rudego słoneczka: teraz będzie mieć problemy z Kalim. Khe, khe.... to może być ciekawe.
- Rodzinną watahą? Wiesz, że to i tak nie usprawiedliwia twojego zachowania nie? - mruknęła Lia patrząc na nią z góry.
- Trzeba było mi pozwolić lecieć dalej. -Czyżbym wyczuł kropkę nienawiści na końcu tego zdania?
- Trzeba było nie atakować wilków z watahy.... dobra, czekaj tu chwilę, trzeba coś omówić - Alpha poszła gdzieś z bethami oraz Tori, gdyż miała tam podawać jakieś argumenty i Mazi, bo się uparła, a ja czekałem, aż wreszcie przyjdą, nudząc się przy tym niemiłosiernie.
- Haj tato - usłyszałem znajomy głos. Różowa wilczyca usiadła obok mnie
- Hmm? A ty nie miałaś tam iść zamiast siostry?
- No niby miałam, ale byłam po jakiś sojusz... Przed chwilą wróciłam.
- Że też chciało ci sie tu przychodzić. Nie wzięłaś słodyczy dla Nitaena prawda?
- Phe! A w życiu. Jeszcze chwila, a cukrzycy dostanie! Pamiętam jak za czasów szczeniaka na gwiazdkę wyłudzał ode mnie słodycze, no bo przecież, jak starszemu braciszkowi nie dać? - skarżyła się z kwaśną miną.
- O, już są- popatrzyłem na kamień na którym znowu zawitała Lia.
- Masz trzy opcje.
Pierwsza: siedzisz dalej w lochach, aż nie zgnijesz i komuś przypadnie 'zaszczyt' posprzątania cię, i pewnie wszyscy tu już umrą.
Druga: Dostajesz od nas karne i wybywasz migiem z watahy. Jeśli wrócisz patrol będzie miał pozwolenie na zabicie cię
Trzecia: - i tu się diablica uśmiechnęła- Zostajesz w tej watasze pod naszą opieką, pod stałym nadzorem, dostaniesz robotę społeczną plus trzy dni w lochach, żebyś sobie trochę odsiedziała. A teraz weźcie ją do jej celi, niech sobie to przemyśli. - To powiedziawszy ogłosiła koniec spotkania. Plotki się szybko rozniosły, więc już każdy wiedział co, jak i gdzie. Odprowadziłem rudzielca do jej słomianego pomieszczenia w podziemiach, po czym, gdy przypiąłem jej łańcuchy do muru, odszedłem zamykając za sobą drzwi, jednak zatrzymałem się jeszcze przed odejściem
- Korektując to, co powiedziała Alpha. Na razie jesteś pod naszym nadzorem, więc nie możesz tak właściwie NIC zrobić. A więc nie polujesz w zakresie naszych terenów jeśli zdecydujesz się opuścić watahę, JESZ to co ci dajemy - tu wskazałem na zająca. Innych posiłków o tej porze roku nie ma- nie masz tutaj praw i ogólnie jesteś w jednej wielkiej czarnej dupie... a - tutaj dodałem gdy wadera chciała coś powiedzieć - Od teraz będzie cię pilnował Kali. Wiesz, on nie ma tyle cierpliwości, więc najprawdopodobniej będzie sobie robił z tobą, co chce. Pa słonko! - odszedłem zostawiając waderę na łasce lochów.

<Rudzielcu?>

Od Mauvais CD Videtura

Nasza... przyszłość? Sprawdzałam to w momencie kiedy zastanawiałam się gdzie jest mantykora i to już wtedy nie wyglądało za kolorowo.
- Nie wygląda to za dobrze, wiesz? - z jakiegoś dziwnego powodu unikałam jasnej odpowiedzi na pytanie, ale zdecydowany wzrok Videtura przeszywał mnie niczym promień rentgenowski. Westchnęłam cicho i po chwili ponownie spojrzałam na samca - To wygląda jakbyś umarł, albo raczej leżał w kałuży krwi, co nie oznacza od razu, że nie żyjesz, bo nie widzę samej sceny śmierci. Więc bądźmy optymistami i uznajmy, że po prostu sobie leżysz.
Cisza. Dosyć długa i niezręczna, ale to akurat najmniej ważny aspekt tego wszystkiego.
- A ty? - padło pytanie. Odpowiedź na to pytanie była... dosyć krępująca, nie miałam ochoty tego mówić, ale coś mi podpowiadało, żebym nie kłamała w żadnym wypadku.
- Stoję niedaleko... ale nie po co by ci pomóc, tylko żeby cię dobić... A tak przynajmniej to wygląda, w końcu nieczęsto moje futro zostaje zabrudzone przez karmazynową krew, a rzecz którą dostałam do pewnej osoby tkwi w twoim ciele - mówiłam jakby o pogodzie, sprawiałam wrażenie spokojnej, chociaż w środku wszystko we mnie się gotowało.
- Chcesz mnie zabić? - niedawną ciszę przeszył nieco podniesiony ton mojego towarzysza.
- Gdybym chciała to zrobić to już by to się stało, mam nadzieję, że o tym wiesz! - czemu jego zaufanie jest takie małe? No dobrze, przyznaję, dosyć rzadko słyszy się, że jakaś osoba będzie próbowała cię zabić, ale jest przecież milion możliwości, aby wytłumaczyć zaistniałą przyszłość!

<Videtur? 20 dni później, przepraszam, nie miałam głowy do pisania niczego>

Od Lii do Noego

Ziewnęłam mocno, aż mi łezki z oczu poleciały. Zaczęłam się robić senna no ale...
- No więc, to takie święto.... nie pochodzące od naszej religii. W sumie to do naszej "wiary" nic nie ma, ale obchodzimy święta takie jak Boże narodzenie, Wielkanoc, walentynki dożynki luj wie co jeszcze.... ogólnie chodzi o to że jemy sobie wspólnie śniadanko, święcimy koszyki.... czasem są jakieś zabawy jak szukanie pisanek. Ogólnie cały dzień jest poświęcony jajku, jakby to było święto nienarodzonej kury. - podsumowałam swoimi dziwnymi myślami. Szczeniak przysłuchiwał mi się uważnie, po czym zadał kolejne pytanie
- Wszyscy w tym uczestniczą?
- Kto chce
- Czyli ja też bym mógł
- Nom. - przytaknęłam wypijając końcówkę zawartości kubka.
- W tamtym roku malowałam jajka.... znaczy skorupki.. tylko zapomniałam czy z kimś czy sama. Wiem że pomagały mi duszki wietrzne. Crystal! Byłaś wtedy w domu?
- Czemu mnie pytasz, nie pamiętam. - powiedziała Crys, która odeszła tylko na chwilę, by potem wrócić gdy ją zawołałam, i odgoniła tego czarnego ptaka od Shiona, dmuchając w jego stronę dymem. Ptak nie wyglądał na zadowolonego. Samica też nie, gdyż teraz w powietrzu unosił się zapach spalenizny. Ale spokojnie. Ptak był cały.
- A kiedy będzie wielkanoc?
- 21 kwiecień - mruknęłam - chyba. Albo to było... nie, czekaj... chyba dobrze mówię - znowu zaczęłam się plątać.
- O... rozumiem
- No, to będzie trzeba iść bo bazie, i inne pierdoły jak urosną. I kury trzeba załatwić...

< Noe? Coś jeszcze chcesz wiedzieć?>

Od Noego CD. Lii 'Powinienem przystopować.'

Kakao zdawało się nie być wątpliwej jakości, a jakoś nie czułem się otruty. Jak się właściwie czują otruci? Nie ważne, chyba picie jest w porządku.
Pokręciłem głową, żeby zrzucić z niej Royce'a, który tylko podleciał na chwile, po czym znowu usiadł mi na łbie. Mały pierzasty zdrajca. Gdyby nie on, mógłbym być już daleko od tej...
- Nie za gorące?- spytała nagle Alpha, zerkając na mnie zza swojego kubka.
- Je-jest dobre.- Jąkam się. Koniec, zaraz wyleję wszystko z tego kubka przez nerwy. Warknąłem na siebie w myślach, po czym odstawiłem parujące naczynie, gdzieś na bok. Po co mnie tu zaprosiła? Są też inne szczeniaki, dlaczego nie wzięła ich?
- No, i dobrze... nie spotkałeś jeszcze nikogo ze szczeniaków, nie? Było ich więcej, ale wszystkie wyrosły- odparła ze śmiechem. Czyli ich nie zjadła. Dobrze wiedzieć! Ale ja... Czyta w myślach? Jeśli... Em. Motylki, ptaszki, lalala, i tak dalej!
A jeśli szczeniaki z watahy wcale nie urosły? Gdzieś je tu trzyma. Będę następny? Albo i je zjadła, ale teraz nie chce się... Powinienem przystopować.- Miałam kilku podopiecznych... wszyscy wyrośli i opuścili watahę. Trochu smutne, nie?

Em...

Znowu pokiwałem głową i tym razem Royce zleciał z mojego łba, ale zaraz znalazł miejsce dla swojego. W kakałku.
Co się mówiło, jak ktoś pije? Na zdrowie? A to nie, gdy ktoś kichnie? Em... Zostawię to bez komentarza, bo jeszcze się wygłupie przy Alphie i dopiero będzie. Chyba już i tak się wygłupiłem. A jeśli czyta w myślach to poczwórnie.

- Teraz będzie się zbliżać Wielkanoc... bazie kotki...

Bazie kotki?
I jaka wielka noc?
Coś się stanie?

- Proszę Pani Alpho a... Ta wielka noc... Co tak dokładniej będzie się dziać? I kiedy?

Royce wyjął głowę ze szklanki i kraknął zadowolony. Zaraz podleciał do góry i chwile potem mogłem stwierdzić, że ląduje w pobliżu węża Alphy. Jeśli zrobi mu krzywdę, to go uduszę.

<Lia? Tłumacz dziecku. Masz co robić. On już tak trochę pewniejszy; to tylko kwestia czasu aż zacznie dzikie densingi odprawiać na świecącym muchomorku>

Od Kalego CD. Herberta

- Z dala od jaskini- prychnąłem pod nosem, szurając łapami o ziemię.- Od węża- warknąłem, angażując w swoją przechadzkę pazury.- Zmartwień.- Kopnąłem jakiś przemoknięty, spróchniały patyk, który od razu złamał się w połowie.

I od Doktorci.

Westchnąłem. Trzeba odejść trochę dalej niż teraz. To nadal góry.
Rześkie powietrze pomagało w zebraniu myśli, ale również na swój sposób mnie rozdrażniało. W dobrym sensie. Potrzebowałem tego; podejście do polowania na dziko to coś, co marzyło mi się od jakiegoś czasu, a lekko wyczulone od poddenerwowania zmysły polepszają dwukrotnie rozrywkę.
Bez planowania, bez obmyślania, gdzie tu wbić kły, a gdzie pazury. Istna wariacka samowolka.
Postanowiłem się poprzeciągać. Po górach nie lata zbyt wiele zwierząt. Dużo tu nie ma do upolowania. Może coś więcej będzie przy rzece. Zwierzyna lubi mieszkać blisko wody. Trzeba będzie zejść trochę na południe. Chociaż nie. Kto by się fatygował? Yh, i tak nie mam nic do roboty. Przy Aneksie nie będę szalał. Największa rzeka jest w miarę często odwiedzana. Wilki kręcące się wszędzie płoszą jedzenie. W jej pobliżu jest dużo mniejszych żyjątek. Nah. Miałem ochotę zaatakować coś dużego. O wiele większego niż byle zajączek. Przecież szarak to żadne wyzwanie. Gdzieś dalej powinno być coś konkretniejszego. Las kolorów jest na zachodzie, ale nie widzi mi się unikanie drzew. Nie chcę się czaić. Chcę sobie wreszcie porządnie zaszarżować. Może przy wodopoju na zachodzie? Tam powinno kręcić się sporo zwierząt. Ahh,

A jutro już na dobre skończę z Zerem w jakiś porządny sposób. Za długo go męczę i przez to nie mogę wziąć na siebie kolejnego zlecenia. Muszę szybciej się uwijać z celami, bo tylko marnuję sobie czas.

*machina czasu zaprasza na skip later, bo płynne przejście mi nie leży*

Rozgrzewka? Rozeznanie? Nie wiem, poczułem po prostu przymus przebiegnięcia kilku rundek wokół watahy. W mgnieniu oka mijam góry, wodospad, źródło Aneksy, dolinę lawy i wiele innych. Łapy ledwo dotykają ziemi, a oczy nie biorą udziału w przebieżce. Nadal nie wiem, jakim cudem przy takiej prędkości na nic nie wpadam. To chyba jakiś specjalny refleks. Sam nie wiem, czy nie zaliczyć go do swoich mocy, ale bez superprędkości nie działa, więc jakoś się ku temu nie przymierzam (¿ - nie wiem, czy tak jest ok, ale zaliczyłam kilkudniowego artblocka, więc nie czepiaj sb pls. Te opko nie będzie wykwintnie dobre).
Po trzynastej rundce zacząłem zwalniać, gdy poczułem coś miękkiego pod łapami. Lepiej zatrzymać się na tym niż na jakiejś skalistej obłożonej ostrymi kijami części watahy. Lawenda. Dość mocno pachnie w nocy. Kto był tego właścicielem? Red? A nie, on zdechł.
Rozejrzałem się po kwiatach, próbując doszukać się jakiegoś przekwitniętego czy czarnego wyjątku, ale znalazłem tylko... basiora. I to nadzwyczaj brzydkiego i łysego.
Nie żyje? Ah, nie. Śpi.
Hm... Może chociaż razem z nim zapoluje. Jeśli robi to dobrze, będzie można załatwić coś naprawdę wielkiego i to bez użycia mocy. Bardziej dziko. Bardziej agresywnie.

Szturchnąć? A co ja się tam będę! Od czego ma się łeb!

Po chwili zacząłem tworzyć w pełni audiowizualną iluzję drzewa, by zaraz mogło z głośnym walnięciem upaść na ziemię i narobić hałasu, po czym by znikło.

Ale niestety zniknęło przedwcześnie. Za słaby jestem teraz na takie bajery. Niedostatecznie skupiony, znaczy się. Cóż, może obudzi się od dźwięku nawalania w blachę? Tyle jeszcze z siebie mogę wykrzesać.

<Herbert? Sory, że tak długo czasowo i że tak słabo merytorycznie. Postaram się o coś lepszego, jak pomordujemy razem <3 >

Od Czarnego Kruka CD. Equel


Basior wyszedł. Stanęłam na wprost ściany i użyłam zaklęcia kuli ognia. Łapy stały się jak z waty. Upadłam... Leniwie wstałam... Zaczęłam chodzić w kółko. Uderzyłam o martwego królika. Pf. Nie zamierzałam tego tknąć. Kopnęłam zwierzaka pod wejście... Właśnie, to jest to! Zaczęłam merdać ogonem. Gdy ktoś po mnie przyjdzie, wyskoczę. Stanę przy drzwiach i wyskoczę. Ale co dalej? Jak tam będzie więcej wilków. Nie, to zły pomysł. Zaczęłam wymyślać plan ucieczki.

-Skip Time -

Do pomieszczenia ktoś wszedł. Oczywiście było wiadomo, kto to był.
- Jak tam?- zapytał się. Zgadnijcie kto? Nasz Equel! Prychnęłam.
- Wiesz... Ja nie lubię wszy, wiec może byś sobie poszedł?- powiedziałam wkurzona.
- Nie jestem wszom- odpowiedział.
- Jesteś i to bardzo rzadkim osobnikiem, bo jedynym na świecie. Wiesz jaką? Jesteś białą wszą- dogryzłam.
- Dobra idziemy na przesłuchanie.-powiedział. Przeklęłam pod nosem. Wyszłam, a on nałożył na mnie jakiś łańcuch. Szliśmy „korytarzem”, aż nie doszliśmy do jaskini. Był tam wielki kamień i wyjście na zewnątrz. Chciałam się wyrwać, ale podświadomość podpowiedziała mi, żebym została w tej watasze. Ale to tylko podświadomość. Podeszliśmy pod głaz. On odszedł, a łańcuch podpiął do skały. Na skałę weszła Lia, jeśli dobrze zapamiętałam. Popatrzyła na mnie i zawyła. Jak na dotknięcie magicznej różdżki, pojawiły się inne wilki. Gdy wszyscy się uspokoili Alpha zaczęła.
- Zawołałam zebranie, ponieważ znaleźliśmy tę waderę na naszym terytorium. Chciała mnie zabić i rzuciła się na dwa wilki, Equela i Kalego.- rozległy się oburzony warknięcia- Jak się nazywasz?-tym razem zwróciła się do mnie.
- A po co chcesz wiedzieć? Nikt nie chciał wiedzieć i czemu ty chcesz wiedzieć? A jeszcze jedno; jak ktoś po mnie przychodzi to możesz wysłać każdego tylko nie tą białą wszę.- powiedziałam spokojnie pokazując na Equela.
- Ja jestem Alphą, więc powiedz, jak masz na imię.- Zignorowała moje upomnienie.-Czarny Kruk... albo wszystko, co związane z ciemnym- mruknełam.
- To twoje imię... Dobrze, a co cię przywiało na nasze tereny?
- Wataha -odpowiedziałam krotko.
- Co?- zapytała.
- Uciekam przed rodzinną watahą-odpowiedziałam.

<Equel? Siema elo 5 2 0! Hah teraz twoja kolej "Biała Wszo" he he he>

23.02.2019

Od Equela do Czarnego Kruka


Ten wieczór był chłodny. Pomimo braku śniegu minusowa temperatura źle wpływała na mój układ krwiobiegu. Teraz pozostawało mi tylko patrzeć na alphę i tego nie znanego mi wilka. Zastanawiałem się czy mam bardziej martwić się o przywódczynię czy tą wilczkę. Zerknąłem z niepokojem na Lię. Spytałem pytająco czy mogę unieruchomić przeciwnika, jednak ta dała mi znak żebym tego nie robił. Cóż to diablisko kombinuje? Wydawała się na początku rozluźniona, po czym na jej pysku zawitał szeroki uśmiech, i waderę nowo poznaną otoczyły jakieś cienie ograniczając jej ruchy. Czyżby wreszcie po tak długim czasie nasz kochany wietrzyk użył żywiołu mroku? Lia otrzepała się i odeszła kilka kroków, gdy wadera która wcześniej na mnie nawrzeszczała próbowała jak najwyżej unieść głowę by dziwna mgła nie wleciała jej do pyska
- Equel, teraz możesz. Nie wiadomo jakie ma zdolności - mruknęła alpha siadając. Uśmiechając się że wreszcie mogłem użyć swoich mocy spojrzałem na waderę, po czym ta stanęła w bezruchu, a mrok który ją otaczał zniknął
- Mamy ładny posąg - Usłyszałem głos Mazi, która siedziała przyglądając się całej scenie
- A dziękuję, no. To już spieszymy z wyjaśnieniami! - zawołałem wesoło,podchodząc do wadery gdy cała reszta usiadła i zaczęła się temu przyglądać oddając mi głos, a Lia jakby nigdy nic zaczęła sobie pić jakiś soczek, który pewnie przyniósł duszek wietrzny. - Pewno za późno ogarnęłaś się że tutaj każdy ma jakąś moc... chyba że doliczamy szczura - dodałem cicho patrząc wymownie gdzieś w bok. Była dobra medyczką ale bałem się że ktoś może się pomylić i ją zjeść  - No, więc odpowiadając na pytania: Ja jestem Equel, ta miła pani którą chciałaś zagryźć to Lia i w pewnym sensie lepiej z nią nie zaczynać bo skończysz na stosie... jak kilka wilków. - tutaj też ściszyłem głos mrucząc. Wyglądało to tak jakbym komentował sam siebie - Wadera chwaląca moje dzieła artystyczne to Mazi, a tych dwóch z tyłu to Iwo i Rimmon. - wziąłem kilka wdechów
- Dobra, dobra bo się zapowietrzysz - Lia przybliżyła się do mojego pięknego futrzanego posągu który nie mógł nawet poruszać gałkami ocznymi. To ci ironia - Zapytanie o pochodzenie było trochę dziwne. Chcesz znać mój rodowód do klonowania? - zachichotała. Chyba jej się nudziło
- I jesteś w watasze mrocznych skrzydeł, zatrzymujemy się na przesłuchanie za nie przestrzeganie praw terytorialnych bla, bla, bla - Mazi chyba chciała to jak najszybciej odklepać - Serio, po kiego wała żeś się tu pakowała? Nie mogłam dokończyć swojej kolacji
- Podjadałaś? - spytałem patrząc na nią z ukosa
- Pfff  - ruszyła przodem, wymijając wszystkich i przeskakując w truchcie jakąś belkę.
- Jak tam słonko? Fajnie być posągiem który umie tylko myśleć? Znasz powiedzenie by nie lekceważyć przeciwnika? Szczególnie w watasze w której jest magia czy alchemia? - mruknąłem od niechcenia, po czym ruszyłem za resztą wilków, gdy Iwo za pomocą wiatru uniósł mój posąg i zaczął go nieść w stronę 'kochanego' królestwa wolności. Albo wsadzą ją do lochów albo do torturowni, ale bardziej obstawiałem lochy, i ten dziwny metal który hamował magię. W końcu w taki sposób udało im się pozbyć Katniss... ekhem, nie ważne.

~Time skip~

Rose miała pełno pracy od rana gdyż trafił nam się jakiś wilk przybłęda którego ugryzł umarlak, więc trzeba mu było dać jakieś zioła, a reszta wybyła z samego rana, więc poszedłem sprawdzić co u naszego jeńca wojennego. Może nie była z wojny, no ale...
- Haj słonko! Jak życie? - spytałem otwierając drzwi. Na słomie, skuta łańcuchami, leżała wadera, która chyba nadal miała mi za złe że ją zablokowałem. I ją, i jej magię - Masz i jedz, bo potem nie będzie - wepchnąłem do jej 'pokoiku' królika
- Że mam to niby zjeść?
- A no. Jak nie chcesz być potem głodna. A, i pamiętaj by być grzeczna podczas przesłuchania. Jak używasz jakiejkolwiek magii, to nie dość że nie możesz, to jeszcze metal cię rani... i z tego co widzę już chyba o tym wiesz - spojrzałem na rany na łapach - a, i nie atakuj nikogo następnym razem, to może ci się uda i cię puszczą w swoje strony. - po tej krótkiej radzie wyszedłem, zamykając kraty, pozostawiając ją samą, w zamkniętej przestrzeni.

< Kruczku? Jak ci się tam żyje?>

Od Czarnego Kruka CD. Equel


Moje uszy kręciły się dookoła. Nic nie było słychać ani widać. Leciałam nad chmurami, co chwilę się zniżając. Nagle coś we mnie uderzyło. Jak ja nienawiedzę dnia! W nocy mnie prawie nie widać. Zaryłam mocno o ziemię i fiknęłam kilka koziołków. Jakiś biały punkt toczył kręgi na niebie. Szybko się podniosłam i otrzepałam. Gdy znowu spojrzałam w niebo punktu już nie było. Zaczęłam kręcić uszami. (co? XDD ~Księciunio) Białe pióro spadło na mój nos. Wyczułam basiora, ale nie rozpoznałam zapachu. Kichnęłam. Kurde! Jak to ten morderca z watahy, to już po mnie. Wystartowałam z powrotem w niebo, ale od razu runęłam z powrotem. Próbowałam jeszcze trzy razy, ale się nie udało. Machnęłam jednym skrzydłem i drugim. Przeszedł mnie niewyobrażalny ból. Skrzydło opadło bezwładnie na bok. Pięknie! Po prostu super. Chwyciłam pierwszą lepszą lianę i obwiązałam się nią do o koła. Drugie skrzydło położyłam wzdłuż ciała. Wyglądało to jakbym miała czarne futro. Prychnęłam pod nosem i spojrzałam na górę. W krzakach pękła gałązka. Odwróciłam się w tamtą stronę i zaczęłam się cofać. Usłyszałam ciche warczenie za mną i dopiero teraz wyczułam dwie wadery i trzy basiory. Zostałam okrążona. Z krzaków wyszła piękna szara wadera z niebieskimi skrzydłami na grzbiecie i tylnych nogach. Nagle zostałam powalona. Zaczęłam się szarpać, aż zrzuciłam ją, gdy wyczułam basiora. Był on cały biały, miał skrzydła i dwukolorowe oczy. Przygwoździłam go do ziemi.
- Kim jesteście?- zapytałam spokojnie z nutką zdenerwowania.
- Po co ci to wiedzieć basiorze?- zapytał się wychodzący z krzaków basior był biały a jego ogon i głowa były czarne.
Rzuciłam mu się do gardła.
-NIE JESTEM BASIOREM!!! Ty... ty... zajęczyy móżdżku!- ryknęłamm mu w twarz. Wilki się na mnie rzuciły. W końcu wysunęłam skrzydła.
Złapałam szarą wilczycę za kark.
- Ty tam! Puść mój ogon, boo ją zagryzę!- syknęłam. Wszystkie wilki wycofały się.-Gadać: imiona, pochodzenie i wataha!- krzyknęłamm.


<Equel? Nie wiem co dalej wiec wzięłam pierwszego lepszego.>

Od Lii do Noego

Młody zaczął kaszleć. Przekrzywiłam głowę na bok, i poleciłam duszkom powietrznym zanieść kakao na jakąś kłodę obok kocy.
- Crystal, pilnuj Shiona... bo chyba chce wleźć do wrzątku - mruknęłam patrząc to z niepokojem na węża który właśnie postanowił się 'obudzić', to na Noego - Co ci? - spytałam szczeniaka
- Ja... chyba muszę wyjść... - odparł nadal kaszląc
- No... no oke... - usiadłam
- Royce... chodź - mruknął ciszej do kruka, jednak ten jakby się zaparł
- Poradzisz sobie - zakrakał jakby się śmiejąc, na swój ptakowaty sposób. Szczeniak znowu coś tam pokaszlał i wybył z jaskini
- Ma astmę czy jak? - spytałam ptaka
- Powiedzmy - zatrzepotał skrzydłami - ten wąż jest do zjedzenia?
- Jak go zjesz to ci rozpruję brzuch i tego węża stamtąd wyciągnę - mruknęłam tykając ptaka łapą w dziób. Po chwili szczeniak wrócił, jakby bardziej spokojny, po czym rzucił krukowi nienawistne spojrzenie, i usiadł na kocach i poduszkach.
- Kakao zdążyło na tyle wystygnąć byś mógł trzymać kubek w łapach - powiedziałam podając mu ozdobne naczynie z brązowawym płynem.
- Mnie zołza nie zrobi - naburmuszyła się Crystal, podchodząc i wąchając moją zawartość drugiego kubka, w którym była inka, nie kakao. Szczeniak nie pewnie, idąc za śladem Crystal powąchał kakao
- Naturalne kakao - mruknęłam - posłodziłam ci trochu, chociaż nie wiem czy takie lubisz. Wiesz... takie opakowanie z wiatrakiem, stara firma.
- No pij, nie jest trujące - Royce (bo tak się najwidoczniej nazywał towarzysz Noego) usiadł na głowie szczeniaka i coś tam jeszcze gadał, do puki szczeniak nie wziął łyka napoju.
- Nie za gorące? - spytałam - ja zwykle muszę długo czekać.... mam dziwnie wrażliwy język
- Je-jest dobre - szczeniak postawił kubek nieco dalej od koców
- No, i dobrze... nie spotkałeś jeszcze nikogo ze szczeniaków nie? Było ich więcej ale wszystkie wyrosły - zaśmiałam się. Postanowiłam nie dodawać do tego faktu, iż są tu organizowane czystki i moja znajoma podczas pierwszej takowej nocy przerobiła kilka szczeniaków na dywaniki... ugh... - Miałam kilka podopiecznych.... wszyscy wyrośli i opuścili watahę. trochu smutne nie? Teraz będzie się zbliżać wielkanoc... bazie kotki.... - zaczęłam się plątać w słowach i gadać od rzeczy. O czym ja mam z nim gadać?

<Noe? Weź napisz coś, dzięki czemu miałabym zarys co może być dalej...>

Nowa wadera o nietypowym imieniu! Czarny Kruk

Autor grafiki: Nie mogę znaleść! Naprawdę!

Właściciel: Naomi2000 na howrse
Imię: Czarny Kruk lub Mrok, wszystko, co związane z czarnym.
Wiek: 3 lata
Płeć: Wadera
Żywioł: Mrok, Ogień i Wolność; czwarty odkrywa
Stanowisko: Wojownik Powietrzny i Zabójca
Cechy fizyczne: Mrok jest ruda; od pyska do ogona idzie biała linia. Ma wielkie czarne, upierzone skrzydła, przez które mówią na nią Czarny Kruk. Czarne, rozmazane pasy są na nogach i ogonie. Ma niebieskio-zielone oczy. Jest dosyć szczupła i wysoka. Jej nogi są długie, przez co jest szybsza i zwinniejsza.
Cechy Charakteru: Mrok jest cichą zabójczynią. Jest poważna i spokojna. Dzięki jej czarnym skrzydłom może się chować w ciemnych miejscach. Nie lubi rozmawiać, chyba że z wojownikami. Jest obojętna wszystkiemu co się dzieje. Prawie. Potrafi być miła i opiekuńcza, ale bardzo rzadko. Zwykle jest zwinna i oschła, ale dla szczeniaków to już inny świat. Bardzo przypomina basiora. Trochę z wyglądu, ale charakter jest o wiele podobniejszy. Lubi to, co powinien lubić basior a nie wadera. Przypadek? Nie sądzę.
Cechy szczególne: Mrok wyróżnia się wielkimi czarnymi skrzydłami.
Lubi: Lubi towarzystwo basiorów, ale w sensie, że znajomych. Kocha latać w nocy; przez jej czarne skrzydła wtapia się w tło.
Nie lubi: Nie lubi towarzystwa wader; nie czuje się tam mile widziana.
Boi się: Czarny Kruk boi się o najbliższych - to jej słaby punkt.
Moce: 
- Potrafi zmieniać się w cień.
- Potrafi zamienić się w formę wilka cienia
- Umie zamienić się w kruka i lisa,  ale to ją strasznie męczy.
- Umie zrobić kule z ognia i tarczę.
- Umie otworzyć każdy zamek na czary i bez.
- Umie być cicho jak myszka nawet jakby chodziła po liściach i patykach nie wydałaby najmniejszego dźwięku.
- Mrok potrafi przesyłać i czytać komuś myśli (chyba że ktoś je zablokuje, a da się)
Historia: Urodziłam się w watasze... W... w Watasze Ciernistego Słońca... Tak tej watasze... Wilki tam były oschłe i niemiłe. Wysysały sobie nawzajem duszę. Ja urodziłam się bezpiecznie. Mogłam żyć na jakis czas z mamą z dala od watahy, ale musiałyśmy wrócić. Gdy byłam w pełni silna wróciłyśmy. Ja i moje rodzeństwo ledwo przetrwaliśmy. Gdy każde miało po dwa i pół roku, dostaliśmy zawody. Samiec Alpha umarł, a że nie miał zastępcy, wybrano mojego brata - Breacka. Pewnego dnia pokłóciłam się z nim, a o co? O pokój w watasze. Zaczęłam się z nim kłócić. Aż powiedziałam że zbuntuje stado. Ten chciał mnie zabić. Tak jak mu mówiłam... uciekłam ze stada z siostrami, każda poszła w swoją stronę. Jednak mój brat nie odpuszczał, nie odpuści i nie będzie odpuszczał. Po długiej ucieczce natrafiłam na Watahę Mrocznych Skrzydeł. Tu każdy wilk był sobą. Ale ja się nie zmieniłam, krew, która lala się co dnia w mojej watasze była krwią nienawiści, przesiąkłam nią co do kępki sierści. Mimo różnych żywiołów lubili się. Postanowiłam dołączyć i jak na razie zostałam.
Zauroczenie: Jest kilka basiorów które jej się podobają, ale żaden nie jest taki, jaki by chciała. Na razie dwa się jej bardzo podobają.
Głos: Ava Max-But Sweet Psycho
Partner: Brak
Szczeniaki: Może kiedyś? Ale raczej nie.
Rodzina: 
Mama- Kira
Tata- Dead (to imię)
Bracia- Breack, Stick, Arrow i Black
Siostry- Darkness, White, Fire, Cassie i Ayby
Jaskinia: Po co jej? Zresztą znajdzie sobie jakąś. Ma też drzewa nie?
Medalion: Link
Towarzysz: ///
Inne zdjęcia: Ciekawe obrazki pojawią się w opowiadaniach.
Przedmioty kupione w sklepie: brak
Dodatkowe informacje:
- podejrzewa jaki jest jej 4 żywioł
- nie znała ojca osobiście
- to co teraz Umie nauczyła się w Watasze Ciernistego Słońca
- jej słabością są bliscy i lekarstwa
Umiejętności:
105: Siła
150: Zręczność
100: Wiedza
145: Spryt
150: Zwinność
150: Szybkość
Mana:
Gdy walczy 3h=regeneruje się 30 minut
Walka 18h=180 minut regeneracja
Walka 19 h =24 h regeneracji
Walka 13 h=18 regeneracji
Najczęściej regeneruje się po 20 godzinach.