Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ratujmy Watahę!. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ratujmy Watahę!. Pokaż wszystkie posty

11.06.2018

Czyli jednak.

A więc wataha odżyła! Ale zaraz umrze! I co z tego! I tak mam spaprany humor :) A więc, następuje seria pytań. Wynik jest dodatni lub ujemny... ewentualnie pośredni. Gdy będzie ujemny na maksa, lub tak bardzo, bardzo, człek zostanie usunięty z watahy, a więc... do startu.. gotowi... start! xD

W - wynik dodatni
W - wynik pośredni
W - wynik ujemny


Ja i moje postacie xD - W
Lily (i postacie)W
Demoness - W
Yuko (i postacie) - W
Vergil (i postacie) - W
Mateo (i postacie) - W
Evan (i nie wiem czy ma jakieś postacie) - W
Michio - W
Silver - W

2.06.2018

Od Lily CD. Evana

Z uwielbieniem wpatrywałam się w przedmiot leżący przede mną.
- Przecież to jest... - szepnęłam, podchodząc bliżej - To mój garnek! - wykrzyknęłam wesoło. - Kopę lat! Dawno żeśmy się nie widzieli, co? Myślałam, że cię straciłam, a tymczasem-
- Ekhem - usłyszałam za sobą.
- Taaaak? - Odwróciłam się, hamując słowotok.
- To. - Wskazał na przedmiot obok mnie. - Jest. - Wyraźnie oddzielał każde słowo. - Garnek. Zwyczajny garnek. I nie jest żywy - powiedział z naciskiem na ostatnie słowa.
- Może i nie jest żywy, ale jest moim starym, dobrym przyjacielem! - obruszyłam się. Wyczarowałam dużą, wodną bańkę, do której "wsadziłam" przedmiot. - Chodź, garnku, idziemy stąd. To gbur, który nas nie rozumie i nie potrafi tego zaakceptować! A my się z takimi nie zadajemy! - Zaczęłam iść w stronę domu, prychając cicho.
- Wariatka... - szepnął Evan, choź nie dane było mi tego usłyszeć. - Po prostu wariatka...
~~Tymczasem, w domu Lily~~
Z wielkim uśmiechem na twarzy postawiłam garnek na blacie w kuchni. Zdjęłam z niego pokrywkę, w celu umycia. 
- Uuu, a co to? - powiedziałam do siebie, kiedy w środku ujrzałam jajko. Było błękitne, w małe, białe łatki i kropki w różnych odcieniach niebieskiego. - Ciekawe, co to za jajko... - Wyszłam z kuchni i weszłam do salonu. Wzięłam kilka koców i położyłam je przy kominku, układając gniazdko. - Może i jest ciepło, ale jajka potrzebują wysokiej temperatury... - wymruczałam, wracając po jajo. - Mam nadzieję, że to, co jest w środku, jeszcze żyje. - Wzięłam je i położyłam w gniazdku. Rozpaliłam ogień w kominku i usiadłam obok jajka. Cóż.. Muszę się nim teraz opiekować.
Eeeeeevciooooo?

Od Demo "Rudy kradziej ciachów"

Dziś miałam dzień wolny od wszystkiego. Dlatego zostałam w mojej jaskini. Po porannym spacerku, poczłapałam po wodę. Następnie stanęłam przed trudnym wyborem ~ Którą książkę teraz przeczytać. ~ Po długiej, ciężkiej i męczącej bitwie w mojej głowie wypadło, że jednak dokończę jedną z książek o Percy'm Jacksonie. Zgarnęłam jeszcze z kuchni z talerza parę ciastek z orzechami. Razem z lekturą i jakimś ciachem rozsiadłam się wygodnie pośród poduszek na dywanikach moich kochanych. Rozpoczęłam czytanie. Pogrążona w ścianie liter całkowicie odcięłam się od rzeczywistego świata. Trwałam tak z dobra godzinkę. Na ziemie sprowadziło mnie dopiero ciche chrupanie, a po nim brak ciasteczek, które sobie co jakiś czas przygryzałam. Ja ich na pewno nie zjadłam, bo nadal dziumdzioliłam pierwsze ciastko, które trafiło do mojej łapy. Rozejrzałam się w poszukiwaniu złodzieja. Do moich uszu dotarły kolejne odgłosy chrupania. Poszłam to zbadać. Zobaczyłam wiewiórę wcinającą MOJE ciasteczka. Moje oczy zabłysły z mordercza nutą. wyciągnęłam sztylet i rzuciłam nim w rude dziadostwo. Mały demon ciastkożerca niestety uciekł zostawiając na moim biednym talerzu same okruchy po pysznych ciachach. T.T

END.

Od Spade c.d Demo


Na szczęście, jakaś wadera, rozdzieliła tego demona ode mnie. Oddychając ciężko patrzyłem na świat szeroko otwartymi oczami. Jeszcze chwila a umarłbym, jako pożywka dla tego diabła. Jasnoszary osobnik ciągle warczał.
Szok oraz adrenalina dała mi, jak na razie, zastrzyk przeciwbólowy, dlatego ból w okolicach karku był jakkolwiek znośny.
- Odsuń się! – Krzyknął basior na wybawiciela, próbując go ugryźć by się odsunął. Dopiero teraz, w krótkiej chwili wytchnienia zauważyłem, że zbawiciel był płci pięknej. Zwinnie wywinęła się od ataku, a sama zaatakowała tytana. Już chciałem uciekać, gdy do głowy wpadł mi pewien pomysł.
Wszedłem do głowy tyrana za pomocą swojego żywiołu. Poruszając się pomiędzy migającymi obrazami wspomnień, przez które można by dostać epilepsji, w końcu znalazłem coś co odpowiadało za pamięć krótkotrwałą. Usunąłem wydarzenia sprzed najbliższych paru godzin. Kiedy zobaczyłem rozpadające się wspomnienia, usłyszałem głuchą ciszę a przed moimi oczami pojawiła się czerń.
***
Obudziłem się, zabierając gwałtowny haust powietrza. Basior był nieprzytomny.
- Wszystko dobrze? – usłyszałem waderzy głos.
<Demo?>

Od Evana do Lilusza

- Eee... Co robimy? - powtórzyłem. - My..? - byłem zaskoczony nagłą wizytą.
- Nudzi mi się... - jęczała Lily, rozpłaszczając się obok mnie na podłodze.
- Mi też, idealnie żeśmy się dobrali - odparłem. -  Ale wygląda na to, że teraz po prostu będziemy nudzić się razem.
- Zróbmy coś... Ee... Jest tak gorąco, chodźmy popływać... - próbowała coś wymyślić. W zasadzie czemu nie, nawet dobry pomysł..
- Okej, może się ochłodzimy.. - powoli podniosłem się z chłodnego podłoża i skierowałem w stronę wyjścia. Patrzyłem na leżącą jeszcze waderę. - Idziesz?
- Wolę pełznąć.. - zaśmiała się i wstała.

Po dłuższej chwili wleczenia się nad jezioro w końcu doszliśmy. Widok wody jakby dodał nam sił - ostatnie paręnaście metrów przebiegliśmy. Przyjemna, niska temperatura była odskocznią od upału. Pluskaliśmy się dobre pół godziny, chlapiąc się i goniąc, próbując przełamać opór wody. Nagle Lily, która uciekała przede mną i była parę metrów ode mnie, przy trzcinach, zatrzymała się i wetknęła w nie głowę. Dobiegłem co niej. Odwróciła się w moją stronę i uciszyła gestem. Podszedłem powoli obok niej i również spojrzałem między chude patyki. Lily nagle powiedziała z pewnym namaszczeniem w głosie:
- Przecież to jest...

<Cóż to, Lilu?>

Od Demo do Spade'a

Spacer na który się wybrałam po raz kolejny bo CZEMU NIE skoro i tak nigdy nie mam pojęcia co robić ze swoim życiem, jak zwykle był nudny i dłużący się, co było akurat dobre, gdyż marnowałam cenne minuty na bezsensowne włóczenie się. Cisza towarzyszyła mi przez całą podróż tam gdzie mnie łapy poniosą. Jednak została ona przerwana przez piski i krzyki. Przygotowałam sztylety z trucizną na wszelki wypadek i zmieniając się w pył, zwiększając swoją prędkość podążyłam w stronę z której wydobywał się dźwięk. Z każdym metrem zaczęłam wyczuwać również zapach krwi. Po chwili znalazłam się już w wnętrzu jakiejś jaskini. Moje szare oczy zobaczyły małego przerażonego białego szczeniaka i ciemnoszarego basiora gryzionego przez innego basiora. Szybko zareagowałam i rozdzieliłam obojga z dorosłych.

<Spade?>

Od Spade c.d Chętny


- Jeszcze jedna runda! – błagał basior, patrząc na mnie oczami wypełnionymi bólem i rozpaczą. Było mi go żal. Nie znał czegoś takiego jak umiar. Dał się wciągnąć w wir hazardu, nie spodziewając się swojej nieuniknionej porażki. Nie kryjąc zdziwienia podniosłem łuki brwiowe.
- Nie masz już co posta…
- Stawiam swoją córkę! – powiedział głośno. – Jeżeli wygram oddasz mi wszystko co do mnie należało! – Stanąłem jak wryty. Mała, biała kulka patrzyła na nas z przerażeniem w bursztynowych oczach. Nie, nie mogłem przyjąć żywego towaru. Nie chciałbym psuć tej młodej damie życia. Musiałbym się nią zajmować, co gorsza, polować dla niej.
- Nie mogę przyjąć twojej oferty – odmówiłem.
- Ach tak?! Nie chcesz mi nic oddać skąpcu?! – Zaczął warczeć i się jeżyć.
- Wolałbym uniknąć handlu żywym towarem – odpowiedziałem spokojnie.
- Od razu stawiasz na to, że wygrasz?! – Jeszcze bardziej się rozzłościł. Widziałem w jego oczach prócz gniewu również rozpacz.
- Patrząc na poprzednie tury, tak. – Skłamałem. Gdybym nie oszukiwał, na pewno bym przegrał każdą turę.
- Nie doceniaj mnie!! – krzyknął rozwalając stos z kartami. Zamurowało nas obydwaj, gdy zobaczyliśmy dwie pary Asa Serca. Poczułem, że muszę się zbierać, najlepiej od razu. Rozgniewał się jeszcze bardziej.
Wszystko stało się bardzo szybko. Poczułem szczęki na swoim karku. Pisnąłem z bólu. Mała również przestraszona zaczęła krzyczeć, wyć i piszczeć. Próbowałem się wyrwać z jego żelaznego uścisku, jednak taki słabeusz jak ja nie mógł sobie poradzić z kimś, co połowę doby spędza na treningach.
Kiedy moje wszystkie nadzieje wygasły w wejściu do jaskini zobaczyłem obcego mi wilka.
<Mój ty wybawicielu? :3>

Od Liliusza Do Evanika - czyli nowe, sama-nie-wiem-co.

Leżałam na podłodze. I miałam ku temu powody! Po pierwsze: nudziło mi się jak jeszcze nigdy. Dzisiaj było wolne, a co za tym idzie, szczeniaki nie miały lekcji. Byłam już w wielu miejscach, nawet w Sierocińcu, a nigdzie nie potrzebowali mojej pomocy. Drugim powodem leżenia na ziemi było... Gorąco. Niby była wiosna, a ja czułam, jakby był środek lata. Miałam wrażenie, że się roztapiam. A ziemia podłoga w mojej jaskini, nawet jeśli taka nie była, wydawała się bardzo zimna w porównaniu do tej na zewnątrz - tak gorącej, że chyba dałoby się na niej usmażyć jajka.
Leżałam tak i leżałam, aż nagle mnie oświeciło - Evan! U niego jeszcze nie sprawdzałam. Może też się tak nudził i umierał z powodu temperatury i słońca, tak jak ja? Pomimo odrętwiałych i wręcz rozleniwionych mięśni, poderwałam się z ziemi i z krzykiem euforii wybiegłam z jaskinii.
Droga przebiegła mi zadziwiająco szybko, oczywiście nie licząc kilku upadków - potknięcia się o korzenie wystające z ziemi, wpadnięcia do dziury, która nie wiadomo skąd wzięła się na środku drogi... Piękny ten dzień.
- EVAAAAN!!! - Wpadłam do domu basiora, bez pukania, wywracając się przy tym i robiąc kilka fikołków. Wtem usłyszałam głośny wrzask. Kiedy się zatrzymałam, wstałam szybko, otrzepałam się i rozejrzałam. Obok kanapy, na ziemi, leżał Evan.
- Co ty wyprawiasz?! - spytał oskarżycielsko.
- Ja? Nudzę się - odparłam, szczerząc się od ucha do ucha. - To co robimy? - zapytałam, jak gdyby nigdy nic.
Evcio? :')