31.12.2017

Od Kiiyuko do Mateo. (bodajże zalążek nowości hah)

Troszku nie wiem, na co już odpisuję, ale csii xDD

Popatrzałam na Mateo. Ignasia też na niego spojrzała. Więc jak tak sobie patrzyłyśmy, to on sobie paczał na drzewo i małą sójkę. Bidok, nie wiedział, że to Sója.
Kim jest Sója?
Zacznijmy więc naszą opowieść. Sóję poznałam, kiedy miałam parę miesięcy, ale nie połączyłą nas relacja pozytywna, lecz..
Coś w rodzaju nienawiści.

Szłam sobie, nagle ją spotkałam. Leżała sobie, a ja ją pacnęłam, żeby zobaczyć, czy żyje. Ona wstała, powiedziała, że ma rodzinę i musi zmykać, zrobiła coś w rodzaju "frrrrr" jak Sójka z Domisiów i poleciała. Potem mnie nękała.

<Mateo, jest opo, nie narzekaj, ty zuy...>

30.12.2017

Od Mateo do kogoś

Wbiegłem zmęczony do jaskini i rzuciłem swoje rzeczy pod ścianę. No, nareszcie w domu.
- Maaaamooo... - zawołałem, rozglądając się. Byłem głodny, ale Luny ani widu, ani słychu. To dziwne, nigdzie jej nie ma, a przeciez wczoraj cały czas narzekała na to, że będzie musiała cały dzień sprzątać. Kagekao również zniknął... Tylko Bobslej poświstywał cicho, robiąc sobie herbatkę, a szczeniaki kotłowały się za kanapą.
- Ciamk! - Tobias usiłował wyrwać śmiejącemu się złośliwie bratu swoją własność - smoczek. Ren tylko skakał dookoła ze złowieszczym rechotem, któraś z sióstr płakała. Wreszcie, zanim zdążyłem ich rozdzielić, Temisto podstawiła Renowi łapę i upadł na ziemię. Smoczek wypadł mu z pyska i od razu został przechwycony przez brata, który ciamknął z zadowoleniem i wyszedł zza mebla.
- Macio! - krzyknął radośnie na mój widok i rzucił się na mnie. Prawie się wywaliłem.
- A gdzie jest mama? - zapytała Kalli, powoli opuszczając schronienie. Wyszły za nią inne szczeniaki, Ren dalej kłócił się z Tem o podstawienie łapy.
- Nie wiecie? - spytałem z niepokojem. 
- No... - zaczęła Nico, ale przerwał jej złośliwy braciszek.
- Cicho bądź! Ja mówię. Bo zrzucaliśmy igły z choinki...
- Ty zrzucałeś - uzupełniła Kallisto.
- Nieważne. No, i wtedy weszło tu jakieś różowe coś... I potem mama krzyknęła... I tato też krzyknął... I Temisto krzyknęła.... A potem wszystkie siostry zaczęły piszczeć...
- Razem z tobą. Brzmiałeś jak mysz pod pazurami - docięła mu siostra, unikając jego ciosu.
- Cicho! No a potem to różowe coś zaczęło ryczeć i schowaliśmy się za kanapą, a kiedy wyszedłem sprawdzić, co się dzieje, to to coś i rodzice zniknęli... - zakończył z tajemniczą miną.
- Aha - wyjąkałem. To jedyne, na co było mnie stać po wysłuchaniu takiej opowieści. Nie zauważyłem dotąd, że Tobias wciąż gryzie moją łąpę. Auć, zaczynały mu się wyrzynać ząbki...
- To co rooobiimyy, Mateo? - wszystkie szczeniaki, nie licząc białego, wlepiły we mnie pytające spojrzenia.
- Eeee...
- Chodźmy ich poszukać! Proszę! - zawołała Temisto.
- No.. Dobra. To chodźmy - wzruszyłem ramionami, zdjąłem z siebie Tobiasa i wyszliśmy z jaskini. Na szczęście szczeniaki potrafiły już nieźle chodzić. Przemknęło mi przez myśl, że to może być niebezpieczne, ale z drugiej strony stwór mógł tu wrócić. Pięć bezbronnych wilczków nie miałoby żadnych szans... Szczególnie, że potwór był wielki jak słoń. A przynajmniej tak można było sądzić - jego ślady były tak duże, że moje rodzeństwo musiało się z nich gramolić, kiedy przypadkowo tam wpadło.
Trop zaprowadził nas do jakiejś olbrzymiej jaskini, której brzegi były pokryte złowieszczymi stalaktytami i stalagmitami. Z wnętrza buchało gorąco. Po chwili dobiegł nas głośny ryk.
- To on! - krzyknęła cicho Nico, chowając się za bratem.
- Zostańcie tu - poleciłęm szczeniakom. Zgodziły się, aczkolwiek Ren trochę niechętnie.
Zakradłem sie do środka. Wokół panowała ciemność. Ryki i krzyki dobiegające ze środka tworzyły aurę przerażenia, której bezwiednie się poddałem. JUż miałem zawrócić, ale dostrzegłem przed sobą światło. Podszedłem bliżej, trzymając się jednak w cieniu. Blask pochodził od ogniska. Niedaleko ognia stał olbrzymi smok. Różowy. Z fartuszkiem i czapką kucharską. Nie zwariowałem... A może jednak? 
Najważniejsze jednak było to, że nad źródłem światła wisiała wielka klatka. A w niej Luna, Kagekao, Lia - nasza alfa, kilka innych wilków. I mój Kijek.
<Ktoś? >

29.12.2017

Od Demona CD Yuki

Zacząłem się śmiać, nie mogłem przestać. Wadera spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Mógłbyś się przymknąć? - samica spojrzała na mnie gniewnie, a ja zacząłem śmiać się jeszcze głośniej. nie mogłem się opanować.
- W-Wybacz haha... A-Ale haha N-N-Nie mogę przestać HAHAHAHA - zacząłem się już dusić ze śmiechu, po chwili jednak udało mi się uspokoić.
- No... jednak przestałeś... a teraz masz odpowiedzieć na pytanie... CZEMU SIĘ AK ŚMIAŁEŚ?! - wadera wrzasnęła na mnie.
- Po prostu mnie śmieszysz, to tyle. - wadera wyglądała na bardzo zgniewaną, ale się uspokoiła i po chwili zaczęła kręcić się w kółko.
- Jak masz na imię? - podeszła do mnie patrząc na moje ślepe oko.
- Demon...a ty grubasie? - w tym momencie wadera się na mnie rzuciła, przy okazji zrywając łańcuchy. Walczyliśmy tak z 20 minut, gdy usłyszeliśmy za sobą jakieś wycie. Nie wiedziałem do kogo on należy, ale wiedziałem jedno - ten ktoś wzywa posiłki. Popatrzyliśmy się w tamtą stronę, po czym wadera ze mnie zeszła (mówiłem już, że była na mnie? XD chyba nie...ups XD) i uciekła mówiąc przy tym coś w stylu, że jeszcze się spotkamy czy coś. Widać, że nie jest aż taka głupia...

<Yuki?> przepraszam że takie krótkie po zaledwie jest tylko 182 słów i że jest to badziewne ale pisane na szybko z brakiem weny bo inaczej Yuki by mnie zjadła *^*

Leniwcu masz tym razem odpisać Demonowi szybciej, nie po ponad roku xD

28.12.2017

Od Silvera do Lily

Wadera na kolację przygotowała tosty i kakao. Zdziwiłem się kiedy na stole zobaczyłem 3 porcję.
  - Percy, kolacja! - zawołała, a po chwili siedziałem przy stole z Lily i nieznanym mi wilkiem. Zjedliśmy w ciszy, a po kolacji Percy poszedł do siebie i zostałem sam z Lily.
  - To gdzie mogę spać?
  - W pokoju gościnnym. Chodź zaprowadzę cię. - powiedziała i ruszyła w nieznanym mi kierunku, a ja zaraz za nią. Zatrzymała się przed ciemnymi drzwiami, które po chwili otworzyła. Pokój był mały, ale przytulny.
  - Łazienkę masz naprzeciw, a jakbyś coś chciał to mój pokój jest obok. Dobranoc. - powiedziała i uśmiechnęła się do mnie ciepło co od razu odwzajemniłem.
 - Dobranoc Lily. - odpowiedziałem i zniknąłem za drzwiami. To były bardzo ciekawy dzień, więc przyda mi się wypoczynek. I z tą myślą zasnąłem.

[Lily? Wiem troszkę krótkie]


Od Lily CD. Silvera

- Chaos, Śmierć i Czas - odpowiedział mi na pytanie. - A ty?
- Ja? - zamyśliłam się. - Z tego co wiem, to tylko woda.
Przez chwilę milczeliśmy.
- Jak to: z tego co wiesz? - zdziwił się Silver.
- Nie wiem... Może jeszcze odkryję w sobie jakieś inne moce czy żywioły? - rozmarzyłam się.
- Nigdy nie słyszałem o czymś takim, ale może i masz rację?
Wypiłam do końca herbatę. Spojrzałam za okno.
O, nie...
Za oknem szalała burza. Co chwilę było słychać grzmoty i widać błyskawice. Mój gość też to zauważył.
- Chyba nie dasz rasy wrócić do domu - stwierdziłam. - Na tę noc zostaniesz u mnie.
Gestem uciszyłam jego protest.
- Pora na kolację - powiedziałam i poszłam do kuchni.
Włożyłam chleb tostowy z serem do tostera i czekałam. Zrobiłam trzy kubki ciepłego kakao. Kiedy wszystko było już gotowe, wróciłam z jedzeniem do salonu.
- Percy! - zawołałam. - Kolacja!
Po chwili do pokoju wszedł wilk. W milczeniu spożywaliśmy tosty.
<Silver? Wiem, trochę krótkie...>

26.12.2017

Od Silvera do Lily

Wadera zaprosiła mnie do siebie co było miłe z jej strony, bo szczerze powiedziawszy robiło się już powoli ciemno i zimno. Szliśmy przez pierwsze pięć minut w przyjemnej ciszy, ale postanowiłem ją przerwać.
   - Nieźle ci dzisiaj nawet szło. Jeszcze kilka lekcji i będziesz śmigać niczym burza.
   - Naprawdę?
   - Mówię serio. Widzę w tobie to coś.
   - Miło słyszeć. - odpowiedziała uśmiechając się szczerze. - Jesteśmy.
Zobaczyłem małą i przytulną jaskinie. Weszliśmy do środka, a ja zobaczyłem gdzie nie gdzie delikatne ozdoby świąteczne.
   - Może masz ochotę na kakao?
   - Czytasz mi w myślach.
Lily posłała mi słodki uśmiech, który odwzajemniłem. Po pięciu minutach miałem przed sobą ciepły napój. Między nami znowu panowała przyjemna cisza, która tym razem przerwała Lily.
    - Mogę ci zadać pytanie? - zapytała niepewnie.
    - Jasne.
    - Jakie masz żywioły?
    - Chaos, Śmierć i Czas. - odpowiedziałem. - A ty?.

[Lily ^^]

25.12.2017

Podsumowanie Eventu Adwentowego

Co tam gadać, przecież nikt tego nie czyta, oto to co wilki dostały za adwent:

1. Mateo - 1300 CS + Bonus za największą ilość = 1500 CS
2. Lexi - 950 CS + Bonus za drugą największą ilość = 1100 CS
3. Royal - 450 CS + Bonus za trzecią największą ilość = 550 CS
4,1. Castiel - 300 CS + Bonus pocieszenia = 350 CS
4,2. Lily - 300 CS + Bonus pocieszenia = 350 CS
5. Percy - 250 CS + Bonus pocieszenia = 300 CS
6. Luna - 150 CS + Bonus pocieszenia = 200 CS
7. Meetou - 100 CS
8,1. Kagekao - 50 CS
8,2. Mirana - 50 CS
8,3. Igazi - 50 CS
8,4. Solis - 50 CS

Hajs zostanie dodany w sylwestra, lub po nim jeżeli literki będą mi się dwoić

Rozstrzygnięcie Eventu!

No więc w ankiecie zdecydowaliście, że wygrywa rysunek Mateo, drugie miejsce zajęła Yuko, a trzecie Megami, oto nagrody, które dostaną:
Mateo - Złota Karta
Yuko - 250 coins
Megami - 100 coins

Od Percy'ego

Siedziałem sobie w pokoju. NUDA. Nic. Mogłem tylko czytać, lub kolorować antystresowe kolorowanki. Według mnie, tak naprawdę były stresowe. No bo co? Mają tyle szczegółów, że zawsze się boisz, że będzie brzydko, że wyjedziesz za linię, albo że pokolorujesz nie to, co trzeba. No więc wybrałem książkę. Nosiła tytuł "Niesamowite życie bezkręgowców" i była nudna. Były tam zdjęcia ohydnych robaków. Ble... Nie wiem, co autor miał na myśli, pisząc "niesamowite". Wziąłem się za te głupie, ponoć antystresowe kolorowanki. Zacząłem kolorować konika morskiego. Po około pół godziny nie zakolorowałem nawet połowy. Głupie i bezsensowne. Zdjąłem z szafki "Chińczyka" i zacząłem grać. Po krótkim czasie doszedłem do wniosku, że granie w tą grę w pojedynkę zupełnie nie ma sensu. Wszedłem do salonu i włączyłem telewizor, ale nie było tam nic ciekawego. Kiedy właśnie miałem sięgnąć po jakąś gazetę, ktoś zapukał do drzwi. Kto to może być?
< Jakby co, piszę dla normy, ale nie obrażę się, jeśli ktoś odpisze. :3>

Od Lexi CD. Castiel'a

Wyszłam z domu. Był śnieżny poranek. Powietrze było rześkie i świeże. Zmierzałam w stronę sierocińca. Castiel nie miał bliskich, a uważałam go prawie za rodzinę, więc postanowiłam zaprosić go na Wigilię. No bo dlaczego miał siedzieć sam? Rozmawiałam o tym z Lią, a ona się zgodziła, więc nie było przeszkód.
Nagle zauważyłam sylwetkę jakiegoś wilka, zapewne basiora. Był zbyt daleko, żebym go rozpoznała. Był coraz bliżej. W końcu doszłam do wniosku, że to Castiel. Cieszyłam się, że relacje między nami ostatnio się polepszyły i stały się
- Wesołych Świąt, Cas! - przywitałam się radośnie.
- A dlaczego miałyby być wesołe? - burknął. - Powinny być przepełnione ciepłem i miłością... Ale jeśli ktoś jest zupełnie sam, nie ma powodu do świętowania. przyjemniejsze.
Postawa basiora trochę mnie zaskoczyła. I tak dopnę swego...
- Wiesz, ja właśnie w tej sprawie... - powiedziałam.
Przystanął i spojrzał na mnie pytająco.
- No... Pomyślałam, że fajnie by było, gdybyś spędził te święta ze mną. - Uśmiechnęłam się. - Nie byłbyś sam, mógłbyś poczuć tą wspaniałą, świąteczną atmosferę... Mam już prezent.
Podeszłam do niego i podałam mu małą paczuszkę. Potem cmoknęłam go lekko w policzek.
- Dziękuję. Za to, że jesteś - powiedziałam cicho. - Za to, że mnie nie zostawiłeś. Że byłeś przy mnie. Nie odwróciłeś się ode mnie, chociaż miałeś przeze mnie tyle kłopotów... Ja... Przepraszam.
<Castiel? Przyjdziesz?>

Od Castiel'a do Lexi [nowe opowiadanie]

Wigilia. Potworny i beznadziejny dzień w roku. Wszystko wydarzyło się tak szybko... Miałem nadzieję zrobić niespodziankę Hayley. Po cichu zajrzałem do jej jaskini, a wtedy... Zobaczyłem ją. Z nim. Całowali się, obściskiwali... Nie wytrzymałem. Wparowałem do środka, rzuciłem się na samca... Ale wreszcie odpuściłem. Nawet gdybym go zabił, nic nie zmieni tej strasznej rzeczywistości. Zostałem zdradzony przez istotę, którą uważałem za miłość swojego życia. Przynajmniej jeszcze do niedawna. Podła suka. Nienawidzę jej. Nienawidzę świata. Nienawidzę świąt.

~~~ Następnego dnia, Boże Narodzenie ~~~

Ukryłem pysk w poduszce, starając się zignorować radosne śpiewy i chichoty,  dobiegające z niższych pięter sierocińca. Gwałtownie podniosłem się z miejsca, po czym, trzaskając drzwiami, wyszedłem z jaskini. Powoli wlokłem się przed siebie, z pochmurną miną brodząc w głębokim śniegu. Wtem przed sobą ujrzałem znajomą sylwetkę limonkowej samicy. Waderka na mój widok uśmiechnęła się szeroko i podbiegła do mnie.
- Wesołych Świąt, Cas! - wykrzyknęła radośnie.
- A dlaczego niby miałyby być wesołe? - burknąłem. - Powinny być przepełnione ciepłem i miłością... Ale jeśli ktoś jest zupełnie sam, nie ma żadnego powodu do świętowania.

[ Lexi? Wybacz, że takie słabe, ale pisane na telefonie ;_; ]

24.12.2017

Od Lexi o Reniferowaniu, część 2, no, i coś-tam o prezentach :>

Oddalałam się od jaskini pani Rose. Moim następnym celem była jaskinia państwa Luny i Kagekao. Akurat wiedziałam, jak dojść do tamtego miejsca. Znajdowała się bardzo blisko jaskini Alfy, czyli tak jakby mojego domu. Szłam tam, bo słyszałam, że niedawno urodziły się tam szczeniaki.
Zobaczyłam znajomy ogródek. Okalał go żywopłot, w środku było dużo krzaków o różnych odcieniach zieleni i pełno pachnących kwiatów o wszelkich barwach. Sprawką stanu ogrodu musiała być magia, niemożliwe, żeby o tej porze roku wszystko kwitło i było takie piękne i rozłożyste... Rosło tam parę drzewek owocowych. Z zachwytem wpatrywałam się w tą piękną scenerię.
Weszłam po schodkach i podeszłam do drzwi. Zapukałam. Otworzył mi pan Kagekao.
- Dzień dobry - przywitał się. - To jakaś chodząca reklama, czy co? Uprzedzając pytanie: Nie, nic nie potrzebujemy i nie będziemy przyjmować żadnych ofert. Dziękuję.
Zaniemówiłam. Stałam, nie wiedząc co powiedzieć.
- Em... Mam prezenty! - uniosłam wielki wór.
- O, to zmienia postać rzeczy - mruknął pod nosem, wpuszczając mnie do środka. Wręczyłam mu małe zawiniątko.
Przy stole siedziała pani Luna. Jej również podałam prezent.
- Kim jeśteś? - spytał ktoś z boku. Odwróciłam się i zobaczyłam grupkę szczeniaków leżących na małej pufie.
- Jestem reniferem, który rozdaje prezenty grzecznym dzieciom - wyjaśniłam.
- Ale... U nas już był renifer - nie mógł zrozumieć.
Pytająco spojrzałam na panią Lunę.
- Wiesz, było tu ostatnio trochę takich zwierząt... - szepnęła. - Też przyniosły im prezenty.
Zrozumiałam, że muszę improwizować.
- No, wiecie... - zająknęłam się. Kilka par wielkich oczek wpatrywało się we mnie z wyczekiwaniem. - Byłyście wyjątkowo grzeczne, więc razem z Mikołajem uznaliśmy, że zasługujecie na dodatkowe prezenty - uśmiechnęłam się, chociaż i tak nie było tego widać.
Podeszłam do choinki i położyłam tam kilka paczuszek - dla Temisto, Kallisto, Nicol, Rena i Tobiasa. Dla Temmie była skakanka i kolorowanki z dużym zestawem kredek. (Oraz, oczywiście, temperówką, bo jak by się miało obejść bez niej?) Kalli miała dostać ciepły sweterek i słuchawki. Dla Nico była czarna, dość mała kokarda, z kolorowymi zdobieniami i miękki, milutki, szary koc. Za to dla Rena i Tobiasa - dla których był wspólny prezent - był wielki wór słodyczy, w którym dało się wyróżnić gigantyczną paczkę gum do żucia, podpisaną "Własność Tobiasa! Proszę nie ruszać!". No, dla każdego była jeszcze mała poduszka, każda w innym kolorze. O, i jeszcze ten największy prezent ze wszystkich, przeznaczony dla Mateo. Nie było go w pokoju, ale na pewno kiedy wróci, znajdzie swój prezent pod choinką. Pożegnałam się z rodziną i podążyłam do domu.
~~*~~
Gdy weszłam do środka, stanęłam jak wryta. Pod świątecznym drzewkiem była masa prezentów! Ale skąd to wszystko się tu wzięło? Nie miałam siły o tym myśleć. Weszłam do pokoju, zdjęłam reniferowy kostium i położyłam się na łóżku. Chwilę potem zasnęłam.
DI END.
No, ale jakbyście chcieli wiedzieć, co było dalej, to wiedzcie, że na 100% śniła o tym, że rano otworzy prezenty, i najdzie tam nowiutkie, pachnące książki, świeżą herbatę, i jeszcze milion innych rzeczy. C:

23.12.2017

Od Lexi o Reniferowaniu, część 1

Czy to komiczne? Zdecydowanie tak. Czy ciekawe? No, uznajmy. Czy się uda? Tego nie wie nikt. Dopinałam ostatni suwak. Było trochę duszno, ale trudno. Ze wszystkim pomogła mi Lia. Prezenty i upominki były zrobione ręcznie, ale użyto do nich magii.
Wyszłam z jaskini. Pierwsza na liście była jaskinia Rose i Equela. Taszczyłam wielki worek pełen rozmaitych przedmiotów. Nie znałam do końca drogi, dlatego musiałam kogoś o nią spytać. W końcu spotkałam jakiegoś basiora, który słysząc mój głos spojrzał na mnie jak na wariata.
- Wesołych świąt! Wie pan może jak dojść do jaskini pani Rose i pana Equela?
Nie dziwiłam mu się - właśnie przemówił do niego dość mały, brązowy renifer z ponaszywanymi łatami, z czerwonym nosem, zielonymi oczyma i wielkim, wesołym uśmiechem.
- Idź prosto, na rozwidleniu skręć w lewo, potem zobaczysz wielki głaz - wydukał, wpatrując we mnie z niepewnością. - Wtedy na pewno zobaczysz ich dom.
- Dziękuję! - zawołałam przez ramię, bo już pędziłam we wskazanym przez niego kierunku. 
Skręciłam w lewo, i zgodnie z instrukcją wilka niedługo potem zauważyłam wielki głaz koło drogi. Chwilę później doszłam do drzwi i zapukałam. Otworzyła mi pani Rose.
- Dzień dobry i wesołych świąt! - zawołałam wesoło.
Wadera z uśmiechem wpuściła mnie do środka.
- Czy są tu jakieś grzeczne dzieci? - spytałam.
Ściągnęłam na siebie spojrzenia szczeniaków. Ten szary ze skrzydłami nietoperza to musiał być Nitaen, a czerwona waderka z krótkim ogonkiem to pewnie Kaja. Były tam dwa skrzydlate szczeniaki, oba ze skrzydłami - jasnoniebieski Seven i jego troszkę ciemniejsza siostra Tori. Na dywanie leżała różowa waderka, Tora.
- A kim pani jest? - zapytał Seven, zeskakując z kanapy i się do mnie zbliżając.
- Jestem reniferem odwiedzającym szczeniaki z całej watahy - wyjaśniłam. - Tylko te szczenięta, które są grzeczne, dostają ode mnie prezenty.
Najpierw podałam małe zawiniątko pani Rose
Sczeniaczki wydały okrzyki zdumienia i radości. Kiedy się uspokoiły, rzekłam:
- Tora, ty pierwsza.
Waderka podeszła do mnie z niepewnością. Podałam jej paczuszkę. Rodzeństwo wpatrywało się w nią z wyczekiwaniem. W końcu powoli rozpakowała paczkę. Kiedy zobaczyła, co jest w środku, jej oczy zabłysnęły. 
- Dziękuję! - krzyknęła i wróciła na swoje miejsce. - Ale... Skąd pani wiedziała, że lubię takie rzeczy? - Zdziwiła się.
- Mikołaj wie wszystko - odparłam, jakby to było oczywiste. - A wszystko, co wie Mikołaj, wiem też ja.
Wadera w zamyśleniu pokiwała głową i pokazała rodzeństwu to, co dostała. Była to srebrna tiara ze złotymi ozdobami. Założyła ją na głowę. Pasowała idealnie.
Poprosiłam do siebie Nitaena. Od razu rozpakował swój prezent. Widząc, że w środku jest sweter i słodycze, pisnął ze szczęścia i zrobił parę kółek w powietrzu.
Następna była Kaja. Podałam jej gigantycznego, większego od niej pluszowego misia. Była przeszczęśliwa. 
Potem przyszła kolej na Tori. Dostała prezent, jednak postanowiła go na razie nie rozpakowywać.
No, a na końcu podszedł do mnie już zniecierpliwiony Seven. Podałam mu prezent, po czym powiedziałam:
- Ja już muszę iść.
Usłyszałam pomruki niezadowolenia.
- Do zobaczenia i wesołych Świąt! - zawołałam, wychodząc z jaskini.
- Do widzenia!!! - rozległo się za mną.

Od Mateo CD Tobiasa

- On sam tam wszedł! - zawołałem, bo to przecież nie moja wina, że szkrab zakradł się niepostrzeżenie do mojego plecaka. Nikt mnie jednak nie słuchał.
- Jego pierwsze słowo! - powiedział wzruszony Kagekao, wpatrując się w futrzasty naleśnik wiercący się na podłodze. Reszta szczeniaków powoli podpełzła do nas. Nagle Ren ugryzł Kallisto w ucho, ta pisnęła, 'odskoczyła' i  potoczyła się na Temisto, która prychnęła gniewnie i zatoczyła się na Nico. Czarny pulpet wpadł na Tobiasa, i po chwili podłoga była pełna kręcących się i gryzących nawzajem szczeniaków.
- Śpokój! - krzyknęła nagle Kalli, stając na wyprostowanych łapkach. Rodzeństwo powoli podniosło na nią wzrok i równie wolno usiadło. - No. - mruknęła waderka, zadowolona z siebie. Tobias nie chciał jednak długo siedzieć w jednym miejscu, przysunął się do mnie i zaczął mnie ciamkać. Naraz Ren potrząsnął gniewnie głową, wstał i krzyknął:
- Nie roskasujeś mi! - po czym skoczył na przerażoną siostrę.
- Ren! - wrzasnęła Luna - Złaź z niej!
- Aaaaaa! - rozbeczała się Temmie. - On ją ziadł!
- Maaamooooo...  - zawołała płaczliwie Nico.
- Ciamku, ciamku - zaciamkał Tobias, ze stoickim spokojem przyglądając się sytuacji.
Ren dalej kotłował się na podłodze, a Kallisto, ciągle gryziona ledwo co wyrżniętymi zębami, piszczała przeraźliwie.
- PRZESTAŃ! - ryknął Kagekao i złapał szczeniaka za kark, ściągając go z siostry. Waderka lekko krwawiła. Powoli wstała na trzęsących się łapach.
- Skarbie... - szepnęła Luna i zaprowadziła ją do pokoju, pocieszając po drodze.
Pozostałe rodzeństwo ucichło, nawet Tobias przestał ciamkać i mlasnął pytająco. Wreszcie Kagekao wrócił - ale bez Rena.
- Ma szlaban - wyjaśnił krótko. Po chwili wróciła mama z Kallisto, dalej trochę przestraszoną, z dwoma plasterkami.
- Cio to? - zapytała Kallisto, wskazując na plaster.
- Plaster - odparła mama.
- Ja teź chcię!
- Wiemy, wiemy, że chcecie - zahuczał czyjś głos w wejściu.
- Kto to? - zapytała Nico, przestraszona, chowając się za choinką. Dołączyła do niej reszta szczeniaków, nawet Tobias.
- To ja - odpowiedział głos swobodnie - reniferek.
- Renifek? Na pewno? - nie dowierzał Tobi, ale wypełzł zza drzewka.
- Nie, RENIFER, ale... - wielki zwierz, który pojawił się właśnie w przejściu, szukał argumentów - ale... przywiozłem prezenty!
- Preźty! - krzyknął radośnie biały basiorek, z trudem hamując tuż przed kopytami renifera, ledwo co mieszczącego się w pokoju. Wyglądał on bardzo osobliwie: nie patrząc nawet na gabaryty, cały był opleciony świątecznymi lampkami, a na porożu miał wielki wór z prezentami. Reszta rodzeństwa powoli opuściła kryjówkę.
- Ci pan jest prawdziwy? - spytała Tem.
- Cio pan ma na głowie?
- Jak pan tu wlaźl?
- Co to plezęty?
- Spokojnie - zaśmiał się zwierz - Proszę, to wasze podarunki. Rozpakujcie, śmiało!
Kiedy rodzeństwo tarzało sie w papierze prezentowym i rozrywało paczuszki, podszedłem do renifera.
- Co się stało, młody? - zapytał z uśmiechem. - Dla ciebie też coś mam...
- Nie o to chodzi - przerwałem mu cicho - jest tu jeszcze jeden szczeniak, ale był troszkę... Hmm, niegrzeczny. Czy może pan dla niego coś zostawić? Przekażemy mu, gdy się poprawi.
- Skoro tak ładnie prosisz... - mruknął renifer, nieprzekonany. - Powinien być ci wdzięczny.
Zostawił dodatkowy prezencik pod choinką, po czym ładnie się pożegnał i wyszedł.
- To.. było dziwne - otrząsnął się Kagekao, dotąd gapiący się w osłupieniu na zwierzę pociągowe.
- Ciamku ciamku - odpowiedział Tobi, gryząc swój nowy, własny smoczek.
<Tobias? xD>

Od Marcusa Do eee... nie wiem. Odpisz ktoś, bo tak

Ah jakiż piękny mamy dzisiaj dzień. Kłamstwo. Cały śnieg stopniał, cały czas pada rzęsisty deszcz, kałuże są WSZĘDZIE, jestem cały w błocie i nie ma NIKOGO. Wszyscy są pozajmowani przygotowaniem do świąt. Czy tylko ja ich nie obchodzę? Według mnie całe to świąteczne gówno to badziewie. Nie rozumiem wilków, które przygotowują cała jaskinię, sprzątają, gotują i niewiadomo co jeszcze tylko na jeden dzień. Bezsens. Ale cóż. Nie mam zamiaru siedzieć na tyłku cały dzień. Wstałem, szybko przeciągnąłem się i ruszyłem. Powoli skierowałem się nad wodospad. Albo klif. Chyba to drugie, jest dalej. Mam więcej drogi do przebycia. Przez całą drogę towarzyszyło mi uczucie jakby ktoś (lub coś) mnie śledziło. Nie przejmowałem się tym. Kiedy dotarłem na klif, usiadłem i patrzyłem do przodu. Po chwili z tyłu dobiegł mnie głos wilka (prawdopodobnie wadery) mówiący 'cześć'. Powoli odwróciłem się i zobaczyłem...
< Ktosiu? Wadero najlepiej B) >

22.12.2017

Od Mateo na Event i o szkole

Na lekcji Pisania i Czytania jak zwykle robiliśmy szlaczki. Maluchy zabrały się do tego z wielkim zapałem, i chyba tak samo dużym, a może większym trudem, natomiast ja lekko powiodłem długopisem po liniach i oddałem pracę pani. Miałem więc przed sobą całe nudne i puste pół godziny. Kii, zrażona do szkoły, pewnie chowała się teraz w śnieżnych zaspach, a całe moje rodzeństwo spało, zaszyte pod poduszkami na kanapie. Na wiosnę szczeniaki będą już tak duże, że pójdą do szkoły, i będą się mozolnie uczyć literek, jak na przykład ten mały przede mną... I będziemy rozmawiać na lekcji, i nie będzie wreszcie tak nudno, będę mógł im pomóc, kiedy na przykła.. But, wait..
Nie! Mnie tu już nie będzie! Ja przecież w lutym kończę dwa lata!
Ta myśl była jednocześnie smutna i radosna, bo nie będę musiał się męczyć, ale nie będę też mógł siedzieć tu z Renem, Kal, Temmie, Nico i Tobiasem, choćby po to, żeby zobaczyć, jak stawiają pierwsze krzywe literki na kartce!
- Nein! - wyrwało mi się, co automatycznie skierowało na mnie spojrzenia wszystkich obecnych osób, w tym nauczycielki. Na szczęście od odpowiedzi na potencjalne pytania wybawił mnie dzwonek.  Wybiegłem szybko na przerwę, zauważając przy tym, że nie dzwonił dzwonek normalny, a dzwoneczki do sań, wygrywające Jingle Bells! Mimo lekkiej melancholii, zacząłem sobie podskakiwać do rytmu. Dziś była to ostatnia lekcja, więc dałem się porwać nurtowi wychodzących szczeniaków. Było już ciemno. Na drodze nurt rozdzielał się powoli, kiedy pojedyncze osoby kierowały się do swoich domów. W końcu doszedłem, już sam, do swojej jaskini.
 Pierwszym odgłosem, który dal się usłyszeć, był cichy płacz, dobiegający zza choinki. Na drzewku siedział Bobslej, poświstując bezradnie. Uświadamiając sobie gdzieś tam z tyłu, że od kiedy urodziły się szczeniaki, zapomniałem o świstaku, wczołgałem się za choinę.
- Co się stało? - zapytałem łagodnie czarnej kulki, którą okazała się Nico.
- B-bo...- wyjąkała przez łzy, po czym potrząsnęła głową i trochę się uspokoiła - ...bo psied wejściem iszł taki ścieniak i jak powieciałam cześć to on sie zacioł śmiać i siapytał kto fpusił tu niemaginego wilka i jak uciekłam to ksiknoł zie jestem najbaldziej tchóźliwym basiorkiem na świeeeecieeeeee... - znowu się rozbeczała.
Rozzłościłem się. Kto mógł być taki wredny? Znajdę cię, ty parszywy sowi wymiocie... Poza tym, no jak można wziąć Nico za... Dobra, cofam. Rzeczywiście wygląda trochę jak basior, ale to przecież nie jej wina.
- Nie martw się, on się tu więcej nie pokaże - obiecałem, przytulając szlochające niebożątko. Nico znów się uspokoiła, i zanim zdążyłem się obejrzeć, zasnęła. Westchnąłem z niedowierzaniem i zaniosłem ją do reszty rodzeństwa, które - jak się okazało- także spało. Ren też był z nimi, pewnie tata kazał mu przeprosić Kallisto i teraz mógł już dołączyć od reszty. Popatrzyłem na nie jeszcze chwilę i przysłuchiwałem się chrapaniu Tobiasa, po czym poszedłem do pokoju i zaprosiłem świstaka na gorącą czekoladę.

Od Lily CD. Silvera

Nowy znajomy spytał mnie, czy chciałabym się nauczyć się ślizgać.
- Byłabym bardzo wdzięczna, ale nie sądzę, czy ma to sens - westchnęłam. - Sam widziałeś, jak sobie radzę...
- No chodź - zachęcił mnie. - Musisz po prostu chcieć i wierzyć w to, że się uda. Musisz spróbować. Nie przyjmuję odmowy.
- Nie - odparłam.
Wilk wszedł na lód i zademonstrował kilka figur, piruetów, zwrotów i skrętów, po czym znów podjechał do mnie.
- Patrz, jak fajnie - nalegał. - I będziesz miała satysfakcję, obiecuję! - Dodał basior.
Westchnęłam ponownie, tym razem zrezygnowana.
- No dobrze - burknęłam niechętnie. - Zróbmy to.
Silver złapał moją łapę i pociągnął. Razem weszliśmy na zamarznięty staw. Wilk poruszał się prosto, gibko, a w jego ruchach było pełno gracji. A ja? Ja, oczywiście, kiedy weszliśmy na lodowisko, od razu zaczęłam się ślizgać i rozjeżdżały mi się łapy. Skończyłam, czołgając się na środku jeziorka. W końcu udało mi się wstać na chwiejnych nogach i "przejechać" kawałek.
- Tak! Wreszcie się udało! - zawołałam, śmiejąc się ze szczęścia.
- Brawo! - ucieszył się wilk.
Ślizgałam się dookoła, wciąż minimalnie przyspieszając. Udało mi się parę razy podskoczyć. Gdy mieliśmy już dość, zaprosiłam Silvera do mojej jaskini.
<Silver?>


Od Demoness do Royala

- To bardzo miłe z twojej strony i wcale nie jest głupie - przyznałam.
- Więc gdzie teraz. - powiedziałam czekając na basiora i stając przed wyborem z pośród 3 wydeptanych ścieżek, prowadzących do lasu.
- W prawo - odparł basior i przechodząc obok mnie z uśmiechem, ruszył w wskazanym kierunku. Ja nigdy bym nie zapamiętała drogi do miejsca, do któremu zmierzamy. Najprawdopodobniej zgubiła bym się po 3 rozdrożu, a my minęliśmy chyba z dziesięć, a może przesadzam? po mnie można się wszystkiego spodziewać... Rozmawialiśmy i szybkim krokiem wędrowaliśmy w Royal'owi tylko znanym kierunku.
Teraz panowała cisza między nami, ale nie była niezręczna. No może dla mnie, ja po prostu lubię cisze co poradzić :3 Oglądałam sobie przez cały czas zimowy krajobraz. No trzeba przyznać zima naprawdę jest ładna. Moje rozmyślania nad pięknem przyrody coś przerwało. Zatrzymałam Royal'a łapą.
- Co je...
- Cicho... słyszysz? Coś tam skrzypie chodź zobaczymy. - oznajmiłam i ruszyłam w kierunku dźwięku. Basior wiedząc chyba, że mnie nie powstrzyma ruszył za mną.
To coś zaczęło uciekać, więc ruszyłam biegiem za nim. Nim się zorientowałam stałam na cienkim lodzie, a to coś uciekło. Lud powoli zaczął pękać, a ja stałam na środku jeziora.

<Royal? Przepraszam że tak długo to pisałam ;-;>

Od Silver do Lily

Ruszyłem na drugi brzeg jeziora po moje rzeczy kiedy poczułem jak kula śnieżna zderzyła się z moim karkiem. Usłyszałem chichot Lily za drzewa. Zaśmiałem się pod nosem na reakcję wadery. W tamtym momencie Lily zaczęła wojnę. Wziąłem w łapy śnieg i uformowałem kulę. Podjechałem do drzewa za, którym schowała się moja przeciwniczka.
- Spokojnie nie chcę zaczynać wojny. Jestem pokojowym wilkiem.
Wadera uwierzyła w moje słowa i wyszła za drzewa. Nagle wyszczerzyłem swoje kły i rzuciłem w nią mokrą i zimną kulą. Zaczęła strzepywać śnieg z twarzy, a ja zaśmiałem się zwycięsko. W tym momencie znowu śnieżka zderzyła się z moim futrem, a do moich uszu dotarł śmiech Lily.
- Zaczęłaś wojnę moja droga. - powiedziałem.

*TIME SKIP*

Rzucaliśmy się nawzajem śnieżkami dobre pół godziny, ale w końcu przestaliśmy, bo byliśmy zmęczeni.
- Co cię sprowadza do lasu? - zapytała się mnie Lily.
- Szukałem choinki do mojej jaskini, ale mi się znudziło, więc trochę się poślizgałem.
- Masz talent do tego. Wyginasz się na tym lodzie jak zawodowiec.
- Dziękuję. Kiedy byłem mały to w zimę praktycznie nie schodziłem z lodu. Widać nie wyszedłem z wprawy. A ty? Jeździsz?
- Nie za bardzo.
- Mogę cię nauczyć jeśli chcesz?
[Lily?]

Od Tobiasa c.d Mateo

- Ciamkaczu mój! - zawołał szczeniaczek uradowany tym że jego brat żyje, po czym przytulił białą kluską po raz enty. Ciamknął cicho, a gdy jego starsze rodzeństwo się uspokoiło, włożyło go do plecaka. - Nie wychodź tym razem. - Ostrzegł starszy, po czym ruszył biegiem do domu. W tym czasie Tobias miętolił róg podręcznika swoimi bezzębnymi dziąsłami. Gdy dotarli do jaskini rodziców, w środku siedziała cała rodzina.
- Mateo... - Odezwała się Luna smutno do syna. - Tobias się zgubił, widziałeś go może?
- Macio! - Dobiegło z torby basiorka. Nagle wieko plecaka się otworzyło a z niego wyskoczyła biała kluska. Rodzice spojrzeli się na Mateo oskarżycielskim wzrokiem.
- On sam tam wszedł! - wytłumaczył syn.
- Jego pierwsze słowo... - Zachwycił się ojciec.
<Macio? :3>