5.08.2018

Nowa wadera! Sarafina


Znalezione obrazy dla zapytania Falvie

Autor grafiki: Falvie


Właściciel: Henta
Imię: Sarafina, albo Sara.
Wiek: 2 lata i 9 miesięcy
Płeć: Wadera
Żywioł: Natura, Wolność, Życie, Pogoda
Stanowisko: Szaman i Mag, czasami pracuje też jako psycholog, jak Kiiyuko ma za dużo na głowie... No i jak ona sama ma czas.
Cechy fizyczne: Jeżeli chodzi o szybkość, zwinność i wytrwałość, tak, to właśnie jej cechy. Gdy jednak pobiegnie szybciej, niż musi codziennie, to woli sobie posiedzieć w swojej cichej pracowni i odpocząć. Jak na dorosłą wilczycę, nie jest zbytnio silna.
Cechy charakteru: Miła i skromna. Dla szczeniaków jest ,,najmilszą'' waderą, jaką mogły w życiu spotkać. Przy starszych wilkach jest kulturalna i umie ugryźć się w język, kiedy trzeba. Jeżeli coś będzie nie tak, może nad tym rozmyślać nawet cały dzień. Po polowaniu zawsze zakopuje kości zwierzyny, gdyż szanuje naturę i istoty żywe. Kto tego nie szanuje, spotyka złe stworzenia, pilnujące porządku kręgu życia. Bardzo wyrozumiała wadera, niezbyt gadatliwa. Jak trzeba to wyjaśni bardzo dokładnie, jak i co.
Cechy szczególne: Jej sierść jest rzadko spotykana, gdy jest w pobliżu młodych jelonków czy saren, można sie bardzo pomylić.
Lubi: Spokój, ciszę, pracować nad nowymi mocami, pomagać w potrzebie, żyć na łonie natury.
Nie lubi: Potworów (tu też nazywane samochodami), spalenizny, smrodu tytoniu.
Boi się: cierpienia innych, mroku (ale nie okazuje tego, woli to schować tylko dla siebie)
Moce: 
1. Przy posiadaniu nasion, potrafi ziarenko przemienić w piękną roślinę. 
2. Rozmawiać z drzewami, jak coś złego się dzieje, powiadamia o tym wilki w pobliżu.
3. Gdy potrzebuje skrzydeł, może je przywołać.
4. Panować nad gradem, deszczem, słońcem i chmurami. Właśnie nad pogodą.
Historia: Jak była jeszcze szczeniakiem mieszkała na wsi. Jej właściciele byli dla niej bardzo mili. Nie trudno zawierała nowe znajomości. Wieś była duża, łąki, pola, pastwiska, o, i jeszcze nieduży, skromny domek. Wszystko było idealne, ale jak wadera dorosła, pojawiło sie ono - dziecko jej właścicieli. Było nie do zniesienia. Ciągle głośne i płaczące.
 Gdy była gwieździsta noc, przepełzła przez płot i uciekła do lasu. Była bardzo powiązana z naturą, szanowała jej decyzje i sama wierzyła, że krąg życia postanowi ją oszczędzić. Po drodze zżyła się z sową, z którą przebywała w nocy, by ją prowadziła, i z orłem za dnia. Żywiła sie tym, co upolowała, a potem zagrzebywała kości. Nie pogardziła też jedzeniem, które dawały jej ptaki, z którymi wędrowała. Po długim wędrowaniu znalazła WMS!! Zaczęła pracować już po pierwszym dniu.
Zauroczenie: -
Głos: Taki jak Sarabi z Króla Lwa moja ulubiona bajka :'>
Partner: Brak
Rodzina: Została adoptowana. Wcześniej znaleziona w lesie. Nie pamiętała.
Szczeniaki: Lubi sie nimi opiekować, ale nie chce posiadać własnych
Jaskinia: Link
Medalion: Link
Coins: 10
Towarzysz: Sowa i orzeł. Link i Link. Sowę nazwała Heka, a orła, Sitka.
Inne zdjęcia: Jej cała okazałość
Rzeczy ze sklepiku: na razie nie ma
Dodatkowe informacje: ... Nicu
Umiejętności:
Siła: 90
Zręczność: 100
Wiedza: 105
Spryt: 100
Zwinność: 200
Szybkość: 105
Mana: 100

Od Luny "Gałąź taka niewygodna..."

Wszystko już przygotowane. Biała drewniana altana, przystrojona białymi, przechodzącymi w delikatny miętowy kolor firanami. Były spięte łańcuszkami z czarnymi koralikami. Dookoła altany, dzięki mojej pomocy, lewitowały złote świeczki. Trzeba było trochę się namęczyć, by wosk nie kapał tak bardzo. Jeszcze kapnąłby któremuś z naszych gołąbeczków na głowę i skończyłaby się randka. To by była katastrofa, eh, lepiej o tym nie myśleć. W środku altany było coś na wzór stolika, a na nim oczywiście wino, desery i rozsypane płatki róż. Szkoda, że Stara Raszpla nie zechciała mi pomóc przy deserach, chyba trochę się rozleniwiła na stare lata... Hm, ciekawe kiedy znajdzie sobie jakiegoś basiora. Ja chcę być już ciocią... Wracając do tematu. Do siedzenia leżało przy stole mnóstwo poduszek. Dodatkowo, nad zastawionym stołem latało kilka świetlików. Nie wiem jak im, ale mi by przeszkadzały jakieś świecące robale latające nad stołem. Dookoła altany Lia zasadziła interesującą odmianę róż, miętowo-czarną. Ciekawe czy są tworem natury czy może Lii... Dzięki takim umiejscowieniu altany, dochodził do niej zapach morskiej wody i lasu. W dodatku, widoki były piękne. Zachód słońca nad morzem... W sumie to każdy zachód słońca jest piękny. Te odcienie fioletu przechodzącego w róż... W dodatku odbite przez taflę wody. Coś pięknego
No cóż. Zaproszenia dostarczone, altana przygotowana, więc teraz pojawia się pytanie - Co ja i Stara Raszpla teraz robimy? Przecież nie będziemy siedzieć na dachu altany i słuchać jak przebiega randka. No właśnie. Ja oraz nasza ukochana Alfa siedzimy sobie ukryte pod koroną drzewa, rosnącego w lesie zaraz przy plaży. Siedzimy na gałęzi, w dodatku obserwujemy altanę przez lornetki. Jak jacyś zboczeńcy. Dobrze, że nie jesteśmy w ludzkim świecie, bo skończyłybyśmy w więzieniu...
Ta gałąź jest okropna. Mam złe doświadczenia z gałęziami, kiedyś z jednej spadłam i skończyłam mając mensza i piątkę dzieci. Także lepiej być ostrożnym, jak to mówią "Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki". Chociaż wątpię, że mój pierwszy mąż pozwoli mi mieć drugiego. W końcu to psychopata, w dodatku alkoholik. ...I mówi to osoba która ma z nim dzieci. Eh...
- No kiedy oni tu przylezą. - z moich rozmyślań wyrwała mnie niecierpliwiąca się Lia. Jak na zawołanie z lasu wyszedł Finn i wszedł do altany. Chwilę później dołączyła do niego Coffe. Obserwując sytuację przez lornetkę nie wydawali się wkurzeni ich randką. Wyglądało, że nawet ze sobą rozmawiają. Hmm, oby im się rozmowa kleiła.

<Lia?/Coffe?/Finn?/Ktokolwiek?/Nie mam pojęcia kto?/Raszel nie bij wiem że jest niedziela ale napisałam?>

4.08.2018

Podsumowanie Lipca

           Witajcie moi drodzy!

          Pewnie się zastanawiacie co to w ogóle za post. Chciałam wprowadzić coś nowego do naszej watahy, dlatego z pozwoleniem Raszu wprowadzam podsumowania miesiąca! Możecie się teraz spytać "po co to podsumowanie". Po co? Bym się nie nudziła i mogła zająć czymś mój wolny czas, przy okazji wyrzucając na wierzch wasze lenistwo. Prócz tego, za pierwsze pięć miejsc w rankingu miesięcznym możesz dostać nagrodę pieniężną, odpowiednią dla zajętego przez ciebie miejsca. 

        Ale ale, Liilijka mówi że za najniższą pozycję w podsumowaniu wilku umiera, więc lepiej byście zaczęli pisać opowiadanka. Nie wiem jak to się będzie miało jeżeli wilków nierobów będzie parę, ale lepiej się nie starać o ostatnie miejsce. Ci którzy teraz zajmą ostatnią pozycję, nie martwcie się! W dzisiejszym podsumowaniu tylko podium dostanie prezent, reszta jak na razie ma fory. 


Uwaga! Do ogłoszeń liczą się wszelkie posty "Nowy Basior!" "Nowa Wadera!" "Odchodzę" "Ważna Informacja" "Event" itd.


Ranking ilości opowiadań:

Podium

1. Mauvais - 10 opowiadań (+50 CS)
2. Videtur - 9 opowiadań (+25 CS)
3. Mateo/Michio - 4 opowiadania (+15 CS)
4. Nox/Solara - 3 opowiadania (+10 CS)
5. Luna/Rose/Lia - 2 opowiadania (+5 CS)

Reszta piszących

6. Nitaen - 1 opowiadanie
7. Kiiyuko - 1 opowiadanie
8. Canon - 1 opowiadanie
 9. Vergil - 1 opowiadanie 
10. Meetou - 1 opowiadanie
11. Leo - 1 opowiadanie
12. Demo - 1 opowiadanie

Ostatnie miejsca

13. Yuki - 0 opowiadań
14. Megami - 0 opowiadań
15. Coffe - 0 opowiadań
16. Shila - 0 opowiadań
17. Lumturi - 0 opowiadań
18. Tenshi - 0 opowiadań
19. Cassandra - 0 opowiadań
20. Haraka - 0 opowiadań
21. Kagekao - 0 opowiadań
22. Demon - 0 opowiadań
23. Zero - ZERO opowiadań
24. Six - 0 opowiadań
25. Ezekiel - 0 opowiadań
26. Finn - 0 opowiadań
27. Shell - 0 opowiadań
28. Vergil - 0 opowiadań
29. Silver - 0 opowiadań
30. Hazin - 0 opowiadań
31. Equel - 0 opowiadań
32. Royal - 0 opowiadań
33. Evan - 0 opowiadań
34. Iwo - 0 opowiadań
35. Temisto - 0 opowiadań
36. Kallisto - 0 opowiadań
37. Nico - 0 opowiadań
38. Ren - 0 opowiadań
39. Tobias - 0 opowiadań
40. Jax - 0 opowiadań
41. Raven - 0 opowiadań
42. Seven - 0 opowiadań
43. Tori - 0 opowiadań
44. Tora - 0 opowiadań
45. Igazi - 0 opowiadań (przecież ona to zamrożona jest)
45. Kaja - 0 opowiadań
46. Castiel - 0 opowiadań


Inne

47. Ogłoszenia - 14 postów
48. Nester - 1 opowiadanie


Jak widać strasznie dużo jest nierobów :)
Mam nadzieję że w podsumowaniu sierpnia będzie mniej do pisania "zero opowiadań"

Gorąco pozdrawiam i życzę weny
Yoku

Od Mauvais CD Videtura

Kręciłam się bez sensu pomiędzy dwoma różnymi lasami, które przypadkowo były bardzo blisko siebie. Powoli zaczęłam wątpić w to moje całe "przeczucie". Przecież nic się nie dzieje. 
Ehh, chyba powinnam skończyć to pakowanie. Jak na razie w mojej torbie znalazła się mapa, jedna książka, niewielki kompas i podręczny sztylet, który był jedyną pamiątką po siostrze. Byłam niemal pewna, że to wszystko co powinnam wziąć, ale jednak jedna część mnie, bardzo mała, ale i bardzo awanturnicza, domagała się większego spakowania.
Mimo wszystko, nie chciałam wracać do pustej jaskini, zwłaszcza, że pomimo maski wychwyciłam znajomy zapach, który nagle stał się doskonałą wymówką, by dopakowywanie się odłożyć na później. Zaczęłam truchtać w stronę źródła tego zapachu. Nie minęło nawet pięć minut, a pomiędzy jednym i drugim konarem zobaczyłam mojego jedynego znajomego w tej watasze, z którym kiedykolwiek rozmawiałam dłużej niż trzy minuty.
- Spakowany? - zapytałam, gdy miałam pewność, że znalazłam się w odpowiedniej odległości od niego.

<Videtur?>

3.08.2018

Od Haraki CD Canona

Kiiyuko odpisująca na opko? Chciałabym to zobaczyć :')

Szczurzyca prędko zawęszyła. Teraz i ona dostrzegła wystający z płóciennej sakwy kawałek mięsa. Suszonego, co prawda, ale zawsze.
- Przepraszam pa.. au! - jęknął zaskoczony szczeniak, kiedy bez ostrzeżenia odbiła się mocno od jego łebka. Zwinnie wylądowała w trawie i smyrgnęła w stronę torby.
- Hm? Co się stało, Canon? - rozległo się gdzieś za jej plecami, kiedy wbijała pazurki w włókna, wspinając się do otworu worka.
- Eee... Nic, proszę pani. Chciałem tylko... zapytać, co będziemy jutro robić - padła odpowiedź. Haraka oczywiście była zajęta czymś zbyt ważnym, by choćby ją zarejestrować, a mianowicie dobieraniem się do mięsiwa. Rozczapierzyła pazurki. Jeszcze tylko trochę się wychyli, a dosięgnie...
- Cóż... Wszystkiego dowiemy się dzisiaj wieczorem. - Słysząc odpowiedź wadery, oczyma wyobraźni można było zobaczyć ten niemrawy uśmiech na jej pysku. Nie, żeby nasz szczur próbował. Właściwie to w tym momencie Haraka przechyliła się właśnie trochę za bardzo, krawędź materiału wygięła się i szczurzyca wpadła do środka. Tym razem nie miała jednak nic przeciwko przebywaniu w torbie; kto mógłby mieć, gdyby otaczały go takie smakowitości? Na próbę ugryzła suszone mięso.
- Nie to samo, co świeże - mruknęła z pełnym pyszczkiem - ale ostatecznie może być.
Pożywiając się dalej, zanotowała w pamięci, że wilcze młode są całkiem przydatne. A już na pewno bardziej, niż dorosłe wilki.
Ze swojego miejsca nie mogła już usłyszeć dalszej części dialogu, gdyż zagłuszał ją materiał (oraz jej własne ciamkanie), jednak gdyby była w stanie, zobaczyłaby również, że Canon grzecznie podziękował za odpowiedź, zaczekał, aż Kiiyuko sobie pójdzie, po czym z niepokojem zakradł się w stronę torby.
Nie musiał jednak poganiać szczurzycy. Skończywszy posiłek, wygramoliła się spomiędzy skrawków jedzenia, po czym ześlizgnęła się po ściance torby na trawę.
- Dzięki. Chcesz trochę? Dobre jest - oznajmiła, oblizując pyszczek.
- Nie sądzisz, że wyjadanie zapasów bez pozwolenia nie jest zbyt uczciwe?
- Jak nie, to nie. Gdzie teraz? - zapytała i nie czekając na odpowiedź, znów wskoczyła na grzbiet szczeniaka, chwilę potem moszcząc się wygodnie w jego gęstej czuprynie.
Zanim jednak Canon zdążył zaprotestować lub choćby coś powiedzieć, na polanie rozległo się, wypowiedziane gromkim głosem:
- Prosimy wszystkich do wieczornego Kręgu! Zabierzcie pianki!
<Canon?>

Od Canona

Szczurzyca obiegła mnie wokół, przyglądając mi się przy tym. Przysiągłbym, że czułem, jak przeszywa mnie spojrzeniem. Samica odwróciła wzrok, po czym na chwilę jakby zamarła. Przełknąłem powietrze i zbierając całą odwagę, jaką w sobie miałem postanowiłem się odezwać.
- A... A Ty jak się nazywasz? - Zapytałem, nie mogąc przy tym powstrzymać lekkiego drżenia w głosie.
- Co? A, tak, Haraka. Powiedz, kulko futra, czy tu można coś zjeść?
Położyłem uszy po sobie. Kluko... futra? Szybko rzuciłem na siebie okiem, naprawdę wyglądam jak kulka? Szybko potrząsnąłem głową, nie powinienem się tym teraz przejmować. Spojrzałem na Harakę, ta przyglądała mi się wyczekująco.
- Umm... Wcześniej znalazłem jakiś krzak z jagodami.
- Jagody? - Szczurzyca westchnęła, a na jej pyszczku wyraźnie pojawił się grymas niezadowolenia. - Czy ja ci wyglądam na wróbla albo jakiegoś innego pierzastego krzykacza?
Podwinąłem ogon i cofnąłem się o krok. Nie wychodzi mi, nawet kiedy próbuję komuś pomóc. Spojrzałem przepraszająco na samicę.
- No już. - Powiedziała szczurzyca, miałem wrażenie, że jej ton trochę zelżał. - Nie macie tu jakiegoś mięsa?
- Oh, ktoś z opiekunów powinien jeszcze mieć coś w zapasie.
- Świetnie. Prowadź. - Powiedziała samica i nim zdążyłem się zorientować, ta wdrapała się na mój grzbiet, a następnie umiejscowiła na głowie, pomiędzy uszami.
Z tej perspektywy nie byłem w stanie jej dostrzec. Jej obecność była jednak dość wyraźnie wyczuwalna. Bez słowa sprzeciwu ruszyłem więc z powrotem w stronę obozowiska. Żaden z mijanych szczeniaków zdawał się nie zwracać uwagi na siedzącego na mojej głowie stworzenia. Zacząłem powoli przyzwyczajać się do niewielkiego obciążenia w postaci szczura. Zacząłem rozglądać się wokół, szukając jakiegoś opiekuna. Zastrzygłem uszami, gdzieś w pobliżu dało się słyszeć kilka kłócących się ze sobą szczeniaków. Mimowolnie skręciłem w tamtym kierunku. Ku swojemu zadowoleniu odnalazłem tam też jedną z opiekunek. Biała wilczyca z kokardą na ogonie. Przystanąłem, aby zaczekać, aż wilczyca upora się z sytuacją, a następnie grzecznie zapytać ją o trochę mięsa. Jakiś metr za wilczycą zauważyłem torbę, z której wystawał kawałek mięsa. Miałem tylko nadzieję, że wilczyca pozwoli mi go trochę zabrać.
- Haraka? - Zapytałem, unosząc nieznacznie głowę.
Jakby to miało mi pomóc ją zobaczyć. Oczywiście nic to nie dało.
- Czego? - Ton jej głosu niewiele mi powiedział o tym, czy się złości, czy też nie. Fakt, że nie widziałem szczurzycy, wcale nie ułatwiał sprawy.
- Znalazłem mięso.


<Haraka? A może Kiiyuko?>

Od Videtura CD Mauvais

Obudziłem się. Był ranek, a ja nareszcie się wyspałem. Śniły mi się po raz kolejny węże. Jak zawsze. Nie mam pojęcia czemu to one mi się śnią... Wróciłem do biblioteki, na stoliku leżała kartka z wczoraj i mapa. Ahh... Trzeba ją w końcu wypełnić... Usiadłem przy stoliku. Myślałem nad rzeczami, które musiałbym zabrać na wyprawę. Co mogę wziąć na dłuższa wycieczkę... Kompas? Czemu nie. Zacząłem wypisywać różne rzeczy. Gdy skończyłem < ponieważ pomysły mi się skończyły i mózg mi się zaczął przegrzewać >  było już południe. Wstałem, rozciągnąłem się i wyszedłem z jamy. Trzeba od czasu do czasu wyjść z domu, rozejrzeć się, zaprzyjaźnić się z innymi wilkami. No dobra, nie przesadzajmy z tym zaprzyjaźnianiem się... Chociaż poznać. Nadal jestem tutaj nowy, muszę poznać jeszcze wieeelee osób.
Zacząłem przechadzać się po terenach watahy. To miejsce jest naprawdę duże. Podczas mojej podróży natrafiłem tylko na 3 wilki! A rozmowa z nimi była całkiem... niezręczna... Ech... Pora wracać do jaskini... Jeszcze dziś spakuję większość rzecz! Truchtałem sobie do mojego domku. Nagle wyczułem znajomy zapach...

< Mauvais? >

2.08.2018

Odchodzę.

Witajcie!
Chciałabym powiedzieć, że wszystkie moje postacie, czyli Leo, Lily i Lexi odchodzą
Nie zgadzam się na żadne palenia na stosie itp., (ani kopiowanie niczego z ich formularzy), ponieważ, po pierwsze: w uniwersum bloga zwyczajnie odeszły z watahy jako społeczności, po drugie: nadal, choć teoretycznie nie będą istnieć, są moją własnością i zostały stworzone przeze mnie. Mam również nadzieję, że ich grafika nie zostanie użyta do nowych postaci... Ale to już nie ode mnie zależy. 
Chcę powiedzieć, że... Dziękuję wszystkim członkom, za budowanie i podtrzymywanie Watahy. Jestem Wam bardzo wdzięczna za to, że tu jesteście. Życzę Wam weny, wielu pomysłów, a także zdrowia i spełnienia marzeń. Naprawdę... Dziękuję. 
Nie wiem, co mogę tu jeszcze dodać... Może to, iż przepraszam, bo nie umiem w pożegnania. Również zrzekam się mojej postawy admina. Mam nadzieję, że blog nadal będzie się rozwijał. Dziękuję administratorom za danie mi szansy i ciepłe przyjęcie mnie.
To chyba tyle, a więc... Żegnam i życzę miłego dnia!
Z uszanowaniem i wdzięcznością,
Lily. 

Nowy basior! Zero



Autor grafiki: Jetera
Właściciel: czerwienczerwonej@wp.pl
Imię: Jego prawdziwe imię nie jest znane. Wilki mówią na niego Zero, ponieważ okazuje Zero litości.
Wiek: 2 lata
Płeć: Pełnokrwisty basior na każdych płaszczyznach.
Żywioł: Cierpienie, Zniewolenie, Umysł
Stanowisko: Opiekun Szczeniaków
Cechy fizyczne: Bardzo wysoki, w miarę umieśniony, z krótką i szorstką sierścią. Jest silny i szybki.
Cechy charakteru: Jest szowinistą, i to jakich mało. Uważa że kobiety są po to by leżeć i ładnie pachnieć. No i zajmować się dziećmi, sprzątać i służyć swojemu panu. Brzmi jak wizja z koszmaru jednak to że potrafi omamić potrafi zdziałać cuda. Jest materialistą. Lubi mieć wszystkiego dużo. Uważa że wader nigdy za wiele i wścieka się jak jakaś ma do niego pretensje że jest kobieciarzem. Nie lubi gdy ktoś zwraca mu uwagę na temat jego stylu życia. O nie. Za takie coś potrafi męczyć tego kogoś przez całą noc. Nie jest za bystry, jednak nadrabia to swoją siłą i szybkością.
Cechy szczególne: Wyróżnia się wzrostem i wzrokiem mordercy.
Lubi: Wadery, wadery i jeszcze raz wadery. Nie obchodzi go czy ma miesiąc czy 14 lat zawsze się nada.
Nie lubi: Nieposłuszeństwa.
Boi się: Niczego
Moce: Potrafi omamić jakąś waderę powodując że jest całkowicie pod jego władzą, wykonać czar powodujący że ktoś będzie cierpiał (z powodu przelania jego cierpienia na kogoś innego). Prócz tego czyta myśli i rozmawia w myślach z innymi.
Historia: Urodził się jako pierwszy syn Bukkaku i Minety. Dorastał w watasze i dorastał. W wieku roku uciekł z watahy bo nie chciał się uczyć. Wpadł w złe środowisko. Zaczął trenować i zaliczać każdą po kolei. Żył tak 10 miesięcy gdy jego paczka się rozpadła. W sumie nie rozpadła tylko rozproszyła. Po 2 miesiącach trafił tutaj. Na serio musze więcej by osiągnąć 100 słów? ._.
Zauroczenie*: Wszystkie wadery i samice innych gatunków
Głos*: Mogę później dać jakiś?
 Partner*: Jakby je wszystkie zliczyć…
Szczeniaki*: Jakby to wszystko zliczyć…
Rodzina: Ojciec Bukkaku, Matka Mineta, Brat Sado, Siostra Maso
Jaskinia: Link
Medalion: Link
Coins: 10
Towarzysz*: Miał kiedyś sukkuba, teraz brak
Inne zdjęcia*: Brak
Przedmioty kupione w sklepie*:  Brak
Dodatkowe informacje*: Brak
Umiejętności:
: Siła: 425
: Zręczność: 50
: Wiedza: 5
: Spryt: 20
: Zwinność: 25
: Szybkość: 225
: Mana: 50

Od Mateo.

Za aprobatą Ewci.
 Ze znużeniem przewróciłem się na drugi bok. Wczoraj wieczorem specjalnie położyłem się wcześniej spać, żeby dziś być w pełni sił; całą noc śniły mi się jednak koszmary i wizje nadchodzącej katastrofy, przez co byłem jeszcze bardziej zmęczony niż przed snem. Na dodatek, złe przeczucia mnie nie opuszczały i nie dawały się odgonić nawet ptasim wypocinom, które zdołały się jakimś cudem przebić przez ściany jaskini. Ziewnąłem i tym razem przewróciłem się na grzbiet. Niedługo trzeba wstać…
- Trzeba przygotować sprzęt. Kto się tym zajmie? – usłyszałem nagle głos Lii. Ech, pewnie znowu snują te swoje plany. Moja matka i Alfa były już znane ze swoich skłonności do swatania innych członków watahy, a ostatnio chyba miały na oku każdego, kto się pojawił. Odprężyłem się.
- …drewno i smołę, chociaż z tym może być mały problem. Wykopie też dół, żeby wbić pal.
Zaraz. Jaki pal… Czy one…
 Z chęcią powiedziałbym, że nie wierzę w to, żeby te wadery były zdolne do spalenia kogoś żywcem, ale nie mogłem. Dały pełen pokaz swych – to słowo przechodzi mi przez myśli z obrzydzeniem – umiejętności podczas ostatniej czystki. Poderwałem się z posłania, a senność odrzuciłem w kąt. Nadstawiłem uszu.
- Świetnie. Mirana nic nie podejrzewa, mam nadzieję?
- Nie, skąd. Wiesz, że ostatnio widzieli niedaleko granic jakiegoś basiora? No więc on zobaczył naszą nową marzannę podczas spaceru. Żebyś widziała jego wzrok… Moim skromnym zdaniem Mirana podzieli los Bladeraw.
 Przez chwilę nie mogłem się ruszyć. Mirana? A czego oni od niej chcą!? Co im zrobiła!? Chwilę później dotarła do mnie druga część. Bladeraw została spalona dawno temu, przed moim przybyciem do watahy, jednak słyszałem, co zrobili z nią wcześniej…. Nie!
Nie pozwolę na to, by kolejny wilk stracił życie bez powodu i w tak haniebny sposób. Nie pozwolę. Szczególnie, że ten konkretny wilk opiekował się mną, kiedy byłem małym, zagubionym szczenięciem.
 Z trudem się uspokoiłem. Przynamniej wiem, że jeszcze nie uwięzili opiekunki szczeniąt. Muszę działać szybko, ale nie wzbudzić niczyich podejrzeń. Odczekałem jeszcze chwilę, starając się nie dopuszczać dalszej rozmowy wader do uszu, po czym opuściłem pokój.
- Cześć, mamo. Cześć, Lia. Idę na spacer – oznajmiłem, przeciągając się. Tak, tak, Mateosiu, mistrzowskie aktorstwo, doprawdy. Ucichły nagle i spojrzały na mnie badawczo, zastanawiając się pewnie, czy usłyszałem cos z ich rozmowy. Wreszcie jednak odwróciły wzrok i zaczęły sobie paplać na pokaz jak najlepsze przyjaciółeczki. Nieważne. Wyszedłem z jaskini, po paru krokach, czyli keidy zniknąłem im z oczu, zaczynając biec. Znałem dobrze drogę do sierocińca, tam się w końcu wychowałem. Przy odrobinie szczęścia Mirana jest na tyle pracowita, by przyjść wcześnie do szczeniaków. Proszę. Niech już tam będzie.
Wpadłem jak burza do sierocińca, zwracając uwagę samotnego szczeniaka. Z rozpaczą uświadomiłem sobie, że nie widzę różowej wadery.
- Hej, mały – zwróciłem się do malucha jak najspokojniej potrafiłem. – Wiesz może, gdzie jest pani opiekunka?
 Szczeniak jakby wyczuł powagę sytuacji i bez słowa wskazał drzwi po lewej stronie, których wcześniej nie zauważyłem. Dopadłem do nich i zapukałem z niepokojem. Zza ciężkiego drewna wysunęła się głowa Mirany. Odetchnąłem z ulgą.
- Musisz iść ze mną. Szybko
- Ale on nie może zostać sam! – zaprotestowała, pewnie mając na myśli ostatniego szczeniaka. Cóż, przynajmniej nie zadaje pytań.
- To zajmie tylko… - nagle uświadomiłem sobie, że to, co chciałem powiedzieć, jest nieprawdą. Ostrzeżenie Mirany nie wystarczy. Będzie musiała uciekać, i to daleko; pozostanie w watasze nie wchodzi w grę. Szczeniaki co prawda zostaną same… Ale to nie jest teraz najważniejsze. Bez dalszych wyjaśnień wyciągnąłem waderę na zewnątrz, a potem skoczyłem w krzaki.
- Mateo! – krzyknęła poirytowana, na szczęście cicho, wypluwając przy tym jakiś zbłąkany listek. – O co ci chodzi!? Gdzie ty mnie ciągniesz?
Zaraz jednak spoważniała, widząc moje spojrzenie. Opowiedziałem jej to, co słyszałem w jaskini. Z początku otworzyła pysk z zaskoczenia, jednak w miarę, jak moje słowa docierały do jej świadomości, utworzył się na nim wyraz chłodnej determinacji, który bardzo mi się nie podobał.
- Musisz uciekać – powiedziałem nagląco. – Teraz masz jeszcze duże szanse na…
- Nie, Mateo – przerwała spokojnie, ale stanowczo. – Nie mogę uciekać. Choćbyś wysłał mnie na Księżyc, oni i tak mnie znajdą, a ty tak naprawdę też o tym dobrze wiesz. Nie. Dziękuję ci za pomoc, ale jedynym wyjściem dla mnie jest śmierć.
Zamurowało mnie.
- Ale… nie możesz przecież dać się im spalić! – jęknąłem z rozpaczą.
- I nie dam. Sama odejdę.
Nieprzytomnie ruszyłem za nią w las. Nie wiem, ile czasu szliśmy; ponuro przywoływałem wszystkie wspomnienia związane z Miraną. Wiem, że pojawiła się w watasze na krótko przede mną, tyle że ja byłem wtedy małym knypkiem, że tak to ujmę, a ona postanowiła się takimi knypkami zajmować.  Kładła nas do snu. Wymyślała zabawy. Czasem rugała, kiedy znikaliśmy bez słowa na zbyt długo, ale wysłuchiwała tego, co mieliśmy jej do powiedzenia – nawet tak (pozornie) bzdurnych historii o pogoni za mieszańcem w lesie. Potem nie utrzymywałem z nią kontaktu poza jakimś pozdrowieniem na spacerze. A szkoda. Bo teraz miała zginąć.
Zatrzymała się nagle i o mało na nią nie wpadłem. Uniosłem głowę. Tuż przed jej łapami ziała ponad stumetrowa przepaść. Wadera uśmiechnęła się nieznacznie.
- Latanie… Zawsze chciałam wiedzieć, jakie to uczucie. – Głos jej drżał. Chociaż wcześniej zdawała się całkowicie zdeterminowana, by umrzeć, teraz na jej pysku widać było niepewność. Szybko zacisnęła powieki, jakby odganiając złe myśli. – Ty to zrób. Sama nie dam rady.
- Nie! – Cofnąłem się o krok. – Na pewno znajdziemy jakieś inne wyjście…
- Już się zdecydowałam. Przemyślałam to po drodze. Nie ma innego wyjścia, kolczatko. – Pamięta. Zamrugałem szybko, żeby się nie rozpłakać. – Nie mogę tam wrócić. Pomóż mi odejść.
Nie wierząc w to, co robię, powoli podszedłem do krawędzi przepaści. Dno spowijała mgła. Spojrzałem Miranie w oczy.
- Tak chciałbym móc uratować ci życie…
- Oddajesz moją śmierć w moje łapy, a to znaczy dla mnie więcej, niż obecne życie. Gdziekolwiek.. gdziekolwiek będę, nie zapomnę ci tego… - na chwilę przerwała, by zaczerpnąć tchu. – Hej, nie łam się. Żyj szczęśliwie, niech to będzie moje ostatnie życzenie. Pozdrów ode mnie tego szczeniaka w sierocińcu. I Kiiyuko. A teraz…
 Spojrzała na mnie z bolesnym wyczekiwaniem. Zaczerpnąłem powietrza. Chwila, w której moje łapy stykały się z jej różową sierścią, zdawała się trwać wiecznie. Obserwowałem, jak odbija się od skały, jakby w ostatniej chwili zmieniła zdanie i chciała skoczyć sama. Frunęła w powietrzu. Opadała.
- Żegnaj! – krzyknęła jeszcze i pochłonęła ją mleczna mgła. Nie słyszałem odgłosu uderzenia i nie chciałem go słyszeć.
- Żegnaj – szepnąłem. Bez sensu. I tak nie usłyszała.
 Powinienem oddalić się stąd jak najszybciej; nie jest to miejsce na miły spacerek, jeśli ktoś mnie tu zobaczy, nabierze podejrzeń. Musiałem jeszcze pozdrowić szczeniaka… I Kii? Dlaczego ją?   Nieważne. Nie mogłem. Stałem jedynie i tępo gapiłem się w przepaść.
Zniknęła. Nie ma jej. Koniec.
 Otrząsnąłem się. Nie mogę tak stać do końca świata. Kazała mi cieszyć się życiem.
 Powoli, noga za nogą, powlokłem się w kierunku watahy.

Tak, będziecie na mnie złe, ale nie mogłam do tego dopuścić. Dziękuję.

Od Mauvais CD Videtura

Skończyłam wymyślanie różnych alternatywnych przebiegów wydarzeń późną nocą, więc zamiast przez pół godziny wpatrywać się w sufit po prostu zasnęłam snem kamiennym, takim, że nawet burza z piorunami nie mogłaby mnie obudzić oparte na faktach, serio burza dwa metry dalej mnie nie obudziła. Jak to ja, nie śniłam o niczym, albo po prostu zaraz po obudzeniu zapominałam o wszystkim co we śnie sobie wyobrażałam.
Obudziło mnie jasne, poranne słońce, a także niemożliwy wrzask chyba wszystkich ptaków świata, które całkowicie przypadkowo usiadły na drzewie dokładnie przed moją jaskinią. Mruknęłam niezadowolona i odwróciłam się na drugi bok, bo poważnie czułam się jeszcze bardziej zmęczona niż byłam wczoraj wieczorem. Czego to jest wina? Gdybym to ja wiedziała... Moje życie byłoby prostsze, może w końcu bym się wyspała.
Miałam jednak dziwną ochotę wyjść rankiem na zewnątrz, a także przeczucie, że powinnam to zrobić. Postanowiłam z moimi przeczuciami nie dyskutować w najmniejszym nawet stopniu, więc wstałam i wysłuchałam bardzo wartościowego monologu futrzaka, który w tym momencie sobie leżał na jakimś podwyższeniu w głębi jaskini. Zdążyłam się uodpornić na kąśliwe uwagi La Llorony co mnie skłoniło, żeby ją tak nazwać?!, więc nic sobie nie robiłam z jej złośliwości. Zdecydowanym krokiem przekroczyłam próg mojego mieszkania. Nie wiedziałam, gdzie mam iść, ani po co, ale jednak musiałam zdać się na moje przeczucie.

<Videtur?>

1.08.2018

Noc wspomnień!

Witajcie! Dzisiaj mamy noc oczyszczenia wspomnień! Będziemy wspominać na discordzie czasy watahy! (zaplanowane było już dawno ale zapomniane xD) Zapraszamy do przebywania c:

Od Videtura CD Mauvais

Okej, wróciłem do swojego kochanego domku. I tak wyruszamy za kilka dni, nie ma się czym śpieszyć Vide... Zaplanujesz sobie wszystko ładnie i będziesz przygotowany na wszystko! Podszedłem do biblioteki. Położyłem mapę na stoliku. usiadłem przy nim. Do łap chwyciłem kartkę i pióro. Trzeba zapisać listę rzeczy które mi się przydadzą... Na początku wymieniłem parę: jedzenie, woda, broń? Zastanowiłem się chwilkę. Broń raczej się przyda...
Nagle przyszło mi do głowy to, że w zaznaczonych miejscach mogą być jakieś zamknięte potwory, albo jakieś zło, a ta mapa to ostrzeżenie by tam nie iść... ... ... Cholera Vide, jesteś zmęczony i przychodzą ci do łba dziwne pomysły... Lepiej je zapisać, huehue. 
 Tak więc na dzisiejszy dzień spędzony w całości w bibliotece wraz z Mauvais uważam za udany. Spojrzałem na kartkę. Mmm... Jutro się tym zajmę... Dziś jestem już zbyt zmęczony by się tym zająć. Zostawiłem to wszystko i ruszyłem do sypialni - do mojego ukochanego łóżka. Ułożyłem się wygodnie. Zasnąłem. 

< Mauvais? >

Od Sixa

Zanim się obejrzeliśmy była już noc. Poradziłem bratu, by poszedł spać. Zgodził się ze mną. Ułożył się wygodnie w miejscu, gdzie w jego jaskini było najcieplej. Ja nie mogłem zasnąć przez długi czas. Słyszałem, jak wzdłóż ścian spływa woda. Jak skapuje co jakiś czas. Dopowadzało mnie to do histeri. No... może nie aż tak. Bardziej do stanu przedzawałowego. Nie, tak też nie... Już wiem! Po prostu bicie mojego serca dostosowywało się do kapania. Ciągłe napięcie pomiędzy kolejnymi dźwiękami dziwnie na mnie wpływało. Kap. Kap. Kap. Kap... Kap, kap. Nie miałem najmniejszego zamiaru dawać za wygraną. Leżałem grzecznie tam, gdzie się ułożyłem, ale woda...

Kap. Kap. Kap. Kap, kap, kap, kap. Kap...

 Starałem się trzymać jak najdalej od niej. Wciąż pamietałem, jak wrywała mi się do płuc. Jak to okropnie bolało, kiedy nie mogłem zaczerpnąć tchu. Kiedy zamiast powietrza w klatce piersiowej czułem ją, rozrywającą mnie i piekącą w okropny sposób. Nie mogłem jednak jej unikać, dlatego postanowiłem sobie coś. Po prostu przyjmę do wiadomości, że nigdy się nie utopiłem... Było to trudne, ale w końcu intensywne przekonywanie samego siebie, że woda nie zrobi mi krzywdy zadziałało. Mogłem pójść w ślady Misia i zasnąć. Tak też zrobiłem.

Nazajutrz zbudziłem się jako pierwszy. Z satysfakcją stwierdziłem, że oksydan (ta nazwa wody jest - moim zdaniem - straszniejsza) nie zabił mnie podczas snu, jak pierwotnie zakładałem. Było to głupie założenie, ale nie bałem się go wysunąć. W tym dziwacznym świecie już chyba nic mnie nie zdziwi. Szybko i po cichu upolowałem sarnę. Nie byłem pewien, czy wolno mi było polować na tym terenie, ale czego się nie robi dla braciszka. Sam zadowoliłem się dość sporym kawałkiem zwierzęcia.

 Tak brakowało mi tego smaku...


 - Okej. Dasz radę. To jest płytkie. Poradzisz sobie- próbowałem się zdopingować.- Okay. Raz... Dwa...- szybko przełknąłem ślinę- Trzy.- "Na trzy" szybko wskoczyłem do strumienia. Obmyłem się z krwi i wyszedłem, jak najszybciej mogłem.
 - Ja żyje... O rany! Tak!- Szybko przypomniałem sobie, że mogę nie być tam mile widziany, więc się uciszyłem.- Six jeden, woda zero.- uśmiechnąłem się, by po chwili stwierdzić, że spotkanie z  H₂O nie było takie straszne, jak się tego spodziewałem. Dodało mi to trochę pewności siebie. Szybko oswajałem się z nowym terenem, co przyjąłem z ulgą. Wolałem to, niż traktować wszystko jak wodę. Szczerze, to w związku z tym czułem się jak kot. Na zewnątrz wyczuwałem mnóstwo tropów zwierząt - w większości wilków. Oznaczać to mogło tylko jedno, a mianowicie: Mój braciszek się ustatkował! Ma własną watahę, lecz dopiero teraz wysunąłem ten wniosek.

 Uśmiechnąłem się dumny z Misia. Szczerze mówiąc ten pseudonim już chyba się przedawnił, ale co tam! Dawno go nie widziałem! Mam prawo do dawnych przyzwyczajeń, czyli właśnie, między innymi, nazywania go Misiem.
 Od razu przypomniała mi się nasza mama, która wybrała mu to imię, właśnie ze względu na ten sposów skracania go.
   Zapracowana, ale przy tym kochająca i troskliwa. Bardzo nie podobało jej się, że w tak wczesnym wieku zacząłem uczyć się polowania. Tata natomiast, specjalnie robiąc jej na złość, mnie szkolił. Robił to on, ponieważ byłem za młody, by przyjeli mnie do szkoły, albo chociaż harcerstwa. Ahhh... Cudowne czasy.
 
Wróciłem do Michia, który właśnie obmywał się w mniejszym od strumienia na zewnątrz, zbiorniku wodnym, którego wcześniej nie zauważyłem. Mogłem się domyślić, że gdzieś tu jest, ze względu na to, że w nocy słyszałem kapanie. No nic.
  - Cześć, jak się czujesz?- spytałem troskliwie. Miś uśmiechnął się do mnie smutno.
- Dziś pójdziemy do Alfy, Six.- odparł, nie odpowiadając na moje pytanie.- Jeszcze jest wcześnie, więc zrobimy to później.

  Nie znałem wadery, która oddała za mnie swoje życie... Właściwie zrobiła to bez udzielenia na to wcześniejszej zgody, więc jakby zostało jej ono odebrane. Nie znałem, dlatego nie byłem w stanie jej współczuć. Nie chodziło o to, że byłem bezsumiennym potworem, po prostu... Nie czułem z nią żadnego powiązania. Nie słyszałem nawet jej głosu. Widziałem ją raz w życiu. Była dla mnie kompletnie obca. Codziennie mnóstwo stworzeń umierało. Nie było w tym nic dziwnego. Dla mnie była po prostu "jedną z". Nie mogłem jakoś specjalnie ubolewać nad jej śmiercią. Jednak widząc swojego braciszka smutnego, mogłem stwierdzić, że była ważna. A raczej, na pewno nie była mu obojetna. Może się lubili, przyjaźnili, a może to było coś więcej. Jednak jedno było pewne. Nie zamierzałem go o to pytać.

Gdy słońce było w zenicie, Misiek uznał, że "póżniej" właśnie nastąpiło. Prowadził mnie w jakąś stronę, błagając się samemu po cichu, żeby pamiętał jak dojść do celu. I pamiętał, bo po jakimś czasie dotarliśmy. Niestety nie zastaliśmy Alfy, co mój brat przyjął z dziwnym dla siebie spokojem.
- Poszukajmy gdzieś indziej. Nie rozpłynęła się przecież.- mówił spokojnie. Aż sam nie wierzyłem, że to jego głos.
- Michio, może...
- Chodź.- Nie protestując poszedłem za nim. Może bym mu pomógł, ale nie znałem jego Alfy. Nie wiedziałem jak pachnie, więc nie mogłem jej zwyczajnie wytropić. Nie minęło dużo czasu, a Misiek ją znalazł. Siedziała, w zacienionym miejscu nad wodą. Chyba jeziorem. Może miało ono nawet swoją nazwę. Powinienem przestudiować tutejszą mapę.
- Dzień dobry.- przywitał się Michio. Wadera miała w pysku rybę, którą odłożyła na czas konwersacji.
- Witaj. Co cię do mnie...
- Chciałbym porozmawiać.- przerwał jej. Nie spodziewałem się tego po nim. Zawsze czekał, aż osoba, z którą rozmawiał skończy.
- Jasne. O czym?- Wiczyca rzuciła krótkie spojrzenie na mnie. Zaraz potem znów zerknęła na Miśka.
- Tak, o nim też.
- Też?

  Michio opowiedział swojej Alfie o Demo. Kończąc wszystko zdaniem "I tak pojawił się tu on". Zdawało mi się, że szepnął też "przepraszam". Lia - bo tak miała na imię Alfa - wydarła się i rzuciła dość długą wiązankę przekleństw w stronę zmarłej. Miałem wrażenie, że Misiek chciał się na nią rzucić z pazurami (swoją drogą, bardzo ostrymi), ale powstrzymał się. Chwilę potem wadera uspokoiła się. Powoli zaczęła wszystko ogarniać. Spytała o kilka rzeczy. Między innymi w czym mogłem być dobry i jaką pracę mógłbym wykonywać. Czyli standardowe "Jeśli mi się tu przydasz, to cię przygarnę". Na końcu powiedziała: "Witaj w Watasze Mrocznych Skrzydeł, Six". Tak oto dowiedziałem się do jakiej watahy wkroczyłem. Wróciliśmy z Misiem do jego domu. Poprosił mnie, żebym zostawił go na chwilkę w spokoju. Zgodziłem się. Potem przeprosił mnie i obiecał, że póżniej spędzi ze mną więcej czasu. Poniekąd go rozumiałem. Przytuliłem go mocno, co odwzajemnił z niemrawym uśmiechem. Wyszedłem z jego jaskini.

- Pora troszkę pozwiedzać...- sapnąłem kierując się w stronę centrum watahy. Tak, jakoś zdobyłem mapę terenów.

<Coś. Ktoś. Cokolwiek.>

Od Solary Do Noxa

 - Okłamałeś mnie? - spojrzałam na basiora, ale ten odwrócił wzrok. - A-Ale przecież możesz do niej dołączyć! - dodałam z nadzieją. - Wrócimy tam i powiem, że chcesz dołączyć do watahy!
 - Nie mogę wrócić... - odwrócił się i zaczął iść w swoją stronę. Pobiegłam za nim.
 - Dlaczego? - zapytałam, gdy byłam już przy nim
 - Nie zrozumiesz... - przyśpieszył kroku. Zrozumiałabym, gdyby mi powiedział!
 - Dlaczego nie zrozumiem? - zatrzymałam się na chwilę, po czym znowu go dogoniłam. Wyczekiwałam odpowiedzi na te wszystkie pytania.
 - Posłuchaj, nawet nie wiesz, co przeżyłem! - stanął i odwrócił się w moją stronę. Znowu spojrzeliśmy sobie w oczy. Trwało to krótko, gdyż zamknął je.
 - Dowiem się, jeżeli mi powiesz! - Przerwałam ciszę.
 - Nie ma mowy! - Pobiegł w wielkie krzaki. Nie było sensu go gonić. Już i tak sama byłam zmęczona.
 - To nie! - krzyknęłam za nim i poszłam w swoją stronę.
 Ciągle myślałam nad naszą kłótnią. Dlaczego mnie okłamał? Bo byś go rozerwała na strzępy xDD 
 Po kilkunastu minutach rozmyślania, usiadłam przy dużym dębie. Popatrzyłam w górę, gwiazdy nadal mieniły się kolorami na nocnym niebie. Usłyszałam gruchanie na którejś z gałęzi. Spojrzałam w tamtą stronę, to były dwa gołębie. Rzadko widywałam je tu w głębokim lesie. Przytulały się do siebie, gdyż dziś naprawdę była zimna noc. Przypomniały mi o Noxie. 
 Nie mogłam tego dłużej znieść.  Zawarczałam, szczekałam i podskakiwałam do nich, odleciały od razu. Wdrapałam sie na drzewo. Okazało się, że ma ładne wgłębienie, w którym mogłabym zasnąć.
 Zrobiłam tradycyjnie kilka kółek i położyłam się spać, myśląc o Noxie.

<Noxiu? :33> 

                                                          Zakładka Solara 

WYBACZCIE

A wiec. PRZEPRASZAM ŻE ZAPOMNIAŁAM O URODZINACH WATAHY XD Myślałam że była na przełomie lipca i sierpnia. A PIERWSZY POST BYŁ W LIPCU! SORRY. *składa rączki w błagalnym geście* Ne zabijajcie! Z tej bardzo spóźnionej okazji wszyscy dostają po 200 CS. Życzę miłego dnia/nocy

Nowy szczeniak! Jax!

Towarzyszu! Jeśli nie widzisz grafiki Jaxa - z nieznanych nam jeszcze przyczyn nie wyświetla się ona wszystkim - kliknij 'More' na dole posta. Znajduje się tam nabazgrolona naprędce przez Mateo grafika zastępcza - do czasu, aż nie znajdziemy przyczyny błędu. Za utrudnienia przepraszamy.



Grafika: Wykonana na zamówienie przez Pilmina
Właściciel: MłodaKoniara
Imię: Jax (Dżaks)
Wiek: 6 miesięcy
Płeć: Basior
Cechy fizyczne: Jest bardzo silny jak na szczeniaka w swoim wieku, jest całkiem szybki i zwinny, lecz węch to nie jest jego mocna strefa. Jest czarnym szczeniakiem z białymi pazurkami i pyszczkiem, ma niewielką szarawą grzywkę, puszysty ogon, który jest przydatny w czasie mrozów w zimę oraz piękne zielone oczy. Słuch ma także bardzo dobry.
Cechy charakteru: Jax nie jest raczej typem buntownika, lecz może czasami pokazać swój uparty charakterek. Jest spokojnym i raczej nie konfliktowym wilczkiem. Jest miły wobec znajomych, lecz wobec nieznajomych nieufny. Często mu się nudzi gdy nie ma czegoś do roboty. Uwielbia biegać i bawić się, zwłaszcza w upalne dni częściej woli przebywać w miejscu gdzie jest jezioro lub chociaż mała rzeczka w której pobawiłby się. Jest raczej typem aktywnego wilczka, ale czasami kocha poleniuchować. Jest rozsądny i sprawiedliwy i zawsze trzyma się zasad.
Cechy szczególne: Niezwykła siła jak na szczeniaka.
Lubi: Bawić się w wodzie, przyrodę, Biegać, wręcz uwielbia walczyć!
Nie lubi: Przegrywać, gdy ktoś stawia mu się, nie lubi upałów.
Boi się: Bardzo boi się ludzi, swojej śmierci, psów tropiących wilki, opuszczenia, tego że zawiedzie swoją rodzinę, ognia.
Historia: Jax żył w dużej watasze, która dbała o siebie nawzajem. Była to radosna rodzina wilków. Jax miał swoich rówieśników i braci z którymi zawsze uwielbiam walczyć i gryźć się nawzajem, bawić się i urządzać wyścigi szczeniaków..lecz..Pewnego dnia, w nocy kiedy wilki spały. Strażnicy w nocy patrolowali lasy, łąki i ogólnie całe tereny watahy. Jax z rodziną spał smacznie w jaskini. Lecz…Strażnicy nie zauważyli, że przybyli właśnie kłusownicy z psami tropiącymi, które szczekały jak opętane. Kłusownicy mieli przy sobie ogień. Było ich z dziesięciu takich. Rodzina Jax’a wyszła z jaskini, by zobaczyć co to jest. Wszystkie wilki wyjrzały. Zdziwiona i przestraszona wataha ruszyła do ataku, Jaxa i pozostałe małe wilczki ukryto w jaskini. Niby wataha sobie radziła….lecz niestety…las spłonął od ognia, a wszystkie wilki niestety, zginęły z rąk kłusowników…Niektóre szczeniaki uciekły gdzie tylko się dało. Jax był zdruzgotany, patrzył na płonący las i swoją martwą rodzinę. Nagle jeden z psów, zobaczył wilczka, przestraszony szczeniak uciekł jak torpeda. Biegł ile miał sił, pies zgubił na szczęście jego zapach. Przez kilka dni wędrował w smutku, w żałobie i w wielkim szoku. Aż pewnego dnia zobaczył watahę. Była to wataha Mrocznych skrzydeł, rodzice opowiadali o niej. Postanowił do niej dołączyć i znaleźć w końcu swój nowy dom, gdzie będzie miał zapewnione pożywienie, bezpieczeństwo…rodzinę… Jego bracia, niestety gdzieś uciekli, zgubieni..
Coins: 5
Zauroczenie: Miał jedno chwilowe zauroczenie do jednej wadery w jego wieku.
Rodzina: Matka wilczka była samicą Alfa, tak samo jak jego ojciec. Miał dwójkę braci – Jason’a i Grover’a. Z braćmi całkiem dobrze się dogadywał, lecz były także kłótnie pomiędzy nimi. Natomiast dziadek Jaxa, także był Alfą, lecz niezwykłą Alfą. Jego dziadek był pół wilkiem, pół wilkołakiem, czyli ogólnie miał wygląd normalnego wilka, lecz cechy wilkołaka oraz wysokość i potężność. Był niebywale silny (najsilniejszy spośród wszystkich wilków), zwinny i bardzo szybki. Jax odziedziczył po dziadku jedynie wielką siłę, nic więcej. Jego bracia natomiast nic nie odziedziczyli.
Głos: Superhero - Simon Curtis
Jaskinia: Mała, samotna jaskinia pokryta mchem, o takiej właśnie marzy. Chętnie zamieszkałby z jakimś współlokatorem, chociaż woli raczej samotność, ale pewnie nie znajdzie takiej jaskini. Chociaż może też spać pod gołym niebem^^
Towarzysz: Brak

Od Haraki CD. Canona (czyt. Lily-napisała-dopiero-dwa-zdania-więc-kradnę >:D)

Kiedy rzeczywistość wokół poruszyła się po raz kolejny, w worku z leczniczymi ziołami coś się przeciągnęło. Haraka otworzyła oczy, kompletnie oszołomiona; zaskoczenie nie trwało jednak długo i już po chwili świat musiał ścierpieć falę pełnych furii pisków i przekleństw.
Albo raczej musiałby ścierpieć, gdyby nie zagłuszyły ich kilogramy suszonej zieleniny.
 Tak czy owak, wszystko to raczej nie pomagało szczurzycy w ucieczce z wonnej pułapki, w której się znalazła, a była ona na tyle mądra, żeby o tym wiedzieć, więc ucichła. Oczywiście, czekając tylko na odpowiednią chwilę, by rozedrzeć pazurami jej ściany, a a także tego, komu zawdzięczała obecne położenie.
A czekać musiała długo, gdyż wędrówka czegoś, co - po dłuższej analizie sytuacji - miało jej więzienie przytroczone do grzbietu, przeciągała się niemiłosiernie. Na dodatek korzeń imbiru boleśnie wbijał jej się w bok, a listki tymianku złośliwie łaskotały po nosie i tylko cud sprawiał, że w sakwie nie wybuchła jeszcze kanonada kichnięć. Wreszcie jednak stanęli. Kiedy dopiero po dłuższej chwili wór z ziółkami i sponiewieranym szczurem spoczął na twardym podłożu, dla głodnej, zdesperowanej, a przede wszystkim rozeźlonej Haraki było to już za wiele. Z wojowniczym piskiem przeciągnęła pazurkami po materiale i krusząc wątłe roślinki w drobny mak, wyskoczyła na wolność. A przynajmniej tak to wyglądało w jej wyobraźni, gdyż rzeczywistość potraktowała ją po macoszemu, pozwalając się co prawda wydostać, ale przy tym niezgrabnie przetaczając po ziemi.
I to prosto pod nogi rozpędzonego szczeniaka.
Szczeniak wrzasnął cicho z zaskoczenia, przewracając się. Po sekundzie skonfundowania Haraka podniosła się z ziemi, wypluła piach i obróciła się na pięcie, gotowa, z poczuciem zdrady i niedocenienia, zaatakować napastnika. Kiedy jednak jej spojrzenie napotkało jedynie powoli gramolącego się z ziemi szczeniaka, napięcie trochę zmalało. A w chwili, gdy doszła do wniosku, że ten, kto spakował ją jak jakiś nieważny korzonek do torby na leki jest dorosłą waderą, która zdążyła już się oddalić, a nie tym brązowym chucherkiem, prawie przestała się już na niego gniewać. Prawie.
- Hej! Ktoś ty? - zapytała, może trochę zbyt ostro. Szczeniak, który zdążył już wstać i się otrząsnąć, cofnął się i znów krzyknął. Haraka westchnęła. Czy w tym stadzie nikt nie widział szczura?
Po chwilowym zaskoczeniu w wilczku narosła najwyraźniej ciekawość, bo odpowiedział.
- Ma-mam na imię Canon - wydukał. - Przepraszam, że.. cię zdeptałem...
- Eet, to nic - mruknęła szczurzyca i ignorując wstępnie zaciekawione, a jednocześnie niepewne spojrzenie Canona, który próbował nadążyć za nią wzrokiem, obiegła go dookoła, żeby dowiedzieć się, z czym ma do czynienia. Tak, wilcze szczenię. Zapewne nie skończyło roku. Brązowe z jasną czuprynką. Puchaty ogon. I pierzaste skrzydła... jedno skrzydło? Cóż, dziwniejsze rzeczy się widziało. Oczy...
- A... A jak ty się nazywasz? - zapytał w końcu szczeniak, przełamując nieśmiałość i wyrywając szczurzycę z zamyślenia.
- Co? A, tak, Haraka. Powiedz, kulko futra, czy tu można coś zjeść?
<Canon? Coś się chyba ludowi zapomniało o tym obozie xD>

Od Mauvais CD Videtura

Rzuciłam wzrokiem na Videtura. Ten jednak nadal wpatrywał się w porysowaną mapę, jakby chciał w tych bazgrołach wyczytać jakieś wskazówki. 
- Nie wiem... - zaczęłam. Naprawdę zastanawiałam się nad całym sensem tych wszystkich pętli i strzałek, ale dotąd nic nie wymyśliłam - Może to są jakieś różne informacje, elementy, wskazówki, które po złożeniu utworzą całość... - plotłam bez sensu, nie wiem czy ja na serio wierzyłam w to, że o to tutaj chodzi, czy po prostu łudziłam się bezsensowną nadzieją - No cóż, na to jeszcze przyjdzie czas, jeżeli chcemy wyruszyć jeszcze w tym stuleciu, trzeba iść i się spakować - przerwałam kilkusekundową ciszę i zgarnęłam jednym ruchem obie mapy z podłogi. Podałam jedną z nich Videturowi, a drugą zostawiłam dla siebie. 
~ skip time po prostu nie chce mi się opisywać powrotu do jaskini ~
Odwieczny problem pakowania. Niby mówisz sobie, że weźmiesz tylko najpotrzebniejsze rzeczy, ale i tak ledwo się zmieszczą do jakiejkolwiek torby. Ja mam inny problem, a mianowicie co mam w ogóle wziąć. Czy coś, cokolwiek, co jest w tej jaskini przyda mi się? Dotąd wiedziałam, że wezmę ze sobą tylko dwie rzeczy. W sumie... to drugie nie było rzeczą, a raczej przerośniętym sierściuchem. Chcąc, nie chcąc, musiałam zabrać ze sobą mojego towarzysza, bo nawet jeśli bym mu zabroniła lecieć za mną, to i tak by mnie nie posłuchał. Mapa i kot, co za piękne połączenie. 
- Okej, po prostu wezmę najpotrzebniejsze rzeczy. Tylko najpotrzebniejsze - mruknęłam, wrzucając do torby podstawowy pakiet rzeczy potrzebnych do survivalu.

<Vide?>

Od Videtura CD Mauvais

Znaleziona przed chwilą mapa miała znacznie więcej terenów zaznaczonych na niej. Na wcześniej znalezionej mapie było więcej detali co do miejsc ukazanych na mapie. Przyglądałem się większej mapie w poszukiwaniu znajomych terenów. Na samym spodzie znalazłem znajomą nazwę.
- Góry Pochyłe... - przeczytałem cicho, ale Vais na pewno to usłyszała - Znasz takie miejsce?
- Tak... - zastanowiła się chwilkę - Tak! TO przecież na północy watahy! - krzyknęła uradowana wadera. 
- Czyli... Wiemy gdzie jest to miejsce! - spojrzałem na kartki jeszcze raz by się upewnić. Tak! Wszystko się zgadzało.
- Podróż zajmie nam co najmniej tydzień. - zauważyła Mauvais - Trzeba będzie się jakoś potajemnie spakować...
- Jak już to wymyślimy wymówkę, może, że idziemy na jakieś łowy? Albo, że... - nie wiedziałem jak dokończyć zdanie - Coś się wymyśli - wzruszyłem ramionami.
- Jasne... - ja i Vais nadal przypatrywaliśmy się mapom.
- Jak myślisz - przerwałem ciszę - Co może znajdować się w zaznaczonych miejscach?

< Mauvais? >