1.05.2017

Od Iwona do Cheeky

Szczeniaki uważają mnie za ojca, więc ojcem będę. Spędziliśmy na tamtych terenach dużo czasu. Robiło się późno. Nokia usiadła na Indze i wtuliła się w jej sierść. Ja ułożyłem się obok Cheeky i okryłem wszystkich skrzydłami. To się zaczyna robić dziwne. o chwili wszyscy spali.

***

Obudziłem się jako pierwszy. Była około 6 nad ranem. Poleciałem, upolowałem, i przybyłem. A co takiego złowiłem? A no 3 kuropatwy i jednego młodego jelona. Inga obudziła się już dawno i od razy zabrała się za odcinanie jeleniowi rogów, zamiast jeść. Od kiedy po drodze do ( świętej pamięci ) opiekuna, ona zaczęła zbierać świecące kamyki, patyki, krzemienie, kości o różnych kształtach... wszystko. Postawiła rogi na takiej jednej półce i tam zostały przykryte jakimś płótnem, żeby jej rodzeństwo tego nie uprowadziło. Potem obudziła się reszta, i zaczęło się śniadanie. Potem wszyscy zostali przeniesieni do mojej jaskini. Szczeniaki może i szybko się rozwijały, ale nadal potrzebowały być blisko matki, i ciepła, więc musiałem poszerzyć moje legowisko. Potem szczeniaki wybiegły się bawić.
- No i co teraz? - zapytałem Cheeky, gdy siedzieliśmy koło polanki, gdzie teraz szczeniaki poznawały się z innymi. Hares się z takim czarnym basiorem pogził, a Inga nie chciała oddać patyka innej waderze, która teraz na nią biegała, i się na nią wydzierała
- A bo ja wiem? Chackie została nowym opiekunem.
- I winegry nie znikają. - Iwan zaczął drzeć się na Haresa, za wyzywanie siostry.
- A ja nie wiem, czy to dobrze. - powiedziała Cheeky.
- No, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. - powiedziałem wstając. - A teraz chodź. Trza szczeniaki rozdzielić, bo się jeszcze zaczną bić.

< Cheeky? Nie jestem pewien, co dalej pisać>

Od Cheeky CD Iwo

- T-tak idźmy już - potrząsnęłam głową - a Chackie będzie musiała tu żyć?
- Nie... dostała tylko moc nieśmiertelności.. - powiedział Pan Duch
- Ah.. ok - odpowiedziałam
- Uuu suuper - powiedziała Chackie
- Nooo - odpowiedział Iwan
No więc wyszliśmy z tego dziwnego zamku i skierowaliśmy się do domu.
- Tatoo, a niemógłbyś nas przeteleportować do domu? - zapytała Inga
- Mogę spróbować - odpowiedział Iwo
Mój partner okrył nas wszystkich skrzydłami i przeteleportował nas do mojej jaskini
- Uuuu - powiedziały szczeniaki
- Noo super co nie? - powiedział Iwo
- Ale, ale... nie zachwycajcie się... - powiedziałam - u mnie się wszyscy nie zmieścimy... przeprowadzamy się do tatusia - zarządziłam
- Co?! - zapytał Iwo - Czy ja o czymś nie wiem?
- No teraz już o wszystkim wiesz - powiedziałam - dzisiaj ja i szczeniaki no i ty jak będziesz chciał nocujemy tu, a jutro zaczynam przeprowadzkę...
- No dobra - zgodził się Iwo
- Dzieciaki zawołacie swoich futrzanych przyjaciół - powiedziałam
- ASTRA, NOKIA, CHABER - zaczęły się wrzaski
- Trzy ziwierzaki wleciały, albo wyleciały, do jaskini
< Iwo? >

Od Iwona do Cheeky

Przez całą drogę do góry patrzyłem na ducha spode łba. Czułem się tak, jakbym czytał po raz setny jedną, i tą samą książkę w której występuje (......) olbrzym, który.... no... zachowuje się jak ten duch. Ciekawe czy Pan Jaszczurka by się z nim zaprzyjaźnił.... Gdy wreszcie wyszliśmy na górę, Inga dostała dziwnego ataku chichotu.
- Szczeniaki.... - rozległ się po sali dziwny głos. Czemu dziwny? Już wyjaśniam. Czy słuchaliście kiedyś, jak ktoś ostrzy nóż, lub nożyczki? Albo jak ktoś przejechał złym końcem kredy po tablicy? To właśnie był tego rodzaju głos. Gdy tylko go usłyszałem, skrzywiłem się przyklepując uszy do ciała.
- Tak... no ten... - zacząłem, ale dokańczać nie musiałem, bo z ciemnego kąta wyszedł..... on.
Bądźmy szczerzy. Spodziewałem się silnego, skrzydlatego basiora z wystającymi kośćmi i tp, a zastałem wilka, który wyglądał na przerażającego ale... STAREGO. Podszedł bliżej i uśmiechnął się szeroko. Nie miał zębów.
- Eeeeee.... - zdołałem z siebie wykrztusić. Nic innego nie przychodziło mi do głowy.
- Witajcie w moim domu! - zawołał z radością. Teraz jego głos nie brzmiał, jak ostrzenie noża ale jakby się męczył ze 100 letnią chrypą. Magnus popatrzył z zaciekawieniem na staruszka i powiedział.
- Nadawałby się pan na dziadka. - Adbur popatrzył na szczeniaka jak na jakąś gnidę.
- Nie... ten się nie nadaje... - mruknął w zamyśleniu
- Co? - zdziwił się basior najwyraźniej nie wiedząc co się dzieje. Opiekun winegr zaczął penetrować wszystkie szczeniaki wzrokiem, aż w końcu zatrzymał się na Chackie.
- Tak.... ty będziesz w sam raz...
- Ej, chwila. Co? - zdziwiła się wadera.
- Jak ma na imię ta tutaj? - zapytał wskazując na czarną waderę.
- Ch-Chackie... - powiedziała drżącym głosem Cheeky.
- Dobrze więc. - powiedział. - Chodź moja droga. - zwrócił się do szczenięcia.
- Ej, gdzie ją zabierasz? - zapytała Cheeky.
- To, już jest tajemnica. - powiedział i rozwiał się w czarną mgłę razem ze szczeniakiem.

***

Siedzieliśmy w napięciu w dziwnie ponurym salonie. Inga natomiast zaczęła biegać za duchem, który nie mógł się od niej odczepić. W końcu pojawiła się mała wadera z jakimś amuletem na szyi, ale bez Adbura. Cheeky przytuliła Chackie i zapytała.
- Bogom dzięki, nic ci nie jest! Co ty masz na szyi?
- Medalik. Dostałam od tego dziadka, zanim się rozwiał na popiół.
- Zaraz, co?! - zawołałem. Wadera ze spokojem usiadła, wzięła amulet do łap i powiedziała jakieś nie zrozumiałe słowa. Pewnie słowa demonów, bo szczeniaki zrobiły wielkie oczy. Amulet się otwarł a ze środka wypłynęła ciemno niebieska mgiełka. ,, Oto następczyni tronu demonów" tylko tyle.
- Eeeee.... to było.... dziwne. - skomentowała Inga.
- Możecie być z siebie dumni nędzni śmiertelnicy! Wasza córka została opiekunem! MÓJ PAN ODSZEDŁ!
- A ile miał lat?
- Z JAKIEŚ 1200!
- Eeeeee..... Chyba już wracamy. - odparłem i popatrzyłem na Cheeky

< Cheeky?>

Od Cheeky CD Iwo

Iwo i ja byliśmy zdziwieni propozycją Chackie.
- A co? Już odpoczełaś? - zapytałam
- Taaaak... tu jest tak nuuudno..
- No dobra - powiedziałam
Więc ruszyliśmy dalej na północ. Teraz krajobraz był bardzo ponury... było ciemno, szaro i na ziemii zalegała mgła.
- Boję się, że zaraz wyskoczą pająki - powiedziała Chackie razem z Ingą
- Spokojnie... w takim wypadku ja was obronię - powiedział dumnie Iwan
- Ten nasz Iwan jest strasznie dzielny - powiedział Iwo
- Tak... to mnie niepokoi... przecież jest bardzo młody i... jest demonem - szepnęłam
- Przecież one już znają prawdę - odrzekł pewnie mój partner
Szliśmy szybkim tempem naprawdę długo.
- Nie jesteście zmęczeni? - zapytaliśmy razem z Iwonem
- Nieee jest fajnie... - odpowiedziały zgodnie młodziaki
Wreszcie doszliśmy do wielkiego, mrożącego krew w żyłach zamku. Weszliśmy do środka.
- Hop, hoop... panie duchu - zawołałam
Nagle zjawił się, nie tak jak wcześniej przerażający, duch.
- Oo widzę, że przyprowadziliście szczeniaczki dla naszego mistrza...
- Tylko jedno jest dla niego.. - powiedziałam w strachu
- Ech... każda wadera tak mówi... a potem oddaje wszystkie.
- ONA TAKA NIE JEST!! - krzyczał Iwo
- Tia...na pewno... - mruknął duch - a teraz idziemy do jego mości mistrza Abdura
- Super imię dla mistrza - zażarartował Magnus
- CISZA! - ryknął duch
Wszystkie szczeniaki stanęły przed nim wyprostowane
- No... grzeczne dzieci - pochwalił je
< Iwo? Weny brak... >

Od Iwona do Cheeky

Tak, wszyscy dobrze przeczytali. Szczeniaki po jednym dniu nauczyły się mówić. Inga skakała po kamieniach, krzakach i trawie.
- Jeszcze se coś złamiesz. - powiedziałem do niej.
- Nie złamię! - zapewniła mnie mała wadera. Stało się jednak coś innego. Inga poślizgnęła się, i była by spadła w przepaść, gdybym ją nie złapał na skórę u karku.
- Ej! - zaprotestowała wadera.
- Nie ejuj mi tutaj, tylko idź dalej i... staraj się siebie nie zabić.
- Jasna sprawa! - zapewniła mnie wadera i pobiegła dalej, opryskując błotem Magnusa. Pewnie specjalnie. Zwolniłem tempa i podszedłem do mojej partnerki.
- Szczeniaki demonów się bardzo szybko rozwijają. - powiedziałem cicho. - Już mówią, chodzą.... wszystkie mają w sobie demona. U innych jest to bardziej widoczne ale... - głos mi się załamał. - ale one już wszystko pamiętają. - Cheeky szła ze spuszczoną głową. Po chwili milczenia podniosła smutny wzrok.
- Wiem o tym.

***

Przeszliśmy połowę drogi, co i tak jest dużo, jak na szczeniaki a one dopiero teraz zaczęły marudzić.
- Przyda im się odpoczynek - mruknąłem. - Tobie z resztą też. - wadera wyglądała zdrowo i silnie. Niestety z oczu można wszystko wyczytać.... a może jednak stety?
- Tak, dobrze. - powiedziała wadera, weszła z niewielkie zagłębienie i przywołała szczeniaki. Wszystkie do niej zeszły i się położyły. Popatrzyłem na swoje amulety, których jeszcze nie zdjąłem. Teraz się przydadzą. Ściągnąłem z szyi fiolkę za rzemyku, o kolorze cytrynowo przeźroczystym i podszedłem do Haresa.
- Otwórz paszczę. - powiedziałem z uśmiechem.
- A po co?
- Chmmm.... żebyś nie był spragniony?
- Ale przecież to nie woda.... - uniosłem brwi. Szczeniak wyciągnął język. Przechyliłem fiolkę i jedna kropla przezroczystego płynu spłynęła na język małego basiora. On schował język i mruknął.
- Czuję się ta, jakbym wypił 2 beczki wody.
- I tak się właśnie masz czuć. - zapewniłem. Po czym rozdałem innym po kropli płynu. Siedzieliśmy z godzinę odpoczywając, po czym Chackie wstała pierwsza.
- Możemy już iść? Nudzi mi się.

< Cheeky?>

Od Cheeky CD Iwo

Obudziłam się dopiero na drugi dzień. Szczeniaki bawiły się razem. Zaczęłam się myć po czym wzięłam Chackie (bo już wybraliśmy imiona dla szczeniaków) i ją umyłam. Następnie wzięłam drugą waderę - Ingę. Potem najmniej demonowatego szczeniaka - Magnusa i jak dwie ostatnie wadery umyłam go. Następnie Iwana czyli basiora bez skrzydeł. Ostatniego wzięłam Haresa. On miał dziwne znamię...
- No więc tak. Chackie, Inga i Magnus mają naprawdę mało z demona - jeżeli nie są normalnymi wilkami - mówił Iwo - natomiast Hares i Iwan mają coś z demona... i to dużo. Hares na pewno jest pół demonem, a Iwan... tego nie wiem - skończył basior
- Aha.... Wiesz co?
- Co?
- W sumie cieszę się, że jestem mamą, ale nie cieszę się, że nią zostałam w tak młodym wieku.... a ty, że jesteś tatą?
- Ale przecież... to duch jest ich ojcem...
- No tak, ale ty będziesz przybranym ojcem.
- Aaa... no to tak. Bardzo się cieszę
- To super. Dobra idziemy do tego mistrza?
- A czujesz się na siłach?
- Jasne... czemu nie?
- Okej - nie zaprzeczał Iwo
Ruszyliśmy dalej na północ. Doszliśmy do jakiegoś mostu. Bardzo dziurawego mostu.
- Tutaj teleportacja nie działa... trzeba będzie przejść...
- A nie da się polecieć? - zapytałam
- No przecież szczeniaki mogą spaść...
- Ach... no tak.
- Dobra idziesz pierwsza. Ty bierzesz Ingę i Chackie, a ja Magnusa, Iwana i Haresa
- No okej...
Przeszłam kilka kroków, a tuż za mną szły wadery. Gdy przeszliśmy już bez żadnych przygód na drugą stronę Iwo wysłał do nas Magnusa i Iwana. Oni też przeszli bez przeszkód. Teraz szedł Iwo z Haresem. Nagle pod Iwem deska się złamała
- Iwo!
- Nic mi nie jest! - odkrzyknął gramoląc się z powrotem na mostek. Po minucie już razem byliśmy na drugiej stronie tego przerażającego mostu.
- Hares nie zaczepiał sióstr - powiedziałam
- No dobra... - odpowiedział szczeniak
< Iwo? >

Od Iwona do Cheeky

5 szczeniąt. Chodziłam w szoku dookoła wadery, ale gdy zobaczyłem 2 szczeniaki ze skrzydłami, szok się zwiększył. Jedynym takim przypadkiem, że były 2 szczeniaki ze skrzydłami, był w przypadk Lii. Lia miała skrzydła przez czarną moc, a jej siostra, bo miała żywioł wolności. Tutaj jedno ze szczeniąt miało więcej w sobie demona. Tylko które? Gapiłem się na szczeniaki. Ledwo się urodziły, a już były... no.... duże, suche, a oczy otwarte, i zdawały się wszystko penetrować. Mel patrzyła na to z niepokojem.
- Ja już muszę wracać. - powiedziała. Dotknąłem jej, przeteleportowałem się do watahy, po czym wróciłem.
- I co? Cieszysz się, że zostałaś mamą? - zapytałem z uśmiechem, próbując ukryć szok.
- Eeeee... nie wiem.- Wadera patrzyła, jak szczeniaki leżą przytulone do jej ciała przy brzuchu.
- Nie dziwię się. - Czy mi się zdawało, czy te szczeniaki na serio rosły coraz bardziej? Jeśli nie, powinienem przestać brać LSD. :D. - Trzeba was zabrać w bardziej bezpieczne miejsce. Jutro wyruszymy dalej. Coś mi się zdaje, że te szczeniaki do jutra będą w stanie chodzić.
- Ale... - wadera nie zdążyła się sprzeciwić, bo dotknąłem ją i szczeniaki skrzydłem, po czym przeteleportowałem nas dalej, między drzewa, pod nachylenie skalne. Wyczarowałem trochę pierza, słomy, siana, mchu zimowego i tp, po czym usadowiłem tam Cheeky ze szczeniętami. Było południe.
- Cheeky. - odezwałem się. - ja lecę na zwiady. Zostawię tutaj barierę, ale to nie jest całkowite zabezpieczenie, pamiętaj o tym.
- Tak. Nie musisz się martwić.
- Muszę. - odparłem. - Słuchaj się starszych. -wadera przewróciła oczami. Odszedłem nieco dalej, i wyczarowałem barierę. Po czym poleciałem do góry. Najbardziej przeraził mnie ten "krajobraz"
Brama. Zachodnia brama. Widok nie za piękny. Ale przecież większość rzeczy niebezpiecznych, jest piękne. Poleciałem dalej, i tam zastałem inny widok. Bardziej dziwny. Nie było już tyle mgły, ponurych gór, dziwnych wiatrów, które zdają ci się szeptać do ucha ani różnych straszydeł. Było to.... porośnięte drewnem, skałami, mchem, paprotkami, drzewami i tp dolina. Dalej były jakieś rzeczki. Super. :S Na środku był wielki skało-drzew który wyglądał jak... jakaś łapa zobiaka. A co było w tym najdziwniejsze? Że miałem dziwne wrażenie, że jestem w środku jakichś kości.
Czułem wyraźnie winegry. Tutaj jest miejscówka tego opiekuna. Chciałem polecieć dalej. Ale jakaś niewidzialna siła mnie zatrzymała. Chciałem się przeteleportować, nie dało się. Udawało się tylko przejść pieszo. Wróciłem szybko do Cheeky.
- Cheeky! - zawołałem, ale wadere spała, otulając szczeniaki ogonem i skrzydłem. Teraz przyda im się odpoczynek. Przeszedłem przez barierę, dzięki zaklęciu po czym ułożyłem się obok nich.

< Cheeky?>

30.04.2017

Od Cheeky CD Iwo

Tak więc byłam nie przytomna. Znowu... jak wybudziłam się ze śpiączki Iwo krążył nade mną.
- O śpiąca królewna się obudziła... jak się czujesz?
- Okropnie... gdzie my jesteśmy?
- Ech... pod jakimś drzewem w tej krainie gdzie jest ten opiekun...
- Ach... no tak. Aua mój brzuch
- Co się dzieje? - zapytał przerażony basior
- Nie nic... to tylko skurcz. Wszystko jest okej...
Leżałam jeszcze jakiś czas pod tym drzewem, po czym wstałam i powiedziałam:
- Dobra. Idziemy dalej
Poszliśmy więc w stronę... na północ. Dokładnie nie wiem gdzie... Przeszliśmy około pół kilometra gdy nagle zaczął mnie okropnie boleć brzuch.
- Iwo!! Mój brzuch!!
- Co. Co się dzieje!!??
- Nie wiem... a co ja jestem?!
Nie miałam pojęcia co się dzieje...
- Przeteleportować nas do Rodinii? Albo Mel?
- Do Mel... JUŻ!!
- Nie. Ty tu zostań. Za kilka sekund jestem.
Basior przeteleportował się do jaskini Mel, i z nią z powrotem do mnie.
- Halo, halo... co to ma znaczyć - zapytała zdziwiona Mel
- BRZUCH!!! - krzyknęłam
Mel zaczęła mnie badać.
- Tak... to już blisko... - powiedziała zmartwiona
- Blisko... to znaczy kiedy?! - pytał Iwo
- No tak od 10 do 20 minut...
Minęło pięć minut, kiedy zapytałam:
- Długo jeszcze?!
- Nie... spokojnie już niedługo - powiedziała spokojnie Mel
No i zaczęło się... z mojej... no wiadomo... wyłoniła się główka szczenięcia. Zaraz po tym jej reszta. Była to czarna, skrzydlata wadera. Zaraz po niej mała brązowa główka. To był basiorek bez skrzydeł, był też niezwykle mały...  Dalej był mały czerwony demonowaty basior. On mnie przerażał, ale był niezwykle słodki na swój sposób. Potem była mała łaciata wadera. Była niezwykle słodka... Ostatnim szczeniakiem był kolejny basior. Pierwszy skrzydlaty basior. Był biały i miał bardzo dziwne znamię na czole. To mnie zaniepokoiło.
- Koniec?! - zapytałam zniecierpliwiona
- Tak... to już koniec - powiedziała spokojnie Mel
Teraz obok mnie leżało pięć niewinnych ciałek i Iwo, który wciąż był w szoku...
<Iwo?>

Od Iwona do Cheeky

Takie chodzenie mnie zmęczyło. W końcu nie wytrzymałem, i razem z Cheeky musieliśmy lecieć. Co było w tym wszystkim najgorsze? A no to, że gdy wadera była nieprzytomna rozmawiałem z Mel. Szczeniaki mogą się urodzić w każdej chwili. One na serio się szybko rozwijają. ZA szybko. Po paru minutach musieliśmy zrobić postój. Cheeky się szybko męczyła.
- Dobrze się czujesz? - zapytałem. Teraz krajobraz się zmienił nie było piankowo, tylko ponuro. Drzewa nie miały liści, trawa zrobiła się szara. Trochę jakby było po ataku winegr w poprzednich czasach na WMS.
- Echem. - potaknęła wadera, ale w jej oczach było widać coś innego. Popatrzyłem na nią z ukosa podnosząc brwi. Wadera przewróciła oczami.
- No dobra. Gorzej niż dobrze.
- A więc postój. - powiedziałem.
- Ale... - wadera zatrzęsła się. - Chyba.... - białka oczne poleciały jej do góry, po czym zemdlała.

***

Mam silne szczęki, które doskonale nadają się do rozrywania mięsa. Ale do ciągnięcia nie przytomnej wadery? Nie za bardzo. Zaciągnąłem ją pod korzenie takiego ogromnego, zeschłego drzewa. Zaczęło kropić gdzieś tak w połowie drogi. Kiedy już zaciągnąłem Cheeky pod to drzewo, lało jakby ktoś wylewał wodę z wielkiego wiadra, oraz... no cóż. Grzmiało. Co chwila niebo przeszywała błyskawica. Miałem ochotę znaleźć tą zjawę, i jej/jemu przywalić. Co dla mnie i dla niego skończyło by się bez szwanku, bo to przecież zjawa. Po chwili położyłem się obok wadery kładąc głowę na łapach. Po chwili usnąłem.

< Cheeky? >

Od Cheeky CD Iwo

Staliśmy teraz przed wielką 'niby bramą'... Dokładnie był to czekoladowy półokrągły blok. Weszliśmy przez bramę i nagle... wiem, że wyda się to dziwne, ale... wszystko stało się cukrowe... tak to było BARDZO dziwne
-Em... Iwo? Dziwne by było gdybym... poczęstowała się chmurką?
- Raczej nie...
No więc polecieliśmy w chmury i zjedliśmy kilka chmurek po czym zaczęło padać kakałko czyli deszcz. Powtórzę jeszcze raz. TAK WIEM, ŻE TO DZIWNE.
- No dobra. Koniec rozkoszowania się deszczem, chmurkami i tym całym... dziwactwem - powiedział Iwo - chodźmy szukać tego opiekuna.
- No dobra... - powiedziałam
- Okej... a więc to jest gdzieś... tam - krzyknął basior
Poszliśmy w stronę jeziorka z waty cukrowej. Przed nami był lasek z żelków. Matko Boska co tu tyle słodyczy? Jakaś słodka kraina... dosłownie...
- Daleko jeszcze? - mruknęłam zmęczona
- Troszeczkę...
<Iwo? Pomysłów brak>

Od Iwona do Cheeky

Huk to było najgorsze, co usłyszałem w tym dniu. Wybiegłem z jaskini. Winegry zaczęły demolkę. Nie wiem po co, ale ok. Jedna winegra spojrzała na mnie i wrzasnęła. Po chwili usłyszałem czyjeś myśli w mojej głowie. Szepty, mrożące krew w żyłach szepty. Zacząłem się zastanawiać, czy to się dzieje na serio, czy może Red dosypał mi czegoś do drinka.... Po chwili winegra zawyła z bólu i rozpłynęła się w powietrzu. Wszystkie inne popatrzyły w tamtą stronę z niepokojem i stały się jeszcze bardziej wściekłe. Z przerażenia. Szybko zapieczętowałem jaskinię i zwróciłem się do Pana Jaszczurki.
- MUSIMY DOSTARCZYĆ TE SZCZENIAKI!
- Przecież jeszcze się nawet nie urodziły. - mruknął
- Ale...
- ... Ale srale! - zawołał. - Ruchy! - po chwili ukazał się portal. Nie wiem jak duch uwięziony w książce może robić takie coś, ale się nie wtrącam.
- Co jest po drugiej stronie? - zapytała wadera.
- Miejsce, w którym mieszka opiekun. - warknął duch. - A teraz ruchy! - popatrzyłem na Cheeky. Mieliśmy takie samo zdanie. To NIE JEST dobry pomysł, ale innego wyboru nie było. Wadera już nabrała sił, zeszła ze swojego posłania i popatrzyła na portal.
- Na trzy. - mruknęła. - Raz, Dwa.... TRZY! - wskoczyliśmy do portalu zostawiając zrzędzącego Pana Jaszczurkę. Lednie przeskoczyliśmy przez portal, a już poczułem, jak wnętrzności zostały daleko w górze, a ja jestem daleko na dole. A czemu? Bo portal wychodził wysoko w chmurach. Po chwili zaczęliśmy spadać.

***

Zachowanie równowagi, zwłaszcza gdy jeszcze nie ogarnęło się co się dzieje, nie jest łatwe. A szczególnie kiedy spada się na plecach. Zdołałem się obrócić i teraz nurkowałem w dół. Cheeky poszła w moje ślady. Zahamowałem dopiero przy ziemi. Poczekałem na Cheeky. Gdy ta wylądowała zapytała.
- Gdzie my jesteśmy?
- Na terytorium tego opiekuna. - mruknąłem. - Ale jest tutaj za ładnie. - Przed nami wznosiła się wielka niby brama.

< Cheeky? Sorry, że tak długo >

od Avril C.D Judy

Gdy zobaczyłam jak Judy gdzieś szybko ode mnie ucieka, czym prędzej wzbiłam się w powietrze. Gdy już ją dogoniłam wylądowałam przed nią tym samym zagradzając jej drogę. Wadera spojrzała na mnie i najwidoczniej uświadomiła sobie, że mam skrzydła.
- Tak szybko ode mnie nie uciekniesz.- Po wypowiedzeniu tego wadera próbowała znów to zrobić. Gdy to zaułważyłam, używając swoich mocy ognia, zrobiłam ognisty okrąg wokół nas.Tylko ja mogłam sprawić, że zniknie. Teraz nie miała dokąd uciec. Była skazana na rozmowę ze mną.- A teraz mów o co ci chodzi.
Judy spojrzała na mnie z rezygnacją.

<Judy?>

29.04.2017

Od Cheeky CD Iwo

Gdy się obudziłam Iwo nie było w jaskini, ale byłam zbyt słaba aby polecieć go szukać. Po jakiś 15 minutach wleciał do jaskini.
- Nie wyglądasz najlepiej - powiedział ze zmartwieniem basior
- I nie najlepiej też się czuję... wszystko mnie boli...
- To nie jest najlepszy znak...
Miałam ochotę odpowiedzieć jakąś ripostą, ale nie miałam siły, co było naprawdę dziwne. Chciałam wstać, bo zauważyłam mapę na półce skalnej, ale wszystko mnie bolało, więc zapytałam tylko:
- Co to jest za mapa?
- Na niej jest zaznaczone miejsce, w którym mieszka ten cały opiekun.
W tej właśnie chwili do jaskini weszła Mel.
- Jak tam się miewamy? - zapytała z uśmiechem
- Jak mam być szczera... to nie najlepiej. Wszystko mnie boli.
- No tak... zwykle tak właśnie jest, ale niedługo powinno przejść. Zaznaczam POWINNO. Nic nie obiecuje.
No tak. Mel nie mogła mi niczego obiecać.
- Em... a jak długo będzie trwała ta moja 'ciąża'?
- Od tygodnia do dwóch tygodni, w miocie rodzi się od 3 szczeniąt, a przynajmniej jedno musisz oddać mistrzowi.
- No to teraz to już wiem wszystko. A jeszcze po ilu dniach będę miała oddać tego szczeniaka?
- Jak najwcześniej. Pamiętaj, że najprawdopodobniej będą to pół demony...
- Tak, tak pamiętam.
- Cheeky... mam pomysł - odezwał się Iwo
- Jaki?
- Pamiętasz tą jaszczurkę widmo no nie?
- No pamiętam...
- To może ja polecę po tą książkę i spróbujemy ją wywołać?
- No dobra tylko się pospiesz...
Iwo przeteleportował się w góry (o ile pamiętam tam była księga) i kilka minut później już był w mojej jaskini. Mel wyszło około 2 minuty temu, więc zostaliśmy sami. Po paru próbach przywołania naszego widmo w końcu pojawiła się ogromna jaszczurka
- O, to znowu wy
- Tak my... - powiedziałam
- Sprawa z winegrami rozwiązana?
- Można tak powiedzieć - odpowiedział Iwo
- Mówże jaśniej wilku - zniecierpliwiła się jaszczurka
- No więc - wtrąciłam się - powiem krótko duch mnie zapłodnił koniec kropka
- Co?
- No tak...
Ja przekręciłam się na drugi bok, a basior jeszcze chwilę gadał z jaszczurem. Nagle po za jaskinią wydobył się głośny huk...
<Iwo? Szybka jestem...>

Od Iwona do Cheeky

Gdy Cheeky poszła spać, ja zapieczętowałem jej jaskinię, przeteleportowałem się do biblioteki. Zacząłem szukać map. A zacząłem oczywiście od miejsca, gdzie były najbardziej zakurzone. W końcu znalazłem. Była to już zżółkła mapa z bardziej żółtymi plamami tu i ówdzie. Jak zobaczyłem, jaka odległość jest od naszej watahy do miejsca, gdzie mieszkał opiekun.... to mnie zamurowało. To było prawie na drugiej połowie kuli ziemskiej. Pięknie :S. Ale przecież można się tam teleportować, albo użyć jakiegoś portalu między wymiarowego. Po 2 godzinach wróciłam do jaskini wadery. Nadal leżała na swoim posłaniu. Mel powiedziała, że takie szczeniaki bardzo szybko się rozwijają. Czyli że co? Potem jeszcze coś wspomniała, że dalsze "wyjaśnienia" powie z czasem. Super. Mamy w watasze żywe USG. Położyłem mapę na półce skalnej i popatrzyłem na Cheeky. Spała spokojnie, co mnie uspokoiło. ... :S Zaczęło robić się ciemno. Znowu zmarnowałem cały dzień w bibliotece. Dzisiaj ulokowałem się w jaskini wadery. Nie było za wygodnie, ale co poradzić? Po pewnym czasie usnąłem. Pewnie miałbym piękne sny, gdyby nie to, że miałem koszmary. Wiem, masło maślane.  Śniły mi się rzeczy, których trudno opisać. W końcu nie wytrzymałem, albo mój mózg nie wytrzymał, i się gwałtownie obudziłem, przez co walnąłem głową o półkę skalną. No super. Właśnie robiło się widno, wschód słońca. Popatrzyłem odruchowo w stronę Cheeky. Wadera nadal spała. Wyszedłem cicho z jaskini i poleciałem w góry. Szybko znalazłem winegry, nie zrobiło to na nie wrażenia, natomiast to, że w środku był torturowany przez nie umarlak.... już mnie trochę zbiło z tropu. To tutaj on robi? Jęczał, kulił się i piszczał a oni na niego warczeli. Zrozumiałem kilka zdań.
1. Będzie dziedzic. Prawie wszystko gotowe
2. Dolina cieni za daleko
3. Portal
To wszystko, co udało mi się odszyfrować. Poleciałem z powrotem do Cheeky. Wadera już wstała i nie wyglądała najlepiej.

< Cheeky? Sorry, że tak długo >

Od Cheeky - Wataha Wilków Czarnej Perły

Za zgodą Alphy

Witam wszystkich bardzo serdecznie.
Chciałabym poinformować, że od niedawna mam swoją watahę, na którą serdecznie zapraszam:
Wataha Wilków Czarnej Perły - http://watahawilkowczarnejperly.blogspot.com/?m=1 <--- tutaj macie linka.
  Pozdrawiam Cheeky

Od Judy C.D Avril

Najpierw się lekko zaśmiałam, po czym zaczęłam śmiać jak wariatka.
- Kim ja jestem! Dobre. - znowu śmiech. - Judy z nudy. Mieszkam nieopodal, i mam w dupie, wszystko co powiesz.
- Jak na pierwszy raz spotkania z wilkiem, nie zachowujesz kultury.
- Nie ma takiego słowa w moim słowniku. - powiedziałam
- A możesz mi powiedzieć, skąd jesteś?
- Z daleka. To wszystko wyjaśnia, nie?
- Nie.
- Aha. Tu jest jakaś wataha, nie?
- No tak....
- No, to gdzie jest tutaj jakiś przywódca?
- Mamy alphe....
- No to marsz do niej, .... albo nie. Czekaj. Nic nie mów, że tutaj jestem
- Ale właśnie powiedziałaś...
- Ale to odwołałam.
- No tak. Tylko że...
- Dobra. Nic nie mów. Powiesz mi, jak się nazywa ta wataha?
- Wataha Mrocznych Skrzydeł ale...
- Dzięki. I... Pa! - powiedziałam szybko i uciekłam gdzie pieprz rośnie. ( czyli do mojej jaskini ) Nie miałam zamiaru na konflikty z watahą. Gdy byłam już przed wejściem do jaskini, drogę zablokowała mi wadera, którą spotkałam wcześniej... no tak. Ona ma skrzydła. Przeklęte skrzydła :S

< Avril? >

Od Avril C.D Judy


Po chwili zrozumiałam co się stało. Leżałam na jakimś wilku. Po paru minutach usłyszałam jak ktoś na mnie wrzeszczy. Trochę, ( a może nawet bardzo? ) się zdenerwowałam. Szybko zeszłam z wilka na którym leżałam. Gdy już to zrobiłam spojrzałam na niego. Była to wadera. Gdy się tak w nią wpatrywałam ona również to robiła tylko, że we mnie.
- Em... Hej...?- Trochę nie chętnie powiedziałam.
- Dlaczego na mnie wskoczyłaś?!- Wykrzykneła.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- Nie chciałam.. Nie wiedziałam że tu stoisz! A tak schodząc z tematu... Kim jesteś? Nigdy wcześniej Cię tu nie wiedziałam.

<Judy? Sorry, że takie krótkie mam mało czasu.>

Od Cheeky CD Iwo

Byłam nieprzytomna... najprawdopodobniej leżałam w 'śpiączce' kilka dni i nie pamiętałam nic z dnia zdarzenia.
- O cześć Iwo. Co ty tutaj robisz?
- Siedzę przy tobie już kilka dni. Nareszcie się obudziłaś.
- Em... a co się stało?
- Powiem tak. Pamiętasz tą sprawę ze znikającymi winegrami?
- No tak, ale co to ma wspólnego z moją śpiączką?
- No więc sprawa jest rozwiązana...
- Tak? Znalazłeś szczeniaka?
- Nie... jakby to powiedzieć.... duch przeleciał... och jakże to okropnie brzmi... przez ofiarę...
- Mów przez kogo!
- Przez... - basior zaciął się - ciebie...
- CO?! Jak?!
- No więc duch wybrał za ofiarę jakąś małoletnią opiekunkę, więc skoczyłaś między ducha a waderę i wtedy przeleciał... będę się wystrzegał tego słowa... przez ciebie.
Byłam w totalnym szoku. Z jednej strony uratowałam komuś życie, a z drugiej zniszczyłam swoje.
- No dobra... stało się, ale kiedy te szczeniaki się urodzą i czy... ja... będę miała coś z... ducha?
- Z tymi pytaniami trzeba będzie zaczekać na Mel. Ona Ci pomoże i ja też będę cały czas przy tobie...
Byłam załamana... dobrze przynajmniej, że Iwo będzie przy mnie.
- Co z moją przyszłością, moimi szczeniakami, oczywiście te z własnej woli i nie z duchem...
- Cóż... tak jak mówiłem z tym trzeba czekać na Mel, która niedługo powinna się zjawić.
- Mam nadzieję, że to wszystko nie będzie trwało zbyt długo...
- Dobra gadanie gadaniem, ale teraz zjedz coś. Upolowałem ci kilka rzeczy, bo nie wiedziałem co zjesz.
Zjadłam więc tłustego królika i poszłam z powrotem spać.
<Iwo?>

Od Iwona do Cheeky

Drzewa! Te cholerne drzewa! Jedyne, co może powstrzymać taką zjawę, jest kamień runiczny. Och! Czemu ja na to nie wpadłem, kiedy byłem u Mel? Duch za cel wybrał jakąś młodą waderę, małolatę która zajmowała się szczeniakami. Zasyczało mi w uszach.
- Wybrał swój cel. - szepnąłem do Cheeky z grozą. Wadera patrzyła na ducha i przestraszoną waderę.
- Cheeky, o czym ty myślisz? - zapytałem. Wadera popatrzyła na mnie. W jej oczach było coś, co mi się nie podobało.
- Cheeky... - wadera w tym momencie, w którym duch chciał przelecieć przez ciało tej małolaty, ona skoczyła między niego a tą waderę, po czym upadła na trawę bezwładnie, gdy duch przez nią przeleciał.
- Cheeky! - krzyknąłem i do niej podbiegłem. Była nie przytomna.

***

Zaniosłem waderę do jej jaskini. Była zimna. Położyłem na jej posłaniu, przeteleportowałem, do jaskini Rodini, potem z nią do Mel, i z dwoma waderami z powrotem do jaskini Cheeky.
- Co się stało? - zapytała Rodinia podchodząc do niej.
- Zjawa... - powiedziałem i popatrzyłem na Mel. Szamanka przesłała mi porozumiewawcze spojrzenie. Wiedziała, o co chodzi. Zawsze popołudnia spędzała w bibliotece. Medyczka natomiast położyła łapę na czole Cheeky, po czym sprawdziła jej puls.
- Żyje, ale jest wykończona. Coś się jej stało? Ktoś wyciągnął z niej energię?
- To jest tajemnica. - odparłem. - Po prostu daj coś, no nie wiem. Jakieś leki. COKOLWIEK!
- No dobrze... ale.... - posłałem jej ostrzegawcze spojrzenie. Wadera postawiła na półce skalnej jakieś eliksiry, bandaże i fiolki. Podeszła do Cheeky, położyła łapę na jej oczach i przez chwilę tak na nią siedziała z zamkniętymi oczami. Gdy je otworzyła, nie miły już takiego blasku. No tak... jej moc.
- A teraz, mnie odholuj. - mruknęła zmęczonym głosem

***

Potem przez jakiś czas rozmawiałem z Mel. Powiedziała, że po takim duchu, najmniejsza ilość szczeniąt, to 3. Będą się rozwijały zbyt szybko. A po urodzeniu, będą znacznie silniejsze od innych. Na inne negocjacje jeszcze nie jest pora. Po istotnych informacjach przeteleportowałem ją do jej jaskini, a sam wróciłem do Cheeky i przy niej tak siedziałem. To było niebezpieczne, ale wykazała się odwagą.

< Cheeky? >

Od Cheeky CD Iwo

Kiedy się obudziłam nie było przy mnie Iwa, więc poszłam do jego jaskini z nadzieją, że go tam znajdę, ale nic takiego się nie stało. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że basior poleciał szukać szczeniaka. Ja musiałam się tylko chronić przed duchami. Stwierdziłam, że znów nie posłucham się Iwa i poszłam na poszukiwanie szczeniaka.
- Ciekawe gdzie jest teraz Iwo - pomyślałam
Nie zastanawiałam się nad tym długo, bo znalazłam się na polance, na której bardzo często bywają szczeniaki z innych watah. Były tam akurat trzy przedszkola, więc podeszłam.
- Em... dzień dobry - przywitałam się z opiekunką
- Dzień dobry moja droga. Czegoś potrzebujesz? - zapytała nauczycielka
- Tak.. jest mały problem, ale tego pani nie zrozumie..
Nagle zobaczyłam Iwo za drzewami polującego na najmłodszego szczeniaka.
- Ja... muszę już iść..
W tym czasie basior skoczył na szczeniaka, który zaczął piszczeć i się miotać. Nagle podeszła jakaś opiekunka i zaczęła się na niego wydzierać, że jak on może polować na jej szczeniaka i tak dalej. W tej chwili do akcji wkroczyłam ja.
- Cheeky co ty tu robisz?!
- No bo ja... chciałam pomóc
- Prosiłem cię żebyś została w jaskini!
- No tak, ale tam było tak nudno...
- Dobra. Nie ważne...
W pewnym momencie nad nami zaczął krążyć jakiś duch
- Kryć się, szybko!!! - krzyczał Iwo
Wszyscy schowali pod drzewami.
<Iwo? Co z tym duchem?>