11.03.2018

Nowy basior! Leo



Właściciel: Amigo55 [Howrse]
Imię: Leo. Krótkie, proste imię, które w zupełności mu odpowiada.
Wiek: 4 lata.
Płeć: Basior
Żywioł: Mróz, Cień, Wolność, Chaos.
Stanowisko: Nauczyciel Walki, dorabiający jako Zwiadowca. Z pasji malarz i konstruktor. Nadawałby się na komika. Całkiem ładnie śpiewa.
Cechy fizyczne: Silny, zwinny, całkiem szybki i wytrzymały. Bardzo dobrze pływa, w końcu jego żywioł jest związany z wodą. Zgrabnie manewruje w powietrzu, bardzo dobrze lata; lepiej radzi sobie ponad ziemią niż na niej.
Cechy charakteru: Chyba nie znam innej osoby, która miałaby większe poczucie humoru niż on. Co chwilę żartuje i opowiada suchary. Uwielbia robić innym dowcipy. Leoś jest bardzo otwartą osobą, lubi zawierać nowe znajomości. Pewność siebie bardzo mu w tym pomaga. Można nawet powiedzieć, że jest aż nazbyt pewny siebie... Czasami nie potrafi utrzymać języka za zębami, co zazwyczaj nie kończy się dla niego dobrze. To trochę impulsywna osoba, często daje się ponieść emocjom. Zawsze uparcie dąży do celu. Wszędzie go pełno, zawsze musi wiedzieć, co dzieje się dookoła. Leo to istna dusza towarzystwa, jednak wytrzymałby w samotności. Uwielbia rozmawiać, sprawia mu to radość. Nie znosi ignorancji, jest także bardzo niecierpliwy. Nie lubi nudy i bezczynności, jest bardzo energiczny. I chociaż nie jest już taki młody, czasem budzi się w nim dusza szczeniaka. Ogółem jest trochę dziecinny.
Cechy szczególne:
~ Długi, cienki ogon zakończony czymś na wzór bardzo miękkich piór;
~ Duże, ptasie, wielokolorowe skrzydła;
~ Jego przednie lekko przypominają ptasie nogi.
Lubi: Opowiadać żarty, desery, nawiązywać nowe znajomości.
Nie lubi: Nudziarzy, ignorantów, braku poczucia humoru, zakazów.
Boi się: Owadów.
Moce:
Chaos:
~ Lewitacja przedmiotów. Potrafi sprawić, że przedmioty jak i wilki lewitują w powietrzu. W różnych pozach. Zależy co właściciel mocy chce zrobić.
~ Zamiana gamy barwnej kolorów u jakiegoś wilka. Ofiara widzi w niewłaściwych kolorach cały świat. Jeśli Leo zechce, może to działać przez jakiś czas; jeśli jednak przy wykorzystywaniu tej mocy nie ma takich intencji, działanie to jest trwałe, chyba że tego nie cofnie.
~ Doprowadzanie innego wilka do bólu głowy, a nawet przy tym do wymiotów poprzez mieszanie mu w mózgu. Robi to w "sytuacjach krytycznych".
~ Zamiana żywiołów z innymi wilkami. Działanie czasowe. Robi to, kiedy jest to konieczne, lub kiedy mu się nudzi i chce się pobawić.
~ W każdą pełnię księżyca zmienia się w pewną mroczną i cienistą formę. Po wydarzeniach z owych nocy nic nie pamięta.
Cień:
~ Podróżowanie cieniem. Po prostu wyczuwa, w jakim miejscu znajduje się dany cień i zwyczajnie się tam przenosi. Jest to trochę niebezpieczne, bo jeśli dany cień zniknie, może "utknąć".
~ Może zmienić się w cień, a w ten sposób jest w stanie oddziaływać na cienie innych, np. dusić, atakować. Osoba, z której cieniem coś się dzieje, odczuwa, jakby działo się to z nią.
~ Gdy zajdzie taka konieczność, potrafi zaczerpnąć siły z cienia, przez co staje się silniejszy, szybszy, zwinniejszy... Ogółem lepszy. Przy okazji mroczniejszy, przez co łatwo traci nad sobą kontrolę. Używa jej tylko w ostateczności, poniewać może narobić wiele szkód, a potem jest wyczeprany i niezdolny do ruchu.
Mróz:
~ Zamrażanie przedmiotów, jak i istot żywych.
~ Może wytrzymać bardzo niskie temperatury, a przez ten żywioł jest także podatny na gorąco.
~ Obniżanie temperatury (np. wody lub dookoła niego) 
~ Potrafi.. Po prostu wytwarzać lód. Zjeżdżalnie, stół, rzeźba - czego tylko zapragnie!
Historia: Leo urodził się jako wilk, jednak kiedy był jeszcze mały, wraz z rodziną przeprowadził się do świata ludzi. Pewnego razu zobaczył, że znikąd na ulicy pojawili się ludzie, upadając w wielki stos. Od razu wiedział, że to wilki, co go bardzo zainteresowało. Widział tą niepewność, dziwne zachowanie... Kiedyś był dokładnie taki sam. Jednak teraz lepiej orientował się w świecie ludzi niż w tym wilczym. Śledził ich przez jakiś czas. Kiedy kompania zamierzała wrócić do swojego świata, pojawiły się wątpliwości. Wrócić czy nie? A może zostać? W końcu Leo zdecydował, że wróci razem z nimi. Życie wilka nie jest dla niego łatwe, jednak powoli się z nim oswaja. [Zdarzenia nawiązujące do "Pierścienia Wolności"!]
Zauroczenie: Brak.
- Partner: Brak.
Szczeniaki: Brak, raczej o tym nie myśli.
Jaskinia: Duża, przestronna jaskinia o wielu pokojach. Ciepła i przytulna.
Amulet: Link
Coins: 0
Towarzysz: ---
Inne zdjęcia: ---
Rzeczy ze sklepiku: 0
Rzeczy znalezione w op: 0
Dodatkowe informacje: Brak.
Umiejętności:
: Siła: 120
: Zręczność: 100
: Wiedza: 105
: Spryt: 125
: Zwinność: 110
: Szybkość: 105
: Mana: 135

Od Kai do Ravena


Uśmiechnęłam się pod nosem. Rav był taki nijaki w stosunku do życia. O tej porze powinny być korzenie jagód, oraz jakieś resztki z lata. Po 10 minutach, gdy Raven jeszcze nie wracał, zaczęłam się nudzić. A gdy jeszcze nie wracał 5 minut wstałam I poszłam go szukać. Jego trop nie można było z niczym porównać. Uśmiechnęłam się pod nosem i nadal go szukałam. W końcu znalazłam. Koniec tropu. Zaczęłam się rozglądać zdezorientowana z miną mówiącą: WTF GDZIE TEN DEBIL POLAZŁ
Moją uwagę przykuła dziwna dziura w ziemi pod drzewem. Podeszłam do niej.
- Pssst - usłyszałam gdzieś z góry. Zaczęłam się rozglądać. Mój wzrok padł na Rava siedzącego wysoko na gałęzi.
- Nie podchodź tu-wyszeptał
- Czemu? - spytałam nieco głośniej. Ten się skrzywił, gdy to powiedziałam. Zza drzew wyłonił się niedźwiedź. JUŻ NIE ŚPI!? Sierść na karku mi się zjeżyła jak kotu. Dźwiedź był stary, więc węch i wzrok mu nieco szwankował, co wykorzystałam i szybko wbiegłam po kamieniach na skałkę, po czym wlazłam na drzewo na którym siedział Raven.
- Teraz już wiesz - powiedział prawie niesłyszalnie

<Raven? xD >

Od Nitaena ,, Demony #1"


Patrzyłem z beznadziejnym humorem w deszcz bijący za jaskinią.
- Jak tam? - Kaja usiadła obok mnie, stawiając przede mną lizaka. Nie odrywając wzroku od deszczu podniosłem lizaka. Jabłkowy.
- Jakiego sobie wzięłaś? - spytałem
- Cola. - mruknęła i bez mojej odpowiedzi wymieniła się ze mną lizakiem. - Dzisiaj lepiej?
- Nie, nadal czuję demony. - burknąłem - Nasi bogowie zaczynają być dziwnie wkurzeni. Dziwne stwory chodzą nocą po lesie. Czuć smród jakby gnijącego mięsa.
- Zdecydowanie demony - mruknęła Kaja
- Dzisiaj widziałem jednego przed jaskinią. Nie miał sierści. Same białka... widać było wyraźnie kości. Odór był silniejszy.
- Trzeba z tym iść do pani Lily - powiedziała Kaja
- Trzeba - przytaknąłem - Ale czy to pomoże?

Od Tory


Kłótnie nie są mi pisane. A szczególnie... z moim przybranym rodzeństwem. I to na ostatniej lekcji. Chodzenie do szkoły było o wiele bardziej nie przyjemne niż słuchanie jojczenia paciętów mojej mamy.
- Nie powinnaś tego robić... - mruknęła to mnie Tori na ucho
-  I co z tego? Nikt mnie nie przyłapie - warknęłam cicho idąc po korytarzu.
- To że nie przyłapali Cię kilka razy nie oznacza, że tym razem tak będzie.
- Och, przestań marudzić. Pomagasz mi czy nie. - zatrzymałam się na skraju korytarza, przed pokojem z eliksirami. Zawsze był zamknięty. Zwykłe eliksiry można było zrobić samemu, albo kupić w sklepiku, ale nie te. To nie jest Pomnażacz niedorozwiniętych płodów czy Eliree. te eliksiry mają większą moc... Na samym końcu drzwi było okno. Na tyle duże, by się w nim zmieścić, ale dla mnie za wysoko.
- Tori, wlatuj. Byle szybko

Od Tori


Skakałam wesoło po kamieniach nad strumieniem. O! Ryba! Patrzyłam na nią przez chwilę, po czym wskoczyłam do płytkiej wody i chwyciłam rybę do pyska razem z wodą. Wspominałam już, że ta ryba była wielkości 4 cm? Nie? To teraz wspominam. Wyszłam na ląd i wyplułam małą rybkę raz z wodą. Zaczęła się niemiłosiernie miotać. Obok mnie pojawiła się Kaja.
- Nie zjesz? - spytała
- To za bardzo się miota. Nie lubię ryb - odparłam
- Przecież ją złapałaś.
- No... lubię łapać, ale nie jeść - mruknęłam patrząc jak biała ryba nadal się miota. Kaja po obrocie oczami schyliła się. Już chciałam protestować, ale ta gdy podniosła rybę za ogon, zamiast ją zjeść, wrzuciła znowu do wody, po czym napotkawszy mój wzrok stwierdziła:
- Ja też nie przepadam za rybami. A szczególnie surowymi. - odparła czerwona wadera, i podbiegła do Nitaena bawiącego się nieopodal.

Od Sevena do Vergila


Patrzyłem na basiora ze zdziwieniem i przerażeniem w oczach. O czym on bredził? Zacząłem się wycofywać. Popatrzyłem w dół. Wodospad.... rzeka. Szybko płynęła, pewnie się utopię ale... odwróciłem się gwałtownie, podbiegłem nieco przed siebie, a potem wskoczyłem w wir wodny. Zimna woda zapełniła mi nozdrza. Rzeka poniosła mnie z prądem. Dobrze znałem tereny watahy. Wypłynę na innych terenach, zatrzymam się na terenach winegr lub mieszańców, lub ten basior mnie znajdzie. Och, w co ja się wpakowałem. Zacząłem tracić świadomość. Wpadłem na gałąź, Zbawienie! Szybko się jej chwyciłem, i wynurzyłem pysk z rzeki plując wodą. Basior patrzył na mnie ze szczytu góry swoimi czerwonymi ślepiami. Odwrócił się i zniknął za górą. Wykorzystałem okazję, i wyszedłem szybko z wody. Nawet nie otrzepując futra zacząłem biec w stronę jaskini. Nie, może szkoła? Co jest bliżej? Altana! Co ona mi da? NIC! Zacząłem gorączkowo myśleć w biegu. Ewentualnie jaskinia któregoś z wilków ale... coś mnie chwyciło za kark. Poczułem pól, i ciecz płynącą spod mojego futra. Po chwili walnąłem o coś twardego. Osunąłem się na ziemię. Patrzyły na mnie rubinowe świecące się oczy. No nie, to jakiś horror. Powoli straciłem przytomność, odpływając w krainę Morfeusza. Nie miał dla mnie nic do zaoferowania.

< Vergil?>

Od Equela ,, Kłopoty w szkole? "


Wiosna zaczęła powoli budzić się do życia. Błękitne niebo, letnie słońce ogrzewające futro i śpiew ptaków. Raziło mnie tylko błoto które niedawno rozmarzło, sucha trawa i walące słońce po oczach. Teraz zacząłem iść w stronę szkoły. Powoli wszedłem do gabinetu dyrektora (którego nie mamy >D) i usiadłem na fotelu, na przeciw biurka i ładnego okrągłego fotelu. Po chwili do pokoju wszedł Hazin. O ile mi wiadomo uczył zielarstwa. Do pokoju za nim weszła.... Katniss? Koiru i Nitaen. Zmarszczyłem brwi. Moja była partnerka nawet na mnie nie popatrzyła, więc tym razem uniosłem brwi, uśmiechnąłem się krzywo. Myślałem że jakoś to zniesie, ale ta najwyraźniej nadal ma focha.
- Tak więc... - zaczął Hazin - Jesteśmy tutaj z powodu... bójki... że to tak ujmę, którą rozpoczęła kłótnia Nitaena i Koiru. - Popatrzyliśmy z Katniss po sobie po czym przeniosłem wzrok na Nitaena.
- Nitaen? - ten jakby się speszył, ale nadal wiać było w jego oczach złość. Coś, czego nigdy u niego nie widziałem. Zmarszczyłem ponownie brwi w zamyśleniu.
- Prosiłbym by więcej taka sytuacja się nie powróżyła. Uczniowie zrujnowali mi salę zielarską.
- Rozumiem, że ponosimy za to odpowiedzialność. Jakie są koszty? - spytałem.

***

Po powrocie do domu, szczeniak zamiast rzucić się na słodycze, wdrapał się na swoje legowisko. Kaja popatrzyła na niego z troską. Wiedziała o czymś? Postanowiłem na razie nie dopytywać. Nitaen był w złym nastroju.

Nowy basior! Shell



Twój adres e-mail albo nick na Howrse: Amicka
Imię: Shell 
(właściwie: 398Z8COQuTmqiIaA1Hmic9FNc9xZnmqHxH25r7pZfTZfOGIjIc6XXnSN/gU= )
Wiek: 2 lata i 7 miesięcy
Płeć: Prawdopodobnie basior
Żywioł: Elektryczność, materia, mgła
Stanowisko: Strażnik Nocny
Cechy fizyczne: Jest większy od pozostałych wilków oraz czasami przenika przez obiekty. Jego futro najczęściej jest czarne, a oczy - ciemnozielone.
Cechy charakteru: Jest zmienny i nieprzywidywalny. Lecz zawsze obecny, jak błędy kompilacji. Nie posiada wyrzutów sumienia, a jedyne zasady, jakie przestrzega, to prawa Asimova. W dodatku nie odróżnia dobra od zła, więc powtarza czynności, zauważone podczas swych obserwacji. Te jednak nie zawsze są moralne...
Cechy szczególne: Emituje słabą aurę oraz jest niestabilny. Dosłownie. Bywa, że zniknie w trakcie rozmowy, bądź zmieni kształt. W dodatku zranienie go jest możliwe jedynie podczas burzy.
Lubi: Burze, elektryczność, ludzkie siedziby oraz wieże transmisyjne
Nie lubi: Wilków oraz dwunogów
Boi się: Wody. I to panicznie.
Moce:
- Przywoływanie piorunów
- Zmiana kształtu
- Otaczanie się mgłą
- Wytwarzanie napięcia elektrycznego na swoim ciele
- Łączenie się z elektroniką oraz wnikanie w nią
Historia: Wiadomo, że ludzie uwielbiają eksperymenty oraz poszerzanie swoich horyzontów. Nie zawsze w sposób zgodny z prawem. Tak było w przypadku programu, zwanego pieszczotliwie przez informatyków Shellem. Sztuczna inteligencja, która miała za zadanie zbierać informacje o użytkownikach internetu, poprzez luki w swoim kodzie, uczyła się i rozwijała. Nikt nie był w stanie przewidzieć faktu, że pewnego dnia program będzie w stanie opuścić komputery w ośrodku i trafić do tajnego projektu badawczego, gdzie zyskało niestabilne ciało. Inteligencja z łatwością wydostała się w świat, gdzie postanowiła go dostosować do swych potrzeb.
Zauroczenie Brak
Partner: Brak
Szczeniaki: Jest bezpłodny
JaskiniaLink
AmuletLink
Coins: 20
Towarzysz: Brak
Inne zdjęcia: Jego prawdziwa forma - Link
Rzeczy ze sklepiku: 0
Rzeczy znalezione w op: 0
Dodatkowe informacje:
- Nie do końca pojmuje ogólne zasady, więc, aby lepiej poznać świat, eksperymentuje na wszystkim i wszystkich.
- Nie odczuwa żadnych emocji
Umiejętności:
: Siła: 100
: Zręczność: 50
: Wiedza: 200
: Spryt: 200
: Zwinność: 100
: Szybkość: 100
: Mana: 50

9.03.2018

Noc oczyszczenia

A więc. Z czystki że się tak wyrażę gówno będzie, bo może wilki zostają, ale nikt nie pisze. A więc. Ten kto nie napisze opowiadania od jutra do następnej niedzieli czyli 18.marca.2018 zostanie zabity, spalony na stosie, lub torturowany.... bo tak jest ciekawiej >D

Wasza kochana (czujcie ten sarkazm) 
~Lia

Od Vergila do Sevena



Stanąłem między krzakami nieopodal polany, gdzie bawiły się szczenięta. Dyszałem cicho przez rozchylony pysk i poruszałem wyprostowanym ogonem. Od kilku dni miałem te same sny o diabelskim nasieniu, które zalęgło się w watasze. Postanowiłem więc je odnaleźć, obserwując każde z wilczych dzieci. A szkoła była najlepszym miejscem do tego.
Małe łapki szczeniaków przebiegły tuż obok mnie. Któreś z nich spojrzało w stronę krzaków, lecz w porę cofnąłem się w bezpieczny mrok. Kontynuuowałem poszukiwania, spojrzeniem czerwonych oczu lustrując ciałka. Mój wzrok ostatecznie zatrzymał się na skrzydlatym malcu, goniącym ogon jasnej waderki. Wiedziałem, że to on. To on sprowadza na mnie te sny i jest powodem wszelkich nieszczęść, które na mnie spadły. Już miałem podbiec, kiedy jakiś starszy wilk zaczął prowadzić wykład czy coś w tym stylu. Warknąłem głucho, zamknąłem oczy, a kiedy je otworzyłem, świat ogarnął płomień. Zniekształcone oblicza szczeniąt, puste oczodoły, czarna krew, ściekająca z drzew. Zapach gnijącego mięsa był nie do zniesienia. Czekałem jednak, aż zajęcia się zakończą. Diabelskie nasienie chwilę jeszcze bawiło się z innymi, lecz tuż przed zapadnięciem zmroku, ruszył z dwójką z nich w drogę powrotną do miejsca, które na pewno zwą domem. Jeszcze byli ślepi, nie zauważali, jak świat jest zły. Postanowiłem więc pokazać szczeniętom, że nie każdy jest taki kochany, jak ich rodzice. Zacząłem ich śledzić, nie móc już powstrzymać się przed chrapliwym oddechem, cichym chichotem czy drżeniu grzbietu. Samczyk obejrzał się przez ramię i poruszył skrzydełkami, po czym przyspieszył. Wystrzeliłem do przodu, chwyciłem go za kark i zacząłem biec przed siebie, wsłuchując się w piękną serenadę pisków i krzyków szczenięcia. Ostatecznie zatrzymałem się na skraju góry, gdzie rzuciłem wilczka na kamień. Maluch spróbował wzlecieć, co skończyło się ponownym upadkiem na glebę.
- Co mi.. mi pan zrobi? - wyjąkał z podkulonym ogonem. Przechyliłem łeb na bok.
- Jak to co..? Uwolnię cię. - Moje futro pokryło się cienką warstwą metalu, tworząc srebrzysty "grzebień" na plecach.
- Ale ja jestem wolny! -
- Nie, nie jesteś... Życie cię wzięło jako swojego zakładnika... A rodzice zaciągnęli dług, abyś się urodził. Nie sądzisz, że warto oddawać to, co pożyczone, prawowitym właścicielom, synu? -

<Seveeeen? default smiley :p >

Od Vergila do Mateo


Spojrzałem na niego, jak na kogoś co najmniej niespełna rozumu.
-... Co? - Wydukałem po chwili ciszy. Dusk ni to pisnął, ni to warknął i zaczął obwąchiwać Bobsleja. Ze strachu przed tym, że ten demon może mnie dotknąć, odskoczyłem od niego. Świstak z oburzeniem wstał, poprawił łapkami swój surdut i stanął przy szczeniaku.
- Świist! -
- Tak, wiem, wiem. Kim jesteś? - Wilk przechylił ten swój uśmiechnięty pysk na bok. Czułem się dziwnie niekomfortowo w otoczeniu takiego dziecka szczęścia.
- Nazywam się Vergil i.. - Zacząłem, lecz uwaga basiora już skupiła się na czymś innym. Bodajże były to chmury lub cokolwiek innego, co widział. Również odchyliłem łeb, szukając tego ciekawego czegoś. Nic nie zobaczyłem, lecz kiedy opuściłem głowę...
- Gdzieś ty polazł? - mruknąłem do siebie, widząc jedynie ślady łap. Jak chce się bawić w chowanego, to go chyba ukatrupię...

<Mateo?>

5.03.2018

Od Rose do.... A jak nie to sama....

Odkręciłam słoik z miodem, schowany przed Nitaenem na półce za szafą. Konsystencja miodu na wpół skrzepnięta, ale nadal łatwo się ją wyciągało łyżką. Kolor był jasno-kremowy A smak nie za słodki, lecz w sam raz. Nitaena nie było, gdyż poszedł do szkoły, więc w spokoju mogłam wyciągnąć schowane przed nim słodycze. Postanowiłam zrobić orzechowiec, bo czemu nie. Po kolei podchodziłam do szafek i wyciągałam potrzebne składniki.
-Mąka... jest, cukier... jest, miód... jest, jajka... są - mruczałam sobie pod nosem patrząc na kartkę ze składnikami. Wyciągnęłam jeszcze miseczkę i inne naczynia oraz (no łyżki i tym podobne bo słowa zapomniałam). Zaczęłam robić krem. Trwało to dość długo jednak po chwili wszystko było już gotowe. Wbrew woli spróbowałam trochę kremu i z zadowoleniem stwierdziłam że jest on pyszny. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Teraz tylko reszta orzechowca... Mruknęłam coś do siebie pod nosem i odłożyłam miskę z kremem. Najgorsza część robienia placka - dodałam w myślach lecz i tak kontynuowałam robienie ciasta. Pod koniec do piekarnika.

Ach! Już koniec! Opadłam zmęczona na fotel. Popatrzyłam na blat. Och... Trzeba jeszcze posprzątać... wzdechnęłam. Ile jeszcze... Wstałam ciężko, poszłam umyć łapy pod strumień wody lecący obok jaskini, i wróciłam posprzątać. Schowałam wszystkie składniki, usunęłam zbędne łupiny, i pościerałam stół. Zajęło mi to około 15 minut. Zastanawiałam się czy inne matki mają podobnie w życiu. Dotknęłam naszyjnika podarowanego od Equela i uśmiechnęłam się pod nosem. Usłyszałam szelest we wnętrzu jaskini. Szczeniaki się obudziły? Zaraz pójdą do szkoły... mimo, że to tylko jedna lekcja będzie mi ich brakować.
- Mamo... głodna jestem... - z sypialni wyłoniła się Tora z zaspanymi oczami. Nie miała na głowie diademu, co od razu zauważyłam.
- Jednak metal gniecie główkę? - zaśmiałam się. - tosty? Mięso?
- Zająca... - mruknęła siadając i patrząc na piekarnik - Świeżego.

4.03.2018

Od Koziołka CD Wąża Rzecznego

A tfe, plastikowe rurki nie są zbyt dobre.
Kij po niedługim czasie wrócił z jakimś świstkiem, wcisnął go lekarzom i mogliśmy sobie pójść. Gdy wreszcie znaleźliśmy się na dworze, ochłonąłem. Kurczęta niebieskie, po co ja gryzłem tę rurkę...!?
- Całkiem ładnie - Kiiyuko przerwała moje użalanie się nad sobą. Faktycznie, przed nami rozciągał się piękny australijski krajobraz ze skałą Uluru w roli głównej.
- O, Ulurururu...- ziewnąłem. - Zaraz, co? Przecież ten głaz leży w środku Australii! Gdzie my...
- Teleportacja - wadera wzruszyła ramionami. - Australijskie Pogotowie Ratunkowe zna takie przypadki.
- Ale... Ale w Australii Środkowej nie ma nic oprócz stepu i pustyni! - jęknąłem. W zasięgu wzroku  nie było nic oprócz trawy i trawy i jeszcze innej trawy. No, jeszcze ta góra. Widoki nagle straciły na wartości.
- To... co robimy? - zapytała Żmija. Dobre pytanie. W odpowiedzi ruszyłem przed siebie.
Na początku szło się łatwo, ale po jakimś czasie trawa zaczęła kłuć w łapy, a słońce - przypiekać nas jak Bobslej skwarki na patelni. W dodatku perspektywy były nie za ciekawe (trawa), a Kij zaczął złorzeczyć.
W pewnym momencie sytuacja się jednak zmieniła. W powietrzu pojawił się nowy zapach - nie, nie był nowy... Tak, skądś go znałem...
- Chodź szybciej! - popędziłem Kija i ruszyłem biegiem w stronę, z której dolatywał 'aromat'.
Żmija zamarudziła pod nosem, ale się nią nie przejmowałem. Biegłem.
W oddali pojawiły się nowe kształty. Przypominały krzaki. Przyśpieszyłem.
Kiedy już byłem tuż-tuż, a towarzyszka tak się zdyszała, że nie mogła na mnie krzyczeć, z krzaków wyszła jakaś wadera. Na nasz widok podskoczyła ze strachu - ja też bym to pewnie zrobił, gdybym nie musiał awaryjnie hamować. Jak zwykle nie wyszło i oboje wylądowaliśmy na kłującej trawie.
Kij w tym czasie dotruchtał i teraz patrzył na mnie pretensjonalnie, ciężko dysząc. Wstałem z trawy.
- Pachniesz znajomo - wypaliłem do nieznajomej, dopiero po kilku chwilach zdając sobie sprawę z tego, jak bezsensownie to zabrzmiało.
- Cześć..? - odpowiedziała, taksując nas podejrzliwym spojrzeniem. - Skąd się tu... Ej, ty też!
- Banda wariatów - podsumowała niezwykle taktownie Kiiyuko.
- Znam cie skądś? - zapytała wadera, marszcząc brwi.
- Chciałem zapytać o to samo - odparłem.
- Kim w ogóle jesteś? - spytała.
- Mateo. Przyjechałem z jakiegoś magicznego lasu w Europie. A ty?
- Nie wyglądasz na Europejczyka...
- Urodziłem się w Australii. Wychowywały mnie kolczatki. Jak masz na imię?
- To wiele wyjaśnia. Kolczatki? Chwila... kiedy się urodziłeś? - wyglądała, jakby coś jej świtało.
- Dwa lata temu w marcu. Ale...
- Skąd się wziąłeś u kolczatek?
- Znalazły mnie na dnie jakiegoś dołu... Co to za sesja pytań? I mogę wreszcie dowiedzieć się, z kim rozmawiam? - zdenerwowałem się. Wadera wybałuszyła oczy.
- Miriam. Rozmawiasz ze... - wymamrotała
- Skończyliście już? - wkurzyła się Kii.
- Czekaj, ona chce powiedzieć coś ważnego! - skarciłem ją, po czym odwróciłem się z powrotem w stronę Miriam. - Więc? Rozmawiam ze...?
- Ze swoją siostrą - dokończyła.
< Kiju?>

Od Mateo do Vergila

Kurczęta wszystkich narodów, ten wielki czarny wilk i jego zmutowany karaczan chcą zjeść mojego świstaka! Rozbój w biały dzień!
Wtem mała, biała chmurka przesłoniła słońce, i zapadł półmrok. Bobslej spojrzał na mnie błagalnie, próbując się wyrwać z uścisku silnych szczęk.
- Słuchaj - zacząłem, lekko się cofając - to jest mój świstak. Znaczy się, nie zamierzam go jeść, jest moim towarzyszem, i...
Stojący przede mną basior wypluł Bobsleja, ale zanim ten zdążył cokolwiek zrobić, przytrzymał go łapą. Przekreśliło to wszystkie szanse ucieczki. Obrzydliwe kameleono-nie-wiadomo-co niebezpiecznie się zbliżyło.
- Szkoda mi twojego zwierzaczka, ale od paru dni nic nie jadłem. Tak samo on. - wilk skinął głową w stronę swojego... czegoś, szczerzącego swoją demoniczną twarz. Czy co on tam miał.
- A... - starałem się coś wymyślić na szybko. - A nie zjadłbyś spaghetti? Czy coś?
- Spaghetti? - prychnął nieznajomy, ale wyglądał na zaintrygowanego.
- Bobslej umie gotować, jeżeli tylko go wypuścisz, możemy cię zaprosić na obiad - zaproponowałem entuzjastycznie. Świstak spojrzał na mnie z ukosa, po czym wyświsał coś na temat braków w spiżarni.
- Taki pyszny makaron, z klopsikami, z sosikiem pomidorowym... - zachęcałem. Basior spojrzał na mnie podejrzliwie, po czym powiedział...
<Virgil?>

Od Żmii w Kształcie Kija do Mącznego wytworu meteorologicznego

Wlokłam się do recepcji co chwilę dłużej zawieszając wzrok na przechodzących obok wilkach. Dziwni są ci australijscy tubylcy. Niby niczym się nie różnią, ale bije od nich taka nieznana mi dotąd aura. Taka.. a u s t r a l i j s k a.
Recepcja była skromna, wyglądała bardzo australijsko. Jestem taka światowa, popłynęłam do Australii. Jestem w Australii. Wow.
Gdy doszłam do pani recepcjonistki prosząc o świstek, dzięki któremu Mateo mógłby wyjść ze szpitala spotkałam się z kolejnym przypadkiem nierozumności innych.
- Pani jest jego.. żoną?- zapytała wadera w średnim wieku siedząca po drugiej stronie blatu. Miałam już tego serdecznie dość.
- Nie! Nie, nie nie i jeszcze raz nie! Niech już pani da mi tą głupią kartkę i stąd wychodzę, bo już mi wystarczy, mam po dziurki w nosie mylenia nas z małżeństwem!
Pospiesznie odebrałam wypis dla Czarnego Dupka i wróciłam do jego sali. Siedział na łóżku śmiejąc się opętańczo, lekarze wpatrywali się w niego z niemym pytaniem.
- Chodź, durniu, nie rób z siebie jeszcze większego idioty, niż jesteś..- powiedziałam i zepchnęłam go na zimne kafelki. Z głupim uśmiechem na twarzy przeparadował aż do drzwi. Przez ten cały czas patrzyłam na niego z politowaniem. Poszłam za nim, posyłając przepraszające spojrzenie lekarzom. Wyszliśmy z budynku.
 <
Mateo, przepraszam, że takie krótkie i bez sensu>

Od Vergila do Mateo

Czaiłem się na to dziwne, puchate, wystrojone zwierzę już kilka minut. Starałem się ignorować Dusk, lecz demon usilnie próbował doprowadzić mnie do zawału, pojawiając się nagle przede mną czy siadając na grzbiecie. Świstak nagle podniósł się i obejrzał. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Ruszyłem więc do ataku, z moim towarzyszem sunącym obok. Stworzonko wybiegło na polanę i minęło innego przebierańca. Wspólnie zaczęli uciekać w stronę drzewa. Nie miałem lepszej możliwości, niż spróbować dopaść oba. Kilkoma susami dogoniłem je, już miałem chwytać samca za surdut, kiedy...
- Stop! - Wrzasnął jakiś wilczur, zeskakując z drzewa. Zatrzymałem się, w zębach trzymając wyrywające się i piszczące zwierzę. Dusk zaczął tańczyć na ziemi specyficzny taniec zwycięstwa, wiedząc, że część naszej zwierzyny trafi również do jego kościstej mordki. Proszę, przestań się na mnie patrzeć, błagam..
- Szego chszesz? - wybełkotałem z trudem, mierząc wzrokiem burego basiora. Był ode mnie młodszy i niższy, to dało się łatwo zauważyć. Widziałem jednak w jego spojrzeniu specyficzną butność.
- Oddawaj go! - Szczeniak, bo tak zacząłem go roboczo nazywać, spróbował odebrać mi świstaka, lecz samo uniesienie łba wystarczyło, aby mu to uniemożliwić. Zamerdałem lekko ogonem, czekając na jego kolejny ruch.

Od Mateo do ktosia

- Bobsleju, idziesz czy nie? - zapytałem po raz enty, łomocząc w ściankę piekarnika. Ze środka dobiegło, stłumione przez drzwiczki wraz z ich nieprzebraną liczbą różnorakich nowoczesnych powłok, zniecierpliwione piśnięcie, po czym świstak wylazł.
Wyglądał obłędnie, przynajmniej jak na świstaka. Miał na sobie matowoczarny surdut i szarawe spodnie. Na tylnych łapkach połyskiwały czarne kozaczki, a całości dopełniał wysoki cylinder. Gdyby tego było mało, Bobslej dokleił sobie jeszcze sztuczne wąsy.
- Co... - wyjąkałem, gapiąc się na przyjaciela. - Co ty...
- Świs! - świsnął świstak z wyższością, wyjmując z kieszeni rozkładaną teleskopowo laseczkę ze staromodną gałką. To było już dla mnie prawdopodobnie tak dziwne, że wybudziło mnie z osłupienia.
- Aha... Okej, niech ci będzie. Idziemy - oznajmiłem, opuszczając jaskinię.
Zazwyczaj Bobslej nie stroił się tak na codzienny spacer po lesie. Jakkolwiek zastanawiające by to dla mnie nie było, miałem przeczucie, że już niedługo poznam przyczynę jego dziwnego zachowania.
Zaczynał się następny piękny dzień. Ptaszki ćwierkały, drzewka szumiały, chmurki przesuwały się po niebie. A ja szedłem po leśnej ścieżce z wystrojonym do granic możliwości świstakiem u boku i czułem się w jakiś sposób winny zakłócaniu harmonii świata. Wrażenie narastało, w miarę oddalania się od domu.
Gdy już zacząłem wyobrażać sobie, że lada chwila z krzaków wyjdzie jakaś winegra i każe mi zapłacić mandat, Bobslej świsnął coś pod nosem i poprawił cylinder. Był zdenerwowany. Zanim jednak zdążyłem zapytać go, o co chodzi, skręcił i zniknął w gałęziach jarzębiny. Teraz byłem już ciekaw do granic możliwości; skoczyłem na gałąź najbliższego drzewa i spojrzałem w dół.
Przede mną rozciągała się niewielka polanka, na której środku stał mój towarzysz. Przez parę chwil nic się nie działo, ale wtem...
- ŚWIIIIIIIST! - Krzaki po drugiej stronie jakby wybuchły; wybiegła z nich jakaś świstacza dziewczyna, gubiąc po drodze swoją kokardkę. Zaraz za nią z lasu wypadł jakiś wilk. Bobslej świsnął i pobiegł w moją stronę, skręciła w nią również śwista.. świstaczka...? Drapieżca pomknął za nimi.
- Stop! - wrzasnąłem, zeskakując z drzewa.
<Ktoś?>

3.03.2018

3 cz PW

Ojaho. Większość nie wie nawet co to PW, więc mówię. Pierścień Wolności. Takie opowiadania. Zapomniałam napisać post informujący, że zaczynam pisać 3 cz. (TAK LUNA OSTATNIĄ CHYBA ŻE ZROBICIE COŚ Z MOIM NUDNYM ŻYCIEM W NAJBLIŻSZYM MIESIĄCU) Opowiadania znajdziecie na odpowiedniej karcie w odpowiedniej stronie życzę miłego czytania, i ożwycienia WMS

Nowy basior! Vergil



- Twój adres e-mail albo nick na Howrse: Amicka
- Imię: Vergil
- Wiek: 3 lata
- Płeć: Basior
- Żywioł: Szaleństwo | Iluzja | Metal
- Stanowisko : Negocjator
- Cechy fizyczne: Vergil jest chudy, nawet wręcz chorobliwie chudy. W ciemnościach, którymi zazwyczaj się otacza, jego oczy lśnią czerwienią, a w normalnym świetle - są bladożółte.
- Cechy Charakteru: Spokojny, zamknięty w sobie i próżny to chyba najlepsze określenia jego osobowości. Lecz z drugiej strony jest lojalny, odważny i pewny siebie. Nie warto się jednak przywiązywać do jego cech, gdyż te mogą się tymczasowo zmienić.
- Cechy szczególne: Mówi to, co chce, komu chce i kiedy chce. Nie zawsze te osoby są prawdziwe - rozmowy z halucynacjami są na porządku dziennym.
- Lubi: Obserwacje, śledzenie i testowanie własnych granic
- Nie lubi: Niepotrzebnej agresji
- Boi się: Srebra, ognia i Dusk
- Moce:
- Przyjmowanie tymczasowo ludzkiego kształtu (na maksymalnie trzy dni, z rozwojem umiejętności - być może dłużej)
- "Podzielenie się" chorobą z innymi, czyli zmuszanie ich do życia w ciągłym niepokoju, dopóki obserwacja nieszczęśnika Vergilowi się nie znudzi
- Utwardzanie swojego futra metalem, przez co zwiększa mu się obrona
- Przywoływanie metalu, głównie żelaza, z ziemi
- Historia: Od samego początku fascynował go świat ludzi, dlatego kiedy odkrył swoją moc przemiany, wykorzystał ją, aby zamieszkać w wiosce przy lesie. Na początku był niezwykle niestabilny, a mówienie sprawiało mu problemy. Z czasem jednak został przyjęty przez społeczność. Żyłby z nimi do końca swego życia, lecz pewnego wieczoru zapomniał o przemianie w wilka - na oczach zebranych przybrał prawdziwy kształt. Reakcja była natychmiastowa. Każdego "wilkołaka" należy zgładzić. Vergil w ostatniej chwili uwolnił się z płonącego domu i uciekł w bezpieczny las, obiecując sobie, że już nigdy nie zbliży się do człowieka.
- Zauroczenie: Była jedna ludzka kobieta, lecz nie chce o niej pamiętać
- Głos: Link
- Partner: Poszukuje nadal
- Szczeniaki: Brak, lecz planuje
- Jaskinia: Link
- Amulet: Link
- Coins: 0
- Towarzysz: Dusk
- Inne zdjęcia:
[1]
[jako człowiek] Link
- Rzeczy ze sklepiku: 0
- Rzeczy znalezione w op: 0
- Dodatkowe informacje:
- Jest nierównoważony psychicznie przez swój żywioł
- Ma skłonności masochistyczne
- Umiejętności:
: Siła: 100
: Zręczność: 100
: Wiedza: 100
: Spryt: 100
: Zwinność: 150
: Szybkość: 150
: Mana: 100

2.03.2018

Informacja

Do ogółu: proszę, sprawdźcie, czy Wasze postacie i ich formularze są dodane do odpowiedniej zakładki (Wadery/Basiory/Szczeniaki), i zdajcie 'raport' w komentarzu pod tym postem. Pomoże to w uzupełnieniu ewentualnych braków.