Westchnęłam głęboko, rozglądając się dookoła. Tutejsze tereny naprawdę potrafiły mnie zachwycić. Między innymi dlatego podjęłam decyzję o dołączeniu do tej watahy. Przyspieszyłam tempo do szybkiego truchtu, a zaraz potem rozpostarłam skrzydła i wzbiłam się w powietrze. Przymknęłam na moment powieki, rozkoszując się lotem. Porywisty wiatr targał moją sierścią na wszystkie strony. Nagle do moich uszu dotarł czyjś donośny głos. Mieszanka przerażenia oraz zdziwienia. Spojrzałam w dół, aby ujrzeć wśród drzew dwójkę ludzi. Na mój pyszczek wkradł się złośliwy uśmiech. Ludzie... Cóż za prymitywne stworzenia. Wydaje im się, że są wszechmogący, podczas gdy nie udało im się opanować prostej magii. Co więcej, większość z nich nawet nie wierzy w jej istnienie. Ujrzałam, jak jeden z mężczyzn celuje we mnie ze strzelby.
- Bawimy się w kotka i myszkę? - zachichotałam pod nosem. - Proszę bardzo!
Donośny huk rozległ się echem wśród gałęzi drzew. Pierwszy pocisk przeszył powietrze, mijając mnie o jakiś metr. Zatoczyłam w powietrzu koło, jakbym zachęcała myśliwych do dalszych prób postrzelenia mnie. W końcu czy odrobina adrenaliny to coś złego? Zgrabnie uniknęłam kolejnego naboju, w duchu zawiedziona, iż tak słabo celują. Owa nieuwaga jednak okazała się dla mnie zgubą. Usłyszałam kolejny odgłos wystrzału, lecz tym razem nie zdążyłam zareagować. Poczułam piekący ból na lewym skrzydle. Nie potrafiłam dłużej utrzymać się w powietrzu. Runęłam bezwładnie na ziemię. Czułam pęd powietrza, wiedziałam, że zaraz uderzę z całą siłą o twardy grunt. Chyba nie doceniłam ludzi... Zacisnęłam z przerażeniem powieki, szykując się na najgorsze. Tak też się stało. Fala potwornego bólu przetoczyła się przez moje ciało. Gdzieś z oddali dochodziły mnie stłumione głosy mężczyzn. Ależ ja byłam bezmyślna... Nawet gdybym przeżyła upadek, oni mnie znajdą i zabiją. Z trudem otworzyłam oczy, ale powieki same mi opadały. Z każdą sekundą słabłam coraz bardziej. Nagle ujrzałam nad sobą sylwetkę jakiegoś wilka.
- Pomóż... Mi... - wydukałam tylko, po czym straciłam przytomność.
[ Ktoś? ]
7.04.2017
Od Silver'a
Ziewnąłem przeciągle, błądząc wzrokiem po swojej jaskini. Co też mnie podkusiło, aby zamieszkać na plaży? Na pewno nic dobrego. Plus był taki, że moje obecne mieszkanie wyposażone było w coś na wzór piwnicy, jednak to właśnie tam umiejscowiłem swoją część mieszkalną. Wyszedłem z groty, umykając w cień drzew. Przynajmnien tyle dobrego. Część plaży, na której znajdował się mój dom, bezpośrednio graniczyła z lasem, toteż tam właśnie spędzałem większość swojego wolnego czasu. Nie lubiłem słońca. Jestem wilkiem mrozu i nocy, a więc to raczej oczywiste. Powędrowałem przed siebie, w celu zdobycia czegoś na śniadanie. Po paru minutach spokojnego marszu moim oczom ukazała się niewielka polanka. Młoda, zielona trawa upstrzona była w niektórych miejscach wielobarwnymi kwiatami. Całość oświetlały promienie wiosennego słońca. Na owej łące pasło się beztrosko stado saren. Przyczaiłem się w krzakach, wypatrując odpowiedniej zwierzyny. Moim celem okazała się dorodna sarna, nieco oddalona od reszty. Potem wszystko było zbyt szybkie, aby to opisać; skok, precyzja, wygrana. I tyle. Zwierzę leżało martwe na ziemi, zaś ja z dumą oblizywałem łapy z krwi. Po skończonym posiłku skierowałem się leśną ścieżką przed siebie. Nie miałem żadnego konkretnego celu. W końcu tak spędziłem większość mojego życia. Idąc tam, gdzie mnie łapy poniosły. Dotarłem do niewielkiego jeziorka. Stanąłem nad równą taflą wody, spoglądając na swoje odbicie. Nagle do głowy wpadł mi pewien pomysł. Skupiłem swoją energię i w parę sekund cały zbiornik wodny pokrył się grubą warstwą lodu. Zadowolony z siebie wskoczyłem na zamarzniętą powierzchnię. Jeździłem przez dłuższą chwilę tam i z powrotem, kiedy poczułem na sobie czyjeś spokrzenie. Odruhowo odwróciłem głowę, aby ujrzeć sylwetkę jakiegoś wilka.
[ Ktoś? ]
[ Ktoś? ]
Od Luny do Reda
Zamyślona kroczyłam przez watahę. Nagle z rozmyśleń wyrwał mnie głos jakiegoś basiora:
- Sklep zamknięty, princess. Otwieramy od 7 rano, nie od 2 w nocy.
Owym basiorem był Red. Jeden z nowych. Wygląda na emo. Słyszałam, że jest dealerem. Ogółem mówiąc dziwak.
- Słuchaj słonko, wiem, że nie lubisz mojego towarzystwa, ale nie mogę się skupić, gdy ktoś tak na mnie dziwnie patrzy...
- Sorry, ale jesteś... dziwny. Nie da się na ciebie normalnie patrzeć. I nie mów na mnie "Słonko".
- Dobrze, słonko.
Dopiero teraz zauważyłam, że jestem na jakimś polu. Jakim cudem tak zabłądziłam?!
- Em... to twoje pole trawki? - spytałam.
- No co ty! Myślisz, że jedyne co potrafię, to bycie dealerem?!
- No... - basior mi przerwał.
- Zdradzić ci sekret? - basior ściszył głos. - Dorabiam sobie jako hodowca pszenicy.
- Komu niby sprzedajesz tą pszenicę? Chyba nie wilkom, bo po co im pszenica...
- No... mam kilku klientów.
<Red?>
- Sklep zamknięty, princess. Otwieramy od 7 rano, nie od 2 w nocy.
Owym basiorem był Red. Jeden z nowych. Wygląda na emo. Słyszałam, że jest dealerem. Ogółem mówiąc dziwak.
- Słuchaj słonko, wiem, że nie lubisz mojego towarzystwa, ale nie mogę się skupić, gdy ktoś tak na mnie dziwnie patrzy...
- Sorry, ale jesteś... dziwny. Nie da się na ciebie normalnie patrzeć. I nie mów na mnie "Słonko".
- Dobrze, słonko.
Dopiero teraz zauważyłam, że jestem na jakimś polu. Jakim cudem tak zabłądziłam?!
- Em... to twoje pole trawki? - spytałam.
- No co ty! Myślisz, że jedyne co potrafię, to bycie dealerem?!
- No... - basior mi przerwał.
- Zdradzić ci sekret? - basior ściszył głos. - Dorabiam sobie jako hodowca pszenicy.
- Komu niby sprzedajesz tą pszenicę? Chyba nie wilkom, bo po co im pszenica...
- No... mam kilku klientów.
<Red?>
Nowy basior! Silver
- Howrse: Kama3007 | Gmail: gwiazdkowa3007@gmail.com
- Imię: Silver - z angielskiego oznacza to 'srebrny', toteż nie wiadomo dokładnie, dlaczego akurat tym imieniem został obdarzony owy samiec. Zwykle posługuje się swoim pełnym imieniem, lecz dla nielicznych może istnieć skrót Silv.
- Wiek: Dokładnie 4 lata temu po raz pierwszy ujrzał ten świat.
- Płeć: Jak łatwo zauważyć, jest on pełnoprawnym samcem. I nie radzę w to wątpić.
- Żywioł: Stanowi on przedstawiciela trzech żywiołów; mrozu, nocy oraz umysłu, chociaż w jego krwi możemy doszukać się również odrobiny elektryczności.
- Stanowisko: Po dość długim namyśle wybrał posadę szpiega.
- Cechy fizyczne: Silver jest zaliczany w poczet 'przystojnych' basiorów. Posiada charakterystyczne, chociaż dość nietypowe umaszczenie. Ma ciemną grzywkę, która nieraz opada bezładnie na jego kobaltowe oczy. Jest niezwykle silny, szybki i zwinny, co zawdzięcza wieloletnim treningom, w postaci biegania gdzie popadnie.
- Cechy Charakteru: Już na samym początku pragnę napomnieć, iż Silver ma dwie zupełnie różne strony charakteru. Pierwsza prezentuje typowego "bad boy'a". Należy do grona osób zabawnych i towarzyskich, którym zawieranie nowych znajomości przychodzi z łatwością. Nie ma imprezy na której by go zabrakło. Żartowniś z niego jakich mało, toteż momentami potrafi zachowywać się jak niepoważne dziecko. Ryzyko to jego drugie imię, a odwaga towarzyszyła mu już od małego. Nie znajdziesz wyzwania, którego by się nie podjął. Nie stroni od rozwiązań siłowych, nieraz wda się w jakąś bójkę niemalże bez powodu. Czasami wystarczy, że ktoś na niego krzywo spojrzał. W stosunku do kobiet jest jednak zwykle szarmancki i grzeczny, pomijając fakt, że przy okazji bywa... Hm... Zboczony? Tak, to dobre określenie. Umiejętność szybkiego nabywania znajomości nie świadczy o tym, iż jest naiwny czy ufny. Przeciwnie. Bardzo ciężko jest zdobyć jego zaufanie, co automatycznie kieruje nas do drugiej strony jego osobowości. Zrozumienie jego toku myślenia jest praktycznie niemożliwe. Zawsze chodzi własnymi ścieżkami, nie podąża za modą i stereotypami. Zdobycie jego zaufania graniczy z cudem, jednak jeśli uda ci się je zdobyć, zyskasz oddanego towarzysza, gotowego poświęcić dla ciebie życie. Jest świetnym wojownikiem, co udowodnił już wiele razy podczas walk. Nigdy nie zostawi bliskiej osoby w potrzebie, choćby miał zakończyć dla niej żywot. Nie zawsze jest jednak taki energiczny i żądny adrenaliny. Co ukrywa przed światem? Momenty, kiedy z szalonego imprezowicza zmienia się w spokojnego, troskliwego basiora, dającego siłę oraz motywację w trudnych chwilach. Nawet, gdy cały świat się wali, potrafi odnaleźć światełko w tunelu i poprowadzić do niego innych.
- Cechy szczególne: Często nosi swój szalik, czasami nawet w lecie.
- Lubi: Żartować; imprezy; kawę; walkę; wadery; wyzwania; adrenalinę; mróz.
- Nie lubi: Kłamstwa; braku honoru; upału.
- Boi się: Brak.
- Moce: Jest w stanie władać lodem oraz śniegiem, np. zamrozić przeciwnika na kilka minut, obniżyć temperaturę w danym pomieszczeniu itp. Taka sama sytuacja, jeśli chodzi o mrok. Ponadto potrafi posługiwać się telepatią, a nieraz nawet telekinezą. Może biegać z ogromną prędkością. Wówczas w kącikach jego oczu pojawiają się niewielkie pioruny. Jeśli ktoś ma słabą wolę, będzie w stanie kontrolować jego umysł; przeglądać myśli i wspomnienia, sprawiać ogromny ból lub nawet zabić od środka. Owa moc, której właściwie nie używa, związana jest z pewnym zaklęciem, które niegdyś otrzymał. Nikomu jednak się do niego nie przyznaje.
- Historia: Jego historia rozpoczyna się w chwili, kiedy to obudził się w środku lasu. Prawdopodobnie miał wtedy zaledwie kilka tygodni. Nie pamiętał zupełnie nic. Obok niego leżała dwójka wilków - samiec i samica, jak się domyślił, jego rodzice. Byli martwi. Poparzenie na ich skórze, jak i zwęglone drzewa wokoło, kazały sądzić, iż młody Silver jakimś cudem przeżył pożar. Zapewne dzięki poświęceniu jego rodziców. Wówczas rozpoczęła się jego wędrówka. Początkowo był wręcz załamany. On, jako mały szczeniak, musiał samodzielnie stawiać czoła światu. Szybko jednak przyzwyczaił się do takiego stylu życia. Podróżował po całym, ogromnym świecie. Szedł tam, gdzie go łapy poniosły. Robił co chciał. Po prostu korzystał z życia na wszelkie możliwe sposoby. Pewnego dnia dotarł tu. Nigdy nie miał zamiaru zatrzymywać się gdzieś na dłużej, jednak stwierdził, iż może warto spróbować czegoś nowego.
- Zauroczenie: Obecnie nie ma na oku żadnej samicy. Samca tym bardziej.
- Głos: Link
- Partner: Brak. Wciąż jest singlem.
- Szczeniaki: Brak.
- Jaskinia: Link
- Amulet: Link
- Coins: 0
- Towarzysz: Brak
- Inne zdjęcia: ~
- Rzeczy ze sklepiku: 0
- Rzeczy znalezione w op: 0
- Dodatkowe informacje: ~
- Umiejętności:
: Siła: 125
: Zręczność: 100
: Wiedza: 100
: Spryt: 150
: Zwinność: 125
: Szybkość: 100
: Mana: 100
Od Reda do Luny
"Dawno dawno temu w dalekiej krainie żyła sobie piękna księżniczka nocy.."
Nagle na głowe spadł mi kamień.
-Ej ciszej tam!-walnąłem łapem w ścianę gdzie stado myszy urządziło sobie disco do muzyki Michaela Jacksona-czytać tu nie można!!
Moi stali klienci trawki albo byli zbyt nachalani albo muzyka za głośna. Inaczej mówiąc-mieli mnie gdzieś.
A muzyka jak była tak jest.
-Ja nie mogę-wziąłem moją książke w pysk po czym ominąłem mojego towarzysza który miał mocny po czym wyszedłem w mrok nocy.
Dotarłem właśnie do pola gdy zobaczyłem znajomą osóbke.
-Sklep zamknięty princess-powiedziałem do wadery-otwieramy od 7 rano nie od 2 w nocy.
Wadera nie bez powodu zwaną Luną spojrzała na mnie dziwnie.Aż tak nie lubi emo?
-Słuchaj słonko-wskazałem łapą na książke-wiem że nie lubisz mojego towarzystwa ale nie mogę się skupić gdy ktoś tak na mnie dziwnie patrzy...
(Luna?)
Nagle na głowe spadł mi kamień.
-Ej ciszej tam!-walnąłem łapem w ścianę gdzie stado myszy urządziło sobie disco do muzyki Michaela Jacksona-czytać tu nie można!!
Moi stali klienci trawki albo byli zbyt nachalani albo muzyka za głośna. Inaczej mówiąc-mieli mnie gdzieś.
A muzyka jak była tak jest.
-Ja nie mogę-wziąłem moją książke w pysk po czym ominąłem mojego towarzysza który miał mocny po czym wyszedłem w mrok nocy.
Dotarłem właśnie do pola gdy zobaczyłem znajomą osóbke.
-Sklep zamknięty princess-powiedziałem do wadery-otwieramy od 7 rano nie od 2 w nocy.
Wadera nie bez powodu zwaną Luną spojrzała na mnie dziwnie.Aż tak nie lubi emo?
-Słuchaj słonko-wskazałem łapą na książke-wiem że nie lubisz mojego towarzystwa ale nie mogę się skupić gdy ktoś tak na mnie dziwnie patrzy...
(Luna?)
Od Reda: Jajko 25
Hik!!! Ach,spokojny dzień na uprawe narkotyków. Trucie zwierząt latem by ułatwić polowanie.To zdecydowanie mój żywioł.
Tylko jeden mały szkopuł.
JEST ZIMO-WIOSNA!!!
Zero uprawiania!
Zero narkotyków!!!
Trudniejsze polowania!!
Cała ziemia w błocie i resztkach śniegu!
I jak tu mam uprawiać?!?!
Z nudów chyba pójde do Demona i wywale mu karaluchy przez dziure w dachu...hmm..on już chuba nie ma dachu...Czekaj co dzisiaj?Piątek tak?Łuppii!! Witamy dzień dręczenia Yuki!!
Żwawym krokiem ruszyłem w stronę pękatej od skarbów jaskini. Hmm...nic ciekawego...hej a to co?Jakieś wielkie okrągłe coś z narysowaną 25. To są jaja jakieś?A nie..jednak są. No trudno. Nie ma tu nic ciekawego a Yuki ma za dużo tych jaj. Właściwie oszczędze jej bagażu i wizyty u dentysty..Nie jestem złodziejem tylko ratuje jej kły...
Od Hazaki: Jajko 50
Jednak skakanie to wulkanu z hulahop to zły pomysł.
"Najcenniejsze przedmioty są najbardziej chorych miejscach na świecie" tak zawsze powtarzała mi babcia. Szkoda że,o w jej gadkach nie było nic o obudzonych wulkanach! I tego goblina który jej poradził żeby zabrać ze sobą hulahop też zatłucze. Hulahop!Bożal się Ateno nad moim pustym móżdżkiem. Mogłam posłuchać melisy i wziąść kilof. Albo inne jajko!A nie ja głupia posłuchałam rad babci i wybrałam najgorsze miejsce do szukania jajek. A Yuko zabije tak przy okazji. A więc hopla.
Hmmm....nie pali mnie...nie boli mnie nic...tylko się duszę. Otworzyłam oko.Hulahop na moim zachaczyło o wystający stalagmit/stalaktyt i dzięki temu ani nie umarłam a także dostałam w swoich łapach jajo. HA!Widzisz śmierć?!Mam gdzieś twoje wyroki!!
Nowa wadera! Cass
- Howrse: Kama3007 | Gmail: gwiazdkowa3007@gmail.com
- Imię: Owa samica została obdarzona ślicznym, delikatnym imieniem, jakim jest Cassie. Osobiście jednak przedstawia się skrótem - Cass.
- Wiek: Równo 3 lata temu rozpoczęła swoją trudną podróż przez życie.
- Płeć: Jak zapewne łatwo zauważyć, mamy tu do czynienia z przedstawicielką płci pięknej.
- Żywioł: Jest ona mieszanką czterech żywiołów - wolności, życia, umysłu oraz nadziei.
- Stanowisko: Postanowiła przyjąć na siebie pracę szpiega.
- Cechy fizyczne: Cass posiada delikatną budowę ciała oraz smukłą sylwetkę. Jej aksamitna, śnieżnobiała sierść upstrzona jest mnóstwem różnobarwnych plamek. Duże, upierzone skrzydła umożliwiają jej latanie. Ma głębokie, ametystowe oczy.
- Cechy Charakteru: Cassie to przede wszystkim niezwykle pogodna i wesoła wadera. Posiada optymistyczne nastawienie do świata, idzie przez życie z uniesioną głową. Uwielbia żartować, nie bierze zbyt wielu rzeczy na poważnie. To po prostu nie w jej stylu. Jest silna oraz uparta. Ma własne zdanie, którego będzie się trzymać za wszelką cenę. Jeżeli wyznaczy sobie jakiś cel, zdobędzie go, nieważne ile wysiłku by ją to miało kosztować. Odwaga towarzyszyła jej już od dziecka, pozostając jej wierną kompanką aż do teraz. Kocha wszelkiego rodzaju ryzyko czy adrenalinę. W stosunku do innych na ogół jest miła oraz życzliwa. Można określić ją mianem 'towarzyskiej', gdyż nigdy nie miała większych problemów z zawieraniem nowych znajomości. Posiada wiele cech marzycielki, toteż możemy zaliczyć ją do tego grona. Często możemy ją spotkać podczas nocnego spaceru czy ujrzeć, kiedy lata nad okolicą. Wyciągnie pomocną łapę do każdego, kto tego potrzebuje, bez względu na wszystko. W rzeczywistości bardziej dba o dobro innych niż o samą siebie. Nie potrafi przejść obojętnie obok czyjegoś cierpienia. Nieraz gotowa jest zaryzykować życiem dla zupełnie obcej osoby. Ma serce wytopione ze szczerego złota. Oczywiście w przenośni. Można śmiało nazwać ją "chodzącą encyklopedią". Inteligencja od zawsze stanowiła jej mocną stronę.
- Cechy szczególne: Nietypowe, dość pstrokate umaszczenie; kilka znamion w postaci różnych znaków.
- Lubi: Latać; marzyć; spacerować; śpiewać; herbatę owocową; zapach jaśminu; patrzeć w gwiazdy; wschody i zachody słońca; sprawiać innym radość; ryzyko oraz adrenalinę; przygody.
- Nie lubi: Kłamstwa; znęcania się nad słabszymi; upału; mrozu; samotności.
- Boi się: Pająków;
- Moce: Jest w stanie latać, co zawdzięcza oczywiście skrzydłom. Ponadto jest w stanie odebrać lub oddać komuś energię życiową. W ten sposób może uzdrowić siebie kosztem kogoś innego lub właśnie drugą osobę kosztem siebie. Oczywiście jest wówczas jedynie osłabiona, nie umiera. Czasami, jeśli ktoś ma słabą wolę, jest w stanie wtargnąć do jego umysłu; czytać myśli lub wspomnienia, a nieraz nawet osłabić kogoś od środka.
- Historia: Urodziła się w pewnej watasze. Jej życie było istną sielanką - kochająca rodzina, dom, wszelkie wygody. Jej matką była wadera o imieniu Sasha, natomiast ojcem był Alfa watahy - Philip. Wraz z nią na świat przyszło również jej młodsze, o kilka minut, rodzeństwo - dwójka braci; West i Koda. Wszystko trwało w najlepsze, aż do pewnego, marcowego popołudnia, kiedy to wrogie stado napadło na jej rodzinę. Zabili wszystkich poza nią, a to tylko dlatego, iż wpadła w oko Amirowi, synowi dowódcy najeźdźców. Została wzięta do niewoli. Zmuszali ją, aby pokochała Amira, jednak ona na jego zaloty niezmiennie pozostawała obojętna. Ich metody powoli się zmieniały; od zwykłych próśb, przez szantaż, kończąc na torturach. Cassie z każdym dniem traciła nadzieję na ratunek, lecz któregoś dnia pojawiła się szansa. Zamknęli ją w zamkowej komnacie, gdzie miała czekać na 'swojego przymusowego wybranka', w wiadomych celach. Była zrozpaczona, ale do głowy wpadł jej pomysł. Rozbiła szybę w oknie i najzwyczajniej w świecie odleciała. Przez kolejne kilka miesięcy podróżowała, w końcu docierając tu.
- Zauroczenie: Brak.
- Głos: Link
- Partner: Brak.
- Szczeniaki: Brak.
- Jaskinia: Link
- Amulet: Link [widać go również na jej szyi]
- Coins: 0
- Towarzysz: Brak.
- Inne zdjęcia: Brak.
- Rzeczy ze sklepiku: 0
- Rzeczy znalezione w op: 0
- Dodatkowe informacje: ~
- Umiejętności:
: Siła: 60
: Zręczność: 110
: Wiedza: 150
: Spryt: 125
: Zwinność: 150
: Szybkość: 125
: Mana: 80
6.04.2017
Od Lii ,, Jajko Wielkanocne nr: 16 "
Wzięłam torbę. Tak, torbę. Jak ja się cieszę! W sumie nie wiem czemu. Chyba dostałam po łbie. Zaczęłam chodzić po lecie węsząc. A oto i jest! numer 16. Kocham! Podbiegłam do niego chwyciłam i włożyłam do torby. Doszłam do drzewa przewalonego nad rwącą wodą. W sumie mogłabym przelecieć, ale nie było by zabawy. Przeszłam z rozłożonymi skrzydłami, żeby zachować równowagę. W końcu przeszłam i stanęłam w miejscu. Zaczęłam się zastanawiać nad imionami. Jest: Maze, Paw ( piórko ), Fern, Winged.... Po co ja wogóle o tym myślę? Nie wiem. Nie znalazłam więcej jajek. Wróciłam do jaskini.
4.04.2017
Noc Oczyszczenia cz.1 - Mel
Tego pięknego, chłodnego wieczoru byłam zajęta przybijaniem drewnianej tabliczki do słupa przed mojej jaskini. Wykonany jagodowym sokiem z dodatkiem węgla napis głosił dumnie " Tu mieszka Nawiedzona Mel". Khoshekh wydatnie pomagał mi, gapiąc się z takiego miejsca, z którego nie zasłaniał słońca. Nie ma to jak mieć towarzysza, na którego można liczyć, gdy musisz zamocować drewniany prostokąt za pomocą jedynie dwóch kamieni.
- Mel?
Podskoczyłam, wypuszczając z pyska przygotowane uprzednio ostre, kamienne odłamki skalne, zastępujące to, co w humanoidalnych kulturach nazwano by gwoźdźmi. Bardzo pożyteczny wynalazek, moim skromnym zdaniem. Ale o czym to ja... Ach, tak!
Za mną stała Lia. Naprawdę, musi się wyzbyć tego nawyku zachodzenia mnie od tyłu. Jakbym nie miała wystarczającego rozstroju nerwowego. Wpadliście kiedyś w panikę na widok liścia latającego po jaskini?
Ale dość tych moich nieistotnych dygresji.
- Szlag... - mruknęłam, po czym schyliłam się, niemalże pełznąc po trawie w poszukiwaniu zguby. Wadera wpatrywała się we mnie z niejakim zdziwieniem.
- Nie krępuj się. - rzuciłam w jej kierunku, rozgarniając źdźbła łapami.
Widocznie uznała, że nie ma sensu tracić czasu na próby zrozumienia, co właściwie u diabła wyprawiam, bo rzuciła tylko zdawkowo:
- Mam nadzieję, że pamiętasz o dzisiejszej Nocy Oczyszczenia?
Poskrobałam się w głowę. Spomiędzy dredów wyleciały resztki czegoś, co musiałam sobie kiedyś w nie wpiąć.
- Noc Oczyszczenia?
- To tradycja w tej watasze. - wyjaśniła Lia. - Raz do roku upadają bariery strzegące terenów winegr. Nasi założyciele i twórcy bariery uważali, że jeśli damy potworom się wyszumieć raz do roku, będą bardziej skore do trzymania się swoich terenów przez resztę czasu.
Zmarszczyłam brwi, niechętnie podnosząc się z niedorzecznej pozycji.
- Czy to na pewno bezpieczne? - spytałam.
Lia wzruszyła łapami.
- Dla tych, którzy się dobrze przygotują, owszem. Właśnie dlatego robię obchód i przypominam.
Otworzyłam szerzej oczy, drżąc mimowolnie.
- To oznacza, że aż do ranka będziemy zdani na łaskę i niełaskę stworów?
- W tym tkwi rzecz. - potwierdziła alpha.
- Czy to konieczne? - dopytywałam.
- Mela...
- Znaczy, jeśli trzeba, można by przebadać barierę i sprawdzić, czy... - kontynuowałam.
- MEL!!! - wykrzyknęła, przerywając mi. - Nie będę teraz zmieniać planów i narażać wilków na niebezpieczeństwo bo tobie się zebrało na kontrolę stanu bariery! Niech lepiej dobrze obwarują się w jaskiniach i czekają do świtu.
- Po prostu masz nadzieję na masakrę! - odparłam zbulwersowana.
Lia pokręciła głowa.
- Słuchaj, Mel. To moja wataha i zależy mi na nich, ale niektóre rzeczy muszą się dopełnić. Jesteś szamanką. Na pewno rozumiesz wagę rytuałów. Oczyszczenie zajmuje tylko jedną, jedyną noc w roku. Nie chcę, aby ktokolwiek zginął, łącznie z tobą. Przyszykuj się dobrze.
Po czym odeszła, machając zamaszyście szarym ogonem. Westchnęłam ciężko, po czym uświadomiłam sobie, że nie mam dużo czasu. Niedługo zacznie się ściemniać.
Popędziłam do jaskini i wyniosłam kryształy energetyczne, aby podładowały się w resztkach popołudniowego słońca. Khoshekha nigdzie nie było i prędko zaczęłam przeklinać mojego towarzysza. Wytaszczyłam z jaskini kadzidła i wypełniłam je wkładem z najbardziej śmierdzących ziół, jakie tylko miałam. Pamiętacie eksplodujące, dymiące, magiczne niebieskie dzwonki? Tak, to też planowałam spalić. Może zamaskuje odrobinę zapach żywych istot wewnątrz.
Usłyszawszy miauczenie odwróciłam się, aby ujrzeć mojego towarzysza, trzymającego w mackach zgubione przez mnie zaimprowizowane gwoździe. Na głowie mia skorupkę ogromnego jajka. Nie chciałam nawet wiedzieć, skąd ją wziął.
- Och, Khoshekh... - stwierdziłam z rozczuleniem, biorąc kamień. - Już myślałam,że masz zamiar zostać na zewnątrz.
Mój towarzysz, jak zwykle, nie powiedział ani słowa. ****************************************************************************************************
Słońce zaszło. Właśnie skończyliśmy zabijać gałęziami wejście do jaskini i schować świecie głębiej, tak, aby nie było ich widać z zewnątrz. Śmierdzące, ostre dymy z kadzideł doskonale spełniły swoje zadanie. Nie sądzę, aby winegry nas wyczuły. Szczerze mówiąc, mam uzasadnione podejrzenia, że stracą całkowicie węch w tym smrodzie.
Ja i mój towarzysz zabarykadowaliśmy się w pokoju z jajem. Doszłam do wniosku, że w noc śmierci dobrze będzie zgromadzić się w pobliżu czegoś żywego.
Kot krążył niespokojnie wokół, ściskając w pyszczku ostatni gwóźdź, w charakterze broni. Niedorzeczny hełm kiwał się na jego małej główce, regularnie zakrywając oczy. Ja trzymałam w łapach sakiewkę z proszkiem błyskowym i elegancką buławę, lepiej nadająca się do tańców, niż do walki.
Z daleka dobiegł wrzeszcząco-piszczące odgłosy spragnionych krwi winegr.
Siedzenie na bombie czas zacząć.
3.04.2017
Od Cheeky "Jajko numer 11"
Był piękny poranek tuż po "Nocy Oczyszczenia" i byłam wykończona i szłam już do mojej jaskini, gdy po drugej stronie wodospadu zaczęło coś błysnęło. Myślałam, że to jakiś wilk, więc szłam dalej, bo byłam wymęczona, ale to coś błysnęło znów i podeszłam do tego wodospadu i szybko przez niego przeszłam i zobaczyłam ogromne błyszczące coś co chyba wyglądało jak jajko, więc je zabrałam, a na nim był ogromny (serio wielki) napis "11" i trudno było je zabrać do jaskini, ale jakoś dałam radę. Miałam pierwsze jajko wielkanocne!! Bardzo się ucieszyłam, bo pamiętam, że Wielkanoc to było moje ulubione święto w dzieciństwie.
<cholernie krótkie Cheeky, staraj sie pisać dłuższe>
<cholernie krótkie Cheeky, staraj sie pisać dłuższe>
Od Cheeky "Noc Oczyszczenia"
Wczoraj coś słyszałam o jakiejś Nocy Oczyszczenia czy coś w ten deseń, ale nie miałam pojęcia, o co w tym chodzi...
Dzisiaj rano sobie chodzę, gdy coś przemknęło przed moim nosem. Byłam w lesie, więc myślałam, że to jakaś sowa, albo Blue Gold chce mi wyciąć kawał, więc szłam dalej. Przeszłam pięć metrów, gdy znów coś przemknęło, ale tym razem za mną. Tym razem miało to postać (bo ją widziałam) winegry czy jak to tam się nazywało. Ten stwór stanął ze mną twarzą w twarz i zaczął się ślinić jakby chciał mnie zjeść. Na całe szczęście mogłam stać się niewidzialna no i oczywiście mogłam polecieć, ale nie wiem czy cokolwiek mi to pomoże, więc skupiłam się i stałam się niewidzialna. Ta winegra (czy coś) była akurat bardzo słaba, ale miała bardzo dobry słuch i węch, więc stanie się niewidzialną nic mi nie pomoże, ale miałam jeszcze skrzydła, ale w towarzystwie tego stwora nie mogłam wzbić się w powietrze, lecz byłam na stanowisku zabójcy i jako, że była to słaba winegra to zaczęłam uciekać i tak jakieś pół godziny i nareszcie potwór się zmęczył i wtedy przystąpiłam do akcji. Rzuciłam się na winegrę i zaczęłam ją drapać i zauważyłam słaby punkt stwora czyli miejsce pod prawą łapą, gdzie ktoś wcześniej się chyba wgryzł. Ugryzłam ją i padła nie żywa, lecz przed śmiercią wydała ostatni pisk jakby chciała ostrzeć inne powory przede mną. Całe zajście stało się w nocy i jak zabiłam tą winegrę to właśnie nastał dzień i wydawało mi się, że przeżyłam tą noc oczyszczenia.
Od Desi
- Gdzie ja Jestem? Miałam się tylko przejść , a jestem już bardzo daleko od watahy...
Strasznie chce mi się pić , poza tym nadchodzi już noc... Tak! Drzewo Umulungowe ( Tak naprawdę nigdy nie wiedziałam co to za drzewo , więc sobie je tak nazwałam )
Od razu postanowiłam rozgryźć korzenie drzewa z których natychmiastowo zaczął wypływać sok.
- Ahhh... Jakie to pyszne! Dobra to pierwszy problem zażegnany , teraz trzeba się zająć snem. Coś mi się wydaje że mam dzisiaj szczęście!
Gdy zauważyłam wejście do dosyć skromnej jaskini , od razu postanowiłam w niej zagościć i przespać się jedną noc.
*********************************************************************************
- Ej ty , wstawaj!!
- Kim ty jesteś.... Co tu robisz.. - powiedziałam ziewając - To moja jaskinia....
- Wstawaj Natychmiast! To jest moja jaskinia! Siedziałem tu wraz z moją rodziną , a ty wlazłaś sobie do tej jaskini jakby nigdy nic i zasnęłaś na środku pokoju nie zwracając uwagi że siedzieliśmy obok.
2.04.2017
Noc Oczyszczenia!
Witajcie drogie wilki. Pewnie niektórzy oglądali ,, Noc Oczyszczenia" Jeśli nie, zwiastun znajdziecie tutaj. No więc. Trza wywalić wilki które nie piszą opowiadań, a zostawić te, które będą pisać. Trzeba się po prostu podpisać, że będziecie uczestniczyć w byciu bloga. A jak? Po prostu. Napisać na hw, albo w komentarzach, razem z imieniem wilka. Ci, którzy się nie podpiszą w ciągu 48 godzin... co cóż. W specjalnym opowiadaniu zginą z łap winegr. Mam nadzieję, że większość się podpisze, i że podczas czystki nie będzie dużego rozlewu krwi. Pamiętajcie, że macie tylko 48 godzin na podpis, i wysłanie krótkiego opowiadania, w którym napiszecie, jak przetrwaliście tą noc ( wilki, które występują w PW nie muszą pisać, wystarczy, że się podpiszą ) O wszystkie szczegóły pytajcie Alphę
~ Lia
Od Lii ,, Jajko nr: 8 "
Chmmm... od czego by tu zacząć... może od tego, że idzie Wielkanoc? Chyba tak. To będzie dobre. Zaczęłam walić głową w drzewo. Po co? Tego nie wiem. Ale wiem, że mnie to mało obchodzi. Coś przykuło moją uwagę. Było to jajko... wielkości jajka strusiego z numerem 8. Co ja miałam z niego zrobić? Jajecznicę? Podeszłam bliżej i znalazłam kartkę
,, Gratulacje! Znalazłaś/eś jajko! Zachowaj je, schowaj, nie stłucz i nie rób z niego jajecznicy. Życzę miłego szukania pozostałych!"
Po co mi ulicha jajko? Dobra. Piszą, że mam zachować, to zachowam. Wzięłam je do jaskini i położyłam na grzybie, który był najbardziej schowany, po czym wyszłam na zewnątrz. Mam szukać jajek? Bardzo proszę!
< Teraz bedzie jajko nr: 16 >
Od Hako do Ifus
Słyszałem jakieś plotki, że dzisiaj jest jakaś "noc oczyszczenia". Nasi opiekunowie nam nic nie wyjaśniali... Postanowiłem w nocy wymknąć się z jaskinii i zobaczyć, co się wtedy dzieje. Nie spałem długo, czekałem, aż wszyscy pójdą spać, tak dla pewności, żeb nikt mnie nie przyuważył... Na ulicy usłyszałemjakieś szmery.. cicho wyszedłem zza załomu jaskinii i zobaczyłem.. Ifus! Wędrowała sobie z podkulonym ogonem. Postanowiłem ją nastraszyć. Pczekałem, aż przejdzie przed moją jaskinią, wybiegłem z niej i tuż za moją przyjaiółką krzyknąłem:
-PRIMA APRILIS!
To było pierwsze, co przyszło mi do głowy. Wiem, 1 kwietnia był wczoraj, ale co tam...
<Ifus. Obudziłem chyba całą watahę...>
-PRIMA APRILIS!
To było pierwsze, co przyszło mi do głowy. Wiem, 1 kwietnia był wczoraj, ale co tam...
<Ifus. Obudziłem chyba całą watahę...>
Od Evana do Luny
Dziś miała być noc oczyszczenia. Musiałem podpisać petycję, bla bla bla.. podpisałem. Trochę się tego wszystkiego bałem, więc przed zachodem słońca powędrowałem do jaskinii. Całą noc przetrwałem gapiąc się na pszczoły zapylające moje drzewo... Wreszcie wiosna! Jeej! Już przestały padać deszcze, jest bardzo ciepło... Pszczoły wydały się senne, potem odleciały. Straszna nudaaaaa... Ziewnąłem i zasnąłem. W środku nocy obudziły mnie jakieś odgłosy... Zobaczyłem stojącą nade mną Lunę. W oczach miała rządzę zabijania.. Zerwałem się z posłania i krzyknąłem:
-Przecież się pod tym podpisałem!
Nade mną latała jakaś łopata, pszczoły bzyczały jak nakręcone... Co się tu wogle dzieje?!
<Luuna? Opętana łopata gwiazdą!>
1.04.2017
Od Rodini „Noc oczyszczenia” c.d Raye
- Chłopaki, zostawcie Raye w spokoju –
powiedziałam do szczeniaków, jednak oni nadal skakali obok siostry zachęcając
ją do zabawy. Mała jedyne co mogła robić to kręcić główką. Złapałam waderkę za
kark, a Ares i Ethan zaczęli skakać drapiąc siostrę. Położyłam ją pomiędzy
łapami, tak by nie mogli jej dosięgnąć. Jednak mali nadal próbowali.
- Raye! No chodź się z nami pobawić! – Powiedział Ares, śmiejąc się.
- Wasza siostra nawet nie może wstać, a co dopiero się bawić – rzekłam.
- Mamoooo, jej po prostu nie chce się bawić… - zaczął narzekać Ethan.
- Idźcie pobawić się z innymi szczeniakami – Raye wtuliła się w moją klatkę piersiową.
- Ni… - zaczął Ares.
- Bez dyskusji – przerwałam.
- No dobra… - powiedzieli i wybiegli z jaskini.
<Raye?>
- Raye! No chodź się z nami pobawić! – Powiedział Ares, śmiejąc się.
- Wasza siostra nawet nie może wstać, a co dopiero się bawić – rzekłam.
- Mamoooo, jej po prostu nie chce się bawić… - zaczął narzekać Ethan.
- Idźcie pobawić się z innymi szczeniakami – Raye wtuliła się w moją klatkę piersiową.
- Ni… - zaczął Ares.
- Bez dyskusji – przerwałam.
- No dobra… - powiedzieli i wybiegli z jaskini.
<Raye?>
Od Cheeky c.d Solis
Złapałam łapę Solisa i oczywiście nie mogłam mu tego odpuścić i wciągnęłam wilka do wody. Oboje zaczęliśmy się śmiać i chlapać. Nie miałam pojęcia co powiedzieć, więc zapytałam
-Miałeś kiedyś jakąś partnerkę?- palnęłam bez zastanowienia i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, co powiedziałam
-Oczywiście, że nie... A ty?
-Ja też nie.
Nagle wzbiłam się w powietrze i poszybowałam w chmury. Chwilę później zobaczyłam basiora między chmurami, a niebem. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że chyba zaczął mi się on podobać... Nie wiedziałam jak i dlaczego, ale cóż tego nie powstrzymasz... Basior nagle zapytał:
-Należysz do jakieś watahy?
-Nie... Narazie mieszkam wszędzie tak jakby.
-Może chciałabyś dołączyć do naszej watahy? Chodź pójdziemy do Lii.
-A kto to?
-Alpha naszej watahy.
-No okej...
I polecieliśmy do naszej Lii ktokolwiek to jest. Gdy już dotarliśmy Solis przedstawił mnie Lii.
<Solis? Lia mnie przyjęła?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)

