Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkanoc 2021. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkanoc 2021. Pokaż wszystkie posty

16.04.2021

Końcowo...

 Wilki które zostały:


- Exan 5 pkt
- Carver 2 pkt
- Ziyoł 6 pkt
- Lyn 3 pkt
- Eve 2 pkt
- Kagekao 5 pkt
- Tobias 3 pkt
- Tsumi 4 pkt
- Shira 2 pkt
- Rapid 2 pkt
- Wichna 6 pkt
- Ren 19 pkt
- Vespre 6 pkt
- Nashi 6 pkt
- Stormy  12 pkt
- Igazi 2 pkt
- Yuki 5 pkt
- Sokar 22 pkt

- Jason
- Varian
- Vi
- Allen
- Delta
- Fluffy 
- Antilia  5 pkt


Jeśli kilka wilków należy do jednej osoby, możecie sobie zsumować punkty z kilku postaci. 

No i trupki (znaczy, nie trupki ale no):

- Demoness
- Makrela 
- Solara
- Reiko
- Noelle
- Indra
- Alexei
- Aiden
- Ambrose
- Lucyfer 
- Ichabod 
- Varian
- Aaron
- Maillo
- Strażniczka Pełni
- Osami

Można jeszcze napisać by wilk poszedł do adopcji albo na NPC

14.04.2021

Od Rena „Upierdliwa siostra” cz. 3

Jak na złość Temisto nie było w jaskini, tak samo jak matki i reszty moich sióstr. Jednak po przyniesionej wiklinie i karteczce widniejącej na górze stosiku mogłem wywnioskować, że była już tutaj. Westchnąwszy odłożyłem koszyk i liściaste gałązki na podłogę, jako że przeszkadzały i ograniczały moje pole widzenia.
„Jak już przyjdziesz to upleć z tej wikliny i tego co przyniosłeś wianki. Zacznij od okręgu z wikliny i wtedy okręć go gałązkami z liśćmi. Jak skończysz to wpleć kwiatki.”
Eh. Coraz bardziej czułem się wykorzystywany, szczególnie dlatego, że nie wiedziałem co takiego ważnego robiła siostra, że nie było jej prawie w ogóle w jaskini.
Usiadłem niezadowolony na podłodze, zaczynając próbować w uformowaniu koła z wikliny. Czy to w ogóle jest możliwe, czy może to Temisto coś pokręciła i okazuje się, że nie powinno się zaczynać od tego, tylko czegoś innego? Jak bardzo bym nie próbował, tak bardzo mi nie wychodziło. Dopiero po którejś z parunastu prób uświadomiłem sobie, że próbowałem złej techniki w wykonaniu okręgu. Stosując nową technikę udało mi się już za piątym razem, co było dosyć szybko jak na moje słabe umiejętności w robieniu takich robótek.
Zacząłem wplątywać między wiklinę gałązki z liśćmi. Sprawiło mi straszną trudność uważanie na to by nie użyć zbyt dużej siły, bo inaczej mógłbym porwać te młode pędy. Na szczęście ucierpiało jedynie parę listków, dzięki czemu wianek wyglądał okej. Teraz zostało wplecenie tych dziwnych dużych stokrotek, mleczy czy tych dziwnych fioletowych ostów. Dopiero gdy skończyłem pleść wianek uświadomiłem sobie, że to nie koniec moich cierpień, bo został mi jeszcze jeden wianek do uplecenia.
Nie wiem jak bardzo nie rozumiejącym świata trzeba być, by zostawiając materiały na drugi wianek i ogólnie mając z tyłu tą myśl by nie wykorzystać wszystkiego bo musi starczyć materiałów, zapomnieć w ogóle o tym, że trzeba będzie upleść następny wianek.
Więc wziąłem się i zacząłem robić drugi. Zajęło mi to o wiele krócej niż za pierwszym razem, a wianek wyszedł bardziej prosto niż ten wcześniejszy. Tylko to, że zostały same resztki po wcześniejszym wianku było trochę niesatysfakcjonujące, bo może i technicznie został lepiej zrobiony, ale kwiatki były gorszej jakości niż w tym pierwszym.
W końcu mogłem odpocząć chwilę. Położyłem się, zamykając oczy, mając nadzieję, że Temisto nagle z dupy nie wbije tak, jak zrobiła to gdy skończyłem pleść koszyk.
Powoli przysypiałem, będąc już jedną nogą w sennym świecie, gdy nagle rozbudził mnie głośny dźwięk. A raczej wołanie.
– Reeen! – zawołała mnie siostra radośnie, wbijając do jaskini.
Wzdrygnąłem się, podnosząc zaspany łeb gwałtownie. Sierść mojej siostry była pobrudzona jakimiś kolorowymi plamami.
– Czego chcesz – mruknąłem. – I czemu jesteś brudna?
– O, uplotłeś wianki – ucieszyła się jak dziecko, ignorując moje pytania.
Podbiegła do nich, zarzucając sobie jeden z nich na głowie. Wzięła do pyska drugi i po podejściu do niego włożyła mi go na głowę.
– Wstawaj, zobaczysz nad czym cały czas pracowałam – zachęciła radośnie waderka odbiegając do wejścia do jaskini. – I weź ze sobą koszyk.
Wstałem ociężale, biorąc do pyska koszyczek. Na jego dnie dalej były resztki kwiatków, a raczej ich same płatki.
Ruszyłem za siostrą. Byłem pewny, że jeżeli ktokolwiek by mnie teraz zobaczył, mógłby łatwo wywnioskować że nie robię tego wszystkiego z własnej woli. Pewnie wyglądałem jakbym szedł teraz na rozstrzelanie.

C.D.N

Od Rena „Upierdliwa siostra” cz.2

Wyszedłem z jaskini kierując się w stronę pałacu. Zamierzałem zbierać kwiatki na łące górskiej, jako że najpewniej o tej porze kwitło tam najwięcej roślinek. Tylko czy tyle kwiatków ile uda mi się złapać w pysk będzie wystarczająco na cokolwiek co planuje zrobić z nimi Temisto? Ah, nie powinienem zapominać o liściach. Kwiaty i liście… Mogłem już podejrzewać co takiego planuje moja kochana siostra, szczególnie patrząc na to, co już wcześniej kazała mi robić.
Olśnienie. Przecież mogę wziąć wcześniej upleciony koszyk i pakować do niego to całe zielsko które znajdę. Gałązki liści to ja mogę wziąć do pyska bo zajmują mniej miejsca niż te takie kwiaty. Cofnąłem się więc do jaskini, tylko po to by wziąć koszyk ze sobą. Temisto nie było już w środku. Po tym wróciłem do maszerowania w stronę łąki górskiej. Wybierałem skrótowe ścieżki, szczególnie te mało uczęszczane. Czym szybciej zrobię tą robotę, tym będę mieć więcej czasu na odpoczynek. Nie chciałbym przecież zmarnować całego swojego wolnego dnia od pracy na jakieś plecenie koszyczków i zbieranie kwiatków. Zależało mi więc na czasie, a spotkanie kogoś po drodze mogłoby grozić niechcianym opóźnieniem. Nie chcę marnować czasu na jakieś czcze pogawędki.
Dotarłem na łąkę bez zbędnych utrudnień. Zdecydowanie to był czas gdy wszystkie kwiaty kwitły. Chyba będę musiał poszukać gdzieś indziej liści – tutaj cała ziemia była okryta różnokolorowym dywanem roślin. Białe, fioletowe, różowe, nawet mogłem znaleźć niektóre pomarańczowe i żółte. Choć te żółte to chyba były mlecze…
Zacząłem zrywać co ładniejsze kwiaty, uważając by nie zerwać ich zbyt krótko. Temisto już raz zbiła mnie po łbie gdy zerwałem zbyt krótko łodygę. Niby wtedy nie da się dać kwiata do wianka bo nie ma na czym go zawiązać. Nie będę się z nią kłócić, choć według mnie zawsze można przecież taki kwiat przywiązać sznurkiem czy czymś w tym stylu. Ale cóż, co ja się znam. Właśnie dlatego wolałbym gdyby teraz jak wrócę do jaskini siostra była już w środku, a ja nie musiałbym robić czegoś czego za nic nie potrafię. Koszyk, do którego ładuję teraz te wszystkie kwiatki nie wygląda przecież zbyt ładnie, co jest potwierdzeniem, że moje umiejętności do takich robótek są strasznie niskie. Ogólnie ze zręcznością u mnie leży. Gdybym był tylko tą dziwną dwunogą wiewiórką z tych wszystkich legend, nazywanej bodajże człowiekiem, przynajmniej przez mojego tatę, to może bym potrafił w takie rzeczy handmade.
Ale przecież to tylko legendy. Tak jak te wszystkie o demonach czy stowarzyszeniu cieni. Te niestworzone historię powstały przecież tylko po to by rodzice mieli co opowiadać swoim szczeniakom. Kto normalny uwierzyłby, że istnieją stworzenia potrafiące utrzymać pion stojąc tylko na tylnych nogach? Przecież to jest strasznie niepraktyczne, tak samo jak ich te chwytne kończyny które pełnią funkcję naszego pyska. Podobno to dlatego, że ich pysk jest płaski i trudno im trzymać cokolwiek w ustach. Jestem pewny, że gdyby takie stworzenia żyły w naszym świecie bardzo szybko by wymarły ze względu na to, jak bardzo źle zostali stworzeni.
I tak myślałem, zrywając powoli kwiatki i inne mlecze. Gdy koszyk był już pełny postanowiłem poszukać jakiejś młodej wierzby albo innej rośliny liściastej z długimi gałęziami okrytymi gęsto liśćmi. Udało mi się znaleźć je niedługo później. Wróciłem więc do jaskini trzymając w pysku garść gałązek oraz koszyk pełny kwiecia.
 
C.D.N

13.04.2021

Od Kagekao

Podróż zajęła mi dłużej, niż przewidywałem. Pięć dni w jedną stronę to zdecydowanie zbyt optymistyczna perspektywa. Nie uwzględniłem przecież tego, że teraz, we wiosnę wszystkie rzeki i zbiorniki wodne zostały rozmrożone. Co za tym idzie, nie było już tych wszystkich dróg na skróty. Jak będziemy wracać będę musiał dołożyć wszelkich starań by nie powtórzyła się akcja sprzed paru dni, kiedy to prawie utonąłem w nurcie jeden z porywczych rzek. Gdyby tylko ten konar nie był aż tak spróchniały może utrzymałby ciężar mojego cielska.
Nie mniej jednak po około tygodniu byłem już na starych terenach. Spacerowałem powoli po znajomych miejscach, które opuściliśmy nie tak dawno temu. Zastanawiałem się czy kiedykolwiek uda mi się wrócić tu drugi raz. Możliwe, że to moje ostatnie chwile tutaj. Może i nowe tereny są bezpieczniejsze, jednak nostalgia i przywiązanie do tego miejsca nadal nie wygasło. Postanowiłem, że w takim razie powinienem wykorzystać jak najlepiej te chwile.
Samotne wędrówki przypominały mi o moim dawnym życiu, przed dołączeniem do mojej starej bandy, i w czasie gdy od nich odszedłem. Może i trochę tęskniłem za trybem życia samotnika, jednak teraz, kiedy mam rodzinę i pełnie ważne stanowisko w watasze, nie powinienem już robić takich ryzykownych rzeczy. Swoje wyszalałem, co prawda nie zawsze w odpowiedni sposób, jednak na pewno nie mogę powiedzieć, że zmarnowałem swoje życie. Jednak czemu dalej czuję, jakbym marnował się u boku mojej żony? Mam jedenaście lat, nie powinienem mieć już tych szczeniackich zabaw w głowie. To przecież czas, kiedy powinienem się uspokoić i zacząć żyć odpowiedzialnym życiem. Za parę lat i tak pewne skończę dwa metry pod ziemią, albo co gorsza w brzuchu jakiś padlinożernych ptaków.
– Nie należysz do stada – usłyszałem nieznajomy waderzy głos.
Odwróciłem się pytająco w stronę źródła dźwięku. Smukła wadera o piaskowej sierści najeżyła się ostrzegawczo. Obnażyła kły, cofając uszy.
– Stada? – zdziwiłem się. – Nie spodziewałem się, że ktoś zdążył zająć już te tereny – zaśmiałem się krótko, tylko wzmacniając wyczuwalny strach wilczycy.
– Lepiej dla ciebie byś opuścił te tereny zanim Alfa dowie się o twojej obecności – warknęła.
Uniosłem brew. Nie będę kłamać, że trochę zaciekawiło mnie kimże jest ta groźna Alfa. Gdybym nie był tu po Kazuri może i odważyłbym się z nimi zadrzeć tylko po to, by zaspokoić swoją ciekawość. Jednakże ryzyko z tym związane również mogłoby dosięgnąć waderę po którą tu przyszedłem. Nie zamierzam jej narażać na niebezpieczeństwo szczególnie, że sam postanowiłem ją ochronić. Co prawda nic mnie z nią nie łączy, a jedyny powód czemu jej pomagam to moja egoistyczna zachcianka.
– Opuszczę je, jednak najpierw muszę coś zrobić – powiadomiłem ją. – I nie zamierzam uciec z podkulonym ogonem tylko ze względu na twoją alfę.
Już chciałem odwrócić się i odejść w swoją stronę gdy ta bez żadnego ostrzeżenia skoczyła na mnie z zamiarem ugryzienia mnie. Po jej przesadzonych, nieostrożnych ruchach można było zauważyć, że nie jest wytrenowanym wojownikiem. Wystarczyło jedynie zniżyć się wystarczająco by uniknąć jej szarży. Nie była nawet w stanie wylądować na czterech łapach – potknęła się o własną nogę, lądując na piasku.
– Twoje umiejętności w walce nie świadczą wcale pozytywnie o waszym stadzie – powiedziałem prostując się. – Niekompetentna alfa, że obsadziła osobę nieporadną w walce jako strażnika terenów.
Wadera zacisnęła zęby, wstając z piasku. W powietrzu zmaterializowały się pokaźne kawałki lodu. Ruszyły w moją stronę z znaczną prędkością. Mimo, że próbowałem wyminąć wszystkie, nie potrafiłem zrobić tego bez drobnych zadrapań. Może i umiejętności fizyczne u niej ssą, jednak potencjał magiczny na pewno posiada. Tyle że potencjał to nie wszystko. Osoby takie jak ona są jedynie nieoszlifowanymi diamentami.
Spojrzałem jej w oczy, wykorzystując szanse.
Nowo wytworzone pociski, mające już zaraz nabrać tempa i ruszyć w moją stronę, opadły na ziemię wraz z piaskową waderą. Zwinęła się z bólu, jęcząc żałośnie.
– W taki sposób mógłbym cię zabić, a twoje stado nie wiedziałoby dalej o mojej obecności. Jesteś w stanie zorientować się na jakie niebezpieczeństwo mogłabyś narazić swoich pobratymców swoją niekompetencją? Powinnaś się skupić na swoich fizycznych zdolnościach, bo twoja magia nie uchroni cię przed wszystkim – pouczyłem ją, zdejmując z niej efekt mojej mocy. – Plus nie powinnaś dawać poznać po sobie strachu. W prawdziwej walce przez taki drobny błąd mogłabyś stracić życie.
– Nie chcę tego robić… - wymamrotała rozpaczliwie, dalej leżąc na ziemi.

C.D.N

Od Tobiasa c.d Shira

W kącie jaskini, w którym powinienem znaleźć spokój, zastałem leżącą Shirę. Wadera spojrzała na mnie pytającym spojrzeniem, uderzając parę razy wesoło ogonem o podłoże.
– Czeeść. Co jest, że cię przywiało aż w ten kąt? – Uśmiechnęła się lekko.
Co prawda nie czułem się dobrze w jej towarzystwie, jednak gdybym teraz po prostu się odwrócił i odszedł mógłbym, być może, sprawić jej przykrość. Nie była w żaden sposób straszna ani nic z tych rzeczy. Tylko ta wesoła aura, która była aż niepokojąca w swoim natężeniu.
– Po prostu...
Już chciałem powiedzieć jej o Rayli, jednak w porę zamilkłem. Nie wiem czy wypada marudzić właścicielce na temat zachowania jej towarzysza. Może i strasznie boję się tego tygrysa, jednak nie chciałbym by to wyglądało jakbym szedł skarżyć się Shirze o jej zachowaniu. Zwykle przecież tacy donosiciele nie są dobrze postrzegani.
– …chciałem trochę odpocząć – skłamałem kończąc zaczętą wypowiedź. – Nie będzie ci przeszkadzać jak tu będę czy pójść sobie gdzie indziej? – zapytałem.
– Oczywiście, że nie – odpowiedziała, poszerzając swój uśmiech.
Mimo, że liczyłem na inną odpowiedź, jakoś w małym stopniu ucieszyła mnie ta, którą dostałem. Nie musiałem szukać drugiego takiego cichego kąta, a co za tym idzie szybciej mogłem mieć po prostu spokój. Bez przerażających tygrysów wyglądających jakby tylko czekały aż stracę czujność by napaść mnie w najmniej oczekiwanym momencie.
Ległem na ziemię gdzieś blisko ściany, w najbardziej ciemnym miejscu. Coraz bardziej się uspokajałem dzięki tym wygodnym zimnym skałom, zapominając powoli o wcześniejszym stresie związanym z towarzyszem wadery leżącej gdzieś niedaleko. Nie przeszkadzał mi nawet fakt, że leżę w niezbyt przyjemnej pozycji, przy okazji płaszcząc jeden z moich polików o skalistą ścianę.
– Wygodnie ci? – Tą błogą chwili przerwała Shira. – Dostaniesz wilka jak będziesz leżeć w takiej pozycji.
Otworzyłem lewe oko, jako że prawy polik nachodził mi na drugie. Wadera patrzyła na mnie pytająco.
– Wygodnie – powiedziałem krótko, zamykając oczko. – Od chwili nic się nie stanie, poleżę dopóki ściana będzie zimna.
– Lubisz zimne skały? – dopytywała.
– Mhm – mruknąłem. – Jak są ciepłe to uwierają.
– Nie sądzę by temperatura kamieni miała coś do tego czy uwierają czy nie – wyraziła swoje zdanie Shira. – Przecież nawet jak są zimne to dalej są twarde
Westchnąłem zsuwając głowę na dół. Szczerze mówiąc, teraz było mi bardziej niewygodnie niż wcześniej. Więcej ciężaru ciała naciskało na moje przednie łapy, jeszcze mocniej wbijając w nie drobne kamyczki z posadzki. Przekręciłem się na bok, prostując kończyny.
Ale z jednej strony może, gdybym zapytał…
– W sumie – zacząłem, lekko niepewnie. – To jaka relacja łączy ciebie i Rayle? – zapytałem.
Lepiej zbadać grunt.

<Shira? Też nie mam na to weny i nie bij plz jak co to mogę pomóc później pisać jak nie będziesz mieć pomysłu>

12.04.2021

Od Rena „Upierdliwa siostra” cz.1

Temisto od rana nie dawała mi spokoju. Uczepiła się mnie jak rzep psiego ogona. Chciała bym pomógł jej przygotować się do świętowania wiosny. Jęczała mi o tym od obudzenia, jako że żadna z sióstr nie była obecnie wolna.
No i uległem. Niestety. Bo ona na pewno tak szybko by nie odpuściła. A lepiej jest mieć to szybciej za sobą niż męczyć się z nią przez parę dni. Jeszcze później się fochnie i nie będzie chciała ze mną rozmawiać przez następne tygodnie.
Wracałem ze zbierania wikliny z której Temisto zamierza upleść koszyczki. Nie wiem gdzie ona wybyła, jednak mam nadzieję, że robi coś równie pożytecznego. Wkurzyłbym się gdyby okazało się, że ja kalecze sobie łapy i pysk rwąc wiklinę a ta się włóczy gdzieś i robi coś, co w ogóle nie przyda się do jej „świętowania wiosny”.
Wszedłem do jaskini, jednak nikogo nie było w środku. W takim razie chyba mam chwilę dla siebie. Już odkładałem gałązki, gdy moją uwagę przykuła karteczka leżąca w miejscu gdzie miałem odłożyć wiklinę.
W półmroku ledwo co mogłem dostrzec litery, jednak po chwili odczytałem wiadomość.
„Jak wrócisz to zacznij pleść koszyki”
Nie podobało mi się to wykorzystywanie mnie. Westchnąłem upuszczając gałązki. Chce mieć to wszystko już za sobą, a nie wiem nawet co dokładnie takiego zamierza Temisto.
Trochę kojarzyłem co i jak z tą wikliną, jednak moja zręczność była ogromną przeszkodą trudną do przeskoczenia. Z samą podstawką męczyłem się o wiele za długo. Nawet miałem ochotę już rzucić to wszystko, jednak gniew siostry wydawał się straszniejszy niż długie męczenie się z tym ustrojstwem.
Nie wiem ile zajęło mi zrobienie ścianek i rączki, jednak byłem pewny że na pewno to nie była tylko godzina. Ale i tak, niezależnie jak długo to robiłem, tak koszyk przynajmniej jest skończony. Co prawda lekko krzywy, ale Temisto nie ma prawa marudzić. Sama chciała bym to uplótł. Jeżeli będzie mieć z tym problem to będę kazać jej samej to zrobić. Irytuje mnie jak ktoś próbuje mnie tak perfidnie wykorzystywać i jeszcze później być niezadowolonym bo wszystko wyszło nie tak jak oni sobie planowali.
Położyłem się i zamknąłem oczy, chcąc sobie chwile wypocząć. Jednak najwyraźniej nie była mi dana chwila spokoju. Akurat teraz w tej chwili kiedy chciałem odpocząć musiała przyjść Temisto. Z pustymi łapami.
– Uplotłeś już koszyk? – zapytała, a kiedy zauważyła tego krzywusa obok mnie uśmiechnęła się promiennie. – To mam dla ciebie następne bojowe zadanie.
Posłałem jej zmęczone spojrzenie, czego najwyraźniej kochana siostrzyczka nie zauważyła.
– A ty co w tym czasie robiłaś? – zapytałem podnosząc się z ziemi.
Zaśmiała się, a ja już wiedziałem, że nie znaczyło to nic dobrego.
– Idź zerwij trochę kwiatów i liści. Ja pójdę po wiklinę bo widzę, że całą wykorzystałeś na koszyk – powiedziała. – Będziemy robić wianek~
Westchnąłem przeciągle, zmęczony przesadnym optymizmem siostry. Zapowiadało się, że dzisiejszy dzień będzie bardzo długim i męczącym dniem. Co nie było pocieszające bo już teraz czułem się jak wrak wilka, jedynie chcący poddać się bardzo wymagającej aktywności gnicia w rowie. Przynajmniej dzięki temu dałbym życie jakiemuś mchu czy jakiejś kolonii robaczków i muszek.
 
C.D.N

Od Vespre c.d Tsumi

Strużka czerwieni płynęła powoli wzdłuż spodu igły.
Nie potrafiłem uwierzyć.
Skrzydła mojej mamy opadły. Wisiały bezwładnie, podobnie jak reszta jej kończyn. Jedynie jedna z tylnych nóg drgała lekko. Błysk w oczach matki zniknął, pozostawiając po sobie pustkę.
Nie.
– Nie, nie, nie, nie – powtarzałem jak mantrę, coraz głośniej.
To nie było prawdziwe. To nie mogła być prawda. Moja mama przecież tak po prostu nie umarła. Przecież ona ciągle żyje.
Jednakże gdzieś w głębi mnie dalej kłębiła się ta myśl rozsądku, której wypierałem się ze wszystkich sił. Nikt by nie przeżył, również osoba z kamieniem filozoficznym, takiej rany. Zostały uszkodzone organy wewnętrze, a w tym możliwe, że również kręgosłup. Jeżeli został uszkodzony kręg odpowiadający za oddychanie nie byłoby nawet możliwości przeżycia, nawet gdyby rana była o wiele mniejsza.
Łzy napłynęły mi do oczu gdy uświadomiłem sobie o powadze tego, co się właśnie stało. To nie jest sen ani żaden koszmar.
Ten basior podający się za mojego ojca zabił moją mamę.
Ten śmieć zabił moją mamę.
Mimo że żal dalej kłębił się we mnie jak chmury gradowe, pojawiło się drugie, równie silne uczucie zagłuszające jeszcze bardziej resztki rozsądku.
Spojrzałem na niego nienawistnym spojrzeniem. Na jego parszywej mordzie ponownie zawitał ten oślizgły uśmieszek.
– Skończyłeś? Myślałem już że nigdy nie przestaniesz na nią patrzeć – powiedział głosem którego nie byłem w stanie słuchać.
– Zamknij się – warknąłem, najeżając tylko mocniej sierść.
Uniósł jedną brew chichocząc krótko.
– Nie uważasz, że to brzydki sposób odzywania się do swojego ojca?
– Zamknij się – powtórzyłem twardo, wywiercając w nim dziurę spojrzeniem.
A ten tylko się zaśmiał. W mgnieniu oka wyrosła przede mną, a jakże, igła skierowana niebezpiecznie na mnie. Po dźwięku metalu obdzierającego płytki za mną mogłem się domyślić, że również zablokował mi drogę ucieczki.
– Nie dość, że przychodzisz po mnie w zupełnie randomowym momencie, podając się za mojego ojca, to jeszcze psujesz posadzkę w naszym pałacu. Nie dość tego, zabijasz moją matkę, w tym radną tej watahy. Myślisz, że pójdę za tobą po tym co mi zrobiłeś? Jesteś gorszy niż najzwyklejszy rozwydrzony szczeniak – wyplułem te słowa jakby były najjadowitszym z jadów.
– A owszem, pójdziesz. Syn musi słuchać się swojego ojca.
– Wsadź sobie w dupę to jebane posłuszeństwo.
Igła przede mną zbliżyła się niebezpiecznie do mojego oka. Jej czubek był rozmazany, więc mogłem wnioskować, że nie jest wcale tak daleko ode mnie.
– Zważaj na słowa – syknął. – Lepiej dla ciebie będzie jeśli sam z siebie za mną pójdziesz. Nie będę chciał uczyć syna kalekę, a z takim nastawieniem to nie sądzę bym mógł cię zabrać nie używając siły.
– Po mojej śmierci – warknąłem przez zaciśnięte zęby.
Igła niebezpiecznie błysnęła. Odskoczyłem w bok w tym samym momencie gdy główka zahaczyła o mój polik. Mięśnie zostały rozerwane, jednak nie czułem żadnego bólu. Adrenalina była w tym przypadku najlepszym środkiem przeciwbólowym. Czułem jak zostaje zalewany ciepłą cieczą, najpewniej brudzącą i tak już zniszczoną posadzkę.
Nim jednak basior zdążył stworzyć następną swoją zabawkę ruszyłem biegiem w bok, uskakując w ostatnim momencie przed świeżo co wyrastającą pode mną belką. Tak jak się spodziewałem, Rassvet kontynuował budowanie swojego żelaznego muru jak tylko próbowałem wyminąć go tak, jak robiła to moja mama.
Wzbicie się w powietrze nie było najlepszym pomysłem ze względu na ograniczone pole manewrów w zamkniętym pomieszczeniu. Raczej nie sądzę, by po tym co powiedziałem basior myślał dalej o uprowadzeniu mnie żywcem. Musze więc uważać, bo mogę skończyć jak matka.
Nie ma szans bym dostał się do niego normalnymi sposobami. Potrzebuję czegoś długodystansowego. Jakby nie patrzeć mam już prawie dwa lata, ale dalej nie otrzymałem własnego medalionu. Gdybym go tylko dostał może byłbym w stanie go zabić.
Zamyślony nie zauważyłem pękających kafelek tuż przede mną. Tak właściwie to zobaczyłem, ale zdecydowanie za późno. Wbiegłem w belki z impetem, mimo że próbowałem zwolnić. Nawet jeśli działała na mnie adrenalina to po takim uderzeniu nie mogłem nie zostać ogłuszony. Dzięki tej luce w mojej ostrożności Rassvet był w stanie zamknąć mnie w metalowej klatce z belek.
Zaśmiał się, cofając powoli resztę swoich igieł. Podszedł do mnie przez co dopiero chowający się mur.
– Nie jestem w stanie uwierzyć, że mój syn jest aż taki żałosny. Naprawdę musisz przejść trening byś był godny nazywania mnie swoim ojcem - pierdolił coś dalej.
Nie zwracałem na niego uwagi. To co ją przykuło to nic innego jak ciało mojej matki, zsuwające się z chowającej się igły. Nie mogłem się poddać, nie pomściłem jeszcze Zahiry.
Jednak co ja zrobię zamknięty w tej pułapce jak dzikie zwierzę?
– Zamknij się – wymamrotałem chrypliwym głosem coraz bardziej pozbawiony nadziei.
Bezsilność.
– Przestań już to powtarzać. Wiesz, że i tak to nic ci nie pomo – przerwał.
– Zamknij się! – wrzasnąłem rozpaczliwie.
Cisza.
Nastała głucha cisza.
Spojrzałem na niego bojąc się, że znowu zobaczę na jego brzydkiej mordzie ten oślizgły uśmieszek. Jednak widok, który zobaczyłem odbiegał zupełnie od moich wyobrażeń.
Z jego ust ciekła powoli czerwona strużka. Żółte oczy lśniły błyskiem przerażenia i szoku. Próbowałem szukać wzrokiem tego, co spowodowało u niego taki stan rzeczy.
Dopiero gdy upadł na ziemię, a cała reszta rzeczy stworzonych za pomocą jego żywiołów znikła, mogłem zauważyć parę igieł wbitych w jego brzuch. Igieł które rozpruły mu wnętrzności.
Patrzyłem zdezorientowany na martwego ojca.
Nie mogłem zrozumieć co się właśnie stało.
 
<Tsumi? Również cofnęło się działanie żywiołu rozpaczy>

11.04.2021

Nashi wpuszczona w... motyle?

 Co jak co, ale wiosna to zdecydowanie najbardziej kolorowa pora roku. Wie o tym każdy szczeniak no i oczywiście ja również. Postanowiłam się wybrać więc na łowy kolorów, ale zamiast szykować się na zbieranie kwiatów, które już po kilku dniach straciły by swój urok postanowiłam, że nałapię motyli. W tym celu przygotowałam specjalne słoiki z metalową obwódką, wkoło szyjki, abym nie musiała ich nieść w torbie, tylko za pomocą mojej metalicznej telekinezy. Przygotowałam specjalne, metalowe wieczka z otworami przepuszczającymi powietrze i wsypałam kilka kwiatków i nasionek do każdego z naczyń, po czym ruszyłam przed siebie w poszukiwaniu kolorowych, skrzydlatych owadów. Swoje pierwsze ofiary złapałam tuż przed wyjściem z mojej nory. Były to niebieskie, fluorescencyjne motyle, często spotykane przeze mnie przy rzece pajęczej. Odstawiłam więc szybko słoiki do domu i ruszyłam dalej  z siedmioma wolnymi naczyniami. Musiałam iść dość wolno, gdyż nie chciałam przegapić żadnego owada, co doprowadzało mnie do frustracji, gdyż zazwyczaj przemieszczam się truchtem.
-Gdzie się ukryły te motyle? Przecież zawsze było ich pełno. - mruczałam pod nosem, aż natknęłam się na pięknego motyla o tęczowym umaszczeniu. Usiłowałam złapać go szybkim ruchem słoika, jednak nie poszło mi to tak łatwo, jak przy pierwszych dwóch. po dobrych dziesięciu minutach bieganiny za tym robactwem zaczęłam pofukiwać z irytacji. Ten robal przecież nie może być mądrzejszy ode mnie! tak się na niego zagapiłam że nie zauważyłam kiedy straciłam grunt pod łapami i spadłam na kwiecista polanę pełną motyli. Z szoku upuściłam słoiki, które dziwnym trafem pospadały więżąc przy tym po jakimś motylu. Siedziałam z obolałym zadkiem i patrzyłam na to przez chwilę z niedowierzaniem. W tym czasie tęczowy motyl usiadł mi na nosie. Nieumyślnie kichnęłam, strasząc przy tym owego osobnika po czym zaczęłam się gromko śmiać. zwijałam się ze śmiechu przez dobre piętnaście minut, po czym pozamykałam złapane przypadkiem motyle i zabrałam je ze sobą do domu. Patrząc się na tęczowego motyla, którego ostatecznie złapałam, powiedziałam
-I kto by pomyślał, że motyl wpuści mnie w motyle - chichotałam jeszcze chwilę, po czym nad wyraz spokojnym, jak dla mnie krokiem udałam się do swojego domu. Przygotowałam miejsce na wyżłobionej przeze mnie półce w ścianie, po czym starannie poukładałam na niej słoiki z kolorowymi motylami. Westchnęłam zmęczona i widząc, że słonce już zachodziło zabrałam zapasową, ziołową maść od Antilii na stłuczenia posmarowałam się nią. Następnie już bez kolacji położyłam się na swoim posłaniu z mchu i zasnęłam. Chyba nikt nie spodziewał by się tego, że śniły mi się motyle. 

Stormy i kwieciste wianki

 Właśnie wracałam z porannego patrolu. Dzisiejszy dzień zapowiadał się cudownie. Piękna, słoneczna pogoda, delikatny orzeźwiający wietrzyk i praktycznie żadnej chmurki na niebie. Przelatując nad łąkami i brzegiem rzeki widziałam w dole różne, wielobarwne kwiaty.  Postanowiłam, że skoro mam dzisiaj wolne popołudnie, to udam się spacer po górskiej łące, gdzie też upoluję jakiegoś szaraka na obiad, a następnie skorzystam z uroków dnia. Zanim jednak wyruszyłam dalej, sprawdziłam co u Pełni. Młoda wilczyca właśnie wracała z lekcji polowania, a co za tym idzie powinna być po posiłku.
-Pełnio, skarbie. Jak minęły Ci dzisiaj lekcje? - spytałam, gdy obie przytuliłyśmy się na przywitanie. Wilczyca z dumą wypięła pierś i się wyprostowała, unosząc przy tym głowę.
-Dzisiaj upolowałam najwięcej z grupy. Nashi, mówiła, że przyjdzie z Tobą porozmawiać na temat możliwości, wcześniejszego zdawania egzaminów.- uśmiechnęła się, a jej oczy zaiskrzyły z entuzjazmu. Poczochrałam, zawsze dla mnie małą, wilczycę po głowie. 
-Nawet sobie nie wyobrażasz, jaka dumna z Ciebie jestem Pełnio. Gdy tylko spotkam Nashi, na pewno wyrażę zgodę na Twoje wcześniejsze egzaminy. - rozmawiałyśmy jeszcze przez chwilę po czym młoda, skrzydlata wadera oznajmiła że idzie na przechadzkę z rówieśnikami. Poinformowałam szybko wilczycę o moich planach i nie przeszkadzałam jej więcej. Następnie zabrałam moją szmacianą torbę na zioła i kwiaty, po czym spacerkiem udałam się w kierunku górskiej łąki, która powinna być obecnie usłana wieloma kolorowymi kwiatami. 

Przechodziłam się osłoniona cieniem kwitnących drzew i głęboko oddychałam, pochłaniając zapachy wielu kwitnących roślin. Do moich nozdrzy dotarł zapach, przyniesiony mi przez delikatny wietrzyk. Doskonale go znałam, a już kilka chwil później ujrzałam jego źródło. Zatrzymałam się przy jednej z kępek z fioletowymi katami. Przylaszczka - moja pierwsza wiosenna zdobycz. wyszeptałam szybko formułę jedynego znanego mi zaklęcia, które pozwalało kwiatom na dwutygodniowe zachowanie życia po zerwaniu, po czym zebrałam nieco kwiecia. Przez chwile przyglądałam się owemu miejscu. Najwidoczniej lasek u podnóża gór wyjątkowo upodobały sobie właśnie przylaszczki i krzaki czerwonych jagód, które zaczęły wypuszczać nowe listki.  Po napatrzeniu się powoli ruszyłam dalej, wznoszącym się terem. Już po kilku minutach dotarłam do upragnionego przeze mnie miejsca. Odstawiłam torbę z kwiatami obok wielkiego głazu, po czym zaczęłam węszyć za jakimś zbłąkanym zającem. już po chwili złapałam jego świeży trop. Ustawiając się z wiatrem ostrożnie, lecz szybko ruszyłam w kierunku mojej ofiary. niespełna piętnaście sekund później zacisnęłam swoje szczęki na szyi  zwierzęcia, zgrabnie wyzbywając się z niego życia. Spożyłam swój obiad, po czym poleciałam do pobliskiego potoku, aby obmyć się z zajęczej krwi, następnie wróciłam na polanę do mojej torby. Z góry omiotłam najbliższe okolice wzrokiem i stwierdziłam, że nikogo nie ma oprócz mnie i kilku niczego nie świadomych zajęcy.  Korzystając z okazji pozwoliłam ukazać się światu mojej szczenięcej duszy i wykonując skoki przechadzałam się po łące zbierając różnobarwne kwiaty. gdy nazbierałam całą torbę położyłam się w końcu ze spokojem  i grzejąc się w słońcu zaczęłam zaplatać z zebranych roślin wianki. jeden wykonałam dla Pełni, a drugi dla siebie i od razu założyłam go na głowę. Poleżałam jeszcze z jakaś godzinę, grzejąc się na słońcu, a gdy słońce zaczęło zachodzić spacerkiem ruszyłam w drogę do domu. To był cudowny dzień.

10.04.2021

Stormy w wianku

 jak sam tytuł wskazuje, jest to Stormy w wianku wykonana, przez właścicielkę.



Od Igazi c.d Członek Widmo

Wadera patrzyła na Nyks z niedowierzaniem. Nie chciałabym być postawiona na jej miejscu. Wiem, że nie byłabym w stanie zdecydować czy cierpieć przez wieczność w świecie duchowym, czy kosztem życia paru wilków wrócić do świata żywych.
– Ale… – Jej melodyjny głos drżał.
– W sumie obie możemy na tym skorzystać – powiedziała druga. – Jeżeli wróciłabyś do swojego ciała i wygnała te dusze, które na tobie pasożytują mogłabym zapełnić jedno z miejsc pozostałych w twoim ciele, byś nie żyła z myślą, że możesz pozbawić kogoś życia podchodząc do niego.
Nieznajoma biła się z myślami – było to widać po jej zamyślonej minie.
– Ale co wtedy z obecnymi rezydentami?
– Nie przejmuj się nimi, przecież to oni są w nie swoim ciele, prawda? I tak są już martwi. Wygnanie ich w zaświaty jedynie przyśpieszy nieuniknione. I tak tam trafią, prędzej czy później. Jeżeli odzyskasz ciało teraz nic nie stracisz i będziesz dalej mogła żyć swoim dawnym życiem – przekonywała Nyks.
Wadery rozmawiały w najlepsze, a ja czułam się jak piąte koło u wozu. Nie jestem w stanie pomóc nieznajomej, choć jej powrót do ciała i pozbycie się Nyks byłoby mi na rękę. Nie mniej jednak nie mam umiejętności perswazji by przekonać ją do podjęcia tej decyzji.
Stałam więc i przysłuchiwałam się. Choć na początku wcale nie przeszkadzało mi obce uczucie kłębiące się w brzuchu, tak z czasem stawało się coraz bardziej nieprzyjemne. Mrowienie zmieniło się w nieprzyjemne łaskotanie. Czułam się jakby jakaś dżdżownica czy inny robak wszedł we mnie i drażnił ściany moich jelit swoimi ostrymi jak żyletki oraz cienkimi jak igły do jedwabiu. Gorąc naszedł do mojej twarzy oraz opuszków łap. Nie byłam w stanie już słuchać. Skuliłam się na nieistniejącej posadzce, modląc się do wszystkich znanych mi bogów o zaprzestanie tej katorgi.
Słyszałam przygłuszone głosy Nyks oraz tej drugiej, najpewniej zmartwionych moim nagłym gorszym samopoczuciem. Nie byłam w stanie już nic zobaczyć.
Jedyne co czułam to ból. Ból roznoszący się po całym ciele.
Po chwili ból zupełnie znikł.
Zostałam oblana nagłym chłodem.
 
<Spade?>

P.S
Sprawdźcie stronę "wadery"~

Od Yuki „Hello darkness my old friend” cz.28

Eleonora ruszyła pierwsza, kierując się na zachód. Byłam zmuszona pilnować czasu, obserwując tereny watahy z powietrza. Utrzymywanie cienistego ciała nie było zbytnio męczące, a nawet wręcz przeciwnie. Lewitując pod postacią bezkształtnej chmury regenerowałam w pewien sposób siły do dalszej walki. Ta noc będzie długa, nie mniej wymagająca niż dzisiejsze popołudnie. Drugi plus tej formy był taki, że miałam nieograniczone pole widzenia, a zmęczenie nie dawało się we znaki. Mogłam obserwować spiętą Lilię układającą kamienie w stosiki, w tym samym czasie, kiedy wypatrywałam ustalonego znaku nad koronami drzew.
Nie bałam się, że pogoń mnie zauważy. Z dołu wyglądałam najpewniej jak jedna z chmur, wiszących nad terenem Watahy Słonecznego Wzgórza jak zły omen. W pewien sposób dzisiejsza noc będzie dla paru wilków pechowa. Szczególnie dla tego nieszczęśnika, który straci układ pokarmowy. Zdecydowanie nie chciałabym być na jego miejscu. Przymieranie z głodu wraz z myślą niechybnej śmierci to na pewno nie jest to, co chciałabym przeżyć przed odejściem z tego świata.
Jest. Błękitny rozbłysk światła. Zleciałam na ziemię, materializując się w oka mgnieniu. Przestraszona Lilia zadrżała, niszcząc tak uważnie układane stosiki kamieni.
– Ruszamy.
Na twarzy waderki pojawił się grymas smutku.
– Moje biedne kamyczki… – mruknęła, wstając z ziemi.
Próbowałyśmy iść cicho w jak najszybszym tempie. Nie wiedziałyśmy przecież, na jak długo Eleonora zdoła odciągnąć od nas pogoń. W pewnym sensie martwiłam się o to, czy w ogóle uda jej się to zrobić. Czy czasem nie przeceniała swoich umiejętności? Wrażliwa i cicha Eleonora przeciwko paru wilkom, najpewniej wyszkolonym wojownikom. Co prawda nie znałam jej faktycznej siły, co trzymało mnie jako tako w przekonaniu, że może Eleonorze się uda. Mimo tego, dalej śmieszył mnie obraz przygarbionej overpower wojowniczki, z którą nawet gromada dobrych w walce wilków nie jest w stanie sobie poradzić.
– Stop – szepnęła nagle Lilia, zatrzymując się.
Spojrzałam na nią pytająco. Przykucnęła w sposób, w jaki robią to łowcy i postawiła uszy na sztorc. Stałam jak słup soli, nie rozumiejąc całej sytuacji, dopóki drobniejsza wadera nie zgromiła mnie wzrokiem. Przybrałam podobną pozycję co ona, wypatrując czegoś, co mogło aż tak zaciekawić Lilie.
Dopiero po chwili usłyszałam cichy, rytmiczny chrzęst pazurów ryjących o ziemię. Wilk. Kiedy ona go wyczuła? W tamtym momencie zdałam sobie sprawę, że tak jak nie znam siły Eleonory, tak samo nie wiem jakie umiejętności posiada Lilia. Naprawdę parsknę śmiechem, jeżeli okaże się, że ona również jest overpower wilczycą.
Śnieżnobiały wilk zatrzymał się, unosząc łeb wysoko. Wypatrywał czegoś.
– Ogłusz go – szepnęła, wpatrując się uważnie w osobnika.
Przytaknęłam. Zdematerializowałam swoje ciało, podlatując do zwierzęcia jak najbliżej. Zauważając lecącą w jego stronę chmurę ciemnego dymu, spiął się, odskakując ode mnie. Uderzył zadem o masywne drzewo, przypominając we własnej bezsilności zapędzonego w kozi róg roślinożercę. Podleciałam gwałtownie bliżej, powracając w tym samym momencie do swojej wilczej formy. Wgryzłam się w bok jego szyi. Zaskomlał próbując wyrwać kark z mojej paszczy. Czułam piasek lecący na moje łapy. Walczył całym ciałem, omal się nie oswabadzając.
Przeniosłam ciężar mojego ciała na tylne łapy, próbując złapać przednimi wiercącego się wilka. Wyglądało to jak nieudolne próby drapania, ale po nie tak długim czasie w końcu objęłam go prawą kończyną. Przyciągnęłam go do siebie, omal nie zwalając go z nóg. Przeszywający ból w uchu. Naparłam na niego z całej siły, pchając go na drzewo. Poczułam uderzenie nawet w zębach. Przestał się ruszać. Puściłam szyję wilka.
– Oddycha? – Wyszła z krzaków Lilia.
Spojrzałam na klatkę piersiową, wypatrując ruchu.
– Tak.
– Następnym razem może nie wgryzaj się w szyję… - mruknęła, ściągając koszyczek z grzbietu.
Wyjęła talizman i kartkę ze środka.
– Weź patrz czy nikt nie idzie, ja zajmę się darem.
Skinęłam głową.
W czasie oczekiwania, aż skończy odbierać słuch wilkowi, zdążyłam wyczyścić się z małej ilości krwi na futrze. Może i nie widać aż tak mocno szkarłatnych plam na ciemnej sierści, ale trzeba być przygotowanym na wszelkie możliwości. Gdyby ktoś zobaczył okrwawionego nieznajomego to oczywiste jest, że jakoś zareaguje. Od tego czy agresją, czy może ucieczką zależy charakter osobnika. Nawet ten drugi typ będzie w pewien sposób problematyczny – zawsze może powiadomić watahę o naszej obecności na ich terenach.
- Skończyłaś? – zapytałam po chwili, kończąc czyścić sierść.
- Ta, możemy szukać dalej.

C.D.N

5.04.2021

Sokar CD. Rapid

 - Ślicznie wyglądasz, Rapid. - Uśmiechnął się miło, przekonując waderkę do wianka, który został przedtem umieszczony przez skrzydlatego na jej głowie. Mała podczas swojej nieobecności zyskała kolejny drobiazg w pokoju - czarne zwierciadło z czarnego, niemożliwego do zbicia kryształu. Sokar widział już podobne w bibliotece. Wtedy wydało mi się fascynujące i teraz nie było inaczej. Była to kolejna rzecz, która sprawiała, że pokój Rapid w sierocińcu nabierał ciekawego i ładnego wyglądu. Waderka wpatrywała się w swoje odbicie dość długo i w końcu pokręciła łebkiem. 
    Kosz stojący obok był praktycznie po brzegi obładowany kwiatami. Szczerze nie było o to zbyt trudno. Sokar znał już tereny watahy praktycznie na pamięć i znalezienie w ich granicach miejsca, w którym rosłyby już kwiaty, było szczeniacko proste. W dolnej części łąki górskiej wiecznie było ich mnóstwo. Nawet jeśli razem z małą wyniósł z niej cały kosz, tamto miejsce zdawało się wyglądać dokładnie tak, jak wcześniej. Kwiaty cudnie pachniały i wyglądały, mimo tego ciastka zrobione przez Sokar i jego małą koleżankę biły je na głowę. 
- Śnieżynko, myślę, że...    
    Kiedy w całym pomieszczeniu nagle rozniosła się woń przyniesionych przez Rose gotowych wiosennych ciasteczek... Basior i znajdująca się obok niego waderka byli bardzo zadowoleni, bo zapach był naprawdę obłędny. Rose odezwała się, gdy odstawiła wypieki na stolik.
- Na przyszłość jeśli nie chcecie ich spalić i przy okazji puścić nas z dymem pilnujcie ognia i czasu.- Przeszła kawałek do okna i po wyjrzeniu za nie odsłoniła je jeszcze trochę bardziej.- Nie mogą być w piecu zbyt długo, jeśli mają być dobre do jedzenia... Macie szczęście, że przechodziłam...!- Zaśmiała się cicho. - Pozwoliłam sobie jedno zabrać, żeby sprawdzić, czy się nie otrujecie. Są dobre na wasze szczęście. 
    Zielonooka patrzyła ciut zestresowana na waderę, której zapominalstwo jej i starszego od niej wilka sprawiło kłopot. 
- Dziękujemy. - Zaśmiał się trochę.- Chcesz jeszcze jedno lub dwa? Wyszło ich trochę sporo. 
- Oj, może skuszę się na jedno.- Jedno trzeba było jej przyznać. Mimo wieku jej uśmiech wciąż był promienny i pełen uroku.- Rapid, jejku jak ty pięknie wyglądasz! - odpaliła się nagle.- Bardzo Ci pasują te kolory. 
    Wszystkie jej obawy nagle zniknęły. 
- Dziękuję... - Waderka uśmiechnęła się delikatnie, patrząc na talerz pełen wiosennych ciastek i na wesoło rozmawiającą z Sokarem Rose, jednak nie słuchała ich już. Zastanawiała się, czy naprawdę wygląda tak ładnie... Gdy spojrzała w zwierciadło, przyznała, że... może trochę. Nawet rysa na jej oku nie zepsuła jej tego.

***

- Gdy jeszcze tu mieszkałem, Rose też była moją opiekunką... Masz duże szczęście, że jest tu też z tobą... Kiedy mnie nie będzie, możesz przychodzić do niej, jeśli będziesz mieć jakiś problem, jest bardzo miła.
    Mała tylko skinęła głową.
- Wiesz, mimo wszystko jest jeszcze wcześnie... Chcesz zobaczyć, jak wykluwają się kurczaczki?
- A jeśli je zamrożę?- Sokar zaśmiał się na tę uwagę.
- Nie zamrozisz, śnieżynko. Nie wiem, czy Twoja moc jest na tyle silna... Jesteś jeszcze mała i nie masz jak skumulować tej mocy. Przypilnuje cię...
- Jaki ty masz żywioł?- spytała, trącając go noskiem. Była ciekawa jego odpowiedzi. 
- Mam kilka... Możliwe, że ty też.
- Jakie to? - nie odpuszczała.
- Po pierwsze, wolność... Dzięki temu żywiołowi mam skrzydła.- powiedział, ruszając nimi trochę.- Cień... i uczucia. Każdy z tych żywiołów jest źródłem jakiejś mojej mocy.- Wytłumaczył.- Dzięki drugiemu żywiołowi mogę się szybko przemieszczać... Chcesz dotrzeć do kurczaczków drogą cienia?
- Czym?

<Rapid?>

2.04.2021

Wielkanocny wypłosz

 


kolejny wiosenny wytwór, który zrobiłam, bo jest za niego 5 punktów








Eventowy wylew autyzmu czy tam artyzmu nie ważne

Nudziło mi się a chcę potworzastego towarzysza to wrzucam coś jeszcze na event, pozderki

PS. nie umiem w rysowanie na kompie i kolorowanie i ogólnie w większość artystycznych rzeczy, ale macie tu dwie wersje


                                                                    nazwałam go narcystyczny jajojad 



1.04.2021

Sokar CD. Rapid

 

    Kolejnego dnia ruszył do sierocińca z koszem pełnym małych drobiazgów, które mogłyby sprawić uśmiech na pyszczku nowej watahowej znajdki. Sokar mógł najwyraźniej stwierdzić, że... polubił ją. Młoda waderka była zagubiona i strachliwa, jednak mimo wszystko widać było, że przyjaźnie do niego nastawiona. Potrzebowała,  aby ktoś odrobinę ją nakierował i dał jej tym samym pretekst do dobrego samopoczucia. Trzeba było lekko pchnąć ją w stronę pewności siebie i poczucia bezpieczeństwa w jego towarzystwie. Skrzydlaty wiedział, że przez długi czas nie miała oparcia w nikim prócz swojego sympatycznego towarzysza i bardzo chciał, aby Rapid uważała, że ma je również w nim.
    Zjawił się w sierocińcu dość szybko. Przywitał się z pracownikami, którzy jako jedyni wtedy nie spali. Szczeniaki może i były ruchliwe, ale nie o tej godzinie. Ta była zbyt wczesna dla maluchów, które bawiły się i dreptały po swoich pokojach, bawiąc się do późna w przepychanki. No i... dla waderki o jasnych, limonkowych oczach, która w nocy zbudzona z koszmaru wybiegła ze schronienia na zimny klif w poszukiwaniu sennej mary ze swojej przeszłości.
    Po cichu odstawił kosz przy wejściu i spojrzał, czy mała na pewno śpi. Kiedy już się upewnił, wyszedł znów z jej kwaterki, aby przynieść jej trochę jedzenia i wody. Finalnie obie miski znalazły się przy firanie odcinającej promienie słońca i chłód od pokoiku śpiącej istotki. Basior zaczął wyjmować z kosza rzeczy, które przyniósł tu ze sobą i rozkładać je w równych miejscach tak, aby nie zaśmiecały pokoiku a ozdabiały go najlepiej jak umiały. Wilk najwyraźniej w super mocach mógł dopisać sobie genialny zmysł dekoratorski. W koszu zostały już tylko wypełniona czymś mała, materiałowa torba zakupiona przez wilka na targu i kilkanaście monet, które miał zamiar podarować śpiącej w swoim legowisku waderze... Kiedy nadeszła na to odpowiednia pora, Sokar odsłonił firanę, dopuszczając trochę światła i świeżego powietrza do pomieszczenia, w którym się znajdowali... Mała zbudziła się, czując lekkie szturchnięcie w bok nosem i opiekuńcze liźnięcie za lewym uchem. Potrząsnęła łebkiem i ciut przestraszona wstała na cztery łapy, zachwiała się zestresowana, ale gdy zobaczyła ze nie odwiedził jej nikt, kogo by już nie znała, ziewnęła spokojnie i się przywitała.
    - Cześć... - mruknęła, musząc ocucić się jeszcze z sennego zamroczenia. Rozejrzała się trochę za swoim towarzyszem.
- Hej mała... - Uśmiechnął się lekko. - Lepiej dziś spałaś?
- Znów śniło mi się coś dziwnego... Z mamą i... drugim wilkiem.- Przełożyła kamyczek z posłania na niziutką półeczkę i otarła się o niego łebkiem w geście przytulenia.
- Biedactwo...- odparł zatroskany.- Chcesz mi o tym opowiedzieć?
Waderka tylko pokręciła głową.
- Jeszcze nie chcę. - Przeciągnęła się.
Sokar poprawił ułożenie swoich skrzydeł i skinął lekko głową. Dawał małej czas na oswojenie się.
- No dobrze, Rapid... przyniosłem Ci śniadanie, możesz zajadać- dodał.- Ale jakbyś chciała porozmawiać o tym później, to po prostu mi powiedz, w porządku?
Mała podeszła do miski z wodą.
- Dziękuję.

***
    Po południu Sokar przedstawił waderkę innym szczeniakom w sierocińcu. Mała trochę się bała, ale maluchy były na szczęście w większości sympatyczne. Gdy razem wrócili do pokoju, Sokar pokazał jej rzeczy, w które ją zaopatrzył. Dodatkowy koc, kilka zabawek, książek, ozdób i innych rzeczy, dzięki którym pokoik wyglądał coraz przyjaźniej. Spodziewał się, że mała nie będzie umieć czytać. To było oczywiste, patrząc na to, że wychowała się bez watahy i wilków, które mogłyby ją tego nauczyć...
- Nie martw się tym.- Uśmiechnął się delikatnie.- Poza zabawkami pomyślałem też, że przyda Ci się trochę nauki... Szczeniaki w naszej watasze chodzą do szkoły. Tam wszystkiego się nauczysz... Będę Ci pomagać, mała. Dasz sobie radę- oznajmił zachęcająco.- W szkole pokażą Ci jak liczyć, czytać, pisać, dobrze walczyć i polować...
- Trochę już umiem!
    Sokar zaśmiał się cicho.
- Oj wiem... będziesz umiała lepiej. Nawet dzisiaj cię czegoś nauczę, dobrze?- Gdy zauważył jak waderka z piorunem na ramieniu kiwa łebkiem, podszedł do koszyka.- Niedługo obchodzimy Wielkanoc, kruszynko. Pokażę Ci i opowiem dokładnie, na czym to polega... Najpierw pójdziemy zdobyć produkty na wiosenne ciastka, a potem nazbieramy kwiatów na ozdoby. Po drodze opowiem Ci wszystko, co powinnaś wiedzieć o tym święcie.
- Oh... - była ciut zaskoczona przez nazwanie jej kruszynką. Tylko ona jedna w tamtym momencie wiedziała, jak się z tym czuła, ale Sokar miał małą nadzieję, że nie jakoś źle...- To daleko?
- Nie, dość blisko.- Zgarnął lekką, materiałową torbę z wiklinowego kosza i założył ją małej.- Będzie fajnie, obiecuję.- Sam wziął sakiewkę z monetami.

 

<Rapid?>


31.03.2021

Event wielkanocny 2021 (I czystka)

 Witajcie moi drodzy. Dawno u nas eventów nie było, więc czas to nadrobić. A co za tym idzie? Event wielkanocny! Ale też czystka, albowiem zalegają u nas wilki które od jakiegoś czasu są martwe. Na czym będzie polegać? Już tłumaczę. 

Mamy do wyboru kilka różnych tematów/zadań. Dostajemy różną ilość punktów, w zależności od tematu jaki wybierzemy i ile słów w nim napiszemy. Pod koniec to wszystko będzie ładnie zsumowane. 
Czystka będzie wyglądać mniej więcej tak, że podczas trwania eventu, musicie napisać przynajmniej jedno opowiadanie. Na temat odbiegający od eventu, lub wbić się jednak w święta i pisać o jednym z tematów. 

Tematy:
1. Kolorowanie pisanek
2. Wykluwanie kurczaków
3. Wiosenne ciastka
4. Świąteczne czekoladowe zające
5. Wiklinowe koszyki
6. Wianki 
7. Lub cokolwiek innego wielkanocnego co wam przyjdzie na myśl

Za każdy jeden wybrany temat do 400 słów: 3 punkty
Powyżej 400 słów: 4/5 (w zależności jak dużo wyjdzie po za granicę)

Dla miłośników rysowania: Można narysować coś wiosenno-świątecznego i zgarnąć za to 5 pkt. 

Lista nagród:
Kamień filozoficzny: 40 pkt
Etno (dodaje 1 żywioł): 30 pkt
Vortex (1 moc dodatkowa która może być nie związana z żywiołem): 25 pkt
Taur (zwój pozwalający zawrzeć traktat z jakimś stworzeniem/demonem): 18 pkt
Woda starości (postarza o 1 miech): 9 pkt
Woda młodości (odmładza o 1 miech): 9 pkt
Vevene (ciastka do oswajania): 1 pkt


Koniec eventu: 14 kwiecień
Do tego czasu nie można zgłaszać nieobecności, chociaż zawsze można zgłosić chęć pójścia na postacie NPC.

Wilki zwolnione z czystki:
1. Osoby które są już na nieobecnościach 
2. Antilia (bo już ma swoją misję)

Wszystkie opowiadania proszę oznaczyć zakładką:  Czyszczenie 2021