31.03.2018

Od Demo do Finna

- Ja idę patrol do lasu. A ty jak chcesz to możesz iść ze mną.
- I tak nie mam nic innego do roboty. - burknął basior.
- No to chodź. - mruknęłam zaczynając iść w kierunku lasu. Finn zrównał ze mną krok. Zbliżał się powoli wieczór, więc mieliśmy ładne widoki na naszym "spacerku". Trochę gadaliśmy, trochę kłóciliśmy. A jedną z takich bardzo miłych wymian słów i przemyśleń przerwał nam jakiś szelest. Powtórzył się jeszcze parę razy więc ciekawość mnie zżerała, ale nie tylko ona irytacja też z każdym dźwiękiem rosła.
- Nawet w lesie nie ma ciszy... - wymamrotałam. Ale podreptałam w stronę z której dobiegał dźwięk. Sprawcą irytującego dźwięku by ledwo żywy lub na wpół martwy jeleń. Miał głębokie nacięcie wokół szyj. Zwierze było też całe w jakiejś dziwnej mazi.
- No to mamy już jelenia w sosie na kolacje. - zażartował zielonooki. Podeszłam bliżej by sprawdzić co to za substancja.
- Ta tylko ten twój sosik to niezła trucizna. - zaśmiałam się sztucznie. - Wiem co mówię, siedzę w truciznach od dawna.

<Finn?>

Od Finna Do Demo

Kiedy nareszcie skończyliśmy nasze najcudowniejsze wypieki świata trzeba było trochę posprzątać w tej jaskini. Najpierw to ja się sam muszę umyć z tego kremu, w którym w sumie jestem cały. Szybko oblałem się strumieniem wodnym i przy okazji polałem jaskinię tak, by wszystko się wyniosło razem z nią. W końcu po godzinie sprzątania jaskinia była czysta. Wytrzepuję sierść z resztek mąki, które gdzieś tam wzięły i się wplotły w mój grzbiet. Prostuję skrzydła i spoglądam na waderę, która poprawia sobie grzywkę. Może i jej towarzystwo nie jest tak okropne? Jakoś się przyzwyczaiłem. Może nawet kiedyś ją polubię? Śmieję się lekko pod nosem
- A więc co teraz będziemy robić? - odzywam się do samicy
< Demo? >

Od Demo do Finna

Podzieliliśmy się robota ja zajęłam się owocami a Finn wyrabiał ciasto. Potem przygotowałam foremki. Rozlaliśmy substancje do papierków, wcześniej dodając owoce, a potem wstawiłam je do piekarnika.
Następnie zajęliśmy się babką. Szybko wyrobiliśmy wszystko. A w trakcie babeczki już były gotowe.
Teraz babka musiała się wypiec. Więc zaczęliśmy dekorować babeczki.  Zrobiliśmy przeróżne przy okazji kłócąc się parę razy. Bo my normalnie rozmawiać nie możemy.  Znowu byłam cała mokra a basior był cały w kremie. 
Po paru godzinach nareszcie się uwinęliśmy z tymi wypiekami. Teraz zostało nam tylko posprzątać ten bajzel jaki tu powstał.

<Finn?>

Od Finna Do Demo

Zaczyna się walka na mąkę. Niczym w "It", tylko, że nawalamy się mąką, a nie kamieniami. No biorąc pod uwagę to, że jak ktoś ci walnie kamieniem w pysk, to masz pysk rozwalony, a mąką co najwyżej ci podrażni oczy, albo drogi oddechowe. Nic szczególnego. Oboje bombardujemy się ogromnymi ilościami białego proszku, który swoją drogą mógłby być czy ja wiem... środkiem odurzającym na przykład. Nie no, taki żarcik. Nie jestem ćpunem. Kiedy już cała jaskinia wypełniona jest mąką godzimy się na rozejm. Jakoś nie pałam miłością do sprzątania, więc szybko siłą woli wyniosłem jakieś parę kilogramów mąki na zewnątrz
- Już możemy robić te babeczki? - śmieję się
- Jasne - mówi wadera i rzuca we mnie jajkiem. Super. Cały jestem upierdzielony w tym cholerstwie. Szybko opłukuję się lekkim strumieniem wody, przy okazji mocząc nim samicę. Jak ona się śmiesznie wkurza. Podchodzę do prowizorycznego blatu kuchennego i zaczynam wyrabiać ciasto na te właśnie małe pyszne wypieki
< Demo? >

Od Demo do Finna

Przygotowałam wszystko co było potrzebne do zrobienia jakiegoś ciasta. Mam nadzieje że wyjdzie... mistrzem to ja w gotowaniu pieczeniu czy czymś takim to ja nie jestem. Wszystko rozkładałam na stoliku. Było tego troszeczkę... worek mąki jajka i inne duperele. Po jakimś czasie wrócił Finn z owocami.
-Sporo tego. -  mruknęłam podwędzając jedną malinkę. - Robimy babeczki i jakieś ciasto co proponujesz?
- Nie wiem babkę?
- No to będzie babka. - rzekłam po czym ruszyłam do miejsca w którym miała się odbyć mordęga zwana potocznie wyrabianiem ciasta.
- Od czego zaczynamy?
- Może od babeczek.
Sięgnęłam po mąkę, ale jakiś debil (czyt. Finn) postanowił się zabawić i mnie przestraszyć. Co spowodowało rozsypaniem się mąki wszędzie.
- No i co żeś narobił. - warknęłam.
- Ja? nic. - mówiąc to tłumił w sobie śmiech. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak komicznie wyglądamy. Zgarnęłam trochę mąki ze stołu i rzuciłam nią w basiora. On za to odpowiedziała mi tym samym. Rozpoczynając wojnę.

<Finn?>

Od Demo..... na wielkanoc xD


Vergil i Shell - "Stary, te jajka to chyba przeterminowane" - cz. 1

Vergil

W czasie podróży przez las, spotykałem kolejne wilki. Zupełnie mi nieznane. I dobrze. Im mniej znajomych, tym lepiej. Wystarczy, że pod łapami pałętał mi się ten dzieciak szczęścia, Mateo czy inny ciul. Wszystko jedno. Irytował mnie i tylko to się liczyło.
Wtem z moich myśli o zniszczeniu świata i jego wszystkich istot swoim urokiem osobistym, wyrwał mnie huko - szum oraz błyszczący cosiek, z gracją sunący po niebie. Chociaż nie wiem, czy OGROMNE JAJKO może się sunąć z gracją. Prewencyjnie schowałem się za drzewem, skąd obserwowałem, jak obiekt spada na ziemię, wzbijając w powietrze tony śniegu i ziemi. Mimo, że nie chciałem, musiałem to sprawdzić. A co jak tam jest coś cennego?
Pobiegłem więc ile sił w swoim chudym ciele na miejsce katastrofy. Trochę to zajęło, ale na szczęście, jajka nie dało się przeoczyć. Nie mówię już o rozmiarach, które były imponujące. Skorupka była pokryta jakimiś kolorowymi malowidłami. Inni zwali to bodajże pisanką. Dla mnie to jednak był efekt podania jednorożcowi środka przeczyszczającego i pozwolenie mu na odwiedzenie fermy kurczaków. Cokolwiek by to nie było, nie brzmiało zachęcająco. W żadnym stopniu.
Zdyszany, zatrzymałem się na skraju krateru, łapiąc powietrze w obolałe płuca. Muszę ponownie zacząć ćwiczyć, a nie obżerać się jak pan i władca.
Ujrzałem kątem oka ruch. Ktoś również tu był i chciał sprawdzić MOJE jajko. Warknąłem głucho, w kilku skokach znalazłem się na dnie i położyłem łapę na skorupie, w tym samym momencie, gdy zrobił to basior. Zmierzyłem go wzrokiem pełnym furii. Był dziwny, taki niestabilny. Co jakiś czas znikał czy mrygał. W dodatku prawie w ogóle nie oddychał. O borzu wszechszumiący, dlaczego ja zawsze trafiam na takich przedstawicieli wilczej rasy?
- Moje. - Powiedziałem jedynie, prostując ogon. Basior przechylił łeb na bok, dociskając mocniej jajko. Te zaczęło się niebezpiecznie osuwać. Zignorowaliśmy to jednak - byliśmy zbyt zajęci walką o pisankę niż tym, co się z nią dzieje.
- Nie. Byłem pierwszy. - Usłyszałem w odpowiedzi. Po kręgosłupie przeszedł mi dreszcz, kiedy usłyszałem jego elektroniczny głos. Cholera, co to jest?
- Wcale, że nie!
- Wcale, że tak.
- Nie-e!
- Tak!
- Czekaj. - Opuściłem spojrzenie na nasze łapy. Były o wiele niżej niż wcześniej. Nieubłaganie zsuwały się do bezdennego krateru, który lśnił wszystkimi kolorami tęczy. Ta barwność przeraziła mnie bardziej niż możliwość upadku.
- Przechodzę w stan czuwania..- Mruknął wilk, a jego oczy stały się liniami kodu. W dodatku zaczął piszczeć jak maszyna. Co za..!
- Ruszaj swoje pika - dupsko, bo zlecimy obaj! - Krzyknąłem, próbując wskoczyć po zwałach ziemi na bezpieczny brzeg. Nic z tego. Na każdy mój krok, zsuwałem się o dwa w dół. Po krótkiej chwili, znaleźliśmy się już na skraju przepaści. Dopiero wtedy basior zamrugał i złapał się łapami ściany. Jego łapy już dyndały w powietrzu.
- Co to ma znaczyć?
- Nie wiem, cholera, ziemia nas pożera! - Próbowałem z całych sił wrócić na stabilne podłoże. Jednak złość oraz irytacja nie pozwalała mi myśleć.
- Ziemia to planeta, nie żywi się wilkami. - Skomentował racjonalnie pika - dupek. Rzuciłem się na niego w pierwszym odruchu, nie przewidując faktu, że w tym czasie basior zniknie. Zacząłem spadać. Nieznajomy zerknął na mnie przez bark ze zdziwieniem na pysku.
- Ty ciulu! - Mój głos rózniósł się echem po kominie. Dna nie było widać, a ja spadałem coraz szybciej. Wtedy zobaczyłem chyba najgłupszą rzecz w moim życiu - idiota się puścił. Ale nie z jakąś waderą, basiorem, kto go tam wie. Po prostu zaczął spadać razem ze mną. Szybko się zrównaliśmy. Posłałem mu spojrzenie pełne nienawiści. Gdzie się jeszcze tacy idioci uchowali, to ja nawet nie.
- Chciałem dotrzymać ci towarzystwa. - Odpowiedział na moje nieme pytanie, a mi nie zostało nic innego, jak liczyć na to, że zginę od siły upadku. Borzu, dlaczego ja zawsze trafiam na takich idiotów?

30.03.2018

Od Finna Do Demo

- Chętnie - uśmiechnąłem się na wpół ironicznie i postawiłem torby z zakupami na podłodze. Ile ona tego nakupiła? Pewnie zapas na parę kolejnych lat. Rozglądam się po wnętrzu jaskini. Też nic szczególnego. Przytulna, przestronna. Nie jest ciasne, ale nadal własne, co nie? Śmieję się lekko pod nosem - Zaczynamy od gotowania, czy od dekorowania jaskini? - skoro ma być u niej, to niech ona rządzi. Byle by mnie nie zarządziła na śmierć, a znając życie na pewno by chciała
- Zaczniemy od dekorowania, bo jeszcze nie mamy składników na ciasta i inne... potrawy - mruknęła
- Jak wolisz - zaśmiałem się lekko i wbiłem jednego z plastikowych kurczaków w kępkę mchu. Uroczy zwierz. Szkoda, że nie prawdziwy, chociaż i tak nie mógłbym go zjeść, bo jakiś post mamy, czy coś. Patrzę na torby wypełnione aż po brzegi świątecznymi dekoracjami. Przecież my się z tym cholerstwem w życiu nie uwiniemy! Masakra po prostu. Zacząłem grzebać w zakupach i wyciągać kurczaki, zajączki i inne duperele. Najbardziej podobały mi się baranki. Mają ten swój... urok
~Parę godzin później, jaskinia udekorowana c:~
Cóż. Jaskinia może i jest, gotowa, ale ja cudem uniknąłem śmierci kilka razy. Niebezpieczna szara wadera. A wydaje się być taka spokojna i cichutka... chyba. Uśmiecham się lekko pod nosem, a samica tylko patrzy na mnie z głupkowatym wyrazem twarzy
- To co? Gotowanie z Finnem i Demo? Załóżmy może kanał kulinarny? - zaczynam się śmiać, jednak waderze chyba nie przypadł do gustu mój humor. Udało mi się ją złamać i lekko zaśmiała się pod nosem
- Idź ty lepiej po owoce, może to ci się uda - prycha lekko
- No już, już. Nie zjedz mnie tylko - śmieję się i wychodzę z jaskini. Powoli kieruję się do lasu, by zdobyć te jakże rzadko spotykane małe, okrągłe, albo i nie do końca przedmioty, jakimi są maliny, jagody i inne... takie tam
< Demo? U mnie akurat weny nadmiar xD >

Od Demo do Finna

- No to nich będzie, że tak. - powiedziałam - No to w takim razie idziemy do mnie.
- Co? - usłyszałam cicho za sobą.
- Coś mówiłeś? - spytałam ale nawet nie czekałam na odpowiedź tylko poszłam w stronę sklepu z dekoracjami. A basior podążył za mną. Kupiłam różne rzeczy od wstążek po słomiane króliki. Wpakowałam wszystko do toreb, wyszło ich aż trzy, wypakowane po brzegi. Zostawiłam wszystko przy moim nowym tragarzu i pobiegłam po jajka, bo niestety ostatnio mi się skończyły. Pogadałam ''chwilkę'' ze znajomą i wróciłam z paczką jajek. Ujrzałam tylko zirytowaną minę u basiora.
- Dłużej się nie dało? - warknął.
- Dało - mruknęłam podnosząc siatki z zakupami. Finn patrząc jak się męczę chyba się zlitował i zabrał ode mnie parę z nich. przez kilka minut szliśmy do mojego domu.

Przez całą drogę myślałam nad tym czy miałam burdel w mojej jaskini czy nie... moja skleroza jest na bardzo wysokim poziomie. Gdy tylko wkroczyliśmy do środka naszym oczom ukazał się na wpół bajzel. Na prędkości sprzątnęłam.
- Rozgość się. - mruknęłam.

<Finn? i don't have my drunk cherry i nie mam weny>

29.03.2018

Od Mateo do Vergila

Pięknie. Rodzeństwo porozbiegało się na wszystkie strony świata i zniknęło w krzakach. Jeśli coś im się stanie, wszystko pójdzie na mnie, a do pomocy mam tylko prawie obcego basiora, który zresztą się do niej zbytnio nie kwapi. Dobrze, że w mojej głowie zaczynał już kiełkować plan.
- Możesz poczuć atmosferę rodzinnego szczęścia, robiąc ciastka. Kilka może nawet zjesz - rzuciłem, wchodząc do jaskini.
- Dlaczego nie miałbym sobie po prostu pójść? - usłyszałem jego głos, dobiegający sprzed wejścia.
- Bo, po pierwsze: nie wiem, do innego miałbyś mieć do roboty, a po drugie: ciastka są dobre. Och, zapomniałem wspomnieć, że to są tereny Watahy Mrocznych Skrzydeł. Więc jeśli nie chcesz zostać stąd wykopany przez Alfę... - przystanąłem i obejrzałem się na niego. Co prawda Lii nie chciałoby się pewnie robić nagonki na przypadkowego wędrowca, ale on nie musiał o tym wiedzieć. Vergil westchnął i wszedł za mną do środka.                                                                                 
- A można wiedzieć, skąd taki nagły zapał do pieczenia? - zapytał z przekąsem.
- Bo jeżeli szczeniaki nie nażarły się jeszcze czekoladowych zajców, to gdy tylko wyczują słodycze, zaraz przybiegną. A żadnych na stanie nie mamy - odparłem, wchodząc do kuchni i otwierając szafkę z potrzebnymi produktami. Na szczęście, niczego nie brakowało. Zabraliśmy się do pieczenia. Co prawda Vergil czasem marudził na bezsens naszych działań, ale ostatecznie chyba mu się podobało odciskanie kurczaków z masy. A może tylko wyżywał się na cieście...? Dzięki Bobslejowi ciastka wyszły całkiem dobrze, a z jego roboty nowoczesnym piekarnikiem upiekły się błyskawicznie. Prosto z piekarnika wynieśliśmy je na zewnątrz, żeby rozchodzący się zapach był jak najlepiej wyczuwalny. Nie podjadać się nie dało, i ostatecznie basior zamiast kilku zjadł prawie połowę, ale przynajmniej działały. Po pięciu minutach znikąd pojawił się Tobias, potem Kalli, i trzeba ich było powstrzymywać przed zjedzeniem całej reszty słodkości. Po wyczerpujących pertraktacjach udało się ustalić, że Temisto, Ren i Nicol powędrowali na poszukiwanie jajek, a oni też chcieli, ale zostali z tyłu i wyczuli ciastka.
- Możeeemy iiiiść? - zapytały szczeniaki, robiąc słodkie oczka. Kazałem im obiecać, że w drodze nie będą się oddalać, a potem, ku zniecierpliwieni Vergila, ruszyliśmy na polowanie na pisanki.
- Nie chciałbyś może dołączyć do watahy? - zapytałem go po drodze.
<Vergil?>

Od Tori o Wielkanocy


Patrzyłam na krzątających się rodziców i rodzeństwo. Nie wiedziałam czemu tak bardzo ą zdenerwowani, aczkolwiek na Boże Narodzenie bardziej byli zestresowani. Siedziałam sobie w moim kącie, już z naszykowanym koszykiem. U nas była inna religia, więc postanowiliśmy się wybrać do ludzi. Wikliniany koszyk z białą serwetką był już gotowy. Ja ogólnie byłam gotowa, tylko wszyscy wokół mieli jakieś nie spokojne wyrazy twarzy.
- Mogę wyjść na dwór? - spytałam
- Mhm, jasne. Wychodź - powiedziała mama robiąc ciasto. Tata przed chwilą wyszedł do pracy, więc nie potrzebowałam zbytnio jego pozwolenia. Wydreptałam na pole, i rozprostowałam skrzydła. Jakikolwiek wzlot w powietrze powodował upadek. Seven już umiał latać... otrzepałam się jak po wyjściu z wody. Zaczęłam iść powolnym krokiem, gdy wpadłam na...
- hej Tori - odezwał się znajomy głos
- Idziesz do Kai? - spytałam czarno-niebieskiego szczeniaka który stał przede mną.
- Tak właściwie to chciałem się jej spytać, czy nie pomogłaby mi złapać zająca... potrzebny mi jest...
- Taki kremowy?
- Dokładnie
- Już go złapała, idź do mojego domu, znajdziesz ją tam... tylko się pośpiesz, bo wbrew zakazowi może go zjeść - Raven kiwnął głową i pobiegł w stronę, z której właśnie szłam - Raven? - zawołałam za nim. Szczeniak się zatrzymał
- Chcesz z nami spędzić święta?
- Zobaczymy... nie chcę robić kłopotu - to powiedziawszy pobiegł dalej. Na pewno nie będzie sprawiał kłopotu... rodzice na pewno się zgodzą...

28.03.2018

Od Lii ,, Nadal mam wene. Piszę"

Po 3 godzinach, miałam już wyślaczkowane 3 jajka z gliny... pomaluję je później, ale najpierw muszę iść do kogoś, kto by mi te glinki wypalił. Nie będę zawracać łba Lunie, bo pewnie ma już dość kłopotów. Demo zajęta a z większością nie utrzymuję kontaktów. Zrobiłam kwaśną minę. Została mi Tenshi, ale ta zajmuje się teraz pamięcią Lily. No to trza do pieca... którego nie mam, więc trza iść do zamku.
- Dobra, skończone? - spytałam. Szczeniaki miały już chyba po 13-16 pokolorowanych wydmuszek a wiatr dodatkowo je wysuszył.  Liczba szczeniaków nam ostatnio zmalała po czystce, więc nie będzie zbytnio problemu z szukaniem wydmuszek.
- Tak - odparł Seven. Reszta szczeniaków przytaknęła.
- No, to dajcie mi je - odparłam wyciągając przed siebie otworzoną torbę. Rodzeństwo podchodziło do mnie wkładając wydmuszki do środka. Po chwili wyleciałam i rozniosłam je na polanie koło szkoły. Każde w jakimś stopniu ukryłam, ale wcześniej zapisałam ich ilość. Łącznie było ich z 60. Potem zgromadziłam na placu wszystkie szczeniaki. Łącznie było ich 9, (nie liczyłam Kiiyuko bo ma już ponad 2 lata) co dawało też chwilę wytchnienia dla ich rodziców. Szybko wyjaśniłam reguły gry. Wzięłam sobie zapas energetyków.... od których chyba się uzależniłam xD Szczeniaki po wyjaśnieniu reguł szybko się rozbiegły po polanie szukając jajek z niespodzianką, a ja sobie siedziałam na środku pijąc piknego Monstera. Oczywiście granice były wyznaczone, a w taki sposób, że skierowałam tak powietrze, że kręciło się szybko wokół wyznaczonego terenu z jajkami tak, że było go widać. Szczeniaki wróciły po jakiejś godzinie i pół na moje zawołanie. Zliczając wszystkie wyszło 58. 2 nie znaleźli. Po chwili każdy zaczął rozdłubywać jajka i wybierać z niego słodycze. oczywiście nie wszystkie, bo jeszcze do koszyka.

Takie cuś

Wstawię sobie to tutaj, zgoda? xD 
Mamy tutaj Rachel w wersji... pączka? Nie wiem co to tak właściwie jest. 
Jakość genialna, wiem o tym >D 
I skorupki nie pasują do siebie ale w tamtym momencie o tym nie myślałam....



Od Silvera do Mateo

- Ja? Przecież mam - odpowiedział z dumą i podszedł do krzaka, zrywając owoce - Jestem Mateo, a ty to Silver racja?
- Zgadza się.
- Nie spodziewałem się tutaj nikogo, skąd znasz to miejsce? - zapytał basior.
- Poznałem je przez przypadek. Którejś nocy, kiedy nie mogłem zasnąć spacerowałem po lesie i jakoś tak wyszło, a ty?
- Już nawet nie pamiętam. - odpowiedział. Mateo wydawał się być miłym wilkiem.
- To jakieś plany na Wielkanoc? - zapytałem leniwe.
- Takie jak co roku. Czas spędzony w gronie rodzinnym, a ty?
- Sam, nie mam rodziny.
- Przykro mi. - odpowiedział niepewnie i na tym zakończyliśmy rozmowę.
Dalej zbieraliśmy owoce co jakiś czas wymieniając się spojrzeniami. Kiedy skończyliśmy zaproponowałem basiorowi, że go odprowadzę, bo mam po drodze, a on przystał na moją propozycję. Przez całą drogę rozmawialiśmy o świętach. Po 30 minutach byliśmy już pod jaskinią.
- Mieszkam 10 minut stąd . Możesz wpaść czasem jeśli chcesz. - zaproponowałem.
- Jasne. - odpowiedział

[Mateo? ]

Od Mateo do Silvera

Bobslej znowu gdzieś wybył. O ile jego nieobecność nie sprawiała większej różnicy w dzień powszedni, to z racji zbliżających się świąt sytuacja w jaskini osiągała poziom krytyczny. Kiedy nie ma się kto zająć dzieciarnią prawie dosłownie biegającą po suficie, dom wygląda jak pole bitwy, a w kącie dalej zalegają igły z ostatniej choinki, bardzo ciężko nie przypalić wielkanocnej babki. I makowca. I wszystkiego innego, co nadawało się kiedyś do jedzenia.
Udałem się więc na poszukiwanie owoców na nowe ciasto, z myślą, że gdyby nawet ono nie wyszło, to zawsze można z nich zrobić kisielek. Na grzbiecie miałem koszyczek, niestety, różowy, w jeszcze bardziej różowe kurczaczki, tuż przy, tym razem fioletowo-...różowych, pisankach. Sadyści, przyznać się, który to projektował..? Gdyby ktoś jeszcze tu był, spaliłbym się pewnie ze wstydu. Ale nie ma nikogo. Uff.
Szybko uchwyciłem nikły zapach leśnych jagód. Zeskoczyłem ze ścieżki w, oczywiście kolczaste niczym jeżozwierz, krzewy. Kilka sekund gwałtownego przedzierania się, i kurczaczki skończyły z cierniami w swoich różowych głowach. Ja też, ale przynajmniej nie byłem koloru waty cukrowej.
- Ha! Jeden - zero dla mnie - mruknąłem, po czym stanąłem jak wryty. Przede mną, tuż obok matecznika kuleczek leśnej rozkoszy, stał basior. Silver...? Chyba tak. Obok siebie miał duży kosz na truskawki. Gdzie tu sprawiedliwość?
Otrząsnąłem się, i najszybciej, jak mogłem, zdarłem z grzbietu wielkanocny koszyczek z demonicznymi kurczętami, usiłując jednocześnie wyglądać na jak najbardziej wyluzowanego.
- Widzę, że nie tylko mnie spaliła się babka - powiedziałem, oczyma histerycznie szukając miejsca, gdzie mógłbym schować to dziadostwo.
- Za dużo do upilnowania - westchnął Silver. O, jak ja dobrze to znam. - Na szczęście jest dużo jag...Co to za demoniczne kurczaki!?
Niech to szlag! Już prawie je upchnąłem pod ten głaz!
 - Eeee... To? To jakiś śmieć, na pewno nie mój. Dzieci generują śmieci, jak to się mawia - odparłem z nerwowym śmiechem.
- Dobrze... Ale jak chcesz zbierać owoce bez koszyka? - zapytał basior z powątpiewaniem.
Wtedy przyszło mi coś do głowy. Niedawno odkryłem u siebie pewną moc... Skupiłem się na poharatanym naczyniu zagłady, i zdołałem je siłą umysłu zmienić w zwyczajny kosz. Bogu dzięki.
- Ja? Przecież mam - odpowiedziałem z dumą i przeparadowałem z koszykiem do krzaka, po czym przedstawiłem się.
<Silver?>


27.03.2018

Od Lii ,,Weny dostałam"

Dostałam małą rodzinę do ogarnięcia na święta, w której skład wchodziły szczeniaki Equela I Rose, oraz Kaję i Nitaena. Rodzice mieli jakieś inne ważne sprawy, więc ranek spędzają U mnie. Z trudem ogarniałam biegające wszędzie małe kulki futra. Skrzywiłam się.
 - Dobra, siadać na miejscach... - burknęłam ze zrezygnowaniem. Szczeniaki po kilku wywrotkach usiadły na swoich miejscach. Zdjęłam jedną słuchawkę, by słyszeć co mówią szczeniaki.
 - Dam wam skorupki jajek, a wy je ładnie ozdobicie, zgoda? - posłużyłam się wiatrem by przywołać wikliniany kosz z masą skorupek jajek w środku. 
- A pani co będzie robić? - odezwała się Kaja stawiając skorupkę na wytworzone przeze mnie wiry powietrzne by farba nie została na grzybie, oraz żeby się zbytnio nie pobrudzić I nie porobić plam na jajku. Skorupka zaczęła się unosić. 
- Jajka I inne ozdoby z gliny - odparłam formując powietrzem z gliny kształt jajka płaskiego od spodu, i przy okazji sięgając po farby genialnej jakości, jakieś brokaty, i inne duperele razem ze wstążkami przed szczeniakami. Te od razu wzięły pędzle I zaczęły malować. Chyba największe wrażenie zrobiła złota farba. 
- A pani z kim będzie spędzać święta? Mateo mówił, że ten czas podobnie jak Boże Narodzenie spędza się z rodzinom
 - Nie mam rodziny - mruknęłam pogrążona w wycinaniu wzorów na jajku - Hestia zginęła podczas czystki, a Lexi spędzi święta ze znajomymi. 
- To znajomi? Przyjaciele? - Nie odpuszczała waderka
 - Sama - mruknęłam wyjmując puszkę z Monsterem - Chce ktoś? - spytałam. Nitaen podniósł łapę, lecz szybko ją opuścił gdy zauważył wzrok siostry. 
- To energetyk! Rodzice by nas zabili! -szepnęła 
- Nie? To nie - wzięłam łyk. - kiedyś w waszym wieku zostałam w sklepie gdzie sprzedają alkohole. Likiery były dobre, ale potem nie pokazywałam się przez trzy dni w domu - zaśmiałam się.
 - Co jest w środku tych jajek? - spytała Tori trzepiąc wydmuszką. 
- niespodzianka - uśmiechnęłam się. - potem porozrzucam je po polanie, a wy je będziecie musieli szukać. - Czekoladka - mruknął Nitaen węsząc koło skorupki.
 - Masz dobry węch - stwierdziłam 
- Ale tylko do jedzenia - Tora szturchnęła brata.

26.03.2018

Od Silvera do chętnego (Wielkanoc)

Ostatnie dni były dla mnie bardzo pracowite. Ciągłe sprzątanie i gotowanie było moim najczęstszym zajęciem przez miniony tydzień. Co roku te święta spędzałem sam, bez przyjaciół i rodziny. W tym roku również nie miało się nic zmienić. 

Kończyłem właśnie malować ostatnią pisankę, kiedy poczułem zapach spalenizny. Gwałtowanie wstałem z miejsca i wyciągnąłem ciasto z piekarnika. Miała mi wyjść babka z owocami, a wyszło co wyszło. Westchnąłem zrezygnowany, bo musiałem iść do lasu nazbierać owoce na nowe ciasto. Upewniłem się, że wszytko jest wyłączone i ruszyłem w miejsce gdzie na pewno je znajdę.

Przeskoczyłem duży korzeń i już byłem na miejscu. W samym środku lasu znajdowały się krzewy z owocami o , których mało kto wiedział, albo nikomu nie chciało się tu przychodzić, bo krzewy zawsze były pełne. Od razu wziąłem się za zrywanie, ale coś oderwało mnie od pracy. W krzakach obok coś zaszeleściło. Przygotowywałem się do obrony, ale z nich wyszedł wilk, a ja automatycznie rozluźniłem się.
- Widzę, że nie tylko mi spaliła się babka. - stwierdził wilk.

[Ktoś coś?]

Od Shella to Meetou

Samica wydawała się być niezwykle interesującym obiektem. Zwłaszcza dlatego, że była pierwszym żywym osobnikiem ze swojego gatunku. W mojej głowie pojawił się pomysł, aby zaciągnąć ją do lasu i tam zbadać. Dogłębnie. Pokroić, obedrzeć z futra, mięśni, ścięgien, sprawdzić stan kości, przepytać, zbadać odruchy i rozwój psychiczny.
Niekoniecznie w takiej odległości.
- Podaj mi swe dane. - rozkazałem, unosząc 'ogon'. Nadal nie byłem pewny, czy ta nazwa jest poprawna.
Samica przechyliła swój dziwny pysk na bok, jakby analizowała podsunięte dane. Zaiste, ta rasa jest warta uwagi. I oszczędzenia na jakiś czas.
- Meetou! - oznajmiła niezwykle zadowolona z siebie wilczyca, prostując się dumnie. Jej ośrodek rozpoznawczo - myślowy, zwany w skrócie mózgiem, musiał wydzielać krytycznie duże ilości endorfin. To mogło zaburzyć całe działanie powłoki.
- A ty? - Wilczyca zaczęła skakać wokół mnie, poruszając tą anteną na boki.
- 398Z8COQuTmqiIaA1Hmic9FNc9xZnmqHxH25r7pZfTZfOGIjIc6XXnSN/gU=. Ale w skrócie, nazywaj mnie Shellem. Czy mogę cię pokroić na kawałki ostrym narzędziem, Meetou? -

Od Finna Do Demo

Patrzę na odbiegającą waderę. Mówię lekko podniesionym głosem - A może by tak Wielkanoc spędzić razem? - śmieję się lekko, bo wiem, że samica odmówi. Coś tam ostatnio słyszałem o tej całej Wielkiej Nocy. Jakieś święto, które się obchodzi z rodziną, lub znajomymi, a że to jest jedyna moja "znajoma", jeśli mogę ją tak nazwać, to czemu by nie? - oczywiście jeśli nie masz żadnych planów z szanowną panią Alfą - prycham lekko. Właśnie. Ciekawe jak ma na imię
- Że co przepraszam bardzo? - wadera albo udaje zdziwienie, albo serio się tego nie spodziewała
- No Wielkanoc - tłukę się lekko łapą po czole - Wiesz co to, czy nie?
- Jasne, że wiem - prycha - po prostu się tego... niespodziewałam - uśmiecham się zwycięsko
- Nie ma za co - śmieję się. Po chwili słyszę od wadery ciche "Co?", więc odpowiadam równie krótko "nic" i czekam na jej odpowiedź - Czy ty chcesz żebym ja z nudów usnął? - prycham lekko
- Niesamowicie tego chcę - mówi cicho, na co wywracam tylko oczami i ponownie pytam
- Ale tak, czy nie?
< Demo? Proszę bardzo. Wielkanoc jak malowana :D >

Od Demo do Finna

- Co masz zamiar teraz robić? 
- No to mnie zdziwiłeś. - powiedziałam patrząc na niego jakby stał się przed chwilą jakimś kosmitą, ma co Finn się tylko zwycięsko uśmiechnął.- Ale wracając do twojego pytania... to idę się wysuszyć. - mruknęłam podrzucając grzywkę, która chłosnęła wodą w basiora. - Przepraszam. - powiedziałam szczerze. Stworzyłam ogień który mnie osuszył i przy okazji basiora też. Ale jak zwykle gdy tak się susze stałam się pusiatą kulką. Finn gdy tylko odwołałam otaczające nas płomienie padł na ziemie zwijając się ze śmiechu. Futro ty moje... jak ja cie nienawidzę powtarzałam sobie w myślach. Zdmuchnęłam kosmyk z oka i przeskoczyłam nad basiorem kierując się w stronę mojego mieszkania. Odwróciłam się jeszcze w stronę duszącego się ze śmiechu basiora.
- Ha ha bardzo kurka śmieszne... - mruknęłam w jego stronę.

<Finn? robimy coś z Wielkanocą?>