31.12.2016

Od Luny Kaoru

Od Luny CD Kaoru



Przyglądałam się białemu basiorowi. Jego krwisto czerwone oczy nieco mnie przerażały, ale nie wyglądało na to, żeby miał złe zamiary. Aczkolwiek lepiej uważać. Zbyt wielu psychopatów spotkałam w swoim krótkim życiu, żeby teraz ufać każdemu napotkanemu wilkowi.
- Eh... no dobrze. Jedną noc. - przypomniałam sobie, że się nie przedstawiłam - Jestem Luna.
- Miło mi. - basior się uśmiechnął.

****

Rozmawialiśmy przez jakiś czas. Nic nie wskazywało na to, że jest psychopatą albo czymś w tym rodzaju. Opowiedziałam mu o watasze. Kaoru słuchał z zainteresowaniem.
Dowiedziałam się, że wiele podróżował. Przypomniało mi się, jak jeszcze kilka miesięcy temu sama martwiłam się o to, czy uda mi się znaleźć na noc kryjówkę. Dobrze, że to już przeszłość.
Z rozmyśleń wyrwał mnie głos basiora:
- Chętnie bym tu dołączył.
Zauważyłam, że było już zupełnie ciemno, chociaż mogłoby się zdawać, że jeszcze przed chwilą był ranek. Uroki zimy.
- Okay. Jutro rano, jeśli śnieżyca przejdzie, zaprowadzę Cię do Alfy. - powiedziałam, po czym położyłam się przy najbliższej ścianie w jaskini. Lepiej jeszcze mieć tego wilka na oku.

****

Noc upłynęła dosyć szybko. Na szczęście śnieżyca ustąpiła. Zaprowadziłam Kaoru do Lii i aktualnie spacerowałam sobie po terenach watahy. Zimą wszystko tu wygląda magicznie. Zamarznięty strumyk, gałęzie drzew pokryte szronem. Wszystko owiane tajemniczością.
Dorosłe wilki o tej porze roku zwykle siedzą w jaskiniach, a szczeniaki bawią się na śniegu.

<Kaoru?>

30.12.2016

Od Kaoru do Luny

Od Kaoru do Luny

Zmrużyłem czerwone ślepia, starając się dostrzec jakąś kryjówkę przed tą śnieżycą, ale jedyne, co widziałem, to biel. Wszechpanująca biel. Przeklnąłem w myślach.
Po kilku minutach marszu miałem już zrezygnować, położyć się i po prostu przeczekać, ale w tej chwili zwątpienia dostrzegłem to, czego tak bardzo poszukiwałem. Jak najszybciej ruszyłem w stronę jaskini, mając dość już tej całej śnieżycy.
Gdy tylko znalazłem się w pieczarze sprawdziłem, czy aby na pewno nie jest zamieszkała przez jakieś inne stworzenie. Oczywiście, nie całkiem, bo jaskinia wydawała się na całkiem sporo. Nie słysząc nic podejrzanego oraz nie czując żadnej dziwnej woni zdecydowałem, że tutaj przeczekam. Usadowiłem się niedaleko wyjścia i w spokoju zacząłem otrzepywać się ze śniegu. Ugh, jak dobrze, że miałem jednak grube to futro. Gdyby nie ono, pewnie już dawno leżałbym gdzieś w rowie, przemarzniętym do szpiku kości. Jednak ta sierść ma też swoje minusy – potrafi być prawdziwym utrapieniem w upalne lato.
Kiedy tylko zakończyłem otrzepywać się z zimnej brei, miałem się położyć i poobserwować tą wspaniałą śnieżycę, przez którą chodzę teraz głodny, ale poczułem, że coś stoi tuż za mną. A jednak ta jaskinia nie była całkiem pusta. No cóż... mam nadzieję, że nie będę musiał walczyć. Z pustym żołądkiem nie najlepiej mi to wychodzi.
— Co tu robisz? — usłyszałem za sobą warkot wadery. Powoli odwróciłem łeb w jej stronę i z satysfakcją stwierdziłem, że jestem od niej o wiele wyższy. Oceniłem szybko jej podstawę i mogę śmiało stwierdzić, że nie zaatakuje mnie, póki nie zacznę zachowywać się podejrzanie. Uśmiechnąłem się do czarnej wadery o bursztynowych oczach.
— Czekam, aż śnieżyca przejdzie — powiedziałem zgodnie z prawdą. Czułem, że nie chciałem się jej narażać. Co prawda, jestem od niej wyższy, ale wcale nie oznacza to, że jestem silniejszy; jestem zwykłym patyczakiem-gigantem. A po sylwetce tej wadery mogę stwierdzić, że nie omieszkała się inwestować w siłę.
— Czemu w mojej jaskini? — dalej się dopytywała, pokazując kły. Było ewidentnie widać, że mi nie ufała.
— Wybacz, to była jedyna jaskinia, jaką zauważyłem. Nie będzie dla ciebie problemem, jeżeli tu trochę przeczekam?
— Obcych nie przyjmuję.
— Jestem Kaoru. Już nie jestem "obcym" więc... mógłbym?

(Luna?)

Od Mayako do Kagekao

Śnieg cicho skrzypiał pod moimi łapami, kiedy przemierzałam las, i iskrzył się bardzo, drażniąc moje ślepia. To był jeden z powodów, przez które nie lubiłam zimy. Drugim natomiast był… sam chłód panujący w tej porze roku. Podczas dużych mrozów trudno było znaleźć kryjówkę, by po prostu nie zmarznąć.
Kilka metrów przede mną dumnie maszerował Ren. Niewzruszony tym, że może mnie zgubić, samodzielne poszukiwał miejsca, w którym moglibyśmy się przespać. Z wyglądu, jak i z charakteru, tak bardzo przypomina ojca… tyle dni minęło, odkąd widziałam się z Aaronem. Nie musiał walczyć, a jednak to zrobił. Ciekawe, czy wojna jeszcze trwa. I czy nadal żyje. Czasem zżerało mnie sumienie, że mu nie pomogłam, że tam nie zostałam. Można było załatwić tą sprawę inaczej, a nie od razu przelewać krew!
— Tu! Tutaj jest dobrze! — z zamyślenia wyrwał mnie cienki głos mojego towarzysza. Lekko zdezorientowana rozejrzałam się dookoła, aż w końcu dostrzegłam miejsce, które – według mojego przyjaciela – było idealne.
To miejsce okazało się być pod jednym z większych świerków. Ren usiadł pod drzewem i popatrzył na mnie z dumą w czerwonych ślepiach. Podeszłam do kociaka i poczochrałam go po brązowej czuprynie.
— Jest idealne — powiedziałam, układając się pod drzewem. Ren skulił się przy moim boku.
— Kiedy tata wróci? — spytał nagle, co kompletnie zbiło mnie z tropu.
— Wkrótce, maluchu — starałam się zabrzmieć jak najnaturalniej. — Przecież obiecał, że wróci, prawda?
Tygrysek nic nie odpowiedział, jedynie wtulił się bardziej w mój bok. Odetchnęłam głęboko, przymykając ślepia. Po krótkim czasie usłyszałam, jakby jakąś gałąź zatrzeszczała. Od razu otworzyłam oczy, nastawiłam uszy. Dźwięk nie powtórzył się… więc chyba wszystko musi być w porządku. To pewnie przez te moje wyczulone zmysły. A poza tym, gdyby było coś nie tak, wyczułabym, prawda?
Z powrotem zamknęłam oczy i zwinęłam się w kłębek, przytulając się do Rena. Czas, by wreszcie odpocząć od całego dnia wędrówki.

Kagekao?

21.12.2016

Nowy Basior!


Uśpienie watahy!

Pewnie myślcie, że ją zawieszę albo usunę. NIE MA NAWET MOWY. Po prostu zauważyłam, ze mało wilków ma wenę i nie pisze dlatego postanowiłam uśpić watahę na pewien czas. Okres uśpienia będzie trwał od 22.12.2016 do 28.12.2016. Przez cały ten czas proponuję byście ustalili kto z kim pisze, o czym to będzie i tp. Możecie pisać to do siebie nawzajem a potem mi to wysłać albo pisać na kartkach. Wszystkie wilki będą miały zieloną kartkę nie zależnie od tego kiedy pisały opowiadania. Chat będzie cały czas aktywny ale opowiadań NIE PISZEMY!

Mam nadzieję, że za to uśpienie się na mnie nie gniewacie. Wesołych świąt! Lia

19.12.2016

OD Desi Do Kagekao

-Eeeee dobra dobra , wiem że przespałam długi czas ale mam pytanie ... Co tu się odpierdala? - Yyyy Sama nie będe tego komentować... - Kim ty jesteś?
- Yyyy to ja Luna?
- A to warto wiedzieć! Ale nie , nie ty. Ten ćwok.
- Ja... Ja jestem Kagekao! - Kim on kuźwa jest? Mam zrypaną banie w pizdziec i nic nie rozumiem...
- No to super! Dobra więc już wszyscy się znamy... A właściwie Kakao , daj mi pić. Tylko szybko nie mam ochoty długo czekać...
- Co ty sobie wyobrażasz... Nie jestem kakao tylko KAGEKAO!!! - Jedno wielkie zdanie cisneło mi się na myśl ... Ale nie , nie będe go wypowiadać , a może jednak - CO SIĘ DRZESZ!!?? Co ty jesteś moim bratem że się na mnie drzesz? Ja chce spać! Luna weź mi coś zanuć... bo przez tego durnia spać nie mogę.
- Przez twe... Wait , wait co ja odpierdalam? Nie będe ci śpiewać! Nie widzisz co się tu dzieje?! To jakiś absurd! Zostałyśmy P-O-R-W-A-N-E! - Kolejna drze ryja... - Czy ty sądzisz że nie wiedziałam tego? Jak tak sądziłaś to... Dobrze sądziłąś...
- Co za idiotka!!! - COO!? Mnie tak nazywać zaraz mu pokarze... - Ty , ty ... szkoda strzępić ryja , szkoda k***a gadać...


Wiem że krótkie i wiem że późno ale nie miałem czasu na pisanie :*:*

16.12.2016

Kontakt ( Zablokowane hw )

Witam! Piszę ten post z powodów kontaktu albowiem lepiej byście nie pisali do mnie ( Lia, Alfa ) na hw gdyż jest ono zablokowane na 29 dni. Teraz źródłem informacji i jakiegokolwiek kontaktu ze mną będą:
Doggi game: BlackWolfWadera
Facebook: Matylda (...)
E-mail: fajnanatura@gmail.com

Równie dobrze możenie zgłosić się do drugiego admina: Megami

Życzę wszystkim wesołych świąt!

Magiczne wilki #4

8.12.2016

Od Luny ,,Walka z zombie"

Od Luny ,,Walka z zombie"


Przede mną stał prawie dwumetrowy, zgniły facet. Musiałam go pokonać. Miałam do dyspozycji kuszę i tylko jeden bełt. Aby ,,zabić" zombie, należy uszkodzić mu mózg. Nie będzie łatwo...
Truposz zaczął biec w moją stronę. Był naprawdę BARDZO szybki. Ledwo zdołałam uskoczyć w bok i uniknąć jego szarży. Potwór odwrócił się i ryknął ze złości. Znowu natarł w moją stronę.
Czułam się sparaliżowana. Nie udało mi się uniknąć ataku, potwór zamachnął się i z impetem mnie uderzył. Uderzenie było tak silne, że odleciałam kilka metrów na bok. Strasznie kręciło mi się w głowie Kusza leżała daleko ode mnie. Szlag!
Zombiak podbiegł do mnie i próbował ugryźć. Broniłam się z całych sił, ale przeciwnik był zbyt silny. Jego zęby były tylko kilka centymetrów od mojego karku. Nie dawałam rady.... Mam się poddać i umrzeć?
Nie. Nie mogę umrzeć w taki sposób! Nie mogę umrzeć przed oczami tych wszystkich wilków zgromadzonych na widowni areny i to jeszcze zjedzona przez jakiegoś żywego trupa! Nie mogę!
Poczułam nagły przypływ adrenaliny. Odepchnęłam zombie i pobiegłam w stronę ściany areny. Miałam już pomysł jak mogę go ,,uśmiercić".
Odbiłam się od ściany i poleciałam kilka metrów do tyłu. W ten sposób truposz przywalił głową w ścianę, dzięki czemu zyskałam trochę czasu.
Jak najszybciej pobiegłam w stronę kuszy. Chwyciłam ją i wycelowałam w głowę trupa. Potwór akurat odwrócił się i zaczął biec w moją stronę. Strzeliłam.
Bełt wbił się w oko i przebił mózg zombie. Truposz padł ,,martwy" na ziemię. Podeszłam do niego i wyjęłam bełt z jego oka.
Udało mi się... Pokonałam zombie!

Nagroda: darmowy Miecz! ( 100 cs )

7.12.2016

WYZWANIE!



Siła: 200 
Zręczność: 100
Wiedza: 0
Spryt: 0
Zwinność: 200
Szybkość: 300
Mana: 0

Zombie. Aby go pokonać, trzeba wbić mu ostry przedmiot (zakupiony wcześniej w sklepiku) w głowę. UWAGA! Ten typ zombie jest wyjątkowo szybki i silny. Pokonanie go nie będzie łatwe.

Autor: Luna

Wyzwanie!


Siła: 200
Zręczność: 300
Wiedza: 0
Spryt: 200
Zwinność: 50
Szybkość: 50
Mana: 0

Dobra. Do rzeczy. To hormuknos. I co macie z nim zrobić... pokonać go. Nagrody będą różne. Jak ktoś chce odejść z watahy ma doskonałą okazję. Jeśli chcecie z nim walczyć będą potrzebne rzeczy ze sklepiku. Za pokonanie stwora będzie też nagroda taka jak puchar w specjalnej zakładce. Można podzielić się na grupy i wspólnymi siłami go zabić albo samemu... ale będzie trudno. O tej wyprawie i o innych trzeba napisać opowiadanie które może być w częściach. 

POWODZENIA!                                        Autor: Lia


6.12.2016

Od Hekate cd Maks

Od Hekate CD Maks



- Nie jestem pewna... Smoki nigdy nie znaczą nic dobrego... Hmm... poczytam o nich w senniku i dam ci znać, jeśli znajdę jakieś sensowne wytłumaczenie twojego snu.
Basior przytaknął i wyszedł z mojej jaskini.

*****

Luna powiedziała, że nauczy mnie czegoś, w zamian za to, że ja ją czegoś nauczę. Dobry układ.
Razem z Luną byłyśmy teraz na łące. Wadera próbowała nauczyć mnie wywołać lekki podmuch wiatru. Muszę przyznać, że jak na pierwszy raz szło mi całkiem nieźle.
- Ok. - powiedziała wadera. - teraz ty mnie czegoś naucz.
Z tego, co wiem, to Luna ma żywioł nocy, ale nie potrafi widzieć w ciemności. Tego mogę ją nauczyć!
Akurat się ściemniało.
- Popatrz tam, w ten zacieniony punkt - zaczęłam ją instruować. - Skup się na tym jednym punkcie. I co, widzisz już coś?
Opanowanie tej mocy zajęło jej trochę czasu, ale w końcu jej się to udało.

*****

Myślałam nad snem Maksa. Co on mógł znaczyć? Powinnam poczytać o smokach w senniku i poszukać odpowiedzi...
Postanowiłam wrócić do jaskini.
Szłam sobie dróżką w lesie, gdy nagle zauważyłam Maksa.
- Maks? Co ty tu robisz?
- Poszedłem sobie na spacer. A ty? Co tu robisz?
Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo zauważyłam kilka kształtów poruszających się za drzewami. Zza drzew wyszło kilkoro umarlaków. Otoczyli nas.

<Maks? Wybacz, że tak długo. Nie miałam weny>

3.12.2016

Pierwsze konkursy na Arenie!

Wiec tak. Od jutra przez 10 dni - 20 dni będę zbierać zgłoszenia wilków do wystąpienia na arenie, w różnych dyscyplinach lub walki z potworami, duszami i tp. Do walki oczywiście potrzebne są rzeczy ze sklepu. O walce i tp trza poinformować alfę. Zgłoszenia na arenę przyjmuje administracja ( Lia i Megami ) Jeśli chcecie walczyć z potworami, wybierzcie se jakiegoś i go opiszcie wraz z umiejętnościami. U stworów macie do rozdzielenia między umiejętnościami ( takie jak u wilka ) 800 punktów. Więcej informacji na zakładce Arena

Pozdrawiam. Lia

2.12.2016

Nowa Wadera



Twój adres e-mail albo nik na Howrse: jaszczurka233@gmail.com
-  Link do wilka: w zał. Zdj 1
- Imię: Moone
- Wiek: 3 lata
- Płeć: wadera
- Żywioł: Noc i Wolność
- stanowisko Wojownik
- Cechy fizyczne: szybka, zwinna, szybko lata, giętka, szczupła
- Cechy Charakteru: miła, inteligentna, sprytna, odważna, nieufna, tajemnicza
- Cechy szczególne: jej księżyc świeci gdy pobiera moc z księżyca lub gdy używa swej magii bo pod nim ma wszczepiony magiczny i niezwykle drogocenny kryształ
- Lubi: zemstę, krew wrogów, śpiewać, latać, szczeniaki, wojny, przygody i podróże
- Nie lubi: pająków, plotek, lenistwa
- Boi się: pająków
- Moce: pobiera moc z księżyca, widzi w ciemności, potrafi latać, może sprawić że skrzydła staną się niewidzialne, gdy jest pełnia to w jej kłach wytwarza się śmiertelny jad (wtedy trzeba na nią uważać)
- Historia: Od szczeniaka mieszkała z rodzeństwem i rodzicami, mamą skrzydlatą bez magicznych mocy i tatą bez skrzydeł z magicznymi mocami. Zginęli wszyscy z łap jej dziadka-demona, Sagope. Moone została uratowana przez lisy, które wychowywały ją przez kilka lat. W wieku 2 lat spotkała w mroźnej krainie swojego partnera, Winterdena. Zakochani ruszyli w poszukiwaniu watahy, aż natrafili na tą.
- Głos: Luna (z MLP wersja angielska)
- Partner: Winterden ♥ (w kolejnym formularzu jest jego profil)
- Szczeniaki: pragnie
- Coins: 0
- Inne zdjęcia:
Jako demon:
W zał. Zdj 2
Przemieniając się w inne zwierzęta jest czarna z różowym "piorunem" na grzywce lub czole
- Rzeczy ze sklepiku: 0
- Rzeczy znalezione w op: 0
- Dodatkowe informacje: rodzina zabita, tylko ma dziadka-demona - Sagope i patnera
- Umiejętności:
: Siła: 115
: Zręczność: 115
: Wiedza: 110
: Spryt: 115
: Zwinność: 120
: Szybkość: 115
: Mana: 110

27.11.2016

Od Katrin cd Demon

Był ranek. około 6. Niebo było różowe jak koktajl truskawkowy a tam gdzie wschodziło słońce był strasznie ten róż jaskrawy. Pomyślałam o Demonie. Jak ja go chciałam zobaczyć. Nie czekałam, wstałam i pobiegłam na staw wulkaniczny. Wulkan już dawno wygasł ale woda była zasilana ciepłem wewnętrznym. Miała około 30 stopni. Wskoczyłam do niej i po chwili się wynurzyłam. Była gorąca ale nie tak, by wytrzymać nie można było. Popłynęłam w stronę wychylenia skalnego który był parę cm pod wodą czyli gdy się na nim położyłam zalewał mi grzbiet. Gdy leżałam tam przez chwilę usłyszałam aż za znajomy głos.
- Dobrze się leży? - odwróciłam głowę. Na wzniesieniu stał Demon
- Nie za bardzo, zważywszy na to, że po za wodą jest zimno.
- To fakt. Dzisiejszy poranek jest zimny. - uśmiechnęłam się, wyskoczyłam z wody i się otrzepałam.
- Ej
- Przepraszam. Miałam mokrą sierść.
- To było widać.
- Gdzie chcesz iść?
- Chciałem popływać ale...
- ?
- Dobra. Już nic.
- Ja mam pomysł gdzie iść.
- Czyli?
- Do bram japońskich. Jest tam spokojnie
- Mamy to w terenach?
- Nie dawno zostały odkryte. - to mówiąc popatrzyłam w dół wulkanu i na ścieżkę wiodącą w dół. Zaczęłam iść w tamtą stronę ale w pewnej chwili straciłam grunt pod nogami. Byłam w powietrzu. Popatrzyłam w górę.
- Jesteś szurnięty. - zaśmiałam się bo Demon chwycił mnie i leciał ku ziemi.
- To jedna cząstka mojego charakteru. - powiedział i po chwili byłam znów na ziemi, ale nie na znanych terenach ale przy bramach japońskich.
- Wiedziałeś jak tu dolecieć? - spytałam
- Nie. - przyznał Demon rozglądając się. Jak to nie wiedział? Przecież tu przyleciał! Zaczęłam się niepokoić. Najpierw ten dziwny sen z którego nie chciał się obudzić, a teraz to. Popatrzyłam na niego lustrując go wzrokiem.
- Demon?
- Co?
- Martwię się o ciebie. - Basior popatrzył na mnie zdziwiony.
- Czemu?
- Zachowujesz się dziwnie... - spostrzegłam, że Demon patrzył gdzieś poza mną. Jakby mnie nie widział.
- Demon... - mruknęłam i obejrzałam się za siebie. Gdy zobaczyłam to co tam było odskoczyłam tak, że stałam bokiem do Demona. Obok bram wiła się czarna mgła.

< Demon? Odpiszesz? Nie spiesz się >

25.11.2016

Od Katrin do Wszystkich porwanych

Czy..... ja miałam na sobie obrożę?!! ZNIEWAGA! SKANDAL! WILK I OBROŻA?! TO DLA PSÓW! Rozejrzałam się. Byłam w jaskini. Z.... Desi, Luną i Megami

- Emm.... gdzie ja do cholery jestem? - spytałam bo mnie coś chyba trafiło. Nie byłam ze szczeniakami więc przeklinanie szło mi jak z płatka.

- Przeklinasz? - Spytała Luna. Też miała to ohydztwo na szyi.

- Owszem. - mruknęłam siadając. - Gdzie jesteśmy?

- W jaskini.

- To widzę. - powiedziałam i w tej chwili do jaskini wszedł jakiś pies.... a nie. Sorry. Kundel....chyba....Po chwili dostrzegła w nim ślady dzikości. Ok. To wilk. Westchnęłam ciężko. Basior popatrzył na mnie.

- Podoba się nowe mieszkanko? - spytał

- Mam być szczera? Nie. Ściany są wilgotne a większość kamieni jest za ostra. Wgłębienie zbyt strome dlatego jest ciemno. Wszędzie jest kurz i pajęczyny do tego pająki. A co do Ciebie.... wyglądasz trochę jak mokry pies. Widać, że nie często się myjesz. Zauważyłam też kolczyk na twoim języku i stwierdzam, że za bardzo upodabniasz się do ludzi.... - i tu nie dokończyłam bo basior przerwał mi gwałtownie. Przestraszyłam się ale.... nauczyłam się czegoś. A mianowicie, żeby nie pokazywać co się czuje...

- Nic nie mów mi o ludziach!

- A to niby czemu? - spytałam bo chyba trafiłam w jego czuły punkt.  Basior szarpnął w jakiś sposób łańcuchy i się boleśnie przewróciłam. Wadery wyglądały na przestraszone. Wilk podszedł do mnie i postawił łapę do mojej szyi tak, że się dusiłam. Widać było, że to wilk śmierci

- Słuchaj słonko... Jesteś na mojej łasce, moich terenach, w moim.... żywiole.  WIĘC MASZ SIĘ MNIE SŁUCHAĆ.

- Wiesz co? Wkurwiasz mnie. - Mruknęłam z trudem bo łapa na mojej szyi się mocniej zaciskała.  Byłam zdziwiona, że użyłam takiego słowa... Basior puścił mnie w oszołomieniu bo użyłam swojej magii miłosnej. Jak to miło czasem mieć żywioł miłości.  Popatrzyłam na niego z serdecznością a on zaczął się wycofywać.

- Przestań! - Warknął. Dobra. Męczenie kogoś to jedna z cech której nie mogę wytrzymać. Skoro jest wilkiem śmierci, to cóż. Nie da się nic zrobić. Charakter.

- Następnym razem.... nie daruję. - warknął basior i nagle przed oczami miałam mrok. Poczułam ból ale on szybko zniknął razem z basiorem.

- Następnym razem? W tedy mnie już nie będzie. - powiedziałam co wiedziałam. A to, że mnie nie będzie było szczerą prawdą. Miałam swoje sposoby. Jestem jakby z bumy. Umiem się wyplątać a w razie czego skontaktuję się z moją patronką.

- Katrin....

- Co?

- Chyba nie będę uważać, że miłość to słaby żywioł. - powiedziała Megami

- To nie zależy od mocy tylko od żywiołu. Miłość jest w pewnym sensie słaba ale nie dla wilków śmierci. Oj nie... te dwa żywioły to jak ogień przeciwko wodzie.

< Megami? Luna? Desi? Odpisze ktoś? >

24.11.2016

Od Megami cd Domen (cz.1)

Jak zwykle- Nudziło mi się.Pragnęłam mieć chwilę spokoju.Gdy wychodziłam poza tereny watahy, upewniłam się czy nikt za mną nie idzie.-Wybiorę się w najbardziej strome góry.-Pomyślałam.-Lubię wyzwania.Pobiegłam w stronę gór.Lecz cały czas, oglądałam się za siebie i sprawdzałam czy nikt mnie nie śledzi.-Jak ja dawno nie byłam w górach..-Pomyślałam.A góry, przypominały mi dzieciństwo..
Położyłam się w cieniu, pod drzewem i obserwowałam różnokolorowe ptaki.
-Nareszcie sama...-Wyszeptałam. (...) Sama nie wiem kiedy, zasnęłam.Obudziła się koło południa.Podniosłam się, przeciągnęłam i poszłam nad srebrzysty strumyk.Zobaczyłam w nim swoje odbicie. Napiłam się i poszłam pokonać ten szczyt.Wcale nie był aż taki wysoki. Za chwilę byłam już na górze.Gdy popatrzyłam w dół, zakręciło mi się w głowie.Aczkolwiek tamta strona góry, była pionowa.Zobaczyłam w dole wąwozu sporą rzekę.Również zauważyłam, że jest wąski, BARDZO wąski mostek, połączony z tą górą a tamtą.W pewny momencie chciałam zawrócić, ale uznałam że nie jestem tchórzem. -Idę.- Powiedziałam sobie w duszy. (...) Weszłam na mostek. W głębi duszy słyszałam głos ,,Nie idź tam, daj sobie spokój"-Ale ja mówiłam NIE.Łapa mi objechała.Ale na szczęście nie spadłam..Znowu chciałam zawrócić, ale nie dałam się!Poszłam dalej.
-ŁAA!-Łapa objechała mi ponownie, lecz tym razem zaczęłam spadać.
Ale poczułam, że coś mnie chwyciło za łapę.Byłam zszokowana.Popatrzyłam za siebie.-Domen!?-Zobaczyłam basiora.-Co ty tu robisz!?-Dodałam.
-Byłem zaciekawiony, gdzie tak z rana idziesz.-Tłumaczył-Szedłem za tobą od ką wyszłaś poza watahę.-Ale poco za mną szedłeś?!-Przerwałam mu-Chciałam chodź jeden dzień spędzić w spokoju!-Dodałam oburzona.
Basior mówił dalej.-Przepraszam.Ale byłem ciekawy gdzie o tek wczesnej porze idziesz, na dodatek poza watahę!A co jak by ci się coś stało!?Gdyby nie ja, to byś mogła spaść.
-Ty już się o mnie nie martw.Od czego mam skrzydła.Zepsułeś mi dzień.-Odwróciłam się.
-Już nie narzekaj.-Odpowiedział.
Poszłam pod duże krzewy, położyłam się. (...)
-Moja łapa.-Powiedziałam twardo.
-Złamałaś ją?-Spytał.
-Nie.
-To co?
-Nie ważne...-Nie chciałam mu tego mówić bo to było za grupie...
-Chcę wiedzieć.-Powiedział poważnie.
-...Ugryzłeś mnie.-Położyłam głowę i polizałam łapę.
Popatrzyłam na minę Domena, i zobaczyłam że powstrzymuje się ze śmiechu, ale czuje się głupio.
-S-Sorry.-Ale mówił dalej.-To..Jeśli tak chcesz (...) Możemy iść dalej.
Widziałam na jego twarzy skrępowanie.
W mojej duszy czułam radość.
-Tak.Idziemy.-Odpowiedziałam.Podniosłam się i dodałam.-Idziemy w góry.Przejdziemy przez ten mostek.
Po minie basiora było widać że jest tego przeciwny,ale nie chciał mi się sprzeciwić.-I dobrze.-Pomyślałam.
-Tym razem polecę.-Oznajmiłam.-A jednak się boisz tędy iść.-Zakpił.
Popatrzyłam na nim wzrokiem w którym było widać złość.-Już nic nie mówię.-Widząc, że zaraz się rozzłoszczę poszedł na mostek.A ja rozwinęłam skrzydła i poleciałam.Jak pewnie się domyślacie, byłam tam pierwsza.
(To op będzie rozłożone na części)

<Domen, podoba się wyprawa?>