4.11.2017

Od Yuki "Event"

Gdy Kagekao wrócił razem z tym małym natrętem i opowiedział co się stało, wpadłam na swego rodzaju pomysł. Basior opowiedział o tym co się stało, jednak maluch milczał. Poczekałam aż wszyscy się uspokoją, po czym podeszłam do Mateo. Spojrzał na mnie, tym samym zadzierając swój pyszczek.
- Chodź – bez zbędnych słów, oddaliłam się dostatecznie od grupy. Chmyz kroczył za mną. Zatrzymałam się wtedy, gdy odsunęliśmy się na tyle, aż nie słyszeliśmy najgłośniejszych głosów z tłumu.
- Co widziałeś będąc na zewnątrz? – Zapytałam. - Em… - Podwinął ogonek.
- Nie jesteś Explorerem, odwieś się w końcu – warknęłam, jednak po chwili zorientowałam się, że przy takich trzeba się opanować. Nie jesteś Rodinią, by zajmować się smrodami, nie wiesz o tym Yuki? Trzepnęłam ogonem o posadzkę, podnosząc chmarę kurzu. Usiadłam, owijając się puchatą kitą wokół przednich łap. – To po prostu powiedz czy widziałeś jakiegoś wilka, prócz Kagekao.
- Tak – odrzekł natychmiastowo.
- Pamiętasz kolor sierści? Coś mówił?
- Widziałem tylko zarys sylwetki, ogłosił się bardzo złym wilkiem… - prychnęłam przerywając Mateo.
- Mów, mów dalej – ponagliłam.

- No, nazwał was małymi futrzanymi pomiotami, gadał że to jego ziemia czy coś w tym stylu – Słuchałam go w zamyśleniu. – Gadał że mamy się mu przyporządkować albo umarć.
- Umrzyć – poprawiłam go.
- Nie, on tak powiedział

- A jak on to rzekł?

- „Podporządkujcie się albo umarcie” czy jakoś tak – odrzekł mrużąc oczy.

- Dzięki, wracaj już, jesteś wolny. – Powiedziałam. Wrócił na swoje miejsce i zaczął się czyścić. No więc, nasz „Bardzo Zły Wilk” nie jest zbytnio inteligentny. Nie uważał na lekcji polskiego. Jednak, jeżeli potrafił wywołać, wręcz tornado, a nawet prostego słowa nie potrafił wypowiedzieć, to znaczy że coś jest na rzeczy. Mocne czary, zazwyczaj wilk uczy się poprzez przeczytanie formułki, lub wyczytanie instrukcji w księdze. A jak widać na załączonym obrazku, a raczej idąc tokiem myślenia, Bardzo Zły Wilk nie potrafi czytać. Wszystko jest nielogiczne. Tak jak istnienie jeszcze tego Eventu. Dołączyłam do grupy.


A więc, z tego powodu, że masywny stracił kolejkę, ja napisałam ciąg dalszy. Następny numerek to 9, ma czas do 2017-11-07. Po nim będzie 4.

Od Equela do Katniss



Od Katniss Do Equela

Wy mnie chcecie zabić * płacze
Lia


Od Equela do Katniss

WY MNIE CHCECIE WYKOŃCZYĆ, TAK?!
Lia

Od Iwona do Cheeky

Night miał odprowadzić szczeniaki do przedszkola. Tak się nie stało. Okazało się, że za bardzo nabroiły, i basiorowi wypadł dysk, i przyprowadził młode o 6 nad ranem, a w o tej porze jest jeszcze ciemno, przez co szczenięta zastały nas w jednym legowisku w dość dziwnej pozie. Te mniej interesujące się sprawą, się nie domyśliły, ale 2 z nich wiedziały o co chodzi. Dwie godziny później poszedłem ze szczeniakami zapisać ich do szkoły, z czego nie były zachwycone, ale jak usłyszały, że mogą w tej szkole zostać na dzień, nie uczyć się tylko zwiedzać, już jakoś im przeszło, i zaczęły latać po całym budynku. Gdy wróciłem, poszedłem z Cheeky do medyka, bo szamana już nie było. Rodinia była chyba najbardziej zaufana w ej roli, więc akurat do niej się udaliśmy. Ja zostałem na zewnątrz, a moja partnerka weszła do środka. Było około 9 rano, i zaczęło się rozjaśniać. Trafiliśmy na wyjątkowo ciepły, bezchmurny dzień, nawet jak na listopad. Po prostu chciało się żyć. Zapach opadłych liści był bardziej wyrazisty, chociaż już nie aż tak przyjemny jak w sierpniu. Gdy wadera wyszła była cała w uśmiechu.
- Szczeniaki urodzą się w pod koniec grudnia - odparła - ale...
- Chmm?
- Tyle, że wiesz, nie moglibyśmy kupić Eliree?
- Chodzi ci o ten eliksir...
- Tak.
- No w sumie można by. - odparłem siadając

< Cheeky? Sprawdź co to za eliksir w sklepie. Brak weny >

Od Katniss Do Equela

Nie mogłam dłużej zatrzymać Equela. Zeszliśmy oboje zeszliśmy na dół na kolację. Wszyscy najedliśmy się do syta, potem Equel powiedział, że za godzinę wyrusza do bogini światła, chwilę się pokłóciliśmy, że ja też idę, ale jego pretekst był zbyt mocny - mnie zabiję na pewno. Jemu może się udać ją przekonać. Przez godzinę wszyscy siedzieliśmy przy stole i rozmawialiśmy, ale w końcu nadszedł ten moment. Basior miał wychodzić. Pocałował mnie i wyszedł. Rozpłakałam się, co mi się często nie zdarza, bo wiedziałam, że on może zginąć. Bogini miłości mnie przytuliła i pocieszyła. Poszłam na górę, do pokoju i wzięłam długą, gorącą kąpiel. Gdy wyszłam do pokoju weszła służąco-sprzątaczka i powiedziała, że bogini ma dla mnie wieści. W pośpiechu zeszłam na dół. Zapytałam:
- Jakie masz dla mnie wieści, pani?
- Dostałam kruka od bogini światła. Przekazał mi, że dostaliście dwa i pół miesiąca więcej. Wtedy macie przynieść potomka, albo oboje zginiecie na miejscu
- W sumie fajnie. A co z Equelem?!
- Spokojnie. On tam przenocuje i rano będzie z nami - podsumowała naszą rozmowę bogini. Spokojna poszłam do siebie, na górę i równie spokojnie zasnęłam. Wyjątkowo nic mi się nie śniło. Obudził mnie... nie kto inny niż Equel. Przytuliłam się do niego, on dał mi buziaka i opowiedział mi wszystko ze szczegółami. Teraz tylko... potomek...
< Equel? No to masz już temat do napisania XDD >

Od Equela do Katniss

Gdyby Katniss była moim kumplem, który uwielbia żartować, pewnie bym padł se śmiechu. Gdyby był kumplem który nie żartuje, powiedziałbym: Chyba cię posrało.
Ale że to była Katniss... spoważniałem, wstałem na krześle i walnąłem przednimi łapami o stół.
- Nigdzie nie idziesz. - warknąłem - Mogę jakoś nawet załatwić potomka, ale nie zginiesz. - Bogowie rozpłynęli się w powietrzu. Została tylko bogini miłości, która przyglądała się całemu zdarzeniu.
- Ciąża trwa dwa miesiące. - odparła wadera kręcąc głową w zamyśleniu. - Nie zdążymy.
- W sklepie w naszej watasze jest specjalny eliksir. - odparłem. Chyba jeszcze nigdy nie byłem tak poważny, bo miałem wrażenie, że pod moim wzrokiem uciekają sztućce
- Nie możemy wrócić na te tereny.
- No to udamy się do bogini światła osobiście. - odparłem ze śmiertelnym spokojem i powagą. Wadera popatrzyła na mnie jak na wariata.
- Zginiesz na miejscu.
- Nie zginę. - mruknąłem, po czym wstałem, i poszedłem do mojego pokoju się szykować na wędrówkę. Oczywiście rozumiałem, że nie ma innego wyjścia. Złapanie zwierzęcia nie wchodzi w grę, a śmierć bliskiej ci osoby? To już przesada. Do torby, która była w moim pokoju włożyłem wszystko to, co najpotrzebniejsze, i postanowiłem odwiedzić boginię światła w nocy, czyli kolacja mnie nie ominie. A poza tym, w nocy jej moc jest mniejsza niż w dzień, więc będzie mi łatwiej omówić co i jak. Gdy spakowałem ostatnią potrzebną rzecz, i miałem zamiar wykąpać się po raz ostatni przed wyjściem, do mojego pokoju (bez pukania oczywiście) weszła Katniss, i patrzyła na mnie dziwnie.
- O co chodzi? - spytałem
- Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł...
- Kati słonko, czym ty się tak przejmujesz?
- Bogini może cię zabić.
- Pójdę z nią porozmawiać. - powiedziałem - bo potomek to chyba jedyny wybór. Tobie umrzeć nie pozwolę, a samemu do grobu nie jest mi śpieszno. Do tego oboje nie mamy bliskiej nam osoby, którą moglibyśmy poświęcić. A nawet gdyby... to nie byłbym w stanie kogoś takiego zabić...

< Katniss? Czekam na rozwój wydarzeń >

Nowa wadera! Ike


- Howrse: xjulix13
-Imię: Ike. To imie w języku igbo oznacza "moc".
-Wiek: 2 lata
-Płeć: wadera
-Żywioł: śmierć, cierpienie, chaos
-stanowisko : zabójca
-Cechy fizyczne: Ike jest bardzo szybka i zwinna. Ponadto jest również bardzo silna co nie raz pokazuje.
-Cechy Charakteru: Dla watahy miła i pomocna, ale zachowująca dystans, tajemnicza. Natomiast dla obcych jest wredna, bezlitosna, nie mająca nawet cząstki empatii. Przez to ciężko się do niej zbliżyć, więc kiedy ktoś chce się z nią zakolegować musi być uważny.
Cechy szczególne: Futro, które wygląda jak ciemna noc.
-Lubi: samotność, śmierć, ale również szczeniaki.
-Nie lubi: nieposłuszeństwa, lekceważenia.
-Boi się: swojego ojca
-Moce:
*czytanie w myślach
*wysysanie duszy
*zabieranie mocy
*wyrządzanie krzywdy psychicznej poprzez myśli
*zmiana postaci
*przywoływanie istot śmierci
-Historia: Ike urodziła się w najpotężniejszej watasze na północy. Przyszła na świat podczas pełni księżyca w lutym. Jej matka Lora pokochała córkę natomiast ojciec Magnus był wręcz wściekły, bo liczył, że jego pierworodne dziecko będzie basiorem. Rok po narodzinach Ike Lora urodziła bliźniaki - Aidena i Holosa. Ike kochała matkę i braci, ale z całego serca nienawidziła ojca. Wyżywał się na niej, obrażał i gnębił. Wadera stawała się coraz bardziej wredna i bez uczuć co było powodem dla, którego nie mogła znaleźć przyjaciół. Pewnej nocy ktoś podpalił dom Ike i jej rodziny. Młoda wadera uciekła z domu, ale w pożarze zginęła jej matka i bracia. Ojciec wypędził ją z watachy i zakazał powrotu, bo myślał, że to ona wywołała pożar. Ike zaczeła podróżować spotykają róznych przyjaciół i w tym swojego towarzysza Hadesa.
- Zauroczenie: brak
- Głos: Ike ma bardzo przyjemny głos taki jak jej matka - czuły.
- Partner: Bardzo by chciała znaleźć partnera, ale to chyba jeszcze nie czas.
- Szczeniaki: Może w przyszłości.
- Jaskinia: Link
- Amulet: Link
- Coins: 0
- Towarzysz: Hades
- Inne zdjęcia: brak
- Rzeczy ze sklepiku: 0
- Rzeczy znalezione w op: 0
- Dodatkowe informacje: brak
- Umiejętności:
: Siła: 200
: Zręczność: 100
: Wiedza: 100
: Spryt: 100
: Zwinność: 100
: Szybkość: 100
: Mana: 100

3.11.2017

Od Katniss Do Equela 'czy to mój koniec?'

Eee... myśl, myśl, myśl. Muszę znać kogoś kto by się poświęcił. Szkoda, że nie mam rodziny. Ich to nawet by mi nie szkoda było. Eee... nic. Może Equel kogoś takiego ma? Zapytałam czy możemy już iść, na co bogini pokiwała głową i się rozpłynęła. Wróciłam do pokoju, a Equel powlókł się za mną. Usiedliśmy z powrotem na łóżku i znów się pocałowaliśmy. Całowaliśmy się dość długo. W końcu basior dołączył się ode mnie (XD) wyszłam na chwilę do łazienki, a gdy wróciłam samca już nie było. Pewnie poszedł też przemyśleć tą całą sprawę. Myślałam o tym bardzo długo i doszłam do wniosku, że chyba nic nie wymyślę. Potomka nie mam, rodziny też nie, Equel umierać nie ma zamiaru... WIEM! Ja umrę. To ja sprowadziłam na nas to niebezpieczeństwo i ja nas z tego wyplącze. Postanowiłam, że mój pomysł przedstawię przy obiedzie, gdy wszyscy będą w jednym pomieszczeniu. Do pokoju weszła sprzątaczko-służąca i powiedziała, że już czas na obiad. Powoli zeszłam na dół i usiadłam tam gdzie zawsze. Zaczęliśmy jeść, a na koniec gdy wszyscy chcieli już się rozchodzić powiedziałam:
- Wiem jak zakończyć całą tę sytuację
- Tak? Jak? - zapytał Equel i bogini równocześnie
- Ja. To ja umrę żeby wyzwolić was od klątwy - powiedziałam, a wszystkim opadły sczęki
< Equel? Czy to mój koniec? Sorry, że tak krótko, ale nic więcej nie wymyślę :') >

Od Equela do Katniss

Coś by się pewnie działo, ale przerwała nam sprzątaczka (czy tam służąca) która weszła do pokoju Katniss, i ogłosiła, że bogini nas woła. Oboje zesztywnieliśmy jak kamienie. Żeby wchodzić tak bez pukania.... gdy ta sprzątaczko-służąca wyszła oboje wpatrywaliśmy się w drzwi jak wodny. Mało brakowało.
- No, to umówieni na potem - powiedziałem z uśmiechem, po czym zeskoczyłem z łóżka i podreptałem do sali głównej. Bogini już tam czekała, a gdy zjawiła się Katniss, wadera poczęstowała nas wodą w szklankach, i zaczęła tłumaczyć. (Jak wilk może pić ze szklanki?)
- A więc. Jestem jedną z najstarszego rodu bogów. Moje imię to Erenesda. Jestem boginią miłości, oraz opiekunką podróży. Zaciekawiła mnie wasza dwójka.
- To miło - odparłem
- Postanowiłam wam pomóc, bo złożyliście ofiary, i zadbaliście o świątynię. Oraz jak wcześniej wspomniałam zaciekawiliście mnie. Możecie tutaj zostać jak długo chcecie. Nawet do późnej starości ale... jest jeden warunek.
- Tak?
- Musicie załagodzić sprawę z waszą boginią światła. Jej gniew jest potężny, przez co mogę się jej narazić, oraz większości waszym bóstwom.
- Rozumiem. - mruknąłem już obmyślając, jakby załagodzić sprawę z boginią, bo ze stworem nie mamy szans. I tutaj mnie olśniło. - Bogini ta żąda albo inne, równie wartościowe zwierzę, ofiarę z osoby, która jest ci droga, albo z potomka
- Równie wartościowe zwierzę? - spytała Katniss. - Brzmi łatwo.
- Ale nie jest. Takie zwierzęta należą tylko albo do innych bóstw, albo... nieliczne, które umarły, i zmieniły się w driady, a potem znowu w jelenie. Spotkać takie zwierzę... szansa jest jeden na milion. Albo nawet na jeszcze większą skalę.
- Droga osoba?
- Umierać mi się nie chce. - mruknąłem - Chyba, że masz kogoś, kto jest ci bliski, i z chęcią się poświęci.
- Potomek?
- No chyba nie.

< Katniss? Wybieraj, bo ja nie mogę >

Hestia dorasta!

W ramach dorastania ( głupio to brzmi ) Dostajesz 45 cs na zachętę 




- Twój adres e-mail albo nik na Howrse: szmaragdowarzeka@gmail.com
- Imię: Hestia
- Wiek: 2 lata 1 miesiąc
- Płeć: wadera
- Żywioł: Mgła, Wolność, Mróz
- Stanowisko: Bibliotekarka. Czasami dorabia jako Strażnik dzienny
- Cechy fizyczne: Hestia stała się szybką, i sprytną waderą kochającą wspinaczki po wysokich górach. Ma silne łapy, co ułatwia jej kopanie w ziemi.
- Cechy Charakteru: Hestia jest dość mało rozmowna. Nie lubi gdy ktoś na nią krzyczy. Nie lubi jagód i tp. Są dla niej gorzkie. Jest dość wybredna. Dla innych wilków ma nie miły charakter puki ich nie pozna. Jest skryta w sobie. Czasem sobie usiądzie na drzewie, i kocha swoje urodziny. W dorosłość weszła w dziwnym stylu, ale zaczyna powoli się orientować, o co we wszystkim chodzi. Na basiorów patrzy innym wzrokiem, niż jako szczeniak. W lataniu jest jej o wiele łatwiej. Często chodzi z słuchawkami w uszach, i słucha muzyki. Nadal nie przepada za towarzystwem innych, i siedzi przez cały czas w samotności. Zaczęła z tych nie smacznych jagód robić farbę, przez co nie musiała jej kupować w sklepie, i tak oto zaczynała rysować obrazy, które z czasem stały się więcej, niż tylko bohomazami.
- Cechy szczególne: Jako szczeniak a dorosły wilk z wyglądu prawie wogóle się nie zmieniła.
- Lubi: Rysować, i słuchać muzyki. No i oczywiście samotność.
- Nie lubi: Dużych grup, i jak już się tak zdarzy, to braku tematu do rozmowy
- Boi się: Porzucenia i niezaakceptowania
- Moce:
1. Jej mgła się podpala. Działa trochę jak lakier do włosów albo gaz.
2. Potrafi zamrozić, i odmrozić kogoś lub coś
3. Gęstość mgły, którą może stworzyć, może dojść do poziomu mleka, więc ktoś kto się w niej znajdzie, nie widzi nic dalej, niż swój nos.
4. Świetnie się odnajduje nawet w największej mgle. Nie przeszkadza jej ona. Czuje się tak, jakby jej nie było.
5. Mgła w połączeniu z mrozem. Dzięki temu może stworzyć dowolną, wytrzymalszą od stali broń
- Historia: Hestia została porzucona przez swoją rodzinę jak zauważyli, że ma skrzydła. Hestię wychował inny wilk ale potem odeszła bo czuła się niepotrzebna. Po kilku dniach wędrówki trafiła do WMS jako szczeniak.
- Zauroczenie: Jeszcze brak
- Głos: Link
- Partner: NIE
- Szczeniaki: Brak
- Jaskinia: Link
- Amulet: Link
- Coins: 79
- Towarzysz: Brak
- Inne zdjęcia: Nie ma
- Rzeczy ze sklepiku: 0
- Rzeczy znalezione w op: 0
- Dodatkowe informacje: 0
- Umiejętności:
: Siła: 100
: Zręczność: 50
: Wiedza: 50
: Spryt: 100
: Zwinność: 200
: Szybkość: 100
: Mana: 200

Nowy szczeniak! Lexi



- Właściciel: Amigo55 (Hw), Matys (Doggi)
- Imię: Lexi
- Wiek: 1 rok i 4 miesiące
- Płeć: Płeć piękna, chociaż niektórzy na pierwszy rzut oka mylą ją z chłopakiem.
- Cechy fizyczne: Potrafi poruszać się bezszelestnie. Jest dość silna jak na jej wiek. Szybka i zwinna.
- Cechy Charakteru: Jest to bardzo nieufna wadera. Trudno jest jej nawiązywać nowe znajomości i rozmawiać z innymi. Nie chodzi tu o to, że jest niemiła - wręcz przeciwnie. Dobra, może na początku. Ale kiedy ją bliżej poznasz i uda jej się otworzyć, będziesz miał okazję zobaczyć, że to bardzo wartościowa, mądra i zabawna osoba. Jej kolejną cechą jest ciekawość. Ciekawość łącząca się z niecierpliwością, zżerająca ją od środka. Dosłownie. Na pierwszy rzut oka na jej temat powiedziałabym: pesymistka, gbur, osoba nie potrafiąca cieszyć się życiem. Dlatego powtórzę jeszcze raz: to tylko wrażenie. Wystarczy, że "wyjdzie ze swojej skorupy" i zmieni się w zupełnie inną osobę. Co by tu jeszcze powiedzieć? Jest niezależna, nie obchodzi jej to, co myślą o niej inni.
- Cechy szczególne: To nie jest cecha, ale nie ma gdzie tego indziej napisać: Prowadzi pamiętnik. Zapisuje w nim swoje przeżycia i różne, ważne informacje.
- Lubi: Czytać, myśleć, marzyć, przebywać w pobliżu wody, pływać, samotność, pisać, zieloną herbatę, cytrusy itd...
- Nie lubi: Pistacji, natrętnych wilków, oraz tych, którzy mówią jej co ma robić.
- Boi się: Biedronek. Zdecydowanie. A także zwierząt, ktorych nie zna/nowych. Oprócz tego boi się, że kogoś skrzywdzi.
- Historia: Ekhem. Jak większość osób, postanowiłam stworzyć historię, w której dzieje się coś strasznego, okropnego. Ale im więcej wilków, tym więcej historii, dlatego trudno jest wymyślić coś nowego i ciekawego. Dobra, przejdźmy do rzeczy:
Lexi uodziła się w małej watasze. Od pierwszych dni rodzice za nią nie przepadali ich zdaniem była najbrzydsza i nasłabsza z miotu. Była odrzutkiem, była pomijana. Inna. Nie chodziło o to, że inni jej nienawidzili. Rodzina opiekowała się nią, zapewniała jej bezpieczeństwo. Ale nikt nigdy nie zwracał na nią większej uwagi, jakby była niewidzialna.
Pewnego dnia, kiedy siedziała sobie na jakiejś polance, zaczepiła ją matka. Pokłóciły się. Lexi nie mogła zapanować nad emocjami. Była wściekła - na okrutną matkę, na głupią watahę, na cały, beznadziejny świat. Nad nimi rozpętała się burza. Wiatr uniósł waderkę nad ziemię. Nie mogła się ruszać, a nawet jasno myśleć. Z jednej z burzowych chmur nagle wystrzeliła błyskawica, trafiając w jej matkę. Nie trudno było stwierdzić, iż nie żyje. Od tego dnia Lexi była uznawana za morderczynię. Wiedźmę. Osobę, która zna czarną magię. Wszyscy się jej bali, żaden z wilków w watasze nie śmiał jej zaczepić. Nikt nie mógł już powiedzieć, że jej nie zna. Niedługo po tym Alfa zdecydował o wydaleniu jej z watahy. Nie sprzeciwiała się. I tak wędrowała z watahy do watahy, nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca. (W każdej watasze zawsze robiła coś złego, oczywiście nie celowo.) Tak znalazła Watahę Mrocznych Skrzydeł.
- Zauroczenie: Trudno powiedzieć, skoro nikogo tutaj nie zna. Tak ogólnie to "chłopcy" jej nie obchodzą.
- Rodzina: Matka -> Legro [*]
Ojciec -> Harry (Potter xd)
Siostry -> Mary i Roxi
Bracia -> Lucas i Niko
- Głos: Jest delikatny, dziewczęcy, miło się go słucha. Bardzo się zmienia w zależności od emocji.
- Jaskinia: Na razie żadnej nie znalazła.
- Towarzysz: Nosi pewną biedronkę (o imieniu... niestety nie posiada żadnego) w pudełku po zapałkach, lecz _nie uznaje jej za towarzysza._

Od Katniss Do Equela

Wstałam szczęśliwa z łóżka, ale też... skołowana. Tiaaa... trochę tego skołowania było... weszłam do łazienki i wzięłam szybką, dziesięcio minutową kąpiel ogarniając się. Po skończonym... wszystkim zeszłam na dół. Equel siedział już przy stole, ale... sam. Postanowiłam z nim porozmawiać. Znowu. Zapytałam:
- Equel... więc.... co teraz... co teraz będzie... wiesz, między nami?
- Eee... związek?
- Hmm... brzmi super - uśmiechnęłam się. Basior też - Tylko... czy na razie możemy nikomu o tym nie mówić? Nie jestem... nie jestem jeszcze na to gotowa...
- Myślałem o tym samym - roześmialiśmy się, a na dół zeszli bogowie. Zjedliśmy śniadanie, trochę porozmawialiśmy, pośmialiśmy się i poszliśmy do swoich pokoi. Po pięciu minutach Equel przyszedł do mojego pokoju i usiadł obok mnie na łóżku. Basior przysunął się do mnie nieco i ponownie wpił się w moje usta. Oddałam pocałunek. Po chwili rozdzieliliśmy się.
- Kocham Cię - powiedziałam. Basior powiedział mi to samo
< Equel? Fakt, nie spodziewałam się xd >

Od Equela do Katniss

Stałem skołowany wpatrując się w jej oczy. Nie spodziewałem sie tak szybkiego obrotu spraw.
-Więc... Coś nas łączy. - powiedziałem szczerze jak zwykle. Uśmiechnąłem się do wadery, na co ona nie wiedziała jak zareagować. Powoli do niej podchodziłem, z coraz większym uśmiechem. Ona lekko zaczęła się cofać. Aż natrafiła na ścianę. Ja skorzystałem z okazji, z zaskoczenia, ale delikatnie ją pocałowałem. Wadera odwzajemniła pocałunek. Zadowolony z siebie w końcu oderwałem się od niej. Wpatrywałem się jeszcze chwile w jej błękitne oczy. Lecz później odszedłem pozostawiając ją skołowaną pod ścianą.

~~** Dzień później **~~

Wstałem z lekkim uśmiechem z łoża w moim pokoju. Był wielki. Białe ściany ozdobione mozaiką, posłanie było na szerokim stopniu. Posadzka była biała, i wyszlifowana, że można było się w niej przejrzeć. Przez wielkie okno, które było zarazem drzwiami na balkon, wpadały niewielkie ilości słońca. Był jesienny, listopadowy ranek, więc czerwony pad nad horyzontem wydawał się zimny. Nieco dalej, w koncie była łazienka, która... nie była normalna. Wielka okrągła wanna, była wielkości zwykłego, kwadratowego pokoju. Woda zawsze była gorąca, co rozluźniało. Wszędzie latały bąbelki, gdy dolało się specjalnego płynu. Obok były złożone puszyste, białe ręczniki, a dalej Wielkie, zajmujące całą ścianę, nigdy nie parujące lustro. Wszedłem w mojego pokoju do sali głównej, na śniadanie, które już czekało, a wyglądało tak, jakby była jakaś wielka uczta, z powodu wygranej wojny czy coś. Usiadłem na krześle, które było po tej szerokiej stronie stołu, i czekałem na resztę, bo uznałem, że nie grzecznie byłoby jeść samemu.

< Katniss? Nie spodziewałaś się takiego obrotu spraw, co? >

Odchodzą!

Te dwie postacie odchodzą z watahy, a że właściciel jest jeden, powód też. A więc.
Powód: Decyzja właściciela 







Od Katniss Do Equela

Wow... nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Właśnie stoję przed... ścianą. Nie wierzę, w to co się wydarzyło. Jakaś bogini uratowała nas i teraz przez najbliższe dni będziemy żyć w takim luksusie. Poszłam do mojego pokoju. Ściany obite były złotymi haftami. Było duże okno w suficie z widokiem na niebo. Obok wielkiego wygodnego łóżka był balkon. Ogromny balkon. Wychodząc na niego czuć było powiew świeżego powietrza. Tu czułam się bezpieczna. Pokój był z łazienką, więc to tam następnie się powlokłam. Kąpiel tak jak zapowiedziała bogini była już gotowa, więc zostawiłam moje rzeczy i weszłam do wanny. Woda była ciepła, a wszędzie były bąbelki piany pachnące różami. Po około godzinnej kąpieli z powrotem ubrałam się w to w czym przyszłam, wzięłam łuk i zeszłam na dół, gdzie już czekali wszyscy (Equel, świecąca bogini i jeszcze kilka jej świecących znajomych). Usiadłam do stołu i zaczęliśmy ucztę. Najadłam się jak nigdy wcześniej. Postanowiłam, że po obiedzie porozmawiam na spokojnie i szczerze z basiorem, z którym tutaj przybyliśmy.
~~ po obiedzie xD ~~
Wszyscy już się rozeszli. Zapytałam Equela czy moglibyśmy chwilę porozmawiać.
- O co chodzi? - zapytał
- Więc... słuchaj. Znamy się już z miesiąc, a przez naszą wędrówkę zdążyliśmy się już lepiej poznać i ja....
- Hę? - basior 'zachęcił' mnie do mówienia
- Wydaje mi się... wydaje mi się, że ja... się zakochałam
- Serio? W kim? - pytał
- No... w tobie - powiedziałam i spojrzałam basiorowi w różnokolorowe oczy. Samiec nie wiedział jak mi odpowiedzieć
< Equel? Co z tym zrobisz? >

2.11.2017

Od Megami c.d Mateo

Byłam wkurzona.Ciągle warczałam, tyle że raz ciszej raz głośniej.Na tyle głośno, że musieli mnie uciszać.Ale i tak ich ignorowałam.Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam że wilków jest mało jak na watahę.I wszystkie wyglądały jakby dopiero co skończyły 2 lata.Czułam się wtedy taka...silniejsza?
Znajdowaliśmy się w bardzo dużej jaskini.Lecz nie była to zwykła jaskinia.Jej 60% zajmowała woda, 33% skały a resztę rośliny.Kilka razy za to warczenie zostałam zepchnięta siłą do wody.Lecz nic sobie z tego nie robiłam.Przecież ja kocham wodę.Nie czułam zbytnio strachu do tych wilków.Podprowadzono nas do przywódcy.Był niższy ode mnie.Z resztą, tak jak reszta osobników.Może to jakaś inna rasa wilków?
-Witam.-powiedziałam pewna siebie stając przed wilkiem.Widziałam w jego oczach lekkie przerażenie.Basior wskoczył na skałę usadowioną nieco wyżej.
-Boisz się mnie?-powiedziałam marszcząc brwi i zachować poważną minę.Jeśli bym się nie postarała, wybuchłabym śmiechem.
-...Co robiliście na naszych terenach?-odezwał się w końcu.
Drugi raz prawie wybuchłam śmiechem.Spojrzałam na Mateo, po czym znów na niskiego wilka.Po chwili namysłu powstałam z oburzeniem.-Waszych terenach!?-mój krzyk zaciekawił dosłownie wszystkie wilki znajdujące się w jaskini.Tylko obserwowałam kątem oka jak wszystkie wilki siadają wokół nas.-Wiecie w ogóle co to za wataha!?Wiecie z kąt jesteśmy!?-ponownie zaczęłam warczeć.-Sorry, ale wkurzyłam się.-zwróciłam się do Mateo.
Przywódca zeskoczył ze skały i stanął na przeciwko mnie.-O ile wiem, to sama Lia tutaj czasem przychodzi!
-Kim jest Lia?-zapytał robiąc zamach ogonem.
Wyprostowałam się i uniosłam lekko pysk do góry.-Nasza Alfa!Ja jestem Deltą.On z resztą też.-powiedziałam wskazując na Mateo.


<Mateo?Tyle mam do powiedzenia xd>

1.11.2017

Od Mateo do Megami

- Tu nie jest bezpiecznie! - pośpieszała mnie wadera. Zacząłem szybko zbiegać w dół zbocza, a ona gdzieś za mną. Spokój i poczucie bezpieczeństwa zwinęły się w jak najmniejszą kulkę i ulokowały gdzieś pomiędzy wątrobą a śledzioną, zastąpione przez uczucia dokładnie przeciwne.
O odległości, jaka zdążyła się wytworzyć między mną a Megami, przekonałem się dopiero wtedy, gdy usłyszałem jej krzyk:
- Aj!
Momentalnie odwróciłem głowę, przez co moja łapa wpadła do jakiejś dziury w górze. Oczywistą konsekwencją tegoż zdarzenia był bolesny upadek na pysk. Wilki były już blisko, więc mimo bólu szybko się podniosłem i czmychnąłem w najbardziej oczywistym kierunku - w krzaki.
No dobra, rozumiem, że mogą się złościć za wejście na ich teren, ale mogli postawić jakąś tabliczkę graniczną! Poza tym, gdybym ja był na ich miejscu, zapytałbym grzecznie, kim jesteśmy...
Rozejrzałem się. Niedaleko była niewielka nora, taka, jak w domu... Daleko, z rodziną... Tylko że norą będę zachwycać się potem, bo teraz jestem ścigany przez patrol graniczny. Skoczyłem do środka, i zaszyłem się głęboko. No, już można odetchnąć z ulgą, co też zrobiłem. Tutaj nikt mnie nie dopadnie, bo patrolowcy nie zmieszczą się do mojego schronienia. Tylko teraz trzeba stąd wyjść...
- Nie chowaj się, mały, wiem, że tam jesteś. - usłyszałem nagle głos z zewnątrz. Zaprzestałem więc wydawania jakichkolwiek odgłosów, z oddychaniem włącznie.
- Wyjdź lepiej po dobroci, i tak pójdziesz ze mną. - zachęcał dalej głos. Brzmiał niezbyt dorośle i jakby... piskliwie? W każdym razie nie zamierzałem opuszczać nory. Głos poczekał jeszcze chwilę:
- Dobra, jak chcesz. - rzucił obojętnie, a po chwili zza zakrętu w norze wyskoczyła rozwarta paszcza z kłami. Jak się o tym mówi, to nie brzmi tak strasznie. Wyobraźcie sobie, że siedzicie w pokoju z uchylonymi drzwiami. Ktoś obcy zaczyna do was mówić zza nich, a gdy jesteście już przerażeni, nagle wrzuca do waszego pokoju okropną pacynkę. Czy coś równie strasznego, tylko trzeba sie postarać to sobie wyobrazić.
W każdym razie, przerażonego mnie, który zdążyłem z tego strachu jeszcze podskoczyć i walnąć głową w sufit, te kły zabrały z nory i wyrzuciły na zewnątrz. Żeby nie było mi za wygodnie, zostałem jeszcze przygnieciony do ziemi łapami niewysokiego osobnika, zapewne dopiero co wkraczającego w dorosłość.
- Spokojnie, szczeniaku. - ha, zabawne, przecież dopiero co jego tak nazywali. Kompleks niższości... Gdybym mógł, pokiwałbym pobłażliwie głową, ale zostałem usztywniony. - Jeśli będziesz grzeczny, zabiorę cię do mamusi.
Te słowa obudziły we mnie wspomnienie domu, i przez chwilę miałem olbrzymią ochotę być naprawdę grzecznym, żeby zabrał mnie do mamy. Przez jedną, NAPRAWDĘ KRÓTKĄ chwilę.
- Ej! - wkurzyłem się. - To nie była moja mama! A poza tym... - tu przybrałem chytrą minę. - Gdzie jest twoja? Może się zgubiłeś, bo jakoś jej nie widzę?
- Ty... - syknął basior, albo lepiej basiorek, po czym boleśnie chwycił mnie za kark, wyszedł na drogę, po czym podążył za swoimi koleżkami. Mocny chwyt zamknął wszelkie rozmowy. Paredziesiąt metrów przede mną prowadzona była Megami.
<Megami? Co oni z nami zrobią?>

Od Lily CD. Evana

"Obudziłam" się ze strasznym bólem głowy. Gdzie ja jestem? - pomyślałam. Wtedy sobie przypomniałam. Ostatnie co pamiętam, to to, że się poślizgnęłam. A potem... Nic. Jakbym zasnęła. Leżałam na czymś miękkim. Tylko mi się wydawało, czy podłoże się poruszało? Na wpół przymkniętymi oczami, spojrzałam w lewo. Pode mną kłębiło się coś czarnego.
- Evan? - wydukałam. Ostatnia osoba, którą widziałam, to on.
- Lily! - zawołał uradowany. Chwilę potem basior i jakaś wadera stali na demną.
- Co się stało? Gdzie ja jestem? - szepnęłam.
- Spokojnie. Miałaś wypadek. - odpowiedział.
Spojrzałam na waderę. Właśnie smarowała mi głowę jakąś maścią o mocnym zapachu.
- O, przepraszam. - zaprzestała pracy. - Zapomniałam się przedstawić. Jestem Mirana.
< Evan? Lily się obudziła! Sorki, że krótkie i nic nowego. ¦(>

Od Mateo "Event, żeby ruszył z kop... łapy"

Nie wiedziałem, co się dzieje. Takie stanowisko mogłyby objąć praktycznie wszystkie wilki naokoło. Rozejrzałem się po kątach, i w jednym z nich zobaczyłem naszą Alfę rozmawiajacą z jakąś waderą. W pewnym momencie podszedł do nich jakiś szary basior, o którym wiedziałem tylko, że ma na imię Kagekao, bo Alfa użyła wobec niego tego imienia na tyle głośno, że usłyszałem. Normalnie rozmawiali jednak cicho, a ja nie chciałem podsłuchiwać. W końcu Kagekao wyszedł z jaskini.
W tą dziwną ciemność okraszoną trąbą powietrzną, o ile ona wciąż tam jest. 
Pierwsza myśl: "Straszne, coś mu się może stać, trzeba mu pomóc!"
Druga myśl:"Ja też tak chcę!"
Mimo oczywistej głupoty tego pomysłu, ruszyłem do wyjścia. A dalej już ciężko było się ruszać, z powodu olbrzymiej trąby powietrznej, będącej... tuż obok mnie. Przestraszyłem się i w popłochu w połowie wbiegłem, w połowie zostałem wepchnięty do spróchniałego pniaka. 
Bezpieczny... No nie! Nie, nie, nie! Tak być nie może!
Trąba powietrzna nasiliła się i porwała moje schronienie do góry. Nagle wszystko się przekręciło, i o mało co z niego nie wypadłem. A to wciąż mi groziło, bo pniak zaczął latać w wirze, przy tym robiąc koziołki. Walnął w coś, i bezwładnie uderzyłem w jego wnętrze. Au. Dobrze przynajmniej, że nie latam bez "zbroi"...   Wtem rozległ się grzmot:
- Ha ha, taaaaak! Małe futrzane pomioty, siedźcie w jaskini! To przybyłem ja, Bardzo Zły Wilk! 
Jestem nowym panem tej ziemi! Podporządkujcie się lub umarcie!
- Umrzyjcie. - usłużnie posłużyłem poradą językową wprost z wnętrza drewna nowemu samozwańczemu panu wszechrzeczy.
- CO?! KTO TU JEST!? - Bardzo Zły Wilk brzmiał jak ktoś jednocześnie wkurzony i zaskoczony. Nagle poczułem, jakby coś przewiercało mi się przez myśli. - A, tu jesteś, szczeniaku! Zniszczę cię!
- Ups. - zdążyłem tylko mruknąć, zanim tajemnicza siła zatrzymała w miejscu pniak, przewróciła go, i zacząłem spadać. Nawet nie chciało mi się krzyczeć "Aaaaa!". Znając moje szczęście, pewnie nie zginę. A jeśli jednak...?
Oczywistym biegiem rzeczy, nie uderzyłem jednak o ziemię, tylko o miękkie futro wilka.
- Ou... - swoim upadkiem wypchnąłem cale powietrze z płuc Kagekao, bo to był on. Bidok. Po chwili jednak się otrząsnął. - Co ty tu robisz? 
- Jeszcze żyjecie, parszywe gnidy?! Zniszczę waaas! - ryknął Pan Orkanów. 
- Do jaskini. JUŻ! - wrzasnął na mnie basior, a ponieważ ze strachu mnie zamurowało, siłą wepchnął mnie do otworu. Mało brakowało, bo po chwili dokładnie tam, gdzie staliśmy, spadł.. fortepian?
- Kagekao? Jakie wieści? - spytała Alfa. Dopiero w tej chwili zobaczyłem, że większość wilka jest we krwi. Nagle Lia otworzyła szerzej oczy. Musiałem wyglądać podobnie do Kagekao. - CO? Jak on zdołał wyleźć!?  I nikt tego nie zauważył?!
- Nie wiem, jak wyszedł. Na dworze trąba szaleje. Widziałem sylwetkę wilka, stojącego na skale. Wyglądał, jakby używał magii. Wtem odwrócił się, i zaczął we mnie ciskać przedmiotami. Ledwo co uciekłem, a tuż przy wejściu do jaskini spadł na mnie on. - tu basior wskazał mnie.
- Dzięki, Kagekao, dobrze się spisałeś. Idź i odpocznij. A ty, co ci do łba strzeliło, żeby wyłazić na dwór?! Załatwię ci kogoś do pilnowania! - zganiła mnie Alfa.
- Ale, prosz-szę pani, ja go słyszałem! - wyjąkałem. - On chce zająć nasze tereny!
Dobra, wiem, musiałam się "wyróżnić" w tym opowiadaniu ;) I wiem też, że miał być Night. Ale Lia mi pozwoliła. Następny numerek to... tak, zrobię na złość Yuko, ale ostatnio jakoś jej nie ma, więc nie wiem, czy to zobaczy... Więc niech będzie to 10. Masywny wilku, pisaj!