31.12.2017
Od Kiiyuko do Mateo. (bodajże zalążek nowości hah)
Popatrzałam na Mateo. Ignasia też na niego spojrzała. Więc jak tak sobie patrzyłyśmy, to on sobie paczał na drzewo i małą sójkę. Bidok, nie wiedział, że to Sója.
Kim jest Sója?
Zacznijmy więc naszą opowieść. Sóję poznałam, kiedy miałam parę miesięcy, ale nie połączyłą nas relacja pozytywna, lecz..
Coś w rodzaju nienawiści.
Szłam sobie, nagle ją spotkałam. Leżała sobie, a ja ją pacnęłam, żeby zobaczyć, czy żyje. Ona wstała, powiedziała, że ma rodzinę i musi zmykać, zrobiła coś w rodzaju "frrrrr" jak Sójka z Domisiów i poleciała. Potem mnie nękała.
<Mateo, jest opo, nie narzekaj, ty zuy...>
30.12.2017
Od Mateo do kogoś
29.12.2017
Od Demona CD Yuki
- Mógłbyś się przymknąć? - samica spojrzała na mnie gniewnie, a ja zacząłem śmiać się jeszcze głośniej. nie mogłem się opanować.
- W-Wybacz haha... A-Ale haha N-N-Nie mogę przestać HAHAHAHA - zacząłem się już dusić ze śmiechu, po chwili jednak udało mi się uspokoić.
- No... jednak przestałeś... a teraz masz odpowiedzieć na pytanie... CZEMU SIĘ AK ŚMIAŁEŚ?! - wadera wrzasnęła na mnie.
- Po prostu mnie śmieszysz, to tyle. - wadera wyglądała na bardzo zgniewaną, ale się uspokoiła i po chwili zaczęła kręcić się w kółko.
- Jak masz na imię? - podeszła do mnie patrząc na moje ślepe oko.
- Demon...a ty grubasie? - w tym momencie wadera się na mnie rzuciła, przy okazji zrywając łańcuchy. Walczyliśmy tak z 20 minut, gdy usłyszeliśmy za sobą jakieś wycie. Nie wiedziałem do kogo on należy, ale wiedziałem jedno - ten ktoś wzywa posiłki. Popatrzyliśmy się w tamtą stronę, po czym wadera ze mnie zeszła (mówiłem już, że była na mnie? XD chyba nie...ups XD) i uciekła mówiąc przy tym coś w stylu, że jeszcze się spotkamy czy coś. Widać, że nie jest aż taka głupia...
<Yuki?> przepraszam że takie krótkie po zaledwie jest tylko 182 słów i że jest to badziewne ale pisane na szybko z brakiem weny bo inaczej Yuki by mnie zjadła *^*
Leniwcu masz tym razem odpisać Demonowi szybciej, nie po ponad roku xD
28.12.2017
Od Silvera do Lily
Od Lily CD. Silvera
- Ja? - zamyśliłam się. - Z tego co wiem, to tylko woda.
Przez chwilę milczeliśmy.
- Jak to: z tego co wiesz? - zdziwił się Silver.
- Nie wiem... Może jeszcze odkryję w sobie jakieś inne moce czy żywioły? - rozmarzyłam się.
- Nigdy nie słyszałem o czymś takim, ale może i masz rację?
Wypiłam do końca herbatę. Spojrzałam za okno.
O, nie...
Za oknem szalała burza. Co chwilę było słychać grzmoty i widać błyskawice. Mój gość też to zauważył.
- Chyba nie dasz rasy wrócić do domu - stwierdziłam. - Na tę noc zostaniesz u mnie.
Gestem uciszyłam jego protest.
- Pora na kolację - powiedziałam i poszłam do kuchni.
Włożyłam chleb tostowy z serem do tostera i czekałam. Zrobiłam trzy kubki ciepłego kakao. Kiedy wszystko było już gotowe, wróciłam z jedzeniem do salonu.
- Percy! - zawołałam. - Kolacja!
Po chwili do pokoju wszedł wilk. W milczeniu spożywaliśmy tosty.
<Silver? Wiem, trochę krótkie...>
26.12.2017
Od Silvera do Lily
25.12.2017
Podsumowanie Eventu Adwentowego
1. Mateo - 1300 CS + Bonus za największą ilość = 1500 CS
2. Lexi - 950 CS + Bonus za drugą największą ilość = 1100 CS
3. Royal - 450 CS + Bonus za trzecią największą ilość = 550 CS
4,1. Castiel - 300 CS + Bonus pocieszenia = 350 CS
4,2. Lily - 300 CS + Bonus pocieszenia = 350 CS
5. Percy - 250 CS + Bonus pocieszenia = 300 CS
6. Luna - 150 CS + Bonus pocieszenia = 200 CS
7. Meetou - 100 CS
8,1. Kagekao - 50 CS
8,2. Mirana - 50 CS
8,3. Igazi - 50 CS
8,4. Solis - 50 CS
Hajs zostanie dodany w sylwestra, lub po nim jeżeli literki będą mi się dwoić
Rozstrzygnięcie Eventu!
Od Percy'ego
Od Lexi CD. Castiel'a
Nagle zauważyłam sylwetkę jakiegoś wilka, zapewne basiora. Był zbyt daleko, żebym go rozpoznała. Był coraz bliżej. W końcu doszłam do wniosku, że to Castiel. Cieszyłam się, że relacje między nami ostatnio się polepszyły i stały się
- Wesołych Świąt, Cas! - przywitałam się radośnie.
- A dlaczego miałyby być wesołe? - burknął. - Powinny być przepełnione ciepłem i miłością... Ale jeśli ktoś jest zupełnie sam, nie ma powodu do świętowania. przyjemniejsze.
Postawa basiora trochę mnie zaskoczyła. I tak dopnę swego...
- Wiesz, ja właśnie w tej sprawie... - powiedziałam.
Przystanął i spojrzał na mnie pytająco.
- No... Pomyślałam, że fajnie by było, gdybyś spędził te święta ze mną. - Uśmiechnęłam się. - Nie byłbyś sam, mógłbyś poczuć tą wspaniałą, świąteczną atmosferę... Mam już prezent.
Podeszłam do niego i podałam mu małą paczuszkę. Potem cmoknęłam go lekko w policzek.
- Dziękuję. Za to, że jesteś - powiedziałam cicho. - Za to, że mnie nie zostawiłeś. Że byłeś przy mnie. Nie odwróciłeś się ode mnie, chociaż miałeś przeze mnie tyle kłopotów... Ja... Przepraszam.
<Castiel? Przyjdziesz?>
Od Castiel'a do Lexi [nowe opowiadanie]
Wigilia. Potworny i beznadziejny dzień w roku. Wszystko wydarzyło się tak szybko... Miałem nadzieję zrobić niespodziankę Hayley. Po cichu zajrzałem do jej jaskini, a wtedy... Zobaczyłem ją. Z nim. Całowali się, obściskiwali... Nie wytrzymałem. Wparowałem do środka, rzuciłem się na samca... Ale wreszcie odpuściłem. Nawet gdybym go zabił, nic nie zmieni tej strasznej rzeczywistości. Zostałem zdradzony przez istotę, którą uważałem za miłość swojego życia. Przynajmniej jeszcze do niedawna. Podła suka. Nienawidzę jej. Nienawidzę świata. Nienawidzę świąt.
~~~ Następnego dnia, Boże Narodzenie ~~~
Ukryłem pysk w poduszce, starając się zignorować radosne śpiewy i chichoty, dobiegające z niższych pięter sierocińca. Gwałtownie podniosłem się z miejsca, po czym, trzaskając drzwiami, wyszedłem z jaskini. Powoli wlokłem się przed siebie, z pochmurną miną brodząc w głębokim śniegu. Wtem przed sobą ujrzałem znajomą sylwetkę limonkowej samicy. Waderka na mój widok uśmiechnęła się szeroko i podbiegła do mnie.
- Wesołych Świąt, Cas! - wykrzyknęła radośnie.
- A dlaczego niby miałyby być wesołe? - burknąłem. - Powinny być przepełnione ciepłem i miłością... Ale jeśli ktoś jest zupełnie sam, nie ma żadnego powodu do świętowania.
[ Lexi? Wybacz, że takie słabe, ale pisane na telefonie ;_; ]
24.12.2017
Od Lexi o Reniferowaniu, część 2, no, i coś-tam o prezentach :>
Zobaczyłam znajomy ogródek. Okalał go żywopłot, w środku było dużo krzaków o różnych odcieniach zieleni i pełno pachnących kwiatów o wszelkich barwach. Sprawką stanu ogrodu musiała być magia, niemożliwe, żeby o tej porze roku wszystko kwitło i było takie piękne i rozłożyste... Rosło tam parę drzewek owocowych. Z zachwytem wpatrywałam się w tą piękną scenerię.
Weszłam po schodkach i podeszłam do drzwi. Zapukałam. Otworzył mi pan Kagekao.
- Dzień dobry - przywitał się. - To jakaś chodząca reklama, czy co? Uprzedzając pytanie: Nie, nic nie potrzebujemy i nie będziemy przyjmować żadnych ofert. Dziękuję.
Zaniemówiłam. Stałam, nie wiedząc co powiedzieć.
- Em... Mam prezenty! - uniosłam wielki wór.
- O, to zmienia postać rzeczy - mruknął pod nosem, wpuszczając mnie do środka. Wręczyłam mu małe zawiniątko.
Przy stole siedziała pani Luna. Jej również podałam prezent.
- Kim jeśteś? - spytał ktoś z boku. Odwróciłam się i zobaczyłam grupkę szczeniaków leżących na małej pufie.
- Jestem reniferem, który rozdaje prezenty grzecznym dzieciom - wyjaśniłam.
- Ale... U nas już był renifer - nie mógł zrozumieć.
Pytająco spojrzałam na panią Lunę.
- Wiesz, było tu ostatnio trochę takich zwierząt... - szepnęła. - Też przyniosły im prezenty.
Zrozumiałam, że muszę improwizować.
- No, wiecie... - zająknęłam się. Kilka par wielkich oczek wpatrywało się we mnie z wyczekiwaniem. - Byłyście wyjątkowo grzeczne, więc razem z Mikołajem uznaliśmy, że zasługujecie na dodatkowe prezenty - uśmiechnęłam się, chociaż i tak nie było tego widać.
Podeszłam do choinki i położyłam tam kilka paczuszek - dla Temisto, Kallisto, Nicol, Rena i Tobiasa. Dla Temmie była skakanka i kolorowanki z dużym zestawem kredek. (Oraz, oczywiście, temperówką, bo jak by się miało obejść bez niej?) Kalli miała dostać ciepły sweterek i słuchawki. Dla Nico była czarna, dość mała kokarda, z kolorowymi zdobieniami i miękki, milutki, szary koc. Za to dla Rena i Tobiasa - dla których był wspólny prezent - był wielki wór słodyczy, w którym dało się wyróżnić gigantyczną paczkę gum do żucia, podpisaną "Własność Tobiasa! Proszę nie ruszać!". No, dla każdego była jeszcze mała poduszka, każda w innym kolorze. O, i jeszcze ten największy prezent ze wszystkich, przeznaczony dla Mateo. Nie było go w pokoju, ale na pewno kiedy wróci, znajdzie swój prezent pod choinką. Pożegnałam się z rodziną i podążyłam do domu.
~~*~~
Gdy weszłam do środka, stanęłam jak wryta. Pod świątecznym drzewkiem była masa prezentów! Ale skąd to wszystko się tu wzięło? Nie miałam siły o tym myśleć. Weszłam do pokoju, zdjęłam reniferowy kostium i położyłam się na łóżku. Chwilę potem zasnęłam.
DI END.
No, ale jakbyście chcieli wiedzieć, co było dalej, to wiedzcie, że na 100% śniła o tym, że rano otworzy prezenty, i najdzie tam nowiutkie, pachnące książki, świeżą herbatę, i jeszcze milion innych rzeczy. C:
23.12.2017
Od Lexi o Reniferowaniu, część 1
Wyszłam z jaskini. Pierwsza na liście była jaskinia Rose i Equela. Taszczyłam wielki worek pełen rozmaitych przedmiotów. Nie znałam do końca drogi, dlatego musiałam kogoś o nią spytać. W końcu spotkałam jakiegoś basiora, który słysząc mój głos spojrzał na mnie jak na wariata.
- Wesołych świąt! Wie pan może jak dojść do jaskini pani Rose i pana Equela?
Nie dziwiłam mu się - właśnie przemówił do niego dość mały, brązowy renifer z ponaszywanymi łatami, z czerwonym nosem, zielonymi oczyma i wielkim, wesołym uśmiechem.
Od Mateo CD Tobiasa
- Jego pierwsze słowo! - powiedział wzruszony Kagekao, wpatrując się w futrzasty naleśnik wiercący się na podłodze. Reszta szczeniaków powoli podpełzła do nas. Nagle Ren ugryzł Kallisto w ucho, ta pisnęła, 'odskoczyła' i potoczyła się na Temisto, która prychnęła gniewnie i zatoczyła się na Nico. Czarny pulpet wpadł na Tobiasa, i po chwili podłoga była pełna kręcących się i gryzących nawzajem szczeniaków.
- Śpokój! - krzyknęła nagle Kalli, stając na wyprostowanych łapkach. Rodzeństwo powoli podniosło na nią wzrok i równie wolno usiadło. - No. - mruknęła waderka, zadowolona z siebie. Tobias nie chciał jednak długo siedzieć w jednym miejscu, przysunął się do mnie i zaczął mnie ciamkać. Naraz Ren potrząsnął gniewnie głową, wstał i krzyknął:
- Nie roskasujeś mi! - po czym skoczył na przerażoną siostrę.
- Ren! - wrzasnęła Luna - Złaź z niej!
- Aaaaaa! - rozbeczała się Temmie. - On ją ziadł!
- Maaamooooo... - zawołała płaczliwie Nico.
- Ciamku, ciamku - zaciamkał Tobias, ze stoickim spokojem przyglądając się sytuacji.
Ren dalej kotłował się na podłodze, a Kallisto, ciągle gryziona ledwo co wyrżniętymi zębami, piszczała przeraźliwie.
- PRZESTAŃ! - ryknął Kagekao i złapał szczeniaka za kark, ściągając go z siostry. Waderka lekko krwawiła. Powoli wstała na trzęsących się łapach.
- Skarbie... - szepnęła Luna i zaprowadziła ją do pokoju, pocieszając po drodze.
Pozostałe rodzeństwo ucichło, nawet Tobias przestał ciamkać i mlasnął pytająco. Wreszcie Kagekao wrócił - ale bez Rena.
- Ma szlaban - wyjaśnił krótko. Po chwili wróciła mama z Kallisto, dalej trochę przestraszoną, z dwoma plasterkami.
- Cio to? - zapytała Kallisto, wskazując na plaster.
- Plaster - odparła mama.
- Ja teź chcię!
- Wiemy, wiemy, że chcecie - zahuczał czyjś głos w wejściu.
- Kto to? - zapytała Nico, przestraszona, chowając się za choinką. Dołączyła do niej reszta szczeniaków, nawet Tobias.
- To ja - odpowiedział głos swobodnie - reniferek.
- Renifek? Na pewno? - nie dowierzał Tobi, ale wypełzł zza drzewka.
- Nie, RENIFER, ale... - wielki zwierz, który pojawił się właśnie w przejściu, szukał argumentów - ale... przywiozłem prezenty!
- Preźty! - krzyknął radośnie biały basiorek, z trudem hamując tuż przed kopytami renifera, ledwo co mieszczącego się w pokoju. Wyglądał on bardzo osobliwie: nie patrząc nawet na gabaryty, cały był opleciony świątecznymi lampkami, a na porożu miał wielki wór z prezentami. Reszta rodzeństwa powoli opuściła kryjówkę.
- Ci pan jest prawdziwy? - spytała Tem.
- Cio pan ma na głowie?
- Jak pan tu wlaźl?
- Co to plezęty?
- Spokojnie - zaśmiał się zwierz - Proszę, to wasze podarunki. Rozpakujcie, śmiało!
Kiedy rodzeństwo tarzało sie w papierze prezentowym i rozrywało paczuszki, podszedłem do renifera.
- Co się stało, młody? - zapytał z uśmiechem. - Dla ciebie też coś mam...
- Nie o to chodzi - przerwałem mu cicho - jest tu jeszcze jeden szczeniak, ale był troszkę... Hmm, niegrzeczny. Czy może pan dla niego coś zostawić? Przekażemy mu, gdy się poprawi.
- Skoro tak ładnie prosisz... - mruknął renifer, nieprzekonany. - Powinien być ci wdzięczny.
Zostawił dodatkowy prezencik pod choinką, po czym ładnie się pożegnał i wyszedł.
- To.. było dziwne - otrząsnął się Kagekao, dotąd gapiący się w osłupieniu na zwierzę pociągowe.
- Ciamku ciamku - odpowiedział Tobi, gryząc swój nowy, własny smoczek.
<Tobias? xD>
Od Marcusa Do eee... nie wiem. Odpisz ktoś, bo tak
< Ktosiu? Wadero najlepiej B) >
22.12.2017
Od Mateo na Event i o szkole
Nie! Mnie tu już nie będzie! Ja przecież w lutym kończę dwa lata!
Ta myśl była jednocześnie smutna i radosna, bo nie będę musiał się męczyć, ale nie będę też mógł siedzieć tu z Renem, Kal, Temmie, Nico i Tobiasem, choćby po to, żeby zobaczyć, jak stawiają pierwsze krzywe literki na kartce!
- Nein! - wyrwało mi się, co automatycznie skierowało na mnie spojrzenia wszystkich obecnych osób, w tym nauczycielki. Na szczęście od odpowiedzi na potencjalne pytania wybawił mnie dzwonek. Wybiegłem szybko na przerwę, zauważając przy tym, że nie dzwonił dzwonek normalny, a dzwoneczki do sań, wygrywające Jingle Bells! Mimo lekkiej melancholii, zacząłem sobie podskakiwać do rytmu. Dziś była to ostatnia lekcja, więc dałem się porwać nurtowi wychodzących szczeniaków. Było już ciemno. Na drodze nurt rozdzielał się powoli, kiedy pojedyncze osoby kierowały się do swoich domów. W końcu doszedłem, już sam, do swojej jaskini.
Pierwszym odgłosem, który dal się usłyszeć, był cichy płacz, dobiegający zza choinki. Na drzewku siedział Bobslej, poświstując bezradnie. Uświadamiając sobie gdzieś tam z tyłu, że od kiedy urodziły się szczeniaki, zapomniałem o świstaku, wczołgałem się za choinę.
- Co się stało? - zapytałem łagodnie czarnej kulki, którą okazała się Nico.
- B-bo...- wyjąkała przez łzy, po czym potrząsnęła głową i trochę się uspokoiła - ...bo psied wejściem iszł taki ścieniak i jak powieciałam cześć to on sie zacioł śmiać i siapytał kto fpusił tu niemaginego wilka i jak uciekłam to ksiknoł zie jestem najbaldziej tchóźliwym basiorkiem na świeeeecieeeeee... - znowu się rozbeczała.
Rozzłościłem się. Kto mógł być taki wredny? Znajdę cię, ty parszywy sowi wymiocie... Poza tym, no jak można wziąć Nico za... Dobra, cofam. Rzeczywiście wygląda trochę jak basior, ale to przecież nie jej wina.
- Nie martw się, on się tu więcej nie pokaże - obiecałem, przytulając szlochające niebożątko. Nico znów się uspokoiła, i zanim zdążyłem się obejrzeć, zasnęła. Westchnąłem z niedowierzaniem i zaniosłem ją do reszty rodzeństwa, które - jak się okazało- także spało. Ren też był z nimi, pewnie tata kazał mu przeprosić Kallisto i teraz mógł już dołączyć od reszty. Popatrzyłem na nie jeszcze chwilę i przysłuchiwałem się chrapaniu Tobiasa, po czym poszedłem do pokoju i zaprosiłem świstaka na gorącą czekoladę.
Od Lily CD. Silvera
- Byłabym bardzo wdzięczna, ale nie sądzę, czy ma to sens - westchnęłam. - Sam widziałeś, jak sobie radzę...
- No chodź - zachęcił mnie. - Musisz po prostu chcieć i wierzyć w to, że się uda. Musisz spróbować. Nie przyjmuję odmowy.
- Nie - odparłam.
Wilk wszedł na lód i zademonstrował kilka figur, piruetów, zwrotów i skrętów, po czym znów podjechał do mnie.
- Patrz, jak fajnie - nalegał. - I będziesz miała satysfakcję, obiecuję! - Dodał basior.
Westchnęłam ponownie, tym razem zrezygnowana.
- No dobrze - burknęłam niechętnie. - Zróbmy to.
Silver złapał moją łapę i pociągnął. Razem weszliśmy na zamarznięty staw. Wilk poruszał się prosto, gibko, a w jego ruchach było pełno gracji. A ja? Ja, oczywiście, kiedy weszliśmy na lodowisko, od razu zaczęłam się ślizgać i rozjeżdżały mi się łapy. Skończyłam, czołgając się na środku jeziorka. W końcu udało mi się wstać na chwiejnych nogach i "przejechać" kawałek.
- Tak! Wreszcie się udało! - zawołałam, śmiejąc się ze szczęścia.
- Brawo! - ucieszył się wilk.
Ślizgałam się dookoła, wciąż minimalnie przyspieszając. Udało mi się parę razy podskoczyć. Gdy mieliśmy już dość, zaprosiłam Silvera do mojej jaskini.
<Silver?>
Od Demoness do Royala
- Więc gdzie teraz. - powiedziałam czekając na basiora i stając przed wyborem z pośród 3 wydeptanych ścieżek, prowadzących do lasu.
- W prawo - odparł basior i przechodząc obok mnie z uśmiechem, ruszył w wskazanym kierunku. Ja nigdy bym nie zapamiętała drogi do miejsca, do któremu zmierzamy. Najprawdopodobniej zgubiła bym się po 3 rozdrożu, a my minęliśmy chyba z dziesięć, a może przesadzam? po mnie można się wszystkiego spodziewać... Rozmawialiśmy i szybkim krokiem wędrowaliśmy w Royal'owi tylko znanym kierunku.
Teraz panowała cisza między nami, ale nie była niezręczna. No może dla mnie, ja po prostu lubię cisze co poradzić :3 Oglądałam sobie przez cały czas zimowy krajobraz. No trzeba przyznać zima naprawdę jest ładna. Moje rozmyślania nad pięknem przyrody coś przerwało. Zatrzymałam Royal'a łapą.
- Co je...
- Cicho... słyszysz? Coś tam skrzypie chodź zobaczymy. - oznajmiłam i ruszyłam w kierunku dźwięku. Basior wiedząc chyba, że mnie nie powstrzyma ruszył za mną.
To coś zaczęło uciekać, więc ruszyłam biegiem za nim. Nim się zorientowałam stałam na cienkim lodzie, a to coś uciekło. Lud powoli zaczął pękać, a ja stałam na środku jeziora.
<Royal? Przepraszam że tak długo to pisałam ;-;>
Od Silver do Lily
- Spokojnie nie chcę zaczynać wojny. Jestem pokojowym wilkiem.
Wadera uwierzyła w moje słowa i wyszła za drzewa. Nagle wyszczerzyłem swoje kły i rzuciłem w nią mokrą i zimną kulą. Zaczęła strzepywać śnieg z twarzy, a ja zaśmiałem się zwycięsko. W tym momencie znowu śnieżka zderzyła się z moim futrem, a do moich uszu dotarł śmiech Lily.
- Zaczęłaś wojnę moja droga. - powiedziałem.
*TIME SKIP*
Rzucaliśmy się nawzajem śnieżkami dobre pół godziny, ale w końcu przestaliśmy, bo byliśmy zmęczeni.
- Co cię sprowadza do lasu? - zapytała się mnie Lily.
- Szukałem choinki do mojej jaskini, ale mi się znudziło, więc trochę się poślizgałem.
- Masz talent do tego. Wyginasz się na tym lodzie jak zawodowiec.
- Dziękuję. Kiedy byłem mały to w zimę praktycznie nie schodziłem z lodu. Widać nie wyszedłem z wprawy. A ty? Jeździsz?
- Nie za bardzo.
- Mogę cię nauczyć jeśli chcesz?
[Lily?]
Od Tobiasa c.d Mateo
- Mateo... - Odezwała się Luna smutno do syna. - Tobias się zgubił, widziałeś go może?
- Macio! - Dobiegło z torby basiorka. Nagle wieko plecaka się otworzyło a z niego wyskoczyła biała kluska. Rodzice spojrzeli się na Mateo oskarżycielskim wzrokiem.
- On sam tam wszedł! - wytłumaczył syn.
- Jego pierwsze słowo... - Zachwycił się ojciec.
<Macio? :3>