Siedziałam sobie przy biurku, przygotowując materiał na następne lekcje szczeniaków. Lumeo... Cóż. Jak zawsze pływał w wannie.
~pół godziny później~
Skończyłam pisać. Przeczytałam moją pracę jeszcze raz, dla pewności. Kiedy wstałam zamyślona, zaburczało mi w brzuchu. Głodna ruszyłam w stronę kuchni. Wróciłam do salonu z befsztykiem na talerzu. Pochłonęłam go w kilka sekund, a potem położyłam się na kanapie.
~następne pół godziny później~
Obudził mnie stęk otwieranych drzwi. Wstałam zaspana i przetarłam oczy. Kiedy poszłam w tamtą stronę, zobaczyłam... wilka. Nie znałam go, ale kiedy byłam oprowadzana, przedstawiono mi go jako Evana. Czyli, wiedziałam o nim to: Ma na imię Evan. OK.
- Ekhem. - odchrząknęłam.
Po tych słowach się odwrócił. Wybałuszył oczy na mój widok.
- To... Czy mogłabym... Mogłabym wiedzieć, co cię tu sprowadza? Mam jedną uwagę: następnym razem zapukaj, ok? - zwróciłam mu uwagę.
- Ja....
- Hm? - spytałam ponaglająco.
- Włamałem się. Chciałem coś ukraść... - zająknął się.
- Dobra... Trochę głupie wytłumaczenie...
Parsknął śmiechem. Zapytałam poirytowana:
- Co cię tak śmieszy?
- Przecież żartowałem. Tak naprawdę, pomyliłem domy. - odpowiedział.
"Jak można się tak pomylić? Rozumiem, że ja ale on zna watahę lepiej ode mnie!" - pomyślałam.
- Naprawdę przepraszam... Eee... Jak mogę ci mówić?
- Lily. - uśmiechnęłam się. - Evan?
- Zgadłaś. Ja już idę. - powiedział i ruszył w kierunku wyjścia.
- Poczekaj! - zawołałam cicho.
- Tak? - odwrócił się w drzwiach.
- Możesz zostać. Przyda mi się trochę towarzystwa. - uśmiechnęłam się.
<Evan? xd Wiem, trochę dziwnie napisane i dużo dwukropków. ;)>
10.10.2017
Od Lily CD. Night'a
Kiedy Night skoczył na mnie, poczułam się... wolna. Jednak czułam, że cząstka tego "ducha" nadal we mnie pozostała. Przeszły mnie zimne dreszcze. Po chwili Night powiedział:
- Och, Lily. Jak dobrze że wróciłaś. Myślałem, że już nigdy cię nie zobaczę.
Po tych słowach mnie przytulił. Był to najmocniejszy uścisk, jakiego w życiu doznałam. Zarumieniłam się. Zrobiło mi się trochę głupio, ale... Nie odsuwałam się od niego. Siedzieliśmy tak, przez dobre pół minuty. W koncu Night odsunął się ode mnie.
- To może...Przejdziemy się? - spytał zakłopotany.
Uśmiechnęłam się w odpowiedzi.
Wyszliśmy z mojej jaskini. Po przejściu kilku kroków zobaczyłam... Tak, drodzy ludzie, był to wróbel. Jego oczy lśniły dziko w słońcu i - co mnie bardzo zdziwiło - były czerwone. Nagle wzbił się w powietrze i... odleciał. "Aha" - pomyślałam. Szliśmy tak, w ciszy.
Chwilę potem z pobliskich drzew wyleciało chyba ze sto (wcale nie przesadzam) takich samych wróbli i poleciało za nim. Zaczęły się kłębić wokół nas, coraz bardziej się zbliżając i zawężając swój "krąg".
- Night... - jęknęłam.
<Night? Przepraszam, że krótkie. Brak weny kłania się nisko.>
- Och, Lily. Jak dobrze że wróciłaś. Myślałem, że już nigdy cię nie zobaczę.
Po tych słowach mnie przytulił. Był to najmocniejszy uścisk, jakiego w życiu doznałam. Zarumieniłam się. Zrobiło mi się trochę głupio, ale... Nie odsuwałam się od niego. Siedzieliśmy tak, przez dobre pół minuty. W koncu Night odsunął się ode mnie.
- To może...Przejdziemy się? - spytał zakłopotany.
Uśmiechnęłam się w odpowiedzi.
Wyszliśmy z mojej jaskini. Po przejściu kilku kroków zobaczyłam... Tak, drodzy ludzie, był to wróbel. Jego oczy lśniły dziko w słońcu i - co mnie bardzo zdziwiło - były czerwone. Nagle wzbił się w powietrze i... odleciał. "Aha" - pomyślałam. Szliśmy tak, w ciszy.
Chwilę potem z pobliskich drzew wyleciało chyba ze sto (wcale nie przesadzam) takich samych wróbli i poleciało za nim. Zaczęły się kłębić wokół nas, coraz bardziej się zbliżając i zawężając swój "krąg".
- Night... - jęknęłam.
<Night? Przepraszam, że krótkie. Brak weny kłania się nisko.>
Od Raven Do Mateo
Hmm.. Uroczy ten szczeniak. Tak poprostu sobie do mnie podszedł.. Eh.. Zazdroszczę mu tej odwagi.
- Gdzie mieszka Alfa? - Spytałam, bo idziemy 15 metrów nic do siebie nie mówiąc. Ta cisza była niepokojąca.
- Ym.. Właśnie nie wiem tego dokońca.. Ale myślę że spotkamy ja dziś na polanie..
- Jasne.
Zaczęłam się zastanawiać co powiem Alphie. Czy poprostu tak sobie do niej podejdę i powiem że chcę dołączyć do watachy? Czy to nie wyjdzie głupio? Pograzylam się w coraz głębszych myślach o przyszłości. Chyba nie ma chwili w której nic bym nie myślała, czy zamartwiala się.
- To polana. Już jesteśmy. O tam jest Alpha! - Nagle towarzysz wyrwał mnie z Amoku..
- Dziękuję Ci.. Poczekasz tu na mnie? - Spytałam, bo nie zamierzałam znów zostać sama. A póki co, znam tylko jego. Wydawał się być naprawdę w porządku jeśli nie przestraszył się mnie na początku.
- Oczywiście!... Mogę nawet pójść z Panią! - Powiedział lecz nie zdążył domówić ostatnich słów bo ja już szłam.
Alpha była piękna. Nie to co ja, okropna, zimna, poraniona. Sama się siebie brzydzilam..
..................
Udało się. Przyjęła mnie do Watachy. Tylko pytanie czy mnie zaakceptują? Taką jaką jestem..? Stałam się Omegą, oznaczającą koniec... Czyli znów jestem tą ostatnia? Z tego co mi się wydaje jest więcej Omeg. Zostałam Psychologiem. Od razy nasunelo mi się pytanie. Czy po moich przejściach nie być psychologiem? Czy to normalne że chory leczy chorych? Chyba szybciej zaraże depresją swoich pacjentów nich wylecze.. Ehhhh.. Jak zwykle myśli mam bardziej rozwinięte niż mowę. Nie umiem splesc jednego zdania. A tu popatrzcie ile pytań na sekundę..
- Już jestem.. Dzięki że poczekales. - Nie mogłam nic ciekawszego powiedzieć..
- Ależ to drobnostka.. Naprawdę nie musi pani dziękować
- Mam na imię Raven.. - Nie byłam jednak przyzwyczajona że ktoś mówi do mnie "pani" w sumie fajne uczucie.. Być tak wyżej.. Haha. - A ty jak masz na imię? - Zapytałam bo jak się mam do niego zwracać..? Chyba nie pan haha.
<Mateo? Zrozum, dopiero uczę się pisać ; D >
9.10.2017
Od Mateo do Raven
Biegałem sobie za motylkiem.
"Jaki piękny motylek!" - pomyślałem sobie.
Moja łapa wpadła do rowu.
Cała reszta mnie również wpadła do rowu.
Leżałem w rowie. W końcu zdecydowałem się wystawić głowę. Dżewo dżewo dżewo kszak dżewo dżewo biały kamol dżewo kszak dżewo dżewo. Biały kamol... znaczy kamień? Mimo lekkiego bólu wyskoczyłem z dołka i udałem się na rekonesans. Głaz okazał się kłębkiem białego futerka, z domieszką futerka czerwonego oraz równie czerwonej krwi. Na tkance bliznowatej, czy co tam. To wszystko razem z organami wewnętrznymi składało się na dorosłą waderę, która właśnie uniosła głowę.
- Eeemm.. Nie chciałem pani przeszkadzać. Ale co pani tutaj robi? - spytałem. Wadera wstała i otrzepała się, co jeszcze bardziej uwidoczniło ślady na jej nogach.
- Nic, nic, już idę. - wyglądała na troszkę spłoszoną. Ale nie było sensu, żeby odchodziła.
- Niech pani nie idzie! Bo.. bo.. może pani zostać, a tak będzie lepiej! - zawołałem. Nieznajoma odwróciła wzrok, rozważając różne możliwości. Wreszcie podjęła decyzję.
- Dobrze. Możesz mnie zaprowadzić do alfy? - zapytała niepewnie.
- Jasne! - potwierdziłem radośnie, i ruszyłem w stronę watahy. Dopiero 15 metrów później uświadomiłem sobie, że w zasadzie nie wiem, gdzie alfa mieszka.
<Raven? Nudziło mi się...>
"Jaki piękny motylek!" - pomyślałem sobie.
Moja łapa wpadła do rowu.
Cała reszta mnie również wpadła do rowu.
Leżałem w rowie. W końcu zdecydowałem się wystawić głowę. Dżewo dżewo dżewo kszak dżewo dżewo biały kamol dżewo kszak dżewo dżewo. Biały kamol... znaczy kamień? Mimo lekkiego bólu wyskoczyłem z dołka i udałem się na rekonesans. Głaz okazał się kłębkiem białego futerka, z domieszką futerka czerwonego oraz równie czerwonej krwi. Na tkance bliznowatej, czy co tam. To wszystko razem z organami wewnętrznymi składało się na dorosłą waderę, która właśnie uniosła głowę.
- Eeemm.. Nie chciałem pani przeszkadzać. Ale co pani tutaj robi? - spytałem. Wadera wstała i otrzepała się, co jeszcze bardziej uwidoczniło ślady na jej nogach.
- Nic, nic, już idę. - wyglądała na troszkę spłoszoną. Ale nie było sensu, żeby odchodziła.
- Niech pani nie idzie! Bo.. bo.. może pani zostać, a tak będzie lepiej! - zawołałem. Nieznajoma odwróciła wzrok, rozważając różne możliwości. Wreszcie podjęła decyzję.
- Dobrze. Możesz mnie zaprowadzić do alfy? - zapytała niepewnie.
- Jasne! - potwierdziłem radośnie, i ruszyłem w stronę watahy. Dopiero 15 metrów później uświadomiłem sobie, że w zasadzie nie wiem, gdzie alfa mieszka.
<Raven? Nudziło mi się...>
Od Night'a CD Lily
Nie miałem zielonego pojęcia o co chodziło Lily. Wydzierała się na mnie, żebym się zamknął, a ja tylko chciałem jej powiedzieć gdzie byłem, bo dostałem takie pytanie.
- Lily o co...
- ZAMKNIJ RYJA ZDRAJCO! - przerwała mi Lily. Jej usta układały się w słowa 'To nie ja'
- Przepraszam - szepnąłem i rzuciłem się na waderę. Po chwili szarpaniny jakiś duch czy coś wyleciało z Lily, a ona opadła na ziemię osłabiona
- Och Lily. Jak dobrze, że już wróciłaś. Myślałem, że już nigdy cię nie zobaczę - powiedziałem, po czym przycisnąłem waderę do piersi w serdecznym przytulasie
< Lily? Sorki, że takie krótkie... >
- Lily o co...
- ZAMKNIJ RYJA ZDRAJCO! - przerwała mi Lily. Jej usta układały się w słowa 'To nie ja'
- Przepraszam - szepnąłem i rzuciłem się na waderę. Po chwili szarpaniny jakiś duch czy coś wyleciało z Lily, a ona opadła na ziemię osłabiona
- Och Lily. Jak dobrze, że już wróciłaś. Myślałem, że już nigdy cię nie zobaczę - powiedziałem, po czym przycisnąłem waderę do piersi w serdecznym przytulasie
< Lily? Sorki, że takie krótkie... >
Od Raven Do...
Mijał ósmy dzień od ucieczki. Byłam strasznie głodna.. Hmm.. Nie jadłam chyba od pięciu dni. Piłam jedynie jakąś tam wodę z jeziora. Eh.. Mam dość. Jeżeli nie znajdę żadnego schronienia zginę. Usiadłam obok pnia drzewa i zaczęłam płakać. Wyciąglam zyletke. Już miałam robić to co wszyscy wiedzą, lecz coś mnie powstrzymało.. Poczułam jakąś woń.. Zapach był obcy. Czy to znaczyło że wreszcie gdzieś doszłam? Podeszlam bliżej.. Wyczulam zapach jakiejś watachy. Wzięłam zyletke i postanowiłam zwiedzić teren. W oddali widziałam wilki. Czułam się obca. Może podejść do kogoś? Nie. Za bardzo się boję. Będę czekać aż ktoś mnie zauważy? No nie widzę innego wyjścia. Nie moja wina ze jestem taka wstydliwa. Z racji iż zbierała się noc, zdecydowałam się położyć pod wielkim dębem. Skulilam się w kłębek. Nie mogłam spać ponieważ ciągle myślałam co jutro zrobię. Po chyba kilkugodiznnych rozmyslaniach wkoncu zasnęłam. Nagle około godziny szóstej obudzilo mnie coś. Słyszałam kroki wilka zbliżające się w moją stronę.. Nagle się odwrocilam..
<Odpisze ktoś default smiley :dD?? >
8.10.2017
Od Jeff'a do Cassandry
Rozejrzałem się dookoła. Stalowoszare chmury kłębiły się ponad koronami drzew, zwiastując nadchodzącą ulewę. Pożółkłe liście wirowały w powietrzu, gnane szaloną melodią wiatru, a wokoło roztaczał się charakterystyczny, rześki zapach jesiennego poranka. Położyłem łeb na łapach, wpatrując się w pustą przestrzeń przed sobą. Nuuudy. Wtem do moich uszu dobiegł znajomy, choć dosyć rzadko przeze mnie słyszany jazgot. Klucz wędrownych kaczek czy innego rodzaju drobiu przelatywał niemalże centralnie nade mną. Mała strzelanka? Chwyciłem za karabin i skierowałem lufę ku górze. Bez chwili zawahania nacisnąłem spust. Ptak upał martwy na ziemię, lecz ku mojemu zdumieniu, zaraz za nim padł kolejny - trafiony przez inny, jakby podłużny przedmiot, który nadleciał z przeciwnej strony. Pobiegłem w stronę martwego zwierzęcia. Gdy jednak znalazłem się już na miejscu, stanąłem jak wryty. Przede mną stała wadera, do złudzenia przypominająca... Mnie samego? Pomijając samo umaszczenie, odziana była w charakterystyczny strój, z widocznym znakiem znajomej mi organizacji. Z jej szyi zwisały dwa medaliony, będące niemalże kopią tych moich. Samica, najwyraźniej równie zaskoczona jak ja, stała w bezruchu, lustrując mnie badawczym wzrokiem. Wreszcie, gdy mój umysł otrzeźwiał z początkowego szoku, odzyskałem pełną świadomość.
- Ym... Hej... Żeński klonie - przywitałem się, niepewnie przechylając pysk.
- Witaj męski klonie - rzuciła z drobnym przekąsem nieznajoma.
- Jestem Jeff - przedstawiłem się, uznając, iż to będzie najbardziej odpowiedni ruch.
[ Cassandra? Chciałam dobrze, a wyszło jak zwykle ;-; ]
- Ym... Hej... Żeński klonie - przywitałem się, niepewnie przechylając pysk.
- Witaj męski klonie - rzuciła z drobnym przekąsem nieznajoma.
- Jestem Jeff - przedstawiłem się, uznając, iż to będzie najbardziej odpowiedni ruch.
[ Cassandra? Chciałam dobrze, a wyszło jak zwykle ;-; ]
Nowy wadera! Raven
- Twój adres e-mail albo nik na Howrse: Podam oba: adres: martyna.gierat@tlen.pl, a nick na horwse to: Myszatek. Mam tylko 6 pkt karmy że względu na multi.. :-(
- Imię: Raven. Dla znajomych poprostu Rav.
- Wiek: Raven jest 3 letnia Waderą. Mimo swojego wieku, Marzy by spowrotem wrócić do dzieciństwa...
- Płeć:Wadera. Gdy jej mama była w ciąży, lekarz się pomylił, i powiedział że urodzi się basior...
- Żywioł: Śmierć.
- Stanowisko: Psycholog
- Cechy fizyczne: Raven znana jest ze swej szybkości. Jest szczupła. W czasach nastoletnich chorowała na anoreksję, połączona z depresja. Więcej o tym w jej historii. Ma charakterystyczne blizny na nadgarstkach na cięciu się. Czasem nawet teraz to robi, nie mogąc wyjść z nałogu. Jej oczy są czerwonego koloru. Tak samo jak znaczenia na tylnych łapach i uszach. Oprócz krwistych plam, Rav jest snieznobiala.
- Cechy Charakteru: Raven jest typową Melancholiczka. Uwielbia spokój i ciszę. Jest perfekcjonistka. Słynie z nieśmiałości i cichosci. Straciła zaufanie do wilków już dawno temu. Ale kto wie.. Może uda się je odbudować? Ravv kocha rysować. Jej ulubionym zajęciem jest czytanie książek fantastycznych.
- Cechy szczególne:: Ravv ma szczególnie widoczne rany po żyletce. Nie chcą się one goić. Ma ona również kolczyk w języku.. Co dziwne, ponieważ wogóle one do niej nie pasują!?
- Lubi: Czytać książki, pisać wiersze. Ravv prowadzi pamiętnik, w którym wszystko opisuje. Pamiętnik ma już z rok!
- Nie lubi: kłamstwa, sztuczności, nie lubi jak ktoś nie wywyższa, oraz nienawidzi jak ktoś ją do czegoś zmusza.
- Boi się: Raven ma klaustrofobie, oraz arachofobie. Nie cierpi pająków!
- Moce: zabijanie
Na życzenie (musi uzgodnić z alpha). Rzadko używa magii.
- Historia: Ravv urodziła się w spokojnej miejscowości White Dreams. Miała bezstresowe dzieciństwo aż do czasu 6 miesięcy. Wtedy jej rodzice zginęli w walce. Ravv nawet ich nie pamięta.. Nie zdążyła zapamiętać... Trafiła do jakiegoś beznadziejnego domu dziecka. Wszyscy się tam wyśmiewali z jej depresji. Znajdując żyletkę, w wieku roku zaczęła się ciąć. Przez nie akceptację przestała jeść. Była gnębiona. Wielokrotnie bita. Trafiła do psychologa.. Któremu zależało tylko na kasie. Kazał schować wszystko co ostre, wpychał jej jedzenie i tyle. Po kuracji po raz drugi wpadła w nałóg. Zaczęła wyjmować żyletki z temperówek. Rany robiły się coraz głębsze. Miała dość. Uciekła. Długo szukała jakiegoś schronienia. Teraz zauważyła watahy mrocznych skrzydeł. Ma nadzieję że ja przyjmą i pomogą wejść na prostą.
- Zauroczenie: na razie brak
- Głos:ma bardzo wysoki i słodki głosik.
- Partner: Na razie brak
- Szczeniaki: na razie brak
- Jaskinia: Link (jaskinia dusz na północy)
- Amulet: Link
- Coins: 0
- Towarzysz: brak
- Inne zdjęcia: Nie mam niestety :C Mogę przesłać rysunki
- Rzeczy ze sklepiku:0
- Rzeczy znalezione w op: 0
- Dodatkowe informacje: Hmm.. Co by tu można było o niej powiedzieć.. Marzy o posiadaniu szczeniąt. Jej zdaniem są takie urocze... Marzy również o basiorze, który będzie ją kochał.
- Umiejętności:
: Siła: 100
: Zręczność: 50
: Wiedza: 100
: Spryt:150
: Zwinność: 100
: Szybkość: 200
: Mana: ( jak szybko twój wilk regeneruje się po walce? ) 100
7.10.2017
Katniss
- Twój adres e-mail albo nik na Howrse: Shimer
- Imię: Katniss
- Wiek: twardo stąpa po ziemi już około 3 lata i 4 miesiące
- Płeć: wadera
- Żywioł: Zniewolenie, Szaleństwo oraz Czarna Magia
- stanowisko: Łowca
- Cechy fizyczne: Katniss jest bardzk szybka, po lesie i innych gruntach porusza się bezszelestnie. Bardzo dobrze strzela z łuku. W trakcie polowań jej głównym nawigatorem jest węch. Na drugie miejsce spada słuch, a wzrok nie jest taki niezbędny, aczkolwiek zbędnym go nie nazwę. Wysoko skacze. Potrafi długo wędrować oraz biec jeśli tego wymagała będzie sytuacja. W walce przeważnie strzela z łuku, ale jeśli takowego nie będzie pod ręką to użyje silnych i bardzo solidnych pazurów. Kły w walce są tak samo potrzebne jak mysz na ptasiej głowie, choć czasem zdarza się, że kogoś ugryzie, ale to jest 1/100% przypadków
- Cechy Charakteru: Kat jest bardzo zamknięta w sobie. Nigdy dużo o sobie nie opowiadała. Jej życie wyglądało podobnie jak film/książka Igrzyska Śmierci. Dzięki temu otrzymała imię - Katniss. Lubi swoje imię, ale twierdzi, że mogła trafić lepiej. Strzelanie z łuku to jej talent wrodzony. Oprócz tego jeszcze bardzo ładnie śpiewa, choć zawsze się tego wstydzi. Nie trudem jest dla niej długotrwała wędrówka czy walka o przeżycie. Jest ostrożna, ale nie przesadnie. Z dużym dystansem odnosi się do innych wilków. Nigdy nie dogadywała się dobrze z żadnym wilkiem poza Serbem. To był jej najlepszy przyjaciel, ale rozstali się się (co opowiem przy historii). Jest zasadniczo miła dla wilków, które bliżej pozna. Niemniej stara się być miła i nie dogryzać reszcie. Lubi rzeczy idealne, ale wie, że takie w większości nie istnieją. Ma bardzo silną wolę, trudno wedrzeć się do jej umysłu
- Cechy szczególne: ZAWSZE, ale to ZAWSZE nosi przy sobie łuk (o ile nie wchodzi na arenę z punktem o zabronionym wnoszeniu łuków)
- Lubi: ideały, strzelać z łuku, przyrodę, wędrówki, przygody, zachody słońca, morze i inne zbiorniki wodne
- Nie lubi: bezczelności, srok - zawsze ją wkurzają, jak i również gołebi z tej samej przyczyny, przesadnego słońca
- Boi się: przeszłości, jest arachnofobiczką
- Moce: Zniewolenie:
- potrafi przejąć umysł większości wilków, dosłownie nim zawładnąć;
Szaleństwo:
- potrafi doprowadzić kogoś do szaleństwa bez użycia słów, a nawet gestów,
- potrafi pokazać komuś jego lęki;
Czarna Magia:
- stwarzanie złej energii obok i naokoło siebie,
- zmiana postaci (z normalną na mroczną),
- wysysanie z kogoś energii, jak i dodawanie jej komuś,
- dosłowne wyciąganie życia ze wszystkiego (zwierzę, drzewo, a czasem nawet i wilk, ale nie robi tego naumyślnie);
- Historia: Urodziła się w Watasze Wilczych Gwiazd. Była to piękna wataha. Wszyscy się wszystkimi opiekowali. Katniss tam nauczyła się strzelać z łuku, oraz podstawowego zielarstwa. Po ojcu odziedziczyła silną wolę, a po matce... Czarną Magię. Przyjęła to nie najgorzej. Niestety z wiekiem coraz mniej to opanowywała. W wieku około roku udała się do szamanki watahy i ta poradziła jej jak utrzymać tę Magię w swojej kontroli. Udawało jej się to. Po pewnym czasie miała już dość opiekuńczości swojej watahy i uciekła. Po drodze poznała basiora - Serba. Bardzo go lubiła. Dostała od niego wisiorki widoczne na zdjęciu. Pewnego dnia na Kat i Serba napadły dzikie smoki. Porwały Serba, a ten już nigdy nie dał znaku życia. Trochę powędrowała, aż znalazła się na terenach Watahy Mrocznych Skrzydeł
- Zauroczenie: póki co brak
- Głos: Selena Gomez - It Ain't Me
- Partner: brak
- Szczeniaki: tak jakoś się jeszcze nie złożyło
- Jaskinia: Link
- Amulet: ten wisiorek na głównym zdjęciu. Nosi go zawsze. To pamiątko po Serbie. To od niego dostała ten wisiorek
- Coins: 0
- Towarzysz: brak
- Inne zdjęcia: mroczna postać - Link
- Rzeczy ze sklepiku: 0
- Rzeczy znalezione w op: patyki się liczą? Jeśli tak to mnóstwo
- Dodatkowe informacje: brak
- Umiejętności: ( Zwykłe wilki czyli omegi mają do roździelenia 800 punktów, Delty 900, gammy 1000, bety 1100 a alfy 1200 międzydefault smiley default smiley :)
: Siła: 100
: Zręczność: 125
: Wiedza: 150
: Spryt: 120
: Zwinność: 100
: Szybkość: 150
: Mana: 55, aczkolwiek czasami po przemianie w mroczną wersję wraca jej energia
Od Lily CD. Night
Po wyjściu z jaskini Rodinii, Night przeteleportował nas do mojego domu. Po jakimś czasie udało mi się zasnąć.
~ ileś czasu później ~
Obudziłam się. Po chwili jakaś nadnaturalna siła podciągnęła mnie do góry. Chwilę potem do jaskini wszedł Night.
- Coś się stało? - spytał zdziwiony.
- Gdzie byłeś? - zamiast odpowiedzi, otrzymał pytanie. Jednak... To nie były moje słowa. Jakaś dziwna siła poruszała moimi ustami, ciałem.
- Byłem na polowaniu... To chyba nic złe...
- Zamknij się! - wrzasnęłam na niego. - Zapłacisz za to!
- O co ci chodzi?! Lily, co się z tobą dzieje? - zawołał zrozpaczony. - Ja...
- Bądź cicho! - wrzasnęłam. "To nie ja!" - chciałam krzyknąć, ale nie mogłam. Byłam pod czyjąś kontrolą. Łzy napłynęły mi do oczu. Mój rozmówca wyglądał jednocześnie na zdziwionego i zrozpaczonego. Jego spojrzenie mówiło: O co caman?
<Night?>
~ ileś czasu później ~
Obudziłam się. Po chwili jakaś nadnaturalna siła podciągnęła mnie do góry. Chwilę potem do jaskini wszedł Night.
- Coś się stało? - spytał zdziwiony.
- Gdzie byłeś? - zamiast odpowiedzi, otrzymał pytanie. Jednak... To nie były moje słowa. Jakaś dziwna siła poruszała moimi ustami, ciałem.
- Byłem na polowaniu... To chyba nic złe...
- Zamknij się! - wrzasnęłam na niego. - Zapłacisz za to!
- O co ci chodzi?! Lily, co się z tobą dzieje? - zawołał zrozpaczony. - Ja...
- Bądź cicho! - wrzasnęłam. "To nie ja!" - chciałam krzyknąć, ale nie mogłam. Byłam pod czyjąś kontrolą. Łzy napłynęły mi do oczu. Mój rozmówca wyglądał jednocześnie na zdziwionego i zrozpaczonego. Jego spojrzenie mówiło: O co caman?
<Night?>
Od Lily CD. Cassandry
- W czym ci pomóc? - spytała.
- Em... Chyba zrobiłam już wszystko. Ale jeszcze dużo pracy, która będzie trwała dni, może nawet tygodnie. - odpowiedziałam
- To może zaczniemy teraz?
- Ok. Czekaj... W ścianie jest wnęka, mogłabyś tam spać. Obok będzie kominek. O pomoc przy kuchni, łazience poprosimy fachowców. - odparłam.
Ona tylko kiwnęła głową zamyślona.
- Może przejdziemy się? Wszystko to sobie przemyślisz. - zaproponowałam. Zgodziła się. Wyszłyśmy z jaskini i skierowałyśmy się w stronę lasu. Słońce jasno świeciło, nie było błota, ani kałuż. Czułam, że to mój szczęśliwy dzień. Że dziś stanie się coś ważnego, miłego. Coś, co odmieni moje życie na zawsze. Nagle Cassandra stanęła jak wryta i zastrzygła uszami.
- Coś nie tak? - spytałam.
- Szybko, chodź za mną. - odpowiedziała cicho. Biegłyśmy kawałek, gdy usłyszałam... Wołanie o pomoc.
- Pomocy! - zawołał ktoś. To na bank był szczeniak. Coraz wyraźniej było słychać malucha. Kiedy dobiegłyśmy na miejsce, zobaczyłyśmy....
<Cassandra? Sorki, że tak długo... Nie miałam pomysłu, z resztą widać.>
- Em... Chyba zrobiłam już wszystko. Ale jeszcze dużo pracy, która będzie trwała dni, może nawet tygodnie. - odpowiedziałam
- To może zaczniemy teraz?
- Ok. Czekaj... W ścianie jest wnęka, mogłabyś tam spać. Obok będzie kominek. O pomoc przy kuchni, łazience poprosimy fachowców. - odparłam.
Ona tylko kiwnęła głową zamyślona.
- Może przejdziemy się? Wszystko to sobie przemyślisz. - zaproponowałam. Zgodziła się. Wyszłyśmy z jaskini i skierowałyśmy się w stronę lasu. Słońce jasno świeciło, nie było błota, ani kałuż. Czułam, że to mój szczęśliwy dzień. Że dziś stanie się coś ważnego, miłego. Coś, co odmieni moje życie na zawsze. Nagle Cassandra stanęła jak wryta i zastrzygła uszami.
- Coś nie tak? - spytałam.
- Szybko, chodź za mną. - odpowiedziała cicho. Biegłyśmy kawałek, gdy usłyszałam... Wołanie o pomoc.
- Pomocy! - zawołał ktoś. To na bank był szczeniak. Coraz wyraźniej było słychać malucha. Kiedy dobiegłyśmy na miejsce, zobaczyłyśmy....
<Cassandra? Sorki, że tak długo... Nie miałam pomysłu, z resztą widać.>
6.10.2017
Od Nicolle CD Mateo
- Co... Co to było? - zapytałam
- Nie wiem, ale możemy to sprawdzić....
- Eee... okej. Chodźmy
- Ale.... - zaczął basior, ale po chwili porzucił pierwszą myśl i znowu zmierzaliśmy ku wyjściu z jaskini pod wodnej. Tym razem byliśmy przygotowani na oślepiające światło, ale teraz było ono znacznie mniej jasne. Od razu udało mi się rozpoznać stworzenie, które wywoływało ten oślepiający blask. To gigantyczna kaszka! Znaczy kaczka! Oj, kto by tego pilnował...
- Ty też widzisz ogromną kaszkę, znaczy kaczkę, czy tylko ja mam halucynacje? - zapytałam niepewnie
- Nie, myślałem, że to raczej tylko ja mam halucynacje... a może oboje mamy halucynacje?
- To też jest możliwe. Czego bardzo nie lubią te kaszki? Znaczy kaczki, Boże...
- Eee... nie wiem. Wiem, że lubią chleb.
- Nie chcemy jej pomóc, tylko zaszkodzić - upomniałam towarzysza
- Oj wielka mi różnica
- No w sumie wielka - zauważyłam
- Wiem! Pamiętam, że jak uczyliśmy się o kaczkach to nauczycielka mówiła, że kaczki nienawidzą hałasu. Krzycz i tup jak najgłośniej - rozkazał Mateo i od razu zaczęliśmy robić hałas. Kaczka uciekła
< Mateo? Co teraz jak kaszka, znaczy kaczka uciekła xd? >
- Nie wiem, ale możemy to sprawdzić....
- Eee... okej. Chodźmy
- Ale.... - zaczął basior, ale po chwili porzucił pierwszą myśl i znowu zmierzaliśmy ku wyjściu z jaskini pod wodnej. Tym razem byliśmy przygotowani na oślepiające światło, ale teraz było ono znacznie mniej jasne. Od razu udało mi się rozpoznać stworzenie, które wywoływało ten oślepiający blask. To gigantyczna kaszka! Znaczy kaczka! Oj, kto by tego pilnował...
- Ty też widzisz ogromną kaszkę, znaczy kaczkę, czy tylko ja mam halucynacje? - zapytałam niepewnie
- Nie, myślałem, że to raczej tylko ja mam halucynacje... a może oboje mamy halucynacje?
- To też jest możliwe. Czego bardzo nie lubią te kaszki? Znaczy kaczki, Boże...
- Eee... nie wiem. Wiem, że lubią chleb.
- Nie chcemy jej pomóc, tylko zaszkodzić - upomniałam towarzysza
- Oj wielka mi różnica
- No w sumie wielka - zauważyłam
- Wiem! Pamiętam, że jak uczyliśmy się o kaczkach to nauczycielka mówiła, że kaczki nienawidzą hałasu. Krzycz i tup jak najgłośniej - rozkazał Mateo i od razu zaczęliśmy robić hałas. Kaczka uciekła
< Mateo? Co teraz jak kaszka, znaczy kaczka uciekła xd? >
Od Mateo CD Nicolle
- Och, no to... - odezwałem się. - Możemy tam wejść.
Wbiegłem do wody i zanurkowaliśmy.
~~bul bul bul bul bul....(śpiewane na muzyczkę z T-Mobile'a)~~
Wylądowaliśmy w podwodnej kieszeni powietrznej.
- O, kieszeń powietrzna.
Jaskinia ciągnęła się dalej, więc ruszyliśmy w głąb. Po parunastu metrach ogarnęła nas ciemność, ale szliśmy dalej. O dziwo, nie było tam żadnych kamieni będących potencjalnym powodem wypadku.
- Ej, Mateo, może zawrócimy? - spytała niepewnie Nicolle, bo akurat zrobiło się jeszcze ciemnej, choć nie powinno to być w ogóle możliwe.
- Teraz nie m... Aaaaaa! - krzyknąłem, bo nagle zostaliśmy oświetleni tak mocno, jakby wycelowano w nas tysiąc fleszy. Obydwoje zacisnęliśmy powieki (wiem, że waderka też to zrobiła, bo tego światła nie dało się wytrzymać). Po paru chwilach osłabło, ale dalej było mocne.
- Aaaaaaa! - krzyknęła Nicolle. Otworzyłem oczy... i pobiegłem za nią, bo okazało się, że zawróciła.
Co to było?
- Co... to... było....!? - wydyszałem, gdy byliśmy już na brzegu jeziorka.
- Nie wiem! - wykrzyknęła przerażona waderka.
Bo rzeczywiście, nie wiedziałem ani ja, ani ona. No, może wiedziałem. Ale nie rozumiałem i nie mogłem uwierzyć. Ktoś chce wiedzieć? Dobrze. Kiedy otworzyłem oczy, zobaczyłem... Wielką kaszkę! Znaczy kaczkę! Ale taką wielką - wielką, i o złym spojrzeniu!
<Nicolle? Przepraszam bardzo, że tak późno..>
Wbiegłem do wody i zanurkowaliśmy.
~~bul bul bul bul bul....(śpiewane na muzyczkę z T-Mobile'a)~~
Wylądowaliśmy w podwodnej kieszeni powietrznej.
- O, kieszeń powietrzna.
Jaskinia ciągnęła się dalej, więc ruszyliśmy w głąb. Po parunastu metrach ogarnęła nas ciemność, ale szliśmy dalej. O dziwo, nie było tam żadnych kamieni będących potencjalnym powodem wypadku.
- Ej, Mateo, może zawrócimy? - spytała niepewnie Nicolle, bo akurat zrobiło się jeszcze ciemnej, choć nie powinno to być w ogóle możliwe.
- Teraz nie m... Aaaaaa! - krzyknąłem, bo nagle zostaliśmy oświetleni tak mocno, jakby wycelowano w nas tysiąc fleszy. Obydwoje zacisnęliśmy powieki (wiem, że waderka też to zrobiła, bo tego światła nie dało się wytrzymać). Po paru chwilach osłabło, ale dalej było mocne.
- Aaaaaaa! - krzyknęła Nicolle. Otworzyłem oczy... i pobiegłem za nią, bo okazało się, że zawróciła.
Co to było?
- Co... to... było....!? - wydyszałem, gdy byliśmy już na brzegu jeziorka.
- Nie wiem! - wykrzyknęła przerażona waderka.
Bo rzeczywiście, nie wiedziałem ani ja, ani ona. No, może wiedziałem. Ale nie rozumiałem i nie mogłem uwierzyć. Ktoś chce wiedzieć? Dobrze. Kiedy otworzyłem oczy, zobaczyłem... Wielką kaszkę! Znaczy kaczkę! Ale taką wielką - wielką, i o złym spojrzeniu!
<Nicolle? Przepraszam bardzo, że tak późno..>
3.10.2017
Od Night'a CD Mirana
Popatrzyłem na waderę ze zdziwieniem. O co jej chodzi? Po chwili zauważyłem w jej łapie pierścionek i roześmiałem się. Po chwili już oboje tarzaliśmy się w trawie ze śmiechu
- Mirana... coś ty wymyśliła? - zapytałem pomiędzy śmiechem
- Ale wyjdziesz? - zapytała ze śmiechem
- O matko.... nie spodziewałem się... TAK, TAK, TAK - zareagowałem najśmieszniej jak potrafiłem i znowu oboje tarzaliśmy się ze śmiechu
- Dobra. Wracajmy - powiedziała wadera ze łzami śmiechu w oczach
- Pewnie - dalej się śmiałem. Ruszyliśmy z powrotem do siebie. Szliśmy przez las gdy nagle naszym oczom ukazała się ogromna grota:
- To co? Wchodzimy? - zapytała samica
- Pewnie - zaśmiałem się. Weszliśmy do jaskini
< Mirana? Przepraszam, że takie krótkie, ale brak weny... >
- Mirana... coś ty wymyśliła? - zapytałem pomiędzy śmiechem
- Ale wyjdziesz? - zapytała ze śmiechem
- O matko.... nie spodziewałem się... TAK, TAK, TAK - zareagowałem najśmieszniej jak potrafiłem i znowu oboje tarzaliśmy się ze śmiechu
- Dobra. Wracajmy - powiedziała wadera ze łzami śmiechu w oczach
- Pewnie - dalej się śmiałem. Ruszyliśmy z powrotem do siebie. Szliśmy przez las gdy nagle naszym oczom ukazała się ogromna grota:
- To co? Wchodzimy? - zapytała samica
- Pewnie - zaśmiałem się. Weszliśmy do jaskini
< Mirana? Przepraszam, że takie krótkie, ale brak weny... >
Od Night'a CD Lily
Lily wparowała do mojej jaskini z mocno krwawiącym bokiem. Wydukała tylko:
- Szybko... Wąż... Krew
Po czym straciła przytomność. Od razu poleciałem razem z nią do Rodinii, a ona zbadała ją i opatrzyła bok:
- Gdzie... gdzie ja jestem? - zapytała półprzytomna
- Jesteś w jaskini Rodinii. To medyczka. Powiedziała, że będziesz żyła, bo to tylko ugryzienie zaskrońca, ale musisz leżeć i dużo odpoczywać
- Ehh... no dobra - powiedziała wadera już wyraźnie pobudzona i lekko wstrząśnięta wydarzeniem. Strasznie się nudziłem, kiedy musiałem tak siedzieć i zajmować się waderą. W pewnym momencie zasnęła. Wreszcie. Wyszedłem z jaskini (w między czasie przeteleportowałem nas do jaskini Lily) wilczycy. Wzbiłem się w powietrze i po chwili szybowania usiadłem na najwyższej gałęzi. Ah jaki piękny jest księżyc w pełni. Usłyszałem wycie i ujadanie psów. To tak dodaje uroku i... tajemniczości nocy. To jest moja ulubiona pora dnia. Jesień w tym roku jest wyjątkowo piękna. Niedługo nadejdzie zima. Czas głodu, chłodu, braku schronienia... jednak... ona też ms swoje uroki. Również jest bardzo piękna. Zasiedziałem się. Wróciłem do jaskini Lily. Wadera nie spała już, ale uważnie ilustrowała mnie wzrokiem
< Lily? >
Ps. Moje imię w tytule piszę się CD Night, a nie Nighta ;)
- Szybko... Wąż... Krew
Po czym straciła przytomność. Od razu poleciałem razem z nią do Rodinii, a ona zbadała ją i opatrzyła bok:
- Gdzie... gdzie ja jestem? - zapytała półprzytomna
- Jesteś w jaskini Rodinii. To medyczka. Powiedziała, że będziesz żyła, bo to tylko ugryzienie zaskrońca, ale musisz leżeć i dużo odpoczywać
- Ehh... no dobra - powiedziała wadera już wyraźnie pobudzona i lekko wstrząśnięta wydarzeniem. Strasznie się nudziłem, kiedy musiałem tak siedzieć i zajmować się waderą. W pewnym momencie zasnęła. Wreszcie. Wyszedłem z jaskini (w między czasie przeteleportowałem nas do jaskini Lily) wilczycy. Wzbiłem się w powietrze i po chwili szybowania usiadłem na najwyższej gałęzi. Ah jaki piękny jest księżyc w pełni. Usłyszałem wycie i ujadanie psów. To tak dodaje uroku i... tajemniczości nocy. To jest moja ulubiona pora dnia. Jesień w tym roku jest wyjątkowo piękna. Niedługo nadejdzie zima. Czas głodu, chłodu, braku schronienia... jednak... ona też ms swoje uroki. Również jest bardzo piękna. Zasiedziałem się. Wróciłem do jaskini Lily. Wadera nie spała już, ale uważnie ilustrowała mnie wzrokiem
< Lily? >
Ps. Moje imię w tytule piszę się CD Night, a nie Nighta ;)
2.10.2017
Od Mateo do Kii
- Ki? Kijku? Co ci się stało? Umarłaś? - pytałem w ciemno, dosłownie i w przenośni. Odpowiedział mi pac na ziemię. No "pac!", "plask!" czy co tam, wiadomo, o co chodzi. Ruszyłem na pomoc, ale za daleko nie zaszedłem, bo po pięciu krokach potknąłem się o ciało Ki i runąłem jak długi. Dźwięk uderzenia o ziemię się powtórzył. Super. Wstałem i otrzepałem się. Nagle w ciemności zaświeciły się dwa punkciki. Punkciki te urosły i po chwili w ich wnętrzu pojawiły się następne, czarne. I co, może myślicie, że mam halucynacje albo to jakieś abstrakcyjne zjawisko naturalne? Otóż, sprawa była bardziej złożona, ponieważ składała się ze spojówek, soczewek, tęczówek, źrenic i ciała szklistego. Z ciemności wyszedł Qwet. No, nie udało mu się wyjść, ale wiedziałem, że to on.
- I co? No nie widzisz, co narobiłeś? Wrzeszczysz jak opętany i wybiegasz do lasu, a teraz przez ciebie tkwimy tutaj na środku drogi! - robiłem mu wymówki.
- Jak śmiesz na mnie krzyczeć? - syknął Qwet ze złością. - Jestem królem tego lasu!
Na chwilę mnie zatkało. Potem wybuchnąłem głośnym śmiechem.
- Ty? Królem lasu? Matko, to najlepszy żart jaki słyszałem! - naśmiewałem się.
- Jak śmiesz się śmiać! To znaczy... - szczeniak na chwilę stracił rezon, może i dlatego, że uświadomił sobie, że jego druga wypowiedź w ciągu kilku sekund zaczęła się od "Jak śmiesz!". - ... Ha! Nie będziesz tak mówił, kiedy dowiesz się, co się stało twojej biednej przyjaciółce.... - zakończył ironicznie, z mściwym uśmiechem na pysku. No, mogłem to sobie tylko wyobrazić, gdyż dalej widziałem jedynie jego oczy.
- CO TY ZROBIŁEŚ!? - wydarłem się na niego.
- Ech, nic, nic... Tylko ją, tak se... ukłułem. I teraz będzie mieszańcem. - powiedział niewinnie Qwet.
Mój gniew szybko minął, zastąpiony rozbawieniem. No, lepiej nie być nieprzytomnym w życiowych momentach.. Zechciałem jednak pociągnąć dłużej tę grę.
- Jak mogłeś?! - krzyknąłem znów, a potem się na niego rzuciłem.
Tłukliśmy się tak w ciemnościach nie wiem ile czasu, aż byliśmy strasznie zmęczeni. Wreszcie od niego odskoczyłem. Warknął. Ja odwarknąłem, i pacnąłem na ziemię. Qwet zrobił to samo.
~~noc noc nooooooc~~~
Obudziłem się przed Qwetem, ale tylko ok. 2 minuty. Więc już po chwili staliśmy oboje nad Kiiyuko, patrząc na siebie z lekko słabnącą złością. W końcu Ki się poruszyła i otworzyła oczy.
- O, patrz, obudziła się! - szepnąłem, nie wiadomo po co.
- Co się to odjanie.. - zdążyła wyjęczeć, zanim Qwet na nią... skoczył? Po co?
- Teraz ja mówię. Ty tu jesteś tylko dla zabawy. - powiedział władczo i splunął.
- Ble, flegma. - powiedziałem odruchowo, no ale ej: wskakiwać na kogoś, kto przed chwilą był nieprzytomny? Na kogoś, kto sprawił, że zachowałeś władzę nad swoim umysłem? I pluć na niego!?
- Ej, co robisz? Najpierw ją kłujesz, potem przyskrzyniasz i plujesz w twarz, a zaraz pewnie zaczniesz długi wywód na temat swoich dokonań i emocji, co? - wkurzyłem się. - Pierwsze dwa jeszcze wytrzymam, ale zanim zaczniesz trzecie, będziesz już leżał pod tą sosenką. - wskazałem drzewko ruchem głowy. I tak bym pewnie nie dał rady go tak powalić, ale liczą się słowa, nie?
Qwet zaśmiał się, ale zszedł z Ki. Ona wstała.
- O co ci chodzi? Czym mnie ukłułeś? - zaczęła pytać.
- To ja tu zadaję pytania! Ale dobrze, powiem ci: ukłułem cię rogiem i teraz... - yes! Miałem rację! Rzeczywiście ma ten mściwy uśmieszek!
- .. stanę się mieszańcem? - zapytała Ki ze strachem.
- Tak! - zawołał Qwecik.
Zapadła cisza, w której mieszaniec rozkoszował się zwycięstwem, a my staliśmy zamurowani.
Po chwili rozdarł ją śmiech. Głośny, szczery, czysty. Mój i Kiiyuko. Szczeniak patrzył zdezorientowany.
- Seriooooo.... - po dłuższym czasie udało mi się wydusić między śmiechem a chichotem. - Ty naprawdę nie wiesz, że nie masz mieszańcowego wirusa? Jest zneutralizowany!
Qwet był widocznie skonfundowany.
<Ki? Zaróbmy na eliksir wskrzeszenia czy jak to się tam zwie i wskrześmy sójeczkę! Szkoda mi jej>
- I co? No nie widzisz, co narobiłeś? Wrzeszczysz jak opętany i wybiegasz do lasu, a teraz przez ciebie tkwimy tutaj na środku drogi! - robiłem mu wymówki.
- Jak śmiesz na mnie krzyczeć? - syknął Qwet ze złością. - Jestem królem tego lasu!
Na chwilę mnie zatkało. Potem wybuchnąłem głośnym śmiechem.
- Ty? Królem lasu? Matko, to najlepszy żart jaki słyszałem! - naśmiewałem się.
- Jak śmiesz się śmiać! To znaczy... - szczeniak na chwilę stracił rezon, może i dlatego, że uświadomił sobie, że jego druga wypowiedź w ciągu kilku sekund zaczęła się od "Jak śmiesz!". - ... Ha! Nie będziesz tak mówił, kiedy dowiesz się, co się stało twojej biednej przyjaciółce.... - zakończył ironicznie, z mściwym uśmiechem na pysku. No, mogłem to sobie tylko wyobrazić, gdyż dalej widziałem jedynie jego oczy.
- CO TY ZROBIŁEŚ!? - wydarłem się na niego.
- Ech, nic, nic... Tylko ją, tak se... ukłułem. I teraz będzie mieszańcem. - powiedział niewinnie Qwet.
Mój gniew szybko minął, zastąpiony rozbawieniem. No, lepiej nie być nieprzytomnym w życiowych momentach.. Zechciałem jednak pociągnąć dłużej tę grę.
- Jak mogłeś?! - krzyknąłem znów, a potem się na niego rzuciłem.
Tłukliśmy się tak w ciemnościach nie wiem ile czasu, aż byliśmy strasznie zmęczeni. Wreszcie od niego odskoczyłem. Warknął. Ja odwarknąłem, i pacnąłem na ziemię. Qwet zrobił to samo.
~~noc noc nooooooc~~~
Obudziłem się przed Qwetem, ale tylko ok. 2 minuty. Więc już po chwili staliśmy oboje nad Kiiyuko, patrząc na siebie z lekko słabnącą złością. W końcu Ki się poruszyła i otworzyła oczy.
- O, patrz, obudziła się! - szepnąłem, nie wiadomo po co.
- Co się to odjanie.. - zdążyła wyjęczeć, zanim Qwet na nią... skoczył? Po co?
- Teraz ja mówię. Ty tu jesteś tylko dla zabawy. - powiedział władczo i splunął.
- Ble, flegma. - powiedziałem odruchowo, no ale ej: wskakiwać na kogoś, kto przed chwilą był nieprzytomny? Na kogoś, kto sprawił, że zachowałeś władzę nad swoim umysłem? I pluć na niego!?
- Ej, co robisz? Najpierw ją kłujesz, potem przyskrzyniasz i plujesz w twarz, a zaraz pewnie zaczniesz długi wywód na temat swoich dokonań i emocji, co? - wkurzyłem się. - Pierwsze dwa jeszcze wytrzymam, ale zanim zaczniesz trzecie, będziesz już leżał pod tą sosenką. - wskazałem drzewko ruchem głowy. I tak bym pewnie nie dał rady go tak powalić, ale liczą się słowa, nie?
Qwet zaśmiał się, ale zszedł z Ki. Ona wstała.
- O co ci chodzi? Czym mnie ukłułeś? - zaczęła pytać.
- To ja tu zadaję pytania! Ale dobrze, powiem ci: ukłułem cię rogiem i teraz... - yes! Miałem rację! Rzeczywiście ma ten mściwy uśmieszek!
- .. stanę się mieszańcem? - zapytała Ki ze strachem.
- Tak! - zawołał Qwecik.
Zapadła cisza, w której mieszaniec rozkoszował się zwycięstwem, a my staliśmy zamurowani.
Po chwili rozdarł ją śmiech. Głośny, szczery, czysty. Mój i Kiiyuko. Szczeniak patrzył zdezorientowany.
- Seriooooo.... - po dłuższym czasie udało mi się wydusić między śmiechem a chichotem. - Ty naprawdę nie wiesz, że nie masz mieszańcowego wirusa? Jest zneutralizowany!
Qwet był widocznie skonfundowany.
<Ki? Zaróbmy na eliksir wskrzeszenia czy jak to się tam zwie i wskrześmy sójeczkę! Szkoda mi jej>
Od Cassandry cd. Lily
Zanurzyłam się
w ciepłych kocach i przymknęłam oczy. Zirytowało mnie to trochę, ale
przywołałam się do porządku. Cassandra, musisz być wyrozumiała. Masz teraz do
rozmowy inne wilki, nie tylko siebie. Może to będzie ciekawa przygoda, daj jej
się ponieść. Uśmiechnęłam się do siebie i uspokojona, zasnęłam.
Rano czułam się już lepiej. Przestało padać, tylko ołowiane
chmury zasnuwały niebo. Przeciągnęłam się i wygramoliłam z legowiska. Lily
gdzieś zniknęła. Ogień zdążył zgasnąć, zostały tylko rozżarzone węgle i popiół.
Trąciłam kijkiem palenisko, z którego znów buchnęły iskry. Obok kominka
zauważyłam stosik drewna, więc wrzuciłam parę szczap, które prawie natychmiast
zaczęły lizać pomarańczowe płomienie. Zadowolona z siebie wyjrzałam na
zewnątrz. Wiał nieprzyjemny wiatr, przez który zadrżałam i schowałam się z
powrotem do jaskini.
Lily długo nie wracała. Według moich obliczeń nie było jej
już jakieś pięć godzin. Ja zdążyłam zapolować, choć byłam osłabiona
przeziębieniem i udało mi się dopaść tylko dzikiego królika. Zamiotłam jaskinię
i poskładałam koce. Większość czasu czekałam. W końcu postanowiłam pójść jej
poszukać. Włóczyłam się po terenie watahy aż postanowiłam zajrzeć do mojego
domu. Może poziom wody obniżył się i będę mogła tam znów wrócić. Dotarłam na
plażę i stanęłam przed wejściem. Widok zwalił mnie z nóg.
Ogrom wody zniknął. Była tam teraz tylko niewielka rzeczka,
która przyjemnie szumiąc płynęła pomiędzy głazami. Pod sufitem wisiały kolorowe
lampiony z cienkiego papieru. Zobaczyłam też ścieżkę, której wcześniej nie
zauważyłam. Była z prawej strony, prowadziła w górę. Po obu stronach były jakby
poręcze, bardziej kamienne ściany, które sięgały nieco ponad mnie. Były połączone
płachtami różnokolorowego materiału, które tworzyły dach. Weszłam do tego
tunelu, patrzyłam, jak światło przenika przez tkaninę, rzucając na ścieżkę kolorowe
plamy. Ruszyłam truchtem. Tam stała Lily z bukietem jesiennych liści.
- Cassandra! –
krzyknęła na mój widok i upuściła wiązankę. – Wybacz … tak pomyślałam, że może
bym coś tu zrobiła, wiesz nie chciałam się wtrącać…
- Nic nie szkodzi –
przerwałam z uśmiechem. – To jest piękne. Powiedz w czym mam ci pomóc.
<Lily? <3>
1.10.2017
Od Mirany do Nighta
Na plaży czekała na nas niespodzianka. Cała masa turystów. We wrześniu. Ech...Wszyscy oczywiście teraz, bo latem niby dużo ludzi. Ciekawe. Razem z Nightem próowaliśmy przedrzeć się przez kilkunasto metrową warstwę wilczych (i nie tylko) turystów, z nadzieją, że chociaż ujrzymy morze, ale i tam czekało nas rozczarowanie.Wychodzimy z tłumu turystów, żegnani krzykami jakichś babć, żę im leżaki poprzewracaliśmy, a tam bum! I kolejna masa turystów, tylko, że w wodzie. Nie wierzę.
Próba wycofania się spowrotem przez warstwę turystów była ryzykowna, ale spróbowaliśmy. Nie był to dobry wybór, nie to co Lidl... Wyszliśmy z masy turystów. Za nami słychać było krzyki szczeniaków, że niby im zamki z piasku porozwalaliśmy. Na moje oko to były tylko małe kupki piasku nieudolnie uformowane w dziesiściocentymetrowe wieże, ale coż, może się po prostu nie znam na sztuce współczesnej.
Gdy deszliśmy od zgiełku na plaży, zobaczyłam coś błyszczącego w trawie. Podbiegłam bliżej. Night powli wlókł się za mną, nie był tym zbytnio zaiteresowany. Niezidentyfikowanym obiektem w trawie okazał się być pierścionek. Postanowiłam się trochę pośmiać, poza tym byłam ciekawa, jak zareaguje na to Night.
Podeszłam do basiora i, z trudem opanowując śmiech, zapytałam:
-Czy wyjdziesz za mnie?- pokazałam mu pierścionek.
<Night? Idk co to będzie za seria, jakoś taki pomysł mi wpadł do głowy xD>
Próba wycofania się spowrotem przez warstwę turystów była ryzykowna, ale spróbowaliśmy. Nie był to dobry wybór, nie to co Lidl... Wyszliśmy z masy turystów. Za nami słychać było krzyki szczeniaków, że niby im zamki z piasku porozwalaliśmy. Na moje oko to były tylko małe kupki piasku nieudolnie uformowane w dziesiściocentymetrowe wieże, ale coż, może się po prostu nie znam na sztuce współczesnej.
Gdy deszliśmy od zgiełku na plaży, zobaczyłam coś błyszczącego w trawie. Podbiegłam bliżej. Night powli wlókł się za mną, nie był tym zbytnio zaiteresowany. Niezidentyfikowanym obiektem w trawie okazał się być pierścionek. Postanowiłam się trochę pośmiać, poza tym byłam ciekawa, jak zareaguje na to Night.
Podeszłam do basiora i, z trudem opanowując śmiech, zapytałam:
-Czy wyjdziesz za mnie?- pokazałam mu pierścionek.
<Night? Idk co to będzie za seria, jakoś taki pomysł mi wpadł do głowy xD>
od Kiiyuko do Mateo :3
Poszliśmy w prawo. Mateo niósł martwą sójkę w zębach, a ja wpatrywałam się w niebo idąc prosto przed siebie. Ciemno jak w norze, zachmurzenie na poziomie trzysta, a my tu mamy wracać do watahy. Dobre sobie.
-Wyszałasz nachą wachachę?- wymamrotał w pewnej chwili Mateo.
-Jak mam wyszałasić? Nie mam pojęcia, gdzie jest, a poza tym, nie mamy żadnych patyków!- odpowiedziałam nerwowo się śmiejąc.
Mateo odłożył sójkę na ziemię (a właściwie to mogłam to tylko przeczuwać, nic nie widziałam) i powtórzył pytanie.
-Nie, poszłam w losową stronę.- odparłam.- Myślisz, że zobaczyłam COKOLWIEK? Mati, tu jest ciemno jak w najciemniejszej ciemnicy, ja nawet ciebie nie widzę!- powiedziałam i równocześnie syknęłam z bólu, bo coś ukuło mnie w tylną łapę.
-Co jest?- zapytał zaniepokojony Mateo.
-Cosssęodtegowałoo..- zachwiałam się i straciłam przytomność.
Gdy się obudziłam, nastawał ranek. Szarówka powoli przechodziła w bardziej żywe barwy poranngo nieba. Usłyszałam szept Mateo.
-O, patrz, obudziła się!
Chwilkę potem ujrzałam nad sobą dwie głowy. Jedną Matiego, a drugą... Queta.
-Co się tu odja...-nie zdążyłam dokończyć bo Quet skoczył na mnie, przytrzymał mnie łapami i spojrzał prosto w oczy.
-Teraz ja mówię.- rzekł oschle.- Ty tu jesteś tylko dla zabawy.- splunął na ziemię obok mnie.
-Ble, flegma.- wzdrygnął się Mateo. Zaraz się zreflektował i krzyknął na Queta:
-Ej, co robisz?! Najpierw ją kłujesz, potem przyskrzyniasz i plujesz w twarz, a zaraz pewnie zaczniesz długi, długi wywód na temat swoich dokonań i emocji, co?- spojrzał ze złością na mieszańca.- Pierwsze dwa jeszcze wytrzymam, ale zanim zaczniesz trzecie będziesz już leżał pod sosną, o, tam.- basiorek wskazał na małą sosenkę w pobliżu. Quet tylko isę zaśmiał, ale zszedł zemnie. Tchórz. Mateo i tak pewnie by go nie powalił, ale trudno.Wstałam i otrzepałam się z mchu.
-O co ci chodzi? Czym mnie ukuleś?- zaczęłam zasypywać go pytaniami.
<Mateeeeoooo?>
-Wyszałasz nachą wachachę?- wymamrotał w pewnej chwili Mateo.
-Jak mam wyszałasić? Nie mam pojęcia, gdzie jest, a poza tym, nie mamy żadnych patyków!- odpowiedziałam nerwowo się śmiejąc.
Mateo odłożył sójkę na ziemię (a właściwie to mogłam to tylko przeczuwać, nic nie widziałam) i powtórzył pytanie.
-Nie, poszłam w losową stronę.- odparłam.- Myślisz, że zobaczyłam COKOLWIEK? Mati, tu jest ciemno jak w najciemniejszej ciemnicy, ja nawet ciebie nie widzę!- powiedziałam i równocześnie syknęłam z bólu, bo coś ukuło mnie w tylną łapę.
-Co jest?- zapytał zaniepokojony Mateo.
-Cosssęodtegowałoo..- zachwiałam się i straciłam przytomność.
Gdy się obudziłam, nastawał ranek. Szarówka powoli przechodziła w bardziej żywe barwy poranngo nieba. Usłyszałam szept Mateo.
-O, patrz, obudziła się!
Chwilkę potem ujrzałam nad sobą dwie głowy. Jedną Matiego, a drugą... Queta.
-Co się tu odja...-nie zdążyłam dokończyć bo Quet skoczył na mnie, przytrzymał mnie łapami i spojrzał prosto w oczy.
-Teraz ja mówię.- rzekł oschle.- Ty tu jesteś tylko dla zabawy.- splunął na ziemię obok mnie.
-Ble, flegma.- wzdrygnął się Mateo. Zaraz się zreflektował i krzyknął na Queta:
-Ej, co robisz?! Najpierw ją kłujesz, potem przyskrzyniasz i plujesz w twarz, a zaraz pewnie zaczniesz długi, długi wywód na temat swoich dokonań i emocji, co?- spojrzał ze złością na mieszańca.- Pierwsze dwa jeszcze wytrzymam, ale zanim zaczniesz trzecie będziesz już leżał pod sosną, o, tam.- basiorek wskazał na małą sosenkę w pobliżu. Quet tylko isę zaśmiał, ale zszedł zemnie. Tchórz. Mateo i tak pewnie by go nie powalił, ale trudno.Wstałam i otrzepałam się z mchu.
-O co ci chodzi? Czym mnie ukuleś?- zaczęłam zasypywać go pytaniami.
<Mateeeeoooo?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)



