Od Katrin cd Demon
I znowu wszystko w gruzach. Byłam zabujana. I to dosłownie! Demon był cudowny. Gdy miała lecieć do Sierry okazało się, że... Sierry nie ma. Byłam tym zaskoczona. Sierra zawszę była w swojej jaskini. Pobiegłam do Alphy.
- Co jest?! Gdzie jest Sierra!?
- Nie ma.
- Jak. Niema
- Odeszła.
- NIE MOGŁA ODEJŚĆ!
- Tu się zdziwiwsz.
- Dlaczego... - napłynęły mi łzy do oczu. Lia tylko na mnie popatrzyła i wyszła z jaskini. Napłynęły mi łzy do oczu i wybiegłam pędem z jaskini. łzy leciały mi ciurkiem gdy w tedy wpadłam na... Demona. Potoczyliśmy się po trawie aż w końcu stop. Wylądowaliśmy na plecach obok siebie.
- Przepraszam. Ja... - powiedziałam wstając
- Ty płakałaś? - spytał patrząc na mnie
- Nie... to nic...
- Nie kłam. - Poczułam się dopytana.
- Po prostu.... - tu nie mogłam wytrzymać. Wybuchłam. - SIERRY NIE MA! ZNIKNĘŁA! ODESZŁA! - krzynęłam i rozpłakałam się. Demon wyglądał na zdezoriętowanego.
- Wiesz... przykro mi.
15.10.2016
14.10.2016
Od Demona
Od Demona CD Katrin
Było zimno ja wyruszyłem na łowy kiedy tak szedłem zauważyłem waderę niosła kilka królików postanowiłem zawrócić żaden wilk mnie nigdy nie lubił i nie polubi to chyba wina mojego wyglądu a może imienia mam takie imię jagbym był demonem nawet własna rodzina mnie porzuciła ale dobra no więc kiedy już miałem zawracać usłyszałem jej głos dreszcze mnie przeszły nie wiedzałem co powiedzeć i odwruciłem tylko głowe i poleciałem najszybciej jak mogłem doleciałem więć do mojej jaskini przez cały dzień rozmyślałem o tej waderze i może ją uraziłem niemówiąc ani słowa i odlatując nie dziwe się że nikt mnie nie lubi poszedłem więc na plaże tam popływać jak dotarłem zobaczyłem ją
-Cześć kim jesteś?
-Eeee...Katrin
-No to ja Demon.Świeżo dołączyłem.Nie znam wilków...
-Ah to oczywiste.Skąd jesteś?
- Z daleka. A właściwie z południa
- Ile masz lat?
- 3
- jej... ja też.
- Co ty mnie tak wypytujesz?
- Nie wiem. Lubie tak wypytywać.
-Sorry że tak cie potraktowałem na początku że nic nie powiedzałem ale żaden wilk mnie nie lubi
-Nic nie szkodzi to normalne przy nowych
i tak poznałem nową waderę w końcu mam przyjaciela chyba...
Było zimno ja wyruszyłem na łowy kiedy tak szedłem zauważyłem waderę niosła kilka królików postanowiłem zawrócić żaden wilk mnie nigdy nie lubił i nie polubi to chyba wina mojego wyglądu a może imienia mam takie imię jagbym był demonem nawet własna rodzina mnie porzuciła ale dobra no więc kiedy już miałem zawracać usłyszałem jej głos dreszcze mnie przeszły nie wiedzałem co powiedzeć i odwruciłem tylko głowe i poleciałem najszybciej jak mogłem doleciałem więć do mojej jaskini przez cały dzień rozmyślałem o tej waderze i może ją uraziłem niemówiąc ani słowa i odlatując nie dziwe się że nikt mnie nie lubi poszedłem więc na plaże tam popływać jak dotarłem zobaczyłem ją
-Cześć kim jesteś?
-Eeee...Katrin
-No to ja Demon.Świeżo dołączyłem.Nie znam wilków...
-Ah to oczywiste.Skąd jesteś?
- Z daleka. A właściwie z południa
- Ile masz lat?
- 3
- jej... ja też.
- Co ty mnie tak wypytujesz?
- Nie wiem. Lubie tak wypytywać.
-Sorry że tak cie potraktowałem na początku że nic nie powiedzałem ale żaden wilk mnie nie lubi
-Nic nie szkodzi to normalne przy nowych
i tak poznałem nową waderę w końcu mam przyjaciela chyba...
Od Maksa
Od Maksa CD Hekate
Szedłem sobie leśną dróżką. Nudziło mi się bo komu nie. Byłem w paru watahach ale no cóż... Doszły mnie jakieś głosy zza drzew. Nie byłem przekonany ale poszedłem tam. To co zobaczyłem było dziwne. Stały tam dwie wadery. Jedną z nich była Luna ale ta druga?... niepokojąca była ta mgła koło niej... Zakradłem się w drzewach i podszedłem bliżej ale ta mgła chyba mnie wyczuła. Ale jak to możliwe? Mgła to przecież chmura która osiadła na ziemię.
- Kto tam jest? - Spytała ostrym głosem Wadera. Więc wyszedłem
- Maks.... co ty tu.... - Luna wyglądała na zdziwioną.
- Znasz go? - spytała wadera Luny
- Tak. To członek terenów tej watahy. - Powiedziała Luna. Nie rozmawiałem z nią. Pamiętam jak dołączyła do tej watahy. Potem jeszcze jakieś Wilki a Urru kolejny nowy wilk przyprowadził jakiegoś szczeniaka o imieniu Ifus.
- Skąd jesteś. - spytałem wadery czując, że mgła jakby mnie wącha.
- Hekate szukała... lub szuka jakiejś watahy z wilkami o żywiole powietrza...
- Jestem tu od prawie początku tej watahy. Nie ma tu żadnych wilków tylko z żywiołami powietrza chyba, ze mamy z pewną sojusz o takiej nazwie...
- Aha...- czułem jak wadera na mnie patrzy. Nie wiedziałem co ma w oczach.
- Chyba tu zostanę na pewien czas. - powiedziała wadera o imieniu Hekate.
****
Luna odprowadziła Hekate rozmawiając z nią a mgła za nimi. Zastanawiałem sie jak zareaguje alpha na nową. Nie mogłem w nocy zasnąć ale w końcu mi się udało. Była pełnia a w tedy zwykle śnią się sny. tak było też dzisiaj. Śniła mi się ta nowa. Hekate. Szła leśną dróżką ale bez tej dziwnej mgły. Kiedy przechodziłem obok niej nie zauważyła mnie. Obejrzała się za siebie. Chyba byłem nie widzialny. Wadera szła dalej i w tedy zza drzew wyłonił się smok. Czarno - czerwony. Przez chwilę się przyglądał waderze ale w tedy się obudziłem. Co to był za sen!?
Szedłem sobie leśną dróżką. Nudziło mi się bo komu nie. Byłem w paru watahach ale no cóż... Doszły mnie jakieś głosy zza drzew. Nie byłem przekonany ale poszedłem tam. To co zobaczyłem było dziwne. Stały tam dwie wadery. Jedną z nich była Luna ale ta druga?... niepokojąca była ta mgła koło niej... Zakradłem się w drzewach i podszedłem bliżej ale ta mgła chyba mnie wyczuła. Ale jak to możliwe? Mgła to przecież chmura która osiadła na ziemię.
- Kto tam jest? - Spytała ostrym głosem Wadera. Więc wyszedłem
- Maks.... co ty tu.... - Luna wyglądała na zdziwioną.
- Znasz go? - spytała wadera Luny
- Tak. To członek terenów tej watahy. - Powiedziała Luna. Nie rozmawiałem z nią. Pamiętam jak dołączyła do tej watahy. Potem jeszcze jakieś Wilki a Urru kolejny nowy wilk przyprowadził jakiegoś szczeniaka o imieniu Ifus.
- Skąd jesteś. - spytałem wadery czując, że mgła jakby mnie wącha.
- Hekate szukała... lub szuka jakiejś watahy z wilkami o żywiole powietrza...
- Jestem tu od prawie początku tej watahy. Nie ma tu żadnych wilków tylko z żywiołami powietrza chyba, ze mamy z pewną sojusz o takiej nazwie...
- Aha...- czułem jak wadera na mnie patrzy. Nie wiedziałem co ma w oczach.
- Chyba tu zostanę na pewien czas. - powiedziała wadera o imieniu Hekate.
****
Luna odprowadziła Hekate rozmawiając z nią a mgła za nimi. Zastanawiałem sie jak zareaguje alpha na nową. Nie mogłem w nocy zasnąć ale w końcu mi się udało. Była pełnia a w tedy zwykle śnią się sny. tak było też dzisiaj. Śniła mi się ta nowa. Hekate. Szła leśną dróżką ale bez tej dziwnej mgły. Kiedy przechodziłem obok niej nie zauważyła mnie. Obejrzała się za siebie. Chyba byłem nie widzialny. Wadera szła dalej i w tedy zza drzew wyłonił się smok. Czarno - czerwony. Przez chwilę się przyglądał waderze ale w tedy się obudziłem. Co to był za sen!?
Od Iwo
Od Iwo CD Lia
Była zima. Śnieg sypał obficie jak chyba jeszcze nigdy dotąd. Moje skrzydła ogrzewały całe ciało. Wszystko wyglądało jak z jakiejś bajki ale horroru ale brakowało krwi. Szedłem sobie gdy jakaś śnieżka walnęła mnie w bok. Odwróciłem się ale od razu tego pożałowałem bo kolejna trafiła mnie w pysk. Otrzepałem się ze śniegu ale nie musiałem bo szara smuga przeleciała nedemną z prentkością 150 na godzinę. Od razu rozpoznałem to furto... Lia. Szybko wzbiłem się w powietrze i popędziłem za nią. Lia leciała dalej ale potem obróciła się na plecy i leciała tyłem w ten sposób rzuciła w moją stronę 3 śnieżki ale ich uniknąłem. no cóż.... w końcu musiało się to stać. Nienawidziłem nurkować w przeciwieństwie do Lii. Ona to uwielbiała. Zrobiła jakby fikołka i zanurkowała. Zrobiłem to samo. Wiedziałem, że jakby chciała uciec na serio to by poleciała jak błyskawica ale ona leciała swoją prętkością. W drzewach gdzieś ją zgubiłem ale coś mnie strąciło z równowagi i spadłem w zaspę śnieżną a nad mną stała Lia ze śniegiem we włosach i szerokim uśmiechem.
- Kolejny raz przegrałeś! - powiedziała stając obok i ruchem łapy nasypała mi śnieg na klatkę piersiową.
- To było zaskoczenie. - powiedziałem broniąc swoją przegraną.
- Ta jasne. Chcesz rewanżu?
- Mam pytanie. Ile wilków pokonałaś już w tej grze?
- eeeeemmmm.... - wadera zastanowiła się przez chwilę a potem powiedziała. - Aria, Lania, Luna, Lili, Urru ale z nim miałam problem tak samo z Demonem bo on ma skrzydła. Reszty nie miałam czasu.
- Bo Ci uwierzę. - po tych słowach kolejna śnieżka walnęła mnie w łapę.
- Ej! - Lia śmiała się w niebo głosy i tarzała się po śniegu więc ulepiłem śnieżkę.
- Ah tak? - powiedziałem i śnieżka poleciała prosto na jej brzuch. Lia nadal się śmiała ale za jakiś czas przekonałem się dlaczego. Zaklęcie zwisu. Podniosłem głowę i cała sterta śniegu spadła na mnie. Wyglądałem jak bałwan. Dosłownie a Lia ryczała ze śmiechu. Wręcz się dusiła.
Była zima. Śnieg sypał obficie jak chyba jeszcze nigdy dotąd. Moje skrzydła ogrzewały całe ciało. Wszystko wyglądało jak z jakiejś bajki ale horroru ale brakowało krwi. Szedłem sobie gdy jakaś śnieżka walnęła mnie w bok. Odwróciłem się ale od razu tego pożałowałem bo kolejna trafiła mnie w pysk. Otrzepałem się ze śniegu ale nie musiałem bo szara smuga przeleciała nedemną z prentkością 150 na godzinę. Od razu rozpoznałem to furto... Lia. Szybko wzbiłem się w powietrze i popędziłem za nią. Lia leciała dalej ale potem obróciła się na plecy i leciała tyłem w ten sposób rzuciła w moją stronę 3 śnieżki ale ich uniknąłem. no cóż.... w końcu musiało się to stać. Nienawidziłem nurkować w przeciwieństwie do Lii. Ona to uwielbiała. Zrobiła jakby fikołka i zanurkowała. Zrobiłem to samo. Wiedziałem, że jakby chciała uciec na serio to by poleciała jak błyskawica ale ona leciała swoją prętkością. W drzewach gdzieś ją zgubiłem ale coś mnie strąciło z równowagi i spadłem w zaspę śnieżną a nad mną stała Lia ze śniegiem we włosach i szerokim uśmiechem.
- Kolejny raz przegrałeś! - powiedziała stając obok i ruchem łapy nasypała mi śnieg na klatkę piersiową.
- To było zaskoczenie. - powiedziałem broniąc swoją przegraną.
- Ta jasne. Chcesz rewanżu?
- Mam pytanie. Ile wilków pokonałaś już w tej grze?
- eeeeemmmm.... - wadera zastanowiła się przez chwilę a potem powiedziała. - Aria, Lania, Luna, Lili, Urru ale z nim miałam problem tak samo z Demonem bo on ma skrzydła. Reszty nie miałam czasu.
- Bo Ci uwierzę. - po tych słowach kolejna śnieżka walnęła mnie w łapę.
- Ej! - Lia śmiała się w niebo głosy i tarzała się po śniegu więc ulepiłem śnieżkę.
- Ah tak? - powiedziałem i śnieżka poleciała prosto na jej brzuch. Lia nadal się śmiała ale za jakiś czas przekonałem się dlaczego. Zaklęcie zwisu. Podniosłem głowę i cała sterta śniegu spadła na mnie. Wyglądałem jak bałwan. Dosłownie a Lia ryczała ze śmiechu. Wręcz się dusiła.
12.10.2016
11.10.2016
Witajcie!
Jak widzicie nastąpiły duże zmiany. Postanowiłam każdemu wilkowi dać po 5 diamentów i 100 CS.
Obsługa chata:
1. Wiadomości raczej wiecie jak pisać
2. w lewym górnym rogu jest taki ludzik a koło niego jakaś cyfra. To znaczy ile jest osób online. Jeśli 1 to znaczy, że jesteś sam...
3. Jeśli chcecie wiedzieć czy coś do was przyszło włączcie sobie dźwięk. Jest on w lewym dolnym rogu chata. Jeśli klikniecie a będziecie mieli wyłączony to jak będzie wam przychodzić wiadomość usłyszycie dźwięk.
Obsługa chata:
1. Wiadomości raczej wiecie jak pisać
2. w lewym górnym rogu jest taki ludzik a koło niego jakaś cyfra. To znaczy ile jest osób online. Jeśli 1 to znaczy, że jesteś sam...
3. Jeśli chcecie wiedzieć czy coś do was przyszło włączcie sobie dźwięk. Jest on w lewym dolnym rogu chata. Jeśli klikniecie a będziecie mieli wyłączony to jak będzie wam przychodzić wiadomość usłyszycie dźwięk.
10.10.2016
Nowy basior! Iwo.
Właściciel: Karia
Imię: Iwo
Wiek: 5 lat i 7 miesięcy
Płeć: Basior
Żywioł: Wolność, powietrze, noc
Stanowisko: Strażnik nocny
Cechy fizyczne: Szybki, zwinny, silny
Cechy charakteru: Przyjacielski, dowcipny, i nie ufny, z nowymi ma dobre kontakty, ale nie lubi kogoś, kto jest zbyt nachalny. Często lubi przebuwać sam w czasie pełni. Z waderami ma w miarę dobre kontakty ale woli obecność ksieżyca. Samotność mu nie przeszkadza. Ma bardzo podzielną uwagę. Jeśli się zamysli, to znaczy, że coś jest nie tak. Żywioł wolności nie jest dla niego czymś wielkim. Równie dobrze mógłby go nie mieć. Czasem przeklnie ale to się rzadko zdarza. Lubi zwierzęta i naturę. Nie przeszkadzają mu wilki które zachwują się, jakby wyszły z psychiatryka. Jedyny rodzaj wilków który go irytuje to taki, który myśli, że wie wszystko.
Cechy szczególne: Ma jakby skarpetki na łapach
Moce: teleportacja bez ograniczeń, niewidzialność, panowanie nad wiatrem. W nocy go nie widać, jeśli tego zechce. Czasem odbija się od niego światło księżyca i wygląda jak duch.
Historia: Urodził się w jaskini nie daleko Lii. On jako jeden z 5 wilków wie o jej czarnej mocy.
Zauroczenie: Brak
Szczeniaki: Zginęły podczas czystki
Partnerka: Zginęła podczas czystki
Coins: 126 CS i 5 diamentów
Głos: Link
Jaskinia: Link
Amulet: Link
Rzeczy ze sklepiku: 0
Rzeczy znalezione w op: 0
Dodatkowe informacje: -
Umiejętności:
Siła: 100
Zręczność: 100
Wiedza: 50
Spryt: 150
Zwinność: 100
Szybkość: 200
Mana: 100
Uwaga! Data publikacji tego formularza prawdopodobnie nie zgadza się z tą prawdziwą!
9.10.2016
Od Luny
Od Luny
Był wieczór.
Postanowiłam rozejrzeć się po okolicy.
Wzniosłam się w powietrze i poszybowałam w stronę zachodzącego słońca.
*****
Będąc już na ziemi zauważyłam nieopodal waderę. Była jakaś dziwna, ciemna, niczym noc i ciągnęła się za nią jakaś mgła.
Przypatrywałam się jej zza krzaków, gdy nagle nadepnęłam na jakąś suchą gałązkę. Wadera spojrzała się w moją stronę. Na szczęście zdążyłam się przemienić w wiatr i wilczyca mnie nie zauważyła.
Mruknęła coś w innym języku, rozpoznałam ten język, to było
,,Słyszałeś to?" po grecku. Wiem co to znaczy, bo znam kilka słów w tym języku.
,,Tak" mruknęła mgła niskim, głębokim tonem.
Przestraszyłam się.
- Wyjdź. Wiem, że tam jesteś. - powiedziała wadera spokojnym tonem.
Zamieniłam się w swoją zwykłą postać i niepewnie podeszłam w stronę wadery.
- Kim jesteś? Co ty tutaj robisz? - spytałam się nieco pewniej
- Jestem Hekate. Szukam pobliskiej watahy, należą do niej same wilki z żywiołem powietrza. A ty kim jesteś? - ton jej głosu był równie spokojny co przedtem
- Luna. Należę do Watahy Mrocznych Skrzydeł. Nie słyszałam o watasze składającej się z samych wilków powietrza. Jeszcze jedno pytanie, co to jest? - powiedziałam patrząc na mgłę znajdującą się za waderą.
- Ah, to? To mój towarzysz, jest zakryty mgłą, bo odstrasza inne zwierzęta.
Hekate powiedziała coś po grecku, zrozumiałam tylko ,,Flegeton...."
Nagle z mgły wyłonił się cerber. Zionął w moją stronę ogniem.
- Uspokój się Flegeton. - powiedziała Hekate
(Ciąg dalszy z perspektywy Hekate)
Był wieczór.
Postanowiłam rozejrzeć się po okolicy.
Wzniosłam się w powietrze i poszybowałam w stronę zachodzącego słońca.
*****
Będąc już na ziemi zauważyłam nieopodal waderę. Była jakaś dziwna, ciemna, niczym noc i ciągnęła się za nią jakaś mgła.
Przypatrywałam się jej zza krzaków, gdy nagle nadepnęłam na jakąś suchą gałązkę. Wadera spojrzała się w moją stronę. Na szczęście zdążyłam się przemienić w wiatr i wilczyca mnie nie zauważyła.
Mruknęła coś w innym języku, rozpoznałam ten język, to było
,,Słyszałeś to?" po grecku. Wiem co to znaczy, bo znam kilka słów w tym języku.
,,Tak" mruknęła mgła niskim, głębokim tonem.
Przestraszyłam się.
- Wyjdź. Wiem, że tam jesteś. - powiedziała wadera spokojnym tonem.
Zamieniłam się w swoją zwykłą postać i niepewnie podeszłam w stronę wadery.
- Kim jesteś? Co ty tutaj robisz? - spytałam się nieco pewniej
- Jestem Hekate. Szukam pobliskiej watahy, należą do niej same wilki z żywiołem powietrza. A ty kim jesteś? - ton jej głosu był równie spokojny co przedtem
- Luna. Należę do Watahy Mrocznych Skrzydeł. Nie słyszałam o watasze składającej się z samych wilków powietrza. Jeszcze jedno pytanie, co to jest? - powiedziałam patrząc na mgłę znajdującą się za waderą.
- Ah, to? To mój towarzysz, jest zakryty mgłą, bo odstrasza inne zwierzęta.
Hekate powiedziała coś po grecku, zrozumiałam tylko ,,Flegeton...."
Nagle z mgły wyłonił się cerber. Zionął w moją stronę ogniem.
- Uspokój się Flegeton. - powiedziała Hekate
(Ciąg dalszy z perspektywy Hekate)
7.10.2016
Konkurs
Ogłaszam konkurs który zapoczątkowała Nyks. To konkurs rysowniczy. Za dwa tygodnie będe oceniać prace. Ale potrzebuje pomocy. Musicie coś narysować. I w ciągu tych 2 tygodni wysłać mi na e-maila albo HW. No to tyle.
1 miejsce: 1000 cs i 50 diamentów
2 miejsce: 500 cs i 3 sztabki srebra
3 miejsce: 200 cs i 10 ametyrtów
1 miejsce: 1000 cs i 50 diamentów
2 miejsce: 500 cs i 3 sztabki srebra
3 miejsce: 200 cs i 10 ametyrtów
Od Lili
Od Lili CD Ifus
To koniec.... normalnie nie wytrzymam! Było popołudnie. Lało jak cebra. A ja? Umierałam z nudów. Siedziałam z Łatką i Roze w jaskini Alphy. W sumie miała tam mnóstwo rzeczy... takich jak diamenty... wystające z ziemi i zwisające z grzybów. Zajęcia Katrin z nami były co raz bardziej nudne jeśli nie wychodziło się na zewątrz ale w tedy.... przyszedł Urru z jakąś nową. Była to wadera. A raczej szczeniak.
- Katrin! Nowy szczeniak do Ciebie! - krzyknął Urru wchodząc do jaskini. Katrin usłyszawszy jego wołanie od razu wyszła z korytarza,
- Jak to?
- Znalazłem ją na kamieniu. Chyba się zgubiła. - Patrzyłam na nową. Ona siedziała i przyglądała się uklepanej ziemi.
- Dobrze. Powiedziałeś Lii?
- Tak. Zgodziła się na przyjecie. - po tych słowach Urru wyszedł a ja zostałam z Roze, Łatką, Katrin i tą nową w jaskini.
- Jak się nazywasz? - spytała Katrin podchodząc do nowej
- Ifus.
- A wiec moja droga. Należy przedstawić Cię reszcie. Więc tak... ja jestem Katrin czyli twoją opiekunką. A to Lili - powiedziała wskazując na mnie. - Łatka i Roze. Przywitajcie Naszego gościa jak należy a ja na chwilę wychodzę... - powiedziała patrząc z niechęcią na mokre ślady po Urru i Ifus oraz na deszcz i wyszła. Nie miałam weny do poznawania nowych osobowości więc podreptałam na jednego z grzybów. Roze podeszła do nowej
- Ty jesteś Ifus tak? Ja to Roze i miło mi Cię poznać.
- Mi ciebie też... - powiedziała Ifus z wahaniem.
*****
Ta noc była nie spokojna. Śniły mi się martwe zające. Takie same jakie przyniosła Katrin wieczorem do jaskini oznajmiając, ze za niedługo nie będziemy musieli mieszkać w jaskini Alphy. W pewnym sęsie to Roze jest zaadoptowana więc idzie zwykle na noc do Fire. A ja? A Łatka? Roze to ma szczęście. Dostała rodzinę. Może jednoosobową ale jednak rodzinę. A ja z Łatką i Ifus musimy siedzieć i gapić się na nie wiadomo co. ten ranek był rześki. Tak właściwie to zimny i mokry.
- EJ!!! - usłyszałam krzyk o 5 RANO który wydawała Łatka
- Co jest. Nie możesz ciszej wrzeszczeć? - spytałam roźciągając się.
- Wyobraź sobie, że nie. Katrin ,, zaproponowała" Szkolenie dworne i... wzięła mi mój przysmak.
- Znowu wniosłaś szczura do jaskini. - spytałam ale to zabrzmiało jak potwierdzenie. Bo tak było. Łatka uwielbiała szczury.
- Co się stało? - spytała najwyraźniej obudzona Ifus.
To koniec.... normalnie nie wytrzymam! Było popołudnie. Lało jak cebra. A ja? Umierałam z nudów. Siedziałam z Łatką i Roze w jaskini Alphy. W sumie miała tam mnóstwo rzeczy... takich jak diamenty... wystające z ziemi i zwisające z grzybów. Zajęcia Katrin z nami były co raz bardziej nudne jeśli nie wychodziło się na zewątrz ale w tedy.... przyszedł Urru z jakąś nową. Była to wadera. A raczej szczeniak.
- Katrin! Nowy szczeniak do Ciebie! - krzyknął Urru wchodząc do jaskini. Katrin usłyszawszy jego wołanie od razu wyszła z korytarza,
- Jak to?
- Znalazłem ją na kamieniu. Chyba się zgubiła. - Patrzyłam na nową. Ona siedziała i przyglądała się uklepanej ziemi.
- Dobrze. Powiedziałeś Lii?
- Tak. Zgodziła się na przyjecie. - po tych słowach Urru wyszedł a ja zostałam z Roze, Łatką, Katrin i tą nową w jaskini.
- Jak się nazywasz? - spytała Katrin podchodząc do nowej
- Ifus.
- A wiec moja droga. Należy przedstawić Cię reszcie. Więc tak... ja jestem Katrin czyli twoją opiekunką. A to Lili - powiedziała wskazując na mnie. - Łatka i Roze. Przywitajcie Naszego gościa jak należy a ja na chwilę wychodzę... - powiedziała patrząc z niechęcią na mokre ślady po Urru i Ifus oraz na deszcz i wyszła. Nie miałam weny do poznawania nowych osobowości więc podreptałam na jednego z grzybów. Roze podeszła do nowej
- Ty jesteś Ifus tak? Ja to Roze i miło mi Cię poznać.
- Mi ciebie też... - powiedziała Ifus z wahaniem.
*****
Ta noc była nie spokojna. Śniły mi się martwe zające. Takie same jakie przyniosła Katrin wieczorem do jaskini oznajmiając, ze za niedługo nie będziemy musieli mieszkać w jaskini Alphy. W pewnym sęsie to Roze jest zaadoptowana więc idzie zwykle na noc do Fire. A ja? A Łatka? Roze to ma szczęście. Dostała rodzinę. Może jednoosobową ale jednak rodzinę. A ja z Łatką i Ifus musimy siedzieć i gapić się na nie wiadomo co. ten ranek był rześki. Tak właściwie to zimny i mokry.
- EJ!!! - usłyszałam krzyk o 5 RANO który wydawała Łatka
- Co jest. Nie możesz ciszej wrzeszczeć? - spytałam roźciągając się.
- Wyobraź sobie, że nie. Katrin ,, zaproponowała" Szkolenie dworne i... wzięła mi mój przysmak.
- Znowu wniosłaś szczura do jaskini. - spytałam ale to zabrzmiało jak potwierdzenie. Bo tak było. Łatka uwielbiała szczury.
- Co się stało? - spytała najwyraźniej obudzona Ifus.
6.10.2016
Od Afrodyty do Luny
"Żaden dzień się nie powtórzy,Kolejny dzień zaliczyłam na wędrowaniu , od kiedy opuściłam swój rodzinny dom , nie mogę sobie znaleźć miejsca na świecie. Właściwie domu nie opuściłam , to dom opuścił mnie. Pewnej nocy moi rodzice wyszli na conocne polowanie , więcej ich nie zobaczyłam. Byłam wtedy jeszcze szczeniakiem. Postanowiłam wyjść i ich poszukać. Po kilku godzinach wędrówki trafiłam na mroczny teren. Była noc , nie wiedziałam że zobaczę w tym miejscu i w tym momencie stanie się najstraszniejsza rzecz jaka mi się kiedykolwiek zdarzyła. Na własne oczy zobaczyłam rozszarpane ciała moich rodziców. Płakałam długi czas , lecz po jakimś czasie postanowiłam wrócić do jaskini. Po kilku godzinnej wędrówce powrotnej dotarłam do miejsca gdzie powinna być moja jaskinia , lecz jej tam nie było. Jaskinia nie wyglądała jak wcześniej. Opanowały ją winegry. Jedna z nich mnie zauważyła. Zaczęła mnie gonić. Byłam na szczęście daleko od niej i zdołałam uciec. Dalej wędrowałam w tym samym kierunku. Nigdy nie poszłam w złą stronę. Na szczęście odnalazłam swój amulet przy ciałach rodziców.
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy."
*****
Podczas mojej wędrówki doszłam do lasu gdzie zauważyłam jaskinie.
Na skałach jaskini uciekała jakaś Wadera , a Basior i jakaś inna Wadera walczyli z Winegrami. Ich walka wyglądała jak prawdziwa braterska zabawa , ich ruchy były takie szybkie i takie zgrabne.
Postanowiłam im pomóc , z resztą co mi szkodzi? Szybko wdrapałam się na skały jaskini i zauważyła mnie Wadera która wcześniej uciekała. Ona stanęła w dziwnej pozycji. Była lekko schylona , przypominało to jakby chciała mnie zaatakować . Zaczęła warczeć i chodziła w okół mnie.
- Odejdź , pókim miła! - warknęła przez zęby groźnym tonem.
- Ja tylko chce... - nie zdążyłam dokończyć ponieważ Wadera rzuciła się na mnie. Obie spadłyśmy ze skały , upadłyśmy akurat na Winegre którą popchnął pod nas Basior. Winegra zemdlała , a reszta uciekła w ogromnych stratach.
- Luna?! Wszystko dobrze? Kim ona jjjesttt.- Zapytał Basior , ostatnie słowo wypowiedział ledwo co. Najprawdopodobniej był zauroczony Waderą którą nazywał Luną.
- Jestem Afrodyta , wędruję od roku ponieważ moi rodzice zostali zabici przez... Winegry. Zobaczyłam że walczycie z nimi i chciałam wam pomóc , lecz ona mnie zepchnęła z kamieni. - rzekłam bardzo szybko z resztą tak jak zawsze , byłam przyzwyczajona do szybkiego mówienia.
3.10.2016
Od Ifus
Od Ifus CD Urru
Było piękne popołudnie. Mieszkałam jeszcze z rodzicami i rodzeństwem. Nigdzie ale to nigdzie nie wolno było nam wychodzić chyba, ze z rodzicami a jak oni wychodzili zostawiali barierę ochronną.
- Nudy.... nudy.... nudy... - mrukneła moja siostra Szila która prawie zawsze się nudziła. Leżała przy wejściu i parzyła na trawę rosnącą za jaskinią.
- Ty się zawsze nudzisz. - powiedział mój brat Niko który rysował coś w kurzu
- Nie zawsze!
- Zawsze!
- Nie!
- Tak! - I właśnie tak wyglądało moje życie. 3 bracia i 2 siostry. Co ja mam za życie? Akurat teraz rodziców nie było w jaskini. Nudy! Próbowałam ćwiczyć czary.... ze śniegiem ale co mi po tym skoro nie mam amuletu? Amulet przemiany dostawał każdy wilk kończący 2 lata. A ja go chyba nie dostanę bo ślęczę w jaskini. Patrzyłam na łapy. Zero śniegu, zero wody. Moje łapy były normalne... kiedy dostanę już swój żywioł?
******
Był wieczór. Rodzice właśnie wrócili z łowów. Z jeleniem. Wszyscy rzucili się na truchło oprucz mnie.
- Co się dzieje? Nie chcesz jeść? Przecież zwykle ty pochłaniałaś większość. - powiedziała mama patrząc na mnie z niepokojem
- Mam pytanie
- jakie?
- Kiedy będę mogła wyjść na zewnątrz? - Rodzice spoważnieli i popatrzyli na mnie.
- Jak skończysz 2 lata. A moze nawet 3. - powiedział ojciec oschłym tonem i zajął się jedzeniem. Zawsze to samo. Zbyt nadopiekuńczy. Czy oni zawsze muszą tacy być? Mieli do nas bardzo wielkie zaufanie a jak do nich nie. Ale zapomnieli o jednej rzeczy. Jestem najbardziej upartą waderą na świecie. I oczywiście wiem, że z zewnątrz nikt nie wejdzie ale ze srodka można wyjść.
****
Wszyscy już spali. A ja? Nie. Wstałam i zaczęłam się skradać do wyjścia. Byłam na dworze! Trawa była cudna. Wszystko było cudne. Pobiegłam w stronę lasu. Chodziłam po nim podziwiając tutejsze dziwy... Po 2 godz. Wędrowania.... zgubiłam się! Szłam to w tą... to w tamtą.... ale odkryłam, ze krążę w kółko. Usiadłam na kamieniu i rozpłakałam się.
- czemu płaczesz? - usłyszałam głos za sobą. Obróciłam się z przestrachem. Stał tam basior. Był dorosły.
- Zgubiłam się....
- Trza było nie uciekać z domu.
- Ale tak bardzo chciałam zobaczyć więcej...
- Zobaczysz o wiele więcej. Jestem Urru a ty?
- Ifus.
Było piękne popołudnie. Mieszkałam jeszcze z rodzicami i rodzeństwem. Nigdzie ale to nigdzie nie wolno było nam wychodzić chyba, ze z rodzicami a jak oni wychodzili zostawiali barierę ochronną.
- Nudy.... nudy.... nudy... - mrukneła moja siostra Szila która prawie zawsze się nudziła. Leżała przy wejściu i parzyła na trawę rosnącą za jaskinią.
- Ty się zawsze nudzisz. - powiedział mój brat Niko który rysował coś w kurzu
- Nie zawsze!
- Zawsze!
- Nie!
- Tak! - I właśnie tak wyglądało moje życie. 3 bracia i 2 siostry. Co ja mam za życie? Akurat teraz rodziców nie było w jaskini. Nudy! Próbowałam ćwiczyć czary.... ze śniegiem ale co mi po tym skoro nie mam amuletu? Amulet przemiany dostawał każdy wilk kończący 2 lata. A ja go chyba nie dostanę bo ślęczę w jaskini. Patrzyłam na łapy. Zero śniegu, zero wody. Moje łapy były normalne... kiedy dostanę już swój żywioł?
******
Był wieczór. Rodzice właśnie wrócili z łowów. Z jeleniem. Wszyscy rzucili się na truchło oprucz mnie.
- Co się dzieje? Nie chcesz jeść? Przecież zwykle ty pochłaniałaś większość. - powiedziała mama patrząc na mnie z niepokojem
- Mam pytanie
- jakie?
- Kiedy będę mogła wyjść na zewnątrz? - Rodzice spoważnieli i popatrzyli na mnie.
- Jak skończysz 2 lata. A moze nawet 3. - powiedział ojciec oschłym tonem i zajął się jedzeniem. Zawsze to samo. Zbyt nadopiekuńczy. Czy oni zawsze muszą tacy być? Mieli do nas bardzo wielkie zaufanie a jak do nich nie. Ale zapomnieli o jednej rzeczy. Jestem najbardziej upartą waderą na świecie. I oczywiście wiem, że z zewnątrz nikt nie wejdzie ale ze srodka można wyjść.
****
Wszyscy już spali. A ja? Nie. Wstałam i zaczęłam się skradać do wyjścia. Byłam na dworze! Trawa była cudna. Wszystko było cudne. Pobiegłam w stronę lasu. Chodziłam po nim podziwiając tutejsze dziwy... Po 2 godz. Wędrowania.... zgubiłam się! Szłam to w tą... to w tamtą.... ale odkryłam, ze krążę w kółko. Usiadłam na kamieniu i rozpłakałam się.
- czemu płaczesz? - usłyszałam głos za sobą. Obróciłam się z przestrachem. Stał tam basior. Był dorosły.
- Zgubiłam się....
- Trza było nie uciekać z domu.
- Ale tak bardzo chciałam zobaczyć więcej...
- Zobaczysz o wiele więcej. Jestem Urru a ty?
- Ifus.
2.10.2016
Od Kanisa
Od Kanisa CD Lia
Wpadłem do jaskini Alphy jak oparzony.
- Chyba najpierw trza uprzedzić, że się wpada. - Odrzekła Lia która leżała na plecach na grzybie
- Przepraszam ale.... - nie wiedziałem jak to powiedzieć. Alpha popatrzyła na mnie przekrzywiając głowę ale nadal leżała
- Dzisiaj byłem na łowach... nagle jakby jeleń się rozpłynął.... I przed chwilą upadło jego truchło obok mojej jaskini. Ten jeleń wyglądał okropnie... - Lia wstała i spoważniała.
- Jak dokładnie wyglądał?
- Kto?
- Jak kto? Jeleń.
- Zadrapany... mnóstwo krwi, bez oka...
- Powiedz wszystkim, że od dzisiaj do odwołania jest zakaz polowania, nie wolno wypuszczać się za granicę, szczeniaki niech będą cały czas w jaskiniach jasne? - Powiedziała Lia ze zdenerwowaniem i lękiem
- Ale o co chodzi? - Spytałem
- Jak jutro szczeniaki nie będą w jaskiniach i ktoś zginie to się dowiesz. - powiedziała i się teleportowała.... nie wiem gdzie. Nic z tego nie rozumiałem. Alpha się boi, zadrapany jeleń spada koło mojej jaskini. To chyba była najbardziej skomplikowana sprawa jaka mi się przytrafiła
Wpadłem do jaskini Alphy jak oparzony.
- Chyba najpierw trza uprzedzić, że się wpada. - Odrzekła Lia która leżała na plecach na grzybie
- Przepraszam ale.... - nie wiedziałem jak to powiedzieć. Alpha popatrzyła na mnie przekrzywiając głowę ale nadal leżała
- Dzisiaj byłem na łowach... nagle jakby jeleń się rozpłynął.... I przed chwilą upadło jego truchło obok mojej jaskini. Ten jeleń wyglądał okropnie... - Lia wstała i spoważniała.
- Jak dokładnie wyglądał?
- Kto?
- Jak kto? Jeleń.
- Zadrapany... mnóstwo krwi, bez oka...
- Powiedz wszystkim, że od dzisiaj do odwołania jest zakaz polowania, nie wolno wypuszczać się za granicę, szczeniaki niech będą cały czas w jaskiniach jasne? - Powiedziała Lia ze zdenerwowaniem i lękiem
- Ale o co chodzi? - Spytałem
- Jak jutro szczeniaki nie będą w jaskiniach i ktoś zginie to się dowiesz. - powiedziała i się teleportowała.... nie wiem gdzie. Nic z tego nie rozumiałem. Alpha się boi, zadrapany jeleń spada koło mojej jaskini. To chyba była najbardziej skomplikowana sprawa jaka mi się przytrafiła
1.10.2016
30.09.2016
Od Katrin
Od Katrin CD Demon
- Sierra! - wpadłam jak oparzona do jaskini jednej z wader która mieszkała najbliżej.
- Co? Wyglądasz jakbyś co najmniej ducha zobaczyła...
- Nie ducha... ANIOŁA! - Sierra popatrzyła na mnie dziwnie.
- Dobrze się czujesz?
- Obłędnie... - Sierra popatrzyła na mnie i trochę zdziwiona spytała.
- kto to? - Popatrzyłam na nią dziwnie.
- Jak to kto? Ten nowy... ze skrzydłami... nazywa się Demon.
- Dziwne imię.
- Na pewno mniej dziwne niż twoje. - powiedziałam urażona i wybiegłam z jej jaskini. Stanęłam na plaży... Był zachód słońca i w tedy
- Cześć. Kim jesteś? - odwróciłam się. Był to Demon.
- Eeee.. Katrin...
- No to ja jestem Demon. Świeżo dołączyłem. Nie znam wilków...
- Ah.... to oczywiste. Skąd jesteś?
- Z daleka. A właściwie z południa
- Ile masz lat?
- 3
- jej... ja też.
- Co ty mnie tak wypytujesz?
- Nie wiem. Lubie tak wypytywać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







