10.08.2018
Od Equela
Leżałem do góry brzuchem na mchu w grocie. W zimie może i było w niej cieplej niż na dworze, ale teraz było tu wyjątkowo przyjemnie. Lekki wiaterek wchodził do mieszkania, przenikając moje futro, i dając ochłodzenie, o idealnie zgrywało się z zapachem liści, trawy, oraz górskiego powietrza. Słońce o tej porze dnia jeszcze nie dochodziło dalej do jaskini, przez co czułem się jak w niebie... (chociaż już raz byłem w specjalnej gościnie u innych bogów) Mech był wilgotny od porannej rosy, a mój łeb, mimo tej cudownej ochłody, i braku przemęczenia... pękał.
- Taaaaatooooooooo - marudziła Tora popychając mnie przednimi łapami w bok, co przy okazji stanowiło dla niej oparcie.
- O co chodzi - spytałem wysłuchując już tego dnia, przez tylko 3 godziny, 9 skarg.
- Bo mama gdzieś poszła.
- No i...? - przeciągnąłem przy okazji dając znak, by doszła do sedna.
- Bo ja głodna jestem - samiczka popatrzyła na mnie swoim nie znoszącym sprzeciwu spojrzeniem.
- Ale przecież jadłaś godzinę temu.
- Ale to było tylko mleko z chlebem
- Chleb powszedni... - mruknąłem cicho, po czym wstałem ciężko - A więc dobrze moja droga gwiazdo. Co byś chciała. Tylko coś małego, bo nie będę tutaj jelenia taszczyć. To dopiero po grupowym polowaniu...
-... Na obiad, tak wiem - Tora weszła mi w słowo. - Może być jakiś zając polny, świstak, bober, czy coś.
- Bober w sensie zwierze czy roślina - zażartowałem, ale widząc poważne spojrzenie córki westchnąłem ciężko.
- Och, no dobrze, wychodzę - nie bałem się zostawiać szczeniaków samych, ponieważ wiedziałem, iż sobie poradzą. Są u nich przebłyski mocy, a umysły bardzo szybko pracowały, szczególnie u Tory i Tori. Chociaż nie wiedziałem skąd taki brak poczucia humoru u naszego tygryska. Ani Rose, ani ja, nie patrzymy na większość wilków jak na wrogów, ani zapędów władczych nie mamy. Może po dziadkach... Zamknąłem oczy, idąc przez polanę. Słońce zaczęło powoli smażyć, mimo mego białego futra, gorąc już zaczynał mnie dobijać. Polowanie było dość łatwe, zważywszy na moją dzisiejszą cierpliwość. Teraz tylko patrzyłem jak Tora usiłowała schować swojego tłustego zająca z dala od reszty rodzeństwa. I było by wszystko świetnie i super, gdyby nie zapach krwi, oraz ciemny kształt wilka przed grotą, z dość paskudną raną w mięśniu ramiennym.
< Ktosiu?>
Od Nitaena do.........
Siedziałem na małej "wysepce" po środku rzeki. Wodospad który istniał nieco dalej. Woda w ten upalny dzień miło schładzała moje łapy w niej zanurzone. Po niebie przeleciał ogromny drapieżny ptak, i zniknął gdzieś dalej. Po karku przeleciał mi znajomy, dziwny dreszcz. Szybko, lekko przeniosłem wzrok na drzewo, które znajdowało się nieco dalej. Obok niej unosił się czarny dym...
- Znowu... - mruknąłem do siebie. Duch patrzył na mnie swoimi czerwonymi, bezuczuciowymi oczyma. - Poszedł won! - krzyknąłem i skoczyłem na ziemię, strasząc zjawę, która zaraz po tym się rozwiała. Zdarzało się to coraz częściej, jednak jaka by nie była to dusza, nic mi nie robi. Wydaje się, że nawet nie mają takiego zamiaru. Raz mi nawet zadanie na zielarstwo zrobili. Mimo swoich zalet, mieli też minusy. Nie dało się mień ani grosza prywatności. Odwróciłem głowę. Dym, w który rozwiał się mój tymczasowy prześladowca znowu się zmaterializował, i teraz patrzył na mnie od tyłu. Zmarszczyłem brwi patrząc na niego spode łba.
- Nie masz zamiaru się odczepić prawda? - spytałem. Ten tylko nadal na mnie patrzył, i najwyraźniej nie miał zamiaru przestać. Westchnąłem cicho, i postanowiłem go zignorować, poprzez przywrócenie głowy do normalnego stanu rzeczy, i pójście do jaskini, gdzie najprawdopodobniej czekała mnie kawa z zimną bitą śmietany, lub cola z kostkami lodu. Mimo, iż nadal czułem na sobie ten wzrok, nie przejmowałem się nim. Jakoś nie były mi straszne zjawy i inne nad przyrodzenia.
- Masz nowe zwierzątko? - usłyszałem jak zwykle lekko złośliwy ton Kai, siedzącej na kamieniu wyżej, nad jaskinią.
- Chmmm....? Chodzi ci o to kudłate czerwone coś siedzące przede mną? - uśmiechnąłem się krzywo
- Nie nadaję się na posłusznego pieska swojego pana - zaśmiała się siostra, po czym zeskoczyła i stanęła obok mnie - Coś cię zatrzymało? Nie byłeś na obiedzie.
- Wyjątkowo nie byłem głodny.
- Jakaś nowość.
- Jezioro jest bogate w ryby - wytłumaczyłem.
- W zjawy też? - czerwona wadera popatrzyła za mnie za ducha stojącego nieopodal w cieniu.
- Ten wyjątkowo nie chce zniknąć.
- To musi być trochę upierdliwe.
- Nawet nie wiesz jak. - usiadłem, i nie minęła chwila, nim usłyszałem szelest liści. Odwróciłem szybko głowę, podobnie jak Kaja. Duch gapił się w jedno nie zrozumiałe dla mnie miejsce w ciemności.
- Nie ładnie podsłuchiwać! - krzyknęła w krzaki, skąd wyłonił się...
<Ktoś? >
9.08.2018
Od Mauvais CD Videtura
Czułam, jakby mi przysłowiowy kamień spadł z serca. Czemu? Właśnie szłam prosto do alfy, by powiedzieć jej na czym polega moja "wizja". Trochę to dziwne, ale w ogóle nie obawiałam się jej reakcji, ani tego czy uda mi się być wystarczająco wiarygodną.
W kilka minut doszliśmy do jaskini Lii, która zaraz w wejściu popatrzyła na nas pytająco. Pokrótce przedstawiłam jej swoją alternatywną wersję wydarzeń, jednocześnie obserwując jak szybko na twarzy skrzydlatej wadery przebiegają emocje. Jeszcze nigdy nie widziałam by komukolwiek tak szybko zmieniał się nastrój.
- Dlaczego akurat wy? - zapytała pod koniec mojej relacji. W końcu jakieś pytanie, na które mogę odpowiedzieć zgodnie z prawdą.
- Nie mam pojęcia... - powiedziałam szybko, ale nie zbyt szybko, by przypadkiem nie zabrzmiało to podejrzanie. Nie kłamałam, na serio nie wiedziałam dlaczego akurat mapa postanowiła wypaść akurat w tym samym momencie, kiedy razem z Videturem byłam w bibliotece. I dlaczego akurat przy mnie i przy nim - W wizji zobaczyłam siebie i Videtura, więc z góry założyłam, że chodzi o nas i tylko o nas, lecz nie wiem dlaczego akurat mnie i go. Ale mimo wszystko wolę nie ryzykować bezpieczeństwa watahy - pół kłamstwo, pół prawda, więc to chyba nie zalicza się jako całkowity fałsz, co nie?
Lia przez chwilę myślała, jakby również zastanawiała się nad tymi wszystkimi alternatywnymi biegami wydarzeń. W końcu popatrzyła na mnie i na towarzyszącego mi basiora i pokiwała głową.
<Vide?>
Od Videtura CD Mauvais
- Czekaj... Czemu mieliby ci uwierzyć? - zapytałem się, przewracając łbem pytająco.
- Ponieważ jestem wyrocznią? - powiedziała Mauvais, jakby to było oczywiste. Zrzuciłem wzrok w oddal, próbując przypomnieć sobie moment, w którym rozmawialiśmy na temat naszych stanowisk. Nic sobie nie przypominałem. Możliwe, że w ogóle nie było nigdy konwersacji na ten temat. Głupia pamięć... Ok, uznałem, że lepiej będzie jeżeli wmówię sobie, że już kiedyś o tym rozmawialiśmy.
Zastanowiłem się chwilę nad pomysłem. Spojrzałem na waderę.
- Wiesz co... W takim razie to najlepszy pomysł, jaki kiedykolwiek usłyszałem — wadera westchnęła z ulga.
- To dobrze... Teraz wystarczy tylko powiedzieć to dla alfy i mamy załatwione - powiedziała dumnie.
- Taa... - ruszyliśmy dalej.
< Vais? >
- Ponieważ jestem wyrocznią? - powiedziała Mauvais, jakby to było oczywiste. Zrzuciłem wzrok w oddal, próbując przypomnieć sobie moment, w którym rozmawialiśmy na temat naszych stanowisk. Nic sobie nie przypominałem. Możliwe, że w ogóle nie było nigdy konwersacji na ten temat. Głupia pamięć... Ok, uznałem, że lepiej będzie jeżeli wmówię sobie, że już kiedyś o tym rozmawialiśmy.
Zastanowiłem się chwilę nad pomysłem. Spojrzałem na waderę.
- Wiesz co... W takim razie to najlepszy pomysł, jaki kiedykolwiek usłyszałem — wadera westchnęła z ulga.
- To dobrze... Teraz wystarczy tylko powiedzieć to dla alfy i mamy załatwione - powiedziała dumnie.
- Taa... - ruszyliśmy dalej.
< Vais? >
7.08.2018
Nowa waderka! Kora!
| praca własna (Mateo) |
Imię: Przy urodzeniu nazwano ją Charlize, co zdrabniano do Carrie; waderka jednak nie przepada za tym imieniem i przedstawia się jako Kora.
Wiek: 10 miesięcy, wygląda jednak na starszą.
Płeć: Wadera, nawet jeśli słabo widać.
Cechy fizyczne: Kora to dosyć specyficzna wadera. Zacznijmy od tego, że z większej odległości wygląda jak basior; nie pasuje tylko pasmo grzywki splecione w warkoczyk. Z wyglądu jest więc typową chłopczycą, podobnie zresztą z charakterem, ale o tym potem. Nasza dziewczyna jest również jak na swój wiek dosyć wysoka, przez co wygląda na starszą. Sierść ma raczej krótką, wydłużoną jednak na karku, ogonie i zagięciach łap, gdzie tworzy swego rodzaju frędzelki. Istotną część wyglądu Kory stanowi również luźna bluza z kapturem. Nie tylko jej aparycji, zresztą, gdyż tej części ubioru wadera nigdy nie zdejmuje i jest to jej najukochańszy przedmiot pod słońcem. Nawet, jeśli czynniki atmosferyczne rozciągną rękawy i będzie się o nie potykać na każdym kroku, zdecydowanie odmówi ściągnięcia okrycia. Jeśli już przy tym jesteśmy, to życie zdążyło już waderkę zahartować: jest szybka i zwinna, a siłą ukrytą w swym szczenięcym ciałku potrafi niejednego zaskoczyć. Jej możliwości ogranicza jednak bluza, o której ściągnięciu - jak już było powiedziane - Kora nie chce słyszeć.
Cechy charakteru: Na tą waderkę zdecydowanie warto uważać. To jeden z największych figlarzy i żartownisiów, którzy chodzili po terenach Watahy Mrocznych Skrzydeł; można powiedzieć, że żyje dla śmiechu. Twierdzi, że dla niej nie liczy się nic prócz własnej satysfakcji. Samopoczucie innych wilków obchodzi ją tyle, co chmurki na niebie. Prawie nie ma wstydu; potrafiłaby zrobić kawał Alfie i nawet ukarana, dalej śmiać się do rozpuku. Jeśli już przy tym jesteśmy, to kary też ma w nosie. Ma usposobienie kombinatorki, jest bystra, szybko się uczy i kojarzy fakty. Ciężko jednak zaobserwować to w praktyce, bo na choćby wzmiankę o szkole znika jak kamfora. Bujna wyobraźnia i krnąbrność, chociaż nierzadko pakują ją w tarapaty, niejednokrotnie uratowały jej już skórę, pozwalając wybrnąć z niezręcznych czy niebezpiecznych sytuacji. Uwielbia różnorakie zakłady, a jeszcze bardziej lubi je wygrywać. Niezła z niej ryzykantka. Jeśli można wpakować się w kłopoty, wiedz, że ona to zrobi - wszystko dla przygody. Poza tym jest okropnym uparciuchem. Kiedy się na czymś zafiksuje, to nie ma ratunku; będzie męczyć, kogo tylko będzie trzeba, by to dostać. Potrafi traktować wilki prawie przedmiotowo, jeżeli ma jej to pomóc w osiągnięciu celu, którym jest
Cechy szczególne: Jeśli zobaczysz w tłumie wilczka tonącego wręcz w pomarańczowawym materiale, to wiedz, że to ona. Wyróżniają ją również nietypowe pręgi oraz dziwny symbol na lewym boku.
Lubi: Ubóstwia swoją bluzę, od tego należy zacząć. Oprócz tego uwielbia wygrywać, ryzykować, stawiać na swoim i kłótnie ogólnie; jak to szczeniak, lubi sobie pohasać i bawić się z rówieśnikami. Kocha się śmiać. Interesuje się nietoperzami i hazardem.
Nie lubi: Kora nie znosi rozkazów ani zieleniny. Denerwują ją porażki.
Boi się: W życiu się do tego nie przyzna, ale boi się burzy. I tego, że zostanie sama (również dlatego, że nie będzie miała od kogo być lepsza).
Historia: Przyszła na świat w dosyć odległej watasze, mogąc żyć spokojnie jako córka pary wilków, co prawda o niskiej randze, ale dobrych sercach. I nawet przez chwilę tak było, po kilku tygodniach jednak z uroczej anielicy wyrósł mały potworek, podgryzający innym szczeniakom uszy podczas leżakowania. Z biegiem czasu charakter waderki, znanej wtedy jeszcze jako Charlize, dalej się pogarszał. Rówieśnicy często się na nią skarżyli i dostawała kary, co jedynie wzmacniało jej krnąbrność i dawało pretekst do dalszej niesubordynacji. Nie była jednak dużym problemem dla watahy, co bowiem znaczy jeden nieposłuszny szczeniak?
Po osiągnięciu wieku pięciu miesięcy z Korą zaczęło się coś dziać - przedszkolanki dziękowały za to bogom, możliwe jednak, że była to zbagatelizowana zapowiedź zbliżającego się niebezpieczeństwa. Waderka wyciszyła się, stała się milsza i bardziej uprzejma. Przynajmniej w oczach wilków dookoła.
Kilka dni po tym, jak ktoś wreszcie z lekkim niepokojem zauważył, że waderka nie wyrosła ze starych nawyków, a jej zachowanie jest dyktowane strachem, było już za późno. W niewyjaśnionych okolicznościach pewnego ranka zniknęła z terytorium watahy. O tym, co się wtedy stało, wie prawdopodobnie jedynie ona sama, jednak prędzej odgryzie ci uszy, niż o tym opowie. Przez pewien czas błąkała się po lasach, jedząc najpierw jagódki i resztki pozostałe po posiłkach drapieżników, potem łapiąc własną zdobycz, a jednocześnie odzyskując humor. Trwało to tak długo, aż przypadkiem zawędrowała na tereny Watahy Mrocznych Skrzydeł i zaciągnięto ją do sierocińca.
/pominięte fragmenty historii są obmyślone i celowo nie zostały tu opisane/
Coins: 5
Zauroczenie: Tsa. Ona nawet przyjaciół nie ma.
Rodzina: Jej rodzicami była para wilków należących do dosyć odległej watahy o imionach Maka i Paka. Miała również brata, który nazywał się Laka. Program pomysł.exe przestał działać.
Głos: Co tu dużo gadać... głos jak głos. Często naznaczony kpiną.
Jaskinia: O taka. Jeśli już musi spać w konkretnym miejscu, w zasadzie woli raczej przebywać w najciemniejszym kącie sierocińca
Towarzysz: Brak, chociaż chciałaby nietoperka.
Dodatkowe informacje:
- występują u niej przebłyski mocy, która polega na możliwości wnikania do snu innego wilka. Nie umie jednak sprecyzować, kto to konkretnie ma być; dodatkowo jej ingerencja w czyjś sen często prowadzi do wystąpienia anomalii, przez co staje się on jeszcze bardziej pogmatwany niż normalnie;
- czasem lunatykuje;
- ma swój powód, by nosić bluzę - nie jest to jedynie szczenięca fanaberia;
- jej okrycie wydaje się mieć specjalne właściwości.
Od Coffe do Finna
Weszłam do altany. Zobaczyłam Finna siedzącego przy stoliku. Nogi trzęsły mi się ze zdenerwowania a w brzuchu latały motyle. Podeszłam do stolika i usiadłam na przeciwko Finna. Próbowałam jakoś zacząć tą rozmowę tylko nie wiedziałam jak.
Co mam mu powiedzieć? Pomyślała wadera.
-Hej-powiedziała Coffe.
-Cześć-Odpowiedział Finn. Wadera była podekscytowana a zarazem zdenerwowana.
-Ładnie tutaj- powiedziała Coffe.
-To prawda- odpowiedział basior
-Lubię obserwować zachód słońca a zwłaszcza w takim miejscu- powiedziała cicho wadera.
-Ktoś musiał sporo czasu poświęcić na przygotowanie tego miejsca-powiedział Finn. Coffe już się nie denerwowała jak na początku. Wadera zastanawiała się czy on też się na początku stresował tak jak ona.
Jestem ciekawa co odpowie na to pytanie. Pomyślała wadera
-Czy ty chciałbyś......mieć kiedyś.....szczeniaki? Nie to że bym chciała tylko tak po prostu pytam-powiedziała nie pewnie Coffe. Trochę bałam się jego odpowiedzi. Nie chcę żeby pomyślał że chcę mieć już szczenięta pomyślała Coffe.
6.08.2018
Od Mateo donikąd.
Siedzę na kamieniu. Zaskoczeni, co? Zazwyczaj przecież na początku łażę. Idę tak, idę sobie, aż tu nagle się potykam bądź wpadam na innego osobnika mojego gatunku. A przecież chodzenie jest czynnością całkiem banalną, polegającą w zasadzie jedynie na rytmicznym unoszeniu łap i odkładaniu ich na ziemię trochę dalej; wszystko to w ramach zawartej w instynkcie spuścizny po przodkach. Łapa-ziemia, łapa-powietrze, łapa-ziemia. A jednak zawsze coś idzie nie tak.
Nie uważacie tego za dziwne?
Ja nie. Zdążyłem się przyzwyczaić. I tak siedzę na kamieniu.
Nagle... Tu nie ma się co nagle dziać. Wszystko, każdy element otoczenia jest idealnie spokojny. Każde małe źdźbło trawy porusza się dokładnie z tą samą gracją, jak wszystkie dookoła. Każdy listek obraca na wietrze wzorem wszystkich innych listków, wykonujących perfekcyjnie gładkie ruchy. Kamienie nie poruszają się. Po prostu są idealne.
Do całego krajobrazu nie pasuje jedynie samotny, nie w całości nawet czarny wilk. Zaburza równowagę; sprawia, że jeden z głazów przyciąga uwagę bardziej od innych. Że się wyróżnia.
A może ja też stałem się już częścią tego krajobrazu?
Zamykam oczy...
Zaraz potem je otwieram. Nie będę kolejnym elementem, który ginie w tłumie takich samych części. Mam dość tej reklamowej perfekcji.
Skupiam uwagę na jednym, małym listku osiki. Drży leciutko, jak w przysłowiu. Jak wszystkie.
Opadnij.
Nie słucha mojej woli. Wciąż drży, jego ruchy wyglądają tak samo, jak przed chwilą. Jak przed godziną. Czy zawsze tak było? Skupiam się mocniej.
Masz opaść.
Drży, nie słucha mnie. Powinien był dawno oderwać się od gałęzi i opaść; takie rzeczy zwykle przychodzą mi z łatwością.
Drży, nie słucha mnie. Powinien był dawno oderwać się od gałęzi i opaść; takie rzeczy zwykle przychodzą mi z łatwością.
Zbieram całą siłę swojej woli i kieruję ją, wyrzucam w stronę tego jednego listeczka. Ta perfekcja nie może istnieć.
SPADAJ Z GAŁĘZI, DO JASNEJ CHOLERY!
Nie spada.
Nie spada.
~ ~ ~
Otwieram oczy. Leżę na posłaniu w swoim pokoju i patrzę w sufit. Sen.
Tsa.
Nie lubię już listków.
<Nudzi się mię. Gdyby ktoś naprawdę bardzo chciał odpisać, to proszę xD
Ale to raczej samodzielne, nic nieznaczące opko>
Od Mauvais CD Videtura
Jakaś wymówka... Szczerze powiedziawszy, jeszcze nie zastanawiałam się jakim cudem uda nam się przekroczyć niepostrzeżenie granicę watahy, dodatkowo mając przygotowane usprawiedliwienie. Nie miałam żadnego pomysłu, jak ono miałoby niby brzmieć. Jakieś przykłady? Ktoś, coś? Co się mówi kiedy znajduje się jakąś dziwną, popisaną mapę i postanawia się iść za jej wskazówkami? Do głowy przychodziły mi same makabryczne rzeczy, które były wręcz nieprawdopodobne.
- Cóż, ja tam na ten moment nie mam żadnego pomysłu - powiedziałam, przyglądając się jednemu punktowi gdzieś daleko na horyzoncie - Może coś wymyślę do jutra... - dodałam niepewnie po chwili ciszy. Videtur pokiwał głową. Staliśmy w ciszy, ale to pozwoliło mi się skoncentrować. Może jeżeli uda mi się skupić to wpadnie mi do głowy jakiś pomysł.- Chyba, że... - zaczęłam. Miałam zarys sytuacji, pozostało to jedynie obrać w odpowiednie słowa - Powiem, że miałam wizję i musimy na kilka dni opuścić watahę, bo inaczej będzie czyhać na wszystkich wielkie niebezpieczeństwo [XD] [Kwiiik, gorszej wymówki nie mogłam wymyślić]
<Vide?>
Wenanawymowki.chr removed successfully
Wenanawymowki.chr doesn't exist
Legenda tajemniczych wstawek w moich opowiadaniach:
[...] - moje komentarze i inne śmieszki
przykład tekstu - magiczne errory i inne takie
kolejny przykład - inne ukryte śmieszki
Legenda tajemniczych wstawek w moich opowiadaniach:
[...] - moje komentarze i inne śmieszki
przykład tekstu - magiczne errory i inne takie
Od Videtura CD Mauvais
No tak... TO był zapach Mauvais!
- Spakowany? - usłyszałam ciche pytanie. Zacząłem rozglądać się na wszystkie strony jak poparzony. W końcu dostrzegłem białą waderę.
- Vais! - krzyknąłem i podszedłem do wilczycy. Nagle przypomniało mi się o co mnie pytała - A! Właśnie... Dzisiaj zamierzam się spakować. A ty?
- Prawię kończę - odpowiedziała.
- Mhm... - przez chwilę trwała cisza.
- Jak uważasz... Kiedy wyruszymy? - spytałem się dla pewności. Często to robię. Nienawidzę być czego niepewny, zawszę muszę się upewnić nawet oczywistych rzeczy.
- Dzisiaj raczej nie... Jeśli się pośpieszymy możemy wyruszyć nawet jutro... - nie wiem czemu ale ta myśl lekko mnie przeraziła.
- C-cóż... musimy jeszcze jakoś wyrwać się niepostrzeżenie. Jakaś wymówka lub coś podobnego...
< Mauvais? >
- Spakowany? - usłyszałam ciche pytanie. Zacząłem rozglądać się na wszystkie strony jak poparzony. W końcu dostrzegłem białą waderę.
- Vais! - krzyknąłem i podszedłem do wilczycy. Nagle przypomniało mi się o co mnie pytała - A! Właśnie... Dzisiaj zamierzam się spakować. A ty?
- Prawię kończę - odpowiedziała.
- Mhm... - przez chwilę trwała cisza.
- Jak uważasz... Kiedy wyruszymy? - spytałem się dla pewności. Często to robię. Nienawidzę być czego niepewny, zawszę muszę się upewnić nawet oczywistych rzeczy.
- Dzisiaj raczej nie... Jeśli się pośpieszymy możemy wyruszyć nawet jutro... - nie wiem czemu ale ta myśl lekko mnie przeraziła.
- C-cóż... musimy jeszcze jakoś wyrwać się niepostrzeżenie. Jakaś wymówka lub coś podobnego...
< Mauvais? >
Od Solary *
Byłam otoczona mgłą, wielką, gęstą mgłą. Rozglądałam się chwilę, ale nie rozpoznałam tego miejsca.
Mroczne, stare i ogromne drzewa dodawały temu miejscu trochę tajemniczości i straszności. Chciałam kogoś zawołać, najpierw padło na Lię, gdyż ona mniej więcej pojawiała się w moich snach, tylko że w innych postaciach. Potem Lunę. Też nic.
Nagle usłyszałam za sobą ,,Ale nikt nie przybędzie''. Głos postaci był niski i wielką chrypą. Ujrzałam we mgle sylwetkę wilka. To był Alex! Zawołałam jego imię, na co on tylko odwrócił głowę. Powiedział ,,ćafuaz szeżom ein umerótk, akliw an jażawU'', po tych słowach przy nim pojawiła się szara wadera. Głowę trzymała wysoko nad ziemią, jakby chciała udowodnić, że to, co powiedział basior, jest prawdziwe. Odwrócili się i pobiegli w stronę mgły, w której się pojawili. Za sobą znowu usłyszałam warkot. ,, Ale nikt nie przybędzie ci z pomocą''. Spojrzałam do tyłu, stał tam wielki, czarny wilk z czerwonymi, krwawymi oczami. Bez wyczekiwania rzucił się w moją stronę z wielkimi szponami. Już miał skakać, ale...
Obudziłam się na ziemi. Głowa strasznie mnie bolała. Co miał na myśli Alex? Co on wogule powiedział?
Wstałam i otrząsnęłam się z kurzu i piachu. W brzuchu burczało mi jakby trzęsienie ziemi zamieszkało w moim żołądku. Pokłusowałam w stronę polanki, na której polowałam wcześniej. Poniuchałam sniff sniff. Wyczułam niedaleko królika, a także, wilka. Zastrzygłam uszami, by wyłapać chociaż najcichszy dźwięk. Czyżby Nox? Podkradłam się w stronę zapachu. Nowy wilk w watasze. Czułam lekki zapach Lii. Przestałam się skradać i spokojnie poszłam do źródła zapachu.
- Witaj, z kim mam przyjemność teraz rozmawiać? - usiadłam na glebie, a basior odwrócił się w moją stronę lekko wystraszony. Potem jednak zmienił swoje nastawienie.
- Mam na imię Six. - zamachał ogonem na powitanie.
- Jestem Solara, miło mi. - odwzajemniłam gest - Widzę, że jesteś nowy w watasze. - lustrowałam go wzrokiem, po czym uśmiechnęłam się ciepło
- Tak, zwiedzam tereny. - odpowiedział basior i wskazał kierunek, w którym zmierza.
- To nie będę przeszkadzać. - wstałam i popatrzyłam na wilka - Miłej podróży! O, i uważaj na dziwne stwory! - postraszyłam go trochę, po czym się zaśmiałam.
Też wstał, skinął głową i poszedł w swoją stronę. Chwilę odprowadzałam go wzrokiem, ale przypomniałam sobie o króliku, który już dawno uciekł słysząc każde nasze słowo. Wciagnęłam powietrze i pokłusowałam w stronę rzeki, przy której pierwszy raz spotkałam jego...
< Six? Nox? Łoś?! Ktoś? Mateo? xDD>
Mroczne, stare i ogromne drzewa dodawały temu miejscu trochę tajemniczości i straszności. Chciałam kogoś zawołać, najpierw padło na Lię, gdyż ona mniej więcej pojawiała się w moich snach, tylko że w innych postaciach. Potem Lunę. Też nic.
Nagle usłyszałam za sobą ,,Ale nikt nie przybędzie''. Głos postaci był niski i wielką chrypą. Ujrzałam we mgle sylwetkę wilka. To był Alex! Zawołałam jego imię, na co on tylko odwrócił głowę. Powiedział ,,ćafuaz szeżom ein umerótk, akliw an jażawU'', po tych słowach przy nim pojawiła się szara wadera. Głowę trzymała wysoko nad ziemią, jakby chciała udowodnić, że to, co powiedział basior, jest prawdziwe. Odwrócili się i pobiegli w stronę mgły, w której się pojawili. Za sobą znowu usłyszałam warkot. ,, Ale nikt nie przybędzie ci z pomocą''. Spojrzałam do tyłu, stał tam wielki, czarny wilk z czerwonymi, krwawymi oczami. Bez wyczekiwania rzucił się w moją stronę z wielkimi szponami. Już miał skakać, ale...
Obudziłam się na ziemi. Głowa strasznie mnie bolała. Co miał na myśli Alex? Co on wogule powiedział?
Wstałam i otrząsnęłam się z kurzu i piachu. W brzuchu burczało mi jakby trzęsienie ziemi zamieszkało w moim żołądku. Pokłusowałam w stronę polanki, na której polowałam wcześniej. Poniuchałam sniff sniff. Wyczułam niedaleko królika, a także, wilka. Zastrzygłam uszami, by wyłapać chociaż najcichszy dźwięk. Czyżby Nox? Podkradłam się w stronę zapachu. Nowy wilk w watasze. Czułam lekki zapach Lii. Przestałam się skradać i spokojnie poszłam do źródła zapachu.
- Witaj, z kim mam przyjemność teraz rozmawiać? - usiadłam na glebie, a basior odwrócił się w moją stronę lekko wystraszony. Potem jednak zmienił swoje nastawienie.
- Mam na imię Six. - zamachał ogonem na powitanie.
- Jestem Solara, miło mi. - odwzajemniłam gest - Widzę, że jesteś nowy w watasze. - lustrowałam go wzrokiem, po czym uśmiechnęłam się ciepło
- Tak, zwiedzam tereny. - odpowiedział basior i wskazał kierunek, w którym zmierza.
- To nie będę przeszkadzać. - wstałam i popatrzyłam na wilka - Miłej podróży! O, i uważaj na dziwne stwory! - postraszyłam go trochę, po czym się zaśmiałam.
Też wstał, skinął głową i poszedł w swoją stronę. Chwilę odprowadzałam go wzrokiem, ale przypomniałam sobie o króliku, który już dawno uciekł słysząc każde nasze słowo. Wciagnęłam powietrze i pokłusowałam w stronę rzeki, przy której pierwszy raz spotkałam jego...
< Six? Nox? Łoś?! Ktoś? Mateo? xDD>
5.08.2018
Od Shella
Życie w tym nowym, nieznanym (praktycznie, rzecz jasna, teoretycznie wiem o nim wszystko) świecie z czasem stawało się coraz prostsze. Nauczyłem się całkiem realistycznie poruszać, oddychać czy pożywiać, nawet jeśli każdy posiłek ginął w mym wnętrzu, zniszczony przez wiązki prądu. Taka jest jednak cena bycia tym, czym jestem. AI, programem komputerowym, bór wszechszumiący wie, czym jeszcze. Zabawne, jak wiele może się zmienić, kiedy znajdziesz kogoś, kto patrzy na ciebie inaczej niż wzorkiem pełnym nienawiści, strachu czy obrzydzenia. Mówię tutaj o Vergilu, tym wariacie, co prawdopodobnie, gdyby miał takową możliwość, nigdy nie wypuszczałby mnie z piwnicy. Sam nie wiem, dlaczego. Może sam się czegoś obawiał? Tylko czego, w takim razie? Chyba nie tego, że postanowię pewnego dnia uciec od niego, co swoją drogą kilka razy planowałem, po tym jak basior pogryzł mnie w ataku furii. Cóż, toksyczny związek. Ale co zrobić, jeśli darzę kogoś takiego tym nieznanym mi nigdy wcześniej uczuciem?
Tamtego poranka, nie mając zbyt wiele do roboty, pobiegłem nad rzekę, aby popatrzeć na ryby. Sam nie wiem dlaczego, jednak widok tych stworzeń uspokajał mnie i sprawiał, że czułem się jak część natury, jej integralny element, nawet jeśli daleko było mi do tego. Moje plany jednak zostały zakłócone przez jakiegoś osobnika, który w najlepsze wylegiwał się na piasku. Warknąłem wściekle i skierowałem się w stronę wilka.
— Nawet nie próbuj zabijać MOICH ryb!
<Ktoś? :v >
Tamtego poranka, nie mając zbyt wiele do roboty, pobiegłem nad rzekę, aby popatrzeć na ryby. Sam nie wiem dlaczego, jednak widok tych stworzeń uspokajał mnie i sprawiał, że czułem się jak część natury, jej integralny element, nawet jeśli daleko było mi do tego. Moje plany jednak zostały zakłócone przez jakiegoś osobnika, który w najlepsze wylegiwał się na piasku. Warknąłem wściekle i skierowałem się w stronę wilka.
— Nawet nie próbuj zabijać MOICH ryb!
<Ktoś? :v >
Nowy basior! Kali!
![]() |
| Autor: Snow-Body (DA) |
Właściciel: wiktoriadzierzak3@gmail.com
Imię: Kali
Wiek: 4 lata 2 miesiące
Płeć: Basior
Żywioł: Ogień, ból, iluzja, uczucia
Stanowisko: zabójca
Cechy fizyczne: Wysoki, szybki, zwinny, ale często nie chce mu się tego udowadniać. Na ogół nie chce mu się latać w te i wewte.
Cechy charakteru: Stara się być oryginalny, jednak nie zawsze można mieć wszystko, dlatego ulega pospolitym pragnieniom. Ze względu na swoją pracę powinien być mniej ufny, a tymczasem szybko się przywiązuje i ulega przyzwyczajeniom. Jeśli chodzi o stosunki z innymi wilkami, odznacza się raczej miłym usposobieniem. Nie zaznasz z jego strony nieprzyjemności, o ile oczywiście nie okażesz się zuym zuodziejem, krętaczem, wścibskim domokrążcą bądź inną skazą wilczej rasy. Kalego bardzo denerwują hipokryci i wilki nietolerancyjne - a już szczególne te, które narzucają mu się ze swoimi poglądami, krytykując za domniemaną nienormalność. Nie lubi się złościć, więc unika większych sprzeczek, ale gdy mocno podziałasz mu na nerwy, gotów odgryźć ci łepetynę.
Cechy szczególne: Gdy się złości jego oczy zalewają się krwistą czerwienią, a źrenice znikają pod jej powierzchnią.
Lubi: Ciszę, spokój, jedzenie, dobrą sytuację materialną, wyróżniać się.
Nie lubi: Gdy go krytykują i wrzeszczą lub mówią mu, że jest dziwny ze względu na swoje upodobania.
Boi się: Szaleństwa i obłąkania.
Moce: >superszybkość, czyli go nie wyprzedzisz, jeśli nie będzie tego chciał.
>sterowanie swoją wielkością, czyli może być mały lub duży, w zależności od jego chęci
>stwarzanie iluzji czego tylko chce (czyli zdjęcia Haraczki mu nie potrzebne mry mry.)
Historia: Tata kat. Mama idiotka, wyżywająca się psychicznie na szczeniakach. Rodzeństwo potwory. Co tu dużo gadać? Nie było zbyt kolorowo. Nienawiść w nim wzbierała, dlatego musiał wyładowywać negatywne emocje. Jednak nigdy się nie przyzna jak. Przejdźmy do chwili przed końcem koszmaru. Jakoś po ukończeniu dwóch lat, odkrył, że wadery to nie to, co go interesuje. Nie chodziło o to, że wolał basiory. Po prostu: Absolutnie. Nie. Wadery. Jakoś - nie wiedzieć czemu- perspektywa związku z jedną z nich wydawała mu się obrzydliwa. I nadal tak jest. Wracając. Ojciec się wściekł, sprał dzieciaka, a matka kazała mu się wynosić. Ogólnie rodzice skończyli martwi w jakimś rowie, ale to akurat jest happy end. Chwila tułaczki i BUM! Wataha Mrocznych Skrzydeł!
Zauroczenie: Może tak.... Może nie... Em... HARAKA ❤
Głos: 1:20 hopsia! ten szept, ah~
Partner: -
Szczeniaki: Fuj, wizja bycia ojcem.
Rodzina: W dupie ma rodzinę. Chyba że przyszłą. mrug mrug do Haraki
Jaskinia: Śliczna, duża, ciepła jaskinia. Już umeblowana, w środku są poduszeczki i kocyki. Ogólnie jest też posłanie słodycze, bo czemu nie. On i tak ich nie zje, ale przynajmniej komuś da.
Medalion: Magiczny rubin na sznurku z czarnej lukrecji, którą kiedyś zamieni się na coś trwalszego.
Coins: 10 cs
Towarzysz: Nie.
Inne zdjęcia: Nie ma.
Przedmioty kupione w sklepie: Nic.
Dodatkowe informacje: Nie kręcą go wadery.
Umiejętności:
: Siła: 150
: Zręczność: 100
: Wiedza: 100
: Spryt: 100
: Zwinność: 100
: Szybkość: 150
: Mana: 100
Nowa wadera! Sarafina
Autor grafiki: Falvie
Właściciel: Henta
Imię: Sarafina, albo Sara.
Wiek: 2 lata i 9 miesięcy
Płeć: Wadera
Żywioł: Natura, Wolność, Życie, Pogoda
Stanowisko: Szaman i Mag, czasami pracuje też jako psycholog, jak Kiiyuko ma za dużo na głowie... No i jak ona sama ma czas.
Cechy fizyczne: Jeżeli chodzi o szybkość, zwinność i wytrwałość, tak, to właśnie jej cechy. Gdy jednak pobiegnie szybciej, niż musi codziennie, to woli sobie posiedzieć w swojej cichej pracowni i odpocząć. Jak na dorosłą wilczycę, nie jest zbytnio silna.
Cechy charakteru: Miła i skromna. Dla szczeniaków jest ,,najmilszą'' waderą, jaką mogły w życiu spotkać. Przy starszych wilkach jest kulturalna i umie ugryźć się w język, kiedy trzeba. Jeżeli coś będzie nie tak, może nad tym rozmyślać nawet cały dzień. Po polowaniu zawsze zakopuje kości zwierzyny, gdyż szanuje naturę i istoty żywe. Kto tego nie szanuje, spotyka złe stworzenia, pilnujące porządku kręgu życia. Bardzo wyrozumiała wadera, niezbyt gadatliwa. Jak trzeba to wyjaśni bardzo dokładnie, jak i co.
Cechy szczególne: Jej sierść jest rzadko spotykana, gdy jest w pobliżu młodych jelonków czy saren, można sie bardzo pomylić.
Lubi: Spokój, ciszę, pracować nad nowymi mocami, pomagać w potrzebie, żyć na łonie natury.
Nie lubi: Potworów (tu też nazywane samochodami), spalenizny, smrodu tytoniu.
Boi się: cierpienia innych, mroku (ale nie okazuje tego, woli to schować tylko dla siebie)
Moce:
1. Przy posiadaniu nasion, potrafi ziarenko przemienić w piękną roślinę.
2. Rozmawiać z drzewami, jak coś złego się dzieje, powiadamia o tym wilki w pobliżu.
3. Gdy potrzebuje skrzydeł, może je przywołać.
4. Panować nad gradem, deszczem, słońcem i chmurami. Właśnie nad pogodą.
Historia: Jak była jeszcze szczeniakiem mieszkała na wsi. Jej właściciele byli dla niej bardzo mili. Nie trudno zawierała nowe znajomości. Wieś była duża, łąki, pola, pastwiska, o, i jeszcze nieduży, skromny domek. Wszystko było idealne, ale jak wadera dorosła, pojawiło sie ono - dziecko jej właścicieli. Było nie do zniesienia. Ciągle głośne i płaczące.
Gdy była gwieździsta noc, przepełzła przez płot i uciekła do lasu. Była bardzo powiązana z naturą, szanowała jej decyzje i sama wierzyła, że krąg życia postanowi ją oszczędzić. Po drodze zżyła się z sową, z którą przebywała w nocy, by ją prowadziła, i z orłem za dnia. Żywiła sie tym, co upolowała, a potem zagrzebywała kości. Nie pogardziła też jedzeniem, które dawały jej ptaki, z którymi wędrowała. Po długim wędrowaniu znalazła WMS!! Zaczęła pracować już po pierwszym dniu.
Zauroczenie: -
Głos: Taki jak Sarabi z Króla Lwa moja ulubiona bajka :'>
Partner: Brak
Rodzina: Została adoptowana. Wcześniej znaleziona w lesie. Nie pamiętała.
Szczeniaki: Lubi sie nimi opiekować, ale nie chce posiadać własnych
Jaskinia: Link
Medalion: Link
Coins: 10
Inne zdjęcia: Jej cała okazałość
Rzeczy ze sklepiku: na razie nie ma
Dodatkowe informacje: ... Nicu
Umiejętności:
Siła: 90
Zręczność: 100
Wiedza: 105
Spryt: 100
Zwinność: 200
Szybkość: 105
Mana: 100
Od Luny "Gałąź taka niewygodna..."
Wszystko już przygotowane. Biała drewniana altana, przystrojona białymi, przechodzącymi w delikatny miętowy kolor firanami. Były spięte łańcuszkami z czarnymi koralikami. Dookoła altany, dzięki mojej pomocy, lewitowały złote świeczki. Trzeba było trochę się namęczyć, by wosk nie kapał tak bardzo. Jeszcze kapnąłby któremuś z naszych gołąbeczków na głowę i skończyłaby się randka. To by była katastrofa, eh, lepiej o tym nie myśleć. W środku altany było coś na wzór stolika, a na nim oczywiście wino, desery i rozsypane płatki róż. Szkoda, że Stara Raszpla nie zechciała mi pomóc przy deserach, chyba trochę się rozleniwiła na stare lata... Hm, ciekawe kiedy znajdzie sobie jakiegoś basiora. Ja chcę być już ciocią... Wracając do tematu. Do siedzenia leżało przy stole mnóstwo poduszek. Dodatkowo, nad zastawionym stołem latało kilka świetlików. Nie wiem jak im, ale mi by przeszkadzały jakieś świecące robale latające nad stołem. Dookoła altany Lia zasadziła interesującą odmianę róż, miętowo-czarną. Ciekawe czy są tworem natury czy może Lii... Dzięki takim umiejscowieniu altany, dochodził do niej zapach morskiej wody i lasu. W dodatku, widoki były piękne. Zachód słońca nad morzem... W sumie to każdy zachód słońca jest piękny. Te odcienie fioletu przechodzącego w róż... W dodatku odbite przez taflę wody. Coś pięknego
No cóż. Zaproszenia dostarczone, altana przygotowana, więc teraz pojawia się pytanie - Co ja i Stara Raszpla teraz robimy? Przecież nie będziemy siedzieć na dachu altany i słuchać jak przebiega randka. No właśnie. Ja oraz nasza ukochana Alfa siedzimy sobie ukryte pod koroną drzewa, rosnącego w lesie zaraz przy plaży. Siedzimy na gałęzi, w dodatku obserwujemy altanę przez lornetki. Jak jacyś zboczeńcy. Dobrze, że nie jesteśmy w ludzkim świecie, bo skończyłybyśmy w więzieniu...
Ta gałąź jest okropna. Mam złe doświadczenia z gałęziami, kiedyś z jednej spadłam i skończyłam mając mensza i piątkę dzieci. Także lepiej być ostrożnym, jak to mówią "Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki". Chociaż wątpię, że mój pierwszy mąż pozwoli mi mieć drugiego. W końcu to psychopata, w dodatku alkoholik. ...I mówi to osoba która ma z nim dzieci. Eh...
- No kiedy oni tu przylezą. - z moich rozmyślań wyrwała mnie niecierpliwiąca się Lia. Jak na zawołanie z lasu wyszedł Finn i wszedł do altany. Chwilę później dołączyła do niego Coffe. Obserwując sytuację przez lornetkę nie wydawali się wkurzeni ich randką. Wyglądało, że nawet ze sobą rozmawiają. Hmm, oby im się rozmowa kleiła.
<Lia?/Coffe?/Finn?/Ktokolwiek?/Nie mam pojęcia kto?/Raszel nie bij wiem że jest niedziela ale napisałam?>
No cóż. Zaproszenia dostarczone, altana przygotowana, więc teraz pojawia się pytanie - Co ja i Stara Raszpla teraz robimy? Przecież nie będziemy siedzieć na dachu altany i słuchać jak przebiega randka. No właśnie. Ja oraz nasza ukochana Alfa siedzimy sobie ukryte pod koroną drzewa, rosnącego w lesie zaraz przy plaży. Siedzimy na gałęzi, w dodatku obserwujemy altanę przez lornetki. Jak jacyś zboczeńcy. Dobrze, że nie jesteśmy w ludzkim świecie, bo skończyłybyśmy w więzieniu...
Ta gałąź jest okropna. Mam złe doświadczenia z gałęziami, kiedyś z jednej spadłam i skończyłam mając mensza i piątkę dzieci. Także lepiej być ostrożnym, jak to mówią "Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki". Chociaż wątpię, że mój pierwszy mąż pozwoli mi mieć drugiego. W końcu to psychopata, w dodatku alkoholik. ...I mówi to osoba która ma z nim dzieci. Eh...
- No kiedy oni tu przylezą. - z moich rozmyślań wyrwała mnie niecierpliwiąca się Lia. Jak na zawołanie z lasu wyszedł Finn i wszedł do altany. Chwilę później dołączyła do niego Coffe. Obserwując sytuację przez lornetkę nie wydawali się wkurzeni ich randką. Wyglądało, że nawet ze sobą rozmawiają. Hmm, oby im się rozmowa kleiła.
<Lia?/Coffe?/Finn?/Ktokolwiek?/Nie mam pojęcia kto?/Raszel nie bij wiem że jest niedziela ale napisałam?>
4.08.2018
Podsumowanie Lipca
Witajcie moi drodzy!
Uwaga! Do ogłoszeń liczą się wszelkie posty "Nowy Basior!" "Nowa Wadera!" "Odchodzę" "Ważna Informacja" "Event" itd.
45. Igazi - 0 opowiadań (przecież ona to zamrożona jest)
45. Kaja - 0 opowiadań
Pewnie się zastanawiacie co to w ogóle za post. Chciałam wprowadzić coś nowego do naszej watahy, dlatego z pozwoleniem Raszu wprowadzam podsumowania miesiąca! Możecie się teraz spytać "po co to podsumowanie". Po co? Bym się nie nudziła i mogła zająć czymś mój wolny czas, przy okazji wyrzucając na wierzch wasze lenistwo. Prócz tego, za pierwsze pięć miejsc w rankingu miesięcznym możesz dostać nagrodę pieniężną, odpowiednią dla zajętego przez ciebie miejsca.
Ale ale, Liilijka mówi że za najniższą pozycję w podsumowaniu wilku umiera, więc lepiej byście zaczęli pisać opowiadanka. Nie wiem jak to się będzie miało jeżeli wilków nierobów będzie parę, ale lepiej się nie starać o ostatnie miejsce. Ci którzy teraz zajmą ostatnią pozycję, nie martwcie się! W dzisiejszym podsumowaniu tylko podium dostanie prezent, reszta jak na razie ma fory.
Uwaga! Do ogłoszeń liczą się wszelkie posty "Nowy Basior!" "Nowa Wadera!" "Odchodzę" "Ważna Informacja" "Event" itd.
Ranking ilości opowiadań:
Podium
1. Mauvais - 10 opowiadań (+50 CS)
2. Videtur - 9 opowiadań (+25 CS)
3. Mateo/Michio - 4 opowiadania (+15 CS)
4. Nox/Solara - 3 opowiadania (+10 CS)
5. Luna/Rose/Lia - 2 opowiadania (+5 CS)
Reszta piszących
6. Nitaen - 1 opowiadanie
7. Kiiyuko - 1 opowiadanie
8. Canon - 1 opowiadanie
9. Vergil - 1 opowiadanie
9. Vergil - 1 opowiadanie
10. Meetou - 1 opowiadanie
11. Leo - 1 opowiadanie
12. Demo - 1 opowiadanie
Ostatnie miejsca
13. Yuki - 0 opowiadań
14. Megami - 0 opowiadań
15. Coffe - 0 opowiadań
16. Shila - 0 opowiadań
17. Lumturi - 0 opowiadań
18. Tenshi - 0 opowiadań
19. Cassandra - 0 opowiadań
20. Haraka - 0 opowiadań
21. Kagekao - 0 opowiadań
22. Demon - 0 opowiadań
23. Zero - ZERO opowiadań
24. Six - 0 opowiadań
25. Ezekiel - 0 opowiadań
26. Finn - 0 opowiadań
27. Shell - 0 opowiadań
28. Vergil - 0 opowiadań
29. Silver - 0 opowiadań
30. Hazin - 0 opowiadań
31. Equel - 0 opowiadań
32. Royal - 0 opowiadań
33. Evan - 0 opowiadań
34. Iwo - 0 opowiadań
35. Temisto - 0 opowiadań
36. Kallisto - 0 opowiadań
37. Nico - 0 opowiadań
38. Ren - 0 opowiadań
39. Tobias - 0 opowiadań
40. Jax - 0 opowiadań
41. Raven - 0 opowiadań
42. Seven - 0 opowiadań
43. Tori - 0 opowiadań
44. Tora - 0 opowiadań
45. Kaja - 0 opowiadań
46. Castiel - 0 opowiadań
Inne
47. Ogłoszenia - 14 postów
48. Nester - 1 opowiadanie
Jak widać strasznie dużo jest nierobów :)
Mam nadzieję że w podsumowaniu sierpnia będzie mniej do pisania "zero opowiadań"
Gorąco pozdrawiam i życzę weny
Yoku
Od Mauvais CD Videtura
Kręciłam się bez sensu pomiędzy dwoma różnymi lasami, które przypadkowo były bardzo blisko siebie. Powoli zaczęłam wątpić w to moje całe "przeczucie". Przecież nic się nie dzieje.
Ehh, chyba powinnam skończyć to pakowanie. Jak na razie w mojej torbie znalazła się mapa, jedna książka, niewielki kompas i podręczny sztylet, który był jedyną pamiątką po siostrze. Byłam niemal pewna, że to wszystko co powinnam wziąć, ale jednak jedna część mnie, bardzo mała, ale i bardzo awanturnicza, domagała się większego spakowania.
Mimo wszystko, nie chciałam wracać do pustej jaskini, zwłaszcza, że pomimo maski wychwyciłam znajomy zapach, który nagle stał się doskonałą wymówką, by dopakowywanie się odłożyć na później. Zaczęłam truchtać w stronę źródła tego zapachu. Nie minęło nawet pięć minut, a pomiędzy jednym i drugim konarem zobaczyłam mojego jedynego znajomego w tej watasze, z którym kiedykolwiek rozmawiałam dłużej niż trzy minuty.
- Spakowany? - zapytałam, gdy miałam pewność, że znalazłam się w odpowiedniej odległości od niego.
<Videtur?>
Mimo wszystko, nie chciałam wracać do pustej jaskini, zwłaszcza, że pomimo maski wychwyciłam znajomy zapach, który nagle stał się doskonałą wymówką, by dopakowywanie się odłożyć na później. Zaczęłam truchtać w stronę źródła tego zapachu. Nie minęło nawet pięć minut, a pomiędzy jednym i drugim konarem zobaczyłam mojego jedynego znajomego w tej watasze, z którym kiedykolwiek rozmawiałam dłużej niż trzy minuty.
- Spakowany? - zapytałam, gdy miałam pewność, że znalazłam się w odpowiedniej odległości od niego.
<Videtur?>
3.08.2018
Od Haraki CD Canona
Kiiyuko odpisująca na opko? Chciałabym to zobaczyć :')
Szczurzyca prędko zawęszyła. Teraz i ona dostrzegła wystający z płóciennej sakwy kawałek mięsa. Suszonego, co prawda, ale zawsze.
- Przepraszam pa.. au! - jęknął zaskoczony szczeniak, kiedy bez ostrzeżenia odbiła się mocno od jego łebka. Zwinnie wylądowała w trawie i smyrgnęła w stronę torby.
- Hm? Co się stało, Canon? - rozległo się gdzieś za jej plecami, kiedy wbijała pazurki w włókna, wspinając się do otworu worka.
- Eee... Nic, proszę pani. Chciałem tylko... zapytać, co będziemy jutro robić - padła odpowiedź. Haraka oczywiście była zajęta czymś zbyt ważnym, by choćby ją zarejestrować, a mianowicie dobieraniem się do mięsiwa. Rozczapierzyła pazurki. Jeszcze tylko trochę się wychyli, a dosięgnie...
- Cóż... Wszystkiego dowiemy się dzisiaj wieczorem. - Słysząc odpowiedź wadery, oczyma wyobraźni można było zobaczyć ten niemrawy uśmiech na jej pysku. Nie, żeby nasz szczur próbował. Właściwie to w tym momencie Haraka przechyliła się właśnie trochę za bardzo, krawędź materiału wygięła się i szczurzyca wpadła do środka. Tym razem nie miała jednak nic przeciwko przebywaniu w torbie; kto mógłby mieć, gdyby otaczały go takie smakowitości? Na próbę ugryzła suszone mięso.
- Nie to samo, co świeże - mruknęła z pełnym pyszczkiem - ale ostatecznie może być.
Pożywiając się dalej, zanotowała w pamięci, że wilcze młode są całkiem przydatne. A już na pewno bardziej, niż dorosłe wilki.
Ze swojego miejsca nie mogła już usłyszeć dalszej części dialogu, gdyż zagłuszał ją materiał (oraz jej własne ciamkanie), jednak gdyby była w stanie, zobaczyłaby również, że Canon grzecznie podziękował za odpowiedź, zaczekał, aż Kiiyuko sobie pójdzie, po czym z niepokojem zakradł się w stronę torby.
Nie musiał jednak poganiać szczurzycy. Skończywszy posiłek, wygramoliła się spomiędzy skrawków jedzenia, po czym ześlizgnęła się po ściance torby na trawę.
- Dzięki. Chcesz trochę? Dobre jest - oznajmiła, oblizując pyszczek.
- Nie sądzisz, że wyjadanie zapasów bez pozwolenia nie jest zbyt uczciwe?
- Jak nie, to nie. Gdzie teraz? - zapytała i nie czekając na odpowiedź, znów wskoczyła na grzbiet szczeniaka, chwilę potem moszcząc się wygodnie w jego gęstej czuprynie.
Zanim jednak Canon zdążył zaprotestować lub choćby coś powiedzieć, na polanie rozległo się, wypowiedziane gromkim głosem:
- Prosimy wszystkich do wieczornego Kręgu! Zabierzcie pianki!
<Canon?>
Szczurzyca prędko zawęszyła. Teraz i ona dostrzegła wystający z płóciennej sakwy kawałek mięsa. Suszonego, co prawda, ale zawsze.
- Przepraszam pa.. au! - jęknął zaskoczony szczeniak, kiedy bez ostrzeżenia odbiła się mocno od jego łebka. Zwinnie wylądowała w trawie i smyrgnęła w stronę torby.
- Hm? Co się stało, Canon? - rozległo się gdzieś za jej plecami, kiedy wbijała pazurki w włókna, wspinając się do otworu worka.
- Eee... Nic, proszę pani. Chciałem tylko... zapytać, co będziemy jutro robić - padła odpowiedź. Haraka oczywiście była zajęta czymś zbyt ważnym, by choćby ją zarejestrować, a mianowicie dobieraniem się do mięsiwa. Rozczapierzyła pazurki. Jeszcze tylko trochę się wychyli, a dosięgnie...
- Cóż... Wszystkiego dowiemy się dzisiaj wieczorem. - Słysząc odpowiedź wadery, oczyma wyobraźni można było zobaczyć ten niemrawy uśmiech na jej pysku. Nie, żeby nasz szczur próbował. Właściwie to w tym momencie Haraka przechyliła się właśnie trochę za bardzo, krawędź materiału wygięła się i szczurzyca wpadła do środka. Tym razem nie miała jednak nic przeciwko przebywaniu w torbie; kto mógłby mieć, gdyby otaczały go takie smakowitości? Na próbę ugryzła suszone mięso.
- Nie to samo, co świeże - mruknęła z pełnym pyszczkiem - ale ostatecznie może być.
Pożywiając się dalej, zanotowała w pamięci, że wilcze młode są całkiem przydatne. A już na pewno bardziej, niż dorosłe wilki.
Ze swojego miejsca nie mogła już usłyszeć dalszej części dialogu, gdyż zagłuszał ją materiał (oraz jej własne ciamkanie), jednak gdyby była w stanie, zobaczyłaby również, że Canon grzecznie podziękował za odpowiedź, zaczekał, aż Kiiyuko sobie pójdzie, po czym z niepokojem zakradł się w stronę torby.
Nie musiał jednak poganiać szczurzycy. Skończywszy posiłek, wygramoliła się spomiędzy skrawków jedzenia, po czym ześlizgnęła się po ściance torby na trawę.
- Dzięki. Chcesz trochę? Dobre jest - oznajmiła, oblizując pyszczek.
- Nie sądzisz, że wyjadanie zapasów bez pozwolenia nie jest zbyt uczciwe?
- Jak nie, to nie. Gdzie teraz? - zapytała i nie czekając na odpowiedź, znów wskoczyła na grzbiet szczeniaka, chwilę potem moszcząc się wygodnie w jego gęstej czuprynie.
Zanim jednak Canon zdążył zaprotestować lub choćby coś powiedzieć, na polanie rozległo się, wypowiedziane gromkim głosem:
- Prosimy wszystkich do wieczornego Kręgu! Zabierzcie pianki!
<Canon?>
Od Canona
Szczurzyca obiegła mnie wokół, przyglądając mi się przy tym. Przysiągłbym, że czułem, jak przeszywa mnie spojrzeniem. Samica odwróciła wzrok, po czym na chwilę jakby zamarła. Przełknąłem powietrze i zbierając całą odwagę, jaką w sobie miałem postanowiłem się odezwać.
- A... A Ty jak się nazywasz? - Zapytałem, nie mogąc przy tym powstrzymać lekkiego drżenia w głosie.
- Co? A, tak, Haraka. Powiedz, kulko futra, czy tu można coś zjeść?
Położyłem uszy po sobie. Kluko... futra? Szybko rzuciłem na siebie okiem, naprawdę wyglądam jak kulka? Szybko potrząsnąłem głową, nie powinienem się tym teraz przejmować. Spojrzałem na Harakę, ta przyglądała mi się wyczekująco.
- Umm... Wcześniej znalazłem jakiś krzak z jagodami.
- Jagody? - Szczurzyca westchnęła, a na jej pyszczku wyraźnie pojawił się grymas niezadowolenia. - Czy ja ci wyglądam na wróbla albo jakiegoś innego pierzastego krzykacza?
Podwinąłem ogon i cofnąłem się o krok. Nie wychodzi mi, nawet kiedy próbuję komuś pomóc. Spojrzałem przepraszająco na samicę.
- No już. - Powiedziała szczurzyca, miałem wrażenie, że jej ton trochę zelżał. - Nie macie tu jakiegoś mięsa?
- Oh, ktoś z opiekunów powinien jeszcze mieć coś w zapasie.
- Świetnie. Prowadź. - Powiedziała samica i nim zdążyłem się zorientować, ta wdrapała się na mój grzbiet, a następnie umiejscowiła na głowie, pomiędzy uszami.
Z tej perspektywy nie byłem w stanie jej dostrzec. Jej obecność była jednak dość wyraźnie wyczuwalna. Bez słowa sprzeciwu ruszyłem więc z powrotem w stronę obozowiska. Żaden z mijanych szczeniaków zdawał się nie zwracać uwagi na siedzącego na mojej głowie stworzenia. Zacząłem powoli przyzwyczajać się do niewielkiego obciążenia w postaci szczura. Zacząłem rozglądać się wokół, szukając jakiegoś opiekuna. Zastrzygłem uszami, gdzieś w pobliżu dało się słyszeć kilka kłócących się ze sobą szczeniaków. Mimowolnie skręciłem w tamtym kierunku. Ku swojemu zadowoleniu odnalazłem tam też jedną z opiekunek. Biała wilczyca z kokardą na ogonie. Przystanąłem, aby zaczekać, aż wilczyca upora się z sytuacją, a następnie grzecznie zapytać ją o trochę mięsa. Jakiś metr za wilczycą zauważyłem torbę, z której wystawał kawałek mięsa. Miałem tylko nadzieję, że wilczyca pozwoli mi go trochę zabrać.
- Haraka? - Zapytałem, unosząc nieznacznie głowę.
Jakby to miało mi pomóc ją zobaczyć. Oczywiście nic to nie dało.
- Czego? - Ton jej głosu niewiele mi powiedział o tym, czy się złości, czy też nie. Fakt, że nie widziałem szczurzycy, wcale nie ułatwiał sprawy.
- Znalazłem mięso.
<Haraka? A może Kiiyuko?>
- A... A Ty jak się nazywasz? - Zapytałem, nie mogąc przy tym powstrzymać lekkiego drżenia w głosie.
- Co? A, tak, Haraka. Powiedz, kulko futra, czy tu można coś zjeść?
Położyłem uszy po sobie. Kluko... futra? Szybko rzuciłem na siebie okiem, naprawdę wyglądam jak kulka? Szybko potrząsnąłem głową, nie powinienem się tym teraz przejmować. Spojrzałem na Harakę, ta przyglądała mi się wyczekująco.
- Umm... Wcześniej znalazłem jakiś krzak z jagodami.
- Jagody? - Szczurzyca westchnęła, a na jej pyszczku wyraźnie pojawił się grymas niezadowolenia. - Czy ja ci wyglądam na wróbla albo jakiegoś innego pierzastego krzykacza?
Podwinąłem ogon i cofnąłem się o krok. Nie wychodzi mi, nawet kiedy próbuję komuś pomóc. Spojrzałem przepraszająco na samicę.
- No już. - Powiedziała szczurzyca, miałem wrażenie, że jej ton trochę zelżał. - Nie macie tu jakiegoś mięsa?
- Oh, ktoś z opiekunów powinien jeszcze mieć coś w zapasie.
- Świetnie. Prowadź. - Powiedziała samica i nim zdążyłem się zorientować, ta wdrapała się na mój grzbiet, a następnie umiejscowiła na głowie, pomiędzy uszami.
Z tej perspektywy nie byłem w stanie jej dostrzec. Jej obecność była jednak dość wyraźnie wyczuwalna. Bez słowa sprzeciwu ruszyłem więc z powrotem w stronę obozowiska. Żaden z mijanych szczeniaków zdawał się nie zwracać uwagi na siedzącego na mojej głowie stworzenia. Zacząłem powoli przyzwyczajać się do niewielkiego obciążenia w postaci szczura. Zacząłem rozglądać się wokół, szukając jakiegoś opiekuna. Zastrzygłem uszami, gdzieś w pobliżu dało się słyszeć kilka kłócących się ze sobą szczeniaków. Mimowolnie skręciłem w tamtym kierunku. Ku swojemu zadowoleniu odnalazłem tam też jedną z opiekunek. Biała wilczyca z kokardą na ogonie. Przystanąłem, aby zaczekać, aż wilczyca upora się z sytuacją, a następnie grzecznie zapytać ją o trochę mięsa. Jakiś metr za wilczycą zauważyłem torbę, z której wystawał kawałek mięsa. Miałem tylko nadzieję, że wilczyca pozwoli mi go trochę zabrać.
- Haraka? - Zapytałem, unosząc nieznacznie głowę.
Jakby to miało mi pomóc ją zobaczyć. Oczywiście nic to nie dało.
- Czego? - Ton jej głosu niewiele mi powiedział o tym, czy się złości, czy też nie. Fakt, że nie widziałem szczurzycy, wcale nie ułatwiał sprawy.
- Znalazłem mięso.
<Haraka? A może Kiiyuko?>
Od Videtura CD Mauvais
Obudziłem się. Był ranek, a ja nareszcie się wyspałem. Śniły mi się po raz kolejny węże. Jak zawsze. Nie mam pojęcia czemu to one mi się śnią... Wróciłem do biblioteki, na stoliku leżała kartka z wczoraj i mapa. Ahh... Trzeba ją w końcu wypełnić... Usiadłem przy stoliku. Myślałem nad rzeczami, które musiałbym zabrać na wyprawę. Co mogę wziąć na dłuższa wycieczkę... Kompas? Czemu nie. Zacząłem wypisywać różne rzeczy. Gdy skończyłem < ponieważ pomysły mi się skończyły i mózg mi się zaczął przegrzewać > było już południe. Wstałem, rozciągnąłem się i wyszedłem z jamy. Trzeba od czasu do czasu wyjść z domu, rozejrzeć się, zaprzyjaźnić się z innymi wilkami. No dobra, nie przesadzajmy z tym zaprzyjaźnianiem się... Chociaż poznać. Nadal jestem tutaj nowy, muszę poznać jeszcze wieeelee osób.
Zacząłem przechadzać się po terenach watahy. To miejsce jest naprawdę duże. Podczas mojej podróży natrafiłem tylko na 3 wilki! A rozmowa z nimi była całkiem... niezręczna... Ech... Pora wracać do jaskini... Jeszcze dziś spakuję większość rzecz! Truchtałem sobie do mojego domku. Nagle wyczułem znajomy zapach...
< Mauvais? >
Zacząłem przechadzać się po terenach watahy. To miejsce jest naprawdę duże. Podczas mojej podróży natrafiłem tylko na 3 wilki! A rozmowa z nimi była całkiem... niezręczna... Ech... Pora wracać do jaskini... Jeszcze dziś spakuję większość rzecz! Truchtałem sobie do mojego domku. Nagle wyczułem znajomy zapach...
< Mauvais? >
2.08.2018
Odchodzę.
Witajcie!
Chciałabym powiedzieć, że wszystkie moje postacie, czyli Leo, Lily i Lexi odchodzą.
Nie zgadzam się na żadne palenia na stosie itp., (ani kopiowanie niczego z ich formularzy), ponieważ, po pierwsze: w uniwersum bloga zwyczajnie odeszły z watahy jako społeczności, po drugie: nadal, choć teoretycznie nie będą istnieć, są moją własnością i zostały stworzone przeze mnie. Mam również nadzieję, że ich grafika nie zostanie użyta do nowych postaci... Ale to już nie ode mnie zależy.
Chcę powiedzieć, że... Dziękuję wszystkim członkom, za budowanie i podtrzymywanie Watahy. Jestem Wam bardzo wdzięczna za to, że tu jesteście. Życzę Wam weny, wielu pomysłów, a także zdrowia i spełnienia marzeń. Naprawdę... Dziękuję.
Nie wiem, co mogę tu jeszcze dodać... Może to, iż przepraszam, bo nie umiem w pożegnania. Również zrzekam się mojej postawy admina. Mam nadzieję, że blog nadal będzie się rozwijał. Dziękuję administratorom za danie mi szansy i ciepłe przyjęcie mnie.
To chyba tyle, a więc... Żegnam i życzę miłego dnia!
Z uszanowaniem i wdzięcznością,
Lily.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





