16.09.2017
Od Lii do Royal'a
- Lia! Masz coś jadalnego? - wadera leżała na grzybie plecami, a łapy miała w powietrzu, jakby chciała coś złapać.
- Nie nie mam. - odparłam spokojnie. Szczeniak odwrócił się na bok, a gdy dostrzegła mojego gościa jej uszy położyły się po ciele.
- Dobry wieczór. - mruknęła, i poleciała w głąb jaskini.
- Co z nią? - spytał Royal
- Nie lubi żadnego rodzaju gości. - odparłam. - Nigdy nie wie, co powiedzieć.
- Ech....
- Dobra, wybierz, gdzie chcesz spać. Na grzybie, pod grzybem, obok grzyba... jaskinia jest duża, więc śpij gdzie chcesz. - odparłam.
- No... ok. - I na tym się skończyło.
Było około 3 w nocy, kiedy się obudziłam. Nie cierpiałam na bezsenność, więc zaczęłam nasłuchiwać. I tak, znowu te szmery.... szepty oraz innego rodzaju rzeczy. Blask księżyca wszystko dookoła oświetlał. Poczułam na sobie czyjś wzrok. Skupiłam uszy i popatrzyłam w dół, skąd patrzyło na mnie dwoje, czerwonych oczu, po chwili wyłoniła się cała czaszka, a oczy zmieniły się w puste oczodoły. I w tedy... obudziłam się na prawdę. I tak właściwie było około 9 rano. Błyskawicznie wstałam, i zaczęłam się rozglądać po jaskini. Chwila... to był tylko sen? Naoglądałam się czegoś? Usiadłam i próbowałam uspokoić oddech.
- Stało się coś? - usłyszałam z dołu znajomy głos. Skierowałam tam moją głowę. Royal najwyraźniej czuł się już dobrze, bo nie było w nim nic wskazującego na to, by rana nadal była taka jak na początku.
- Nie.. raczej nic. - odarłam. I zaraz usłyszałam moją podopieczną.
- Jest coś do jedzenia?
- Nie, i chyba trzeba to zdobyć. - odparłam i popatrzyłam na basiora.
- No, czujesz się na siłach, by polować? Jeśli tak, to dobrze. Przy okazji poznasz kilka wilków z watahy.
< Royal? >
Od Night'a CD Evan
- I z czego się śmiejesz?
- Fajna piosenka - powiedziałem dalej się śmiejąc
- Eh... bardzo śmieszne. Jak masz na imię? - zapytał wilk
- Night, a ty?
- Evan. Należymy do tej samej watahy. Heh
- No. Widzę, że wybrałeś się na... rydze - znów się zaśmiałem
- Oj przestań już. A ty? Ty też przyszedłeś na grzyby
- Na to wygląda. To co? Pozbieramy grzyby razem?
- A możemy - powiedział Evan
~~*~~
Łącznie zebraliśmy 35 grzybów w dwie i pół godziny. Niezły wynik
- To co my teraz z nimi wszystkimi zrobimy? - zapytał basior
- Grzybową - odpowiedziałem
- No dobra. To przyjdź jutro do mojej jaskini na grzybową
- Okej - uśmiechnąłem się
< Evan? Tak wiem. To miało tyle sensu cx >
Od Shimer CD Noctis
- Dobra, a więc to koniec - powiedział Noctis po dwu godzinnym lataniu i słuchaniu. Nie powiem było to dość ciekawe
- To co teraz? - zapytałam
- O co chodzi?
- Nie wiem. Idziemy zapolować czy na grzyby (xd) czy gdziekolwiek
- Cóż... przyznam, że jestem głodny. Chodź do lasu. Tam coś upolujemy
- Okej... - zgodziłam się i ruszyłam za basiorem. Tym razem szliśmy. Nie lecieliśmy. Strasznie wkurzał mnie jakiś ptak w kółko latającym nad nami, więc po prostu wzleciałam do góry i zabiłam go jednym ugryzieniem
- Nieźle - powiedział basior
- Wiem - odpowiedziałam - Teraz ty
Oboje dosłyszeliśmy zwierzę siedzące w krzakach
- Nie ruszaj się. To zając. Jak nas usłyszy, albo zobaczy to ucieknie - po tych słowach użyłam mojej mocy zabijania na odległość i po jakichś dziesięciu sekundach weszłam w krzaki i wyciągnęłam z nich martwego zająca
- Zabijanie na odległość? - zapytał basior. Przytaknęłam. - fajna moc
- Pomocna. I to bardzo - przyznałam. Po jakiejś godzinie polowania wyszliśmy z lasu.
- To co teraz? - zapytałam
[ Noctis? Więc co teraz? ]
Od Lily do Cassandry
Od Evana do ktosia
No więc poszedłem na te grzyby. Purchawka, purchawka, mały, robaczywy maślak, purchawka, purchawka.. Chciałbym znaleźć chociaż jednego rydza..
-Rudy rudy rudy rydz! Mam na niego smaka..- podśpiewywałem sobie pod nosem. Nagle usłyszałem chichot za swoimi plecami. Odwróciłem się. Zobaczyłem w oddali sylwetkę jakiegoś wilka. Naprawdę tak głośno śpiewałem?
<ktosiu?>
Od Hestii do Mateo ,, Szkoła ''
Patrzyłam na szczeniaka. Była sama w opuszczonej... całkowicie opuszczonej jaskini. Chyba nawet nie zamieszkanej. Chyba... tak... Rodinia i Erotare mają trzy szczeniaki, z czego 2 liche. Może to jedno z nich? Wzięłam koc ze szczeniaka, położyłam na ziemi, a gdy rozłożyłam, chwyciłam szczeniaka w pół i ułożyłam na kocu, po czym mruknęłam do Mateo
- Trzeba ją zanieść do sierocińca. Tam dorośli się nią zajmą, i powiadomią jej rodziców... o ile się nie pomyliłam, i właśnie należy do tej watahy.
- Ok. - Wzięłam dwa końce koca tak, że zrobił się taki worek ze szczeniakiem, i wyszłam z jaskini.
*** Kilka minut później ***
W sierocińcu szczeniaka przekazałam Miranie i Katrin, po czym poszłam w stronę jaskini
- Jutro też idziesz do szkoły? - spytał Mateo
- Muszę. Lia by mnie zgniotła, gdybym nie poszła - zaśmiałam się. - a dzisiaj do szkoły nie wrócę, więc nie mam nic do roboty.
- Idziemy gdzieś?
- Gdzie.
- Nie wiem. - basior wzruszył ramionami
- Na grzyby? - spytałam.
- Masz zamiar robić zupę grzybową?
- Nie wiem. - odparłam. - ale wiem jak wyglądają te jadalne, i nie jadalne. Tylko chwila, muszę iść po koszyk. - Chodzenie po lesie i w dodatku po deszczu we wrześniu jest świetne. A dlaczego? Bo nikt nie kwapi się do szukania grzybów, i moczenia sobie łap. Chodziliśmy z około 2 godziny, przez które uzbieraliśmy około 27 grzybów. Wszystkie jadalne. Gdy wyszliśmy z lasu byłam zziębnięta. I coś mi się widziało, że będę chora.
- Zaproszę cię na zupę grzybową. - zaśmiałam się i wzleciałam w powietrze, ale nie wysoko. Leciałam tak jakoś metr nad ziemią. - A teraz pa. - to mówiąc poleciałam do jaskini, położyłam grzyby na stoliku, i zaczęłam się suszyć, po czym poszłam spać, natomiast rano... wstałam z obolałą głową i z zawalonym nosem. Chusteczki zwykle nie były potrzebne, ale teraz... zaczęłam szukać ich wszędzie, aż wreszcie znalazłam. Nie czekając na moją opiekunkę wyszłam szybko do szkoły.
Pierwsza była nauka liczenia. Kilka wzmianek na tablicy, kłótnia między szczeniakami i koniec. Potem lekcja magii. Wreszcie mieliśmy nauczyciela,a mianowicie nową waderę Lily. Lekcja byłaby przyjemna... gdyby nie mój katar. Pani Lily kazała się skupić na tym, co leży w naszej duszy. Ogółem tłumaczyła jak Luna, ale jednak inaczej. Nie znaliśmy jeszcze swoich żywiołów, więc magia była trudnym tematem. Skupiłam się na tym, co mówiła nauczycielka, i wokół mnie pojawiła się jakby lekka mgiełka, która się co chwila nasilała, a gdy była gęsta jak mleko, dalej nie dałam rady tego utrzymać, i mgła rozlazła się na całą salę niknąc niczym czekoladki z pudełka. Po tym zdarzeniu... potrzebowałam jeszcze większej ilości chusteczek.
< Mateo? Katar... >
Od Noctis'a CD. Shimer
Wzruszyłem obojętnie ramionami, zerkając kątem oka na waderę.
- Najlepiej będzie zwiedzać watahę z powietrza - stwierdziłem, zadzierając pysk do góry.
Shimer uniosła pytająco brew, mierząc mnie przenikliwym spojrzeniem. Ponownie wywróciłem oczyma, nie mogąc powstrzymać się przed tym gestem. Ukazywanie swoich zdolności pierwszej lepszej osobie raczej odbiegało od mojego stylu bycia, jednak tym razem porzuciłem na moment zdrowy rozsądek, przyjmując na jego miejsce chęć jak najszybszego wykonania przydzielonego mi zadania. Niewiele myśląc przymknąłem powieki. Uczucie szalejącego wewnątrz mnie ognia towarzyszyło mi na codzień podczas przemiany. Porywisty wiatr targnął moją sierścią, zaś ja poderwałem się z miejsca. Rozpostarłem skrzydła, po czym zamachnąwszy się nimi kilka razy, oderwałem się od ziemi.
- Nieźle - mruknęła wadera. - Przemiana, co? - dodała, wyginając pysk w krzywym uśmiechu.
- Ta... Dobra, chodź. Miejmy to już z głowy - rzuciłem.
[ Shimer? ]
Od Cassandry cd. Lily
Może to bezmyślne i nieostrożne, ale podążyłam za ciemnobrązową waderką, troszkę mniejszą ode mnie. Była młodsza, widziałam po łapach. Obudziło się we mnie karygodne poczucie wyższości, ale stłumiłam je szybko, karcąc się w duchu. Też kiedyś byłaś mała, pamiętaj o tym – przypomniałam sobie w myśli. Jakiś czas temu zauważyłam u siebie dziwny nawyk rozmawiania ze sobą. Na głos lub w myślach. To chyba skutek długiej samotności.
- Z daleka jesteś? – usłyszałam głos rozdzierający błogą ciszę. Westchnęłam. Nie pomyślałam, że to tak będzie wyglądało życie w stadzie.
- Tak mi się wydaje. Wędruję całe życie – odpowiedziałam zwięźle, patrząc na ścieżkę przed nami, która ginęła w mroku. W mroku. W moim żywiole. Uśmiechnęłam się słabo w przypływie niekontrolowanego samozadowolenia. Kto by pomyślał, że ze mnie potrafi być taki narcyz.
Nawet nie zauważyłam, że drzewa powoli zaczęły rzednąć, a las przeistaczał się w otwarty teren skąpany w srebrnym blasku księżyca. Widok był nieziemski. Zatrzymałam się i wpatrywałam jak zahipnotyzowana. Lily chyba to zauważyła, bo zawróciła się po mnie z uśmiechem.
- Robi wrażenie, prawda? – szepnęła, patrząc na mnie ukradkiem. Kiwnęłam głową i spojrzałam na nią. Miała piękne, złote oczy, które lśniły niczym dwie latarnie. Nie były przepełnione zawiścią czy gniewem. Widziałam w nich jedynie życzliwość i chęć pomocy. Jej intencje były szczere.
- Chodźmy. Zaraz zobaczysz coś jeszcze piękniejszego – powiedziała, skręcając w prawo, tak że teraz miałyśmy równinę po lewej stronie.
- Myślisz, że to dobry pomysł iść do Alfy w nocy…? – zapytałam niepewnie. Lily zamyśliła się i popatrzyła na mnie.
- Masz rację. Pójdziemy tam rano. Teraz musimy przetrwać noc.
<Lily? Jeśli się zgodzi XD jak się dowie o Cassie (tej właściwej) raczej będzie trochę zakłopotana>
Od Shimer C.D Noctis
- I tak nie miała byś innego wyboru - basior znów wywrócił teatralnie oczyma. Jak mnie to wkurzało - dobra. Tak poza tym jestem Noctis, a ty?
- Shimer. Co to za tereny?
- Jesteśmy na terenach Watahy Mrocznych Skrzydeł - powiedział basior bez wyrazu
- Super - pomyślałam. Kolejne kłopoty
- A jaka... - urwał mi basior
- Dobry Lio. Jak tam życie? - rzucił basior do obcej wadery. Instynktownie najeżyłam się i stanęłam w pozycji obronnej
- Kto to jest? - wysyczałam
- Spokojnie, to tylko Lia. Alpha naszej watahy
- A. Przepraszam. Jestem Shimer
- Tia. Przywitanie godne egzorcysty - mruknęła Lia
- Tak więc to jest Shimer i chciałaby dołączyć do naszej watahy - odezwał się Noctis
- Okej... chodźcie. Siadajcie tam - wadera wskazała łapą na trzy kamienie osadzone obok siebie - teraz cię przepytam
Wadera zaczęła mnie wypytywać o moją przeszłość i moje zamiary. Na wszystkie pytania niechętnie odpowiadałam, ale wiedziałam, że od tego zależy moja przyszłość
- Dobra. Koniec pytań. Witaj w Watasze Mrocznych Skrzydeł! Noctis oprowadź Shimer, bo to ty ją znalazłeś - powiedziała Lia, a ja już się nie odzywałam, bo nie miałam wyboru
- Dobra. - mruknął basior - Chodź - zwrócił się do mnie
- Dokąd idziemy? - zapytałam
[ Nostis? Też jestem na tel XD ]
Od Lily do Cassandry
- Kim jesteś? - wycedziłam przez zęby. Tak naprawdę tylko udawałam groźną. Szczerze, byłam ciekawa.
- A ty? - zamiast odpowiedzieć, zadała pytanie.
- Weszłaś na teren watahy, do której należę. - trochę było mi głupio. Oskarżałam ją, a sama dopiero przed chwilą zostałam przyjęta. - Jestem Lily. A ty? - uległam. Stałam spokojnie, już nie warcząc gotowa do ataku.
- Cassandra. - odpowiedziała krótko, i zwięźle.
- Co ty tu tak w ogóle robisz? - spytałam z ciekawością. - Do jakiej watahy należysz?
- Tak szczerze to...Nie mam domu - odparła.
Widząc, że nie sprawia zagrożenia, powiedziałam:
- Chodź, zabiorę cię do Alfy. Myślę, że chętnie cię przyjmą.
Przez chwilę wydawało mi się, że się waha, ale poszła za mną.
<Cassandra? Mogę mówić Cassie? ^^>
Od Kiiyuko do Mateo
-Ej!- usłyszałam za swoimi plecami. Odwróciłam się. Uniosłam pytająco jedną brew.- Nie możesz pumać bez mojej zgody!
-Prawa autorskie nie obejmują onomatopej.- odparłam.
-A właśnie, że obejmują!- prychnął basiorek.- I ja ci właśnie nie dałem upoważnienia do używania mojej!
-Pff.. Dobrze, nie będę już pumać... A jak ty w ogóle masz na imię?
-Mateo. A ty?
-A ja nie.- odpowiedziałam i zaśmiałam się.- Żartuję, Kiiyuko jestem.. A tak właściwie to nie żartuję, faktycznie nie mam na imię Meteo..
-Mateo- poprawił mnie mój nowy znajomy.
-Właśnie.
-To co, idziemy gdzieś?- zapytałam po chwili niezręcznej ciszy.
-Ale zaraz są lekcje....- oponował Mateo.
-Nic się nie stanie, jak opuścimy jedną godzinkę... Pokażę ci ładne miejsce.- uśmiechnęłam się.
-Okej, możemy iść.- w końcu basior dał się przekonać.
Poszliśmy na małą, kwiecistą polankę, na której pasły się dwie sarenki.
-Faktycznie jest tutaj bardzo ładnie...- Zachwycił się basior.
-No.. Słyszysz to?- zapytałam i zastrzygłam uszami. Sarny podniosły głowy i uciekły.
-Co?
-Ciii... Tam, w tamtych krzakach..- wskazałam na krzewy leszczyny jakieś pięćdziesiąt metrów
od nas.
<Mateo? Co jest w krzakach?>
15.09.2017
Od Noctis'a CD. Shimer
Uniosłem lekko jedną brew, spoglądając z wyższością na nieznajomą waderę. Samica nie pozostała mi dłużna i dumnie zadzierając pysk do góry rozpoczęła wojnę na ciskanie gromów oczami.
- Co tu robisz? - spytałem chłodnym tonem, wciąż lustrując wilczycę przenikliwym spojrzeniem.
- Nic ci do tego - syknęła przez zaciśnięte zęby.
- Doprawdy? - wyszczerzyłem kiełki w złowrogim uśmiechu, zbliżając się o krok do nieznajomej.
- Nie podchodź! - warknęła, przyjmując pozycję obronną.
- Wybacz, ale jestem odporny - rzuciłem obojętnym tonem, wywracając teatralnie oczyma.
Wadera otworzyła usta, aby coś powiedzieć, jednak najwyraźniej porzuciła ten zamiar. Stała w swego rodzaju osłupieniu, wpatrując się we mnie jakby zobaczyła ducha.
- Mam zbyt silną wolę, abyś mogła od tak sobie wtargnąć do mojego umysłu - wyjaśniłem krótko, siadając na ziemi. - No dobrze, skoro już udało nam się znaleźć punkt zaczepienia, liczę, że zdecydujesz się jednak współpracować. Inaczej będę musiał potraktować cię jak zwykłego intruza, których zwykle likwiduję.
Samica wymamrotała coś pod nosem, po czym niechętnie usiadła naprzeciwko mnie.
- Mądra decyzja. A teraz idziemy do Alfy. Ona zadecyduje, co z Tobą zrobić... - stwierdziłem szorstko, podnosząc się z miejsca.
[ Shimer? Trochę krótkie, ale pisane na telu :/ ]
Od Mateo do Kiiyuko
- Katastrofa jądrowa w Czarnobylu. - mruknąłem. - To znaczy, chciałem zmyć z łapy ketchup. Robiliśmy teatrzyk w szkole i grałem ofiarę seryjnego zabójcy.
- Co wy robicie w tej szkole?! Tam jest strumyk. Opłucz sobie łapę. - machnęła swoją nóżką.
- Ach.. Dobra. Więc sobie idę. - opłukałem łapę i wróciłem. - Eeee.. zaraz są lekcje. Nie idziesz?
- Olewam.
- Aha. To ja sobie idę. - poszedłem sobie.- Pum pum pum pumpum...
- Co robisz?!
- Pumam.
- Kumam.
- To ja se idę.
- Idź.
- Więc to robię.
Poszedłem. Gdy wylazłem z krzaków, usłyszałem ciche "pum pum pum"...
<Kiiyuko?>
od Kiiyuko do Mateo
Od Cassandry
Wieczór. Ulubiona pora dnia. Chociaż poranek też należał do wyjątkowych. Zagłębiłam się w to cudowne wyobrażenie, które przyszło do mnie ni stąd ni zowąd. Przymknęłam oczy, a na pysk wpełzł istnie błogi wyraz. Rozmarzyłam się jak szczeniak. Widziałam przed sobą klif, którego stromą ścianę wściekle atakowały spienione fale. To był zwiastun potężnego sztormu. Niebo ciemniało od strony zachodniej, gdzie jeszcze dało się ujrzeć pomarańczowe odbicie zasypiającego słońca. Wiatr gwizdał w uszach i mierzwił futro.
Otworzyłam oczy. Widziałam morze jedynie raz w życiu. Wiedziałam, że jeśli chcę się gdzieś osiedlić na stałe to tylko nad jego brzegiem. Ten ogrom wypełniał moje serce spokojem. Potrząsnęłam łbem i uśmiechnęłam się delikatnie, tak jakbym patrzyła na samą siebie z głębokim politowaniem. Nigdy nie zagrzejesz miejsca, kochanie, ty ciągle wędrujesz. Jesteś włóczykijem z powołania, zdawał się mówić mój cień, którego długie uszy sterczały zabawnie z ciemnej sylwetki wilka rysującej się na trawie. Parsknęłam w odpowiedzi, machnęłam nonszalancko ogonem, zamiatając po drodze pożółkłe liście ze spękanej ziemi. Kiedyś w końcu znajdę dom.
Noc zaległa nad światem, a srebrny księżyc zawisł na nieboskłonie, obserwując samotnego wilka wędrującego przez las. W pewnej chwili uderzył mnie w nos nieznany dotąd zapach. Chociaż … kojarzyłam go, ale czułam bardzo dawno temu. Przesunęłam nosem po najbliższym drzewie by się upewnić. Tak. To był teren watahy. A ja, jako intruz, wstąpiłam tu bezprawnie. Mogłam się wycofać, ale ciekawość i chęć zobaczenia znów znajomych ogonów zwyciężyła. Bardzo ostrożnie szłam ścieżką w głąb terytorium nieznanego stada. Po chwili poczułam, że coś jest nie tak. Niepokój wisiał w powietrzu. Ktoś mnie obserwował. Usłyszałam z prawej strony cichy, gardłowy warkot, a kątem oka dojrzałam ledwie widoczny zarys wilka. Zgięłam się do pozycji bojowej, położyłam uszy i uniosłam wargę. Cofnęłam się ze szlaku, obracając się tak by widzieć obserwatora.
<Ktoś?>
Nowa wadera! Cassandra
Od Shimer do.... ?
- Złaź ze mnie! - wysyczał
- Po moim trupie - odkrzyknęłam. Wtem wilk skupił całą siłę na mnie i przeturlaliśmy się tak, że to teraz on przygważdżał mnie:
- Spieprzaj ze mnie ty przerośnięta kupo futra! Szmato! Ty.. ty... padalcu! - nieco mnie poniosło
- Kim ty w ogóle jesteś?
- Sarną - powiedziałam z sarkazmem - a ty? Rybą?
- Bardzo śmieszne - odrzekł wilk dalej stojąc na mnie
- Ale może by tak ze mnie zejść, panie mrzemądrzały? - zapytałam, a wilk zszedł ze mnie
< Ktoś? Coś? Najlepiej basior bo już napisałam, że basior xd >
Nowy szczeniak! Nicolle
- Twój nik: Shimer
- Imię: Nicolle (czyt. Nikol)
- Wiek: rok i 1 miesiąc
- Płeć: wadera
- Cechy fizyczne: szybciutka, zwinniutka waderka. Jest dość malutka, więc może się wcisnąć w każdą szparę, dziurę czy cokolwiek innego. Ma bardzo dobry słuch i węch, aczkolwiek ze wzrokiem nie jest gorzej
- Cechy Charakteru: Cóż... jest to wadera o bardzo specyficznym charakterze. Bardzo lubi towarzystwo innych wilków, ale czasem ma wszystkiego dość i musi się 'odosobnić' na dłuższą chwilę. Wówczas nie toleruje nikogo. Dosłownie. Bardzo lubi się uczyć, mimo tego, że nigdy nie była w szkole, ale często miała coś w rodzaju korepetycji u Alphy poprzedniej watahy (nie jest kujonką)
- Lubi: naukę (nie jest kujonką), towarzystwo innych wilków, spacery, podróże, zachody i wschody słońca, lasy, przyrodę, zwierzęta, latać
- Nie lubi: pytań bez odpowiedzi, rzeczy niemożliwych, natrętów
- Boi się: ciemności, pająków, przeszłości, porzucenia, odrzucenia
- Historia: Urodziła się w Watasze Białego Grzmotu. Ojca nie miała. To znaczy miała, ale nigdy go nie było. Matka o nim nie mówiła. Urodziła się jako pierworodna alph, ale była niedoszłą dziedziczką watahy. Dlaczego niedoszłą? Już tłumaczę. Matka kochała ją ponad wszystko, ale ta miłość gasła z dnia na dzień, z godziny na godzinę i z minuty na minutę. W końcu ona już jej nie obchodziła i niczym jak Jaś i Małgosia zgubiła ją w lesie. Młoda myśląc, że matka dalej za nią idzie paplała trzy po trzy, a kiedy nie usłyszała odpowiedzi na zadane pytanie... obróciła się, a jej tam nie było. Błąkała się po świecie kilka miesięcy, aż dotarła tu, pogadała z Alphą i została przyjęta
- Głos: słodki, nieco wysoki, ale nie piskliwy
- Jaskinia: póki co sierociniec
- Towarzysz: na razie brak
14.09.2017
Od Royal'a CD. Lii
Ruszyłem w drogę za skrzydlatą waderą, stale dotrzymując jej kroku. Przebylyliśmy naprawdę spory kawałek - począwszy od terenów północnych, przez wschodnie i zachodnie, aż po południowe krańce watahy. Zauważyłem także drobny, aczkolwiek intrygujący szczegół w zachowaniu Lii. Niektóre miejsca celowo omijała, pod pretekstem "nie ma tu nic ciekawego" czy "chodźmy dalej, mamy mało czasu". Postanowiłem jednak wrócić do rozwiązania tej zagadki kiedy indziej. Pomimo faktu, iż dzięki skrzydłom nasza podróż znacznie się skróciła, trwała ona dobre kilkanaście godzin. Gdy wreszcie usiedliśmy wyczerpani na jednym z drzew, zdałem sobie sprawę z panującego wokół nas półmroku.
- Jestem pozytywnie zaskoczony - przyznałem, opierając tył głowy o pień. - Początkowo obawiałem się, że w watasze będzie mi ciasno. A jednak...
Lia uśmiechnęła się lekko, lecz jakby nieobecnie. Wzrok miała tępo wbity w przestrzeń przed sobą, zaś jej łapy zwisały bezwładnie z gałęzi.
- Hej...? Coś nie tak? - spytałem, trącając ją ostrożnie w bok.
- Co? Nie, nie... Wszystko okej. Tylko zastanawiam się... Trzeba Ci znaleźć jakąś jaskinię - mruknęła, chociaż dobrze wiedziałem, że nie to było jej głównym zmartwieniem.
- Luz, mogę spać na dworze - odparłem, wzruszając obojętnie ramionami. - Bardzo często tak sypiałem.
- Pragnę ci przypomnieć, że jesteś ranny - rzuciła samica, zerkając na mnie kątem oka. - Zresztą... Teraz przebywanie na dworze po zmroku, zwłaszcza w takim stanie, jest dość... Ryzykowne - wymamrotała, najwyraźniej chcąc uniknąć tego tematu. - Nie ważne. Dziś możesz przenocować u mnie, mam spore 'mieszkanie' - zaoferowała.
- Niech będzie - wywróciłem teatralnie oczyma. - No i... Dziękuję. Wiesz, ogólnie. Za pomoc - dodałem, przybierając nieco poważniejszy ton głosu.
[ Lia? Co tam za sekrety ukrywasz? Jak nie masz weny to spoko, ja mogę coś wymyślić, ale jeśli masz pomysł - świetnie :3 ]
13.09.2017
Nowa wadera! Lily
- Właściciel: Amigo55
- Imię: Lily
- Wiek: 2 lata i 7 miesięcy
- Płeć: Wadera
- Żywioł: Woda
- Stanowisko: Nauczycielka Magii.
- Cechy fizyczne: Szybka, pełna gracji, potrafi poruszać się bezszelestnie. Bardzo delikatna. Dobrze pływa. Nie umie latać, bo nie ma skrzydeł, ale zawsze o tym marzyła.
- Cechy Charakteru: Lily to miła i spokojna dziewczyna. To optymistka, widzi świat w jasnych barwach. Jest cicha, nie lubi być w centrum zainteresowania. Czasami trudno jest zdobyć jej zaufanie. Z pozoru jest cicha i zamknięta w sobie, ale kiedy ją bliżej poznasz, potrafi się otworzyć. Jednak ma swój charakterek. Nie będzie od razu rzucać ci się do gardła, jest (zazwyczaj) opanowana. Ale to nie znaczy, że będzie potulna jak baranek: będzie walczyć, dopóki jej nie odpuścisz. Kocha rywalizację i zwycięstwo. Jej wadą jest niezdarność. Nie ma dnia, w którym by się nie potknęła, nie upuściła czegoś, lub na kogoś (lub coś) nie wpadła. Woli walczyć słowem, niż siłą. Zawsze uciążliwie dąży do celu.
- Cechy szczególne: Jej magia jest bardzo silna, między innymi dlatego, że ma Lumeo, który jej pomaga.
- Lubi: (a raczej kocha) pływać, czytać, pisać, myśleć, szczeniaczki!!!!! <3
- Nie lubi: braku weny, braku czasu, braku niczego, zboczonych wilków, bezradności, ogórków, pizzy, tłumów i wielu innych
- Boi się: Ma klaustrofobię, anatidefobię - strach przed byciem obserwowanym przez kaczki i arachibutyrofobię - lęk przed masłem orzechowym przyklejonym do podniebienia.
- Moce: Potrafi kontrolować wodę (sterować nią, robić fale itd.) i pogodę (umie wywołać deszcz, burzę, blablabla...itd.)
- Historia: Lily leżała spokojnie u boku matki. Bawiła się amuletem, który od niej dostała. Dookoła było pięknie, łąka, niedaleko las. Rozkoszowała się tą chwilą...Na reszcie tylko ona i mama...bez starszych sióstr i ojca. Nagle coś wyrwało ją z zamyślenia. Był to trzask łamanego drzewa. Cisza. Odgłos biegnących jeloni. Cisza. Następnie jakieś krzyki. Znowu cisza. Aż wreszcie..ogień. Lily patrzyła się na to przerażona. Mama opowiadała jej o ogniu. Jest ciepły i miły, ale niebezpieczny. Kiedy wymknie się z pod kontroli... - Musimy uciekać Lily! - krzyknęła jej matka. Lily stała i gapiła się na całe zdarzenie...To wszystko stało się tak szybko...Śmierć. Strach. Chaos. -Lily! - powtórzyła, po czym wzięła ją do pyska. Jenny - bo tak miała na imię mama Lily - biegła, ile sił w łapach. Lily patrzyła dookoła. Wszędzie tylko ogień i dym. Nagle poczuła pchnięcie - coś skoczyło na jej matkę. Wypadła z pyska mamy i poturlała się po ziemi, lądując pod jakimiś gałęziami. Strasznie piekła ją powieka. Ale to nie było jej jedyne zmartwienie. Zmęczona, zamknęła oczy. Ostatnie co usłyszała, to był krzyk jej matki i czyjś przerażający śmiech.... --***********-- Lily się obudziła. Dookoła było cicho. Podniosła się. Zaczęła wołać mamę. Nic. Tylko cisza. Nie było słychać nawet jeloni. Nikt się nie odezwał. Jej mamy nie było, mogła nawet nie żyć. Reszta rodziny tak samo. Zapłakana pobiegła do przodu. Teraz nie liczyło się nic, nawet jej życie. Była sama, bez nikogo...Nagle na coś wpadła. Nie, to nie było coś...tylko ktoś. Stał przed nią duży wilk. - Kkim jesteś? - spytała przerażona. - Co tu robisz sama? Nie jesteś za mała, żeby rano pałętać się sama po lesie? - odparł zdziwiony. I tak wdali się w rozmowę. Lily dowiedziała się, że ma na imię Barry. Zgodził się, żeby z nim zamieszkała. Uczył ją wszystkiego, przez ok. 1 rok. Potem zniknął. Bez słowa. Ale na szczęście była już prawie dorosła. Pałętała się jeszcze tak przez jakiś czas, po czym znalazła tą watahę i została przyjęta.
- Zauroczenie: Brak
- Głos: Link
- Partner: Ma nadzieję, że wkrótce kogoś znajdzie - Szczeniaki: Może kiedyś?
- Jaskinia: Mieszka w małej, ciemnej, lecz przytulnej jaskini. Linku nie potrzeba, to zwykła jaskinia. - Amulet: Link
- Coins: 0
- Towarzysz: Wydra, Lumeo
- Inne zdjęcia: brak
- Rzeczy ze sklepiku: 0
- Rzeczy znalezione w op: 0
- Dodatkowe informacje: brak
- Umiejętności:
: Siła: 100
: Zręczność: 140
: Wiedza: 140
: Spryt: 135
: Zwinność: 145
: Szybkość: 140 :
Mana: Z racji tego, że Lily jest wodnym wilkiem, kiedy dotyka wody lub ma z nią kontakt, jej rany i obrażenia się leczą. Trwa to dość szybko ( chociaż zależy jak duże i poważne to rany).


