6.03.2017

Od Demona CD Katrin

Po obudzeniu się trochę mnie bolała głowa. No w sumie to wszystko mnie bolało. Nie pamiętałem Szczerze? Nie pamiętałem co się działo...
Kiedy mój wzrok się wyostrzył, zobaczyłem Katrin. Postanowiłem usiąść.
- Co się stało? - zapytałem, jednocześnie drapiąc się za uchem.
- Nareszcie się obudziłeś! - Katrin lekko mnie objęła, wtedy sobie przypomniałem co się stało - Nic ci nie jest? Jak się czujesz?
- Ech... trochę kręci mi się w głowie. Gdzie jesteśmy?
- W jaskini 4 żywiołów. Mgła sobie poszła.
- Co to było?
- Nie wiem, ale trzeba się dowiedzieć.
- To możemy jutro, bo na razie to nie jestem na siłach, no i wiesz... -mówiąc to ziewnąłem.
- A, no tak. Rozumiem, a dasz radę chodzić?
- Chyba tak... - próbowałem się podnieść, ale ciężko było. Katrin pomogła mi iść. Przegadaliśmy całą drogę do mojej jaskini. Kiedy mnie odprowadziła, poszła już do siebie.

*Magiczny timeskip :3 Dzień później*

Wstałem pełen energii i nie czułem już bólu. Szybko pobiegłem do jaskini Katrin. Kiedy już w niej byłem, wadera nadal spała. Wyglądało to słodko, ale cóż nie można wiecznie spać. Sam bym w sumie tak chciał, ale cóż...
- Katrin, wstawaj! - krzyknąłem tak głośno, że wadera podskoczyła.
- Demon, weź tak nie krzycz. Inni próbują spać, na przykład ja. - mówiła zaspanym głosem - Ty lepiej też idź jeszcze spać.
- No właśnie w tym problem, że nie mogę. To przez to, że już chciałbym wyruszyć na wyprawę i poszukać tej tajemniczej mgły, ale jak nie chcesz iść, to nie idź. - ostatnie słowa wypowiedziałem, wychodząc z jaskini.
- No dobra... już idę, ale daj mi 10 min, ok?- Katrin już siedziała i wpatrywała się we mnie dziwnie.
- Oke, to będę czekać na plaży, tam gdzie zawsze. To do zobaczenia! - wykrzyknąłem i pobiegłem, jak najszybciej mogłem.

<Katrin? Tak wiem badziewne opko, ale jakoś wena mnie nie bierze>

OD Domena CD Megami

                                                               Guess Who's back
*********************************************************************************
- Dobra , ale gdzie właściwie idziemy? - zapytałem dziwnym , jak na mnie tonem - Megami? Możesz mi odpowiedzieć?
- No... wiesz... Sama nie wiem.
- No to fajnie! Potrzebuje takiej przerwy od tych wszelkich stresów... - Po tych wszystkich akcjach z moją siostrą zupełnie nie miałem siły na żadne przygody... ale jak patrzyłem na moją towarzyszkę to od razu nabierałem jakieś... nie wiem jak to powiedzieć... siły? nadziei? - Wiesz co? Myślę że powinniśmy wraz z Desi się przeprowadzić Mieszkamy zbyt daleko od reszty członków watahy.
- Moim zdaniem to świetny pomysł! Pomogę ci nawet znaleźć miejsce na waszą jaskinie , może inni członkowie też nam pomogą. - Boże... jak miło mi się z nią rozmawia... aż , zapomniałem o tym że.... - MOJA SIOSTRA ZOSTAŁA PORWANA!
- CO?! Co się stało? Czemu mi dopiero teraz o tym mówisz?! Trzeba jej pomóc...
- Przepraszam cię ale nie chce niczyjej pomocy muszę dać sobie rade samemu , wiem tylko gdzie ją obecnie przetrzymuje... Myślę by nie zabrać kilku Basiorów na wyprawę by jej nie pomóc... 
*********************************************************************************
Sorry że takie krótkie ale moja wena uciekła wraz z Desi... Jeżeli jakiś Basior chce wyruszyć na wyprawe niech napisze Opo. z Przygotowaniem.

5.03.2017

Od Erotare do Rodini

Byłem strasznie zmęczony. Jedyne czego chciałem to się wyżyć. Treningi są bardzo męczące... Słońce już zachodziło. Ledwie co utrzymywałem się na nogach. Jaskinia była tak daleko...

Jakoś doszedłem. Wszedłem do jaskini, jednak to mnie zdziwiło. Chodziła po niej wadera. Cóż musi dostać karę... Miała białe skrzydła z szarymi końcówkami, a oba kolory oddzielała szara pręga. Przypominała trochę alfe tej watahy. Zauważyła mnie. Podkuliła ogon.
- Przepraszam, nie wiedziałam że to jest twoja jaskinia - odwróciła wzrok.
- Czytasz mi w myślach... - wadera ze spuszczoną głową poszła w stronę wyjścia jaskini. Zagrodziłem jej drogę.
- A dokąd ci tak śpieszno? - Zapytałem i usmiechnąłem się chytrze. Była jeszcze mniejsza od Lii. To jak na mnie patrzyła rozśmieszało. W jej szmaragdowych oczach widziałem strach.
<Rodinia?>

Od Rodini

   Ciemna noc mnie otaczała. Powietrze było zimne oraz wilgotne. Para wydobywała się z moich ust. Spojrzałam na nocne niebo. Po nieboskłonie przeleciała jasna gwiazda. Spadająca gwiazda. Zamknęłam oczy i pomyślałam "chciałabym znaleźć dom oraz kochającą rodzinę". Moje przemyślenia przerwał ryk. Ryk jelenia. Wołał o pomoc. Pobiegłam w tamtą stronę. Zobaczyłam szaro-czarno-białego wilka zabijającego biedne zwierze.
- PRZESTAŃ! - Krzyknęłam łamanym głosem. Jednak było za późno. Na ziemi już leżało truchło. Wilk spojrzał na mnie dosyć dziwnym wzrokiem. Taki samym jak basior który zabił mojego ojca.
- Czemu go zabiłeś?! - Zapytałam ledwo co powstrzymując się od płaczu.
- Bo byłem głodny - odpowiedział spokojnie - to był twój towarzysz?
- NIE! To był mój brat!
- Bo uwierzę - zaśmiał się i zaczął jeść zwierzę.
- Jak możesz jeść mięso? Natura obdarzyła nas owocami!
- Owoce? Chyba śnisz! - Odwrócił się do mnie pyskiem - A ty to jakaś wegetarianka?
- Tak!
- Głupota - wyszczerzył kły - no chodź, pewnie jesteś głodna
- Nie jem swoich braci - byłam głodna, ale nie aż tak.
- Żeby w tej watasze była taka rebelianka...
- Jakiej watasze? - zdziwiłam się
- No w wataszę mrocznych skrzydeł - odpowiedział - czekaj to znaczy że nie jesteś członkinią?
- Jestem włóczęgą.
- No to może byś dołączyła? - Zapytał
- A gdzie jest Alfa? - Powiedział mi wszystko, a ja poleciałam, dosłownie, we wskazane miejsce. Weszłam tam. Zobaczyłam szaro niebieską waderę.
- Witam? - powiedziałam niepewnie
- Dobry wieczór
- Czy jesteś Alfą Watahy Mrocznych Skrzydeł? - zapytałam
- Tak, a co?
- Chciałabym dołączyć... - powiedziałam
- Witamy w nowym domu
The End

Od Erotare "Dołączenie"

Zobaczyłem skrzydlatą szaro-błękitną waderę. Jej skrzydła były całe błękitne. Na głowie miała szaro-niebieską grzywkę. Jej oczy były koloru morza. Na pysku miała białe przebarwienie. Jej uszy były całe czarne. Jej kita była biała. Na brzuchu miała białe przebarwienia, a na udach były mniejsze niebieskie skrzydła. Jej przednie łapy (do nagarstka) miały kolor śniegu, a tylnie- czarne. Na łapach miała frotki. Czarne na przednich łapach, białe na tylnych. Wyszedłem z krzaków.
- A panienka się czasem nie zgubiła? - Wadera się zatrzymała. Musiała unieść głowę by spojrzeć w moje oczy.
- To są tereny mojej watahy - odpowiedziała stanowczo
- Witać, młoda Alfa - zaśmiałem się, i zacząłem okrążać waderę - mógłbym wiedzieć ile jest w niej wader?
- Trzynaście - odpowiedziała lekko się najeżając
- To dołączam
- A kto ci pozwolił? - Zapytała.
- No proszę, będę grzeczny
- Dobra
 Di Ent

Nowy Basior! Yukiya




Twój adres e-mail albo nik na Howrse: wiki1214
Imię: Yukiya (w skrócie Yuki)
Wiek: 2 lata
Płeć: Basior
Żywioł: Śnieg
Stanowisko: Opiekun szczeniąt
Cechy fizyczne: Większość jego futra jest biała niczym śnieg, wyjątek stanowią czarne uszy. Lewe oko ma kolor błękitny, a prawe czerwone. Patrząc na basiora nie łatwo przeoczyć blizny na jego twarzy, a konkretniej na prawym oku. Jest to jego jedyna pozostałość po przeszłości.
Cechy Charakteru: Yukiya jest wilkiem, który niezależnie od tego gdzie się znajdzie, będzie chciał sprawić, by wszyscy wokół niego byli szczęśliwi. Stara się wnosić pozytywną energię w swoje otoczenie. Czy to znaczy, że jest optymistą? Właśnie nie. Jest twardo stąpającym po ziemi realistą. Jego słowa mogą często temu przeczyć i łatwo odnieść wrażenie, że postrzega świat w kolorowych barwach. Robi to, by podnieść innych na duchu, wlać w nich nadzieję i sprawić, by po prostu poczuli się lepiej. Takim jest właśnie typem wilka. Poświęci dosłownie wszystko dla innych. Może i jest to naiwne. On zdaje sobie z tego sprawę, jednak nie ma zamiaru się zmienić.
Cechy szczególne: Jeżeli chodzi o posturę to jest taka jak u innych wilków. Wyróżnia się blizną, która znajduje się na prawym oku.
Lubi: pomagać innym, nieść szczęście, być potrzebnym
Nie lubi: smutku, przygnębienia i wszelkich innych negatywnych uczuć
Boi się: Jego największym lękiem jest, że zawiedzie innych lub wróci do stanu, w jakim był w przeszłości.
Moce: Wywoływanie śniegu, a co za tym idzie także zamieci. Potrafi manipulować lodem i tworzyć go. Może kogoś uleczyć kosztem swoich sił witalnych.
Historia: Są momenty w życiu każdego, gdzie czuje się jak zero, traci się wiarę we wszystko, a nadzieja, że będzie lepiej już dawno się wypaliła. W takiej sytuacji myśli są naszym największym przeciwnikiem. Rozpaczy nad samym sobą i chcemy wszystko skończyć. Jednak czy to najlepsze wyjście? Poprzez cierpienie możemy także stać się silniejsi. Z okrutnych dla nas wydarzeń wynosiły doświadczenie. Zmieniamy się, bo wiemy więcej. A nasza wiedza może pomóc innym. Możemy czerpać z własnych przeżyć, by nieść pomoc innym. Bo ktoś, kto znalazł się w dole nie chce, by ktoś inny również tam skończył. Taka oto jest historia Yukiyi.
Zauroczenie: Liczy się charakter, a nie wygląd, więc póki co brak.
Głos: Link
Partner: Może kiedyś
Szczeniaki: brak
Jaskinia: Link
Amulet: Link
Coins: 0
Rzeczy ze sklepiku: 0
Rzeczy znalezione w op: 0
Dodatkowe informacje: Jeśli chcesz wiedzieć więcej to po prostu go poznaj.
Umiejętności:
: Siła: 100
: Zręczność: 100
: Wiedza: 200
: Spryt: 200
: Zwinność: 100
: Mana: 100

WYPATROSZYĆ!

Czy wy też, jak widzicie takie zdjęcia, macie ochotę te ich uśmiechnięte mordy wysmarować gównem wymieszanym z klejem i glutami, zawiązać za nogę i powiesić nad ziemią, żeby ich wilki obsikały a potem odciąć im po kolei członki?  Ja tak. Właśnie przez takich gównianych typów wilki są zagrożone.... rysi jest w Polsce np: 40 osobników. WŁAŚNIE PRZEZ LUDZI. Bo ludzie to NAJWIĘKSZA apokalipsa świata. I mówią, że to wilki są złe. A jest zupełnie inaczej. To CZŁOWIEK jest do dupy.

Nowy Basior! Erotare.



Właściciel: Imera
Imię: Erotare
Wiek: 3 lata
Płeć: Basior
Żywioł: Mrok, Mróz, Noc
Stanowisko: Wojownik
Cechy Fizyczne: Erotare jest szczupłym basiorem, ważącym zaledwie czterdzieści kilogramów. Czyli tyle ile przeciętna wadera. Nieźle, co? Trzydzieści kilogramów chudszy. Niektóre wadery chciałyby tyle wagi stracić. I umrzeć. Długość ciała z ogonem wynosi dwa i pół metra, za to bez ogona- już tylko metr. Ma bardzo i to bardzo puszysty ogon. Wysoki na metr trzydzieści, przekracza normy. Cóż, można go uznać za dziwadło. Obwód słabizny (przed guzem biodrowym) wynosi pięćdziesiąt centymetrów. Jest bardzo chudy. Ma lekkie kości. Ale za tym kryje się ogromna siła, oraz szybkość. Często choruje. Często się kaleczy. Jednak ciężko jest połamać mu te jego twarde oraz chude kości. 
Cechy Charakteru: Wyznaje zasadę, że każdy musi ponieść karę. Wchodzisz do jego jaskini? Kara. Oczywiście nie kara zabijając. Pod żadnym pozorem. Inaczej on by musiał ponieść karę. Towarzysza wykorzystuje tylko w skrajnych przypadkach. Reakcja na stres? Pasywna agresywność. Nie miesza się w związki. Co najwyżej w „wolne związki”. Czyli, niby jesteś z nim, ale może zamoczyć jakiejś innej. Tak samo jego partnerka. Cóż, więcej dowiecie się w jego towarzystwie.
Cechy Szczególne: Wysoki wzrost.
Lubi: Wadery, Szczeniaki, 
Nie lubi: Bezkarności, Nowych przyjaźni
Boi się: Śmierci
Moce: Rozprzestrzenianie mroku. Zmienianie się w mrok. Wtapianie się w mrok. Teleportacja z ciemnych miejsc w ciemne miejsca. Wytwarzanie postaci mroku. Ochładzanie temperatury powietrza. Wytwarzanie lodu oraz śniegu. Totalna odporność na lód. Tarcza lodu. Wytwarzanie postaci z lodu. Wytwarzanie czarnego lodu i śniegu. W czasie nocy umiejętność niewidzialności, teleportacji, lewitacji oraz wytwarzania własnych klonów (max. 3). Podczas pełni może wchodzić w sny innych oraz pobierać moc innych. Aura nocy, wszystko w obrębie aury (czasem może mieć 18 metrów średnicy) jest pokryte gęstym mrokiem. Mniejsza odporność na gorąc. Doskonała widoczność w nocy. Podczas nocy jego oczy zmieniają kolor na granatowy, a białe przebarwienia- na srebrne. Za to atramentowa sierść zmienia się na całkiem czarną.
Historia:
Zauroczenie: Luna, 
Głos: Stanowczy, głęboki, czasem słychać chrypę.
Partnerka: Gdyby tak zliczyć wszystkie wadery, z którymi miałby coś wspólnego zapełniło by to całą stronę A2
Szczeniaki: Kto by zliczył
Jaskinia: Link
Amulet: Link
Coins: 0
Towarzysz: Veloce
Inne zdjęcia: -
Rzeczy ze sklepiku: -
Rzeczy znalezione w op.: Conajwyżej patyk.
Dodatkowe informacje: Potrafi w jeden dzień zapłodnić pięć wader.
Umiejętności:
Siła: 200
Zręczność: 10
Wiedza: 100
Spryt: 100
Zwinność: 100
Szybkość: 145

Mana: 145

Nowa Wadera! Rodinia


- Właściciel: Teresla
- Imię: Rodinia
- Wiek: 2 lata
- Płeć: wadera
- Żywioł: Natura, Życie, Wolność
- stanowisko: Medyk
- Cechy fizyczne: Szczupła szara wadera. Posiada normalną wagę. Rozpiętość skrzydeł wynosi dwa metry. Długość ciała półtora. Bez ogona siedemdziesiąt pięć centymetrów. Ma osiemdziesiąt centymetrów wzrostu (bez skrzydeł). Jest w miarę szybka.
- Cechy Charakteru: Rodinia to nieśmiała wadera. Zakochuję się w dosłownie każdym samcu, ale nie potrafi wyznać miłości. Kiedy coś ją stresuje- trzęsie się. Chce sprawiedliwości na tym świecie, co jest w sumie niemożliwe. Jest wegetarianką. Nigdy by nie skrzywdziła innej żywej istoty. Nawet denerwującego komara latającego wokół jej uszu. Kiedy ktoś na nią krzyczy, ona piszczy i się podkula. Zrobiłaby wtedy wszystko by wilk przestał krzyczeć. Na serio wszystko. Jest typową służebnicą. Lubi wykonywać rozkazy oraz dostawać nagrody.
- Cechy szczególne: Można zaliczyć skrzydła.
- Lubi: Pomagać innym, wykonywać rozkazy, zwierzęta, naturę, śpiewać.
- Nie lubi: Wojen, złych wilków, szpiegów, krzywdy.
- Boi się: Wściekłych wilków, przemocy, krzywdy.
- Moce: Leczenie chorób oraz ran, potrafi wytworzyć aurę życia, wszyscy w obrębie 20 metrów będą leczeni, nie tyczy się jej wrogów ani atakującego. Rozmawianie ze zwierzętami, szybszy wzrost roślin, tarcza natury- z ziemi wyrastają gęste pnącza tworzące tarczę. Wszystko związane z naturą.
- Historia: Urodziła się podczas wojny. Była jedyną córką medyczki oraz wojownika. Jej Ojciec zginął, gdy miała sześć miesięcy. Na jej oczach. Jej matka nauczyła ją medyki. Wtedy zaczęła interesować się biologią. Tym bardziej że przez wojnę wszędzie było głośno i pusto. Osiągając wiek półtora roku jej wataha upadła. Przegrała wojnę. Musiała uciekać. Uciekła na północ. I trafiła tutaj.
- Zauroczenie: -
- Głos: Melodyjny, uspokajający, typowo dziewczęcy.
- Partner: Chciałaby…
- Szczeniaki: Dziewica ze szczeniakami?
- Jaskinia: Link
- Amulet: Link
- Coins: 0
- Towarzysz: Azzeru
- Inne zdjęcia: -
- Rzeczy ze sklepiku: -
- Rzeczy znalezione w op: -
- Dodatkowe informacje: Bardzo ładnie śpiewa.
- Umiejętności:
: Siła: 100
: Zręczność: 100
: Wiedza: 125
: Spryt: 125
: Zwinność: 100
: Szybkość: 125
: Mana: 125

4.03.2017

Od Solisa CD Demon

Wędrowałem od... bo ja wiem? Około pół roku. Watahę trafił szlag, napadły na nią jakieś dziwne stwory. Dużo wilków zginęło, a większość pouciekała, gdzie pieprz rośnie. Nieliczni zostali i walczyli z tymi potworami, w tym moi rodzice i ja. Moja siostra była jedną z tych, którzy pouciekali (Właściwie, to rodzice kazali jej uciekać). Kiedy już wszystko wróciło normy, rodzice kazali mi jej szukać i dlatego teraz włóczę się, cholera wie gdzie...
Byłem teraz u podnóża klifu, na jego szczycie siedział jakiś wilk. Postanowiłem po cichu do niego podejść.
Basior gwałtownie się odwrócił.
- Cześć, kim jesteś? I jak się nazywasz? - odezwałem się pierwszy. Lubię zawierać nowe znajomości.
- Miałem właśnie o to samo zapytać. Jestem Demon. Tak wiem, dziwne imię, ale no cóż... a i na pierwsze pytanie to ty mi może odpowiedz, co? - Demon uśmiechnął się sympatycznie, co odwzajemniłem.
- Jestem Solis,
- Eee, jaki lis?
Zaśmiałem się.
- Solis, a nie lis!
- A, przepraszam. Mój błąd. Tak w ogóle chyba nie powinno cię tu być...
- A czemu? - zdziwiłem się. - Jest tu jakaś wataha czy coś?
- Trafiłeś w sedno.
- No cóż, to ja może pójdę... - lekko posmutniałem. Miałem już iść, ale nagle Demon zawołał:
- Nie! Poczekaj! Jak chcesz, to możesz zostać. Na pewno Alfa pozwoli ci zostać.
- Tak sądzisz? - przekręciłem głowę w lewo.
- Tak, na pewno. Lepiej już chodź, bo się ściemnia, a czasami nocą tutaj jest nieprzyjemnie...
Ruszyliśmy w stronę tej watahy. Gadaliśmy i żartowaliśmy przez całą drogę.

****

Alfa przyjęła mnie do watahy. Nie oprowadziła mnie po terenach, bo jej się nie chciało. Rozumiem to. Wybrałem się na zwiedzanie. Znalazłem się przy strumieniu. Demon pił wodę. Wpadłem na pomysł. Podkradłem się do niego. Gdy byłem już wystarczająco blisko, krzyknąłem na cały głos:
- Siema!
Basior podskoczył przerażony.
Zacząłem się śmiać.

<Demon?>
 

Od Lii C.D Yuko ,, Palenie Marzanny"

Patrzyłam na waderę z kamiennym wyrazem twarzy. Zaczęła mnie trochę irytować. Ale co poradzić?
Nie mogłam wytrzymać i parsknęłam śmiechem tak, że aż rozbolał mnie brzuch.
- To nie znaczy, że musiałam sama pastwić się nad jeleniem
- Jeju jeju jeju. - Mruknęłam patrząc na Yuko
- Zaraz się zadławisz tym swoim jeju. - warknęła wadera.
- A dajrzesz spokój! - zawołałam i zatoczyłam się do tyłu wyjąc ze śmiechu. Ostatni raz dostałam takiego ataku śmiechu 4 miesiące temu. Yuko patrzyła na mnie jak na wariatkę.
- Pierdzielny dym. - powiedziałam z trudem dławaiąc się śmiechem.
- Tyś się dymem najarała? - Znowu prychnęłam  śmiechem. I od tamtej pory już nic z siebie nie wycisnęłam.

***
Następny ponury dzień. Cholernie bolała mnie głowa. Była 4.00 rano. Źle spałam. Śniła mi się płonąca Blade wrzeszcząca:,, NIE UJDZIE WAM TO NA SUCHO! HAZE SIĘ O WSZYSTKIM DOWNIE!" I wyszło szydło z worka. Ujawniło się jej prawdziwe oblicze. Z trudem zlazłam z mojego legowiska i gdy tylko wstałam... znowu padłam. A w głowie miałam tylko jedno słowo: ,, SPAAAAAAAAAAAAAAĆĆ!!!!!!!!!!!!!!" Tak. Chciało mi się spać. Wylazłam z trudem z jaskini i poszłam nad strumień. Wskoczyłam do lodowatej wody i szybko z niej wyskoczyłam otrzepując się. Matko.... jakie to było zimne.
- Co? Zimna woda? - zapytał znajomy głos. Yuko....
- Ech, chcesz sprawdzić? - zapytałam. Yuko siedziała po 2 stronie strumienia.
- Nie chce mi się. - powiedziała i popatrzyła w stronę wczorajszego stosu
- Kiedy następny stos?
- Jak znajdziemy jakiegoś szpiega albo kogoś innego. Haze się tutaj plącze. Jak ją złapiesz, możesz spalić. Chyba, że znajdziesz kogoś kto jest ZŁY.  - powiedziałam.
- A gdyby tak spalić.... no nie wiem. Exana?
- On ma córkę.
- To córkę też spalimy.
- YUKO!
- No co?
- Nie.... jeśli by dołączył jakiś szpieg można by....
- To trzeba jakiegoś ściągnąć.
- Niby z kąt?
- To już moja głowa. - po tych słowach gdzieś se poszła. Patrzyłam jeszcze przez chwilę w stronę w którą sobie wymaszerowała i poszłam nad strumień spokoju. Panował tam półcień. Nie było za jasno i za ciemno. Katrin nie było. Gapiłam się na swoje odbicie. Byłam rozczochrana. Super. To po prostu ekstra. Medalion odbijał się od tafli wody. Przed sobą zobaczyłam Kagekao
- O, Lia. - powiedział jakby zaskoczony
- A co?
- Nie, nic. Yuko tylko mówiła soć o jakiś szpiegach i torturach, ale nie za bardzo ją rozumiałem. Będą tortury? - zapytał z nadzieją.
- Nie wiem. Jak Yuko załatwi kogoś do torturowania, to tak.
- A kto to będzie?
- Nie wiem. - mruknęłam i zaczęłam bawić się zeschłą stawą. - Przez was zostanę psychopatą. - mruknęłam.
- To chyba dobrze?
- Dobrze!? Mamy już 3 psychopatów w watasze. 4 nie jest do niczego potrzebny.
- Coś ty? Zawsze raźniej.
-Ech.... co by to było. Tyle psychopatów.
- Dobra. Jak chcesz. Ja idę po... Yuko? - Yuko zjawiła się tak nagle, że podskoczyłam.
- ło matko! Nie strasz człowieku! - Yuko wyglądała jakby zjadła gorzkie jagody.
- MUSICIE MI POMÓC!
- W jakim celu?
- Trzeba znaleźć szpiega! Haze! Nie wiem! Musi być stos!

< Yuko? Na dzisiaj moja wena się skończyła >


3.03.2017

Od Yuki "Palenie Marzanny" C.d Lia

 - Czy ty czasem nie stałaś się psychopatką? – Uśmiechnięty Kagekao zapytał się Lii, lecz zanim ona zdążyła powiedzieć ja krzyknęłam na całą polanę tak, że chyba Haze i Anakin mnie usłyszeli.
- NASTĘPNY STOS!
- Nie krzycz tak kobito – powiedziała Luna.
- BĘDĘ KRZYCZEĆ, KIEDY CHCE! –Krzyknęłam, a na moim pysku pojawił się uśmiech – WOLNOŚĆ SŁOWA! – Cała wataha patrzała na mnie, a ja się śmiałam jak psychopatka.
- Co się tak patrzycie? – Popatrzyłam udawanym gniewem na resztę watahy – Nigdy walniętego wilka nie widzieliście?!
- Codziennie patrzymy na ciebie – powiedziała Luna, a ja zaczęłam się śmiać. Wskoczyłam na resztki pnia, z lekkością kota.
- A tutaj mamy usmażone mięsko
- Yuki, co ty ćpałaś? – Jakiś wilk zadał pytanie.
- Lece! – Powiedziałam, po czym się puściłam i spadłam na grzbiet z paru metrów. Zaczęłam się śmiać.
- Chyba nie możesz uczestniczyć w następnych stosach – powiedziała Lia. Rozszerzyłam oczy, wstałam i po chwili byłam już blisko Lii.
- PROSZĘ, NIE! – Patrzałam na nią przestraszonym wzrokiem.
- No dobrze, nie będziesz uczestniczyła w następnych stosach – zaczęłam piszczeć.
- Ogarnij się – powiedział Kagekao, a ja zabiłam go wzrokiem.
- Może chciałabyś coś upolować? – Zapytała Lia
- Po co?
- Ustalmy tak, będziesz mogła uczestniczyć w następnych stosach tyle, że teraz musisz upolować jelenia, trzy sarny oraz sześć królików, do poranka – spojrzała na mnie surowo.
- Już lecę! – Powiedziałam, po czym pognałam w stronę lasu.

   A oto jeleń. Nie zdaje sobie sprawy, że zaraz będzie martwy. Niech śpi. Zaczęłam się czaić. Podeszłam do niego na dwa metry. Skoczyłam na jego kark i go ugryzłam. Ryknął i zaczął się szarpać. Ryk obudził sarny, które zaczęły uciekać. Jeleń padł martwy. Kopnęłam go w krzaki, które zaznaczyłam moczem, po czym zaczęłam piec za stadem saren. Stworzyłam cztery swoje kopie, a one ruszyły na sarny. Wszędzie było słychać ryki, tupoty kopyt i warczenia. Wszędzie był kusz, sarny latały w te i we w te. Upatrzałam sobie jedną, specyficzna. Była biała. Cała. Gdy byłam blisko niej rzuciłam się na nią, gryząc ją w nogę. Wydusiła z siebie ryk, po czym upadła. Zaczęła się wierzgać i szarpać. Zamroczyłam ją, po czym zaczęłam gryźć jej kark. Padła martwa. Gdy chmura kurzu upadła zobaczyłam jak moje klony targają trzy truchła saren. Teraz jeszcze króliki… Zaciągnęłam sarnę do krzaków, po czym usiadłam naprzeciw swoich klonów.
- Więc… Macie upolować sześć królików i przynieść je tu – wytłumaczyłam im
- Dobra – odparły chórem, po czym znikły gdzieś w krzakach.

  Ostatnia z nich przybiegła z trzema królikami w pysku. Dobry wynik. Jeleń, cztery sarny, oraz osiem królików. Chwila… Po co Lii tak dużo zdobyczy? Zrozumiałam, o co jej chodziło. Po prostu chciała mnie czymś zająć.  Teraz to się zdenerwowałam. Spojrzałam na cztery mnie. Zmieniłam każdą w inne wilki. W Ripple, Catrin (z innej watahy), Melanię oraz Asai. Postać Ripple zabrała na grzbiet dwie sarny, a w pysk chwyciła dwa króliki. Postać Catrin zabrała jednego zająca oraz jelenia. Melania zabrała jedną sarnę oraz dwójkę królików. Asai zabrała ostatnią sarnę oraz królika. Ja zabrałam dwa króliki. Zaczęliśmy iść w stronę miejsca paleniska. Wszyscy bawili się w najlepsze… A mnie wysłali na łowy… Pokazałam reszcie by iść do przodu. Upuściłam zdobycze dwa metry od najbliższego wilka z watahy, nakazałam Ripple, Catrin, Melani oraz Asai położyć zdobycze na miejsce. Gdy któraś z nich oddała już to, co niosła- rozpływała się w powietrzu.
- Proszę, oto zdobycze – powiedziałam do Lii
- Uspokoiłaś się? – Zapytała
- Tak. – Rzekłam twardo – A w ogóle dzięki za pozbycie się mnie.
- Cóż, musiałam coś zrobić – ona tak mnie denerwuje… - w ogóle zaczęło brakować jedzenia.
- Mogłaś wysłać kogoś do pomocy. – Warknęłam.
- Ale sobie poradziłaś
<Lia? Kłótnia? C; )

Od Lii C.D Yuko ,, Palenie Marzanny"

Lol. Yuko chyba po raz pierwszy pomyślała logicznie. Patrząc na tą Blade poczułam ulgę. To trochę brutalne. Ale no cóż. Yuko sie postarała. A Bladeraw? Była w.... spermie. Fuj. Ktoś po raz kolejny ją no... tak to ujmę....." ruchnął" Patrzyłam na tą białą waderę. Mimo, że tyle przeżyła odważyła sie zdradzić watahę, przez co o mały włos nie doprowadziła do wojny i śmierci masy wilków. Zachowała się jak Haze i Anakin. Takie dwa pozorne anioły. Podszedł do mnie Kagekao
- Fajny widok. - powiedział. Nie źle. Zagadał, chociaż prawie nikogo z tond nie lubi.
- No w sumie. Mam tej cholery dość. - mruknęłam. W tej właśnie chwili wadera się ocknęła
- Co się dzieje? - zapytała patrząc na wszystkich swoim zaspanym wzrokiem
- Palimy marzannę!!!! - zawołała Yuko w uśmiechu. Do Bladeraw dopiero po chwili dotarło o co chodzi.
- Co? NIE!
- TAK! - zawołała uszczęśliwiona Yuko. Bladeraw zaczęła się wyrywać z więzów.
- Żądam widzenia z Alfą! - ryknęła
- Do usług. - wystąpiłam z tłumu. Wadera była tak oszołomiona, że zaniemówiła z otwartym pyskiem.
- Jak, co... Nie!
- Wybacz. O mały włos nie doprowadziłaś do wojny, zagryzłaś Lili i zdradziłaś watahę. Masz na sumieniu....
-...... BARDZO DUŻO! - zawołała Yuki i zaczęła skakać wokół stosu.
- Ke, ke, ke ke. - zaśmiał się Kagekao
- Masz bardzo dziwne poczucie chómoru. - mruknęłam
- Och, przecież wiem. - powiedział i uśmiechnął się, co było dziwne. Zaczęłam se nucić piosenkę.
- C, co ja mam na sobie?! - zawołała z przerażeniem Blade patrząc na swoje futro.
- Spermę. - oświadczyłam spokojnie. Kątem oka spojrzałam na Melpomeę. Była nowa i doświadczona, ale nie chciałam by miała o nas złe myśli ale nie znała całej historii watahy.
- Jakaś ty doświadczona. - mruknął basior
- Przymknij się. - Odpowiedziałam
- A czy to legalne? - zapytał Leo który się nie odzywał
- TAK! - wrzasnęła Yuko i powiedziała do Blade
- Ostatnie życzenie? - Blade patrzyła w dal
- Jestem w ciąży? - zapytała. Yuko parsknęła śmiechem.
- Mel. Sprawdź proszę. Nie chcę mieć szczeniaków na sumieniu. - warknęłam. - Jeśli coś kombinujesz, będziesz Cierpieć podwójnie. - syknęłam do Blade. Mel weszła podeszła do białej wadery i jakby wpadła w trans po czym się ocknęła
- Nie. - mruknęła po czym odeszła
- No. To palimy. - powiedziała Yuko. - Luna?
- NIE UJDZIE WAM TO NA SUCHO! HAZE SIĘ O WSZYSTKIM DOWIE!
- He he he. Wątpię. - powiedziała Yuko i uśmiechnęła się szyderczo, po czym Luna podpaliła Blade.

****

Krzyków, wrzasków i tp nie było końca. Palenie żywcem chyba jednak jest lepsze od męczenia psychicznego, jakiego mogłam jej załatwić. Po raz pierwszy miałam o czym pogadać z Yuko, która była pełna entuzjazmu i pytała się, kiedy 2 stos. Odpowiedziałam, że jak wróci Haze lub Anakin, albo jakiś ich szpieg. Ale z torturami czy coś. Meg wyglądała jakby otrząsnęła się z jakiejś choroby. Leo z Korsem nawijali o jeleniach a ja siedziałam obok Kagekao.
- Jak stos? - zapytał
- Tak se. Po raz pierwszy poczułam taką... fajną ulgę.
- Bardzo fajny widok.
- Przez Yuko stanę sie psychopatką. - zaśmiałam się i odgryzłam kawałek zająca.
- Często się śmiejesz?
- Czasem..... a co się tak interesujesz?
- Tak jakoś. Luna nie wierzy, że mogłem się zmienić.
- Nie dziwuj jej się. Jak coś jej zrobisz, będzie nie ufna do puki nie zrobisz czegoś wielkiego.... w dobrym sensie.
- Ech... - mruknął basior jakby zastanawiał się co ma zrobić.
- A to co sobie nuciłaś.... no wiesz. Po rozmowie z Blade? - popatrzyłam na niego podejrzliwie.
- Taka jedna co sobie wymyśliłam.
- Zanucisz?
- NIE. - powiedziałam. Kagekao zaczął mnie trochę irytować. To było dziwne.
- Ech... i po zdrajczyni został tylko kawałek białej sierści i medalion. - powiedziała z udawanym smutkiem Yuko.
- Trzeba wysłać wiadomość do barano-kur. - powiedziałam w zamyśleniu
- Po co? - zapytali równocześnie Kagekao i Yuki
- Żeby był kolejny stos. - Uśmiechnęłam się szaleńczo.

< Yuko? Luna? Kagekao? Nie wiem >

Od Yuki "Palenie Marzanny" c.d Luna/Lia

     Eh… Ten współczesny świat. Wszędzie oszustwa, zdrady i tym podobne. Jakaś Bledarew podobno zdradziła watahę mrocznych skrzydeł… Nie, to była Bladeraw. W mojej rodzinnej watasze byłaby spalona… Czekaj, przecież ja mogę to zrobić. Uśmiechnęłam się diabolicznie. Oczywiście nie chcę być samolubna. Muszę zwołać innych. Wstałam i wyszłam z jaskini. Pobiegłam w stronę lasu. Jednak zatrzymałam się w połowie drogi. Na wzgórzu wyrastało wielkie martwe drzewo, wyglądające na stabilne. Podeszłam do niego i kopnęłam je tylną łapą. Nic. Więc wiem gdzie Blade zostanie spalona. Pobiegłam do Alfy. Wparowałam do jej jaskini, a ona się najeżyła.
- Czego chcesz?! – Zapytała widząc mój uśmieszek.
- Mam coś specjalnego, może byś zwołała całą watahę w środek nocy na polanie obok starego, martwego drzewa?  - Spojrzała na mnie oczyma małymi jak ziarnka grochu.
- Co ty planujesz?
- Niespodziankę, no proszeeeeeeeeeeeeeeee – popatrzałam na nią wzrokiem „szczeniaka”, co było dosyć dziwne.
- Jeżeli nie planujesz żadnej zasadzki mogę zwołać watahę…
- Dziękuje! – Krzyknęłam i wybiegłam z jaskini. Poleciałam do Luny. No nie poleciałam, że dosłownie.
- MUSISZ MI POMÓC! – Krzyknęłam, a wadera spojrzała na mnie.
- CZEGO CHCESZ?! – Wadera patrzała w ogień.
- Jesteś wilkiem ognia, co nie?
- Yhy
- Dzisiaj przyjdę do ciebie wieczorem, będziesz miała, co palić!- Zanim coś odpowiedziała ja już byłam w drodze do jaskini Bladeraw. Nie było jej tam. Zaczęłam jej tropić. Trop w jaskini był niewyraźny, jednak mogłam go wyczuć. Zaczęłam biec po tropie.

Odnalazłam ją! Spała obok świerku. Obwąchałam ją, czy to na pewno ona. Miała na sobie zapach jednego z basiorów watahy mrocznych skrzydeł. Obok była dziwna maź, której określenia nie mogłam określić. Z obrzydzeniem położyłam ją na grzbiet. Bo mogę. Zaczęłam ją nieść. Śmierdziała strasznie. Jakoś doszłam do starego pnia. Był już wieczór. Rzuciłam nią o podłogę. Chwyciłam linę, którą znalazłam po drodze. I zaczęłam zawiązywać jej łapy. Cóż… By ją zawiązać na drzewie potrzebowałabym pomocy. Miałam iść po Lunę! Ale teraz nie zdążę… WIEM! Przeteleportuję się! Pomyślałam o jaskini Luny. Pyk. I jestem. Luna spojrzała na mnie zdziwiona.
- Skąd ty tu? – Zapytała.
- Idziemy palić! – Wadera spojrzała na mnie zdezorientowana, ale zanim zdążyła coś powiedzieć czy zrobić ja dotknęłam ją łapą i przeteleportowałam nas obok pnia.
- Co do?! – Patrzała na Bladeraw.
- Pomóż mi ją przywiązać do pnia – powiedziałam.
- CO TY CHCESZ ZROBIĆ!?
- Palić Marzannę – spojrzała na mnie jak na debilkę – słuchaj, ona jest zdrajcą, może przyjdzie cała wataha, nie zepsuj tego…
- Dobra… - po chwili Blade byłą już przywiązana do pnia.
- Poczekasz tu na mnie? – Zapytałam – Jak zobaczysz Lie to wyj – powiedziałam, po czym pobiegłam w stronę lasu.

     Czaiłam się na zająca, gdy usłyszałam wycie. Lia idzie. Skoczyłam na zająca zabijając go ciosem łap. Chwyciłam go w paszcze, a wcześniej upolowane sarny zarzuciłam na grzbiet. Przeteleportowałam się do Luny. Lia była już blisko nas.
- Nie mogłam znaleźć Bla… - przerwała i spojrzała na marzannę, – co masz zamiar zrobić?
- Podpalić ją – powiedziałam – a po podpaleniu jej możemy zjeść upieczone mięso – wskazałam na zdobycze, które wcześniej upolowałam – była zdrajczynią, niech zapłaci za to.
- Ty tak na serio czy downa masz? – Powiedziała Lia do mnie.
- Tak na serio
- Co planujecie, Panienki? – W naszą stronę szedł szaro-czarny basior. Czy to nie ten Kagekao, co porwał kiedyś parę wader z Watahy Mrocznych Skrzydeł?
- Yuki chce palić marzannę – powiedziała Luna.
- A to mięso to, dla kogo? – Zapytał patrząc na sarny oraz zająca.
- To jest przeznaczone na później – powiedziałam – Wara od niego póki Bladeraw nie zostanie spalona.
- Spokojnie, spokojnie – uspokoił – nie jestem egoistą, Panny puszczę pierwsze
- Ostatnim razem nie byłeś taki – powiedziała Luna. Była jedną z jego ofiar.
- Wilki się zmieniają – uśmiechnął się. Po chwili zaczęła nachodzić się wataha.
- Wszyscy? – Zapytałam Lii, byłam lekko zestresowana.
- Raczej tak – odpowiedziała. Usłyszeliśmy jęk, Bladeraw się obudziła.
- Co się dzieje? – Zapytała patrząc śpiącym wzrokiem na wszystkich.
<Luna/Lia?>

2.03.2017

Nowa rzecz w sklepiku!

Witam! Poznajcie złotą kartę! Dzięki niej nie będziecie musieli pisać opowiadania przez miesiąc! Koszt jest w sklepiku. Pozdrawiam!

Od Luny CD Psychopata

Przechadzałam się po terenach watahy. Rozmyślałam o wszystkim, co się działo w watasze. Wiele wilków odeszło, wiele nowych wilków dołączyło.... Ta... nowi. Żadnego jeszcze nie spotkałam osobiście. Właściwie, to znam tylko ich imiona. Obawiam się, że wśród nich są jacyś psychopaci. Kolejni psychopaci. Za dużo psychopatów już było w tej watasze. Za dużo! Jeśli spotkam jeszcze jakiegoś psychopatę, to chyba zwariuję!
Wpadłam na jakiegoś wilka. Cholercia..
- Przepraszam. Zamyśliłam się i cię nie zauważyłam. - wydukałam pośpiesznie.
Basior warknął. Najwidoczniej jest z tych agresywniejszych. Nie widziałam go wcześniej. Pewnie jest nowy.
- Jak masz na imię? - spytałam.
Basior przez chwilę stał bez słowa, jakby zastanawiał się nad odpowiedzią, co było dziwne...
- Em... Psychopata. - odpowiedział tak cicho, że ledwo go usłyszałam.
Świetnie! Kolejny psychopata! No dobra... ma tylko tak na imię. To nie oznacza, że jest prawdziwym psychopatą, ale znając życie, okaże się, że jednak jest prawdziwym psychopatą! Zwariować można...
Dziwne imię. - przyznałam.- Zresztą nieważne... Ja jestem Luna. Jak mniemam, jesteś nowy?
- No... tak - odpowiedział równie cicho, jak przedtem. Nie wyglądał na zadowolonego, że zadaję mu te wszystkie pytania.
- Słuchaj, możesz mówić głośniej? Prawie wcale cię nie słychać...
Psychopacie najwidoczniej nie spodobała się ta uwaga. Basior odburknął coś w odpowiedzi i sobie poszedł.
Dziwny wilk...

<Psychopata?>

Od Korsa do... 2 wilków

To mnie trochę zaczęło wkurzać. Nic się nie działo, tylko co jakiś czas ptaki srały mi na głowę. Jaki z tego wniosek? Wszyscy mnie olewają. Dosłownie. Dreptanie w miejscu mi się znudziło. Przed chwilą była taka ulewa, że prawie bym dostał w łeb gałęzią. Zacząłem przeskakiwać kałuże. Wreszcie się potknąłem o wystającą gałąź i wleciałem w błoto. Za sobą usłyszałem śmiech, dobrze znany śmiech. Psychopata. Odwróciłem się i popatrzyłem na niego spode łba.
- Co się szczerzysz? - zapytałem wytrzepując się z brudnej wody.
- Bo to śmieszne. - powiedział i wyszczerzył zęby.
- Ta, bardzo śmieszne. - mruknąłem i poszedłem przed siebie.
- Ej! A ty gdzie?! - zawołał i podbiegł do mnie.
- Co? Nie odczepisz się?
- Odczepić? Nie ma mowy! Jesteś za bardzo śmieszny.
- Dzięki. - mruknąłem i teleportowałem się nad las do wodospadu . Usiadłem koło drzewa i
popatrzyłem na wodospad. Coś mi w nim nie pasowało. Był tam cień wilka. Nie myliłem się. Zza wodospadu wyskoczyła Yuko, która tylko na mnie spojrzała, uśmiechnęła się szyderczo i pobiegła w lewo. Fajnie. W watasze mamy coraz więcej psychopatów.
- Co uciekasz? - znowu usłyszałem ten ohydny głos.
- KURWA! - Zakląłem. - Możesz się łaskawie odczepić?
- Oj, joj, joj.... nie ładnie przeklinać. Nie. Nie mogę.
- LUDZIE! - zawyłem i przykryłem oczy łapami.
-  Oj... LUDZIE? Nie ładnie.
- Weź ty się ode mnie odczep. - Mruknąłem i wskoczyłem na kamień który wystawał z wodospadu. Jeszcze jeden skok i.... wpadłem na Yuko, która powinna być już 2 kilometry dalej. 
- Ej! Uważaj jak łazisz! - zawołała i wstała z trawy-błota jak ja. 
- A ty nie powinnaś być gdzie indziej? - zapytałem. Wadera popatrzyła na mnie jak na wariata.
- Co? Czy TY mi rozkazujesz?
- Nie... ale widziałem Cię, jak wyskakiwałaś zza wodospadu i biegłaś na lewo... - Yuko patrzyła na mnie jak na wariata.
- Dobrze się czujesz? - zapytała. 
- Oczywiście ze tak! Ale... skoro ty jesteś tu... a to coś było tam... - w tym momencie pojawił się Psychol.
- O...... jakie słodziaki.
- Przestań. - warknęła wadera.
- Zakochani? - zapytał Psychol. - Mogę rozrzucać kwiatki na waszym weselu? - zapytał. Miałem ochotę go udusić ale Yuko mnie wyprzedziła. Rzuciła się na basiora. Przez chwilę była walka. Ale potem jakoś udało mi się ich rozdzielić.
- Dobra! Dosyć! - zawołałem i powiedziałem już poważniej. - Yuko. Więc mówisz, że to nie byłaś ty
- No oczywiście, że nie. - powiedziała. W jej oczach nadal było widać gniew
- Nie żartujesz?
- NO NIE!? - wrzasnęła. Psychol patrzył w stronę lasu. Powędrowałem za jego wzrokiem i zobaczyłem siebie. Zmarszczyłem brwi
- To ja. - mruknąłem, ale postać tylko się uśmiechnęła i rozpłynęła w cieniu.

< Psychol? Może Yuki? >

Powitajmy Mel!



Mail: themagicwolvesofmine@onet.pl
Imię: Melpomena. Paskudne, pretensjonalne imię. W zależności od potrzeb można się do niej zwracać: Mel, Mela, Nawiedzona Mel, wiedźma, zagrożenie dla zdrowia i życia wilków dookoła.
Wiek: 2,3 miesiąca.
Żywioł: Śmierć
Stanowisko: Szamanka
Cechy fizyczne:Przebyte kilometry i odbyte rytualne posty skutecznie odchudziły Melę nie tylko ze zbędnych kilogramów, ale również z jakiegokolwiek dodatkowego ciała. Ta drobna, niska wadera to w rzeczywistości worek kości, wyglądający, jakby najlżejsze uderzenie mogło roztrzaskać ją na kawałki. Nie ma najlepszej kondycji - nigdy jej nie potrzebowała. Można wręcz nazwać ją słabeuszem. Jedyne, w czym jest dobra, to piesze pokonywanie długich dystansów.
Cechy charakteru:Enigmatyczna, skryta i zamknięta w sobie, Mel nie odczuwa potrzeby wyjawiania innym motywów swych działań. Oddana jest bez reszty swojej pracy, lecz niechęć do udzielania wyjaśnień sprawia, że inni biorą to, co robi, za dziwactwa. Mela uwielbia zresztą roztaczać wokół siebie aurę ekscentryzmu, w czym wydatnie pomaga jej zwariowany wygląd i nietypowe zwyczaje. Wstawanie o najdziwniejszych porach dnia i nocy, eksperymenty z magią oraz zamiłowane do zapachu kadzidełek czynią z nią najgorszą lokatorkę pod słońcem - jej towarzystwo jest w stanie znieść jedynie Khoshekh. Chciałaby uważać się za odpowiedzialną, ale prawda jest taka, że wieczne oderwanie od rzeczywistości wywołało u niej zapominalstwo, roztargnienie i jest powodem ciągłych spóźnień. Pracowita profesjonalistka, wiecznie szuka nowych sposobów na lepsze wypełnianie obowiązków szamanki. Ma dziwne poczucie humoru, często można ją zobaczyć, jak śmieje się sama do siebie, pozornie bez powodu. Jest zdeklarowaną introwertyczką, która "ceni sobie swój wolny czas" i nie przepada za socjalizowaniem się - czuje się komfortowo w towarzystwie własnym i Khoshekha. Nie ma jednak tendencji do bycia nieprzyjemną. Z reguły stara się dostrzegać w innych i świecie to, co dobre i harmonijne. Wierzy w słuszność naturalnej równowagi i porządku.
Cechy szczególne: Ogromna szopa dredów z przeróżnymi wplecionymi w nią drobiażdżkami. Jej oczy intensywnie lśnią pod wpływem magii.
Lubi: Swoją pracę, spokój, zapach kadzidełek, interesuje ją symbolika praktycznie wszystkiego, zielarstwo oraz aromaterapia (w jej jaskini zawsze dziwnie pachnie), gwiazdy.
Nie lubi: Zimnej i mokrej pogody, hałasu, bałaganu, zamieszania, stagnacji.
Boi się: Ciasnych, zamkniętych pomieszczeń i pomieszczeń.
Moce: Komunikuje się z duchami. Potrafi wyczuwać aurę żywych istot i niektórych przedmiotów.
Historia: Odkąd odrosła od ziemi, Mel wiedziała, co jest jej powołaniem. Moc komunikacji ze zmarłymi, która mogłaby przerazić inne dziecko, ją zafascynowały. Jako nastolatka zaczęła organizować amatorskie seanse spirytystyczne, wtedy też wypracowała swój nowy, ekstrawagancki image. Jej dar dostrzegła wędrowna szamanka i nekromantka, która zdecydowała się wziąć ją do siebie na naukę. Mel zwiedziła pół świata i trochę, chłonąc wiedzę niczym gąbka. Podczas swych wędrówek poznała też towarzysza, który odtąd pomagał jej poruszać się po świecie duchów. Wreszcie postanowiła, że jeśli chce robić dalsze postępy, musi zacząć pracować na własny rachunek. Odłączyła się od mentorki i koniec końców zawędrowała tutaj.
Zauroczenie: Jest aseksualna i demiromantyczna. Ciężko będzie.
Głos: Florence & the Machine - Leave my body
Jaskinia: Link
Amulet: Tylko jeden? Ma ich kilkanaście i zakłada je w zależności od sytuacji oraz samopoczucia.
Coins: 0
Towarzysz: Khoshekh. Partner w nieszczęsnym przekleństwie dziwnych imion.
Rzeczy ze sklepiku: 0
Rzeczy znalezione w op: 0
Dodatkowe informacje: Jako szamanka, oprócz właściwej magii, Mela zna się na takich praktykach magicznych jak: rzucanie klątw, zaklęć i uroków, odprawianie rytuałów, oraz przenoszenie się między wymiarami żywych i zmarłych. Potrzebne są jej jednak do tego odpowiednie grymuary i przedmioty, które stara się zawsze nosić przy sobie w torbie.
Umiejętności:
- Siła: 50
- Zręczność: 100
- Wiedza: 200
- Spryt: 200
- Zwinność: 50
- Szybkość: 100
- Mana: 100

1.03.2017

PW Powraca!

Witam! Chciałabym poinformować, że PW - Pierścień Wolności powraca. Dlatego, że większość ludu nie ma, będą inne wilki uczestniczyć w wyprawach... mam nadzieję, że przetrwają do 3 części, choć prawdopodobieństwo jest niskie. Ale co tam. W tej części grupa wilków przenosi się w czasie. Mam nadzieję, że macie ochotę na czytanie. To tyle. Pa, pa!


Pozdrawiam. Lia

Od Katrin C.D Demon

Pierwsze wrażenie? Ta mgła nas goni! Drugie? Ej! Gdzie ty lecisz! Trzeba to zbadać! Krzyczałam imię Demona na darmo. Nic nie słyszał. Poczułam złamanie kości. JEGO kości. Stanęłam między nim a tym dziwnym dymem po  czym utworzyłam barierę ochronną. Teraz otoczyła nas łososiowa pół-bańka. Mgła otoczyła bańkę i pokazywała mi jak na ekranie telewizji różne sceny z mojego życia. Tą czarną uciekającą se mną w pysku, poznanie Demona, moją mamę patrzącą na mnie tymi swoimi błękitnymi oczami, zostawiającą mnie w domu bogini. I... moja młodszą roczną siostrę przygniecioną przez drzewo. Napłynęły mi łzy do oczu. Lisa oddała za mnie swoje życie, odpychając mnie spod wielkiego drzewa gdy ono miało na mnie runąć. Bariera zaczęła się kruszyć a mgła w nią bić. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego co się dzieje. Wzmocniłam barierę.
- Wynoś się! - wrzasnęłam. O dziwo mgła usłuchała. Jeszcze chwilę szybowała wokół kuli po czym odleciała w głąb lasu, do bramy. Nie wiele myśląc wzięłam demona i przeteleportowałam się na główne tereny watahy.

                                                           ***

Potem już wszystko działo się dziwnie szybko. Urru pomógł mi z przeniesieniem Demona do Drzewa 4 Żywiołów.  Tam go uleczyło ale... nadal był nie przytomny. Lia powiedziała, że albo ma szczęście, albo twardy łeb. Siedziałam przy drzewie patrząc w ścianę jaskini, która była chyba 500 metrów dalej gdy usłyszałam znajomy głos.
- Co się stało? - Demon siedział, i drapał się za uchem
- Nareszcie sie obudziłeś! - zawołałam, podbiegłam do niego i lekko objęłam. - Nic Ci nie jest? Jak się czujesz?
- Ech.... trochę kręci mi się w głowie. Gdzie jesteśmy?
- W jaskini 4 żywiołów. Mgła sobie poszła. - Demon wyglądał, jakby ocknął się z 3 letniej amnezji.
- Co to było?- zapytał
- Nie wiem, ale trzeba się dowiedzieć.

< Demon? Sorry, ze krótkie ale za bardzo czasu nie mam >